Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 09-09-2007, 13:10   #8
Astaroth
 
Od samego rana Ragnarok miał paskudny nastrój. Jego gobliński sługa Mulgog opieszale wykonywał swoje obowiązki. Przynajmniej w jego oczach. Poza tym, każdy pretekst był dobry by wyładować frustrację. To już kilka tygodni odkąd był na ostatniej wyprawie. Stanowczo za długo jak na niego. Jego żądza krwi była wielka. Jednak gnębienie Mulgoga nie przyniosło ukojenia. To nic, że dostał w pysk tak potężnie, aż wylądował na przeciwległej ścianie. To nic, że potem skamlał u jego stóp, całując buty i prosząc o łaskę. Ragnarok miał ochotę wdeptać go w ziemię jak pluskwę. Powstrzymał się jednak. Nie miałby potem czasu szukać nowego pachołka. Wyszedł na zewnątrz, trzaskając drzwiami tak, że o mało nie wyleciały z futryną. Kierował się w stronę głównego placu Ugdlarghu – tradycyjnego miejsca zbiórki przed nowymi wyprawami. Kroczył majestatycznie, a jego buty dudniły potężnie o brukowane podłoże. Był to bowiem słusznych rozmiarów ork. Miał ponad dwa metry wzrostu i potężną muskulaturę. Jego pokryta wieloma bliznami zielona skóra, świadczyła o ilości wypraw jakie odbył ten osobnik. Minę miał wiecznie srogą. Pod zmarszczonymi brwiami osadzone były głęboko, jak dwa małe kamyki, brązowe oczy. Nos i lewe ucho przebite były metalowymi kółkami. Z łysej niemal głowy sterczał buńczucznie w górę rudo-brązowy koński ogon. Brak przedniego zęba i dwa ostre, wystające kły z dolnej szczęki, w połączeniu z blizną przechodzącą przez prawą brew i powiekę, dodawały mu drakońskiego wyglądu. O jego pochodzeniu świadczył wypalony na lewym ramieniu znak czarnego węża – znak rodzinnego klanu. Ubrany był w kolczą zbroję, na którą opadał zawieszony na szyi naszyjnik z kłów i zębów pokonanych wrogów. O ramię oparty niósł wielki topór dwuręczny, którym już niejedną głowę oddzielił od reszty ciała. Szedł tak przez jakiś czas, aż w końcu przystanął. Z daleka jego uszu doszedł zwyczajowy na placu gwar i harmider. Znowu młodzi kadeci zalegali na ulicach, pchając się do wszystkich możliwych wypraw. Ragnarok warknął i zaklął siarczyście. Nie miał cierpliwości do tego bajzlu. Mogło minąć sporo czasu nim dostanie przydział. Nagle wpadł na pomysł. Zwerbuje najbardziej doświadczonych i oddanych sobie wojowników i ruszą na samodzielną wyprawę. Uśmiechnął się paskudnie i natychmiast zabrał do roboty. Towarzysze nie oponowali. Też im się spieszyło do ludzkiego mięsa. Wszyscy zebrali się w dokach przy dużej łodzi, zdobionej ludzkimi czaszkami. Ragnarok chwycił cumy w swoje potężne dłonie... i wtedy usłyszał głos. Należał do Kuntraha, jednego ze starszych kapitanów.
"- Dokąd to? Samotna wyprawa na Lantan? Ładny zamiar, ale brak szacunku dla nas...nawet nie zameldujesz Thakhrukowi o wyprawie?"
Ragnarok spojrzał prosto na kapitana i powiedział:
- To jest nieoficjalna eskapada, kapitanie Kuntrah. - głos miał jak zawsze niski i gardłowy - Składa się z samych ochotników. Zameldujemy się po powrocie, oddając szacunek Thakhrukowi złożeniem u jego stóp tuzina głów tych ludzkich ścierwojadów. - to powiedziawszy, splunął na ziemię, jakby samo wspomnienie o ludziach i ich cywilizacji wywoływało niesmak w ustach.
 
Astaroth jest offline