Wątek: DEA
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 14-02-2020, 17:17   #6
Arthur Fleck
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Położył się po drugiej w nocy, ale kilka razy jeszcze wstawał, żeby uzupełnić notatki. Kartki powoli zapełniały się imionami, nazwiskami, ludzi z którymi wczoraj rozmawiał lub o których usłyszał w rozmowach. Joseph Paterson, Harry, Ken Duffy, Richard McNamara, Lamar, Marin, Jimmy Maloney. Przy niektórych zostawiał znak zapytania, niektórych od razu skreślał. Spokoju wciąż nie dawało mu to rozbite okno, musiał jednak w duchu przyznać, że Duffy i McNamara nie wyglądali na partaczy a do śledztwa przyłożyli się solidnie. Wszystkie elementy układały się w spójną całość, to naprawdę wyglądało na samobójstwo, gdyby nie fakt, że wszystkie płyty z nagraniami monitoringu w hotelu jakimś cudem zostały uszkodzone. Musiało się na nich znajdować coś co jednak gliniarze przeoczyli. Coś na co nie zwrócili uwagi. Edward miał coraz gorsze przeczucia, nie lubił tego uczucia paranoi, które wielokrotnie go dręczyło, kiedy pracował w FBI. Śledztwo zostało oficjalnie zakończone, te nagrania nie były już żadnym kluczowym dowodem. Wylądowałyby pewnie w jakimś archiwum. Dlaczego więc je zniszczono teraz, gdy DEA zainteresowało się sprawą Salvado? Czy to możliwe, że ktoś przewidział ruch agencji? A może gliniarze nie powiedzieli jednak wszystkiego? Z dwojga złego, lepiej podejrzewać ich, niż swoich ludzi z biura.
W końcu połknął parę pigułek i opłynął w sennych majakach, ale mimo działania leków to był płytki sen. Gdy obudził się po szóstej rano, czuł się zmęczony. Wypił dwie kawy, wypalił parę papierosów po czym wziął zimny prysznic co postawiło go na nogi. O siódmej rano był już w dodge’u przebijając się przez korki. Gdy dotarł do firmy, na korytarzu spotkał Terrego, któremu przypomniał na co mają razem z Chrisem zwrócić uwagę podczas obserwacji Maxwella i Grinberga.
- Robicie zdjęcia każdej osobie, z którą się spotykają, notujecie wszystkie adresy

Ranek postanowił spędzić przed komputerem, szukając w bazie danych informacji o gliniarzach z komisariatu, badającego sprawę Salvado, ale też pracownikach archiwum, informatykach, technikach, każdym kto mógł mieć dostęp do dowodów. Przypomniał sobie „młodym”, o którym wspominał, ten szef magazynu, Lamar. Nie wiedział jak facet się nazywa, więc odpalił wyszukiwarkę internetową. Niektóre komisariaty i komendy prowadziły swoje własne strony internetowe, na których wymieniona była część kadry. Wszystkie nazwiska miał zamiar wrzucić na bęben.
Okazało się, że posterunek rzeczywiście ma swoją witrynę internetową. Każdy internauta mógł zgłosić swoją sprawę, skargę, pytanie czy opinię. Były też poszczególne wydziały które były odbiciem wydziałów w realnym posterunku. Byli też wymienieni szefowie tych wydziałów i szef posterunku. Chyba wszyscy albo większość “krawężników” czyli posterunkowych patrolujących teren albo jeżdżących na interwencję tak by obywatele mogli znać kontakt do “swojego” posterunkowego.
Byli też wymienieni detektywi. Tak by można było zgłosić jakąś sprawę bezpośrednio do detektywa albo po prostu się z nim skontaktować. Znalazł też na Duffy’ego i MacNamarę. Przynajmniej teraz wiedział jak wygląda ten MacNamara. Posterunek nie był duży to tych detektywów miał czterech. Pewnie zajmowali wspólnie ten pokój jaki wczoraj odwiedził i ten drugi był widocznie z tej drugiej pary.
No ale tych policjantów “z zaplecza” jak z magazynów czy administracji to już właściwie nie byli wspomniani. Strona widocznie była robiona pod potrzeby obywateli więc nastawiona była na tych funkcjonariuszy którzy najwięcej mieli z nimi do czynienia.
Dalsze wertowanie danych z komputerowych zasobów DEA do jakich miał dostęp nie przyniosło Edowi wymiernych efektów. Komputer nie miał nic poważnego na tych dwóch detektywów co prowadzili sprawę. Właściwie nic wspólnego z narkotykami w jakich specjalizowała się agencja. Ot, MacNamara kilka lat temu był zatrzymany przez policję w Miami za bójkę w jakimś barze. Zdaje się, że był na wakacjach więc był po cywilnemu, nie miał odznaki ani broni. Po prostu bójka. Wypuszczono go jeszcze tego samego wieczoru po wystosowaniu standardowego pouczenia. A Duffy był kiedyś świadkiem na procesie handlarzy bronią prowadzoną przez FBI. Zbyt wiele razy nie zeznawał to pewnie nie był żadnym głównym świadkiem oskarżenia no ale zostawiło to ślad w systemie który teraz to pokazywał szperającemu w tych elektronicznych aktach agentowi. Nic poważnego, nic ciężkiego co by mogło podważyć wiarygodność tych dwóch policjantów. Może jak coś przeskrobali to wydział wewnętrzny policji by miał no ale oni swoje brudy trzymali u siebie i dzielili się nimi niechętnie. W końcu chodziło o ich kolegów po fachu więc woleli załatwiać czarne owce we własnym zakresie.

Gdy skończył postanowił pojechać do Raccetiego po nakaz. Co prawda na niewiele mu się przyda, ale może pozwoli przejąć te płyty z komisariatu, jeśli grubemu Martinowi jednak nie uda się nic zdziałać. Po drodze zatrzymał się w markecie elektronicznym. Za pięćdziesiąt dolców kupił najtańszy smartfon i starter. Gdy wrócił do auta, włożył kartę do telefonu a następnie wklepał numer Jimma Maloneya, kelnera, który nie został przesłuchany przez gliniarzy.
Napisał smsa, gdzieniegdzie świadomie popełniając błędy ortograficzne i gramatyczne.

Cytat:
Wczoraj w hotelu węszył agent DEA. Rozmawiał z tobą? Co mu powiedziałeś? Odpisuj tylko na ten numer
Wysłał kelnerowi wiadomość. Postanowił wykorzystać swoją starą sztuczkę. Czasem działała, czasem nie, jeśli kelner jest czysty będzie miał lekką zagwozdkę i uzna to za głupi żart albo pomyłkę. Ed liczył tylko, że stary się o niczym nie dowie. Nie raz już w przeszłości obrywał, za takie nieczyste zagrania. W końcu dojechał do budynku prokuratury, udając się od razu do biura Racettiego.
Jeśli kelner się zdziwił czy coś sobie pomyślał po otrzymaniu takiej wiadomości to tego agent DEA nie widział. W każdym razie żadnej odpowiedzi ani reakcji się nie doczekał. Ani gdy wysłał tego sms-a, ani po drodze przez te deszczowe miasto, ani gdy już wysiadł i szedł korytarzami prokuratury. Drogę znał bo w końcu każdy agent co jakiś czas musiał tu przyjeżdżać choćby właśnie po potrzebny nakaz. Gdy wszedł do gabinetu prokuratora powitał go widok korpulentnego, łysiejącego mężczyzny w średnim wieku. To był właśnie prokurator Racetti.
- Aaa! Witam, witam! To ty jesteś po ten nakaz na nagrania tak? Proszę, siadaj. Zaraz go znajdę. - prokurator przywitał się jak jowialny wujek wskazując na miejsce przed biurkiem dla klientów. Widocznie kojarzył agenta tak samo jak on jego. Zaczął przeglądać rzeczy na swoim biurku a miał co przeglądać jakby prowadził na raz z setkę spraw.
Agent grzecznie skinął głową i odpowiedział.
- Dokładnie, to ja. Chyba nie mieliśmy okazji się poznać. Ed Hoover. –przywitał się z mężczyzną i usiadł przy biurku. W czasie gdy prokurator szukał kwitów, Ed rozglądał się od niechcenia po biurze
Ładny gabinet
- A dziękuję. Sprowadziłem łebka z feng shui aby urządził mi tutaj według dobrych energii. Ma pomagać na zmiejszenie stresu. - prokurator skinął głową ale mówił trochę z roztargnieniem bo przekładał te wszystkie akta, teczki i wydruki aby znaleźć tą właściwą. Na koniec wskazał na jakiś chyba łapacz snów czy coś podobnego co wisiało gdzieś na bocznej ścianie nad drzwiami.
- O, mam! - ucieszył się gdy wreszcie znalazł potrzebną kartkę w obwolucie. - Nakaz na zarekwirowanie nagrań z kamer w hotelu i okolicach z dnia 15-go stycznia. - przeczytał to co najważniejsze po czym podał swoją pulchną dłonią dokument swojemu gościowi.
Hoover podziękował, schował nakaz do kieszeni marynarki, pożegnał się i wyszedł z biura. Na korytarzu wyciągnął telefon i wybrał numer detektywa Duffego.
- Cześć, tu Ed Hoover, z DEA – przywitał się, kiedy usłyszał głos gliniarza – Dzwonię w sprawię nagrań z hotelu. Udało wam się odczytać już te płyty?
- No cześć Ed. Nie mam dla ciebie dobrych wieści. Ale może lepiej przyjedź bo nie chcę o tym gadać przez telefon. - Duffy przywitał się spokojnie ale zgodnie ze słowami jakie mówił głos nie tryskał mu radością.
Gdy zakończył rozmowę z detektywem wyszedł z budynku prokuratury. Wyglądało na to, że tego dnia nad LA nie wzejdzie słońce, wciąż padał deszcz, agent więc zarzucił marynarkę na głowę i przebiegł przez parking przeklinając pod nosem, kiedy wbiegł w kałużę i przemoczył nogawki spodni. Wsiadł do samochodu, od razu sięgając do kieszeni marynarki. Miękka paczka papierosów nasiąkła wodą, żaden nie ocalał.
- Szlag –
Ed rzucił bezużyteczną paczkę na kupkę śmieci zalegającą na siedzeniu pasażera i odpalił silnik. Godzinę później był już pod komisariatem. Pierwsze kroki od razu zamierzał skierować do gabinetu komendanta.

Gabinet komendanta też był na piętrze. Tylko na samym końcu korytarza. Policjant w recepcji wskazał gościowi drogę. Przy drzwiach gabinetu była odpowiednia tabliczka informująca do kogo należy ten gabinet. Wewnątrz Ed zastał właściwego człowieka. Poznał go na podstawie zdjęcia jakie wczoraj wieczorem przeglądal w elektronicznej wersji tego komisariatu. Szef posterunku, Brian Holson okazał się mieć wygląd zaywardzialego paczkozercy. Ale według profilu na stronie internetowej przeszedł całą, policyjną drogę od zwykłego “krawężnika” aż do obecnego stołka. Gdy gość wszedł do środka starszy mężczyzna zmruzyl swoje napuchniete powieki i posłał mu pytające spojrzenie.
Edward się przedstawił, pokazał odznakę po czym wyciągnął z kieszeni marynarki dokument wystawiony przez prokuratora. Położył go na biurku. Kwit był lekko przemoczony więc agent uśmiechnął się do komendanta przepraszająco.
- DEA potrzebuje nagrań, z nocy, kiedy samobójstwo popełniła Allysia Salvado, pańscy ludzie prowadzili dochodzenie w tej sprawie. Sprawa została już oficjalnie zamknięta, a nagrania przejrzane, więc raczej już ich nie potrzebujecie a nam bardzo pomogą.
Agent zastanawiał się czy poprosić tego człowieka o listę pracowników komisariatu. Mogło to jednak zrodzić pytania, na które Ed miałby problem odpowiedzieć tak by nie oskarżyć jednego z podwładnych Holsona o sabotaż. Facet wyglądał na takiego co pilnuje swojego stołka i raczej niechętnie pójdzie na współpracę, gdy na swoim własnym podwórku może mieć kreta. Przemilczał więc prośbę, czekając na to co powie stary gliniarz.
Holson zmrużył brwi jeszcze bardziej gdy usłyszał z czym przychodzi federalny. Bez słowa wziął kartkę zapisaną przez Racettiego i przeczytał uważnie. Pokiwał głową, położył kartkę na blacie ale wciąż ją czytał gdy otworzył biurko i sięgnął po paczkę paperosów. Gdy wyjął z niej jednego białego patyczka przypalił go zapałką po czym wrzucił niedopałek do popielniczki. Wreszcie znów popatrzył na swojego gościa siedzącego po drugiej stronie biurka.
- To teraz federalni przejmują tą sprawę? - zapytał patrząc spod swoich spuchniętych powiek na agenta federalnego. - Są jakieś zastrzeżenia co do naszego śledztwa albo moich chłopców? - zapytał i spokojnie i uważnie.
Agent niczym stary narkoman na głodzie obserwował unoszący się nad głową policjanta dymek i próbował skupić na jego pytaniu.
- Czytałem raport i zgadzam się ze wszystkim co w nim napisano. Pańscy ludzie odwalili kawał porządnej roboty – Ed skłamał i jednocześnie powiedział prawdę, przez co wydawało mu się, że będzie to bardziej przekonujące– Nie interesuje nas sprawa samobójczej śmierci pani Salvado, to już zostało wyjaśnione, niemniej mamy pewne przypuszczenia, że kobieta ta mogła mieć niejasne powiązania z przestępczym półświatkiem i a w hotelu, w noc jej śmierci znajdowały się osoby, które agencja ma na celowniku. Szczerze mówiąc sądzę, że popełniła samobójstwo ponieważ jedna z tych osób mogła ją zaszantażować lub zastraszyć zmuszając do współpracy. Dopóki jednak nie zobaczę taśm nie będę mógł tego potwierdzić – Ed zrobił krótką pauzę dając gliniarzowi czas na przetrawienie informacji - Mam jeszcze jedną prośbę panie komendancie. Poczęstowałby mnie pan papierosem?
- Oczywiście. - odparł szef komisariatu po chwili uwaznego trawienia uslyszanych informacji. Co więcej chyba się trochę rozluźnil po słowach swojego gościa i poczestowal go papierosem bez oporów. Potem sięgnął po telefon.
- Lamar? Przynieś do mnie nagrania hotelowe że sprawy Salvado… Tak, te od Duffy’ego i Maca… A gdzie są?... No to zadzwoń do Matta i powiedz mu by przysłał do mnie te nagrania! Tak, natychmiast. - szef okazał irytacje na tą pierwszą przeszkodę na jaką się natknął z tymi nagraniami ale wyglądało, że powinno być już z górki.
Ed rozluźnił się, założył nogę na nogę, odruchowo poprawiając usztywniacz kolana, zaczął delektować się papierosem.
- Ma pan chyba braki kadrowe komendancie – zauważył, niby przypadkiem – Byłem tu wczoraj pogadać z detektywami Duffym i McNamarą o tych nagraniach. Zdaje się, że wasz szef magazynu jest tu na każde skinienie i obsługuje cały komisariat. Nie macie nikogo młodszego w jego miejsce? Pozwolę sobie zauważyć, że Lamar wygląda, jakby jedną noga był już na emeryturze.
Hoover dalej zaciągał się spokojnie dymem, licząc, że uda mu się jakoś pociągnąć komendanta za język i ustalić nazwisko młodszego archiwisty.
- Od tego on tu jest. Jak się przejdzie raz po schodach po całym dniu pierdzenia w stołek to korona mu z głowy nie spadnie. - szef albo nie dał się podejść albo na odwrót, na poważnie potraktował pytanie gościa no ale nie widział w tym nic poważnego. Zresztą za chwilę drzwi otworzyły się i wszedł przez nie młodszy chociaż też pulchny informatyk.
- A to ty. No cześć. - Martin widocznie rozpoznał Edwarda tak samo jak on jego i niewielkie pudełko jakie przyniósł.
- Masz te hotelowe nagrania? No to przekaż je koledze. - komisarz najpierw zapytał podwładnego a gdy ten wymownie uniósł pudełko skinął głową i wskazał na siedzącego Hoovera.
- Proszę. Ale nie wiem czy coś z tego będzie. - Martin bez oporu postawił pudełko na blacie biurka przed gościem szefa.
- Dlaczego? - szef komisariatu uniósł do góry brew patrząc podejrzliwie na takie oświadczenie.
- No są zniszczone. Tego nie widać gołym okiem ale warstwa z cyfrowym zapisem została zniszczona. Nie wiem jak bo nie zdążyłem dać tego do laboratorium. Ale tam po prostu nie ma żadnego zapisu albo same resztki. Z software to chyba ciężko będzie to odzyskać. - policyjny informatyk rozłożył ramiona w geście bezradności i trochę jakby skargi, ze miał tak mało czasu na zbadanie tych nagrań.
Agent posłał informatykowi łaskawy uśmieszek, oznaczający, że nic się nie stało. Postanowił nie odkrywać się przed komendantem i udawać, że zniszczone nagrania to jakaś błahostka z którą na pewno sobie ktoś poradzi.
- No cóż, zabiorę te płyty, nasi technicy-magicy się temu przyjrzą. Nie takie rzeczy udawało im się odzyskać – odpowiedział po czym zgasił peta w popielniczce i wstał, chcąc przejąć pudełko od Martina.
Martin rozłożył ramiona na znak, że nie ma nic przeciwko po czym wyszedł z gabinetu. Szef komisariatu też spoglądał na gościa wymownym spojrzeniem. - Czy możemy pomóc w czymś jeszcze? - zapytał tonem sugerującym, że raczej nie spodziewa się potwierdzenia.
- Nie, to wszystko – odpowiedział Hoover– Dziękuję panie komendancie za współpracę. I papierosa.
Ed pożegnał się i wyszedł z gabinetu. Nie zamierzał jednak opuszczać jeszcze komisariatu. Musiał dowiedzieć się, kto miał dostęp do tych płyt. Właściwie po to tu przyszedł, nie liczył, że odzyska nagrania, liczył, że dowie się kto i dlaczego je zniszczył. Wyciągnął telefon i wybrał numer detektywa Duffiego.
- Cześć. Czekam przy dyżurce, mógłbyś do mnie zejść? – zapytał gdy usłyszał w słuchawce głos gliniarza
Zbyt długo nie czekał. Pewnie nie zdążyłby spalić pół fajka gdy energicznym krokiem nadszedł policyjny detektyw który niedawno zamknął sprawę Salvado.
- Doszły mnie słuchy, że się kręcisz po okolicy. - przywitał się skinieniem głowy. Stanął niedaleko recepcji gdzie czekał na niego federalny. Na parterze ruch był jakby nieco mniejszy niż zazwyczaj. Pewnie przez ten deszcz i słotę.
Ed przywitał się i upewnił, że nikt nie stoi zbyt blisko by usłyszeć coś, czego nie powinien.
- Macie tu gdzieś w pobliżu jakieś knajpy albo puby? Chciałbym pogadać na osobności o tych nagraniach. Mam wrażenie, że ciebie też ta sprawa dręczy.
Czekał na odpowiedź detektywa, licząc, że ten wykaże się rozsądkiem i zgodzi na współpracę. Duffy chwilę trawil to co powiedział agent federalny. Rozejrzał się dookoła komisariatu jakby sprawdzał jak to wygląda. W końcu skinął głową.
- Chodź na paczka. Tylko kurtkę wezmę. - wskazał dłonią na drzwi wyjściowe ale sam poszedł gdzieś do bocznego pomieszczenia za recepcją. Po chwili wrócił ubierając brązową, skórzana kurtkę. Następnie poprowadził gościa przez zalana deszczem ulicę do baru prawie na przeciwko głównego wejścia komisariatu. Wnętrze okazało się typową restauracją że stolikami na cztery miejsca, kelnerkami w uniformach gdzie można bylo zjeść lunch czy wypić kawę. I sądząc po mundurach wśród gości jacyś policjanci właśnie mieli chyba przerwę.
Duffy tutaj czuł się jak u siebie. Zamówił kawę i zasiadł przy jednym z wolnych stolików. Okoliczne stoliki były puste więc można było rozmawiać całkiem swobodnie. Detektyw usiadł za swoją kawą i czekał co kolega z siostrzanej służby ma do powiedzenia.
- Ok, powiem wprost, bez owijania w bawełnę Ken. Myślę, że masz kreta w firmie. Te nagrania…jedna uszkodzona płyta to może być przypadek, dwie to już podejrzane, a wszystkie cztery… - Ed popatrzył ponuro na detektywa popijając kawę z filiżanki przez chwilę się nie odzywając i pozwalając by Duffy przetrawił sobie informacje - Nie chcę się wtrącać w wasze wewnętrzne sprawy, zależy mi tylko żeby wyjaśnić sprawę Salvado i ustalić jej niejasne powiązania z kartelem. Ktoś od was jednak bardzo nie chce bym zobaczył co działo się w hotelu, w noc jej śmierci. Ty jesteś jedną z paru osób, która widziała te nagrania. Ufam ci. Wykonałeś kawał świetnej roboty, ale musiałeś coś przeoczyć. Dlatego chciałbym ci pokazać dzisiaj parę zdjęć.
Ed podzielił się z detektywem swoim planem. Chciał żeby Ken Duffy pojechał z nim do biura DEA. Zamierzał mu pokazać zdjęcia członków kartelu z którymi kilka dni przed śmiercią spotkała się Alyssia Salvado. A także wszystkich wspólników i współpracowników mężczyzn sfotografowanych na Margaricie, figurujących w bazie DEA. Na koniec rozmowy agent dodał.
- Musisz mi powiedzieć kto miał dostęp do tych płyt. Na pewno Lamar, ale zdaje się, że pracuje z nim ktoś jeszcze? Jak się nazywa?

Hoover nie wierzył, że nagrania da się odzyskać, jednak po powrocie do biura, od razu zaniósł płyty do informatyków, powtarzając, co usłyszał od grubego Martina. Poprosił od dokładną analizę.
- Chcę wiedzieć w jaki sposób nagrania zostały zniszczone, na jakim poziomie technicznego zaawansowania może być sprawca. I najważniejsze. Czy to cholerstwo da się w jakiś sposób odzyskać?
Agent skończył swój dzień w biurze zdając raport Blecherowi. Następnego dnia zamierzał porozmawiać w końcu z rodzicami Allysii Salvado, dlatego zadzwonił do nich, żeby umówić się na spotkanie. Gdy wychodził z budynku, deszcz ciągle padał. Przeklinając pogodę, Hoover wsiadł do dodge’a, nie pojechał jednak od razu do domu. Tej nocy nie chciał być sam, więc zatrzymał się przy „Bukowski’s Tample”, jednej z tych miejscowych knajp, gdzie kilka drinków postawionych nieznajomej przy barze gwarantowało niezobowiązującą znajomość trwającą od zmierzchu do świtu.
 
Arthur Fleck jest offline