| przepraszam za niewygodne spóźnienie Sandor rozejżał się po jaskini. " Ach, nie zdążyłem. Było się nie zastanawiać tak długo, czy ptaszek krążący nieopodal jest chowańcem Verena, czy może jednak nie... " - pomyślał z goryczą. - No panowie którędy idziemy ? - usłyszał z ust niziołka. - No a jakże, Alfredzie, chyba po śladach twojego pieska, czyż nie tak ? Przecież wszyscy pragniemy znaleść twoją sukę i bachora Verena - rzekł niezbyt uprzejmie z przesadnym sarkazmem.
Był zły. Veren za szybko zawrócił, a także tamci nie potrzebnie wywoływali zamieszanie, które go ściągnęło. Nie udało mu się, a żadko coś mu się nie udawało, a on z pewnością nie lubił uczucia porażki.To przypominało mu młodość. Kiedy był ignorowany i lekceważony, krytykowany i wzgardzany. " O nie, to się nie powtórzy, a ci którzy wyrządzili mi krzywdy jeszcze usłyszą o Sandorze Magrane'nie, a wtedy...! " - z przepowiedni swojej zemsty wyrwał go przyjazny krasnal. " Przyjazny ? Cóż za niedorzeczność. Sandorze, ty nie masz przyjaciół, nie potrzebujesz ich. " A jednak... - A nie widział który z was mego toporca ? - Czy to było to coś czym grzmotnołem się w głowę po skoku ? - zachichotał nerwowo i potarł obolałą głowę - Widać z nurkowaniem poradziłbyś sobie równie dobrze z toporem jak i w pełnej zbroi płytowej ? Ech, krasnoludy... - uśmiechnął się.
Poluzował w pochwach obie szable, był przygotowany, atmosfera zaraz mogła się stać... napięta.
__________________ Mijikai potrafi być naprawdę uroczy. Ile jest w nim naturalnego ciepła, ile rozsiewa wokół siebie szczerej, przyjacielskiej serdeczności. Nic dziwnego, że jest tak kochany. |