Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 10-02-2007, 03:52   #41
Mettalium
 
Mettalium's Avatar
 
Reputacja: 2 Mettalium jest na bardzo dobrej drodze
$: 21 052


???

Pomieszczenie, którego wielkość nie dało się za bardzo określić z powodu tego, iż ściany wraz z sufitem ginęły gdzieś w mroku, rozświetlał jedynie jarzący się czerwonym światłem dość specyficzny krąg przywoływani. Różnił się on od normalnych, przede wszystkim tym, że można było za jego pomocą przywołać więcej niż jednego czarta.

Nagle cień pochłoną środkowy pentagram, jednak kolor zaraz powrócił, a wraz z nim w środku kręgu lewitował Venefi’cus. Po chwili run po prawej stronie czarodzieja zmienił kolor na zielony, a gdy po paru sekundach wrócił do normalności w jego centrum unosił się cicho rój małych pajączków i chrząszczy. Nie minęło wiele czasu, a kolejny krąg poszedł w ślady poprzedników, z tą różnicą, że kolorem przejściowym był bordowy a w środku pojawiła się czarcia twarz wykrzywiona w złośliwym uśmiechu i otoczona czerwoną mgiełką. Czarodziej przez chwilę wpatrywał się z zastanowieniem w ostatni, pusty okrąg.

- Asel jak mniemam jeszcze nie wrócił? – Mag zapytał bardziej sam siebie niż, któregoś z pozostałych czartów.
- Dobrze mniemasz. – Zachrypły głos Gurda wydobył się z środka roju. – Wedle służby nie pojawił się odkąd przyprowadził tego agenta.
- Rozmawiałeś ze służbą? – Czarodziej zapytał z ledwie dostrzegalną nutką strachu, iż ktoś mógłby się dowiedzieć o jego sekretnych pomocnikach.
- Bez przesady – Euxin usłyszał swój głos - udawanie ciebie przed tą bandą zidiocianych impów nie jest niczym, co mogło by wykraczać poza moje możliwości… A jak już jesteśmy przy idiotach – robale wróciły do swojego normalnego głosu - nie uważasz że ten cały Malik zalicza się do tego, jakże szlachetnego, grona?
- Taaa… kolejny służalczy pomiot, którego trzeba kopnąć w zęby, by przestał brudzi buty jęzorem i zamiast myślenia o swoim zadaniu koncentruje się na marzeniu o zyskach jakie z niego wyciągnie. Swoją drogą, może powinniśmy zorganizować sobie jeszcze jedną siatkę szpiegowską w Calimporcie? Coś mi się wydaje, że o ile polecenie „zdobądź mi listę budowli Umara-Ibna-Hazifa, jakie znajdują się w mieście oraz plany zamieszkałych rezydencji” może być jeszcze wykonalne w jako takiej ciszy i spokoju, to już kolejne próby podglądania naszego czarodzieja będą raczej szybko i krwawo tłumione.
- A co z tym całym pokazem „mocy i objawienia”, naprawdę masz zamiar się za te kilka dni fatygować i robić te całe fajerwerk? – Tym razem odezwał się obłok skrzekliwy i ziewającym głosem Gerda.
- Za kilka dni nie będzie takie potrzeby, jeśli ten drugi, od biedy nazwijmy to kapłan, do tego czasu będzie wciąż żywy i o ile wziął się za swoją robotę, to chyba postanowię wspierać go. Jednakże szczerze wątpię w to, że za parę dni w ogóle któryś z nich będzie jeszcze oddychać.

Dziewięć Piekieł Baatoru

Maladomini, Rezydencja Venefi’cusa Euxina

Venefi’cus otworzył oczy leżąc na swoim łóżku. Po krzątaniu się służby na korytarzu stwierdził, że poranek zaczynał już kończyć swoją metamorfozę w przedpołudnie i pora wstawać. „Kolejny przeklęty dzień w tym bagnie” pomyślał optymistycznie czarodziej i rozpoczął swój poranny rytuał.

Mag całkowicie już rozbudzony wyszedł z sypialni zastanawiając się, gdzie podziewa się Asel. „Misja” (o ile tak patetyczne słowo nadaję się by określić to zadanie), którą mu zlecił, nie należała raczej do tych z gatunku „groźne i niebezpieczne” lub „długie i dla cierpliwych”. Nie było więc żadnego powodu dla, którego chowaniec miałby jeszcze nie wracać. No chyba, że ten głupi diabeł, do którego Euxin posłał impa, go zdradził. Ten wniosek, choć odpowiadał na wcześniejsze pytanie, to niestety tworzył następne – czemu niby ów czart miałby go zdradzić tak wcześnie?

Pracownia czarodzieja była dużym pomieszczeniem, zbudowanym w taki sposób, by ochraniać to co jest na zewnątrz przed tym co wewnątrz, odwrotnie niż jak to jest w większości przypadków. Zaraz za drzwiami, jak zabójcy czyhający na ofiarę, stały dwa regały zawalone różnymi kamieniami, amuletami, różdżkami, zwojami itp. gratami. Trochę dalej stało biurko, na którym leżała już skrzynia z księgami, zamówionymi przez Venefi’cusa. Do jej zamka była doczepiona mała karteczka z zdecydowanie za dużym rachunkiem. Czarodziej ciągle chodził po głowie złośliwy i chciwy głosi diabła z biblioteki.

~~~

- Oczywiście panie. Opłatę za wypożyczenie księgi i pierścień, zapisać na pański rachunek?

„Oczywiście, że nie. Na państwowy - jak zwykle” niemalże wyskoczyło z ust Euxina. Tym co go powstrzymało było wspomnienie ostatniego spotkanie z skarbnikiem Belzebuba. Potrzebował wtedy dodatkowych funduszy na Przeróżnego Rodzaju Egzotyczne Materiały I Eliksiry (głównie dla siebie). Gorszej mendy człowiek jeszcze w całym swoim długim życiu nie spotkał.

Ze względu na swoją, jakże poważaną przez wszystkich, służbę czart stale otrzymywał różne anonimowe podziękowania za dociekliwe sprawdzanie księgowości. Zazwyczaj były to najnowsze klątwy, które trzeba było na kimś przetestować, a znienawidzony powszechnie diabeł idealnie się do tego nadawał. Ten niewinny zwyczaj sprawiał, że piekielny kasjer robił się coraz wredniejszy, chcąc odpłacić prześladowcom. A ponieważ czart nie posiadał zbyt dokładnych informacji o powyższych, walił w każdego kogo popadnie robiąc sobie nowych wrogów.

Czarodziej jakoś nie za bardzo umiał sobie wyobrazić siebie wezwanego do gabinetu skarbnika, tłumacząc co to są te tajemnicze „szkolenia” i dlaczego są takie drogie. Marzenie Venefi’cusa o wyniesieniu połowy biblioteki do domu na czas bliżej nieokreślony (choć bardzo długi) prysło jak bańka mydlana dźgnięta rozpalonym prętem.

- Pierścień jest mi potrzebny do pracy, toteż pracy wyślijcie rachunek. Natomiast za te wspaniałe woluminy dajcie go
(„O zgrozo”) mi.

~~~

Obok skrzyni zajmującej połowę biurka, leżały porozrzucane raporty na temat Antyli. Euxin przejrzał je szybko raz jeszcze wkładając je przy tym do szuflad. Do jednej trafiły te raporty, w których informacje półelfki przyczyniła się, a właściwie wywołały klęskę planów Belzebuba oraz depesza z zaproszeniem. Mag przyglądał się przez chwilę czarnej róży, rozważywszy wszystkie za i przeciw pójścia na imprezę. Stwierdziwszy, że ani jednego, ani drugiego nie ma zbyt dużo, Venefi’cus wstępnie zaakceptował plan by tam pójść, choćby z nudów. Gdy tylko czarodziej zamknął szuflady na klucz, zaklęcia ochronne i zabezpieczające oplotły całe biurko, niczym pająk nicią swoją ofiarę.

Euxin postanowił zabrać za rozpakowywanie prezentu. Pierwsze co zrobił to ceremonialnie podarł rachunek przyczepiony do skrzyni, a następnie spalił jego resztki w ognistych językach liżących kociołek z jakąś bulgoczącą mazią. Mag stwierdziwszy, że poświecił już wystarczająco dużo czasu na symboliczne ceregiele, których i tak nikt nie widzi, wyciągnął pierwszą złowieszczą księgę ze skrzyni i pogrążył się w rozkosznej lekturze.

* * *

Dzień chylił się już ku końcowi. Ponieważ mag wyznawał filozofię „co za dużo to nie zdrowo” (oczywiście było kilka wyjątków typu władzy, pieniędzy itp., jednakże nauka zdecydowanie się w to grono nie zaliczała), postanowił zostawić rozdział o wytwarzaniu płynnego bólu na następny dzień. Teraz jednak wypadałoby mu zobaczyć co też porabiają jego pionki.

Euxin zszedł do swojej zacisznej piwniczki pod salonem, wziął kamienną misę z jakąś srebrzystą, galaretowatą mazią. Po rzuceniu zaklęcia wieszczącego, spojrzał w swoje odbicie i czekał, aż pojawi się cóż takiego ciekawego spłatał dzisiaj Ilithan. Następne w planach było udanie się do Malika i zobaczenie co udało mu się znaleźć, z tych informacji, które Venefi’cus polecił mu pozyskać. Z listy rezydencji jaką by otrzymał, miał zamiar wybrać tą w której przebywał Melcha’zidek oraz dwie inne na chybił trafił i polecić przywódcy sekty, dowiedzieć się dokładnie, kto tam (z naciskiem na kto) i po co wchodzi.
 
__________________
To była długa (i kosztowna) awaria...
Mettalium jest teraz online  
Reklama