Schody pięły się w górę i pięły, zakręcając wokół zbocza. Niebezpiecznie wąskie, niczym nie odgradzały podróżników od przepaści.
Zatroskany o urodę
Carmen i jej bezpieczeństwo,
Giovanni otulił swoją muzę płaszczem i kazał iść za sobą.
Wtem piorun rozciął zgromadzone nad zamczyskiem chmury i huknął z całej ziemi w spękaną ziemię, która zadrżała z trwogi. Podróżnicy musieli w pośpiechu złapać się ściany zbocza, by nie spaść, kiedy wszystko wokół trzęsło się, a odłamki skał, sypały na ich głowy oraz ramiona.
Nie przygotowana na to
Carmen nie zdążyła uchwycić się ściany i pod wpływem mocnego wstrząsu z przerażeniem w oczach odchyliła się w stronę przepaści. Czuła już jak leci w dół, gdy silne ramię schwyciło ją w ostatnim momencie. Oto jeden z "dzikusów" z poplątaną grzywą, o smutnych oczach, pochwycił ją w ostatniej chwili, ratując kruche życie.
-
Uważaj pani. – wyszeptał
Thomas, stawiając kobietę na ścieżce.
Oczy jego i
Toreadora spotkały się. Czy opiekun kobiety zamierzał coś rzec? Nie zdążyli się przekonać, gdyż przed nimi za zakrętem wyrosły mury zamku. Widać było nawet blask pochodni.
-
STAĆ! – usłyszeli męski krzyk, który przebił się nawet przez zawieruchę. –
KIM JESTEŚCIE I CZEGO TU CHCECIE?!
Choć byli jeszcze daleko zwieńczenia górskiej ścieżki, Kainici dostrzegli na jej końcu pięciu strażników z mieczami u boków. Zaś wprawione oczy
Brujaha i Gangrela zauważyły ponadto, że trzymali oni coś w rodzaju podłużnego tarana, którym mogli zmieść niechcianych gości ze schodów.