Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Rekrutacje do sesji RPG > Archiwum rekrutacji
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum rekrutacji Wszelkie rekrutacje, które zostały zakończone.


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-01-2008, 21:57   #1
 
3killas's Avatar
 
Reputacja: 14 3killas nie jest za bardzo znany3killas nie jest za bardzo znany3killas nie jest za bardzo znany3killas nie jest za bardzo znany
Nadzieja - rekrutacja dodatkowa.

[MEDIA]http://youtube.com/watch?v=_6dKNMfVntE[/MEDIA]



Nadzieja
10 styczeń, rok 49 p.n.e.

Delikatne, lekkie płatki śniegu nieśpiesznie opadały na ziemię, jakby celowo tworząc miękką, białą ścieżkę dla owianego zwycięską sławą XIII legionu i asystujących mu trzystu konnych. Osiem tysięcy stóp wybijało rytm, który roznosił się po okolicznych lasach i ginął gdzieś wśród nagich, bezlistnych drzew. Wiatr, może nie chcąc być gorszym, również zerwał się i rozpoczął swój dziki koncert, wiejąc pośród okolicznych pól i wzgórz. Starą, rzymską drogę, ciągnącą się z Rawenny do Ariminium, przesłonił mokry, topniejący śnieg i świeże błoto. Centurion Pollion Gajusz Asyniusz, oddychał przez otwarte usta, z których raz po raz wydobywała się gęsta para. Jedyne źródło ciepła dawała mu wilcza skóra, odpowiednio wyprawiona i narzucona na wysłużoną kolczugę. Jednakże powaga chwili i niezwykły cel ich marszu sprawiały, że nikt nie myślał o chłodzie, czy błocie pokrywającym zmęczone stopy. Szli w przejmującym milczeniu. Szli na Rzym.

Pollion stał wyprostowany, zwróciwszy się tyłem do swoich osiemdziesięciu legionistów, ramię w ramię z siwiejącym aquiliferem, trzymającym oburącz bojowy znak legionu – złotego orła, umieszczonego na długim drzewcu. Płatki śniegu, jakby przeczuwając następujące wydarzenia, rozpoczęły swój magiczny taniec, falując w powietrzu i opadając dostojnie na błotniste podłoże. Kilka tysięcy par oczu wpatrywało się w prosty wóz, ciągnięty dotychczas przez dwa muły, pożyczone z piekarni w Rawennie. Z wozu zeskoczył siwowłosy mężczyzna, nie wyglądający jeszcze na swoje pięćdziesiąt lat. Uważny obserwator z pewnością zauważyłby jednak, jego teraz już przerzedzoną, a niegdyś jakże gęstą czuprynę. Wyraziste, przystojne linie twarzy i mocno zarysowana szczęka podkreślały siłę jego charakteru. Powoli, jakby ciągle wahając się, podszedł do małego, kamiennego mostu górującego nad Rubikonem i spojrzał w dal, przed siebie, jakby starał się dojrzeć co skrywają pobliskie pagórki. Słońce wschodziło, rozpoczynając swą żmudną wędrówkę po horyzoncie, a szary świt powoli przegrywał nierówną walkę z nadchodzącym nowym dniem.

Mężczyzna ciągle milczał, patrząc to na zastygłe w oczekiwaniu twarze legionistów, to na wodę leniwie płynącą w tej niepozornej rzece, wyznaczającej granicę między Italią, a Galią Przedalpejską.

- Jakże wielką cenę przyjdzie zapłacić całemu rzymskiemu światu, za Nasz mały krok towarzysze – przemówił głośno i pewnie, chociaż wolno i dobitnie akcentował każde wypowiadane słowo – ale doskonale wiemy – ostatni wyraz powtórzył dwukrotnie, dla pewności, że wszyscy odpowiednio zrozumieli jego znaczenie – ile kosztowałoby Nas, gdybyśmy tego kroku nie zrobili. Nasze zwycięstwo nie jest pewne, być może nie jest nawet prawdopodobne, ale rzymski świat już za długo pogrąża się w chaosie. Republikę opanowała frakcja lekceważąca praworządność, lekceważąca odwieczne prawa trybunów ludowych. Waszych trybunów! Są ludzie, którzy za nic mają Waszą krew przelaną w Galii, rozlaną za rzymski pokój. Za nic mają Nasze krzywdy, Moją dignitas. Obsesyjnie nienawidzą Nas, za Naszą sławę i dokonania. Ludzie tacy jak Katon, jak Domicjusz Ahenobarbus, jak Mój zdradziecki przyjaciel, Pompejusz. Spójrzcie! – wskazał na stojących obok wozu ciemnowłosego Marka Aureliusza i przygarbionego Kasjusza, trybunów ludowych, odzianych w podarte, niewolnicze szaty. Wśród legionistów przebrzmiały złowrogie szepty, potęgujące się i z sekundy na sekundę przeradzające się w coraz większą wściekłość. – Tak zdeptali godność rzymskich mężów, przedstawicieli urzędu stworzonego do obrony praw zwykłych obywateli. WASZYCH PRAW! Nie spocznę, póki sprawiedliwości nie stanie się zadość! Za RZYM TRZYNASTKO! – wykrzyczał, a jego głos razem z okrzykami z kilku tysięcy gardeł, zapatrzonych bezgranicznie w swojego wodza, zdawały się jeszcze długo tkwić zawieszone w tym ciężkim powietrzu, jakby nie chciały opuścić miejsca, w którym historia zapisała pierwszą kartę, swojego nowego, pięknego rozdziału.

Gajusz Juliusz Cezar poprawił swoją kolczugę i nieśpiesznym krokiem przekroczył Rubikon. – Iacta alea est – zamyślony powiedział sam do siebie, po cichu, patrząc na żółte źdźbło trawy wystające spod cieniutkiej warstwy śniegu. Faktycznie, kości zostały właśnie rzucone, lecz żaden z graczy nie wiedział, co na nich wypadnie. Cezar potrzebował cudu. Potrzebował nadziei.


Gajusz Juliusz Cezar

11 wrzesień, rok 55 p.n.e.

Rozbawione płomienie radośnie huśtały się na knotach świec rozstawionych wewnątrz małej, drewnianej chatki, ukrytej gdzieś między złoto - czerwonymi lasami i uprawnymi polami położonymi na zachód od Massili. W chatce, na rozłożonych wokół zwierzęcych skórach, para kochanków chowała się przed zimnym, wrześniowym wiatrem, chcącym porwać ich w swoje chłodne objęcia. Ich usta złączyły się w kolejnym namiętnym pocałunku, nagie ciała splotły w jedność. Jej długie, rude loki opadły na kształtne piersi, a smukłe palce wbiły się w jego naznaczone promieniami słońca ramiona, delikatne dłonie szukały złotej czupryny. Korneliusz mocniej złapał dziewczynę w talii, ciągle błądząc wzrokiem po jej zgrabnym ciele, widząc pożądanie i rozkosz wymalowane na pięknej, delikatnej twarzy. Klaudia oddychała coraz szybciej przez lekko rozchylone, pełne usta. Coraz szybciej poruszała pełnymi biodrami, odrzuciwszy wcześniej głowę do tyłu. Nie minęła chwilka, zanim oboje, zmęczeni, przeciągle wyszeptali achhh… Ona wtuliła się w jego silne ramiona, a on, delikatnie głaskał burzę jej loków, szepcząc jej do ucha dziesiątki niepotrzebnych, czułych słów.

Tak właśnie miała narodzić się nadzieja…


Massilia na samym dole, bardzo małym drukiem...

3 styczeń, rok 49 p.n.e.

Massila. Portowe miasto, które się kocha lub nienawidzi. Miejsce, w którym miały rozstrzygnąć się losy republiki. Lucjusz ocknął się z zamyślenia. Wino już dawno uderzyło mu do głowy i otępiło zmysły, świat wirował i dwoił się w oczach. Kap, kap. Ciągle pada. Przeklęte miasto. Przeklęci niewolnicy, dlaczego idą tak wolno? Rozsunął delikatnym pociągnięciem ręki materiał osłaniający pasażerów lektyki przed wzrokiem plebsu. Kropla deszczu rozbiła mu się na długim, orlim nosie. Na zewnątrz nie było bardzo ciemno, księżyc rozjaśniał niebo i wąskie uliczki miasta.

Najpierw usłyszał szybkie kroki, potem dopiero zauważył kilka postaci wychodzących z prostopadłej alejki. Zamknął oczy, powoli czując nadchodzącą falę snu. Och, wieczne miasto. Rzym. Tam tylko wiedzą jak się bawić, ach. Te ich tutejsze, barbarzyńskie zwyczaje. Orgia bez piszczałek? Bez pląsających kupidynów?

Poczuł, że leci w dół. Lektyka upadła na ziemię, a on wyrżnął o bruk plecami, głową uderzył o jakiś wystający kamień. Pomacał czaszkę dłonią. Ciemnoczerwona krew na ręce nie zostawiała wielu złudzeń. Obolały, ciągle w szoku, wyczołgał się spod materiałowej narzuty i roztrzaskanego daszku. Ulica była zimna i mokra, jedną dłoń niechcący włożył w sam środek głębokiej, brunatnej kałuży. - Psy, na śmierć was wybatożę… - Jego ludzi jednak już nie było, zamiast nich dostrzegł pięciu mężczyzn, którzy go otoczyli i śmiali się. Głośno. Potwornie. Strach sparaliżował mu ciało, chciał wstać, ale kończyny odmówiły mu posłuszeństwa. Ktoś z tyłu przycisnął go stopą do ziemi. - Proszę, zapłacę… - wyszeptał. Odpowiedział mu śmiech.

A zaraz potem zimna stal. Pięć sztyletów, które przeszyły jego klatkę piersiową. I ten szósty, powoli wbijający się w gardło, ale szybko zabarwiający się na czerwono. Gdyby ktoś chwilę potem przechodził tą uliczką zobaczyłby, jak dwóch mężczyzn przeciąga gdzieś martwe ciało, na pewno ujrzałby za nimi kolejną dwójkę dźwigającą zniszczoną lektykę. Wysiliwszy swój wzrok widziałby też jak ostatni z zabójców opłaca czterech tragarzy skrwawioną monetą. Mżawka przemieniła się w ulewę. Deszcz zmył krew z brukowanej uliczki, zacierając wszelkie ślady morderstwa. A może to bogowie zapłakali na wieść o stracie szlachetnego rzymianina?

7 styczeń, rok 49 p.n.e.

- Hi hi! – piskliwie roześmiał się szczupły mężczyzna, którego długie, złote loki trzęsły się przy każdym słowie, które wypowiadał. – Pięknie! – odpowiedział swojej rozmówczyni – Pięknie! Lucjusz, zakłuty jak pies. Jak niewolnik! Hi hi! - Jego twarz przyozdobiona była białym pudrem, a oczy podkreślone jasnoczerwoną kredką. - Cudownie! Odejdź, wezwę Cię jutro, wybacz teraz goście czekają. Żegnaj. - Czarnowłosa, szczupła kobieta odwróciła się na pięcie i szybkim, wojskowym krokiem wyszła przez kuchenne drzwi bez słowa pożegnania. Klaudiusz Pullo po jej odejściu przyklasnął w ręce i uśmiechnął się od ucha do ucha. – Ach, cudownie… No, no… Zakłuty. Hi hi. Pięknie! – mówił samo do siebie, a potem przysiadł swoim krągłym ciałkiem na drewnianym stołku i zawołał do przechodzącej niewolnicy – Wina, dziwko! Już, bo tak Cię wybatożę, że już nigdy nic nie będziesz nosić. Chyba, że w grobie, hi hi! – otwartą dłonią uderzył w stół, bardziej z radości po swojej przemowie, niż dla popędzenia młodej dziewczyny. Śmierć Lucjusza dała mu tak cenny czas. Każda chwila była teraz na wagę złota, a on zdobył przynajmniej kilka dni, może nawet cały tydzień? Katon będzie zachwycony, a on wreszcie będzie ważny. Nareszcie ludzie będą się nim liczyć, nawet Ci starzy, pierdzący w ławy senatorowie.

Galijska niewolnica postawiła przed nim dzban z winem. Na jego leniwe skinięcie ręką, nalała mu pełny kielich i odsunąwszy się pod ścianę czekała, aż zażąda więcej… Nie dzisiaj. Tej nocy czekała na widok jego wyginającej się w makabrycznym zdziwieniu i oczywiście bólu twarzy. Widok, za który oddałaby wszystko. Nie wahała się przecież długo, gdy poprosił o to ten miły senator. Jak on się nazywał? Och nieważne. Przecież zaraz tu będzie i weźmie ją do siebie. Na pewno…

Na początku zrobiło mu się gorąco i zaczął bardzo się pocić. Nie powinien tyle pić, nie powinien znów palić tego świństwa, przecież medyk mu zabronił! Chwilę później gorąco przemieniło się w wewnętrzny płomień, który zaczął palić jego wnętrzności od środka. Ból stawał się nieznośny, ciężko mu było zaczerpnąć powietrz. Chciał ją przywołać, ale słowa nie wydobywały się ze ściśniętych ust. Z nosa buchnęła ciepła krew, oczy przesłoniła mgła. Ciało przestało reagować, zaczęło żyć własnym życiem. Nie minęła minuta nim osunęło się pod stół, teraz już tylko chyba jego mózg pracował tak jak zawsze. Patrzył tępo w sufit, krztusząc się własnymi wymiocinami. Bogowie, czy to sen? Czy zaraz się obudzę? Jego ciałem wstrząsnęły przedśmiertne spazmy.

Niewolnica uśmiechnęła się pod nosem, wychodząc do wołającej ją Dominy, pani domu. Goście bawili się znakomicie.

***

Witam. Sesja dopiero co wystartowała, ale niestety już wykruszył mi się jeden gracz, Bacchus, który nie daje znaku życia i przestał udzielać się na forum. Serdecznie zapraszam do rekrutacji, czas do uzgodnienia. Zaczęliśmy grać właśnie tu http://lastinn.info/sesje-rpg-inne/4726-nadzieja.html, warto spojrzeć. Cóż mogę dodać - serdecznie zapraszam!
 

Ostatnio edytowane przez 3killas : 20-01-2008 o 21:59.
3killas jest offline  
Stary 21-01-2008, 11:38   #2
 
Eliasz's Avatar
 
Reputacja: 1269 Eliasz ma z czego być dumnyEliasz ma z czego być dumnyEliasz ma z czego być dumnyEliasz ma z czego być dumnyEliasz ma z czego być dumnyEliasz ma z czego być dumnyEliasz ma z czego być dumnyEliasz ma z czego być dumnyEliasz ma z czego być dumnyEliasz ma z czego być dumnyEliasz ma z czego być dumny
Chętnie bym zagrał. lubie czasy Rzymu, dość dobrze je znam, oglądałem cały serial RZYM - dostępny np na peb.pl - świetny. Widzę , że sesja jest podobna do tej w którą gram w LK% - długie, porządne posty, to równiez mi się podoba.
4119451 - moje gg. Nie wiem czy tworzy sie tu karte czy nie, jest mi to obojętne, jeśli trzeba to stworzę. Jeśli oglądałeś Rzym to myślę, że wspólnie szybo i łatwo wybierzemy postać. W zależności od tego czy ma to być ktoś szlachetny, prosty wój, czy np. już zauważony wój ( np. centurion
 
Eliasz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:59.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164