Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 27-11-2019, 18:38   #11
Amon
 
Amon's Avatar
 
Reputacja: 24537 Amon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputację

Towarzysze znów rozstawili warty, zabezpieczyli swoje obozowisko i próbowali odpocząć. Nie dane im było jednak dane długo takowym się nacieszyć. Kilka godzin później dzwoneczki znów zadzwoniły. Kuśtykająca, humanoidalna postać zbliżała się w kierunku drzewa. W obcym awanturnicy rozpoznali bandytę, którego wcześniej udało im się zabić i którego oskalpowała Matylda.
Co oczywiście było widoczne…
-W tym przeklętym lesie nie można się wyspać- mruknął pod nosem obudzony przez Aodana Morlinn. Przygotowując się do rzucenia zaklęcia, z niepokojem obserwował zbliżającego się do nich ożywionego trupa, zastanawiał się jakaż to nekromantyczna moc go tu przywiodła?
Magia dwóch czarodziei i broń Aodana wnet powaliły ożywieńca, zanim jednak to się stało, półelf zdążył oberwać trupią pięścią w głowę. Z twarzy mężczyzny po raz kolejny tej doby popłynęła krew.

Morlinn z zainteresowaniem przyglądał się Aodanowi i jego reakcjom na rany, podejrzewał, że wygląd pół-elfa był rezultatem działania magii, co mogło różnie wpłynąć na organizm.

- Nic poważnego? - spytał się.

- Skoro i tak nie pośpimy, możesz poopowiadać o swojej twarzy. - Powiedział Janek, który zaczął okładać zwłoki zombie zbója magicznym ogniem. Miał zamiar go zredukować do kości, które potem połamie lub wypali.

- Mam parę oczu, uszu, nos i… - Aodan wziął głęboki oddech, jakby przygotowywał się do zdradzenia wielkiej tajemnicy - usta. - Po odpowiedzeniu na niezgrabnie sformułowane pytanie kompana wrócił do obrabiania zabitego wilka.

Tym razem towarzyszom udało się przeczekać do świtu już bez dalszych niespodzianek. Był nowy dzień.

Podróżni jeszcze raz spróbowali znaleźć drogę na trakt, z którego zboczyli poprzedniego dnia w pogoni za bandytami. Przed południem udało im się wrócić na jakiś inny odcinek drogi, trochę dalej niż byli przedtem. Stamtąd kontynuowali podróż do Rokit, która miała zająć jeszcze przynajmniej trzy dni.

W trakcie podróży Leshanie i Matyldzie udało się ustrzelić po dwie wiewiórki.

Kiedy nastał wieczór, towarzysze znów rozbili obóz. W nocy dzwoneczki zadzwoniły kilkukrotnie powodując nerwową pobudkę jednak żadne zagrożenie nie nadeszło. Nastał kolejny poranek, połowa drogi do Rokit miała niebawem być już za podróżnymi.

Po kilku milach pieszej wędrówki awanturnicy zauważyli przy drodze przewrócony wóz.

- Ostrożnie, to może być jakaś pułapka bandytów… - Morlinn, który nauczył się już, że ten las jest pełen śmiercionośnych pułapek, przywołał swojego kruka, nakazując mu przelecieć ponad okolicznymi krzakami.

Matylda skinęła głową, rozumiejąc intencje przyjaciela, przesunęła się tak, by najbliższe drzewo chroniło jej plecy.

Janek rozejrzał się dookoła, a nawet do góry, w drzewach też ktoś lub coś mogło się czaić.

- Nic nie słychać, chyba nie ma pośpiechu. - Rzucil cicho czarodziej, biorąc przykład z Matyldy, zerkając przy okazji na drogę, czy były tam jakiekolwiek ślady.

Aodan schował się za najszerszym drzewem, jakie znalazł, z przygotowanym oszczepem w ręku.

Wydawało się, że nikt nie czaił się w pobliżu. Jednak poprzez oczy swojego kurka półelfi czarodziej dostrzegł jakiegoś mężczyznę stojącego tyłem do wozu kilkanaście metrów w krzakach.

- Jakiś mężczyzna czai się tam w krzakach, może to jego napadli? - Morlinn odezwał się cicho do towarzyszy.

Mijał czas a zauważona przez kruka postać nie ruszała się z miejsca.

- Jest jeden, podejdźmy poboczem do niego. Zdaje ci się, że jest żywy, martwy? Może to kolejne zombie? - Powiedział Janek i przesunął się parę kroków w kierunku człowieka.

Nieco może nawet otyły mężczyzna, wyglądał trochę jak podróżny kupiec. (przynajmniej oceniając z tyłu) Nie poruszył się ani o jotę.

-Nie jesteśmy zbójcami, nie skrzywdzimy cię! Możesz wyjść z tych krzaków. -zawołał zniecierpliwiony Morlinn.

Na słowa czarodzieja, obcy powoli odwrócił się. Dopiero teraz towarzysze mogli zobaczyć jego oblicze. Twarz mężczyzny była roztrzaskana jakąś bronią, prawdopodobnie toporem i to nie niedawno. Mężczyzna musiał nie żyć przynajmniej od kilku dni. Sprawdziły się przewidywania Jana, to był kolejny nieumarły, który teraz zaczął kuśtykać w stronę podróżników.

- Diabli nadali. - Warknął Boczek, posyłając w stronę umarlaka ognisty pocisk, by zacząć się zaraz potem wycofywać.

Zaś Aodan wysunął się do przodu, gotów stanąć w szranki z chodzącym trupem.

Kupiec nie był chyba zbyt groźnym kombatantem za życia. Śmierć i co najmniej kilka dni rozkladu nie poprawiły jego zdolności. Zombie zdążyło się co prawda kilka razy zamachnąć na Aodana, ale poruszało się zbyt wolno. Sprawny wojownik bez problemów unikał ataków nieumarłego, samemu wyprowadzając własne. Tym sposobem odrąbał ożywieńcowi obie ręce. Magia Jana dokończyła zaś dzieła.

Awanturnicy rozejrzeli się jeszcze raz po okolicy, przewróconym wozie i pozostałościach jego ładunku. Część została poszarpana i porozrzucana, zapewne w czasie jakiejś walki lub przez dzikie zwierzęta. Większość jednak pozostała. Ceramika, tkaniny, mąka, suszone zioła, nawet trochę srebrnej i miedzianej biżuterii. Przy martwym (po raz kolejny) kupcu wciąż była sakiewka z dwudziestoma sztukami złota. Przypomnieliście sobie, że Miller wspominał, iż z Rokit nie wróciły do tej pory dwie karawany. To mogły być pozostałości jednej z nich.

Janek podrapał się w głowę, zastanawiając się jak to wszystko ma się do siebie nawzajem.

- To raczej nie wina elfów, prędzej wiedźmy, ale musiałyby przekląć całą tą okolicę, albo coś jeszcze gorszego, nie podoba mi się to ani trochę, ale chyba nie musimy się chwilowo o zapasy martwić. Nawet jeśli to zbójcy tu grasowali, to bali się tu wrócić, co widać po towarach. - Przedstawił swoją opinię czarodziej.

- Może i tak było ale teraz jest istotne to żebyśmy się ewakuowali z tego przeklętego przez miejsca. - wtrąciła Matylda

Morlinn, który lubił zagadki, w zamyśleniu pogładził się po bródce.
- Czyżby jakiś nekromanta zaatakował tę karawanę? Ale w takim razie czemu pozostawiłby za sobą ożywieńca zamiast dołączyć go do swoich sił? Interesujące.. - stwiedził, badając ślady. Szukał śladów walki a w szczególności wskazówek kim byli atakujący.

Morlinn wnikliwie rozejrzał się po miejscu i doszedł do konkluzji, że karawana jako taka w ogóle nie została zaatakowana. Wyglądało na to, że wóz jechał z dużą prędkością jego wywrócenie się było spowodowane wypadkiem. Możliwe, że koniowi udało się zerwać i uciec.

Pół-elfi czarodziej podzielił się informacjami z resztą drużyny.

- Dziwna sprawa, skąd się wzięli ci pojedyńczy nieumarli których tu napotykamy? Nie widzę sensu w takim działaniu nekromanty

- Powiedziałbym, że to nekromantyczna aura miejsca, działająca na zwłoki, które nadają się jeszcze do procesu zombifikacji. - Wysnuł tezę Janek, z dreszczem wstrętu. Przez myśl przeszedł mu nieumarły dzik. To prawie mogłoby mu obrzydzić boczek na dłuższy czas. Spakował biżuterię do sakwy i zaczął sprawdzać, jakie pęczki ziół wieziono, nie wątpił, że część mogła się okazać przydatna. W międzyczasie rozważał możliwe powody powstawania żywych trupów.

- Wszystko okaże się w praktyce. - Aodana bardziej niż dyskusja czy rozmyślania interesowały tkaniny i ceramika oraz kupiecka sakiewka. Miał nadzieję znaleźć coś cennego. Przygarnął także niewielki woreczek mąki. Bywała pomocna przy walce z niewidzialnymi istotami, a po pierwszych przygodach w tym lesie spodziewał się tylko gorszego.

Matylda spakowała swoje klamoty, przewiesiła worek podróżny przez plecy i nerwowo przestępowała z nogi na nogę. Następnie spojrzała na Morlinna szukając u niego poparcia.

- Idziemy - ni to stwierdziła ni to zapytała. - To nie jest dobre miejsce, naprawdę nie warto zostawać tu na noc.

Morlinn wyszedł ze stanu zadumy i wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Matyldą, która bardziej od niego cenila szybkie działanie ponad rozmyślenia

-Tak, zbierajmy się - skinął głową.

Janek nie miał nic przeciwko, więc po niedużym obładowaniu się, był gotów ruszyć dalej.


Reszta dnia aż do wieczora obyła się bez przygód. A nim zapadł zmrok i nadszedł czas na rozbicie obozowiska, Matyldzie udało się nawet ustrzelić zająca.

Noc minęła spokojnie, po raz pierwszy od wkroczenia do lasu dzwoneczki nie zadzwoniły ani razu.

Awanturnicy starali się zachować maksymalną uwagę, po swoich doświadczeniach wiedzieli już bowiem, że w lesie nie tylko zbójcy grasują, ale i przeklęte stworzenia. O dzikich zwierzętach nie wspominając.

Pewnym zaskoczeniem musiał być fakt, że już wieczorem trzeciego dnia wędrówki, podróżni usłyszeli dźwięk rąbania drewna - czyżby to już Rokity? Wioska miała być oddalona o dwa dni jazdy czyli mniej więcej cztery dni pieszo. Możliwe, że udało się im nieco skrócić drogę, albo obliczenia miejscowych zwyczajnie nie były zbyt precyzyjne.
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline