Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 23-01-2019, 08:02   #35
Mira
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16894 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację

Gdy wsiadła do samochodu Rafaela ten był tak samo obojętny jak wcześniej i tylko machnął jej dłonią. A jednak w połowie drogi zdecydował się zagadnąć:
- Podobno skończyłaś?
Ola zamknęła książkę, zakładając stronę złożonym na pół biletem.
- Tak. Widziałam po południu jeszcze kilka miejsc, które można by dopieścić ale chyba nikt poza mną nie zwróci na to uwagi. - Zerknęła na Rafaela ciekawa czy na tym ich rozmowa się skończy. Tak też się stało. Mężczyzna patrzył na drogę przed sobą w skupieniu.
Ola powstrzymała westchnienie. Mogła zawsze sprawdzić czy uda się jej go pociągnąć za język.
- Czemu pytasz?
Wzruszył ramionami.
- Tak żeby zagaić rozmowę. - odpowiedział Rafael wymijająco.
- Byłoby mi miło gdybyś wpadł na górę i wyraził swoją opinię. - Mokka uśmiechnęła się i odwróciła wzrok od mężczyzny. Chwilę zastanawiała się nad tym co wydarzyło się ostatnią. Tak tym szalonym pomysłem na eskapadę do Krakowa… czemu tam nie pojechała? Ile czasu zostało do spotkania z wampirami? - Wiesz może czy komisja jest już na zamku?
- “Komisja”? - parsknął - Świetna nazwa. Ale masz chyba świadomość, że oni w dzień nie mieliby za bardzo jak do nas dotrzeć? Jeśli się pojawią to nocą.
Kwestię oglądania pracy Oli celowo lub nie - pominął.
- To nie ja ją wymyśliłam. Lesław ostatnio powiedział coś dziwnego… “że zaczekają”, więc tak… wolałam się upewnić. - Mokka westchnęła i odchyliła się w fotelu. - Przyjdziesz zobaczyć jak mi wyszło moje malowidło?
- Już widziałem. Koło południa. Fajnie wyszło. - odpowiedział Rafael bez emocji.
Mokka poczuła jak gdzieś w okolicy jej skroni pęka jakaś żyłka. Była zła na Rafaela na tą zmianę w jego zachowaniu. Miała w nim kogoś z kim mogła pogadać, a teraz musiała się wsłuchiwać w tą zepsutą automatyczną sekretarkę.
- Jesteś na mnie zły za tamtą noc, czy też ci się oberwało i stąd te twoje oschłe odpowiedzi? - Wyrzuciła z siebie pytanie, z jakiegoś powodu oczekując, że mężczyzna je pominie.
Chwilę milczał.
- Jestem zmęczony. - powiedział w końcu - Chcę tylko żeby to gówno się wreszcie skończyło.
- Myślisz, że się skończy gdy przyjdzie ta cała “komisja”? - Ola wpatrywała się w drogę. Nie chciała patrzeć na Rafaela. Po przyjemności, którą jej sprawił te słowa… odrobinę bolały.
Skrzywił się, a po chwili na jego ustach pojawił się ironiczny uśmieszek.
- Taa myślę, że dla mnie się skończy. - odparł nie odwracając wzroku od drogi.
- A dla pozostałych nie? - Nie wytrzymała, zerknęła w bok na jego przystojny profil. Chciałaby wiedzieć co mu teraz siedzi w głowie.
Wzruszył ramionami.
- A kim ja jestem, żeby za innych mówić? To ich sprawa, ja jestem tylko leniwym kolesiem z ładną buźką.
- Z tego co doświadczyłam na własnej skórze… całkiem dobrym fryzjerem. - Ola uśmiechnęła się na wspomnienie tamtego popołudnia. - Odejdziesz od nich gdy już będą wolni?
Parsknął, jakby powiedziała coś niewiarygodnego. Odpowiedź była jednak mało wesoła.
- To nie twoja sprawa. Może zachowaj swoje zainteresowanie dla Lesława i daj mi się skupić na jeździe, jeśli chcesz do niego dotrzeć, co?
- Jakoś gadanie ci do tej pory nie przeszkadzało. - Odwróciła wzrok od mężczyzny i także skupiła go na drodze.
- Fakt - o dziwo przyznał jej rację - Chyba... jestem zazdrosny. Irytujące uczucie.
- Zazdrosny? - Ola spojrzała na Rafaela szczerze zaskoczona.
Tym razem zerknął na nią.
- Daruj sobie te wielkie ze zdziwienia oczka i miej trochę szacunku dla swojej inteligencji. Potrafisz składać puzzle. Ode mnie więcej nie dostaniesz, dopóki... Ogólnie. Dlatego sorry mała, mogę być twoim driverem, ale znajdź sobie kogoś innego do friendzonu.

To rzekłszy Rafael zatrzymał auto. Okazało się, że są już pod zamkiem.
- Może lepiej bym już nikogo sobie nie szukała. - Mokka wysiadła z auta. - Chyba wystarczy mi jeden facet, który wypycha mnie z pokoju, a potem twierdzi, że jest zazdrosny. - Zła zamknęła za sobą drzwi auta i ściskając w dłoni książkę ruszyła do swojego pokoju. Musiała pomalować by się nieco odprężyć, a naniesienie poprawek w wieży było najlepszą możliwą opcją.

Przebrała się w robocze ubrania i w gniewnym nastroju ruszyła na wieżę, gdzie... spotkała Lesława. Ubrany w szary t-shirt i krótkie bojówki, siedział na parapecie i wyraźnie przyglądał się malowidłu.
- Powinienem powiedzieć “cześć”, ale powiem “łał”. - rzekł z uśmiechem, przenosząc wzrok na sylwetkę Oli.
Mokka wzięła głębszy oddech mają nadzieję, że to nieco ją uspokoi. Głupi Rafael jak mógł ją tak zdenerwować. Ścisnęła mocniej pędzle, które przyniosła z sobą z pokoju.
- Chciałam dopracować jeszcze kilka szczegółów… nie wyglądały najlepiej w świetle dziennym. - Powiedziała, starając się brzmieć jak najpozytywniej się dało.
- Mogę zostać? Mogę siedzieć cicho. - zadeklarował jak uczniak, uśmiechając się lekko. Ola zdała sobie w tej chwili sprawę, że w dużej mierze urok Lesława opierał się nie tylko na jasno-błękitnych oczach, ale też tym uśmiechu, który zawsze krył w kącikach odrobinę smutku. Jakby brzemię wampira było zbyt ciężkie, by mógł pozwolić sobie choćby na chwilę prawdziwej radości.
- Będzie mi bardzo miło jeśli dotrzymasz mi towarzystwa. - Mokka podeszła do skrzyni i wydobyła z niej paletę i farby. Szybko zaczęła rozrabiać potrzebne kolory. - Bardzo chętnie posłucham… - Obejrzała się na siedzącego na parapecie wampira. Jego obecność sprawiała, że gniew rozmywał się zastępowany znajomym ciepłem. - … jeśli chciałbyś mi coś opowiedzieć.
Lesław rozsiadł się wygodniej na parapecie, opierając plecami o framugę.
- A co ja ci mogę opowiedzieć... siedzę w tym domu strachów tyle lat... - urwał i już wydawało się, że porzuci wątek, bo wyraźnie zapadł się we wspomnieniach, gdy zaczął opowiadać:
- Urodziłem się jako trzeci syn kowala. W tamtych czasach było więc jasne, że to on będzie dziedziczył majątek po ojcu, nawet jeśli ja - mówiąc nieskromnie - miałem znacznie większy dryg do tej roboty. Nauczyłem się więc wszystkiego, co mogłem od ojca i braci i ruszyłem w świat szukać szczęścia. To była moja pierwsza dotkliwa szkoła życia. Oszczędzę ci przebiegu, starczy, byś wiedziała, że wtedy poznałem co to prawdziwy głód. Taki, który odbiera zmysły. Może dlatego... nie byłem tak przerażony, gdy poczułem głód krwi potem.
Lesław uśmiechnął się półgębkiem, po czym rzekł:
- Tego nie poprawiaj. Podoba mi się z tym rozmazanym konturem. - I po tej wadze wrócił do swojej historii - Koniec końców nie było tak źle, bo znalazłem pracę jako pomocnik kowala pod Ostrawą. Tam też po raz pierwszy spotkałem wampira - moją matkę lady Mariannę.
Urwał, znów pogrążając się w świecie swoich myśli.
Ola przytaknęła ruchem głowy na komentarz dotyczący malowidła i przesunęła się dalej by zająć się kolejnym elementem.
- Matkę? - Zerknęła z zaciekawieniem na Lesława. - W sensie… nie znałeś wcześniej swojej matki?
- Wampirzą matkę. Tę, która mnie przemieniła - odpowiedział Lesław, lekko rozbawiony jej pytaniem.
Mokka obróciła się siedząc na podłodze i spojrzała bezpośrednio na wampira.
- Jak się poznaliście? Jaka była... jest? - Z zaciekawieniem przyglądała się Lesławowi oczekując ciągu dalszego opowieści.
Lesław potarł czoło dłonią.
- Cóż... jest piękna... temperamentna... silna... nieustraszona... i apodyktyczna. Nigdy mi nie wybaczyła, że od niej odszedłem. Po prawdzie to ona załatwiła mi tę klątwę. - spojrzał ze smutkiem na Olę i poprawił się - Nam załatwiła. Zostałem księciem szybciej niż matka, choć to było zawsze jej marzenie. To... popsuło nasze relacje, sama rozumiesz.
Dziewczyna oparła głowę na kolanach nie odrywając wzroku od Lesława.
- Wspominałeś, że zrobiliście coś strasznego… że to była kara? - Jej wzrok przesunął się po sylwetce wampira. Chciała się do niego przytulić. Znów poczuć pod dłońmi jego silne ciało. Nie ruszyła się jednak z miejsca, zaciskając jedynie dłoń na pędzlu.
- Nic takiego nie mówiłem! - warknął gniewnie i przez chwilę w jego oczach pojawił się prawdziwy lód. Po chwili jednak mężczyzna się opanował. - W sensie, że to coś strasznego. Mówiłem, że to kara. Owszem. Nasza wina polega na tym, że nie jesteśmy hipokrytami jak tamci. No i się na nas uwzięli za namową matki. Każdy książę musi się liczyć z tym, że znajdzie się ktoś lub nawet kilku ktosiów, którzy będą chcieli go zdetronizować. A o tym, że nie byłem jednak najgorszym księciem niech świadczy fakt, że moi poddani wstawili się za mną. Nic strasznego nie zrobiliśmy - powtórzył dobitnie.
Ola skuliła się mocniej słysząc podniesiony głos Lesława. Jej ciało spięło się.
- Wybacz… ja… to tylko… - Wzięła głębszy oddech. - To trochę straszne, że skazano was na coś takiego tylko przez to, że ktoś był zazdrosny.
Ta uwaga go uspokoiła. Wyraźnie się rozluźnił i wstał z parapetu, by usiąść w kucki obok dziewczyny. Teraz on spojrzał jej głęboko w oczy.
- Wybacz, poniosło mnie. Po prostu, jak mówisz, też uważam, że to niesprawiedliwe, a nic z tym nie mogę zrobić. Bezradność i... to, że obarczam tym ciebie, osobę, która dość już przeszła... mnie denerwuje. - zakończył, spuszczając wzrok.
Gdy Lesław się zbliżył Oli momentalnie zrobiło się ciepło, było to dziwne biorąc pod uwagę, że przed chwilą naprawdę ją wystraszył.
- Nie masz wyboru prawda? - Spróbowała się uśmiechnąć. - I chyba… rozumiem czemu twoja matka nie została księc… księżną… - zawahała się nie będąc pewną czy znów nie rozgniewa wampira. - Skoro zazdrość popycha ją do takich rzeczy… chyba nie byłaby dobrym władcą.
Lesław uśmiechnął się, bynajmniej nie rozzłoszczony tym razem.
- Nigdy tego przy niej nie mów. Po prawdzie jednak to nie tak... Nasza grupa... my byliśmy wyrzutkami. Żadne z nas nie było przykładnym wampirem, jeśli można tak to nazwać. Mieliśmy jednak na tyle szczęścia, by na siebie trafić. Zajęliśmy małe miasteczko, w którym żadni nasi pobratymcy nie mieszkali i które nie powinno być dla nikogo atrakcyjne, jeśli chodzi o gospodarkę, przemysł, handel i tak dalej, i tak dalej. Chcieliśmy się tu zaszyć i mieć spokój. Żeby jednak to sobie zagwarantować, ktoś musiał zostać księciem. No i... ktoś został. - uśmiechnął się smutno, po czym przybliżył swoją twarz do twarzy Mokki. Zatrzymał się jednak, jakby walcząc z samym sobą.
- Przepraszam, że cię w to wciągnąłem - szepnął - Gdyby chodziło tylko o mnie, nigdy bym cię o to nie prosił, ale... odpowiadam za nas wszystkich. I wiem, że z roku na rok niektórym jest coraz ciężej znieść to więzienie.
Mokkę kusiło by skrócić ten niewielki dystans, który ich teraz dzielił. Nie czuła na sobie oddechu wampira. Była ciekawa czy jego pocałunek byłby chłodny, jak by to było wsunąć język w jego usta...
- Wiesz, że pomogę… i to z uwagi na ciebie, a nie na nich. - Wydusiła z siebie w końcu nie mogąc oderwać spojrzenia od oczy wampira. Była taka głupia. Naprawdę się w nim zakochała. Ta myśl sprawiła, że poczuła jak łzy zbierają się jej pod powiekami. Była taka łatwa... - Pomogę. - Wydusiła z siebie powstrzymując się od płaczu.
- Jesteś najdzielniejszą żywą istotą jaką znam.
Usta Lesława przybliżyły się delikatnie muskając wargi Mokki. I gdy wydawało się, że już zaraz wampir złamie się i zrobi coś więcej, nagle odsunął się szybko i spojrzał w kierunku okna, marszcząc brwi.
- Ktoś tu jedzie.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline