Wątek: Id Inferno
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 29-01-2019, 23:48   #9
DrStrachul
 
DrStrachul's Avatar
 
Reputacja: 3224 DrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputacjęDrStrachul ma wspaniałą reputację
1.
- Mamo, mamo, ale dlaczego nie mogę jechać z wami? - przytulona do uda matki, mała Rebecca żądała kolejnych wyjaśnień zaistniałej sytuacji. Peter i Harry wieść o wyjeździe rodziców przyjęli z większym spokojem. Być może dlatego, że byli chłopakami, a może dlatego że byli starsi. Dla najmłodszej Rebecci sytuacja była absurdalna i niepojęta.
Mama i tata wyjeżdżali bez niej. Jak to bez niej? Przecież zawsze i wszędzie jeżdżą razem. Nie pomogły tłumaczenia, że to tylko na chwilę, że ani się nie obejrzy a oni wrócą. Dziewczynka nie przyjmowała do wiadomości rodzice mogą mieć coś do załatwienia bez niej.
Jessica przykucnęła, pogłaskała córkę po włosach. Przez mgnienie oka twarz Rebecci zlała się w jedno z twarzą Esther. Na czarnym ekranie zamkniętych powiek, mózg Jessici wyświetlił slajdy z ostatniej sesji z Esther “Bette” Liebmann. Na wspomnienie trzęsącej się epileptycznych spazmach ośmiolatki, łzy same napłynęły jej do oczu.
Stojący obok Frank, dostrzegł to i z czułością położył dłoń na ramieniu żony. Także przyklęknął i przytulił córkę.
- Becca - rzekł do niej spokojnie - Jesteś już dużą dziewczynką, prawda?
Ośmiolatka ochoczo kiwnęła głową.
- Dlatego musisz zrozumieć, że ja i mama musimy na chwilę wyjechać. Załatwimy jedną sprawę i zaraz wracamy.
- Ale co to za sprawa? - nalegała Rebecca.
Frank przystawił usta do ucha córki i szepnął.
- To tajemnica. Powiem tylko tobie i mam nadzieję, że dochowasz sekretu. Jedziemy przygotować dla ciebie wielką niespodziankę.
Wielki uśmiech zagościł na twarzy dziewczynki. Uniosła dłoń do buzi i z wielką wprawą wykonała gest, jakby zamykała usta na kluczyk, który potem wyrzuciła przed siebie.
Jessica wstała z kolan i złapała męża z rękę.
- Dziękuję - szepnęła nachylając się ku niemu.

- Bezpiecznej drogi - życzył ojciec Franka, ściskając dłoń syna na pożegnanie - Niczym się nie martwice. Zaopiekujemy się dzieciakami, jak swoimi swoimi - zażartował.
- Dwa, trzy dni i wracamy - rzekł Frank.
- Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku? - zapytała zaniepokojona stanem synowej, Laura.
- Tak, wszystko gra - uspokoiła ją Jessica.
- To dobrze, ale jakbyście czegoś potrzebowali. Czegokolwiek. To dzwońcie, kochani. Zawsze wam pomożemy.

Kłamstwa, półprawdy i niedomówienia bezszelestnie wkradły się w ich życie. Jessica czuła się przez to brudna na duszy, choć przecież nie stało się nic tak strasznego. Do tej pory jednak nigdy nie musiała oszukiwać córki, ani teściów. Prowadziła uczciwe życie i tak starała się wychowywać dzieci, aby im to wpajać na każdym kroku. Dzisiaj złamała swoje zasady i nie czuła się z tym dobrze.

Frank także wyglądał na zmartwionego, gdy siedział za kierownicą ich SUV-a. Jechał do domu, ale jego głowę zaprzątały inne myśli i zmartwienia. Drobne kłamstewka nie robiły na nim wrażenia. Umiał grać, choć nie był to powód do dumy.

2.
Dom bez dzieci był pusty i smutny. Brakowało odgłosów ich wesołej zabawy i przekomarzania. Jeszcze parę dni temu Jessica i Frank przywitali by taką ciszę z wielką radością. A dzisiaj…

Oboje byli zdenerwowani i rozdrażnieni. Ostatnie wydarzenia mocno nadszarpnęły ich nerwy i wzajemne zaufanie. W ich idealnym dotąd związku pojawiła się drobna rysa. Niewielka sama w sobie, ale burzyła dotychczasową perfekcją, a przez przeobrażała się w wielki wyłom.

Stojące w holu walizki nabierały w tej sytuacji niemal symbolicznego znaczenia. Podróż, rozstanie, początek nowego rozdziału. Przedmioty kojarzące się do tej pory tylko z wakacyjnymi wojażami i radosnymi przeżyciami, teraz budziły tylko i wyłącznie negatywne skojarzenia i emocje.

Przez ostatnie godziny, niewiele ze sobą rozmawiali. A przecież było tyle do opowiedzenia i wyjaśnienia. Żadne z nich jednak nie potrafiło przełamać muru milczenia, jaki zaczął rosnąć wokół nich. Mieli nadzieję, że w czasie drogi znajdą odpowiedni moment, by szczerze pomówić.

3.
Już mieli się pakować do samochodu, gdy odezwała się komórka Jessici.
- Jessica Mitchell - odezwała się widząc nieznany numer.
- Witam pani doktor. Nazywam się Kevin Wagner. Jestem lekarzem w szpitalu św. Barbary. Pani pacjentka przebywa u nas na oddziale.
- Esther Liebmann. Tak wiem. Jej ciotka informowała mnie, że wszystko jest w porządku. Dla pewności miała zostać kilka dni na obserwacji. Czy coś się stało?
- Szczerze mówiąc, to i tak i nie.
- Może być pan bardziej precyzyjny. - odparła lekko rozdrażniona Jessica.
- Ależ oczywiście. Przepraszam, nie chciałem pani zdenerwować.
- Nic się nie stało, ale proszę przejść do konkretów.
- Stan ogólny małej Esther jest dobry. Nie znaleźliśmy żadnej fizycznej przyczyny ataku padaczki. Wszystkie badania w normie. Rezonans nie wykazał żadnych patologicznych zmian. Uznaliśmy, że atak miał prawdopodobnie podłoże psychiczne. Z karty wiemy, że dziewczyna przeżyła ostatnio wiele i dość mocno odcisnęło się to na jej psychice.
- Tak, zgadza się. Od kilku tygodni próbuje ustalić, jak można jej pomóc.
- Dlatego też między innymi do pani dzwonię. W czasie badań odkryliśmy na ciele kilka dziwnych śladów. Kilka drobnych, okrągłych śladów w okolicy dolnej części kręgosłupa oraz potylicy. Dziewczynka ma także dość specyficzne blizny na skroni, czole i w okolicy potylicy.
- Nie bardzo rozumiem. Co to znaczy? - spytała Jessica.
- Nie wiemy do końca. Przypuszczamy jednak, że są to ślady po jakiś zabiegach medycznych. W aktach jednak nie ma nic na temat takowych. Pomyślałem, że może pani będzie coś wiedzieć na ten temat. Może mogła by pani jutro przyjechać do szpitala. Porozmawialibyśmy na spokojnie. Pokazał pani zdjęcia, a pani powiedziałby mi co o tym myśli. W porządku?

Frank w tym czasie siedział na kanapie. Korzystając z okazji, że Jessica nie patrzy mu na ręce sięgnął po komórkę i przeczytał sms-a, jak przyszedł jakiś czas temu.
Jego treść wcale go nie uspokoiła. Raz, że w pewien sposób krzyżowała mu plany. Dwa, że była na tyle lakoniczna, że można ją było interpretować na różne sposoby.
Schował telefon do kieszeni i podszedł do okna. Od wizyty gazowników, co jakiś czas robił rekonesans i sprawdzał, co się dzieję wokół domu. Na zewnątrz powoli zapadał zmrok. W świetle latarni dostrzegł ciemną furgonetkę, stojącą na końcu ulicy. Dwa rozżarzone punkciki świadczyły o tym, że w środku ktoś jest.
 

Ostatnio edytowane przez DrStrachul : 29-01-2019 o 23:54.
DrStrachul jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem