Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 17-07-2019, 22:21   #5
Lechu
 
Lechu's Avatar
 
Reputacja: 18611 Lechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputacjęLechu ma wspaniałą reputację
Post Sorka za długi post. Następne będą mniejsze.


Nuln, Bastion Południa, Klejnot i Zbrojownia Imperium. Miasto, w którym wychował się Rudiger miało wiele nazw i znało wiele historii. Było drugim miastem pod względem wielkości w Imperium. Słynęło z produkowania zatrważającej ilości armat oraz prochu i stanowiło najpotężniejszą fortecę swoich czasów. Było to jedyne miejsce na rzece Reik, gdzie stał most na tyle potężny aby przeciąć całą rzekę. Ba. Tamtejszy most można było podnosić i opuszczać za pomocą specjalnego mechanizmu. Powiadają, że jeżeli widziałeś to cudo mechaniki i architektoniki żadna budowla w Imperium nie była w stanie Cię zadziwić. Jakby miasto było niewystarczająco ciekawe w Nuln znajdowała się Akademia Artyleryjska, przez którą miasto zyskało reputację ośrodka nauki. Oddziały szkolone w Nuln były cenione w całym Imperium. Wielu mylnie uważało, że Nuln włada Emmanuelle von Liebowitz (Księżna-Elektorka Wissenlandu, Hrabina Nuln i Księżna Meissen) podczas gdy tak naprawdę miasto było w rękach przestępców. W Nuln osiadło ponad tuzin rodzin przestępczych, które trudniły się legalnym biznesem oraz przemytem, wymuszeniami i szantażem. Rudiger jako sierota został przygarnięty przez członka jednej z takich rodzin – Wiktora von Huydermana.

Jako dziecko Shultz doświadczył samotności, bo do czwartego roku życia jego wychowaniem zajęły się opiekunki z sierocińca, które mimo dobrych serc były przepracowane, a sam sierociniec był przeludniony. Później jednak chłopak poznał Wiktora, który starał się kreować na dobrego opiekuna. Niemal wszystkie cechy charakteru Rudigera pochodzą od przybranego ojca. Wiktor był twardzielem, który nie zajmował się płotkami. Pod przykrywką ochrony von Huyderman ściągał haracze od lokalnych przedsiębiorców. Trzeba było jednak przyznać, że był człowiekiem wyrozumiałym i cierpliwym często ratując skórę swoich „podopiecznych”. Przestępca nie przynosił pracy „do domu” zatem późniejsze dzieciństwo Rudigera było dość przyjemne. Wiktor uczył go rozmawiania z ludźmi, nauczał go o Imperium i starał się zabezpieczyć jego przyszłość zapisując go na lekcje jeździectwa oraz handlu u jednego kupca. Chłopak posiadał talent do targowania, a z czasem polubił jazdę konną.

Rudiger jako nastolatek chłonął od Wiktora garściami nieświadomie stając się takim jak on. Był twardy, opanowany i charyzmatyczny. Niepokój Wiktora wzbudzał jednak brak podporządkowania chłopaka, który wiele spraw wolał załatwiać po swojemu. W młodzieńczych latach Shultz nauczył się sprawnie bić, a za sprawą dzieciaków kumpli Wiktora trenował wielokrotnie zastraszanie, któremu poddawani byli słabsi studenci, młodzi mieszczanie i przejezdni. W tamtych czasach młody mężczyzna musiał się wyszaleć i jedynie dzięki kontaktom Wiktora nie zakończyło się to dla niego tragicznie.

Wiktor von Huyderman umarł w niewyjaśnionych okolicznościach kiedy Rudiger miał 22 lata. Mężczyzna znał kilka osób z rodziny poza Wiktorem jednak, jak się szybko okazało, osoby te uważały Rudigera za zbyt głośnego, rzucającego się w oczy aby mógł on wziąć czynny udział w ich „interesach”. Shultz postanowił wyruszyć w świat i zająć się tym czym zajmuje się do dnia dzisiejszego. Głównie było to obijanie pysków, odzyskiwanie długów i sabotowanie niewygodnych zleceniodawcom kupców. Bez względu na przedmiot zlecenia Shultz zawsze weryfikował swoje cele. Nie brał zleceń na kobiety i dzieci. Nie pochylał się nad sprawami, które nie były tego warte, ale nie czuł oporów przed wykonaniem słabiej płatnego zlecenia jeżeli było ono zgodne z jego ideologią.

Rudiger odwiedził wiele miast i wsi Imperium nie zapuszczając się jednak poza jego granice. Kiedy był zmuszony obić kilka pysków zwykle ruszał dalej nie chcąc przykuwać uwagi miejscowych organów ścigania. Póki co Shultz chyba nie trafił na listy gończe. Starał się nie deptać bez powodu odcisków ludzi na tyle wpływowych aby wystawiono za nim zlecenie ścigania. Był jednak jeden kupiec z Nuln, któremu podpadł na tyle mocno, że chciałby znaleźć i ukarać Shultza, który w obronie człowieka Huydermanów pogruchotał szczękę jego jedynakowi. Jedno było jednak pewne. Kiedyś nadejdzie dzień, w którym jego instynkt go zawiedzenie i stanie po niewłaściwej stronie barykady…


Rudiger pierwszy raz zobaczył Cassandre jeszcze za czasów swojego pobytu w Nuln. Lato tamtego roku było upalne, a ta noc nie była wyjątkiem od tej reguły. Siedział z Wiktorem w karczmie „Pod wściekłym wieprzem” czekając na pierwsze tej nocy piwo. Mężczyźni ledwo weszli do niemal pełnego przybytku. Wszyscy pozostali byli już porządnie wstawieni. Wielu półprzytomnym wzrokiem wpatrywało się w blat, niektórzy leżeli w kątach skąpani we własnych wymiocinach, a inni grali w kości. Shultz nie odwiedzał podobnych przybytków zbyt często, ale tego wieczoru mieli z Wiktorem robotę w okolicy.

Dziewczyna, która weszła do karczmy wyglądała jak zaniedbany chłopiec. Włosy miała krótko ścięte, jej twarz była umorusana, a kolorowa sukienka cerowana różnymi skrawkami kolorowego materiału. Rudiger zwrócił na nią uwagę, bo rzucała się w oczy w pomieszczeniu pełnym mniej lub bardziej barczystych facetów.

Dziewczyna podeszła do rosłego mężczyzny grającego w kości i mówiąc coś do niego zaczęła łapać go za rękaw. Facet nagle wstał z krzesła wydzierając się basowym głosem i mocno uderzył ją w twarz. Dziecko wylądowało na podłodze wypluwając krew wraz z jednym zębem. Rudiger odsunął lekko krzesło i chciał wstać, ale poczuł solidne kopnięcie w piszczel.

- To nie twoja sprawa młody. – powiedział znad kufla Wiktor głosem cierpkim i zimnym, nie znoszącym sprzeciwu.

Shultz spojrzał jedynie w tamtym kierunku nie odzywając się. Z chęcią dałby tatuśkowi nauczkę. Grający z facetem mężczyźni zamarli nie wiedząc dobrze jak powinni postąpić. Rudiger z Wiktorem mieli tej nocy trochę do zrobienia i nie mogli się rzucać w oczy. Wojownik przełknął przekleństwo patrząc jak oczy dziewczyny zachodzą łzami. Coś jednak mówiło mu, że to nie był koniec. Dziecko wstało i ponownie zaczęło mówić.

- Tato proszę. Przestań. Martwimy się o Ciebie. Wróć już do domu. – największym zdradzającym płeć dziewczyny był głośny i wyraźny damski głos.

- Mogę wrócić, ale tylko jak będę miał do czego. Ostatnio byłaś niegrzeczna. – odpowiedział facet rzucając kośćmi.

Dziewczyna odpowiedziała coś bardzo cicho po czym bezceremonialnie wyszła z karczmy. Rudiger pewnie zapomniałby o tamtej nocy gdyby to nie była jedna z ostatnich spędzonych w towarzystwie Wiktora…

Cassandra pewnie nie pamiętała Rudigera co nie było niczym niezwykłym. Mimo iż facet był wysoki i dobrze zbudowany to w pomieszczeniu pełnym mężczyzn był nie do zapamiętania. Kobieta zmieniła się niemal nie do poznania. Była filigranowa, zgrabna i zadbana. Widać było u niej wiele zmian. Dojrzała, miała długie, gęste, czarne włosy i zielone, hipnotyzujące oczy. Emanowała delikatnością i urodą. Mimo iż przypominała niewiniątko to nosiła wydekoltowane sukienki. Jej delikatne, kobiece dłonie wyglądały jakby kobieta nigdy nie była zmuszana do ciężkiej, fizycznej pracy.

Shultz nie był miękki, ale kiedy Cassandra dołączyła do niego wyruszając z Nuln wojownik polubił ją. Kobieta bała się podróżować sama co przesadnie nie dziwiło nikogo znającego świat poza murami Miasta Twierdzy. Rudiger był świadom, że kobieta uwodziła go każdym swoim gestem jednak nie chciał zepsuć ich relacji korzystając z okazji i „biorąc ją” pierwszego dnia znajomości. Nikt nie uwierzyłby jak ciężko było ją zatrzymać kiedy całowała go swoimi ponętnymi, miękkimi ustami. Było widać, że kobieta nie nawykła do odrzucenia po niezręcznej sytuacji stając się smutna i małomówna. Rudiger nie mówił jednak o tym nic poza tym, że jest piękna i w jego typie. Wojownik nie był mistrzem improwizacji, ale starał się ją rozśmieszyć i zagaić rozmowę. Czy poskutkowało? Sam naprawdę tego nie wiedział. Był facetem, któremu bardzo ciężko było wyczuć piękne kobiety…

Wojownik wiedział, że Cassandra wyruszyła z Nuln aby zająć się chorą matką mieszkającą z Mieście Białego Wilka. Jej ojciec nie żył, a brat starszy o 8 lat miał żonę i dwójkę dzieci. Ustatkowany jako rolnik mężczyzna nie był w stanie opuścić Nuln. Trochę dziwiło Rudigera, że starszy brat nie dopilnował bezpieczeństwa w podróży siostry, ale wojownik nie zadawał więcej pytań. Cassandra opiekowała się ojcem aż do śmierci, a później wyruszyła z Nuln po raz pierwszy opuszczając miasto. Rudiger nie naciskał i nie starał się wyciągnąć od niej więcej niż sama chciała powiedzieć. Jedyna taka próba zakończyła się dość prowokacyjnym i niewiele mówiącym tekstem, który Shultz skwitował śmiechem.


Rudiger był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną obdarzony przez los genami sportowca. Facet ma szeroką obręcz barkową i stosunkowo niewielkie stawy przez co jego muskulatura wygląda całkiem imponująco. Jego włosy jak i zarost były koloru kruczoczarnego. Zwykle Shultz miał krótkie, zadbane włosy i zarost ogolony na pierwszy rzut oka niedbale, ale jeżeli się przyjrzeć widać, że facet zajmuje się nim co kilka dni. Surowego wyglądu dopełniają szeroka szczęka i delikatnie podkrążone oczy koloru piwnego. Zwykle mężczyzna ubrany był w ćwiekową skórznie, a u pasa dyndał mu miecz. Na jego plecach spoczywał plecak, a na nim tarcza.

Wojenna zawierucha nie sprzyjała robocie Rudigera, który do opadnięcia kurzu bitewnego postanowił zawiesić działalność. Nie dało się pracować kiedy jeden człowiek drugiemu z głodu i pragnienia skakał do gardła. Mimo wszędobylskiego strachu i paniki Shultz nie tracił wiary, że mieszkańcy Imperium jeszcze podniosą się z kolan. Nie żeby był całkowicie pozbawionym obaw, ale odwaga i pozytywne myślenie zawsze przychodziły mu bez trudu. Wojownik swoim postępowaniem starał się pokrzepić tych mniej pewnych odbudowy ojczyzny.

Poza atakującymi na traktach niedobitkami armii chaosu ludzi nękały liczne choroby. O ile Rudiger nie bał się o stan swojej psychiki to gdzieś na granicy świadomości trzymał myśl, że istniało małe, znikome prawdopodobieństwo, że na tych brudnych, skąpanych w krwi i flakach traktach, opatrywany przez cuchnącego potem, gównem i zwątpieniem cyrulika złapie jakiś syf, który ostatecznie podda się po kilku tygodniach ciężkiej walki. Mężczyzna nie chciał przyznać, że bardziej niż o swoje zdrowie bał się o Cassandre, która jako delikatna, filigranowa ślicznotka nie mogła mieć zbyt wiele odporności na wszędobylski syf.

Rudiger od dawna nie walczył w sprawie innej niż opłacanej przez chcącego skopać jaja rywala człowieka interesu. Dla niego dziewięciodniowa bitwa była czymś nowym czego nie mógł powiedzieć o Erice, która najwyraźniej brała udział w licznych bitkach. Patrząc na nią ciężko było nazwać kobiety słabszą płcią. Była niemal tak wysoka jak on, z lepiej wyeksponowanymi bliznami i niewiele ustępującą muskulaturą. Shultz musiał przyznać, że gdyby rozpuścić jej jeden warkoczyk i częściowo zakryć pamiątkowe blizny Erica miałaby całkiem dobre wzięcie.

Widok stert ciał ochotników walczących w przedłużającym się starciu ze zwierzoludźmi nie był dla niego przyjemnym. W zasadzie wojownik nigdy wcześniej nie widział tylu trupów. Nie tracił jednak wiary w chwilach zwątpienia prosząc o błogosławieństwo Myrmidię. W czasie walk Rudiger zapamiętał kilka osób. Jedną z nich był Gerhard Schiller będący kapitanem lokalnej straży. Trzeba przyznać, że był całkiem dobrym dowódcą i człowiekiem potrafiącym podnieść morale wszystkich wliczając osoby nie potrafiące walczyć wcale.

Rudiger póki co starał się poznać członków oddziału, który utworzony został w trakcie bitwy o most. Erica i Konrad wyglądali na twardych, Gerwazy był dość tajemniczy, a Cassandra… Ona zrobiła w tej bitwie o wiele więcej niż powinna. Zebrani w „Zającu” ludzie mówili o powrocie miejscowego łowczego, który pognał do kapitana Schillera. Shultz chyba jako jedyny nie przesądzał, że musiało to być złe fatum i z ciekawością patrzył w przyszłość.

Kiedy do przybytku weszła zielarka wojownik jeszcze walczył z ostatnim gryzem twardego mięsa. Musiał przyznać, że w połączeniu z czerstwym chlebem i marchwiowo-groszkową papką było ono… Ledwo do przełknięcia. Babunia Moescher nie przebierała w środkach i od razu zaprosiła wszystkich na miejscowy plac. Shultza ciekawiło co kapitan Schiller miał do powiedzenia. Nie mógł tego ominąć. Niemniej zaciekawione były kobiety. Erica, zwykle milcząca, zajęła głos jako pierwsza, a Cassandra jak zwykle była wulkanem energii.

- Już idę… - rzucił młody adept tajemnych sztuk zatrzaskując leżącą przed nim księgę. - Mam nadzieję, że tym razem będą to jakieś dobre wieści. - dodał chowając wolumin w plecaku po czym ruszył za ciągnącą go ku wyjściu kobietą.

- Chociaż padać przestało, co nie? - zagadnął Shultz wstając z krzesła po czym zamocował pochwę z mieczem do pasa. - W świetle ostatnich wydarzeń coś mi mówi, że nie zabawimy tu długo.

- Masz na myśli tę karczmę, czy to miasto? - spytał Konrad, idąc w ślady kompana.

- Jedno i drugie. - odpowiedział Rudiger przeciągając się.

- Optymista... - mruknął Konrad. - Chodź, bo przegapimy najważniejsze rzeczy.
 
__________________
[Samouczek] Szarpanie krawędzi obrazów by Lechu...
[Samouczek] Przezroczystość by Lechu...

---> Zapraszam do "Kuferka Skarbów"
Lechu jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem