Wątek: Id Inferno
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 18-01-2019, 01:00   #3
DrStrachul
 
DrStrachul's Avatar
 
Reputacja: 3224 DrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputację
1.
Krew spływała wolno po łazienkowych kafelkach. Ich nieskazitelna biel silnie kontrastowała z czerwienią krwi. Lepka, brudna ciecz o metalicznym zapachu burzyła sterylność tego miejsca. Żarówka nad lustrem migotała chaotycznie, jakby uwięzione w niej ładunki chciałby przebić się przez szklaną kopułę i uciec. Byle dalej od tego dramatu.
Gdzieś w oddali uporczywie dzwonił. Nie było już nikogo kto mógłby odebrać.

Łazienka jeszcze wczoraj pełna gwaru i ludzi, zmieniła się w kryptę. Zimną i odrażającą kostnicę. Z kranu raz po raz spadała kropla rozbijają się o taflę wody, która wypełniała wannę po brzegi. Namiastka żałobnych dzwonów dla samobójcy.

Dlaczego? Zawsze pozostaje, to samo pytanie. Dlaczego?




2.
Budzik zapiszczał niczym wykastrowany kogut. Na wyświetlaczu, czerwonym światłem pulsowały cyfry.
05:10
Jessica jak co rano, wskoczyła w wysłużony dres i już za moment biegła alejką pośród urokliwych klombów.
Dziwny niepokój dręczył jej myśli i serce. Złe przeczucia i jakiś bliżej niesprecyzowany lęk. Ulice były puste. Wiatr figlarnie podrzucał zeschłe liście Kręcił nimi młynki i gonił wzdłuż krawężnika.
Jessica dobiegła do bramki prowadzącej na plażę.

Żywego ducha. Odetchnęła z ulgą, a wielki głaz spadł jej z serca. To, jak spławiła Ricka, nie dawało jej spokoju. Wiedziała, że postąpiła słusznie, ale… Jej krytyczny umysł, analizował sytuację na tysiące sposobów. Zawsze dochodziła do tego samego wniosku, ale… Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak bardzo ją to dręczy.

Przyjemne zmęczenie ogarnęło jej ciało, gdy pokonywała ostatnie metry wilgotnej po nocnym deszczu plaży. Uwielbiała to uczucie. Napędzało ją to do życia i dawało energię na cały dzień.
A dzisiaj będzie jej potrzebowała więcej niż zazwyczaj. Esther potrzebowała jej pomocy.

3.
Frank wstał zaraz po wyjściu żony. Coś nie pozwoliło mu już zasnąć. Zazwyczaj o tej porze drzemał beztrosko, czekając aż Jessica zbudzi go buziakiem. A dzisiaj jego umysł już od samego rana pracował na najwyższych obrotach. Zmysły się wyostrzyły. Słyszał każdy szelest w domu. Wiatr szumiał na zewnątrz. Drobne krople deszczu rozbijały się o szybę.

Czyżby to telefon od Mary, tak na niego podziałał?
Zarzucił na siebie szlafrok i ruszył do kuchni zaparzyć sobie kawy. Czekając aż ekspres zrobi swoje, gapił się bezmyślnie w okno.
Jego uwagę zwrócił granatowy Buick. Siedziało w nim dwóch mężczyzn. Wyglądało na to, że tkwią tak już jakiś czas. Sedan nie należał do żadnego z sąsiadów. Tego był pewien.

- Tato, zrób mi naleśnika. Proszę.
Rebecca stała tuż obok. Wpatrywała się w niego błagalnym wzrokiem, ściskają swojego ulubionego misia.
- Dobrze kochanie - odparł machinalnie i ponownie spojrzał za okno. Po granatowym sedanie nie było śladu.

4.
- Dobrze, panie Mertens, na dzisiaj kończymy.
Łysiejący, przepocony grubas z trudem podniósł się z kanapy. Po jego wizytach, Jessica zawsze musiała wietrzyć gabinet i użyć sporo odświeżacza, aby pozbyć się kwaśnego zapachu.
- Jasne, pani doktor. Spróbuje zrobić tak, jak pani mówi.Małe kroczki. Może coś z tego będzie.
Uniósł w górę, ściskanego w dłoni Snickersa i schował go do kieszeni bluzy.
- Jest pani świadkiem - powiedział z dumą - Małe kroczki. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.

Martens wyszedł, a Jessica natychmiast otworzyła okno i sięgnęła po ukryty w zagłębieniu fotela odświeżacz. Obficie spryskała cały gabinet. Z torebki wyjęła lalkę, którą pożyczyła z pokoju Rebecci.
Położyła ją niedbale na kanapie. Taka mała pułapka zastawiona na jej kolejnego pacjenta.
Przez weekend dużo myślała o Esther. Opracowała sobie kilka sposobów i lalka była jednym z nich.

Wyszła do holu, aby zaparzyć sobie herbaty. Pani Graham wraz mała Esther już tam na nią czekały.
- Dzień dobry - przywitała się - Już jesteście. To świetnie. Napijecie się może herbaty.
- Nie dziękuję - odparła Teresa Graham - Zanim pani zacznie, pani doktor, chciałabym zamienić słówko.
- Ok. Zapraszam - wskazała rękę drzwi gabinetu,
- Bądź grzeczna Bette. Ja zaraz wrócę.

- Ja już nie wiem, co mam robić, pani doktor - powiedziała szeptem Teresa Graham - Mąż mówi, że powinniśmy ją oddać do zamkniętego ośrodka.
- Uważam, że na razie jest to konieczne. To zawsze zdążymy zrobić. Moim zdaniem w szpitalu Esther jeszcze bardziej zamknie się w sobie i jeszcze trudniej będzie jej pomóc.
- Ja wiem i to samo mu powtarzam - Jessica widziała, że kobiecie napływają łzy do oczu - Tylko ona jest naprawdę nieznośna. Wczoraj obcięła sekatorem ogon kotu sąsiada. Przyniosła mi go i powiedziała, że to prezent dla mnie. Wyobraża sobie pani.
- Musicie państwo być cierpliwi i bardzo czuli wobec niej. Esther wiele przeszła i to wywarło druzgocący wpływ na jej psychikę. Zrobię wszystko, żeby jej pomóc. To jednak wymaga czasu.
- Dobrze, pani doktor. Mam nadzieję, że jej pani pomoże.
- Wróćmy już do małej. Ok?
- Oczywiście.
- Jeszcze jedna rzecz, pani Graham. Dlaczego zwróciła się pani do Esther, Bette.
- Sama to wymyśliła i tak każe do siebie mówić. Robię to, aby jej nie denerwować.

Jessica wraz z Teresą Graham wróciły do holu. Mała Esther “Bette” Liebmann w wielkim skupieniu rysowała coś w małym zeszyciku.
- Witaj Bette - rzekła Jessica przyklękając przy dziewczynce - Chodź pokażesz mi co tam rysujesz.

Jessica po raz kolejny oglądała rysunki, jakie Esther miała w zeszyciku. Nie przypominały one w niczym rysunków jej własnej córki. Było w nich niepokojącego, choć niewypowiedzianego. Terapeutka próbowała nadać sens i znaczenie tym pracom. Esther w tym czasie bawiła się lalką, którą specjalnie Jessica podrzuciła na kanapę.
- Powiedz mi Bette. Kim jest ta dziewczynka?
- To ja.
- A to drugie dziecko?
- To moja siostra.
- Twoja siostra Miriam?
- Nie! - krzyknęła Esther -Miriam jest gupia!
- To kto to jest?
- Bette.
- A to nie ty jesteś Bette?
- Ja chce być Bette.
- A gdzie jest teraz Bette?
- Daleko stąd. Nie znajdziesz jej. Tylko ja wiem, gdzie to jest.

5.
Korzystając z chwili wolnego, Frank postanowił jechać szybko na dworzec. Harry był w szkole, Peter u dentysty, a Rebecca na zajęciach z pływania. Miał, więc co najmniej półtorej godziny czasu, aby załatwić sprawę.

Zaparkował przed głównym wejściem na dworzec i szybkim krokiem ruszył w kierunku skrytek. Kręciło się przy nich kilka osób. Rozglądając się uważnie, Frank szedł pewnie przed siebie, szukając właściwego schowka.
B422... B423... B424... Jest! B425. Ku swemu zdumieniu Frank zobaczył, że drzwiczki od schowka są lekko uchylone.
Co jest? - mruknął pod nosem.
Ostrożnie otworzył drzwi. W środku było kompletnie pusto. Drzwi nosiły ewidentne ślady włamania. Ktoś bezceremonialnie wyważył zamek.
Frank zamknął skrytkę i jeszcze raz rozejrzał się wokół. Mary uczyła go, jak rozpoznawać w tłumie podejrzanych ludzi.

Było ich trzech. Każdy ustawiony w dogodnym miejscu, aby bez przeszkód obserwować “jego“ skrytkę. Serce zabiło mu mocniej. Kiedyś chciał być jak James Bond. No i proszę! Chciałeś, to masz!

Nie było sensu dalej tu sterczeć. Ruszył w stronę parkingu. Musiał, to sobie wszystko dokładnie przemyśleć. Kątem oka zauważył, że jeden z gości zaczął za nim iść.
Gdy mijał oszklone drzwi dworca, jakiś starszy mężczyzna w kraciastej czapce szturchnął go mocno.
- Nic nie szkodzi! - krzyknął ironicznie w jego kierunku.

Dopiero będąc w samochodzie zorientował się że ma coś w kieszeni marynarki.
Co tu się u licha wyprawia? - zapytał sam siebie, odczytując wiadomość z podrzuconego świstka papieru.
 
DrStrachul jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem