Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-01-2021, 17:56   #28
Ombrose
Banned
 
Kirill pokiwał głową.
- Wiem, co masz na myśli. Zazwyczaj czuję podobne rzeczy do tych, o których sama mówisz. Kto wie, być może obydwoje będziemy bardzo żałować tego, że się poznaliśmy. Albo wręcz przeciwnie, nawiążemy prawdziwą i piękną przyjaźń. Przyszłości nie da się przewidzieć. Nawet ja tego nie potrafię. Tym bardziej wszyscy pozostali nie powinni o niej myśleć. Liczy się teraźniejszość i nasze wyboru w dniu dzisiejszym. A wybieram… nadzieję. Że wszystko skończy się dobrze - powiedział. - Mam wrażenie, że w tym świecie to jest jedyna rzecz, która naprawdę jest niezbędna do życia. Nadzieja. Dzisiaj zdarzyło się coś, co mam nadzieję… że rozpaliło ją nieco w twoim sercu. Może ten drobny promyczek z biegiem czasu sprawi, że ten okropny lód wreszcie rozpuści się. Że wieczna zmarzlina zacznie odtajać - zawiesił głos. - I ta bajka o pięknej księżniczce będzie miała swoje dobre zakończenie.
Kirill uśmiechnął się i zaśmiał pod nosem.
- Chyba trochę przesadziłem, co nie? - zapytał. - Tak trochę? - jego ton był żartobliwy. - Z tą księżniczką… - westchnął. - Nie śmiej się tylko ze mnie - poprosił.

Szarowłosa dziewczyna próbowała się uśmiechnąć, a może i zaśmiać, ale wyszedł jej uśmiechopodobny grymas i coś jak kaszlnięcie.
- Na razie mam wieżę - odpowiedziała spokojnym głosem - Zawsze jakiś początek… chyba nie pamiętam - skrzywiła usta - Jak się śmiać. To było miłe, naprawdę. Nigdy mnie nikt nie podrywał - zmarszczyła brwi - Wydaje mi się, że to tak… chyba tak wyglądało na filmach. Bardzo ładna… z ciebie Gerda - zrewanżowała się kulawym komplementem - Mam szczerą nadzieję, że gdy spotkamy się w Milltown nie zmarzniesz na kamień. Bajki braci Grimm… nigdy ich nie lubiłam. Wolałam Andersena.
- Tak, na przykład Dziewczynkę z Zapałkami? - westchnął Kirill.
- Skąd wiedziałeś? - tym razem Abby wyglądała na autentycznie zaskoczoną. Parsknęła - Chciałam być Dziewczynką z Zapałkami, zostałam Królową Śniegu. Cóż za ironia… a twoja ulubiona baśń?

Kirill zastanowił się.
- Lubię tę o Brzydkim Kaczątku - powiedział. - Kiedy pierwszy raz wszedłem w Imago, sam poczułem się jak łabędź. Jest coś wyjątkowego w tym pierwotnym napływie mocy. Kiedy pulsuje w twoich żyłach i na krótki moment przestajesz być człowiekiem… stajesz się czymś więcej. Czujesz jak stapiasz się z nocnym niebem. Przewyższasz nawet duchy… zmieniasz się w archetyp, samą ideę pierwiastka, za który odpowiadasz. A to tylko imago. Jeszcze lepsze jest Evectio, ale to już niezwykle wyjątkowy stan, w którym byłem tylko raz. I widziałem go u kogoś innego też tylko raz. Mam nadzieję, że lubiłaś i oglądałaś Sailor Moon - parsknął. - Jak tak, to się odnajdziesz.

- O ile nie będę musiała chodzić w krótkich, marynarskich mundurkach i na krótki rękaw - de Gillern mruknęła ponuro, przekrzywiając głowę jak duży psiak - Imago… ta forma ze srebra w jakiej tu przyleciałeś? Przeteleportowałeś… pojawiłeś się. Też potrafię coś podobnego? Znaczy nie ja - westchnęła - Tylko Dubhe… i nie jesteś brzydki. Smutny tak, ale nie brzydki. Cały czas jesteś łabędziem i… hm - sapnęła, zabierając ręce i cofając dwa kroki do tyłu. Przez głowę przechodziły jej durne myśli pokroju “ciekawe jak smakuje jego skóra?”. Dziwne, obce i niespodziewane. Na swój sposób interesujące.

Być może Kirill również zastanawiał się na podobne tematy, ale nic nie mówił. Robił co mógł, aby trzymać się daleko od Abigail. Bez wątpienia miał ogromne wyrzuty sumienia po tym, jak zachował się względem poprzedniej Dubhe. Pewnie nienawidził się za to, że w ogóle pożądał de Gillern, o ile rzeczywiście tak było.
- Tak. Imago to wyższy stan, kiedy zespalamy się z naszą Gwiazdą - powiedział. - Nie czuję się wcale łabędziem, ale to bez znaczenia. Opowiem ci o wszystkim, ale dopiero jak przylecę - dodał. - Robię się nieco zmęczony, a jeszcze raz będę musiał skorzystać z mojej mocy, aby cofnąć czas. Amandy powinno już nie być. Otóż jak ktoś ginie, a ja cofnę czas, to jest pół na pół szansy, czy ta osoba zostanie wskrzeszona czy też nie. To jednak mało. Przy istotach takich jak zjawy współczynnik jeszcze maleje. Poza tym ją skonsumowałaś i wchłonęłaś, więc tym bardziej zmartwychwstanie Scarlett jest niemożliwe - mruknął. - Czy jesteś gotowa na powrót? - zapytał.

Dziewczyna kiwnęła bardzo powoli głową, zarzucając głęboki kaptur. Ukryta w cieniu twarz wyrażała smutek, w szare oczy powrócił chłód zimy.
- Jestem gotowa - szepnęła, a w jej głosie dźwięczała gorycz. Ciężko wracało się do miejsca, gdzie nie czekało nic dobrego… prócz Charona. I obietnicy rychłego spotkania.
- Kirill… czekaj - poprosiła nagle, wbrew sobie ruszając do przodu. Podeszła do blondyna i szybko pocałowała go w policzek, zostawiając zimny ślad na jego skórze.
- Znajdź mnie, będę czekać - obiecała, czując ucisk w gardle - Jestem gotowa.

Kirill pokiwał głową.
- Tak zrobię. Swoją drogą… bardzo dobrze, że nie boisz się mojego dotyku… przynajmniej w tym momencie. Bo będę musiał rzucić na ciebie zaklęcie, abyś pamiętała o tych wszystkich zdarzeniach pomimo powrotu do przeszłości. Inaczej jedynie ja zachowam wspomnienia, a szkoda byłoby, abyś nie pamiętała tej rozmowy. I w ogóle tych wszystkich wydarzeń.

Mężczyzna skoncentrował się. Wnet całe jego ciało zajaśniało srebrem. Łuna zaczęła z niego bić. Wyglądał jak najdroższy na świecie, magiczny posążek, przedstawiający pięknego mężczyznę. Za jego plecami pojawił się zarys skrzydeł. Kaverin zaczął lewitować. Jego oczy paliły się srebrem i włosy również zmieniły kolor na tę właśnie barwę. Poruszały się w powietrzu tak, jakby znalazły się pod wodą. Kirill przybliżył się w stronę Abigail, wciąż unosząc się nad ziemią. Jego usta rozbłysły. Nachylił się, aby ją pocałować. Bez wątpienia nie chodziło tu o wymianę czułości, tylko właśnie o rzucenie zaklęcia, o którym wcześniej mówił.

Był inny niż anioł Abigail, srebro sączyło zimno do umierającej bańki upiornego świata ognia. Dubhe niósł ciepło oraz blask, Megrez emanował chłodem i do niego ręce dziewczyny nie wyciągnęły się, jak uczyniły to ze złotą istotą.
- Do zobaczenia - szepnęła, stając na palcach i zamknęła oczy, szukając ustami jego ust.

Te wnet złączyły się. Abigail poczuła dreszcze, które przeszły po całym jej ciele. Gęsia skórka pokryła jej ramiona. Srebro otuliło ją szczelnie niczym koc. Wsiąkało w jej ciało. Kilka pojedynczych iskierek złota zaczęło skrzyć się na jej skórze, lecz to moc Megreza tutaj dominowała. Nawet de Gillern poczuła, że jest świadoma każdej upływającej sekundy. Jedna następowała po drugiej i wydawało jej się, że nie w sposób ciągły, ale bardziej klatka po klatce. Na krótki moment skały zaczęły ponownie spadać, kiedy wymiar Amandy powrócił do rozsypywania się. Jednak potem bieg rzeczy został odwrócony. Jednak Abigail nie była w pełni świadoma tego procesu. Im bardziej próbowała za nim nadążyć, tym bardziej jej świadomość zaczęła się rozsypywać. Wnet zniknęła. Straciła przytomność.
 
Ombrose jest offline