Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 22-01-2020, 22:29   #3
Efcia
 
Efcia's Avatar
 
Porucznik Hawkes siedział przy stole ignorując “umizgi” Ricco jak i całe otoczenie. Wpatrywał się w ekran IU zapoznając z planami bazy i pewnie planując pierwsze działania po wylądowaniu. Nie zauważył podchodzącej do niego kobiety.
- Pozwoli pan, Panie poruczniku…- Veronica zrobiła krótką pauzę, żeby przeczytać nazwisko wojskowego - Hawkes, że się dosiądę? - I chociaż było to pytanie, tak wynikało z intonacji, nawet uprzejmie zadane, to kobieta która je postawiła wcale nie czekała na pozwolenie. Postawiwszy swoją tackę z jedzeniem na stole usiadła na przeciwko żołnierza. - Proszę przedstawić mi jak najszybciej raport z sytuacji na powierzchni - prośba ta została wystosowała w taktowny i uprzejmy sposób. Chociaż gdzieś w tle dało się wychwycić, że osoba, która ją kieruje do porucznika oczekuje, że zostanie ona w możliwie szybkim czasie spełniona.
- Nie muszę przedstawiać raportów cywilom.- stwierdził krótko Hawkes nie odrywając oczu od swojego komputera.-Nie zamierzam też składać regularnych raportów jakiemukolwiek cywilowi. Bez urazy.
Po czym spojrzał na kobietę dodając.-Jeśli jednak jest pani ciekawa to… cóż… kolonia jest praktycznie zniszczona. Ludzie martwi lub zamienieni w inkubatory… jak to bywa w takich sytuacjach.- odetchnął i dodał.-Nie ma powodu robić sobie złudzeń. Pewnie widziała pani reportaże z takich sytuacji nieraz.
Dyrektor da Silva słuchała wywodu żołnierza z kamienną twarzą. Wokół zwężonych oczu drgały co prawda pojedyncze mięśnie, ale nic innego.
- Wiedziałam, że marines to służbiści i biurokraci- odezwała się gdy porucznik skończył mówić. - Nie sądziłam tylko, że aż tak lubują się w składaniu raportów przełożonym.
- Bardziej niż narzuconym z góry cywilnym pracownikom, których to celów nie znają.- Nathan spojrzał wprost w oczy kobiety.- Powiem szczerze. Nie podoba mi się tu pani obecność i implikacje z tego wynikające. W najlepszym przypadku jest pani czymś pomiędzy przewodnikiem a balastem. W najgorszym… pani plany wpakują nas w straszne gówno. Więc pozwoli pani, że nie będę tryskał entuzjazmem.
- Cywilni pracownicy mogliby nie docenić szczerości na jaką się pan teraz zdobył - powiedziała lekko rozbawiona. - Zapewne byłby im i pański entuzjazm obojętny - Kobieta zrobiła krótką przerwę by uważniej przyjrzeć się młodej twarzy oficera. Po chwili nachyliła się ku niemu i szeptem dodała. - Ale ja nie jestem cywilnym pracownikiem- puściła przy tym oko mężczyźnie i ponownie usiadła.
Nate przez chwilę przyglądał się kobiece w zamyśleniu, po czym dodał.-Tak czy siak… Nie wiem czego pani się spodziewała po tej rozmowie. Ksenomorfy są na dole, my tutaj. Pewnie więcej informacji mogą pani udzielić członkowie załogi statku. Jak tylko jego sensory przeczeszą powierzchnię planety. Niemniej… proszę nie mieć złudzeń. Prawdopodobnie nikt nie przeżył.
- Spodziewałam się, że dowiem się czegoś od jednego z wyższych stopniem oficerów na tym statku - odpowiedziała kobieta. - Spodziewałam się, że to będzie misja ratunkowa. A nie pluton grabarzy, którzy przyjdą pogrzebać szczątki kolonistów.
- Spędziliśmy tydzień czasu w zamrażarce. Kto w cywilnej kolonii zaatakowanej przez ksenomorfy mógł przeżyć tyle czasu?- spytał sceptycznie Nathan i wzruszył ramionami.- Co najwyżej ci, którzy wylecieli statkami na orbitę planety.
- Takim samym tonem informuje pan rodziny o śmierci ich bliskich?- Zauważyła z pewną niechęcią da Silva.
- Od tego typu zadań mamy oficerów sztabowych. Ja jestem operacyjny.- stwierdził ironicznie Nate splatając dłonie pod podbródkiem.-A my jesteśmy na misji. Lepiej skupiać się na twardych faktach, zamiast na uczuciach. Najpierw postarajmy się przeżyć sami, a potem… możemy pogrążać się w żalu za zmarłymi.
- Nadal chciałabym dostać raporty - Veronica da Silva ponowiła prośbę. - A skoro pan nie jest władny mi je przedstawić, proszę wskazać osobę, która może to zrobić.
- Jestem pewien, że kapitan tego statku może udzielić pani najświeższych informacji.- zasugerował uprzejmie Nate.-Na temat sytuacji na planecie, jak i wokół niej.
- Nie mógł pan tak od razu, poruczniku?
- Pytała pani o raporty… nie wiem czemu akurat one tak panią interesowały.- wzruszył ramionami Nate.
- Ponieważ chcę wiedzieć co tam się dzieje - dla podkreślenie tego “tam” dyrektor wskazała palcem na planetę. - Co się dzieje z ludźmi, którzy tam zostali?
- Właśnie po to tam lecimy, by się dowiedzieć.- wzruszył ramionami Nathan i dodał.- Zresztą… fakt zainfekowania kolonii tymi pasożytami powinien pani wystarczyć za odpowiedź.
Agnes całą rozmowę przesiedziała sącząc kawę z kubka i obserwując. Miała pewne przemyślenia a propo ‘chłopięcej’ nieskalanej konfliktem zbrojnym mordki porucznika. Postanowiła jednak zostawić je dla siebie. Skoro jego podwładnym nie przeszkadzało, że dowodzi nimi ktoś kto wygląda i zachowuje się jakby dopiero co wyszedł ze szkoły kadetów to Pani de Silva będzie musiało też to wystarczyć.
- To już słyszałam z pańskich ust i to nie jeden raz - Veronica pogrzebała chwilę widelcem w swoim talerzu. Wyłoniła coś z niego nabijając to coś na widelec. - Dla odmiany proszę powiedzieć coś innego - kawałek z widelca znalazł się w jej ustach. Przeżuwajac kęs dyrektor dokładnie lustrowała swojego rozmówcę.
- Co?- odparł mężczyzna skupiając się na Veronice i ignorując jej milczącą towarzyszkę. Bądź co bądź, nie było potrzeby zaczepiać ochrony.
- Gdzie pan zamierza posadzić swój…- przez chwilę da Silva szukała odpowiedniego słowa.- Desant!- A gdy je znalazła wyraźnie je zaakceptowała.
- Dowie się pani tego w odpowiednim czasie. Na razie nie mamy żadnych informacji o d kapitana statku. Najwygodniejszym miejscem będzie z pewnością lądowisko promów kosmicznych.- odparł obojętnym tonem Nate.
- Kolonia ma cztery takie lądowiska. Wszystkie tak samo dobrze wyposażone. Moim zdaniem najlepiej będzie wylądować…- Veronica wyciągnęła dłoń w kierunku porucznika i wymownie poruszyła palcami, by ten podał jej urządzenie na którym przeglądał plany.
Hawkes westchnął ciężko i podał kobiecie swój sprzęt.
Veronica uśmiechnęła się w podziękowaniu. Szybko znalazła to czego szukała.
- O tutaj - wskazała palcem jedno z lądowisk odwracając tak pożyczone urządzenie by Hawkes mógł lepiej widzieć.
- Wezmę to pod uwagę.- odparł porucznik przyglądając się miejscu, które wskazała.-Aczkolwliek musimy poczekać na zdjęcia satelitarne kolonii. Stan obecny może się różnić od tego co mam w bazie danych.
- W to akurat nie wątpię - mruknęła da Silva. - Ile to potrwa? Taka analiza?- Zapytała już głośno.
- Trudno powiedzieć. To zależy w jakim stanie jest statek obecnie. Podczas przelotu coś mogło się uszkodzić, coś oderwać. Kapitan statku będzie wiedział. Trzeba czekać aż skończą procedury wejścia na orbitę.- wzruszył ramionami Nate.
- Rozumiem, że po śniadaniu wybiera się pan do niego. - Nie było to bynajmniej pytanie.
- Cóż… Nie wiem ile im to zajmie.- zadumał się Nate.- A my nie musimy się spieszyć z wylotem na powierzchnię. Po tylu dniach, kilka godzin w tę, kilka wewte nie zrobi różnicy… a ja muszę być pewien, że nie dołączymy do miejscowych ofiar po wylądowaniu.
Dyrektor da Silva słuchała bezdusznego wywodu żołnierza. Znów tylko drganie mięśni w kącikach oczu było jedyną zmianą na kamiennej masce jej twarzy.
- A mnie wydawało się, że liczy się czas - dodała ironicznie.
- Nikomu nie pomożemy sami robiąc za inkubatory dla ksenomorfów.- odparł Nathan smętnie.- Proszę zrozumieć, że nawet z tym całym sprzętem jaki mamy, ciężko nas uważać za deratyzatorów. To potencjalnie wrogi teren z bardzo niebezpiecznym wrogiem mającym przewagę liczebną.
- Mam nadzieję, że ta zwkłoka nie okaże się aż tak brzemienna w skutkach dla kolonii - głos da Silvy był beznamiętny.
- Jeśli ktoś tam żyje, to należy uznać, że będzie nadawał sygnał alarmowy ze swojej pozycji. Jako że potworki nie używają radia, jest to raczej bezpieczny sposób komunikacji. A sensory statku powinny taki sygnał wykryć.- stwierdził po zastanowieniu Nathan puszczając mimo uszu jej dramatyczną wypowiedź. Wszak plaga ksenomorfów sama z siebie jest już brzemienna w skutkach.
- Proszę mnie zatem informować na bieżąco.
- Oczywiście.- odparł uprzejmie Nate.

Rozmowę można było uznać za skończoną. Przynajmniej za taką uznała ją da Silva zabierając się za swoje śniadanie.
 
__________________
- I jak tam sprawy w Chaosie? - zapytała.
- W tej chwili dość chaotycznie - odpowiedział Mandor.

"Rycerz cieni" Roger Zelazny
Efcia jest offline