Wątek: Scavengers
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-01-2021, 20:50   #2
Fiath
 
Fiath's Avatar
 
***
Cytat:
Przeznaczenie: 1d20 = 15
Nużąca podróż.
***

Brama Akwarii była miastem, w którym stare, drewniane budowle rywalizowały z nowszymi, kamiennymi domami rodzinnymi. Avitus, który dorastał w Nowej Fantazji, był szczególnie wyczulony na ten unikalny charakter Bramy. Wchodząc do nowego świata fantazjanie byli pod presją odbudowania nowej cywilizacji w nieznanym świecie, który mógł być równie groźny, co ich poprzedni. Z tego powodu zbudowana wokół portalu Nowa Fantazja składała się z dzielnicy drewnianych domów społecznych, zamieszkiwanych przez wiele rodzin. Zamiast tego, praca była włożona głównie w umocnienia obronne, wysokie i grube kamienne mury, które miały zapewnić bestiom i fae szansę na przetrwanie.
W odróżnieniu od tego Brama Akwarii powstała gdy już było wiadomo, że świat ten jest dość bezpieczny. Pobudką od utworzenia miasta handlowego nie było przetrwanie, lecz zysk. Zaraz po powstaniu kilku drewnianych chat i ogromnej palisady zaczęto sprowadzać kamień do konstrukcji prosty i nudnych, ale wytrzymałych domów, które wydawały się szczytem luksusu w obecnych czasach.

Cytat:
Pasywny test spostrzegawczości (Mądrość), kość lidera (Avitus): d20 = 18
Wprowadzenie:: W razie testów drużynowych, zespół polega na najwyższej dostępnej statystyce. Wyjątkiem jest sytuacja, w której właściciel jest niezgodny z zamiarami drużyny.
Niektóre testy mają miejsce pasywnie, bez deklaracji graczy.

Chodząc kamiennymi ulicami bramy, między ciasno ułożonymi kamienicami, można było odnieść wrażenie, że gildia handlowa odzyskała już to, co zostało fantazjanom odebranie. Głuchy dźwięk wiatru przechodzącego między szczelinami w cegłach i krzywe bądź rozpadające się ościeżnice zdradzały jednak naturę tej iluzji. Miasto było zbudowane na fundamentalnym kłamstwie, ślepej wierze, że wczoraj wróci pojutrze. Głosząc swoje naiwne przekonanie o przyszłości miasta bez autorytarnych władz, gdzie wszystko będzie dla wszystkich, od wszystkich, Zbigniew buduje miejsce, które tylko wygląda jak jego sny, zamiast je realizować. Być może było to najlepsze, co mógł uzyskać w świecie pozbawionym magi.
Rezultatem było bankrutujące miasto handlowe dedykowane wymianie drogą morską, która nie zostanie ustanowiona przez najbliższe kilka dekad. Kontynent był niezbadaną krainą tajemnic, ocean wydawał się jeszcze groźniejszy, a jedyne prawdziwe miasto inne od Bramy znajdowało się w środku kontynentu, bliżej gór niż nadmorskiej plaży. Nie ma jednak tego złego, czego nie dałoby się opchnąć masom.

Cytat:
Test motywacji (cynicyzm) Avitus (1d4) -2 (empatia) = -1
Wprowadzenie: Zależnie od testu, niektóre umiejętności mogą oferować ujemny modyfikator.

Na dłuższą metę, może jednak lepiej było oddać się temu kłamstwu? Zignorować szczeliny między cegłami kamiennych ścian i docenić przepiękny całokształt, czerpać przyjemność z życia w miejscu, które ukazuje odległą przyszłość, nawet jeżeli może rozpaść się, za nim ta nadejdzie. Póki co problemy tego miejsce nie dotyczyły zwykłych osób jak Avitus czy jego obecni towarzysze. Walka na tym tonącym okręcie odbywała się między Gildią Handlową a Konsorcjum, jeżeli uda im się stąd wynieść ochłapy jakiegoś sukcesu, to dobrze. Jeżeli nie, to trudno. Oni jakoś sobie poradzą, co by się nie działo.

***

Idąc wzdłuż murów miasta, drużyna z łatwością uniknęła kontaktów z tłumami. Możliwe, że nawet nikt ich nie zauważył. Kin zatrzymała grupę za dość sporym kamieniem, zza którego był widok na grotę. Obecnie stał przed nią brodaty krasnolud, oparty o masywną siekierę, oraz chudy elf, który opierając się o ścianę, co jakiś czas odbijał drobne kamienie od hełmu swojego partnera, prosząc się o awanturę.
- Jakby ktoś pytał, wypoczywanie na plaży jest legalne, czy coś. - stwierdziła Kin, siadając w piasku, w którym zaczęła budować zamek. Prawdopodobnie jako przykrywkę.
Prawdopodobnie.
Avitus przysiadł obok Kin i zaczął pomagać jej w budowie zamku, jednocześnie obserwując strażników, szukając słabości w ich rynsztunku i posturze.
Cytat:
Avitus: test spostrzegawczości (Mądrość) (1d20) + 5 (skrytobójstwo) = 20
Avitus posiada przewagę +2 do ataków przeciw gwardzistom.

Jako typowi członkowie straży miejskiej, gwardziści nosili na sobie tylko kolczugi chroniące tors. Krasnolud miał też na głowie przepisowy szyszak, Elf jednak zostawił swój na kamieniu obok. Elf wydawał się niekompetentnym wojownikiem. Najpewniej nie zdołałby zareagować na nagły atak. Krasnolud był dużo poważniejszy i być może nawet zaprawiony w boju. Mimo tego, słabości tej pary wydawały się wyjątkowo oczywiste dla wprawionego oka satyra.
- Jak tak patrzę na tych strażników, to nie wiem czy jest sens czekać na zmianę warty. - zwrócił się do swoich towarzyszy Avitus, nie przerywając pracy nad piaskową wieżą zamkową - Elf nie stanowi żadnego zagrożenia, a z krasnoludem powinniśmy sobie łatwo poradzić biorąc pod uwagę naszą przewagę liczebną. Jeśli zaś chcecie zdobyć dodatkowe punkty za styl, to moglibyśmy wysłać kogoś aby się do nich zakradł i rzucił kamieniem w hełm krasnoluda. Ten z pewnością pomyśli że to elf, co prawdopodobnie wywoła kłótnię, dając nam jeszcze większą przewagę w walce - Avi wyjaśnił swój plan, kończąc budowę wieży. Następnie zabrał się za mury miejskie, wyczekując odpowiedzi swoich kompanów.
- Jeśli nie ma zapłaty za ich zabicie to nie chcę ich zabijać. Życie jest cenne. - rzekł Gkero, będąc przekonanym, że zabrzmiało to filozoficznie oraz romantycznie. Nie zdawał sobie sprawy z dualizmu tego twierdzenia, a w zasadzie pewnej sprzeczności. Gdyby jednak łowca jakimś cudem zrozumiał, co powiedział, prawdopodobnie byłby skonfudowany do końca dnia. Lepiej zatem, aby nikt mu tego nie tłumaczył.
- Pytaniem j-j-jest jak cenne jest dla nich samych. Avitus, twoje struny głosowe produkują wiele słów na minutę. Może powiesz im aby udali się do domu? Pójdę z tobą. - Trosco cały czas analizował odległość z jakiej oddałby celny, śmiertelny strzał. Dla niego to bez większej różnicy.
Gkero w tym czasie ustawił się tak, aby mieć okolicę na widoku i w razie czego móc wystrzelić bełt w jednego z przeciwników. Dla niego plan już został ustalony, teraz trzeba było go po prostu zrealizować. Planował strzelić przeciwnikowi w kolano, aby uziemić go, ale nie zabić. Na to ostatnie zawsze przyjdzie pora.
Avitus westchnął głęboko, zdając sobie sprawę że z obecnego planu raczej nici. - Tylko proszę wstrzymaj się z przemocą dopóki nie dam tobie znaku. - zwrócił się do swojego robociego wspólnika - Mam już kolejny pomysł więc pozwól że to ja się rozmówię ze strażnikami - dodał, uśmiechając się pod nosem.
- Od początku mówiłem byś… - Trosco się zaciął. - Akceptowalne p-p-prowadź - odezwał się ponownie lecz zatrzymał się w pół kroku i zapytał Satyra.
- Co rozumiesz przez przemoc? M-m-am celować w witalne punkty, czy zniszczyć ważne miejsca w ciele by zredukować ich zdolności motoryczne? -

- Raczej wolałbym uniknąć zabijania ich w miarę możliwości. Myślę że elf szybko przystanie na nasze warunki, gorzej z krasnoludem - prawdopodobnie trzeba będzie go skasować. W każdym razie jakby czegoś próbowali, to staraj się ich ogłuszyć, a zabijaj dopiero kiedy wydam taką komendę. - wyjaśnił Trosco Avi.
Słysząc kroki kompanów za jej plecami, Kin podniosła głowę znad swojego zamku i spytała Gkero. - Po co oni poszli?
- Pertraktować. - rzekł Gkero nie spuszczając wzroku z wejścia do jaskini.
- W sensie gadać, czy coś? - dopytała.
- Mmm… - przytaknął łowca. Zmierzył Kin wzrokiem i postarał się oszacować dziewczynę.

Cytat:
Test poznawczy empatii Gkero: 1d8(mądrość) + 0 (empatia) = 6
Przyglądając się Kin, Gkero widział w niej osobę zadowoloną z życia i pełną energii niezbędnej do jego eksploracji. Jednocześnie jednak odczuwał, że jej perspektywa na świat jest odmienna od jego własnej, jak i od perspektywy zwykłej osoby. Ciężko mu było doprecyzować te różnice, wiedział jednak, że Kin dorastała w jakimś mylnym przeznaczeniu albo to on i reszta świata nie zdają sobie sprawy z jej charakteru.


***

Cytat:
Test pasywny aura robota: 1d20(ciało) + 2 (pancerz naturalny) = 12.

Dwójka strażników nie zareagowała specjalnie na ubrudzonego w piasku satyra i robota. Krasnolud dalej opierał się o topór, wpatrując się zawzięcie w ocean. Elf z kolei ziewnął, wciąż oparty o ścianę. - Przepraszam panowie, prosiłbym nie kręcić się w okolicy. Jaskinia jest zamknięta na czas pracy urzędu miejskiego. - wydusił z siebie między ziewami. Krasnolud czerwieniał od wpatrywania się w ocean. Para gapiów wydawała się rozpraszać go jeszcze bardziej. Elf spojrzał na to z zażenowaniem. - Nie przejmujcie się nim. Górska rasa. Pierdolca dostaje, jak widzi ocean.
- Mówię ci kurwa, jakieś zło w nim coś knuje. - wymamrotał pod nosem naburmuszony.
- Witajcie panowie. Trochę się nam spieszy, więc przejdę od razu do rzeczy. - zaczął satyr, szeroko się uśmiechając - Czarnozęby wysłał nas, żebyśmy zdobyli dla niego to, co jest w tej jaskini. Polecił nam jednak w miarę możliwości nie zabijać strażników, abyście mogli opowiedzieć wszystkim o jego najnowszym wyczynie, więc wybór należy do was - możecie albo nas wpuścić, albo zrobi się niemiło. - Avitus popukał Trosco po jego pancerzu, prezentując za pomocą dźwięku jego wytrzymałość - Ach, byłbym zapomniał - nasz ukryty niedaleko snajper ma wasze głowy na celowniku, więc dobrze przemyślcie swoją decyzję.
Trosco intensywnie wpatrywał się w krasnoluda, jakby nawet nie uznając obecności elfa. Tak samo jego jedyne oko zaczęło świecić na czerwono. Stał jednak w niemal idealnym bezruchu, jego głowa jedynie delikatnie się poruszała na każdy ruch krasnala.

Cytat:
Kłamstwo Avitusa 1d20(cwaniactwo) = 17
Groza Trosco 1d20(ciało) + 1 (potworność) = 8

- Widzisz baranie, dlatego się nosi hełm. - Marudził do elfa krasnolud - mnie teraz snajper by w dupę pocałował, a ty byś miał drugą parę uszu, tylko w normalnym rozmiarze. - mimo wypowiedzenia swojego długiego wywodu i grozy, jaką wydawał od siebie stojący obok Trosco, krasnolud nie odrywał wzroku od morza, wyraźnie dużo bardziej przerażony nim, niż wszystkim, co do teraz usłyszał.
Elf, pocąc się, nawet nie słyszał tego, co krasnolud do niego mówił. Bardzo powoli założył na głowę hełm, cofając się plażą o trzy kroki, po czym szybko skoczył o jeden w przód, złapał krasnoluda za brodę i zaczął ciągnąć go ze sobą. - To my...ten...tego...z Grzmotomiłą….czy komu tam będzie się chwalić… - starał się wybrząkać z siebie tylko to, co para mogła chcieć usłyszeć. Krasnolud ciągnął się za nim jak kamień, jego ciało przechylone po przekątnej. - Normalnie to bym siepał, no ale oceanu nie zasiepię, to i zgodzę się stąd wyjść po dobroci. - marudził pod nosem.
Trosco nawet na moment nie odwrócił wzroku od krasnoluda, jego głowa odwróciła się jak u sowy cały czas utrzymując kontakt wzrokowy.
- Powinszować. - Rzucił jedynie do Avitusa.

- Wzywaj nasz transport! - krzyknął Avitus w stronę Kin, kiedy strażnicy zniknęli już z pola widzenia - To co, gotowy na wspólną penetrację groty? - Avi zwrócił się do Trosco, podśmiechując się pod nosem.

- Mieliśmy w-w-wynieść znajdujący się tam sprzęt. - zauważył Trosco.
- W sumie to nie mamy pewności co tam znajdziemy, więc warto byłoby się najpierw trochę rozejrzeć po samej jaskini - odpowiedział Avi i skierował się ostrożnym krokiem w stronę groty, jednocześnie dając Trosco znak ręką aby szedł za nim.
Trosco dobył swojego rewolweru, po czym z jego ramienia wysunęła się latarka która buchnęła snopem światła. Kolor oka Trosco ponownie był żółty. Z bronią skierowaną ku górze zaczął iść za satyrem.

***

- Słyszę, że na nas czas. - zauważyła Kin, odstępując od swojego zamku z piasku. Jej małe królestwo składało się z wielkich budowli o zaokrąglonych dachach i niewielkiej liczbie okien symbolizowanych przez wgłębienia wciśnięte w ściany. Między budowlami płynęły wykopane palcem kanały wody. Mur obejmował całość zamczyska, nie licząc jednej dziury prowadzącej z korytarzy pod mur i na zewnątrz. Najbardziej w kolekcji wyróżniały się budowle Avitusa, będące wystarczająco krzywe i niestabilne, aby nietypowe konstrukcje Kin jakimś cudem wydawały się naturalne.
- Płynę po Nyxa, a wy się rozejrzyjcie i wepchnijcie jakieś ciekawsze rzeczy do wora, to się od razu zabierzemy, jak łódka przybędzie. Od razu wybierzcie, co sobie chcecie zostawić. - poprosiła i z rozbiegiem wskoczyła do wody. Gdy chlust wyrzucony powietrze przez rozpędzoną intruzję dziewczyny opadł już z powrotem na taflę, łącząc się z nią w rozległą całość, nie było już ani śladu po Kin.
Gkero nie zwlekając, zebrał swoje graty i potruchtał do jaskini nie oglądając się za siebie. Uznał, że w takiej sytuacji lepiej rozlokować się bliżej swoich, aby w razie czego mieć plecy zasłonięte.

***

Do wnętrza ukrytej w skalnej ścianie jaskini prowadziły dwie drogi: wąska ścieżka z pokrytego piaskiem kamienia, oraz nieco szersza rzeka, która wypływała z wnętrza ziemi, aby trafić w czeluście morza.
Wędrując tą trasą przez kilka minut, drużyna otrzymywała coraz mniej pomocy od światła słonecznego. Gdy doszli już na sam koniec, do okrągławego i niezbyt obszernego pomieszczenia, znajdowali się w półcieniu.
Miejsce to wydawało się poniekąd miniaturową wersją bunkra goblinki Knot. Trosco rozpoznał podłużną, gładką, białą kolumnę z czerwonymi cyframi jako nieodzowny znak architektury poprzedników. Podobne wrażenie budziła szafa z metalową ramą i drewnianymi półkami, czy stojąca pod szafą szara skrzynia, wysoka i szeroka jak szczupły elf. Obok niej znajdował się drewniany stół z pudełkami, na których znajdowały się pokrętła i guziki, oraz metalowy przyrząd, który dla satyra przypominał co najwyżej masturbator.
Tym, co przykuło najwięcej uwagi zebranych, dryfowało jednak na wodzie. Podłużna, większa od łódki rybackiej, ale mniejsza od okrętu, z wybrzuszonym dnem i wysoką, oszkloną kajutą, oraz pozbawiona żagli: łódź poprzedników.
Trosco zbliżył się do skrzynki która spoczywała na stole, starając się określić co to jest i czy jest w stanie to uruchomić. Przyciski na niej wskazywały na to że do czegoś musiało służyć.
- Dajcie mi m-m-m-oment. - Zakomunikował robot bacznie obserwując przedmiot.

Stare guziki wciskały się z głośnym tyknięciem. Początkowo nic się nie dało, w pewnym momencie zaczął jednak dochodzić szum zza pudełka. Zaglądając tam, Trosco zobaczył nauszniki połączone do jednego z kabli opuszczających pudełko.
Rewolwer schował się w przegubie golema, po czym sięgnął po nauszniki i przyłożył je do receptora dźwięku.
Ze słuchawki wydostawał się głośny szum.
Trosco zaczął delikatnie poruszać pokrętłem na boki starając się cokolwiek zdziałać.
Szum w słuchawce był nieprzerwany, jednak kręcąc pokrętłem Trosco zaczął w pewnym momencie słyszeć zakłócony głos, mówiący:
- five, five… four, seven, four, colon, five, five… four, seven, four, colon, five, five…

W tym czasie Avitus kontemplował, dlaczego poprzednicy budowali z metalu skrzynie rozmiarów szafy. Niestety, metalowa skrzynia była zamknięta. Ciągnięcie za odstający od drzwiczek uchwyt niewiele dawało. Do tego satyr nie widział dziurki od klucza, którą mógłby spróbować przełamać. Zamiast tego, na konstrukcji znajdował się stary panel z dziwnymi guzikami, podpisany znaczkiem zostawionym jakąś farbą albo czymś podobnym.

- p-p-pięć, pięć... cztery, siedem, cztery… dwukropek. Zapętla się. - Oznajmił Trosco słuchając dźwięków z radia. Nigdzie nawet nie widział panelu cyfrowego. Było to bardzo dziwne dla golema, ale zaczął w swoim systemie czuć coś… dziwnego. Kiedyś pytał Knot o to odczucie, nazwała to ekscytacją.
Po tym jak zdał sobie sprawę, że nic nie wskóra z metalową skrzynią, Avi wrócił do Trosco. Wysłuchał tego co miał do powiedzenia robot i zaczął zastanawiać się nad kodem. - Mam chyba pomysł jak to rozwiązać - zwrócił się do Trosco, po czym wrócił do szafy aby spróbować ją otworzyć. Zaczął od wyklikania kodu BE BE AD AE AF AE, z zamiarem wypróbowania wszystkich dziesięciu kombinacji, zmieniając trzecią liczbę.
Gkero popatrzył na panel i spróbował odczytać litery.
Drzwi do skrzyni pozostały jednak niewzruszone.
Avitus rozejrzał się po jaskinii, szukając czegokolwiek co mógł wcześniej przeoczyć, a co mogłoby rzucić trochę więcej światła na odkryte właśnie przez nich przedmioty.

Cytat:
Percepcja (archeologia) Avitus: 1d20 + 0 = 10.
Avitus nie miał zielonego pojęcia co jeszcze powinno znajdować się w tej grocie. Właściwie nie interesował się nawet badaniem ludzkich pozostałości. Nic nie stało jednak na przeszkodzie dalszemu rozglądaniu się po pomieszczeniu. Oko satyra padło na szafę z półkami, którą drużyna zobaczyła przy wejściu. Przeglądając ją, nie było tu wiele: dwa papierowe pudełka z małymi, metalowymi częściami, jakieś dziurawe rękawiczki oraz większe pudło, w którym znajdowała się miarka i niewielkie metalowe dłuto z wciętą końcówką.
Trosco odsunął się od radia i stanowczym krokiem zbliżył się do skrzyni z rozmaitymi wzorami.
Najszybszą opcją wydawało mu się użyć siły. Złapał więc za drzwi i chciał je oderwać.

Gkero powiedział niepytany przez nikogo - Sprawdź zawiasy - Łowca nauczył się, że pułapki najlepiej rozbrajać na zawiasach. Często mechanizm nie przewidywał, że zajęcie się nimi rozwiązuje problem.

Cytat:
Test ciała (siła) Trosco: 1d20 + 0 = 10.
Trosco szarpnął drzwiami starając się usilnie otworzyć drzwi skrzyni. Zawiasy zaryczały a uchwyt odkształcił się, drzwi jednak oparły się atakowi robota i pozostały zamknięte.
- Uwaga na r-r-rykoszet. - Robot dobył swojego rewolweru i zbliżył się do zawiasów. Wystawił jedną dłoń tak by osłonić się przed ewentualnymi odłamkami, a drugą wystrzelił z broni.


Cytat:
Test precyzji (celność) Trosco: 1d20 + 0 = 2.
Przeznaczenie: 1d20 = 8.
Trosco źle ustawił pierwszą dłoń, zasłaniając swój cel. Traf chciał, że kula odbiła się spomiędzy ramy skrzyni w miejscu za którym powinien być zawias, wylatując w sufit a następnie odbijając się w stronę tafli wody, zostawiając niewielką rysę na łodzi przed zniknięciem w głębinie.
- Spudłowałeś - zauważył Gkero. Był zaskoczony, że udało się robotowi spudłować z takiej odległości. Z drugiej strony, może miał zeza. Roboty mogą mieć zeza? Z tą myślą Gkero został.
- Co ty wyprawiasz, zaraz wszystko zniszczysz! To jest jakaś zagadka, trzeba użyć intelektu, a nie bezmyślnej siły! - zaczął wykrzykiwać Avitus machając rękami, widocznie zbulwersowany niekompetencją swoich towarzyszy - Trosco, ja ciebię proszę, wstrzymaj się z używaniem rewolweru, dopóki nie zdecuję że to nasza jedyna opcja - satyr odczekał parę chwil, aby mieć pewność że robot nie będzie już strzelał, po czym szybkim krokiem podszedł do dziwnej łodzi z zamiarem przyjrzenia się jej bliżej. - Jak ci się nudzi to mógłbyś się przyjrzeć tym metalowym częściom które są w pudełkach na szafie. Może uda ci się tam znaleźć coś ciekawego. - rzucił w stronę Trosco.
To musiał być jakiś glitch w systemie Trosco. Innego wyjaśnienia nie było na ten niecelny strzał.
- Dlaczego-o-o-o twierdzisz że musimy rozwiązać zagadkę? - Robot kompletnie nie rozumiał podejścia satyra.

- Te wszystkie elementy muszą się jakoś ze sobą łączyć - mamy dziwną łódź, przyciski z symbolami, zamkniętą metalową szafę, przedmiot dyktujący cyfry i masę metalowych części. Chyba nie sądzisz że te przedmioty nie są ze sobą w ogóle powiązane i znalazły się tutaj przez przypadek? - zwrócił się ponownie do Trosco, próbując wyjaśnić mu swój tok myślenia.

- Dokładnie tak u-u-u-uważam. - Odparł golem.
Avi zrobił klasycznego facepalma. - Ehh, no dobra, ale niezależnie od tego jak to sobie chcesz tłumaczyć, możesz chyba zerknąć na te części w pudełkach, prawda? - zapytał się satyr z rezygnacją.
Robot odwrócił się w stronę pudełek. - Masz czas a-a-aż nie skończe ich sprawdzać. Potem używam najskuteczniejszej metody - Poinformował Trosco Gkero był w bandzie na tyle długo, że wiedział o relacji szef-sługa. Nauczył się, że są osoby wydające rozkazy i ich słuchajace. To jak u zwierzyny, gdzie samiec alfa rządzi stadem i wyeliminowanie go zazwyczaj sprawia, że wataha głupieje. Pewną nowością było jednak dla niego to, że satyr wydaje rozkazy robotowi. Nie wiedział o ich zażyłości, nie spodziewał się, że coś ich łączy. Niemniej Avitus ewidentnie wydawał polecenia, których Trosco słuchał. Trzeszczał przy tym i stękał, ale ich słuchał. Łowca postanowił to zapamiętać - jak robot zgłupieje, a zgłupieć w końcu musi, wszak został zrobocony, a nie urodzony, a do tego miał zeza, to będzie musiał opanować go przez satyra. Tak rozmyślając, Gkero wskoczył do łodzi i zaczął się po niej rozglądać, szukając wejścia pod pokład.kierując się w tamtą stronę.
Gkero był w bandzie na tyle długo, że wiedział o relacji szef-sługa. Nauczył się, że są osoby wydające rozkazy i ich słuchajace. To jak u zwierzyny, gdzie samiec alfa rządzi stadem i wyeliminowanie go zazwyczaj sprawia, że wataha głupieje. Pewną nowością było jednak dla niego to, że satyr wydaje rozkazy robotowi. Nie wiedział o ich zażyłości, nie spodziewał się, że coś ich łączy. Niemniej Avitus ewidentnie wydawał polecenia, których Trosco słuchał. Trzeszczał przy tym i stękał, ale ich słuchał. Łowca postanowił to zapamiętać - jak robot zgłupieje, a zgłupieć w końcu musi, wszak został zrobocony, a nie urodzony, a do tego miał zeza, to będzie musiał opanować go przez satyra. Tak rozmyślając, Gkero wskoczył do łodzi i zaczął się po niej rozglądać, szukając wejścia pod pokład.
Trosco rozejrzał się po szafce, znajdując na niej dokładnie te same przyrządy, co Avitus.
Robot przechylił głowe to na lewo to na prawo, tak jak przypuszczał przeszukanie skrzyń nic nie dało.
- Koniec czasu. U-u-używam najskuteczniejszej metody. - Zakomunikował robot po czym ponownie dobrał rewolweru jednak jego ręka jakby zareagowała szybciej niż jego głowa i automatyczcznie wycelowała w jeden z zawiasów.

Tym razem Trosco użył potężniejszej amunicji, wyrywając zawias razem z małym fragmentem szafy. Po tym wystrzale robot mógł bez trudu wyjąć drzwi wraz z zamkiem i odstawić je na bok.
Skrzynia okazała się metalową szafą, wewnątrz której wisiał niebieski kombinezon oraz buty ze śliskiego materiału. Przyglądając się ubraniu, Trosco zobaczył na nim napis w języku pradawnych, którego nie mógł odczytać, oraz niewielki klucz schowany w kieszeni na piersi kombinezonu.

Łódź miała szeroką rufę, na której mogłoby przesiadywać nawet sześć osób. Prowadziła ona do przeszklonej kabiny kapitańskiej, na której końcu znajdował się panel goszczący kilka guzików, wajch, wskaźników, oraz koło sterowne. Odwracając się za siebie od steru kapitańskiego, Avitus i Gkero zauważyli, że na prawo od wejścia do żaglówki znajduje się drabina w dół. Schodząc nią, para dostała się pod pokład. Niski, przystosowany bardziej do siedzenia niż stania, mieścił on niewielką kuchnię, której przyrządy - nie licząc garnków i patelni - wydawały się parze abstrakcyjne, przynajmniej na pierwsze spojrzenie. Od kuchni odstawał stół, zajmujący środek pokładu, a po jego prawej stronie była kanapa. Idąc wzdłuż kanapy i wchodząc za kuchnię, można było dostać się pod dziób. Na tej szerszej, wyłożonej zakurzonymi poduszkami przestrzeni, mogłyby spać cztery osoby.
Gkero postanowił upewnić się, czy pod poduszkami niczego nie ma, jak i czy w zakamarkach dziobu czegoś nie można znaleźć.

[quote]Trosco test spotrzegawczości: 1d4 (mądrość) = 3
Avitus test spostrzegawczości 1d20(mądrość) + 2 (nasłuchiwanie) = 22[quote]

W tym czasie Trosco usłyszał za sobą ruch wody. Kilka osób miało zamiar wyjść za jego plecami. Znajdujący się na łodzi Avitus również to usłyszał, był również w stanie dokładniej wyobrazić sobie ten dźwięk. Pięć osób, albo trzy i jeden grubas. Prawdopodobnie akwarianie. Szykowali się do wynurzenia na kilka kroków od łodzi.
Robot bez wahania wziął kluczyk i schował go do małej szufladki którą miał przy pasie. Miał już zbadać strój lecz gdy tylko usłyszał jakiś ruch za sobą od razu wycelował tam rewolwerem.


Z wody wyszła czwórka akwarian: niski ryboludź z szerokim uśmiechem, drugi bardziej umięśniony z głupotą wypisaną w oczach, trzeci tłusty i obciążały osobnik przypominający z twarzy ośmiornicę, oraz Karl. Burmistrz miasta był znany głównie z okazjonalnie wywieszanych plakatów. Nie pojawiał się na lądzie prawie w ogóle, co doprowadziło do narodzin plotek, jakoby stary awkarian był zbyt schorowany, aby zajmować się miastem osobiście i dlatego zostawił je w rękach gildii handlowej. Rzeczywistość musiała być jednak inna.
Przyglądając się mu, Trosco widział kreaturę zbudowaną ponad logiczne maksima swojej rasy. Łuk tworzący się przez dystans pomiędzy jego ramionami wraz z konturem podłużnych, kamiennych pectus musculi tworzyły obraz niebiańskiej bramy ustawionej na szczycie kolumny, jaką był szereg przypominających cegły mięśni brzucha. Woda spływała między mięśniami jego ramion jak gdyby w pośpiechu, chcąc uciec przed gigantem, którego groza wydawała się oczywista nawet dla samej matki natury. Zagrożenie to emanowało nie tylko od postury akwariana, ale również jego obycia. Szeroki uśmiech ostrych zębów przypominał paszczę rekina, romboidalne oczy wyrażały nieobliczalność, a tatuaż na plecach wychwalał dokonane podboje mórz i oceanów fantazji.

Cytat:
Trosco: Odporność przed grozą (ciało) = sukces automatyczny

Pierwsze spotkanie z kimś takim jak Karl wywoływało przerażenie w większości osób. Trosco żył po to, aby odnaleźć osobników takich jak on. Skategoryzować ich, skatalogować, a w razie potrzeby - wyeliminować. Pod lśniącą, wielowarstwową pokrywą pancerza Trosco szalała energia elektryczna, wiatraki wchodziły na rekordowo wysokie obroty, starając się ochłodzić ekscytację i napór pracy, płynący z obliczeń i analiz niezbędnych dla Trosco, aby doszukać się słabości w stojącym przed nim ciele akwariana. Stare siłowniki pneumatyczne schowane między pajęczynami kabli pracowały, jak gdyby nigdy nie osiadła na nich rdza. Trosco był stworzony, aby nie mieć sobie równych. Intencje nie zawsze iszczą się w rzeczywistości, ale ich odczytanie z dzieła sztuki potrafi być niezwykle proste.

Cytat:
Trosco: aura grozy 1d20(ciało) + 2 (nat. pancerz) = 9
Mimo tego Karl wydawał się nieprzejęty postawą robota. W najgorszym wypadku spotkał równego sobie, a było to za mało, aby zwrócić jego uwagę.
- No, no...co tu Zbysio przed nami ukrywa. - jego oczy skakały po pomieszczeniu. - Jakiś burdel poprzedników.
Słysząc kroki istot wychodzących z wody, Avitus od razu przerwał przeszukiwanie łodzi. Dyskretnie wyjrzał spod pokładu zauważając grupę akwarian, jednak jego wzrok momentalnie zatrzymał się na postaci burmistrza. Niespotykana muskulatura i uroda były dla niego niemałym zaskoczeniem - w końcu kojarzył Karla tylko z plakatów, a te nawet w połowie nie oddawały jego rzeczywistego wyglądu. Minęło dobrych parę sekund zanim satyr zdołał oderwać wzrok od akwarianina i zdać sobie sprawę z sytuacji. - Ej… tego… Gkero, chyba mamy problem - wyszeptał do swojego towarzysza, próbując zebrać myśli.
- No mamy, tutaj nic nie ma - wymruczał Gkero z dezaprobatą.
Avitus wymownie wskazał palcem w stronę burmistrza i jego zbirów.
Gkero milczy i czeka aż towarzysz powie coś więcej.
- Przyszedł burmistrz miasta z pomocnikami, chcą nam pewnie ukraść skarb. - wyjaśnił Avi, coraz bardziej poirytowany. - Z tą żabą jeszcze ciężej się dogadać niż z robotem... - bąknął pod nosem.
- No to trzeba było od razu rzeczowo. - żachnął się Gkero, wspinając po drabinie i moszcząc się obok satyra. Rozejrzał się dookoła, aby znaleźć dogodną pozycję do strzelania w potencjalnego wroga.
Trosco się dziwnie telepał. Miejscami w jego ciele gdzieniegdzie buchała para.
- N-n-niebywałe. - Zaczął robot, by zaraz z jego jedynego oka wystrzelił niebieski promień który pokrywał Karla w cienkiej linii od stóp po czubek głowy. Reszta jego obstawy dla golema nie miałą żadnego znaczenia.
- Postura nie zgodna z charakterystyką r-r-rasy. Czyżby mutacja? Chcę wiedzieć więcej CHCĘ WIEDZIEĆ WIĘCEJ. Posiadasz potomstwo? Przejęli po tobie właściwości f-f-f-fizyczne? Każdy akwarian jakiego dotąd spotkałem był kruchy, rozpadał się w rękach. Ale nie ty! Ty! Jesteś... Apexem swojej rasy?! Chcę wiedzieć więcej powiedz mi więcej. - Trosco brzmiał już jak jakiś psychorobot, spacerował to w lewo to w prawo między akwarianami a szafą z dziwnym strojem.

Karl rozwarł swoje ramiona szeroko i krzyknął: - CZY PRZODOWNICY TO NIE BYŁY NAJBARDZIEJ LENIWE KURWY?! - jego głos rozwarł się echem po grocie. - Łodzie, żeby pływały za nich po oceanach, roboty, żeby żyły za nich na lądzie...
- Dokładnie to, co powiedziałeś, szefie. - podlizywał się najmniejszy z akwarian za plecami Karla.


W tym samym czasie, nie dając się rozproszyć nieobliczalnością niezapowiedzianego gościa, Gkero i Avitus rozpracowali jak rozsunąć na bok okna w kokpicie. Grupa Karla była zbyt skupiona na swoim szefie i podekscytowanym robocie, by ich zauważyć. Jaszczurolud miał stąd darmowy strzał z kuszy.

Przyglądając się zgromadzonym, Gkero zdążył zobaczyć, jak Karl bierze dwa kroki w stronę łodzi, podnosząc swoją włócznię, aby ją wbić w kadłub. Powstrzymał się jednak i nieco spokojniejszym głosem odezwał do robota. - Twoi twórcy, oni też takie zboczone pytania zadawali? - zainteresował się wreszcie akwarian. Miarowym krokiem zaczął zbliżać się do Trosco. - Ja dyskutuję tylko z prawdziwym mężczyznami puszko. - poinformował, z premedytacją podstawiając się pod broń robota. - Więc najpierw udowodnij mi, jakim jesteś mężczyzną. Spytam tylko raz:
 
__________________
Also known as Boomy
Recollectors - Ongoing, Gracze: Zajcu, Deadziu, Eleishar
Fiath jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem