| Różyczka, Czacha;
Póki co obieracie kurs na kapłana. Tak, hm, a gdzie teraz w środku deszczowej nocy znajdziecie kapłana?
Każdy głupi wie gdzie. W kaplicy.
W Szmaragdowej Dzielnicy, gdzie latarnie płoną nocą seledynowym ogniem, jest Katedra zakonu Sarafan.
W dzielnicy Purpurowej mieści się siedziba Paladynów. Czacha od razu zaznacza, że nie lubi paladynów. Radośnie opowiada, jak to ni stąd ni zowąd znalazł się wśród nich, na ich galeonie, jako więzień pewnego zdziadziałego maga. Szczęśliwym trafem, zjawiła się [również ni stąd ni zowąd] reszta „drużyny”, z której pomocą galeon wraz z paladynami poszedł na dno.
W dzielnicy handlowej, gdzie obecnie macie zaszczyt moknąc, znajduje się klasztor zakonu Płonącego Heretyka. Czacha zauważa, że w „drużynie” był nawet członek ów wsławionego zakonu, gnom o ognistym temperamencie, niejaki Gengi. Niestety, Gengi wybrał się na wycieczkę po mieście i Czacha nie wie, gdzie poniosły go krótkie gnomowe nóżki.
Fruniecie uliczką, gdy nagle słyszycie dziwne, krótkie fuknięcie. Zerkacie w bok. U wylotu uliczki dochodzącej do tej gdzie się zatrzymaliście, stoi dziwny i nieprzyjemnie wyglądający stwór. Wielki jak koń, cały czarny i pokryty gładką, lśniącą w świetle latarni skórą. 4 łapy z wielkimi pazurami, haki na łokciach, długi ogon, 2 głowy, każda z 4 pomarańczowymi oczkami. To raczej nie jest zwierzątko domowe, które komuś uciekło. Stwór zerka na was, prycha przez chwilę. Zawraca zwinnie i znika za rogiem. Słyszycie jak biegnie gdzieś.
Hm. Czujecie się trochę nieswojo. Ale fruniecie dalej.
Beztroskie zataczanie się przerywa wam czyjś histeryczny wrzask. Wyglądacie zza rogu. Stwór, którego przed chwilą widzieliście, obiema paszczami wżarł się w jakiegoś bezdomnego owiniętego w czerwony, podarty koc. Biedak drze się, wierzga, kopie, ale czarny stwór kąsa bez litości.
__________________ Poczytaj u nas o KIBLU CHAOSU! xD |