| Mori uśmiechnęła się do pani dyrektor i zarumieniła z powodu jej pochlebnych słów. Informacje o możliwości pozostania w szkole przez weekend przyjęła bardzo entuzjastycznie. Z doświadczenia wiedziała, że przygotowanie przedstawienia i tak zajmie im cały weekend, a w ten sposób nie będą musieli się martwić gdzie prowadzić próby i u kogo się spotkać - tym bardziej, że ich grupa była bardzo liczna. Cieszyła się, że może pomóc i że pani dyrektor obdarza ją takim zaufaniem, a jednak przyglądając się bliżej całej grupie odnosiła dziwne wrażenie, że niepotrzebnie się do tego miesza i wyniknie z tego więcej zamieszania i kłopotów.
Na wrzask dyrektorki Mori odskoczyła w bok i jej serce nieomal wyskoczyło przez gardło. Nie spodziewała się takiej reakcji, tym bardziej, że nie wiedziała co się stało i dlaczego ona właściwie krzyczy. Powiodła wzrokiem w stronę, w którą z furią patrzała również pani dyrektor.
- Kot? - zapytała bardziej siebie samą, sprawdzając czy oczy jej nie mylą i jęknęła - O nie... tylko nie kot...
Zastawiła twarz dłonią, ale to niewiele pomogło - stłumione kichnięcie i tak było słychać. Mori sama nie wiedziała, czy alergeny zdążyły w takim tempie dolecieć do niej, czy też była to raczej sprawa samego nastawienia "sierść=alergia". Wyjęła pospiesznie chusteczkę i przyłożyła ją do twarzy, aby uchronić się przed kolejnymi alergenami. Kiedy jednak zwróciła się do niej Mineso, szybko schowała chustkę za siebie.
- Bardzo chętnie opowiem... - chciała kontynuować, ale nikt i tak nie zwracał na nią uwagi. Stała więc dalej w drzwiach obserwując sytuację i czując się zupełnie "nie na miejscu". Gdyby nie chusteczka z wyszytymi inicjałami "M. N.", na jej twarzy można by dostrzec delikatny uśmiech...
__________________ – Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. T. Pratchett Czarodzicielstwo |