Wątek: DEA
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 22-02-2020, 03:01   #9
Pipboy79
Majster Cziter
 
Pipboy79's Avatar
 
Tura 5 - 2020.02.03; pn; g 09:30

Czas: 2020.02.03; pn; g 09:30
Miejsce: Los Angeles, budynek DEA, biuro Edwarda
Warunki: jasno, ciepło, sucho na zewnątrz nieprzyjemnie i mżawka



Zima w tym roku nie rozpieszczała Kaliforni. No a na pewno nie Los Angeles. Poniedziałkowy poranek okazał się dość ponury i mokry. Co prawda z nieba siąpił tylko kapuśniaczek no ale nie wyglądało to zbyt przyjemnie. Przynajmniej nie był to regularny deszcz jak przed weekendem. Temperatura też rano była dość umiarkowana, według porannej prognozy 13*C. Ale prognoza była nietuzinkowa. W dzień miało się rozpogodzić i zrobić całkiem gorąco ale pod wieczór miało przyjść załamanie pogody i gwałtowny spadek temperatury więc pogodynka polecała zabrać kurtki i płaszcze jeśli ktoś by miał wychodzić na zewnątrz tego wieczoru. Ale póki człowiek sobie siedział w domu czy w biurze to miał ten komfort, że był panem i władcą swojego mikroklimatu. Chociaż oczywiście musiał się liczyć ze zdaniem swoich współplemieńców przy sąsiednich biurkach.

A przy swoim biurku Edward nie był zbyt długo sam. Raportu o płytach z laboratorium jeszcze nie było bo ci z laba też dopiero zaczynali poniedziałkowy ranek więc dopiero pewnie brali na tapetę to co im przysłano od piątkowego popołudnia. Ale niedługo do Hoovera dołączyli Chris i Terry.

Znów nie mieli jakichś specjalnych rewelacji. Grinberg i Maxwell wiedli nudne, uporządkowane życie korposzczurów. Nawet przy weekendzie nie było w nich czegoś ciekawszego. Maxwellowie w sobotę organizowali jakieś przyjęcie. Tak popołudniowo do wieczora. Sporo dzieci więc wyglądało na jakieś przyjęcie dla rodziny czy znajomych. Chris który wziął go pod lupę porobił trochę fotek z ulicy. Widać było zdjęcia samochodów, numery rejestracyjne, dorosłych i dzieci, głównie jak wchodzili do domu czyli pewnie przyjeżdżali na to przyjęcie. Potem jak je opuszczali. W niedzielę był spokój, popołudniu rodzina Maxwellów pojechała do samochodu, po kościele pojechali do parku a po zmierzchu wrócili do domu. Potem do północy gdy Chris skończył już obserwację to nawet nikt z nich nie wyszedł przed dom. Cały weekend Maxwellów wyglądał więc dość rodzinnie i piknikowo. Nie było się właściwie czego przyczepić. W poniedziałek rano jak na korposzczura przystało zjawił się w swojej pracy.

Grinberg okazał się jeszcze mniej interesującym facetem bo nawet żadnej imprezy nie zorganizował. W sobotę wieczorem pojechał do kręgielni gdzie chyba był stałym klientem bo przywitał się z paroma osobami jak ze swojakami. Rozegrał z nimi kilka kolejek przegryzając czymś z frytkami i popijając bezalkoholowym piwem a po paru kolejkach wrócił grzecznie do domu. W niedzielę nigdzie nie wychodził to Terry prawie zanudził się na śmierć obserwując front jego domu.

Natomiast na wizytę pary agentów DEA w poniedziałek rano obaj zareagowali zaskoczeniem. Pytali o co chodzi i sądząc z relacji Chrisa schemat “Ale jak to? Przecież policja już prowadziła i zamknęła to śledztwo” znów się powtórzył. Oczywiście mimo zaskoczenia obiecali przyjechać no ale po pracy. No bo bez nakazu to nawet agenci federalni nie mogli sobie po prostu zgarnąć kogoś z domu czy ulicy na przesłuchanie. No to narazie tyle. Jak mieli przyjechać tutaj no to raczej przed 17 czy 18 nie było co się ich spodziewać bo o tej porze kończyli pracę. To jeszcze większość tego roboczego poniedziałku czasu do tego zmierzchu.

Przy okazji Ed miał okazję wspomnieć o wczorajszej wizycie w domu Alyssy. Adres z raportów policyjnych okazał się być domem w nieśmiertelnym stylu amerykańskich przedmieść w okolicy Paramount. Płaski, drewniany dom w jasnych barwach i dachu o łagodnym spadzie na niewielkiej posesji. Jeden z wielu w tej okolicy. Wnętrze okazało się puste i ciche. Typowy klimat dla mieszkań i domów bez właścicieli. Jak tłumaczył Thomas ponieważ Al tak często wyjeżdżała, że nie bardzo miała czas w nim mieszkać. Wynajmowała meksykańską sprzątaczkę która przychodziła dwa razy w tygodniu aby posprzątać mieszkanie i zrobić pranie. A ponieważ właścicielki całkiem często nie było to zbyt Clarissa zbyt wiele do sprzątania pewnie nie miała. No za to miała klucze od domu. Przez to wszystko Thomas zapomniał się z nią umówić aby odebrać te klucze.

Mieszkanie zaś wyglądało całkiem zwyczajnie. Salon z wielką, płaską plazmą, kilka pamiątkowych zdjęć na kominku. Na jednym dorosła Allyssa była z dwójką serdecznie obejmujących ją mężczyzn z których w jednym bez trudu dało się rozpoznać jej starszego brata. Na innym była z rodzicami, na kolejnym była ubrana oficjalnie i uroczyście jak na jakimś oficjalnym spotkaniu, na jeszcze innym była w marynarskiej czapce, podobnej do tego zdjęcia umieszczonego w “Daily LA” sprzed dwóch tygodni.

Przy weekendzie wszystko wydawało się uporządkowane jakby czekało tylko na powrót właścicielki. Pewnie dlatego, że Clarissa przychodziła w piątki i poniedziałki. W sypialni łóżko było pościelone i gotowe do przyjęcia swojej właścicielki, na nocnej szafce stał zamknięty laptop z naklejką kota, wciąż podpięty pod kabel ładujący. Kuchnia również była wysprzątana jakby zaraz miała tutaj wpaść inspekcja sanitarna. W całym domu więc panowała cisza, spokój i porządek. Thomas towarzyszył Edwardowi w tym zwiedzaniu zdawkowo mówiąc co jest co. Miał minę jakby przebywanie w tym miejscu gdzie wciaż zdawało się wyczuwać oddech jego tragicznie zmarłej siostry nie był dla niego zbyt przyjemny. A może chodziło właśnie o pokazywanie tej wewnętrznej, rodzinnej strefy obcemu facetowi. A może jeszcze o coś innego. W każdym razie był dość oszczędny w słowach. Agent domyślił się, że raczej nie zostawi go tutaj samego no i, że miał wracać do swojej rodziny to pewnie nie planował tej wizyty na zbyt długą. Nie wyraził też zgody na to by cokolwiek ruszać czy zabierać z domu siostry.
 
__________________
MG pomaga chętniej tym Graczom którzy radzą sobie sami

Ostatnio edytowane przez Pipboy79 : 23-02-2020 o 03:12. Powód: Dodanie niedzielnej scenki z wizyty w domu Alyssy.
Pipboy79 jest offline