| Celahir nie spodziewał się, że zaatakują… A w każdym razie, że zaatakują tak szybko. Nie zdążył zareagować na ciosy obu przeciwników. Najpierw dostał szpadą, ale pijany szermierz uderzył tak słabo, że ostrze tylko zsunęło się po koszulce kolczej, tnąc jego skórzaną kurtkę. Cholera, lubił tą kurtkę… Drugi był dość trzeźwy, by swój lewak, który zazwyczaj służy do parowania ciosów, wbić aż mu po krzyżak, głęboko w ciało. Krew zaczynała spływać po jego ciele i kapać spod pancerza na zimny bruk. Był w szoku, ból wydawał się paraliżować jego ciało i nerwy. Głęboki oddech, chwila opanowania myśli i ciała… Z krzykiem bólu i złości ciął mieczem od dołu celując w głowę trzeźwego napastnika… |