Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-01-2007, 18:18   #25
kitsune
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 7 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
$: 132 012
Stare Miasto, barykada na Dekerta, Reduta Wiernego, 1 IX 1944 13.00-13.30
28 sierpnia 1944
Rozmawiałam z Junakiem... Długo rozmawialiśmy, całą noc spędziłam w szpitalu. On chce żebym szła z plutonem. Mówi, że jestem im potrzebna, a jeśli zostanę w szpitalu, to nikomu nie pomogę. Nie chciałam się z tym zgodzić. Nawet się popłakałam – prawdziwymi łzami! Wtedy Junak opowiedział mi historię uciekającego kanałami małżeństwa. Wzięli ślub już w czasie wojny, byli niewiele starsi od nas. Uciekali przed Niemcami, a mężczyzna został raniony w bark tak, że nie mógł poruszać prawą ręką. Udało im się jednak uciec i schować w kanałach – tam gdzie i my będziemy się przeprawiać. To był czas wielkich ulew i ścieki zamieniały się wręcz w rzeki. W pewnym momencie małżeństwo musiało zacząć płynąć. On nie mógł poruszać ręką, w związku z czym opierał się na niej. Płynęli tak i płynęli, lecz w końcu kobiecie zaczęło brakować sił. Mieli wybór: albo utoną razem, albo ona zostawi męża na zatracenie. Kobieta nie chciała tego zrobić, dlatego on sam puścił ją i zanurzył się. Żona płakała i krzyczała, uderzając pięściami w wodę. To sprawiło, że ostatnie pokłady jej sił się wyczerpały i sama zatonęła w ściekowej breji.
Straszne...
Mam nadzieję, że Junak wymyślił to tylko po to, żeby mnie nastraszyć.
Tak bardzo się boję, bo jak będę bez niego żyć?
Tak wiele już straciłam, tak wielu wokół mnie umarło... Nie chcę już więcej!
NIE CHCĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zapis z 28 sierpnia 1944, Pamiętnik Anyżkowej Panienki („Basi”)

Niemieckie działo kolejowe Schwere Bruno, kaliber 280 mm.

Ostrzał artyleryjski trwał, nie słabnąc nawet na chwilę. Bezpośrednie trafienie w barykadę „Wiernego” rozniosło stertę płyt chodnikowych, sypiąc wkoło odłamkami. Szczęśliwie porucznik siedział już w kamienicy opatrywany przez „Basię”. Ta nie przebierając w słowach odpowiednio nazwał zachowanie dowódcy, lecz troskliwie nałożyła opatrunek na głębokie rozcięcie na łydce.
Następna salwa zwaliła kamienicę na Dunaju, za plutonem „Wiernego”. Ogromny rumor zagłuszył na moment huczenie dział. A potem od nowa. Nieprzerwany huk dział i eksplozji. Znów trafili w „Kmicica”. Kolejne krzyki. Pozycje „Drągala” i „Dyzia” przysypało na chwilę. Chłopaki, nie patrząc na ostrzał rzucili się gorączkowo na pomoc. Ledwie kilka minut wydobyto pokrytych od stóp do głów czarnym pyłem obu powstańców. Salwa moździerzowa skróciła do minimum radość i wszyscy z powrotem rzucili się do schronów. Moździerzowe bomby sypały wachlarzami odłamków po całej Jezuickiej i Nowomiejskiej. Widać salwa za krótka. Na pewno, bo jakoś szkop wrzasnął na cały regulator „Chriiiiiisst…!!!!”. „Jastrząb” zaśmiał się niewesoło i po raz kolejny sprawdził Mausera, nie kryjąc się zbytnio przed odłamkami. „Niusia” pociągnęła go nagle na siebie, a rozpalone do białości odłamki świsnęły w miejscy, gdzie przed chwilą była głowa „Jastrzębia”. I znów salwa. Chłopak przełknął głośno ślinę i mocno przytulił sanitariuszkę:
- No co ty?.. Głupi… - broniła się zażenowana.
I znów huk. Chyba działo kolejowe, pewnie od Dworca Gdańskiego, walą na przestrzał przez Starówkę. Przeniosło. Wybuchło na Kamiennych Schodkach, pewnie ci od „Bończy” oberwali. Na Schodkach ciemno od pyłu. Płomienie gdzieniegdzie przebijają przez ciemny dym. Ktoś barytonem nawołuje pluton, który pewnie stopniał do drużyny. Ale „Wierny” nie ma czasu na rozpamiętywanie. Kolejna eksplozja wybucha na pozycji „Daniela”. Odłamki dachówek spadły niczym deszcz na Dekerta i Rynek. „Niusia” ma łzy w oczach:
- Boże, nie…
Chwilę wcześniej „Daniel” zszedł niżej. Znów gołębie go ostrzegły. Usłyszał ich gruchanie z dołu. A teraz nie było poddasza i drugiego piętra. „Daniel” podniósł się i otrzepał z pyłu. Mimowolnie rozmazał krew na policzku. Nawet nie czuł bólu, jakiś odłamek cegłówki. Płytkie rozcięcie. Nic to. Podszedł do rozbitego okna i pomachał do swoich. „Niusia” nie wytrzymała, wychyliła się z okna niemal do pasa i pomachała szczęśliwa do „Daniela”. Wokół padały pociski.
„Jonasz” odczekał kilka minut, w sam raz tyle, by „Chmura” znalazł kawałek solidnego drutu, a potem ruszyli z ruiny w ruinę wzdłuż pierzei Rynku. Kolejny pocisk powalił ich samą falą uderzeniową. „Jonasz” coś wrzeszczał, coś, czego „Chmura” nie słyszał. W uszach dzwoniło od wybuchów. Dalej! Naprzód! O kurwa… Ciężko, w boku znów kłuje. „Jonasz” potyka się o zwłoki powstańca, chyba z „Dzika”, obok leży bezpański granat. Hitlerowski tłuczek. „Chmura” pomaga wstać sierżantowi. Tylko po to, by zaraz paść obok niego. Seria z granatnika. Kilkanaście wybuchów zlewa się w jedno. „Chmura” w desperacji śmieje się szaleńczo do „Jonasza”:
- O w piczę, panie sierżant, oni chyba chcą nas zabić.
Dotarli, do wylotu Nowomiejskiej, tu rzadziej spadały pociski. Ich budynek wznosił się na dwa piętra, lecz jedna ze ścian była niemal kompletnie rozbita. „Jonasz” już na pierwszy rzut oka widział kilka naturalnych stanowisk strzeleckich. Góra budynku płonęła. Też dobrze, szkopy nadal nie mogą się przyzwyczaić, że w płonącym budynku też można się bronić. Pozycje czujek szkopskich były ledwie kilkadziesiąt metrów od nich, a gdzieś dalej przebiegała koncentracja do natarcia. Znów usłyszeli warkot kilku silników. Spojrzeli ponuro po sobie. Czołgi.


Pozycja Jonasza i Chmury


„Olga” gnała wzdłuż Dekerta wprost na kamienicę „Kmicica” na Krzywym Kole. Nieopodal wrzask:
- Panie poruczniku! Panie porucznikuuu!!!!
Znów eksplozja. Dziewczyna pada na ziemię i wstaje. Znów biegiem, zaciska zęby i skacze naprzód, za załom kamienicy. Następny pocisk ze sto piątki eksploduje gdzieś w ruinach. Dziewczyna przeskakuje dalej. Do kamienicy, gdzie powinna być kwatera „Kmicica”. Jest, młody, wysoki. Faktycznie, niczym sienkiewiczowski bohater. Wokół kilku rannych powstańców, trzech przy starym cekaemie wz. 31 pamiętającym jeszcze 1939 rok. Obok rosły wigierczyk kryje się pod okiennym okapem, ściskając kurczowo rurę PIATa. Dziewczyna staje na baczność, cała w pyle. W czarnej twarzy świecą się wielkie, piękne oczy. Salutuje niedbale i zaczyna meldować.


Reduta "Kmicica" na Krzywym Kole, pod ostrzałem

„Basia” opatrzyła „Wiernego”, raz jeszcze powiedziała, co o nim myśli, co Wierny” skwitował wymuszonym uśmiechem i podziękowaniem. Wciąż gorączkowo wypatrywał natarcia. Co prawda Niemcy nie atakowali w trakcie nawały, ale cholera ich tam wie. Przez szkła lornetki dojrzał, jak kolejne pociski trafiają w pozycje syndykalistów „Nałęcza” w Domu Księdza Skargi. Raz, drugi, trzeci. Część elewacji zsypała się. Jednak te pociski nie padały stromo jak haubiczne czy moździerzowo. Trajektoria byłą niemal prosta! To chyba czołgi!
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu



Ostatnio edytowane przez kitsune : 08-01-2007 o 18:44.
kitsune jest offline