Po gruntownym przeszukaniu martwego ciała strażnika,
Chyn znalazła portfel z cielonej skórki, który lekko zniesmaczył kotkę swą tandetą. W środku tej podróby było 50 kredytów.
Nie wiele. Biedak. Co my tam jeszcze mamy? paszport. Dziwne? Po co komu paszport przy sobie?.. co za głupie zdjęcie. Prychnęła i zamknęła książeczkę. Po dalszym wertowaniu znalazła zdjęcie zabitego strażnika z rodzina. Przez chwilę
Chyn bardzo uważnie przyglądała się tej sielankowej focie. Po czym prychnęła jak oparzona, podarła zdjęcie i splunęła z odrazą na martwe ciało ojca dzieci z fotografii. Usiadła leniwie na biurku, zamknęła oczy i zaczęła nasłuchiwać. Pociągnęła delikatnie nosem. Zeskoczyła gwałtownie z rozlatującego się i tak ze starości biurka. Podeszła do drzwi i pacnęła się ręką w czoło.
Idiotka! Odwróciła się za siebie.
Ślady, ślady, ślady. Ehh…. Podeszła do martwego ciała strażnika, chwyciwszy go pod ramiona zatachała go za większą stertę papierów. Inną stertą papierów i szafką. Dość nie wysoką zasunęła ślady krwi na ścianie i podłodze. Potem przykręciła pazurem kratkę od szybu wentylacyjnego. Po dobrze zrobionej pracy uśmiechnęła się szyderczo do siebie, a jej oczy lekko zamigotały. Podeszła do drzwi, delikatnie chwytając klamkę. Otworzyła je lekko, by zlustrować czy nikogo nie ma na piętrze.
He He … czysto. A końcówka jej ogona zadygotała. Gdy wyszła z archiwum, po zatrzaśnięciu drzwi. Całe piętro wyglądało identycznie.
Jak w jakimś tanim horrorze. Wymamrotała
Chyn, gdy po raz kolejny przechodziła koło tego samego włącznika światła.
A może jednak nie kółeczkowałam. Zauważyła wiszący na ścianie plan budynku do którego podbiegła. Po gruntownym przestudiowaniu mapy zauważyła że na ostatnim piętrze jest jej cel. Wbiła pazura robiąc dziurkę w mapie na miejscu najwyższego piętra, a jej oczy momentalnie przeistoczyły się w kocie niteczki. Strzałki skierowały ją do ślepego zaułku. No czy ślepego? Była tam winda, a obok schody.
Ani jedno, ani drugie. Skrzywiła się. Weszła do windy. Rozejrzała się po schludnym białym wnętrzu z lustrami. U góry był otwór na ewentualności, gdy winda się popsuje. Otworzyła włazik i weszła na górę windy, zamykając za sobą wejście, którym weszła. Rozprostowała się patrząc w górę.
Cholernie wysoko. I zaczęła się wspinać po linie windy w...ciemność.
