Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-01-2021, 18:00   #33
Sorat
 
Sorat's Avatar
 
Abigail podniosła głowę, wpatrując się w chmury nad ich głowami.
- Chciała zniknąć, myślała że jeśli to zrobi nikomu więcej nie wyrządzi krzywdy. Usunie błąd systemu - powiedziała cicho, czując jak liszaje mrozu osiadają jej na skórze - Skoro nie zgasła, wciąż jest obok ciała. Jej… dusza. Szarpie się, miota. Próbując przekroczyć granicę między życiem i śmiercią często… wpadamy w stan zawieszenia. Chcesz aby wróciła to idź do niej, bądź kotwicą. Powodem dla którego warto… - opuściła wzrok -... warto tu zostać. Będąc w zawieszeniu czujemy obecność innych ludzi, ich emocje. Nie myśl że zrobiła ci przykrość, myśl o tym, że chcesz aby żyła i bądź obok.

Aoife spojrzała na nią dziwnie.
- Jesteś w chuj niepokojąca - powiedziała. - Jakbyś urwała się z kosmosu - dodała. - Ale mimo wszystko masz rację, muszę przy niej być. A u ciebie wszystko w porządku? Bo nie brzmisz zbyt normalnie. Znaczy nigdy nie brzmiałaś. Ale teraz dopiero zaczęłam się zastanawiać. Po tym, co Kiara zrobiła… nie chcę więcej takich akcji. Nic nie odwalisz, prawda? - zapytała. - Masz nieco za dużo współczucia i zrozumienia do Kiary - to już prawie warknęła. - I skąd w ogóle tyle wiesz o ezoteryce? Właśnie Kiara też się nią interesowała. Ciekawe czy to wszyscy depresyjni ludzie interesują się ezoteryką, czy może właśnie odwrotnie, to przez ezo są tacy depresyjni - mruknęła.

- Albo w ezoteryce szukają odpowiedzi na dręczące ich problemy - szarowłosa wzruszyła ramionami, choć wewnętrznie zbystrzała.
- Czy Kiara mówiła ci o czymś… dziwnym? W co nie chciałaś wierzyć? - spytała, wbijając w barmankę spojrzenie dwóch kawałków szarego lodu - Coś jak opowieści z krypty, albo urban legends. Widziała albo czuła… rzeczy których nie ma?

Aoife pokiwała głową.
- Ona w ogóle zbierała jakieś lokalne podania i opowieści. Wiem, że odkryła coś w swoich zbiorach takiego, że się wystraszyła i koniecznie chciała rozmawiać z taką naszą koleżanką jedną. Ale nie zdążyła. Tak, to brzmi zagadkowo. No ale chyba nie było takie ważne, skoro postanowiła się w pierwszej kolejności zabić - kobieta skrzywiła się. - Mówiła też, że słyszy jakieś szepty śmierci, czy inne gówna. I koty. Jakieś koty zakradają się do jej mieszkania, i w nocy wchodzą jej do głowy. Tak. Jak teraz tak o tym mówię, to mega popierdolona. Ale ja się tym nie przejmowałam, bo po prostu piłam i kiwałam głową, słuchając muzyki w tle. Ona zawsze była taka zakręcona. W sumie trochę jak ty, ale ty dużo więcej mówisz. Ona głównie milczała, rzadko kiedy się odzywała.

Przez twarz Abigail przemknął cień smutku.
- Próbowała przed tym uciec… ucieczka wydawała się łatwiejsza, ale to niemożliwe. Nie da się uciec. Też próbowałam, zanim tego nie zrozumiałam… nieważne - zmęczonym gestem przetarła twarz, a potem popatrzyła Aoife prosto w oczy jakby chciała zajrzeć do duszy.
- Dlatego że milczała mogła chodzić wolno… naprawdę, z całego serca życzę jej, aby nie była jak ja. Nikomu tego nie życzę, nawet najgorszemu wrogowi - w głosie dziewczyny pojawiła się gorycz do spółki z melancholią - Mówiłam… od ósmego roku życia mówiłam co widzę i wiesz co? Od ósmego roku życia zamknięto mnie w wariatkowie, ale to niczego nie poprawiła, wręcz przeciwnie. - parsknęła zrezygnowana - Nie da się naprawić bycia medium garścią tabletek ryjących banię. Jedyny efekt był taki, że widziałam ten cały syf ciągle i ciągle… śmierci nie oszukasz benzodiazepiną, wciąż jest obok ciebie. Widzisz ją kątem oka pośród poruszających się w mroku cieni. Kiara ma podobnie, nie wytrzymała. To co znalazła jedynie przyspieszyło decyzję o ucieczce… ale jak mówiłam od tego nie ma ucieczki - pokręciła głową - Inaczej już dawno bym to zrobiła, bez sensu… stawać się następnym widmem albo upiorem.

Aoife uderzyła się tą chustą po twarzy, jakby na otrzeźwienie.
- Już wiem, kogo mi przypominasz. Znaczy może nie idealnie. Ale Mandy z Mrocznych Przygód Billy’ego i Mandy. Choć ona była bardziej zrzędliwa. Ale mniej więcej tak samo wesoła jak ty. Weź się ogarnij dziewczyno. Nie ma duchów czy tam upiorów, jest tylko schizofrenia. Od tego są neuroleptyki, nie benzodiazepiny. I elektrowstrząsy.
Barmanka zaczęła się nakręcać.
- Jak jesteś chora, to czemu nie możesz po prostu pójść i się leczyć? Czemu zamiast tego chcesz ranić ludzi wokół ciebie i na koniec jeszcze się zabić? - Aoife zdawało się mówiła trochę do Abby, ale chyba głównie do nieobecnej Kiary. - Mamy dwudziesty pierwszy wiek i można znaleźć leki na wszystko. Jak miałaś zjebanych psychiatrów od ósmego roku życia, no to już sprawa do prokuratory - powiedziała. - Obiecasz mi, że jutro pójdziemy nie tylko do Kiary, ale potem do psychiatry? Ustawi ci leczenie. Nie mówię tego, żeby cię upokorzyć czy coś, bo w tym nie ma nic upokarzającego. Spójrz na mnie i powiedz mi jasno. Bierzesz neuroleptyki czy nie? - wyciągnęła dłoń w geście.

- Ostatni mój psychiatra po sesji ze mną wziął z kotłowni butlę nafty, oblał nią dziewczynę z izolatki i podpalił - z głosu Abigail wiało spokojem. Takim ostatecznym - Jeszcze poprzedni wydrapał sobie oczy zanim się powiesił. Jedna pielęgniarka posiwiała w dwie noce, inną znaleźli zaćpaną w łazience. Wzięła wszystkie tabletki jakie tylko znalazła w zabiegowym. Naprawdę uważasz, że wpychanie mnie do szpitala to dobry pomysł? Aż tak nienawidzisz tego miasta? - spytała uprzejmie.

- No ja ci nie każę rozpierdalać systemu. W sensie podziwiam, że potrafisz, zaproszę cię do moich wrogów, zrobisz im piekło na ziemi - odpowiedziała Aoife. - Ja ci każę tylko wziąć na to leki. Nie musisz zsyłać pecha na jakąś pielęgniarkę, aby pójść do apteki, kupić z recepty i zażyć. A że syf dzieje się w psychiatrykach? No dziwisz się? Przecież to psychiatrycy. Gdzie ma się dziać schiza jak nie tam? - zawiesiła głos. - Powiedz mi szczerze, Abigail. Nie sądzisz, że jest tak, że na tym zjebanym świecie dzieje się dużo syfu, a ty sobie romantycznie dorobiłaś do tego duszki Casperki, które podstawiają ludziom nogi i ci się przewracają? Nie, to sami ludzie są zjebani i nie potrzebują jeszcze paranormalnej pomocy, aby bardziej rozpierdolić sobie życie - mówiła. - Jak pójdziesz na stację benzynową to wybucha? Jak wejdziesz do kościoła, to krzyże obrócą się do góry nogami? Jak pójdziesz do lodziarni, to cała śmietana zrobi się kwaśna w podajnikach? No nie. O tu stoimy sobie teraz kilka minut i jeszcze nie stało się nic złego. Sama widzisz.

- Tymczasem Kiara leży w szpitalu po próbie samobójczej, bo znalazła coś co ją przeraziło do tego stopnia, że postanowiła uciec. - de Gillern wzruszyła jednym ramieniem - W śmierci nie ma romantyzmu, ani w cieniach i tym, co czai się w mroku kiedy zamykasz oczy. Jest tylko obłęd… za dużo bajek się naoglądałaś, ale to dobrze. Tak jest lepiej - wzrok jej złagodniał - O mnie się nie martw, niedługo zabierze mnie stąd mój brat… właśnie. Jeśli pojawi się u was w knajpie ksiądz zaciągający ze wschodnim akcentem, albo przedstawi się jako Kirill… to on. Po prostu mu powiedzcie że się tu kręcę i pamiętam na którą się umówiliśmy. Swoją drogą kim jest ta koleżanka z którą chciała rozmawiać Kiara?

- Taka Nevaeh. Jej siostra bliźniaczka zginęła potrącona przez samochód - powiedziała Aoife. - W ogóle ta akcja ratunkowa była właśnie tej nocy - dodała. - To ona i jej znajomi napotkali Kiarę, a potem mnie poinformowali nad ranem. A co do brata… masz brata ze wschodnim akcentem? Przecież ty jesteś z Ameryki… masz jakąś wschodnią mieszankę we krwi? - zapytała Aoife. - Powiedzieć mu, że kręcisz się tu, w sensie w kościele?

- To… - na usta szarowłosej cisnęło się “skomplikowane”, użyła jednak innego określenia -... brat przyrodni, powiedz mu aby poczekał u was, sama przyjdę o wyznaczonej porze. Nie chcę mu robić dodatkowych problemów - prychnęła wyraźnie zmieszana po czym wypaliła - Mam prośbę, skoro już rozmawiamy. Dziś wieczorem idę… - łypnęła na Charona - Weterynarz młodego stwierdził, że chyba niedojadam.
- Chyba? - Aoife zaśmiała się. - Oj misiaku...
- Zważyłam się to zaczął gadać o jakimś niedożywieniu i… tak jakby mnie zaprosił na pizzę. - zmieszanie i zagubienie zintensyfikowało się - Umówmy się na rano gdzieś, ok? Jeżeli się nie pojawię znaczy… pewnie będzie znaczyło, że mnie poćwiartował, popakował w worki i gdzieś zakopał, albo utopił resztki w jeziorze… i nie wiem, co mu kupić? Nie wypada iść z pustymi rękami, ale nigdy u nikogo… nigdy z nikim… - poprawiła nerwowo kaptur - Raczej jadam sama, jak już jadam… chyba że z Charonem. Wtedy… no ale teraz… ehhh… - westchnęła - Nie chodziłam dotąd w gości. Do nikogo.
 
Sorat jest offline