Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-06-2019, 17:42   #3
Noraku
 
Noraku's Avatar
 
Reputacja: 17956 Noraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputację
e smutkiem patrzył na Druidkę. Wiedział przez co mogła przechodzić. Jego też to kiedyś spotkało. Może nie do końca w ten sam sposób, ale ból był bólem a ten metafizyczny i umysłowy pozostawiał trwałe ślady. Wiedział już, że Ci którzy ich pochwycili byli bezwzględni w swoich celach. A to oznaczało, że on musiał być dwa razy bardziej przebiegły i ostrożny. Nie mógł pozwolić, żeby spotkało go to samo co Shee’re. To całe cierpienie… Ten ból…
… który był dziwnie znajomy...
Zagryzł szczęki przy pierwszym ukłuciu, ale to nie pomogło. Moc, niczym echo, przebijała się do ich świadomości. Rezonowała. Tak jak kryształy. Tak jak na tamtej polanie. Wszystko inne przygasło wobec tego dziwnego wrażenia zalewającego zmysły. A potem był błysk, huk i łagodne objęcie ciszy. Niczym dłonie kochanki. Świadomość odpłynęła w ten mrok, aż pozostała sama pustka.


Ogień powoli płonął w atanorze. Znajdujący się na jego szczycie kocioł delikatnie bulgotał rozgrzanym wewnątrz płynnym metalem. Kolejne próby poszukiwania lapis philosophorum zostały na razie wstrzymane na rzecz innego przełomu. Odpowiednie środki kalcynowały się już w skomplikowanym systemie połączonych szklanych fiolek. Z jednej z nich kapała jarząca się błękitnie ciecz. Spojrzał na nią ponad wypisanymi w księdze rycinami. Pomamrotał pod nosem i wrócił do zapisywania dalszych obserwacji. Miał jeszcze trochę czasu do osiągnięcia æquus. Królewska sztuka nie cierpiała pośpiechu.
Płomienie pod innymi kolbami rozgrzewały kolejne odczynniki, reagujące z optima mater. Pomimo względnego spokoju alchemiczna pracownia wrzała od pracy. Tę harmonię dźwięku przerwał dopiero cichy, stłumiony jęk. Mężczyzna oderwał wzrok od zapisanych kart papieru. Posypał go delikatnie piaskiem i zostawił do wyschnięcia. Złapał za kostur i powolnym krokiem podszedł do ustawionych w cieniu katafalków z rozpiętymi na nich ciałami. Wbrew pozorom nie były to wyłącznie martwe powłoki. Przynajmniej nie wszystkie. Ciało elfa i człowieka już zbladło, a wyżłobienia w katafalku szkliły się od ich krwi. Reszta oczekiwała na swoją kolej w stanie sztucznie wywołanego paraliżu. Kobieta, mężczyzna, dziecko, niziołek, ork, gnom, kobold. Przy tym ostatnim zatrzymał się dłużej i zmarszczył czoło. Skąd się ten tutaj wziął? Nie planował przecież jeszcze badań nad tą fascynującą rasą. Zwłaszcza, że wygląda znajomo. Rozmawiał z nim wręcz kilka dni temu, a ten przedstawił się jako… KIRKIM!
Mężczyzna cofnął się o krok i potknął na nierównej posadzce.
Ciepło i duchota utrudniały oddychanie.
Prawa dłoń pulsowała bólem i światłem.
Jakiś dziwny głos rozbrzmiewający w czaszce.
Ściana ognia w miejscu, gdzie jeszcze do niedawna znajdował się mur. A w tym ogniu ONA. Odnalazła go. Zaklęcie obronne samo formułuje się w głowie. Wyciąga w jej kierunku rękę, dostrzegając w końcu źródło bólu. Czerwony kryształ wbity w dłoń. Czar nie działa. Zamiast niego z ziemi wyrastają podobne kryształy, ale o znacznie większych gabarytach. Zmuszają kobietę do cofnięcia. Xhapion nie zamierza kwestionować wydarzeń rozgrywających się przed jego oczami. Chwyta rękę drugą dłonią i skupia się mocniej na kryształach. A te przebijają nagle skórę napastniczki, a po chwili całkowicie zakrywają ją przed jego spojrzeniem. Chociaż prawa dłoń odrętwiała z bólu, to czuje triumf. Odwraca się na dźwięk znajomego głosu, tylko po to, żeby zostać otulony płomiennym płaszczem. Chociaż nigdy nie czuł czegoś tak strasznego, to z otwartych ust nie wydobywa się nawet jeden dźwięk.


Otworzył oczy. Feeria barw i zapachów otumaniła na chwilę jego zmysły, zanim udało mu się je rozróżnić. Zioła, ogień, żywica, pot, dym i przyprawy. Wszystko to mieszało się ze sobą. Cal po calu badał przestrzeń dookoła, a kiedy minęły już pierwsze mroczki zdecydował się podnieść. Niedaleko leżał Ivor. Spojrzał mu prosto w oczy z niepewną miną. Nigdzie nie dostrzegał reszty towarzyszy. Nie byli jednak sami.
Starzec przyskoczył do nich nagle, ignorując jakiekolwiek granice osobiste. Dotykał twarzy, ciała, głowy i ciągle mamrotał pod nosem do siebie. Xhapion w pierwszym impulsie zareagował podobnie jak w majaku, chcąc spleść zaklęcie, ale nagły ból głowy uniemożliwiał skupienie. Nie spopielił więc starca.
Spojrzał ze wstrętem na postawioną przed nim cuchnącą potrawkę. Wątłe ciała domagało się substancji. Nawet w taki mizernej postaci. Zanim jednak zdecydował się to zjeść, spróbował wyczuć w unoszących się zapachach znajome nuty trucizn. Przesadna ostrożność, ale po ostatnich wydarzeniach jak najbardziej zrozumiała. Gdy był już przekonany, że nic mu nie zaszkodzi, nie wliczając gwałconych kubków smakowych, zabrał się za pałaszowanie.
- Dobrze by też było wiedzieć, gdzie się znajdujemy - dodał po pytaniu Ivora
 
__________________
you will never walk alone

Ostatnio edytowane przez Noraku : 05-06-2019 o 12:47.
Noraku jest offline