| -Taaa.... - mruknęła do siebie Siviee, gdy tylko zamknęły się drzwi.
Opuściła głowę na poduszkę i próbowała nie myśleć o niczym, by ponowie pogrążyć się w błogim śnie. Dawno nie miała tak wygodnego łóżka, które mimo tego, że z materaca sypało się siano a koc był wygryziony przez szczury przywodziło jej na myśl spokojne łóżko w którym można spać Dobrym Snem.
Po chwili usiadła a z jej gardła wyrwało się niskie warknięcie niezadowolenia. Nagła świadomość tego jak słabo strzeżone są tu pokoje sprawiła, że natychmiast zapragnęła zejść na dół i wypatroszyć gospodarza.
Odnalazła po omacku swój złachany kapelusz i wcisnęła go na głowę, nie zwracając większej uwagi na dramatyczny nieład jej krótkich, ciemnych włosów. Sprawdzanie, czy nic nie zginęło z jej torby zajęło chwilkę, ale przecież nie mogła sobie pozwolić na to, by wyjść z jakiejkolwiek gospody biedniejszą choćby o kilka miedziaków!
Przerzuciła przez ramię torbę, a wychodząc zgarnęła z krzesła swój skórzany płaszcz. Wolnym krokiem schodziła po skrzypiących schodach, porządkując wszystkie drobiazgi przypięte do skórzanych pasków okalających ją w pasie.
Stanęła w drzwiach izby opierając się o futrynę i otrzepując brązową tunikę z resztek trawy z materaca. Rozejrzała się leniwym wzrokiem po nielicznych zgromadzonych w izbie, szukając albo blondynka, albo gospodarza. Uzależniała swój nastrój od tego, którego zobaczy w pierwszej kolejności.
Dostrzegła w oddali gospodarza i wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Ruszyła powoli giętkim krokiem. Wczorajsze błoto obsypywało się z jej wysokich butów na podłogę świeżo wymytą przez jakąś dziewkę. Jej oczy błyszczały kobiecym podnieceniem, które przy jej figurze i zbyt nieświeżym stroju można by pomylić z zadziornym spojrzeniem ulicznego hultaja... |