| Vanyesh jechał przez miasto na przedzie pochodu. W kierunku grupy kierowane były w kierunku Elfów oraz, z tego co mówili jego rozmówcy przy ognisku, Mord-Sith, lecz tylko o nich wspomnieli z dziwnym skrzywieniem i goryczą w głosie. Przed bramą zatrzymali się, gdyż tego zażądali strażnicy, ale kobieta z drużyny dała im pozwolenie i wyjechali.
Gdy tylko wyjechali z miasta, zaczęło się chmurzyć, co nie spodobało się Vanowi, lecz nie dał po sobie tego poznać, gdyż skrywała go kamienna maska spokoju oraz beznamiętne oczy, a jednak patrząc w nie, czuło się przepływającą nadzieję.
Naciągnął kaptur na głowę, po czym spojrzał po towarzyszach i tylko to spojrzenie wystarczyło mu, żeby dowiedzieć się czegoś o nich.
Kobieta, jeżeli wierzyć Elfom, Mord-Sith. Jeżeli jest jedną z nich, to musi być bardzo brutalna... Chyba Król ludzki się pomylił wybierając taką osobę na członka drużyny... No cóż... Może się przydać w przeprawie-pomyślał, po czym pomyślał o kolejnej osobie.
Następny był Elf z tatuażami, który przedstawił się jako Mellior Ciekawe czemu w tym Świecie tatuuje się ciało... Może jest to związane z jakimś dziwnym rytuałem czy zaklęciem... Może to tylko ozdoba... Będę musiał się dowiedzieć i złożyć raport Królowi...-myślał dalej.
Kolejna osoba to blondyn, który nazywa się Bailey Fance. Uzbrojony... Może swego rodzaju wojownik... Ciekawe czym różni się ich system, taktyka oraz strategia walki od naszej. Tego również muszę się dowiedzieć-zanotował w myślach.
Następny w kolejce był rudowłosy Elf. Czym on może się pochwalić? Łucznictwem? Magią? Jeszcze czymś innym? Trzeba będzie wybadać-tak powstała jeszcze jedna notatka w umyśle.
Ostatni był Bard. Dlaczego Król wybrał go do grupy? Jakieś specjalne umiejętności oprócz gry na jakimś instrumencie, pisania poematów? Najwyraźniej... Chyba ludzki Władca nie jest niespełna rozumu i nie wysłał kogoś kto nic nie potrafi. Tak na pewno nie wysłał, gdyż oczy świeciły mu się jak bryłki złota, gdy mówiłem o Starym Świecie. Chce wiedzieć co tam jest, handlować, a potem podbić... Zapewne mój Król weźmie pod uwagę te opcje, ponieważ przedstawię je bez wahania-myślał, lecz z zadumy wyrwał go Bailey.
-Jedziemy dalej czy też szukamy jakiegoś miejsca, w którym można przeczekać to nagłe załamanie pogody? Dość dziwne zresztą... Jakby ktoś nam robił na złość...
-W zasadzie jest mi to obojętne, ale to ponoć niezdrowe przebywać w czasie burzy na otwartym terenie... Podobnie jak chowanie się pod drzewami-zakończył, a Vanyesh zastanowił się chwilę. Ta burza mi się nie podoba, a tak samo tenże Las...-pomyślał, czując kropelki deszczu na dłoniach oraz widząc pierwsze drzewa Mrocznego Lasu.
-Nie zatrzymujemy się. jedziemy dalej, a jeżeli ktoś chce się zatrzymać to może wracać z powrotem, droga wolna. Trzeba przebyć wrogie tereny jak najszybciej, by niebezpieczeństwa z tych terenów nie zdążyły nas zauważyć, a co dopiero się nami zająć. Chcemy dotrzeć bez szwanku do Przejścia i wejść do Starego Świata-rzekł ciepłym głosem, który dawał nadzieję na wszystko oraz częściowo znosił negatywne efekty uporczywego deszczu.
Mimo ciepła, aury zaufania oraz nadziei jaka emanowała z postaci, nie dało się niczego wyczytać z oczu, twarzy, głosu czy mowy ciała. Był również bezgranicznie spokojny na zewnątrz, zaś wewnątrz mniej, gdyż droga powrotna nie rysowała się różowo. |