Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 17-07-2019, 20:50   #4
Nami
Mother of Mafia
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 52177 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację
Gdy opuszczała Nuln wraz z Rudigerem, Burza Chaosu była ostatnią rzeczą, której się spodziewała. W jej myślach przewijało się wiele czarnych scenariuszy, od kradzieży, poprzez gwałty a skończywszy na sztylecie zatopionym w ciele przez jakiegoś bandytę spotkanego na drodze. Wierzyła i obawiała się rzeczy wprost przyziemnych i takich, które mogły przydarzyć się na co dzień każdemu, kto opuszcza bezpieczne mury miasta.

Mężczyzna był jej zupełnie obcy, ale nie bała się. No bo co mógłby jej zabrać? Cnotę? Sama może mu pozwolić na to, by sobie ulżył z pomocą jej ciała, choć cnót na próżno przyszłoby mu szukać. Któregoś dnia podróży, zdziwiona tym, że mężczyzna ani razu nawet nie próbował jej dotknąć w sposób nieprzyzwoity, sama postanowiła “zapłacić” tym, co najlepiej potrafiła, za ochronę w czasie podróży. O ile Rudiger przyjął kilka skromnych pocałunków, o tyle gdy ręce dziewczyny powędrowały znacznie niżej, ten odepchnął ją. NIe było to coś, czego Cassandra mogłaby się spodziewać. Poczuła się wtedy dziwnie źle, choć być może wcale nie powinna, może wręcz powinna się uśmiechnąć i ucieszyć, że nie musi tego robić? Mimo wszystko, jakoś nie potrafiła. Posmutniała, a jej zachwiane poczucie wartości spadło do zera.


Całe to zdarzenie straciło na znaczeniu gdy przybyło niespodziewane. Krew, krzyki, śmierć, rozpacz, ból, cierpienie, bezradność - tego jej oczy widziały najwięcej, to jej umysł dopuszczał do siebie, mieląc jej rozbitą duszę i pozostawiając bez żadnej nadziei. Cassandra nie pokazywała innym, że ma ochotę się rozryczeć i schować w najciemniejszy i niedostępny kąt. Co prawda nie była bezbłędna w swym aktorstwie, ale potrafiła udawać silną. Gdy Rudiger szedł walczyć w obronie miasta, próbowała go powstrzymać. Nie chciała zostać sama, ale mężczyzna nie dał się wziąć nawet na jej łzy czy błaganie na kolanach. Ona w walce pomóc nie umiała, mimo iż bardzo tego pragnęła. Czasami wyobrażała sobie jak wbiega między zwierzoludzi i sztyletem rozcina ich brzuchy i kopyta. Niestety kiedy jej wyobraźnia zaszalała pokazując też rozlewaną krew, śmierdzące truchła i wybebeszone ciała, zebrało jej się na wymioty. Do smrodu miasta zdążyła się już przyzwyczaić i przestała czuć zapach juchy jak i zwłok. Pomagała cerując ubrania, nosząc wodę, przygotowując posiłki, opatrując rany, albo po prostu wspierając na duchy. Oferowała wojownikom chwile przyjemnego relaksu z dala od wścibskich oczu, nie dlatego że bała się krytyki swojej osoby, ale raczej żołnierza. Wszak oczekiwano od niego waleczności i machania mieczem, a nie spuszczania się na pośladki prostytutki i machania czymże zgoła innym. Cassandra jednak uważała, że pomaga tym walecznym mężczyznom, że dzięki niej stają się silniejsi i mają więcej samozaparcia jak i odwagi.

Dziewczyna, choć prawdziwego miecza w swej delikatnej dłoni nie trzymała, była lubiana wśród mieszkańców dzięki swojej dobroci i chęci pomocy. Wśród mężczyzn i nawet za więcej niż tylko to, ale i nie każdy musiał o tym wiedzieć. Ona nie miała z tym żadnych problemów, traktowała to jak codzienność i zwyczajną czynność, tak jak jeść było trzeba czy pić, tak i zaspokajanie innych potrzeb zdawało jej się ważne. Pamiętała, że jej ojciec zawsze był agresywny i nerwowy, gdy nie dostał tego, czego potrzebował.

Cassandra zdawała się być dziewczyną bardzo pozytywną jak i młodą. Była niziutka, mierzyła około 157 centymetrów. Była bardzo drobna, o filigranowej figurze i delikatnych dłoniach, które nie wyglądały na ręce osoby pracującej fizycznie. Jej zielone, duże oczy potrafiły hipnotyzować, a w ich głębi ukryty był spokój, który koił nerwy również tym, którzy postanowili zatopić w nich swoje spojrzenie. Gęste, czarne włosy sięgały aż do jej wąskiej talii, często ostatnio splatane były w luźny warkocz. Jej twarzyczka obdarzona została niewinnym jak i naprawdę kokietującym wyrazem mimiki, miękkie usta poruszały się z ogromną dbałością, a z gardła zawsze wybrzmiewała spokojna i kobieca nuta. Potrafiła uśmiechnąć się w taki sposób, że człowiek zyskiwał nadzieję na lepsze jutro, że chciał walczyć o ten świat aby móc widzieć ten uśmiech każdego dnia. Dla niej. Nawet jej ubiór był kobiecy, nie sugerując nawet zdolności walecznych, nosiła bowiem długie sukienki z głębokim, kwadratowym dekoltem, który uwydatniał jej jędrne piersi. Nikt nigdy nie posądziłby jej o to, że ma mniej niż 19 lat, że mogłaby być jeszcze dzieckiem. I chyba nie była.

Każdą noc spędzała wtulona w Rudigera, często płacząc nim w ogóle udało jej się zasnąć. Przed położeniem się zawsze dbała o jego ubiór i rany. Codziennie starała się sprać krew z jego rzeczy. Później, gdy w walce zapoznał się z trzema innymi osobami, im również pomagała jak mogła. Była zdziwiona, gdy poznała Erikę - kobieta waleczna, silna i znająca swoją wartość. Dla Cassandry stała się cichym bohaterem, osobą, którą podziwiała i z której chciała czerpać inspirację. Czuła się jednak zbyt słaba aby być tak waleczną i dzielną osobą jak Erika, przez co często popadała w smutek, którego i tak nie okazywała. Gerwazy jak i Kondrad mogli czuć od niej uwodzicielskość. Była bardzo delikatna, czuła i opiekuńcza. W jej wykonaniu nawet starcie zaschniętej krwi z policzka emanowało erotyzmem, a gdy do tego zatopiła swoje spojrzenie w mężczyźnie - ciężko było mieć ochotę na coś innego niż na nią, choć głód i pragnienie często zagłuszały inne potrzeby. Nie odmówiłaby jednak, gdyby któremuś przyszedł do głowy “pierwszy krok” ku wędrówce w przyjemności i namiętność.


Znali się już dłużej, niż początkowe parę dni. Nie była to znajomość bliska i zażyła, jednak w grupie czuć było wsparcie i człowiek nie był tak bardzo pozostawiony sobie. Wiedział, że jest ktoś na kogo może liczyć i to potrafiło podreperować podniszczonego ducha. Cassandra nie jadła dużo, oddając część swojego jedzenia a to jednej, a to drugiej osobie, zawsze mówiąc, że nie jest aż tak głodna i jeśli nie wezmą, to wyrzuci a szkoda by się marnowało. Kłamała, ale uważała, że jest ostatnią osobą, która powinna chodzić najedzona. Odrobina wystarczyła, resztę mogła zapić wodą lub czymkolwiek zdatnym do picia. Nie była warta więcej, nie była aż tak przydatna.
Nadejście starowinki, którą zdążyła już poznać - jako że ta pokazywała jej jak najlepiej wspomagać rannych - sprawiło, że Cassie ożyła. Nie każdy był tak energiczny jak ona, niektórzy chcieli w spokoju dokończyć posiłek, ona jednak pragnęła wiedzy. Marzyła o tym by ten koszmar dobiegł końca i wciąż tliła się nadzieja w jej małym sercu.

- Tak! Chodźmy! Można zawsze zjeść po drodze, nie trzeba tutaj siedzieć! A jak nas coś ominie ważnego? A jeśli to już koniec, to i najeść się zdążymy - uśmiechnęła się lekko i chwyciła Gerwazego za rękę. Miał dłonie bardziej delikatne niż Konrad czy Rudiger, nie były tak szorstkie. - No chodź, chociaż ty ze mną pójdź, na pewno też jesteś ciekawy informacji. - leciutko próbowała pociągnąć go za rękę ku wyjścia. Erika zdążyła już wstać, tak i Cassandra pragnęła wyjść szybciutko, nawet gdyby miała zostawić innych w karczmie. Nie mogła przegapić ani słowa.
 
__________________
"Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem,
zbyt mądrze piękna, stąd istnym jest głazem."
~ William Shakespeare
Nami jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem