| Sandor podniósł się z siadu skrzyżnego i otrzepał ubranie. Co jak co, ale dopiero co je uprał. Przekrzywił zawadijacko kapelusz i uśmiechnął się sam do siebie.
" Genialnie, drużyna jest w rozsypce, mogę zacząć działać " - pomyślał.
Krasnolud i podejrzany najemnik próbowali zasnąć niedaleko, tuż za krzakami. Niziołek z kolei poszedł brzegiem jeziorka, chyba w poszukiwaniu malin. Chyba. Mógł też pójść szukać pieska. Na razię go to obchodziło nie więcej niż zeszłoroczny śnieg. Jednego z ludzi nigdzie nie widział - trzeba będzie uważać. Veren ruszył w las na poszukiwanie podopiecznej. Sam - genialnie. " Nie licząc tych, ekhem zwierzątek " - przypomniał sobie. One nie sprawią trudności. Po tych przemyśleniach ruszył bezszelestnie śladem magistra opierając nieznacznie dłoń na głowicy szabli, jak zwykł robić w takich okolicznościach . Podczas wędrówki zanucił sobie wierszyk, który usłyszał dawno temu z ust kolegi : - Ach, logiko co żeś ty za pani, że Cię nie poznają chłopcy malowani.
__________________ W skali od 1 do 10 jesteś idiotą. |