| Komandosi z zasady nie są wybredni co do jedzenia więc wlanie w siebie ohydnej w smaku i zapachu zupy nie stanowiło dla Granta żadnego problemu. Jakby nie smakowało to zawsze jedzenie, a trzeba jeść by żyć. Nie miał ochoty na prysznic ani tym bardziej na cywilne łachy więc tylko pobieżnie je przejrzał. Jedynie lusterko skrupulatnie schował do kieszeni. Po co wychylać głowę za róg i wystawiać ja na strzały skoro można zlustrować otoczenie przy pomocy lusterka? Rozejrzał się po pomieszczeniu zarzucił karabin na ramie, odpalił jeszcze jednego fajka i sprężystym krokiem wyszedł. Niedomyta blondynka już czekała. -Prowadź.
Rzucił krótkie polecenie.
__________________ Oj Toto to już chyba nie jest Kansas...
"Ideologia zawsze wynika z przyczyn osobistych, ja nie podaję wrogowi ręki chyba, że chcę mu połamać palce" |