Elfka raźnie ruszyła przed siebie szukać przygody. Cieszyła się, że nie musi iść sama, bo nudno by było. W końcu czas poznać jakiegoś krasnoludzkiego pirata, i najlepiej żeby miał drewnianą nogę. Erendill weszła więc do pierwszej lepszej karczmy, a tu, dziwnym trafem, siedział sobie właśnie taki krasnolud jakiego szukała! To na pewno sprawka Fannian, będzie jej musiała za to podziękować. Ruszyła więc w stronę krasnala.
-
Witaj mości krasnoludzie! Jestem Erendill Sirhali, lub Afila Tallarell, ale wolę to pierwsze. To moja przyjaciółka Faniann Farhile - elfka wskazała puste powietrze tuż obok siebie po czym usiadła.
-
Właściwie to szukam przygody, u boku kogoś takiego jak ty! Co ty na to? - mówiła dalej beztroskim tonem.
Po chwili podszedł do nich jakiś facet i postanowił się przysiąść. Erendill nie mogła zrozumieć dlaczego ten gbur chciał usiąść na kolanach biednej Fannian, która ledwo zdążyła wstać z krzesła by ustąpić mu miejsca. Siadła więc na przeciwko elfki.
Siedzieli tak chwilę razem a Erendill rozglądała się po karczmie. Jacyś albinosi, łowcy wampirów, phi same nudy. Latające kalosze z wąsami, to by było coś! Chociaż... nie znała jeszcze żadnego albinosa. Postanowiła uśmiechnąć się do niego i puścić mu oczko.