Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 12-01-2020, 18:25   #8
Sindarin
DeDeczki i PFy
 
Krasnolud pokręcił głową na pytanie Hiry - Mam tylko torbę z listami, ale doceniam chęci - uśmiechnął się szeroko - Spotkajmy się wieczorem w karczmie, postawię wam po kufelku! - dodał, mijając swoich pasażerów i znikając w uliczkach Kassen. Ewem został na Czarnej Mgle, pomagając przy okazji w sprowadzeniu wierzchowców na suchy ląd. Bohaterowie postanowili od razu udać się do tutejszego zajazdu - podróż barką była przyjemna, ale perspektywa zjedzenia czegoś na stabilnym podłożu była bardziej niż kusząca.

Centralny plac Kassen nie był dzisiaj specjalnie zaludniony, ale liczne koleiny i ślady butów sugerowały, że w święta i dni targowe musi być tu dość tłoczno. Ignorując ukradkowe spojrzenia miejscowych, drużyna skierowała swe kroki w stronę wskazaną im przez Walrena. Z zewnątrz karczma Siedem Srebrnych wyglądała porządnie i przytulnie. Kamienne fundamenty wieńczyła dwupiętrowa konstrukcja z solidnych dębowych bali. Budynek miał niewielkie okna, ale przez ciemne szybki nie było zbyt wiele widać. Z wnętrza dochodził typowy dla tych lokali harmider rozmów, okrzyków oraz bezskutecznie próbującej się przez to przebić muzyki.

Obok postawiono niewielką stajnię, w której obecnie przebywały zaledwie trzy konie - najwyraźniej Kassen nie miało dziś zbyt wielu gości z daleka. Znudzony chłopak stajenny z zapałem podbiegł do bohaterów i przejął wodze ich wierzchowców, a jego jasne oczy skakały z jednej egzotycznej postaci na drugą. Gdy tylko odebrał ostatniego, stanął wyprężony z uśmiechem przed Hirą - nic nie powiedział, ale wyraźnie liczył na jakąś dodatkową rekompensatę za wykonaną usługę. Kolejny dziwny gest tutejszych…

Wnętrze „Siedmiu Srebrnych” było zaskakująco jasne jak na karczmę, co zawdzięczało wyjątkowo dużej liczbie świec i pochodni, z czego część wyglądała na magiczną. W głównej izbie znajdowały się cztery masywne podłużne stoły oraz kilka mniejszych, z czego zaledwie dwa były wolne. Pozostałe zajmowali głównie potężnie zbudowani mężczyźni i kobiety, zapewne drwale korzystający z ostatnich wolnych dni przed wyruszeniem na całe tygodnie w lasy. W głębi pomieszczenia, przy szynkwasie urzędował starszy, łysy mężczyzna z brzuszkiem – podawał kolejne piwa, przy okazji gawędząc z paroma osobami stojącymi obok. Tematu ich rozmów nie dało się usłyszeć, gdyż tonął w ogólnym gwarze panującym wewnątrz. Nawet grajek, który do niedawno próbował zagrać coś na lutni, zrezygnował i teraz z kwaśną miną opróżniał swój kufel przy barze.


Cały ten gwar szybko ucichł, gdy tylko bohaterowie weszli do środka. Rozmowy przycichły, i cała czwórka wyczuła na sobie kilkanaście spojrzeń – zaskoczonych, zdziwionych, a nawet podejrzliwych. Trwało to przez dobrych kilka sekund, aż do momentu, gdy do przybyszy podeszła młoda, zaledwie kilkunastoletnia dziewczyna. Była niewysoka i odrobinę pulchna, ale poruszała się z gracją i energią.
- Witajcie u „Siedmiu Srebrnych”! – miłą buzię ozdobił szeroki uśmiech - Jestem Asina. Czym możemy wam służyć? Mamy świetne ciemne z Kraggodanu, a mama przygotowała pyszny gulasz – zaproponowała typowe dla tych krain, a jakże nietypowe w Tian potrawy. Tymczasem pozostali bywalcy karczmy wrócili do swoich spraw, jedynie od czasu do czasu rzucając zaciekawione spojrzenie w stronę stolika, przy którym usiedli bohaterowie. Wyjątek stanowił jedynie grajek, najwyraźniej mający trudności z oderwaniem wzroku od nietypowej fizjonomii Yutu, oraz czwórka drwali, która wypiła już chyba o kilka kufli za dużo, a teraz rozmawiając wpatrywała się w bohaterów to z wrogością, to z pogardą, to ze zwykłym szyderstwem w oczach.

Gdy tylko Asina postawiła przed przybyszami zamówione napoje, stojący dotąd przy barze i rozmawiający z karczmarzem jegomość wyprostował się i ruszył wyraźnie w ich stronę. Mężczyzna był wysoki, bliski wzrostem nawet Qarze, ale zdecydowanie smuklejszy, co wyróżniało go na tle masywnych sylwetek drwali. Ubrany był w znoszony strój podróżny, na który miał narzucony ciemnozielony płaszcz z kapturem, który w połączeniu z niewielkim zarostem ukrywał większość rysów. Gdy podszedł i bez zaproszenia usiadł przy stoliku bohaterów, dało się dostrzec jego twarz, pokrytą drobnymi bliznami i wykrzywioną mało sympatycznym grymasem.

Zanim nieznajomy się odezwał, położył na blacie srebrny kompas ze złotymi zdobieniami - geometryczne wzory były wyraźnie wzorowane na sztuce starożytnego imperium Azlantu. Bohaterowie od razu rozpoznali w błyskotce wskazywacz, przydatne magiczne urządzenie, będące jednocześnie swego rodzaju odznaką używaną przez Obieżyświatów. Gest ten wyraźnie świadczył o tym, kim był ten ktoś, i zapewne też czemu w ogóle zainteresował się bohaterami.

- Mówcie mi Cygnar.- zaczął bezpośrednio, prawie że obcesowo - To was wysłali do załatwienia tego bałaganu w Stehold, tak? Zgaduję, że się udało? Opowiadajcie - mimo zdecydowanego braku ogłady, w jego głosie pobrzmiewała ciekawość, a brakowało wrogości.
 
Sindarin jest offline