Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 27-04-2021, 20:33   #28
Alex Tyler
Młot na erpegowców
 
Alex Tyler's Avatar
 
Cytat:
Napisał Arthur Fleck
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że będzie kolejny etap, wystarczy z tamtego biosu wykreślić imię Julii jeśli nie masz nic przeciwko
Spoko

Cytat:
Napisał Ombrose
Swoją drogą podoba mi się, jak wszyscy wyidealizowaliśmy Alice do maksimum. Według mnie karmi łabędzie, ratuje kotki, według Arthura wspomaga wszystkich poszkodowanych, na jakich się napatoczy, Nami dosłownie wskazała jej największą wadę jako DOBROĆ XD Julia i Jack ją po prostu kochają. Oczywiście, że taka osoba nie mogła długo przetrwać w świecie
Nasze postacie robią za jej fandom. Ciekawe jak wygląda z perspektywy villainów :v W sumie to pisząc swojej postaci tło myślałam, że związek z Julią ją bardziej zmieni, ale jak już wszyscy zaczęli ją chwalić, to nie retconnowałam, tylko się dopisałam

A co do konkretów:
1. Wiem, co naprawdę czułeś względem Alice. Evan Holwell.
Evan, drogi przyjaciel, pewnie nie czytał doskonałej interpretacji Tybetańskiej Księgi Umarłych w wydaniu wybitnego psychonauty, Timothy'ego Leary'ego. Ale powinien wiedzieć, że w swoim życiu przechodzimy wiele inkarnacji. Doskonale rozumieją to zwłaszcza te jednostki, które nieustannie praktykują samooczyszczenie, regularnie osiągają samadhi i codziennie sumiennie dążą do oświecenia. On tego nie rozumiał, myślę, że przynajmniej do czasu... Tak, karma brutalnie się z nim policzyła, jest mi bardzo przykro z tego powodu. Ale niestety, takie już są uniwersalne prawa Absolutu. Jednak wszechświat nie jest po prostu mściwy. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumie... Zrozumie, że to co się wydarzyło na pewno miało na celu wyłącznie obudzenie jego Świadomości. I chyba się udało? Na zewnątrz zmienił się wyraźnie. Zaczął dostrzegać, to co ma naprawdę Znaczenie? Chyba nie jest już tak próżny i egocentryczny. Naprawdę chciałabym by tak było, choć nadal nie jestem co do tego pewna... Przepracowywanie tej traumy sprawiło, że skierował swe zrodzone z cierpienia uczucie w kierunku osoby, która pomogła mu otworzyć oczy i stać się lepszą osobą. Naszego wspólnego Anioła. Biedny Evan, zupełnie go rozumiem. Zwłaszcza, że Alice to cudowna i piękna dziewczyna. Do tego jest ona "nasieniem gwiazd", ma w sobie plejadiańską krew, co oznacza, że przez samo dziedzictwo niesie światło i wiedzę. Takie jednostki wyróżniają się z tłumu, łatwo wzbudzają ciepłe uczucia. W każdym razie doskonale wiem co do niej czuł. I jak to maskował. A może nawet sama Alice również to podejrzewała? Lecz jeśli nie, to mnie już nie mógł oszukać. Jestem lightworkerką i urodziłam się jako medium, mam otwarte trzecie oko. Żyję jakby pomiędzy dwoma światami, materii i ducha. Pomogłam wielu zagubionym zmarłym wrócić do samsary. I jako rozwinięta duchowo empatka doskonale widzę sygnały, nie tylko te fizyczne, ale też na planie astralnym. Taki już mój dar, że nie umykają mi fale energii emitowane przez duszę Evana, ani wibrowanie jego czakr. Kocha ją, ale nie powinien jej mieć. Nie pasują do siebie i on nie zasługuje na nią. Nawet jakby był gotowy. Przyjacielu, mam nadzieję, że nie poczułbyś się dotknięty, gdybym Ci to powiedziała, ponieważ myślę tak z czystej troski. Ostatnim etapem twojej terapii i nauki będzie zrozumienie tego, co jest tajemnicą buddyjskiej Drugiej Szlachetnej Prawdy...

2. Nigdy się nie dogadywaliśmy. Jack Briarwood.
Wiem, że jest wspaniałym bratem dla Alice. Doceniam to, naprawdę. Wiem przez co razem przeszli. Ale ciężko znaleźć mi wspólny język z kimś, kto jest kompletnie zamknięty w sefirze malchut. I obniża swoje wibracje bez namysłu spożywając ciała innych czujących i świadomych stworzeń... Tacy jak on, świadomie lub nie, są siłą opóźniającą immanetyzację eschatonu, nadejście Ery Wodnika. Choć mam nadzieję, że jest w nim jakaś duchowość, głęboko drzemiąca iskierka światła wystarczająca by był w stanie się Przebudzić. Mogłabym mu w tym pomóc. Taka moja rola jako lightworkerki. Tylko musiałby wpierw zrzucić swoją obecną maskę i zrezygnować z toksycznych nawyków. Zwłaszcza podążania za patriarchalnym kultem agresywnej fizycznej rywalizacji, buńczucznymi demonstracjami typowo samczej sprawności.

3. Podejrzany. Ryan Groggins.


Zwykły dupek i manipulant. Oto czym jesteś zamożny ważniaku! Wahadełkowałam nad wieloma osobami, ale mało kto ma taki niski wynik w skali Bovisa i Hawkinsa... no może tylko Bria. Do tego wysoki poziom demoniczności. Przystojniaczek z dobrego domu, duchowy spadkobierca dawnej arystokracji, białych, uprzywilejowanych i bezwzględnych kapitalistycznych wyzyskiwaczy. Nie wiem co Alice w Tobie widziała. Musiałeś wykorzystać jej dobre serce mamiąc czułymi słówkami, pięknymi kłamstewkami, pustymi obietnicami oraz zgubnymi uśmiechami. A tak naprawdę zrobiłeś sobie z niej choinkową ozdobę! Patrzcie państwo, wielki syn prezesa banku i pani burmistrz! A nie jakiś tam potomek proli... Więc wszystko mu się należy! Miałeś wszystko co tylko chciałeś: drogi samochód, popularność, mnóstwo "przyjaciół", pieniądze, dobre oceny (wystawiane głównie przez rodzinne znajomości)... Do kolekcji brakowało tylko ładnej dziewczyny? Zawsze musisz mieć, to co Ci się podoba? Rodzinna tradycja? Tylko, że ludzie to nie zabawki. Nie mogłeś jej trzymać jak ptaszka w klatce. Uciekła Ci... Wiem, że ktoś taki jak ona nie mógł długo być z kimś tak fałszywym, rozpieszczonym i zepsutym pieniędzmi. Jesteś symbolem wszystkiego co zjebane w tym kraju. I dostałeś dokładnie to, na co zasługiwałeś.

Pewnie jak się dowiedziałeś, że jesteśmy blisko z Alice to aż Cię zagrzało? Co? To, że wolała biedną lewacką dziwaczkę, a nie wymuskanego, chytrego republikańskiego krawaciarza? Jeśli tylko się dowiem, że coś zrobiłeś Alice, to PRZYSIĘGAM! Przysięgam, że cię zajebię! Wezwę wszystkie byty Sheolu, najgorsze senne koszmary, całe legiony goetyczne, wszystkie loa, fae, dzikie siły natury i bestie Otchłani by Cię unicestwić, ty burżuazyjna lalko bez duszy!


4. Lokacja. Latarnia morska na Klifach Wyjącego Morza.


Pamiętam jakby to było wczoraj. Wiała chłodna, orzeźwiająca bryza. Siedziałyśmy klifie, a poniżej nas bezkresna morska toń rozbijała się melancholijnie o skały. Jak okiem sięgnąć wokoło rozpościerała się atramentowo ciemna i gęsta, bezchmurna noc. W jednym punkcie horyzontu smoliste niebo punktowo zaróżowiła fascynująca, oblana szkarłatem pełna tarcza zaćmionego Księżyca. Do tego malowniczy firmament usiany był rojem malutkich, błyszczących gwiazd, hipnotyzujących niczym te z obrazu van Gogha. Ale najpiękniejszą i najbardziej olśniewającą z nich była Ona. Symboliczny moment. Trzymałyśmy się za ręce. Patrzyłyśmy sobie w oczy. Idealny mood. Obserwując jak kosmyki jej włosów nieśmiało falują na wietrze, a promyki gwiezdnego światła delikatnie pląsają w wszechświatowym oceanie jej wielkich, nieziemskich oczu, czułam jak w mej piersi budzi się intensywny, pierwotny ogień, gotowy wybuchnąć niczym uśpiony Wezuwiusz. Całkowicie odleciałam. I ona chyba też. Bo identyczną energię odbierałam z jej strony. Totalnie zatopiłyśmy się w sobie, jakby zawiesiło nas w jakimś punkcie poza czasem i przestrzenią. Takie chwile pragnie się zapętlić w nieskończoność, wypalić w pamięci, czy uwiecznić na niezniszczalnej kliszy i podziwiać po kres dni. Mogłabym umrzeć tylko po to, by to było moje ostatnie wspomnienie! Ale chciałam żyć! Istnieć. Dla niej. Sycić się jej doskonałością, rozsmakowywać każdą sekundą spędzoną wspólnie. Dla niej mogłabym pokonywać góry, wykraść ogień z nieba i rzucić na kolana bogów. To było tak niebotyczne i porażające, że przypominało obcowanie z samym ucieleśnionym Absolutem. Wręcz wprawiało członki w mimowolne drżenie. "Alice, chętnie przyjęłabym święcenia i godność twojej najwyższej kapłanki. Tylko powiedz słowo..." tak wtedy pomyślałam totalnie naćpana jej bliskością. Lecz mimo, że targał nami żar bliski paroksyzmu, z jakiegoś powodu wszystkie nasze gesty były niespieszne, precyzyjne i pełne rewerencji. Przypominało to jakieś zapomniane, antyczne misteria. W końcu jednak powoli i namiętnie zasmakowałyśmy naszych warg. A gdy już skończyłyśmy, choć w trakcie prawie że zemdlałam z powodu natłoku emocji, to przytuliłyśmy się mocno i opierając siebie nasze głowy, zaczęłyśmy po prostu obserwować rozgwieżdżone niebo. Snując jakieś całkowicie nieziemskie, fantastyczne scenariusze. Totalny flow dwóch połączonych dusz. Automatyczna ekspresja pozbawiona cienia skrępowania. Co tylko nasze muzy podsunęły nam do głów. W pewnym momencie naszła mnie ochota, by zacytować wiersz najbardziej kontrowersyjnego okultysty XX wieku:
Cytat:
Jak nocne gwiazdy, rzadsze od okrętów
Co kluczą z wszystkich świata stron.
Tak zdradza cudownością ust
że dusza jej zwodnicza, niczym morska toń.

Ach, jakież światło wznieca prowadząc mą barkę!
Lecz jam wciągnięty w otchłań jej fal,
serca wód spowitych mrokiem,
co podtrzymują me piekło i niebiosa.

To w niej żyję, ulotną minutę,
tańcząc przez chwilę w słońcu.
To w niej umieram, usychając
niczym jałowy pęd, w zapomnieniu.

To w niej moje Ja rozpuszcza się, niczym ziarenko soli
rzucone niedbale do morza.
Namiętność nadaje czystości memu cierpieniu
I kładzie na spoczynek przeszłą osobowość.

O miłości mego życia, Boże podaruj lata!
Wybierzmuj krzyżmem i pozwól wzrosnąć ku pasji!
Niczym namaszczone miłości i kropiące łzy
W uświęcającej samotności!

Człowiek wydaje się tak nieskończenie mały
pośród tych wszystkich gwiazd, a powołany.
Jako Twórca i rzeźbiarz ich wszystkich
Ach, Człowiek jest tak nieskończenie wspaniały!
Tam wyznałyśmy sobie pierwszy raz oficjalnie miłość. I obiecałyśmy, że zmienimy na lepsze nasze życia. Bo choć nieważne jakbyśmy czuły się inne i małe, razem uformujemy świat niczym gwiazdy...

A zatem... może tam się udała? Bo potrzebowała resetu? Chciała wrócić pamięcią do tych beztroskich chwil? Ale dlaczego nie dała żadnego znaku życia? Czy przytrafiło się jej coś złego? Muszę się tego dowiedzieć!
 
Alex Tyler jest offline