| Gdy Mio toczyła zaciętą walkę z papką ziemniaczaną wymieszaną z zielonymi glutami, co przypominało syzyfową pracę lub też bezsensowną walkę bezbronnego, chudego gladiatora z olbrzymim, wygłodniałym lwem, do stołówki zawitała jakaś młoda dziewczynka.
Kiedy owa osóbka podniosła swój cichutki głosik, wszyscy jakby na zawołanie – właściwie to było zawołanie – spojrzeli w jej stronę, choć na sekundkę zawieszając broń i podejmując chwilowy sojusz ze śmierdzącą mazią.
Dziewczę było ubrane w mundurek, który nosiły dzieci chodzące do tego prywatnego gimnazjum sąsiadującego z Zespołem Szkół numer 44.
Szczerze powiedziawszy, to panna Yukimura wcale, a wcale nie zazdrościła tej całej Mori. Nigdy nie chciała uczęszczać do takowego gimnazjum – gdzie zresztą jest jeszcze więcej nauki, niż w tym, do którego sama uczęszczała. A nawet gdyby marzyła o takiej szkole, jej rodziny nie byłoby stać na taki luksus – w końcu za pomaganie w prowadzeniu kwiaciarni jej matki nie zbijała kokosów. Mio nie skomentowała faktu, iż będzie musiała występować w jakimś przedstawieniu. Ledwo znajdywała czas na odrabianie lekcji, których ostatnimi czasy miała nawał. Większość jej wolnego czasu spędzała w kwiaciarni, gdzie w wolnych chwilach uczyła się, aby czasem nie oblać jakiegoś testu.
Teraz jeszcze musiała wygospodarować sobie czas na te wszystkie próby i inne pierdołki. ‘Czy ta wredna, stara aż się mózg marszczy, kobieta nie ma serca?!’, przeszło jej przez myśl, kiedy wyobrażała sobie, jak będzie latać z próby do kwiaciarni, a w domu będzie zarywać noce na odrabianie lekcji.
Kiedy natrafiła na wzrok Ashury, na jej policzkach pojawiły się dwa czerwone rumieńce, a ona sama złapała się za tył głowy i uśmiechnęła głupkowato, starając się nie zwracać uwagi na kropelkę tuż obok niej.
W końcu opamiętała się i zamoczyła mopa w wodzie, ale gdy tylko spojrzała na obiekt westchnień wielu dziewczyn w gimnazjum, nie wytrzymała. Pod pretekstem wytarcia podłogi zbliżyła się do wokalisty i uśmiechnęła się szeroko.
- Moglibyśmy zagrać jakieś przedstawienie, w którym jest pełno miłości… To znaczy dramatyzmu! Em… tragedii… No wiesz, jakieś takie dla dzieci z przedszkola – zaczęła się mieszać, czując jak robi z siebie głupka. Jak zresztą zawsze, gdy tylko nawiązywała rozmowę z chłopakiem, który jej się podobał. – Mio Minoru, bardzo mi rozkosznie… To znaczy przyjemnie! Miałam na myśli, że miło cię pocał…poznać! Rany boskie, przepraszam... Wrócę do rozkosznych myśli… Do zmywania podłogi, ach! – Pacnęła się dłonią w czoło, gdy tylko odchodziła od chłopaka.
‘Po raz kolejny zrobiłam z siebie kompletną kretynkę, która nie ma pojęcia, co mówi! Jaka ja jestem głupia!’, pomyślała, poprawiając kitkę. W tym momencie miała ogromną ochotę zapaść się pod ziemię, zatopić się w tej okropnej mazi lub też wybiec z tej przeklętej stołówki i zaszyć się w kwiaciarni, gdzie mogłaby o wszystkim zapomnieć nad jakąś dobrą książką.
__________________ For God's sake... I am woman! Upadamy po to, by wstać... wstajemy po to, by... upaść? |