Tristane Magrane
- Cóż, przepraszam, jeśli ta kobieta jest twoja. - jeszcze raz uśmiechnął się - Pozwól mi dać Tobie to w geście przeprosin. Nie miej mi tego za złe. Wszystko dla dobra nauki. - Młodzieniec wyciągnął przed siebie dłoń, na której leżała złota moneta.
Mięśniak spojrzał na monetę, potem na twarz chłopaka, jeszcze raz na monetę. Widać był zmieszany... Sięgnął po monetę i spojrzał na Tristane'a.
-
Gdy się sięga po odpowiednie argumenty uzyskuje się przebaczenie. Napijesz się piwa? - spytał.
Młodzieniec pokiwał przecząco głową.
-
Nie daj się prosić! - nalega mięśniak.
-
Wybacz, czas już spać. - odmówił.
Tristane wstał od stolika i ruszył w kierunku schodów. Odprowadzony wzrokiem mężczyzny wszedł po schodach na piętro i podszedł do drzwi. Drewniane drzwi z wyrytym numerem 2.
Chłopak włożył klucz do dziurki i przekręcił. Głośne chrupnięcie oznajmiło, że drzwi zostały otwarte. Tristane wszedł do środka. Jego oczom ukazał się mały pokoik z łóżkiem i szafą. Gdy spojrzał w prawo ujrzał mały drewniany stolik i taboret. Ogólnie nie było źle. Rozebrał się i położył spać. [No to jakiś sen albo coś :P]
Obudził się rano, koło godziny dziesiątej. Przeciągnął się na łóżku i... grhum... Wypadało by coś zjeść.
Reszta
Wszystkie panie, prócz Alexi, zasnęły szybciutko. Rudowłosa Elfka do późna zabawiała mężczyzn rozmową, lecz i na nią przyszedł czas. Sen ją dopadł. (jakieś sny?? Wiecie to mile widziane

)
Rankiem, gdy słoneczko leniwie wschodziło, całą drużynę obudziło syczenie. To Jonasz zalewał ognisko wodą.
-
No drogie Panie, wstajemy. Wszyscy Panowie już od godziny są na nogach. Śpiochy.- uśmiechnął się.
-
Jeść... I herbaty!! - jęknęła Anna.
-
Proszę Siostrzyczko, dla reszty wszystko leży tam, na kocu.- wskazał na koc obok ogniska, na którym leżał chleb, jakieś kubki, pewnie z herbatą i pieczony królik sztuk dwie.
Po obfitym śniadanku wszyscy zaczęli się zbierać. Po godzinie byli gotowi do wymarszu. Wyruszyli. Była godzina ósma. Wszyscy jechali spokojnie, podziwiając piękno lasu.
Po jakiś dwóch, trzech godzinach, w oddali ujrzeli zarysy budynków. Z każdym metrem budynki rosły. Byli już prawie na miejscu.
-
Już prawie jesteśmy. W Axis zatrzymamy się na dwa dni. Uzupełnimy zapasy i zakupimy najpotrzebniejsze rzeczy. Mamy jesień a w górach jest już śnieg i zimno...- odezwał się Alan.
Nie minęło może pół godziny kiedy wjechali do tej małej mieściny. Można by rzec, że to małe miasto jest jednym z czyściejszych na świecie. Ładne, zadbane domy, ulice brukowane, czyste. Nie jedno miasto by chciało tak wyglądać...
-
Przyjedźcie do karczmy "Błękitny Mech" to przy sklepie alchemika, naprzeciwko katedry. Z tond widać jej czubek!- Anna pokazała za siebie na wysoką wierzę -
Tam wynajmujemy pokój.
Po chwili Anna i jej brat oraz Jacob z swą świtą ruszyli uliczką w stronę wierzy katedry. Yuna ruszyła z nimi. Reszta pań została na skrzyżowaniu dwóch ulic. Jedna, po lewej, prowadziła na rynek, druga, na wprost, w stronę katedry. Gdyby któraś chciała jechać trzecią uliczką, tą po prawej, dojechała by do koszar i ratusza. Ulicą, którą przybyły można wyjechać.