Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-19-2007, 11:54   #29
abishai
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 4 abishai wkrótce będzie znanyabishai wkrótce będzie znany
$: 213 996
Biblioteka Wiedzy, Harmonijna Domena Zewnętrzna

Trzech starców z uwagą rozkładało karty. Ich pan nakazał im bowiem śledzić ten wątek i informować o wszystkim co się zdarzy. Jeden z nich wyciągnął kartę i przyjrzał się jej, po położeniu na stole. Była to olbrzymia fala morska uderzająca na nadbrzeże i niszcząca budynki.

-Przypływ.- rzekł najstarszy. - A więc będą kolejni.
- Na razie tylko jeden...ale kto wie.- rzekł kolejny starzec, pokazując dwie karty leżące przed sobą. Na jednej był olbrzymi szczur o siedmiu głowach z siedmioma koronami na nich. Symbol żądzy władzy, ale i niewielkiej potęgi, zdolnej w pojedynkę jedynie podgryzania innych, ale nie dość potężnej by stanąć do walki otwarcie.
- Król szczurów- rzekł najstarszy. - dawno nie widziałem tej karty.
- I to w jakiej kombinacji.- rzekł pokazując drugą. Był na niej handlarz sprzedający wodę biedakom, a sam siedzący na workach złota. Nabab, karta symbolizująca handel, a także bezlitosną chciwość spętaną pozornie zasadami prawa, ale nadal nieujarzmioną.

Sigil, dach jednego z domów.

Jasnowłosy pólelf siedział na dachu domostwa, w pozycji medytacyjnej. Luźne szaty mnicha sugerowały, że należał do jakiegoś zakonu kontemplacyjnego... Jednak w Sigil nie istniały takie organizacje. Mógł co prawda należeć do którejś z frakcji, ale nie było widać tatuażu który by to potwierdzał. Równo przycięte włosy, odsłaniały szpiczaste uszy, a krótko obcięta broda sugerowała ludzkie dziedzictwo.
-Długo jeszcze będziesz się krył, Hrabio Szczurostudni? -rzekł głośno nie zmieniając pozycji.- Szczerze mówiąc, czekałem, aż się zjawisz.
-Skąd wiem, że mnie szukasz? Można powiedzieć, że mała myszka mi powiedziała.- rzekł mnich wstając i wyciągając zza pasa wierzgającego czaszkoszczura. Mimo, że nadal nie usłyszał odpowiedzi od swego adwersarza..Wiedział, że kryje się w pobliżu.
- Jakem Alsenumeor obiecuję, że nie zrobię ci krzywdy...Pogadajmy więc o wspólnych interesach ekscelencjo.- dodał mnich puszczając gryzonia i pozwalając mu uciec.

Gehenna, Czeluście Kopalni Mefistofelesa

Chodnik i wyrobisko przy którym zniknęła ostania ofiar pozornie niczym nie wyróżniały się od korytarzy którymi dotarli tu Fizgulf i Sephiroth. Te sama czarne skały przetykane porowatymi żyłami rudy, tak cennej dla piekielnych płatnerzy. Ta sama górnicza lampka płonąca z boku, te same górnicze stemple, podtrzymujące strop. A jednak Sephirothowi coś w tym obrazku nie pracowało... Nie potrafił jednak odgadnąć co.
Tymczasem Fizgulf miał inne sprawy na głowie...Przyszłość niebyt ambitnego choć, sumiennego czarta rysowała się równie czarno jak ściany dookoła.
Spoglądał na swojego ciemiężyciela z nienawiścią. Gdy jego raport dotrze...Właśnie!
W zdesperowanym umyśle czarta zaświtała iskierka nadziei...Na razie o raporcie wie tylko on.
Jeśliby Sephiroth zginął, to Fizgulf zniszczyłby raport i uratował swą skórę...Wypadki przecież się zdarzają, zwłaszcza w kopalni.
Zaś Sephiroth z radością odkrył, to co mu nie pasowało.. Tu było zbyt czysto ..Pozostałe chodniki były zawalone jakimiś odpadkami, resztkami kilofów, kupkami gruzu. A tu było sterylnie czysto. Ten kto porywał niewolników, starał się ukryć ślady tego porwania usuwając wszelkie ślady swej bytności. Tyle, że w tym sprzątaniu posuwał się za daleko...Pytanie tylko, czemu starał się ukryć fakt porwania, i jaki sposób stosował by zabierać stąd ofiary.
Z dalszych rozmyślań wyrwał Sephirotha huk, gdy się odwrócił zauważył jak nadpalony stempel pęka, a Fizgulf ciska ognistą kulę w kolejny...Po chwili strop runął i sufit zawalił się wywołując chmurę czarnego pyłu. Gdy ów pył opadł, wielki egzekutor Canii rozejrzał się stwierdzając, że został uwięziony. Nie cały strop bowiem runął, i Sephiroth utknął w niedużej jamie odcięty od reszty kopalni. Sephiroth zganił się za to, że zajęty śledczą pracą zapomniał pilnować Fizgulfa, oraz za to, że niedoceniał desperacji byłego szefa kopalni.
Teraz jednak sprawą zajmującą Sephirotha było wydostanie się stąd. Gruzowisko odcinające go od reszty kopalni było zbyt duże, by przekopać je samemu.
Miejsce uwiezienia Sephirotha nadal rozświetlała lampa górnicza.. zapewne dzięki rzuconemu na knot czarowi nieustający płomień.

Ukryty półplan, sala narad

Był to duże miejsce...na tyle olbrzymie, że mieścił się w nim całkiem spory błękitny smok. Podłogę i ściany zdobiła mozaika w symbole ezoteryczne. Na środku zaś stał okrągły stół, przy którym siedzieli dwaj liczowie w bogato zdobionych szatach i błękitny smok.
-Jakaż to sprawa Priamonie kazała ci nas tu wezwać?- odezwał się potężny błękitny smok.
-Najpierw chciałbym podziękować Rhangaunowi.- odrzekł licz, w klasycznych szatach czarodziei z Waterdeep. -Jego czar okazał się niezwykle przydatny.
- A któryż z nich? Stworzyłem ich wiele Priamonie.- czaszka jaką była obecnie głowa licza, z braku mimiki, nie pozwalała odgadnąć uczuć kryjących się w jego głowie.
- Lokalizator zwrotny poszukiwaczy...czy jakoś tak.- rzekł Priamon, śmiejąc się w duchu z tej nazwy. Starożytnemu Rhangaunowi brakowało bowiem poetyckiego zacięcia, by mógł ciekawie nazywać czary jakie tworzył. Priamon dodał po chwili.- Ktoś próbował zlokalizować mój najnowszy nabytek. Pewnego czarta, którego złapałem, a który podawał się za ważną osobistość w Dziewięciu Piekłach.
- Więc kogo udało się namierzyć?... Kim jest nasz ciekawski szpieg?- spytał smok.
- Otóż, nie wiem.- odparł Priamon. - był wystarczająco silny, by uniknąć identyfikacji.
- Zaczyna być interesująco...Co zamierasz zrobić?- rzekł Rhangaun.
- Na razie obstawiłem moją kryjówkę szpiegami. Być może warto nawiązać kontakt z tym ciekawskim czarodziejem.- rzekł Priamon.
- Za wcześnie by wyciągać takie wnioski...Czemu tylko nas wezwałeś, o takich sprawach powinna decydować cała rada. -rzekł smok.
-Och, daleki jestem od tego by ujawniać nasze istnienie..Za to przygotowałem plany małego pokazu i chciałbym uzyskać waszą pomoc w tej sprawie.-rzekł Pramion.

Plan Materialny, Calimport
Zapachy.. Nic tak nie pachnie jak Plan Materialny. Mieszanka przypraw, zwłaszcza imbiru, zmieszana z perfumami, zapachem morskiego powietrza oraz wielbłądziego łajna i ludzkiego potu. I te hałasy...Gniewne opluwanie sprzedawców przez klientów i podlizująca się mowa sprzedawców. Tutaj handel oznaczał zawsze ostre targowanie, bez względu czy kupowało się owoc, niewolnicę czy wielbłąda.
Venefi’cus Euxin przeciskał się przez wąskie uliczki Calimportu pełne tutejszych kupców i złodziejaszków w kolorowych lub szarych burnusach, i w turbanach których ozdobność odzwierciedlała status majątkowy i społeczny.
W Calimporce można było kupić wszystko, zwłaszcza handel niewolnicami do haremów kwitł w tym mieście.
Niemniej czarodziej miał inne sprawy na głowie...Raporty dostarczone na temat Melcha'zideka były mało przydatne...Cóż , w piekle żaden szef nie zostawiał w rękach swych podwładnych szkalujących go dokumentów. Byłoby to bowiem kuszenie swych podwładnych do zdrady.
Venefi’cus Euxin przypuszczał, że czart trzyma ciekawsze kąski ukryte w tajnej skrytce gdzieś w swej siedzibie...Ale położenie tej skrytki znał zapewne tylko Melcha'zidek.
Pierwsze kroki czarodziej skierował do siedziby "Kroczących wśród roju"...Tutejszej sekty Belzebuba. Nie była ona zbyt liczna ani skuteczna, głównie z tego powodu, że miała dwóch nieformalnych przywódców Malik-Im-shara barda/ucznia Belzebuba oraz czarodzieja Ilithan -Ibn-Hazada. I cała działalność sekty skupiała się głównie na wewnętrznej walce pomiędzy oboma przywódcami.
Wkrótce dotarł do budynku którego ściana dookoła wrót była pokryta mozaiką z subtelnie wkomponowanym motywem muchy... Prawie niezauważalnym, o ile nie wiedziało się, czego szukać. Zgodnie z danymi hasłem dla sekty była słowa... Rój rozwija się szybciej niż jednostka.
Poznawszy położenie sekty Venefi’cus Euxin skierował swe kroki do prawdziwego celu... Budynek wyglądał tak jak to Venefi’cus Euxin zapamiętał w swej wizji...Willa dla średniozamożnej rodziny kupieckiej obwarowana białym murem, z ostrymi kawałkami szkła, na szczycie murku. Przed bramą z kutego żelaza dwóch półorków w zarzuconymi na białe burnusy zbrojami łuskowymi, z halabardami w łapach i z sejmitarami przy pasie. Pozornie willa nie różniła się niczym od innych. Ale wzrok czarodzieja potrafił zobaczyc to czego nie widzieli inni...Potężne linie magii przenikały i oplatały ten budynek. Venefi’cus Euxin widział potężne magiczne zapory... Z informacji jakie uzyskał od dostawcy żywności, którego spotkał przy drodze willa ta należała szlachetnego Umar-Ibn-Hazifa , bogatego kupca , właściciela 1/5 wszystkich karawan wyruszających z Calimportu. Umar rzadko bywał w tej willi, częściej zjawiali się tu jego "przyjaciele"...Ale ich tożsamości to handlarz nie potrafił podać, nawet po zapłaceniu ..Pamiętał jedynie piękną ,bladolicą kobietę, nie zasłaniającą twarzy, która czasem zjawiała się w okolicy willi, i tylko wieczorami.
 
__________________
"Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości.

Ostatnio edytowane przez abishai : 08-23-2007 o 09:03.
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem