| W przyciemnionym pomieszczeniu dominowała muzyka. Głośna, rytmiczna. Uderzająca w jaźń niczym młot. Z chirurgiczną dokładnością i regularnością. Kolejne uderzenia basów nie pozwalały zostać obojętnym. I spowolnić tępa, które gnało jak szalone emanując energią i siłą. „Are you ready?
Are you feeling?
In the party?
Are you feeling?
Are you ready?
Are you ready?
I am the god of hellfire, and I bring you...
FIRE!”
Chłopak w wyciągniętej bluzce nieistniejącego zespołu NBA wyraźnie odczuwał z tego powodu dyskomfort. Zerwał się z sofy i ruszył do sąsiedniego pomieszczenia narzekając na głośną muzykę zagłuszającą jego rozmowę przez telefon. - Nie no Krzysiu nie przesadzaj… - uśmiech i rozbawienie emanowało tak z głosu jak i całej sylwetki. - Nie przesadzam. Jedynie postanowiłem wspomnieć koledze. A nuż ciebie zainteresuje – glos który odezwał się w słuchawce również zdradzał dobry nastrój. - Zobaczę. Może przejadę się do tej knajpy i spytam o nią. Masz ochotę wyskoczyć na piwo?
- Nie dziś…
- No tak. Magda?
- Tak, Magda.
Od pewnego czasu poza przyciszoną przez drzwi muzyką coś jeszcze przeszkadzało Markowi. Jakaś obca nuta. Dopiero teraz zdał sobie sprawę że dzwonek domofonu hałasuje. – Krzysiu, muszę kończyć. Chyba mam gości. Zdzwonimy się i może w tygodniu skoczymy na piwko. Okej? To fajnie. Cześć”
Przechodząc przez pokój ściszył muzykę pilotem. Ależ to proste. Podniósł słuchawkę domofonu pytając: – Tak?
- To ja. Tomek – z miejsca rozpoznal glos. Tak charakterystyczny, tak charakterystycznego kolegi. Kuzyna? - Wejdź – poczym odłożył słuchawkę naciskając przycisk.
Chwile póżniej powital Tomka w mieszkaniu. Przyjaźnie i otwarcie. – Napijesz się czegoś? Mam dobre piwko…
- Co Ciebie sprowadza?
- Mamy stawić się w szczepie. To pilna sprawa. Wzywa nas Biały strumień.
- No no… to musi więc być poważna sprawa. To i piwko zaczeka i inne cholera rzeczy – Marek wyraźnie się nie ucieszył. Tak jakby w Polowie zdania obojętny entuzjazm przerodził się w zlość pod wpływem skojarzenia. Tak jakby jego plany zostały nagle zakłócone. Nie było to niczym nowym w postawie młodego garou.
***
Gdy już dotarli do knajpy, Marek starym zwyczajem usadowił się przy kontuarze. Znamienne było z jaką swobodą poruszał się po zadymionych wnętrzach gdzie alkohol i słowa lały się strumieniami. - Witaj Jędruś. – barman denerwował się na to zdrobnienie, ale słyszał je już tyle razy że nauczył się ignorować ze strony Marka – Czego się napijecie?
– Może szybkie Bacardi, ale lepiej powiedz co się dzieje. Jakieś problemy? Skąd to poruszenie?
- Nie powiem, bo i nie wiem. Ale sprawa może być poważna. Szef rzadko działa w takim pośpiechu.
- To może z mojego Bacardi zostaw tylko colę. Ale machnij nad szklanką butelką rumu, co by dziewczyny się nie śmiały. – zaśmiał się lekko z własnego żartu, poczym odwrócił się na krześle w stronę sali, łowiąc wśród klienteli.
Pierwszą osobą którą dostrzegł była wchodząca właśnie przemoknięta kobieta. Tak bardzo obmoczona deszczem jak i znajoma. Zresztą skierowała się w ich stronę. Marek pozdrowił ją gestem i wypalił: – Czołem koleżanko. Kiedy masz urodziny? Chyba kupie Tobie parasolkę.
***
Podczas samego spotkania Marek zdawał się lekko błądzić w myślach. Wysłuchał z uwagą przywódcy, lecz sam nie zabierał głosu. Przyglądał się mapie i z uwagą wysłuchiwał innych. Lecz sam nie zabierał głosu.
Ostatnio edytowane przez Junior : 09-10-2007 o 10:57.
|