Wątek: Hekaton
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 26-07-2019, 20:10   #14
Pipboy79
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Reputacja: 58589 Pipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputacjęPipboy79 ma wspaniałą reputację
Tura 6 - Powrót na ziemię

Lato; Dzień 4; niedziela; wieczór; prom orbitalny



Dzień, noc, świt, zmierzch… Na “Heliosie” to były dość abstrakcyjne pojęcia. Czas znikał nie wiadomo kiedy. Zdecydowanie zbyt szybko. Jak zawsze gdy człowiek się świetnie bawi i ma świetnych wspólników w tej zabawie. I można było poznać tylu ciekawych ludzi! Mika, Charles, Nimoe, Grey, Rick… “Golden Fish”, “Last Drop”, “Kings Royal”, “Space Eye”... Piątek, sobota, niedziela no i właściwie koniec niedzieli. Jaka szkoda. A może i lepiej?

Właściwie to pomimo, że chęci i ciekawość jeszcze gnały trójkę małżonek do dalszego zwiedzania uroków i tajemnic tego turystycznego raju zawieszonego na orbicie planetarnego globu to ciała miały już dość tej kilkudniowej, nieustannej balangi. Więc lwią część niedzieli albo przespały albo przewegetowały na pokładzie “Last Drop” jak Mika nazwała swój prom szturmowy. Na jednym plakacie był ten sam drop ship jeszcze w wojskowych barwach.





Ale za to w jakim towarzystwie! Co prawda pewnie wszyscy byli świadomi, że łączy ich wakacyjna przygoda, taki letni, szalony romans gdy między innymi właśnie po to przylatywało się na “Heliosa”. Ale i tak wydawało się, że nawiązali nić porozumienia i koleżeństwa. I panowie i panie i single i małżonki, i gospodyni i goście. Tak samo jak wcześniej figlowali razem w różnych zestawach zapoznając się z urokami i tajnikami “nieziemskiego seksu” jak to nazywała Mika.

No rzeczywiście. Bez siły ciążenia było całkiem inaczej! Tak… no nieziemsko właśnie! Trochę jakby pływać w wodzie. Tylko bez wody. No i naprawdę trzeba było się przypiąć w takich zabawnych hamakach które wyglądały trochę jak wielkie kieszenie albo śpiwory na ludzi zawieszone w kanciastej przestrzeni ładowni promu. Niby sam akt pompowania odbywał się w miarę standardowo a jednak każdy ruch wywoływał kolejny. Czasem było to irytujące, czasem upierdliwe, czasem zabawne a czasem nie zwracało się na to uwagi. Najbardziej w oczy rzucały się chyba włosy. Zwłaszcza jeśli ktoś miał długie. Wtedy włosy unosiły się bezwładnie dookoła głowy albo falowały w rytm jakiegoś niewidzialnego wiatru. A raczej w rytm poruszającej się głowy i reszty ciała. Ale ta kosmiczna egzotyka pociągała i nakręcała chyba wszystkich uczestników zabawy. Nawet Silje gdy wzięła krople od Miki i żołądek chociaż na chwilę przestał jej dokuczać to bawiła się na całego. Zwłaszcza z Miką pod której chyba była urokiem nawet.

Kosmiczna zabawa skończyła się gdy się skończyła. Każdy pospał się z kim mu akurat było najbliżej bo te pływające w przestrzeni hamaki były mniej więcej dwuosobowe. Gdy się pobudzili, gdy wróciło ciążenie, gdy coś zjedli, spili kawę to niedziela miała się już ku końcowi. Zostało się rozstać, wymienić numerami, adresami, umówić się na następny ziemski albo nieziemski raz i wreszcie się pożegnać. Zresztą przewodniczka kosmicznych wycieczek w przestrzeni musiała przygotować się właśnie na kolejny dzień kosmicznej pracy.

Przy okazji mogli sobie dowolnie pozwiedzać sam prom szturmowy. Nie miał uzbrojenia bo był z demobilu. Ale Mika i tak była z niego bardzo dumna. Zapewniała, że gdyby było trzeba to mogłaby nawet dzisiaj wylądować w dowolnym miejscu planety i wysadzić albo zabrać desant. No oczywiście jeśli byłaby wywalczona “przewaga powietrzna” chociaż lokalnie. Czyli jeśli żadne myśliwce czy obrona przeciwlotnicza nie zestrzeliłby promu. No ale dzisiaj, takie loty na dzio to proszenie się o kłopoty z konfiskatą jednostki i więzieniem za nielegalne loty w roli głównego straszaka. No ale prom działał i miał się dobrze. Okazał się dość spartański. Całkiem mała kabina tylko na dwa fotele. Zwykłe, składane siedzenia w ładowni raczej nie miały startu do wygodnych siedzisk w rejsowych lotach. Ale i tak myśl, że można polecieć czymś takim miała w sobie jakiś naturalny zew przygody jaką czuło się przez skórę.

No i w końcu gdy małżeńska trójka wraz ze znajomymi poznanymi ostatniej nocy nabierała dopiero sił do kolejnej odezwało się holo Eden. Dzwonił pan van Nispen. Ojczym. Zamówił bilety na lot do Hekaton. Wylot miał być o 20:30 więc o 20:00 już trzeba było być w hali wylotów. Wcale nie tak dużo czasu gdy się było w takim stanie jak Pinky i jej towarzysze w chwili rozmowy. No ale jakoś dali radę. Jeszcze wciąż w trzech, już nie tak bielutkich ani świeżych ale nadal sukniach ślubnych udały się do kosmoportu Heliosa. Co prawda musiały już tu być na początku weekendu ale widocznie były tak naprute, że żadna z nich nic nie pamiętała. Na szczęście i oznaczenia, i automaty turystyczne, i pomoc za konsoletami pokierowały nimi gdzie trzeba. W końcu co się działo na “Helios” to zostawało na “Helios” więc i turyści i miejscowi byli przyzwyczajeni do takich zachowań. A suknie ślubne dziewczynom spodobały się tak bardzo, że postanowiły zabrać je ze sobą na dół. A, że bagaży właściwie nie miały a inaczej niż na sobie trudno było zabrać coś takiego jak suknia ślubna no to ich nie zdejmowały.

Ojczym Eden załatwił wszystko jak trzeba więc gdy tylko obsługa ich zidentyfikowała to mogły spokojnie przejść przez procedurę kontrolną i zająć miejsce w promie. Akurat był z tych większych, z trzema rzędami siedzeń obok siebie więc i trzy panny młode mogły usiąść obok siebie. Lot na planetę miał zająć z godzinę. Ale z połowę tego czasu zajmowała deorbitacja. Czyli manewry przygotowujące prom do wejścia w atmosferę pod odpowiednim kątem, miejscu, czasie i prędkości. Z punktu widzenia pilotów czy komputerów albo konstrukcji promu był to pewnie bardzo ciekawy i skomplikowany proces. Ale dla pasażerów była to seria dość ospałych manewrów z tym powolnym, kosmicznym tempem gdzie nic właściwie się nie działo. Ot, za oknem raz był błękit planety a raz kosmiczna głębia. Widok nawet ładny na pamiątkowe zdjęcie z orbity no ale sam w sobie dość monotonny co sprzyjało zajęciu się sobą nawzajem.

- Jej, wiecie co dziewczyny? Chyba się zakochałam. - Silje pokazała swoje holo na którym miała krótki, zapętlony filmik z Mike. A dokładniej ujęcie w którym czarnowłosa instruktor kosmicznych spacerów układała swoje pełne, zmysłowe usta w mokrego całusa posłanego kamerze. Zapewne każdy kto lubił się całować i obcować z takimi kociakami jak Mike byłby zachwycony z takiego ujęcia. A do tego z tego kuszącego spojrzenia jakie Mika posyłała kamerze i jej operatorce. No nic jak żywe i gorące zaproszenie na nocnego drinka. Tylko takiego co się kończy rano.

- No, fajna jest. A czemu mnie nie zawołałyście jak tatuś dzwonił? - Rikke siedząca z drugiej strony Pinky popatrzyła na to holo i pokiwała głową na zgodę. Ale samą interesowało coś innego. Bo rzeczywiście akurat jak Eden rozmawiała z ojczymem to Rikke była w toalecie. Może dlatego udało się rozmówić z ojczymem w miarę spokojnie. No ale widocznie troszkę miał o to żal do swoich żon.

- A wiecie, że zgodziła się nad odwiedzić za dwa tygodnie? Ma wolne dwa dni i obiecała przylecieć. - Silje zignorowała pretensje szarowłosej i dalej tokowała o dzielnej, kosmicznej pani pilot która zrobiła na niej takie wrażenie. I widocznie w którymś momencie na promie musiały o tym rozmawiać.

- O, przyleci do nas? Naprawdę? - ta uwaga jednak pomogła Rikke skupić się na nieco innym temacie niż ojczym Pinky. Miały całkiem sporo czasu by jeszcze raz poprzeżywać ten szalony weekend na który chyba poleciały tak samo szalenie i spontanicznie jak się pohajtały i w ogóle.

- Ah, zapomniałam wam powiedzieć. Powiedziałam Jole, że wracamy i chyba będzie w kosmoporcie. Chyba ma jakieś wąty. - Silje obwieściła im tą wiadomość jakby z pewnym zażenowaniem. Pokazała swoje holo gdzie jakoś znalazła czas aby powrzucać to czy inne zdjęcie albo filmik z wypadu na “Heliosa” w portal “You”. I jedna z wypowiedzi Jole była dość wymowna “A gdzie drużba?!”

- No chyba tak… Nie zabrałyśmy jej… Mogła się wkurzyć… Szczerze mówiąc to nadal nie pamiętam jak my żeśmy tu wylądowały. Ostatnie co pamiętam to jak u Pinky grzmocili nas Batman i Catwoman. Jole była wtedy z nami? - Rikke też się zgodziła, że może dosć niezręcznie wyszło z niezabraniem ich wspólnej i jedynej drużby na tą noc poślubną ale mroki pamięci dalej pozostawały mroczne i nie ujawniały swoich sekretów. Czyżby po pijaku od razu po zabawie z dwójką syntków pojechały do kosmoportu? No teraz gdy wracały na dół to nie wydawało się takie nierealne. Ale może zajechały do swojej ulubionek knajpy i barmanki? A może nie? Początek tej imprezy skrywały mroki tajemnicy. I tym razem nie było z nimi żadnego świadka który mógłby im przypomnieć co się działo gdy film im się urwał.

Rozmowy ustały gdy prom zaczął wchodzić w atmosferę. Co prawda załoga o tym ostrzegła ale i tak na wielu twarzach pojawił się przynajmniej niepokój. Całą maszyną zaczęło trząść. Coraz mocniej i mocniej jakby jechała po jakichś niewidzialnych, kosmicznych, wybojach. Trzęsło a za oknem widać było jak poszycie zaczyna zmieniać kolor. Pojazd wchodził z kosmiczną prędkością w coraz bardziej gęstniejącą atmosferę. Masy rozrzedzonego powietrza z każdą minutą i spadkiem wysokości gęstniały stawiając coraz wyraźniejszy opór. A maszyna wbijała się w ten niewidzialny mur coraz głębiej i głębiej przedzierając się na coraz niższe i gęstsze warstwy. Było dość groźnie. Rikke złapała Eden za rekę jakby szukała u niej otuchy. Po chwili Silje zrobiła to samo. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że są bezradni. Biernymi obserwatorami. I wszystko było w rękach konstruktorów tej maszyny, serwisantów którzy o nią dbali, pilotów którzy byli za jej sterami no i obsługi naziemnej którzy ją prowadzili na dół.

- Kiedyś widziałam taki film. Poszycie poszło podczas wchodzenia w atmosferę. Plazma wszystkich i wszystko wypaliła a potem wszystko się rozpizgło w drobny mak. - Silje nie wiadomo dlaczego podzieliła się ze swoimi żonami wspomnieniem kiedyś obejrzanego filmu. A w chwili gdy akurat prom jakim leciały właśnie wchodził w atmosferę i trząsł się i rozgrzewał jakby miał się zaraz rozpaść no to nie było zbyt pomocne ani uspokajające.

- Zamknij się Silje! - syknęła na nią druga z żon której nie przypadło do gustu to porównanie. Szaraczka była wyraźnie zdenerwowana chociaż i hakerce pociły się dłonie co Eden czuła na swojej dłoni.

Ale w końcu wszystko się uspokoiło. Wszystko ucichło. Za oknami zamiast surowej kosmicznej czerni i ostrych kontrastów światłocienia nie łagodoznych przez atmosferę pojawił się znajomy błękit. A pod spodem chmury i jeszcze niżej powierzchnia globu nad jakim lecieli. Nadal pojazd miał ogromną prędkość którą nadal wyhamowywał. Obecnie pewnie nawet dla myśliwców i rakiet byłby skrajnie trudnym do przechwycenia celem. Ale stopniowo prędkość i wysokość malały. Zeszli w pierwsze chmury, potem kolejne, pojawiły się nitki sieci drogowych i inne ciągi komunikacyjne, plamy megapolis i wielohektarowe, zautomatyzowane farmy. Czasem jakieś plamy jezior, lasów, nieregularne linie rzek i regularne kanałów. A wciąż zniżali się i zwalniali. Wreszcie dolecieli nad Hekaton. Jeszcze ostatnie kołowanie nad kosmoportem, zgoda na lądowanie i już samo przyziemnienie maszyny. Zjechanie z lądowiska w stronę terminala a potem podstawienie trapów, wysiadka na zewnątrz do autobusów i jazda do samego terminalu. Jeszcze trochę schodów, korytarzy i już! Hala przylotów. A tam…

- Hej! Dziewczyny! - wśród czekajacych gości trzy panne młode wyłapały uchem i wzrokiem ładną blondynkę która do nich machała i uśmiechała się.

- No może nie ma focha? - Rikke mruknęła cicho z nadzieją odmachując jej i kierując się w jej stronę. Silje wzruszyła ramionami nie znając odpowiedzi. Ale szybko miały się zaraz przekonać same.

- Cześć! - przywitały się ze swoją drużbą ściskając się mocno i serdecznie na przywitanie. No i dowiedziały się, że ojczym Eden też tu jest ale tyle czekał, że w końcu przyszpiliło go i skoczył do toalety. Ale zaraz pewnie będzie. No i rzeczywiście jeszcze się nie naściskały i nie wygadały gdy ujrzały jak elegancki, starszy pan maszeruje w ich stronę z ciepłym uśmiechem.

- O! Tatuś! - Rikke energicznie pomachała mu posyłając uśmiech jakby conajmniej jej mąż nadchodził albo chociaż chłopak. - Dziewczyny a wy też myślicie, że taki szacowny, starszy pan na takim wyeksponowanym stanowisku i stresującej pracy to powinien mieć dużo młodszą, i wprawną w sztuce miłości kochankę? Zwłaszcza jak żonę na pewno ma brzydką i wredną i co mu nie daje jak należy. - szarowłosa popatrzyła szybko na swoje żony i drużbę póki pan van Nisper nie zbliżył się do nich na odległość swobodnej rozmowy.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami
Pipboy79 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem