Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-08-2019, 21:52   #11
Asderuki
 
Asderuki's Avatar
 
Reputacja: 32832 Asderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputację
Thri-Kreen siedział całą noc na "warcie" odpoczywając po drodze i walce. Ilość gości jaka go odwiedzała przerastała jego normalną ilość uspołeczniania się z miękkimi istotami. Nie dość, że jakiś chuderlak rzucał insynuacjami to jeszcze kolejny człowiek do niego podszedł.
Z nocnych cieni wyłoniła się gibka postać. Stępając boso po powoli wytracającym ciepło piasku, podeszła jedna ze służek Kadira.
- Bądź pozdrowiony Cha'klach'cha - rzekła w płynnym Kreeńskim.
Modliszka wyprostowała się.
- Pozdrawiam i ja bezimienne dziecię miękkich istot - w swoim natywnym języku ewidentnie brzmiał znacznie elokwentnej. Jak się rozumiało kontekst.
- Jestem Kiri i niosę wyrazy przyjaźni mego pana. - rzekła dziewczyna kłaniając się.
A po chwili dodała - A także swoje własne.- uśmiechnęła się łobuzersko i przycupnęła na piasku.
- powiadają, że przemierzałeś pustynię wiele razy. Jak tam jest? - dziewczyna rzuciła spojrzenie gdzieś daleko w głąb bezkresnego morza piasków. Wydawała się po prostu ciekawa.
- Pusto. Dużo soli. Trzeba uważać. - Cha'klach'cha opisał mizernie warunki panujące na solnych pustkowiach. Nie zwracał takiej uwagi na dziewczynę jak ona na niego. - Kim jest twój pan?
- No tak. - Dziewczyna zamyśliła się na chwilę nadal spoglądając gdzieś w dal. Jakby kontemplowała odpowiedź. Jakby bezwiednie bawiła się piaskiem. nabierała go w dłoń, unosiła rękę a potem pozwalała piaskowi powoli przelecieć pomiędzy jej smukłymi palcami.
Dopiero na pytanie o swego pana wyrwała się z zadumy.
- Mój pan to czcigodny i potężny Kadir. - Zamrugała, jakby było to dziwne pytanie. Równocześnie przyglądała się modliszce, jakby próbując wyczytać coś z jej reakcji.
- Który to Kadir? Wszyscy jesteście podobni do siebie - odparła szorując żuwaczkami wydając nieprzyjemny dźwięk. Cholernie ciężko było czytać kogoś kto nie miał mimiki twarzy… w ogóle nie miał twarzy. Wyglądało jednak, że faktycznie mógł nie wiedzieć kim jest Kadir.
Kiri roześmiała się perliście.
- Tego to akurat nie trudno odróżnić od innych. - rzekła nadal rozbawiona.
- Kadir to ten tam. - wskazała ręką wielki, podobny do pałacyku wóz.
- Potężny mag,dobry przyjaciel, jeśli zasłużyć sobie na jego względy. - wyjaśniła.
- Niech pomówi z pustynią. Może zdobędzie jej względy - thri-kreeny nie miały futra aby się najeżyć, ale na wspomnienie o magu czułki poruszyły się niespokojnie.
- Zdobędzie, zdobędzie. - rzekła, lekko zbywająco Kiri. - Nie martw się o to.
- Tak bardzo nie lubisz magów? - Kiri przechyliła główkę na bok.
- Jesteśmy związani z naturą. Co magia robi z naturą? - dostała pytanie od rozmówcy.
- A to już zależy jaka magia, prawda? - odparła łobuzersko.
- Nie każdy mag niszczy ziemię po której stąpa. Mój pan jest mądry. Nie czyni czegoś tak głupiego.
Thri-kreen zaklekotał z irytacją.
- Czego chcesz miękkie dziecie?
- Oj nie denerwuj się. - rzekła Kiri, jednak po chwili dodała już spokojniej. - Proszę.
- Wiesz, że nie zawsze możemy sobie wybierać naszych panów. Ja tego wyboru nie miałam. - tu się na chwilę zawachała. - Kadir nie jest taki zły, jak niektóre złe języki twierdzą. - dodała po chwili.
- Mój pan wysłał mnie, bym się z tobą zaprzyjaźniła. Jest gotów odwdzięczyć się sowicie za wszelkie informacje. O tym, co leży przed nami. O tym, kto jest nam wrogiem. Proszę, przyjmij jego ofertę. Nie odsyłaj mnie z niczym...
- Ci co boją się spojrzeć w twarz pustyni nie dotrą do jej sekretów - odparł enigmatycznie thri-kreen. Co w wolnym tłumaczeniu można było odebrać "albo tu przyjdzie sam, albo może się wypchać".
- Rozumiem. - dziewczyna pochyliła głowę.
- Nie lubisz mej służki, co? - rozbrzmiał głos za plecami Tri-Kreena.
Gdy ten się obrócił zobaczył siedzącego na piasku Kadira. Zdobioną laskę trzymał na kolanach. Lecz tym razem był ubrany w skromny maskujący pustynny strój. Zniknęła większość klejnotów.
Nie było też śladów na piasku. Musiał użyć zatem magii by się tutaj pojawić.
Jego sylwetkę dodatkowo zdawał się pochłaniać jakiś nienaturalny cień.
- Jest kawałkiem mięsa na kościach magu. Jak każdy z was. - ilość wypowiedzianych słów tej nocy była porażająca. - Mówcie co chcecie bo mnie gniewają wasze podchody.
Kadir wzruszył ramionami. Chciał już wyjaśnić, iż podchody to bardzo ekscytująca gra. Rozmyślił się jednak, machając ręką.
- Więc prosto i dosadnie? Tak? Niech będzie. Chcę, byś dla mnie pracował.
- W jaki sposób chcesz abym dla ciebie pracował?
- To proste. Po pierwszę, chcę być na bierząco. Chcę wiedzieć, którędy idziemy. Przede wszystkim chcę jednak wiedzieć, jeśli ktoś każe ci coś przede mną ukrywać lub okłamywać mnie, lub jeśli ktoś będzie przeciw mnie spiskował. Widzisz, całkiem możliwe, że ktoś będzie chciał mnie podczas tej podróży zabić. Lub oszukać. Jedno gorsze od drugiego.
Potrzebuję zaufanych osób.
- wyjaśnił Kadir spokojnie.
Thri-kreen ponownie mielił żuwaczkami całą wypowiedź czarownika. W końcu jednak zamiast szurania coś innego wydobyło się w otworu gębowego.
- Zgoda - padła krótka odpowiedź. Jednak po krótkiej chwili, nie dającej szans na odpowiedź, Cha’klach’cha kontynuował - nie będziesz mnie nazywał swoim sługą, ani zmuszał do działania przeciw karawanie. Nie używaj mnie jak swojej własności, bo nią nie jestem. Póki dowódca nie powie inaczej jesteś częścią karawany. Moim zadaniem jest was przeprowadzić do Nibenay i tak będzie. Do tego musicie być żywi. WIęc będziesz się mnie słuchał kiedy powiem, że może coś ci grozić.
To była najdłuższa wypowiedź od długiego czasu w wykonaniu thri-kreena. Miał nadzieję, że póki zgodzi się z tymi miękkimi istotami to dadzą mu spokój. W gruncie rzeczy było mu wszystko jedno co one o sobie nawzajem sądzą.

***

Rewelacja jaką stali się nomadzi i reakcje pozostałych na ich pojawienie się wprawiły modliszkę w pewną zadumę. Całkiem rozsądna propozycja noszącego dwa stalowe miecze skończyła się jego chłostą, co było najdziwniejszą rzeczą jaką thri-kreen widział od dłuższego czasu. Zaprawdę miękkie istoty były dziwne. Do tego ten cały niski człowiek obdarzył go takim spojrzeniem, którego na tę całą solną pustynię zrozumieć nie umiał, ani akceptował.

Skinąwszy głową Canthowi już miał ruszyć na krótki zwiad kiedy coś mu przyszło do głowy widząc bezradność ludzików wobec nieznajomych. Widać tak przywykli do mielenia językiem, że obce mi się stały proste gesty ciała. Wyciągnął kilka monet ze swojego plecaka trzymając ją w jednej łapie, drugą pokazał na nomadów, trzecią wskazał na swoje ubrania i różnego rodzaju przedmioty a czwartą pomachał wskazując na nich i na karawanę na przemian. Kończąc ten krótki pokaz migowej rozmowy położył łapę na ramieniu łysego i podniósł kolejną wysoko jakby zaznaczając jego wzrost, co w jego mniemaniu było pokazaniem przywódcy.
- Musimy porozmawiać. Idę - dodał i jak gdyby niby nic odwrócił się i poszedł zrobić zwiad okolicy, choć był przekonany o tym, że jest bezpiecznie.
 
Asderuki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem