Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 07-25-2007, 19:28   #183
Lhianann
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 5 Lhianann wkrótce będzie znanyLhianann wkrótce będzie znany
$: 89 471
Mężczyzna podszedł do Amber tak blisko ze poczuła won jego delikatnych perfum.
Nagle wydało jej się niesamowicie głupim oddalanie się od miejsca jej przyszłej pracy. Właściwie to nie była już nawet pewna dlaczego to zrobiła.
Nieznajomy był taki przystojny.
Ten jego czuły uśmiech, taki obiecujący…
Zapatrzyła się w jego niesamowite oczy.
Jakieś dziwne myśli poczęły się rodzic w jej umyśle.
Tak.. teraz udało jej się ja wyłowić...
Tak.. zrobię to.. to będzie cudowne... tego właśnie od zawsze pragnęłam...
Co ja tu do diabla jeszcze robie!?!? Musze się pośpieszyć, oni nie mogą czekać...

- Już chyba czas abyś powróciła do przyjaciół. Zapewne się o ciebie martwią.

Uśmiechnął się do niej i podał jej swoja dłoń wciąż patrząc jej w oczy.

Amber już uniosła dłoń w stronę jego ręki, nagle jakby przeszył ją prąd.
Czego ja niby tak przez całe życie pragnęłam? Co jest do diabła?
Zacisnęła uniesioną prawą dłoń boleśnie wbijając w wnętrze dłoni paznokcie.
Ból ją otrzeźwił prawie natychmiast.
Usta dziewczyny rozchyliły się w drapieżnym, nieco kocim uśmiechu widząc na twarzy stojącego przed nią elegancko ubranego na oko młodego mężczyzny lekkie zmarszczenie brwi, ciut zaskoczenia.

- Nie wiem kim pan jest ani w co się bawi, ale to nie moja gra.
A co do tej zbieraniny dziwnych postaci z hotelu, to prócz tego, że przyjechałam tu jak oni do pracy nic mnie nie łączy, a słowo przyjaciele nie pasuje już na pewno.


Amber widząc jak oczy mężczyzny rozszerzają się w zdumieniu, a może i gniewie, zrobiła coś, czego trochę się sama po sobie by nie spodziewała.
Wręcz perfekcyjna urodą mężczyzny stojącej przed nią wydawała się jej teraz sztuczna, wręcz odrażająca.
Z niejaką przyjemnością cofnęła prawe ramię, płynnie ugięła mocniej łokieć i napięła mięśnie.
Nasada jej prawej dłoni z nieprzyjemnym chrupnięciem zderzyła się z nosem stojącego przed nią gogusia.

Amber poczuła satysfakcję, a jednocześnie nieco przerażenia.
Co mnie opętało?
Widząc w twarzy jej niedoszłego rozmówcy z jakiej płynęła krew powoli rosnącą furię odwrócił się na pięcie i runęła w stronę głównej ulicy jakiej odgłosy były bardzo słyszalne.

Żółta taksówka na postoju na jaki wręcz wypadła wydała się jej zbawieniem.
Zdyszanym głosem kazała się zawieźć na Trafalgar Square.
Cieszyła się, że wychodząc z tego przeklętego hotelu wzięła ze sobą torbę w jakiej miała wszystkie dokumenty, większą część pieniędzy, telefon i inne niezbędne rzeczy.
Tak naprawdę w jej plecaku zostały tylko ubrania i kosmetyki czyli nic czego nie dałoby się łatwo kupić.

Tłum turystów przelewający się w centrum Londynu dodał jej sił.
Czuła się w nim zdecydowanie bezpieczniej.
Chodź miała dziwne podskórne wrażenie, ze ktoś ją śledzi.
Dziewczyno, nie popadaj w paranoję!
Zbeształ samą siebie.
Kupiła dużą białą kawę w McDonaldzie, popijając ją szła ruchliwymi uliczkami centrum stolicy Wielkiej Brytanii.
Po pewnym czasie skusił ją ognistymi rytmami salsy klub o nazwie ‘El Sol’.
Weszła do niego, po pewnym czasie zatopiła się totalnie w rytmie jaki pulsował dookoła niej, dała się ponieść ogniu tańca.
Usiadła na moment przy barze sącząc sok porzeczkowy.
Na chwile wdała się w rozmowę z jakaś meksykanką jaka przyjechała do Londynu jakiś czas temu i założyła w Londynie klub tańca latynoskiego.

Gdy znów chciała wrócić na parkiet nagle zakręciło się jej w głowie.
Opierając się o ścianę, kurczowo zaciskając lewą dłoń na torbie wiszącej w poprzek jej ciała weszła chwiejnym krokiem do łazienki.
Zimna woda nie pomogła w niczym, obraz zaczął jej wirować przed oczyma.
Prawie by upadła, gdyby nie jakieś dłonie jakie ją potrzymały.

Nad sobą zobaczyła suchą, nieco drapieżną twarz ciemnowłosego mężczyzny, jaki z jak jej się wydawało, lekkim niepokojem w oczach na jakie opadały długie kosmyki włosów patrzył na jej pobladłą twarz.,
Nagle, gdzieś nad sobą usłyszała głos eleganckiego faceta jakiemu chyba złamała nos.
- Mam cię. Przede mną się nie ucieka.
Ale to polowanie mi się podobało.
Byłem pewien, że trafią nam się same potulne owieczki, a nie taki dziki kot jak ty, moja droga.

Na twarzy pochylonego nad nią mężczyzny pojawił się grymas pogardy i wściekłości, chyba w reakcji na protekcjonalne słowa i ton tamtego.
Amber poczuła że ją podnosi, owionął ja zapach jakby …mokrych piór?
Chciała coś powiedzieć, ale nagle wszystko zawirowało potężnie, i poczuła jak osuwa się w miękką ciemność.
 
__________________
Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A nie jeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Na bądź więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci. Nawet bowiem najmądrzejszy z Mędrców nie wszytko wie.

Ostatnio edytowane przez Lhianann : 07-25-2007 o 19:53.
Lhianann jest offline