Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Rekrutacje do sesji RPG > Archiwum rekrutacji
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum rekrutacji Wszelkie rekrutacje, które zostały zakończone.


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-05-2010, 05:18   #1
 
Mizuki's Avatar
 
Reputacja: 86 Mizuki wkrótce będzie znanyMizuki wkrótce będzie znanyMizuki wkrótce będzie znanyMizuki wkrótce będzie znanyMizuki wkrótce będzie znanyMizuki wkrótce będzie znanyMizuki wkrótce będzie znanyMizuki wkrótce będzie znanyMizuki wkrótce będzie znanyMizuki wkrótce będzie znanyMizuki wkrótce będzie znany
(Storytelling) Kroniki Cesarstwa Wa.


Wielki ogród cesarski ozdobiły już odcienie czerwieni, pomarańczy czy złota. Chłodny wiatr poruszał kolorowymi liśćmi , zachęcając tych odchodzących artystów, by swą muzyką jeszcze raz ukoiły spacerujących ogrodowymi alejkami ludzi. Przyglądając się temu zjawisku z okien Ozajo , wielkiego królewskiego zamku , wydawać się mogło , że obserwuje się tańczący na wietrze, wspaniale zdobiony kawałek jedwabiu. O smutek mogła przyprawiać myśl, iż żadnej pięknej kobiecie nigdy nie będzie dane okryć się tym idealnym materiałem.
Jedwabne Ogrody, jak nazywali je wszyscy na cesarskim dworze, okalały zamek z trzech stron. Już od setek lat korony znajdujących się tutaj drzew, oddawało cesarzom swe pokłony. Już wielki Katsuryoki , pierwszy cesarz i założyciel państwa Wa, dał oczarować się urokowi tańczących kolorów. Legenda głosi, iż po odniesionym triumfie przybył w te okolice celem wybrania terenu pod budowę swej siedziby. Wraz ze swymi przybocznymi przedzierał się przez te niezamieszkane ziemie, kiedy ujrzał na horyzoncie złotą łunę. Zaciekawiony zbliżył się zatem, początkowo sądząc, że powodem niezwykłego zjawiska być może pożar lasu. Mówi się, iż kiedy ujrzał prawdę po jego policzku pociekła pojedyncza łza. Złote, jesienne liście odbijały promienie zachodzącego słońca tworząc ową poświatę. Nawet na łożu śmierci Katsuryoki wspominał ten widok.
Cesarz odwrócił się w tył na pięcie i wskazał mieczem na wprost. " Tutaj wybudujecie mój zamek. Jednak zabraniam wam wyciąć choć jedno drzewo z lasu za mymi plecami. Nie widzicie, że sama Amaterasu napełniła je swym blaskiem ?"

Postać skryta pod parasolem , spokojnym krokiem spacerowała po ogrodowych alejkach. Na błękitny strój, który okrywał jej ciało , spływały kaskady ciemnych włosów. Postać wpatrywała się w ziemię pod swoimi stopami, jakby w koncentracji doświadczając każdego stawianego na niej kroku. Dotarłszy do skraju drewnianego mostu , postać zatrzymała się. Odchyliła nieco parasol i skierowała swe spojrzenie na niebo. Wtedy też spod ciemnych włosów , wyłoniła się twarz ... mężczyzny.
Nie wykonując najmniejszego ruchu wpatrywał się w bezkres błękitnego nieba. Bezruch ten zakłócały szumiące wokoło liście. Młodzieniec oderwał swe spojrzenie od błękitu, słysząc czyjeś kroki. Zdawać by się mogło, iż na jego spokojnej twarz pojawił się lekki uśmiech.
Po drugiej stronie starego, drewnianego mostu pojawiła się uśmiechnięta kobieta. Zatrzymała się tuż obok wyrastającego z ziemi klonu, którego liście przybrały czerwoną barwę. Kołysząc się z wiatrem , raz to znikały na tle jej szkarłatnego kimona , to znowu pojawiały jakby wyrwane z materiału.
Oboje wpatrywali się w siebie przez chwilę, a nim ruszyli w swym kierunku , dyskretnie zbadali wzrokiem okolice. Nie trudno było zgadnąć - chcieli być sami. Niemal jednocześnie postawili swe kroki na drewnianym moście.
- Witam cię Pani.- mężczyzna ukłonił się głęboko.
- Shouri-san , czy już zawsze będziesz rozpoczynał tak oficjalnie nasze spotkania ?- zbliżyła się, układając dłoń na jego barku. Shouri wyprostował się, niemal od razu obejmując ja ramionami.
- Jak inaczej można powitać córkę cesarza ?
- Pokażę Ci.- wyciągnęła smukłą szyję, przyciskając swoje usta do jego. Chłodny wiatr zawiał zza jej pleców, a szkarłat bogatej szaty okrył oboje kochanków.
- Obiecuję się poprawić.- przemówił z już widocznym uśmiechem na twarzy.
Tylko kiedy spoglądał na jej uśmiechniętą twarz, ekspresja taka przychodziła mu łatwo. Od dziecka uczono go powściągliwości , tego aby utrzymywał wszelkie emocje na wodzy. Zazwyczaj powtarzano to każdemu szlachcicowi, jednak w przypadku członków klanu Seishin , powściągliwość owa sięgała dużo głębiej. Rodzina ta specjalizowała się w kontrolowaniu energii witalnej wewnątrz własnych organizmów, oraz wpływania za jej pomocą na otaczający ich świat. W czasach wojen - Sengoku jidai- kiedy państwo podzielone było między wielu możnowładców, to właśnie Seishin uchodzili za jednych z najsilniejszych. Kroniki głoszą, że mistrz tej sztuki, zwanej Kidou bądź Kijutsu , ruchem jednego palca mógł niszczyć miasta. Wyzwalanie tak niesamowitej siły kończyło się dla niego krytycznym stanem bądź nawet śmiercią.

- Mój ojciec niedługo powróci z północy.- dziewczyna zajęła miejsce u boku Shouri'ego , po czym ruszyli wspólnie przed siebie.
- Cesarz powraca... Mam nadzieje, że spotkaniez dyplomatami państwa Han było owocne.- z twarzy jego ukochanej zniknął jednak uśmiech.- Nie smuć się Chou. Ile rozłąka by nie trwała, sercem zawsze jestem przy Tobie. - delikatnie otarł wierchem dłoni o jej policzek.
- Być może niedługo ta cała ostrożność nie będzie nam już potrzebna ?
- Dzisiaj poproszę ojca o zgodę... To on musi rozpatrzyć tą sprawę. Skonsultować decyzję z pozostałymi członami Wielkiej Rady i złożyć prośbę przed cesarzem...
- A jeśli się nie zgodzi ?
- Dlaczego miałoby się tak stać ? Chcę byś została moją żoną. Ojciec nie będzie chciał mej krzywdy. Cieszmy się teraz sobą, by było o czym wspominać w trudnej rozłące.

Przez długi czas spacerowali po niemal pustych alejkach. Wzajemna obecność była dla nich jednak ważniejsza niż piękno otaczającej ich natury. W oczach Shouri'ego ,w całym tym ogrodzie, nie było piękniejszego kwiatu, miejsca, zjawiska niżeli Chou.
Nie zauważył kiedy minęły wszystkie te minuty. Dotarli już niemal do kresu swej wspólnej podróży. Jak zwykle rozstanie nastąpić miało pod bramą Miecza i Złotych Liści. Była to najstarsza brama do ogrodów, postawiona w miejscu gdzie cesarz Katsuryoki wbił miecz, wytyczając granicę tego niemal świętego miejsca.

Oczy kochanków błysnęły wesoło, kiedy ujrzeli grupkę dzieci stojących pod bramą. Pośród tych małych istot, których spojrzenie zwrócone było w drewnianą konstrukcję, stał mężczyzna. Ubrany w bogate kimono, o siwych włosach i pomarszczonej twarzy, opowiadał dzieciom historię tego miejsca.
- ... Tak właśnie rzekł Katsuryoki ! Nasz wielki pan, założyciel naszej ojczyzny pra pra pra pradziadek obecnie nam panującego Cesarza Konomashi'ego.
- Banzai !
- wszystkie dzieci jednocześnie uniosły dłonie, wznosząc okrzyk.
- Jeśli udamy się dalej w tym kierunku, dojdziemy przed główną bramę zamku Cesarskiego. Jeśli jednak pójdziecie ścieżką wzdłuż ogrodzenia , traficie na skraj miasta. Waszego domu i wspaniałej stolicy Cesarstwa Wa - Miyako- Staruszek w tym momencie dostrzegł zmierzającą w kierunku bramy parę. Również i w jego oczach zawitała radość. Gestem ręki wskazał dzieciom by spojrzały w kierunku Shouri'ego i Chou.
- Dzisiaj kami są dla nas szczodre. Patrzcie kogo wiatr sprowadził !
- Dakai-sensei .
- obydwoje szlachetnie urodzonych ukłoniło się starcowi.- Mieszanie kami w przypadkowe , towarzyskie spacery to chyba zbyt wiele.
- Shouri-kun , a jeszcze nie dawno powtarzałem ci to łupiąc jednocześnie orzechy ... Nic co dzieje się na tym świecie nie jest przypadkiem. Nadal lubisz orzechy ?
- W takim razie zrób mi ten zaszczyt i odwiedź jeszcze kiedyś mój dom, bym znów mógł posłuchać twych nauk. Dawno już nie jadłem.
- staruszek wyciągnął coś z obszernego rękawa , po czym rzucił celnie , prosto w dłonie Shouri'ego.
- Lekcja pierwsza : jak dorosły mężczyzna może najeść się jednym , małym orzechem ?- młodzieniec mruknął żartobliwie pod nosem. Chou zbliżyła do swej twarzy wachlarz by zasłonić uśmiech.
- Piachu w złoto nie zamienisz. Zjawie się w twym domu niebawem. Widzę , że wiele zapomniałeś !


Już godzinę po rozmowie z mistrzem Dakai Shouri dotarł do swego domu. Siedziba głowy klanu Seishin była ogromna. Kompleks kilkunastu dużych pawilonów otaczał gęsty las . Zwyczajem już było , że siedziby klanów w Miyako znajdowały się na obrzeżach metropolii. Każdy daimyo , z nakazu cesarskiego, musiał spędzać w stolicy pół roku, a jego najbliższa rodzina nie mogła opuszczać stolicy bez pozwolenia władcy Wa.
Shouri nieraz zastanawiał się nad przyczyną takiego stanu rzeczy. Czy możliwym było, że rodzina Cesarska dalej obawiała się niewierności ze strony dawnych wrogów ? W czasie wielkich wojen Katsuryoki - pierwszy cesarz Wa - był wszak zwyczajnym daimyo. Jednym z setek, którzy w tym okresie prowadzili między sobą krwawe wojny. " A jednak udało mu się jakoś zjednoczyć najsilniejsze klany pod swym sztandarem i zjednoczyć cesarstwo." Shouri szedł po niewielkiej , wyłożonej kamieniami ścieżce wśród drzew. Odesłał już daleko rozmyślania nad historią swej rodziny, cesarskiej jak i całego Wa. Jego ciało ogarniały dziwne dreszcze. W sercu pojawił się niepokój. Do tej pory był pewny swoich słów, kiedy jednak stanął pod drzwiami pawilonu swego ojca... Wszystko co mówił i myślał wcześniej, traciło znaczenie.
Zbliżył się do papierowego shouji w drzwiach. Dwóch wojowników, odzianych we wspaniałe zbroję , nawet nie drgnęło gdy mijał próg domostwa. Wewnątrz, w nozdrza natychmiast uderzał silny zapach kadzideł. Wnętrze było proste. Nieozdobione shouji, podłoga wyłożona ciemnymi tatami . Był to korytarz, reszta pawilonu wyglądała jednak identycznie. Ojciec Shouri'ego przypominał z charakteru pustelnika. Nie lubił otaczać się luksusami, przesadnie ozdobnymi rzeczami. Zawsze powtarzał , że zaburzają one tylko jego Wa- harmonię i spokój ducha.
Nikogo zatem nie dziwił fakt, że ojciec nie jest zadowolony z Shouri'ego. Młodzieniec nie należał do rozrzutnych, jednak w przeciwieństwie do swego pana rozumiał, że strój w dobrym guście potrafią otworzyć na dworze wiele bram.
Wszedł do pokoju i niemal natychmiast zgiął się w pół. Jishuu - głowa Seishin - siedział odwrócony plecami do wejścia. Na podłodze przed nim rozłozony był zwój białego papieru oraz przybory służące do kaligrafii. Shiouri przez cały czas pozostawał w ukłonie. Wiedział, że ojciec traktuję Suibokuga niczym swoja medytację i zwróci na niego uwagę, kiedy tylko skończy malunek.
Minęło kilka długich minut nim tak się stało. Jednak nawet wtedy ojciec nie odwrócił się do niego przodem.
- Coś się stało Shouri ?
- Wybacz moją niecierpliwość... Po raz kolejny przychodzę spytać Cię czy przemyślałeś moją prośbę ?
- Powiedziałem Ci już , że potrzebować będę wiele czasu na przemyślenie tego.
- Rozumiem Jishuu-sama... Jednak chciałbym poznać twoje przemyślenia związane z tym...
- Nie podoba mi się ten pomysł.
- powiedział chłodno nim jego syn dokończył pytanie.
- Jednak... Dlaczego ?
- Cesarz powróci niedługo do Miyako. Przywiezie wiele nowych wieści od naszych sąsiadów, a Wielka Rada będzie wraz z nim musiała podjąć ważne decyzje. Nie chcę w tym czasie zawracać nikomu głowy prośbami i pytaniami związanymi z czymś tak błahym jak twoje uczucia. Musisz być cierpliwy. Byc może zmienię swoje zdanie. Kiedyś... Możesz odejść.
- Ojcze...
- Powiedziałem. Możesz odejść.


Serce Shouri'ego dawno już nie było tak obolałe. Czuł jak bardzo napięte są mięśnie na jego twarzy, wszystko by tylko nie pokazać nikomu grymasu. Bez słowa opuścił pawilon swego ojca i ścieżką pośród drzew udał się do własnego. Ojciec zazwyczaj spełniał jego prośby dla zwyczajnego spokoju. Tym razem jednak... Shouri zastanawiał się czy ta prośba naprawdę aż tak koliduje z jego obowiązkami jako członka Wielkiej Rady.
- Konbanwa , Seishin-sama. - z rozmyślań wyrwał go głos młodej służącej Furo. - Wyglądasz na zmęczonego Panie. Czy pozwolisz mi bym przygotowała dla ciebie kąpiel ?
- Naturalnie Furo-chan.
- Shouri wysilił się na lekki uśmiech. Drobna, pełna wigoru i zawsze uśmiechnięta Furo , zawsze wprawiała go w dziwnie dobry nastrój. Można powiedzieć , że była dobrym duchem jego domostwa. Od czasu do czasu pozwalał sobie na potajemne uchybienia w etykiecie i rozmawiał z nią jak z przyjaciółką. Znała wiele jego rozterek, zmartwień i problemów. Shouri był jednak rozsądny i nie pozwalałby ktokolwiek wiedział o nim zbyt wiele.
Gorąca woda pieściła delikatnie ciało. Jej dotyk był kojący dla smaganej przez cały dzień ,chłodnym wiatrem skóry.
Chłopak złapał za białą szmatkę i otarł nią zaczerwienioną twarz. W tym samym momencie zaczął się zastanawiać... Czy to woda, czy myśl o ukochanej wywołały w nim te uderzające fale gorąca...

Ranek dnia następnego. Zamek Cesarski.

Wąskie pasma światła padały na wypolerowaną , błyszcząca , drewnianą podłogę z ciemnego drewna. Shouji w ściankach były cienkie, a wprawiony w nie biały papier szeleścił cicho pod napierającym wiatrem.
W centrum zacienionej izby rozłożono kilka płaskich, jasnych mat. Ułożone w półkolu przed wysokim podestem , na którym zapewne spocząć miała najważniejsza osoba w Cesarstwie Wa.
Jako pierwsi zjawili się strażnicy. Odziani w jednakowe, ozdobne yoroi poruszali się w równym tempie. Ruchy pełne perfekcji zdawały się mechaniczne, pozbawione ludzkiego pierwiastka. Maski, za którymi kryły się ich twarze dodatkowo potęgowały to wrażenie. Dwa szeregi bushi zajęły swoje pozycje wzdłuż przeciwległych sobie ścian sali. Czterech idących na samym końcu nie dołączyło do reszty "kolegów", lecz zajęło miejsce przy Cesarskim tronie. Po przyjęciu dumnej pozy wszyscy zastygli w bezruchu.
na pierwszych gości nie trzeba było długo czekać. Głowa klanu Uchikatsu - Houryu przybył w swej legendarnej zbroi. Była pełna przepychu, zbędnej ekstrawagancji. Zdawała się wręcz stracić w tym wszystkim swój militarny charakter.
Houryu nie był jednak człowiekiem lubującym się w przesadnie w tak przyziemnych rozrywkach. Etykieta spotkań u cesarza , nakazywała mu zaprezentować się jak najlepiej przed swym panem. Najwyższym suzerenem. Zresztą był to niepisany obowiązek wszystkich członków Wielkiej Rady.
Zaraz po Panu Uchikatsu , w sali zjawił się Yuusha Chikurin. Był to starszy mężczyzna, o siwej brodzie i włosach. Najstarszy członek rady, który uważany był za zdolnego przywódcę swej rodziny. Był osobą zdającą się utrzymywać dystans do wszystkich wokoło. Wszystkie jego działania , decyzje podejmowane były pod kątem zimnej i bezwzględnej logiki.
Kolejny dostojnik odziany był w równie ekstrawagancką szatę co Uchikatsu. Jego twarz zasłaniała pasująca do całości maska, a w jego dłoni spoczywał dziwny przedmiot przypominający poniekąd berło. Był to niewątpliwie Shirase Kumo - daimyo jednego z najbardziej tajemniczych klanów cesarstwa. Plotki głosiły, że jako jedyni potrafili , używając swojego maho (magii) , kontaktować się bezpośrednio z przodkami i uzyskiwać ich łaskę.
Kroki kolejnego możnowładcy dało się już słyszeć z daleka. Odziany w równie bogatą zbroję co poprzednik, wszedł do sali mierząc strażników groźnym spojrzeniem. Był bardzo młody, mimo to biła od niego aura powagi. Shinobu Abuna był najmłodszym członkiem rady. Przejął to stanowisku po swoim tragicznie zmarłym ojcu, który nie zdołał wydostać się z trawiących ich posiadłość płomieni. Całe zajście jest do tej pory niewyjaśnione i otoczone dziwną tajemnicą.
Tuż za młodzieńcem, do izby wszedł już starszy mężczyzna , odziany w złociste kimono przepasane obi. Wszystko wykonana z materiałów najwyższej jakości, ozdobione przez tysiące niesamowitych wzorów. Całość zdawała się jednak dziwnie nie pasować do samego wizerunku owego człowieka. Długie , luźne włosy oraz nieprzystrzyżona w żaden konkretny sposób broda sprawiały, że Sankaku Hakura wyglądał na człowieka nieokiełznanego. Klan Sankaku słynął ze swych niesamowitych szermierzy. Techniki walki przy użyciu katany były największym sekretem i atutem rodziny. Mimo czasów pokoju, każdy jej członek wychowywany był w duchu wojskowym. Siła, dyscyplina oraz służba były najważniejszymi, a przynajmniej takimi powinny być, ideami w życiu każdego Sankaku.
Ojciec Shouri'ego wszedł do pomieszczenia gawędząc cicho z mężczyzną odzianym w piękną , białą zbroję. Głowa klanu Seishin prezentowała się przy nim ubogo. Pomimo tych różnic, Seishin Jishuu oraz Giri Tetsuki byli największymi sojusznikami. Snakaku słynęli z szermierzy, Uchikatsu z wojowników posługujących się naginatą , łukiem czy yari. Bronią każdego Giri było jego ciało. Członkowie tego klanu opracowali setki technik walki wręcz, czasami wzbogaconych o wykorzystanie drobnych broni. Sam Tetsuki był niemal żywą legendą. Wśród ludzi zamieszkujących cesarski zamek chodziły plotki, że jego ciało zostało nasycone mocą przez kami przez co nie ima się go teraz żadna broń.
Daimyo szybko przerwali rozmowę i powitali się z pozostałymi. następnie zajęli swoje miejsca. W sali ponownie zapanowała cisza. Powróciła atmosfera wielkiej powagi, tak jakby w pomieszczeniu tym miało za chwilę wydarzyć się coś niesłychanego. W tej jednej chwili wszystko - podłoga, shouji i uderzający w nie wiatr, nieludzcy strażnicy i całkowicie odmienne postacie w centrum sali, znalazło się w strefie Sacrum.
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=cJrDFKaM-Mk&feature=related[/MEDIA]
Nikt z bytujących w tej niezwykłej przestrzeni, wyrwanej światu z ramion, nie drgnął nawet kiedy skrzydła drzwi po przeciwległej stronie sali rozsunęły się. Nikt z nich nie śmiał skierować w tamtym kierunku swego oblicza. Dopiero kiedy usłyszeli szelest kimona i ciche kroki , odwrócili się błyskawicznie oddając głęboki pokłon.
Z mroku , który panował za rozsuniętymi drzwiami, wyłoniła się postać odziana w brązowo-złote szaty. Złote kimono ozdobione drobnymi , jaśniejszymi malunkami chryzantem zdawało się nie móc istnieć bez zarzuconego na nie brązowego haori . Na głowie mężczyzny spoczywała mało urokliwa, ciemna "czapka". Na szczycie osadzono prostokątny, zagięty na szczycie "daszek". Po jej bokach swobodnie opadały frędzle, zakończone paciorkami. W te z kolei wplecione były drobne bursztyny, mieniące się nawet w słabym świetle.
Spod czapki, na ramiona mężczyzny opadały długie czarne włosy. Grzywka, jak wodospad nocą, przesłaniał część jego twarzy.
Złociste oczy wpatrzone były gdzieś w przestrzeń przed nim. Nawet na chwilę, te złociste spodki nie skierowały się na kogokolwiek w sali. Niczym dwa słońca, trwały na swym miejscu pozwalając czerpać swój blask wszystkim wokoło.
Piękne kimono szeleściło przy każdym kroku mężczyzny. Białe, świeże tabi
cicho sunęły po pobłyskującej, drewnianej podłodze. Dopiero kiedy zajął miejsce na przygotowanym siedzisku, zebrani daimyo unieśli swe głowy. Nie skupiali swojego spojrzenia na postaci otulonej złotem dłużej niż kilka sekund. Przez chwilę w sali zapanowała atmosfera pewnej stagnacji.

- Witam was , Wielka Rado.- Cesarz przemówiła w końcu swoim spokojnym, przyjaznym głosem. Jego spojrzenie dalej utkwione było na ,zwieszonym w przestrzeni za plecami daimyo punkcie .
- Jak się czujecie ? Czy wasze rodziny mają się dobrze ? Czy nie brakuje wam niczego w mym mieście ? - te pytania i wiele im podobnych padło z początku. Choć spotkania rady z Cesarzem nie były rzadkością i posiadały ściśle oficjalny status, etykieta była nieubłagana. I nawet w przypadku takich oto spotkań nie pozwalała na proste rozpatrzenie wszystkich spraw. Każda rozmowa, spotkanie , jak i wiele innych rzeczy w życiu ludu Wa przebiegać miało dokładnie wytyczonymi "ścieżkami".
Po niemal godzinie wymieniania grzeczności , zebrani przeszli do spraw ważnych.
- Podróż na północ muszę nazwać wielkim przeżyciem. Shirase-dono, Sankaku-dono o ile mnie pamięć nie myli to wasze ziemie ? Czułem wyjątkowy smutek i żal widząc los waszych ludzi.
- Wybacz, lecz co masz na myśli panie ?
- Sankaku zgarbił nieco plecy i wcisnął głowę między barki. Po jego czole spływał już pot.
- Wiem, że na barki waszych klanów nakładano już nieraz brzemię wojny z Królestwem Zao. Nie znam słów tak dobitnych , by mogły rozsiać zwątpienie w waszą siłę, upór i męstwo. Nie da się jednak ukryć straszliwych blizn jakie pozostawiło to na waszych ziemiach i na ich mieszkańcach. Jestem pewny, że wieści jakie przynoszę z północy będą dla was niczym lekarstwo. Postanowiłem podjąć próbę ustabilizowania naszych relacji z Zao. Zapomnijmy o sporach, przeszłości pełnej nienawiści.
- Ależ panie .... A co z wojną ?
- na krótką chwilę głos znowu zabrał Sankaku.
- Wojna ? Kiedy mówię o pokoju ?
- Tak panie. Wszak przed twym wyjazdem wspólnie doszliśmy do wniosku, że jest ona nieunikniona.
- jego spojrzenie padło na starszego daimyo klanu Yuusha, który zabrał w tej chwili głos.
- W wojnie prowadzonej przez twego czcigodnego stryja, wielkiego Cesarza Akahi'ego utracono wiele ziem na północy. Płaciliśmy odszkodowania i prowadziliśmy wojny z innymi krajami. Efekty tego zbieramy dzisiaj, mój panie. Żyjemy teraz pod twym panowaniem i dzięki twoim mądrym decyzją nigdy nie dotknęła nas żadna klęska czy wojna. Jednak, teraz jest ona potrzebna. Nieużywany miecz rdzewieje, lecz nie tylko to jest ważne mój Panie. - starzec specjalnie wspomniał imię Akahi'ego, który był czarną postacią w linii władców Wa. Akahi był starszym bratem ojca Konomashi'ego. Zajął miejsce po swym ojcu w wieku lat siedemnastu i niemal natychmiast zerwał ze wszystkimi jego dążeniami. Był typowym cholerykiem, pozbawionym cierpliwości , tak ważnej u przywódcy. Znaczenie Wielkiej Rady w tym okresie szybko wzrosło. A interesy pojedynczych możnowładców stawały się interesem całego Wa. Akahi godził się na kolejne kampanie wojenne, prowadzone przez klany na sąsiednie narody. Musiały być one wspierane przez skarbiec cesarski jak i wojsko. Cesarz nie posiadał własnego pomysłu na rządzenie, a słuchając Rady często spotykał się różnymi pomysłami, koncepcjami. W ich wyborze również nie szło mu zbyt dobrze... Akahi nie doczekał się żadnego potomka , dlatego po jego śmierci to najstarszy syn jego najstarszego brata został nowym Cesarzem. Konomashi nigdy nie był wychowywany na władcę. Młodość spędził podróżując po Cesarstwie (kiedy było to możliwe), odwiedzając wielu filozofów , mędrców i myślicieli Wa. Konomashi okazał się jednak na tyle zaradnym człowiekiem, iż w kilka lat po przejęciu rządów, zdołał ustabilizować sytuację w Cesarstwie.
- W kraju zapanowała nędza panie.- starzec kontynuował. - Ziemia nie daje oczekiwanych plonów. Nasi słudzy zapożyczają się u lichwiarzy. Chłopi i mieszkańcy miast głodują. Wojna to nie tylko krew, śmierć i walka. To również pieniądze , prestiż i nauka. Włożone w nią pieniądze mogą pomnożyć się trzykrotnie albo nawet czterokrotnie.
- Yuusha-dono, powiedz mi jak Ty to widzisz ?
- złociste oczy Cesarza drgnęły po raz pierwszy. Złociste kręgi zwrócone były teraz prosto na siwowłosego daimyo.
- Pieniądze odnaleźć można w wielu miejscach. W ziemi, co oczywiste. Odbierzemy im ziemie, jej plony będą nasze. Jednak plony , które już wydała też możemy im odebrać. Możemy odnaleźć kosztowności , wykorzystać ich rzemieślników. A po wygranej, zobowiązani będą opłacać nam odszkodowania. - A co sądzą pozostali ?- tym razem złociste oczy zmierzyły kolejno każdego z mężczyzn. Ci popatrzyli po sobie. Seishin ukłonił się cesarzowi, po czym zaczął mówić.
- Panie, szykowaliśmy się do tej wojny niemal rok. Odwołanie jej może być dla nas tragiczne w skutkach. I choć rozumiem, że nie nasz interes jest dla Ciebie najważniejszy, nie widzę miejsca w jakim wojna z Zao miałaby przynieść Wa niekorzyść.
- Czy sam fakt wojny nie jest już wystarczająco niekorzystny ?
- Mój panie, Seishin-dono ma rację. Zao mają trudności z utrzymaniem porządku we własnym kraju. Ich wojska walczą z buntownikami na wschodzie. Przez co bandyckie bandy napadają na nasze ziemie. I choć w kraju Zao czasy nastały niepewne, ich skarbiec zapewne wypełnia złoto , a spichlerze ryż.
- Yuusha ponownie przykuł uwagę cesarza.
- Powiedz mi Yuusha-dono, czy miałeś kiedyś okazje rozmawiać z Królem Zao ? - głos Cesarza dalej był spokojny, jednak pojawiło się w nim pewne zacięcie.
- Nie Panie.
- Spędziłem niemal miesiąc na rozmowach z tym człowiekiem. I choć rozmowy takie w przeszłości najczęściej kończyły się wojnami, tym razem będzie inaczej. Mój przodek przelewał krew przez większość swojego życia, by jego potomkowie żyć mogli w pokoju i harmonii. Chyba należy przypomnieć wszystkim obecnym na tej sali , że to właśnie było dla Czcigodnego Katsuryoki'ego najważniejsze.
- wszyscy daimyo popatrzyli po sobie. Żaden z nich nie śmiał jednak przeszkodzić cesarzowi.- Razem z Królem Zao doszliśmy do wniosku, iż nie należy szukać ścieżki w przyszłość, zaglądając na mapy przeszłości. W tej sprawie wystarczy jedynie odrobina dobrej woli, którą tak ja , jak i Ling Lai posiadamy w sercach. W dodatku, czuje się w obowiązku kroczenia tą ścieżką aby nie zwieść oczekiwań swych przodków. Dlatego też oświadczam oficjalnie, że z dniem dzisiejszym Cesarstwo Wa jak i Królestwo Zao będą dążyły do ocieplenia swych relacji. Co za tym idzie, sprzeciwiam się wszelkim działaniom mogącym zabić to ledwie posadzone nasiono przyjaźni.
Na sali ponownie zapanowała cisza. Cisza pełna napięcia. Tak potężna, że zdawała się zagłuszyć szeleszczące na wietrze papierowe shouji. Twarze daimyo stały się ponure. Badali siebie nawzajem pochmurnymi spojrzeniami.
- Najjaśniejszy Panie... - daimyo klanu Giri zaczął nieśmiało-Za stary , dobry zwyczaj uznane jest, iż Cesarz nie podejmuje swych decyzji w sprzeczności z radą. Nasi przodkowie walczyli u boku Katsuryoki-sama. Za jego wizję. Kiedy twój wspaniały przodek zjednoczył Cesarstwo, zwyczaj ten stał się przywilejem dla naszych rodzin. Jestem pewien , iż w swej mądrości weźmiesz to pod uwagę i wspólnie znajdziemy Złoty Środek dla tej sytuacji.
- Giri-dono, rozpamiętywać historię na tej sali nie jest rzeczą dobrą. Jestem pewien , że rada w swojej mądrości pomoże odnaleźć mi inną drogę niż wojna. W tej sprawie pozostanę nieugięty.
- Klan Sankaku nie poprze tej decyzji panie. Przykro mi, lecz dopóki nie odnajdziemy porozumienia , nie złożę pod tym swej pieczęci.

- W takim razie z żalem będę musiał poradzić sobie bez niej. - Głos złotookiego dalej pozostawał pełen spokoju, kiedy daimyo zaczynali drżeć , przepełnieni gniewem i bezradnością. Głos zabrał ponownie Yuusha.
- Twój stryj, Akahi-sama, nie wydał żadnego rozporządzenia , które nie byłoby poparte przez całą radę. Wybacz moje śmiałe słowa Panie, jednak czy zrywanie z tak ważną ceremonią jest na pewno rozsądne ?
- Wspominanie tutaj osoby mego stryja również uważam za niepotrzebne. Jeśli Wielka Rada zrozumiała już intencję mych poczynań chciałem zakończyć to spotkanie.


Kilka godzin później. Posiadłość Rodziny Giri. Miyako.

Kompleks pałacowy klanu Giri przylegał swym zachodnim krańcem do Jedwabnych Ogrodów. Otoczona była murem zbudowanym z białych, ciosanych głazów, od których podczas zachodu słońca odbijało się złociste światło. Ciepła , nocna bryza wpełzała tutaj odziana w zapach lasu , jak geisha w swe kimono. Po wewnętrznej stronie muru, aż do pierwszych zabudowań rozciągał się gaj pełen wiśni, dereni, śliw. Atmosfera pełna harmonii otulała budynki pałacowe...

- To hańba ! - brodacz z klanu Sankaku uderzył pięścią w czerwoną matę, na której siedział. - Nawet Cesarzowi nie wolno tak z nami postępować. Decyzją swoją pogrzebał tradycję i prawa nadane nam przez swoich przodków. - starzec z klanu Yuusha uspokoił wściekłego daimyo gestem.
- Straciliśmy większość dochodów na wyszkolenie armii na zapowiadającą się wojnę...
- Jako głowa rodziny Shirase wziąłem pożyczkę w zastaw przyszłorocznych plonów. Większość tej sumy już przeznaczyłem na szkolenia.
- Większość z nas podjęła takie kroki, Shirase Kumo-san.
- ojciec Shouri'ego starał się uspokoić oburzonych towarzyszy. - Pytanie czy Cesarz Konomashi będzie na tyle nierozsądny by podtrzymać swą decyzję bez naszej aprobaty.
- Uprzedzam was przyjaciele ! Od takich rzeczy się zaczyna. Czy syn katsuryoki'ego już tego nie próbował ? Rozwiązać Radę ? Wtedy mu się nie udało bo byliśmy silni. Potrzebował nas. Co tym razem stoi na przeszkodzie ? - Nasze armie, Sankaku-dono.
- najmłodszy członek Rady w końcu zabrał głos.
- Armie ? Czym chcesz je wyżywić Shinobu-san ? Bez cesarskich danin żaden z nas nie jest w stanie utrzymać wystarczająco dużej armii. To jak kajdany ! Gdzie ideały , o których wspominał Katsuryoki-sama ? Gdzie miejsce , które zostało nam przez niego obiecane ?
- Posłuchajcie ! - Yuusha uciszył wszystkich zaledwie jednym słowem.- W strasznych czasach człowiek musi być gotowy do ryzykownych posunięć. Uspokójcie się. Jesteście jak wzburzone jezioro. Jaka prawda nie nachyliłaby się nad jego powierzchnią , będzie zniekształcona. Musimy być gładką taflą jeziora, jeśli chcemy ujrzeć wyraźne odbicie prawdy.

Dwa miesiące później.

Shouri siedział w ciszy na tarasie swojego pawilonu. Na plecy zarzucone miał grube , zielone kimono. Tuż obok niego służąca postawiła stolik z parującą czarką ocha. Wzrok mężczyzny zdawał się nieobecny. Wpatrywał się gdzieś w ogród, teraz biały od śniegu. Przy każdym oddechu, przed jego twarzą pojawiał się na chwilę biały obłok.
- Panie, czy potrzeba Ci czegoś ?- Furo przesunęła jedno ze skrzydeł drzwi prowadzących na taras.
- Nie, Furo-chan.
- Czy coś Cię trapi ?
- Budzę się.
- Budzisz , Panie ? Wstałeś razem ze świtem.
- Budzę się. Dzisiaj na chwile odwiedzi mnie wiosna.
- Wybacz... Nie rozumiem. Jest środek zimy.
- Świat jest skuty lodem... A jednak, kwiaty dalej kwitną.
- Gdzie, mój Panie ?

Chłopak przyłożył swoją dłoń do piersi i uśmiechnął się lekko do dziewczyny.
- Każdy z nas ma w sercu cudny ogród.
- Tylko nie wszyscy o niego dbają...
- mruknęła żartobliwie Furo. Odwróciła nagle swoje spojrzenie, zaglądając do wnętrza budynku. Mężczyzna usłyszał niewyraźny głos stamtąd dobiegający.
- Panie, masz gościa. Dakai-sama nalega na spotkanie z Tobą. Kado wspominała, iż nie przyjmujesz gości jednak...
- Spokojnie. Zaproś go i przynieś dla niego herbaty. Czy mój strój na popołudniowe spotkanie jest gotowy ?
- Przygotowania już trwają panie. Stanie się jak poleciłeś.
- dziewczyna ukłoniła się , po czym ostrożnie zasunęła drzwi.
Już po kilku chwilach w drzwiach pojawił się dobrze znany Shouri'emu starzec. Ukłonił się głęboko, po czym przysiadł na przyniesionym przez służkę tatami.
- Wydajesz się smutny, Dakai-sensei.
- Człowiek w moim wieku, w zimie widzi już tylko swoje odbicie.
- Jesteś pełen wigoru mistrzu
- Shouri uśmiechnął się lekko.
- To jak ostatnie chwile kwiatu wiśni , nim opadnie na jałowe skały. Wybacz mi tą nieuprzejmość, mam jednak niezwykle ważną sprawę.
- Rozumiem. Mów śmiało mistrzu.
- Czy tutaj możemy rozmawiać swobodnie ?
- Gwarantuje ci to, Dakai-sensei.

Starzec przez chwilę wpatrywał się w oczy owiniętego w zielone kimono chłopaka. Jego oczy zdawały się matowe. Jak u śniętej ryby, z której niemal uleciało już życie. W końcu cisza zaczęła wstrząsać falami niepokoju serce Shouri'ego.
- Mistrzu... ?
- Ty o niczym nie wiesz, prawda ?
- O niczym ? Co masz na myśli mistrzu ?
- Shouri... Zawsze byłeś kwiatem mego życia. Synem, którego nigdy nie miałem. Starałem się nauczyć Cię jak żyć i chronić życie.
- Mistrzu, zdaje sobie z tego sprawę. I jestem Ci za to wdzięczny z głębi serca. Twoje słowa budzą we mnie niepokój, proszę powiedz co się dzieje ?
- Gdybyś musiał ratować Cesarza i oznaczałoby to walkę z najdroższymi Ci ludźmi, podjąłbyś walkę ?
- Walkę ? W obronie Cesarza... To chyba oczywiste. Sam mnie uczyłeś, że życie Cesarza jest tym, za które w obronie trzeba oddać swoje. Czy coś grozi Cesarzowi ?
- mężczyzna poczuł jak serce zaczyna drżeć niespokojnie w jego piersi. Jak nieprzyjemne, zimne dreszcze rozlewają się po jego kończynach.
- Przyszedł do mnie dziś twój ojciec wraz z Giri-sama oraz Yuusha-sama. To co mówili....- jego głos na chwilę się załamał. - Chcieli przekonać mnie do zdrady, choć ich słowa były niejasne. Dwuznaczne... Jestem pewien, że właśnie do tego chcieli mnie nakłonić.
Shouri zmierzył starca przerażonym spojrzeniem. Usłyszał przeraźliwy pisk, który narodził się gdzieś w jego głowie. " Czy mistrz postradał zmysły ?"
- o..O czym Ty mówisz... Mistrzu ? Ojciec ? To niemożliwe.
- Spójrz w moje oczy. Czy widziałeś mnie kiedyś w takim stanie ? Nie potrafisz powiedzieć co czuje prawda ? Zawsze potrafiłeś.
- Masz rację... Teraz nie potrafię. Twoje oczy są...
- To przerażenie, Shouri.
- O co poprosił Cię mój ojciec ?
- Bym odesłał wszystkich swych uczniów za miasto. By klasztor Himaru został pusty.
- Czym to uzasadnił ?
- Powiedział, że tego wieczora , jeśli postąpię nieroztropnie , może stać im się krzywda. A Rada może upomnieć się o ich pomoc , gdy przyjdzie odpowiedni na to czas. Powiedział, że nie chcą aby tak wspaniałym sługą Cesarza , jak i jego następców stać się mogła krzywda wynikająca ze zwyczajnej głupoty.
- Tego wieczora ? Nic nie rozumiem mistrzu... W mym umyśle zapanował chaos.
- Uwierz mi Shouri. Na tym świecie istnieją rzeczy, których zrozumieć jeszcze nie potrafisz. Jestem pewien, że tego wieczora Cesarzowi i jego bliskim stać się może krzywda.
- Ale mój Ojciec ? To... To niemożliwe. Dlaczego miałby to robić ?
- Shouri, gdybyśmy rozmawiali dwa miesiące temu i zapytałbym "gdzie będziesz za dwa miesiące ?", co byś mi odpowiedział ?
- Odpowiedziałbym : "Na wojnie. Na północy."
- w tym momencie chłopak poczuł jak zimny pot spływa mu za kołnierz i przesuwa się w dół, po plecach. Wszystkie słowa ojca, spotkania, jego posunięcia.... Wszystko to nagle nabrało sensu, którego Shouri nie widział wcześniej. Ojciec złożył już jakiś czas temu prośbę do Cesarza, by ten pozwolił jego najstarszemu synowi opuścić Miyako i powrócić na rodziną ziemię. Na szczęście decyzja dalej nie została ogłoszona. Ostatnie jego narzekania na ograniczenia, niesprawiedliwość. Odesłał nawet swą pieczęć Radnego na prowincję. Sprowadził więcej żołnierzy, chociaż ich utrzymanie w Miyako kosztuje krocie.
- Mistrzu, powiedz co mam czynić ?
- Musisz mi w pełni zaufać, Shouri. Znasz wielu ludzi, wezwij ich do klasztoru Shousen na wschodzie. Cesarz ma tego wieczora odwiedzić posiadłość klanu Shinobu , po popołudniowym podziwianiu płatków śniegu. Ty tam też będziesz, czyż nie ? Ostrzeż go za wszelką cenę i chroń. Jeśli się zgodzi, zabierz jego syna ze sobą do klasztoru. Jeśli się nie zgodzi, porwij go.
- widząc przerażenie w oczach chłopaka, ułożył dłoń na jego ramieniu.- Nie mylę się Shouri. Jestem tego pewien.
- A co z tobą sensei ?
- Przygotuję swych uczniów do podróży, zatrzymam ich jednak tuż pod miastem. Pomogą Ci w podróży. Sam postaram Ci się pomóc , kiedy nadejdzie godzina tragedii.


Po wyjściu mistrza Dakai Shouri jeszcze przez kilkanaście minut siedział w ogrodzie. Starał się by zimowe powietrze ochłodziło jego wrzące wnętrze. Każda, nawet najdrobniejsza myśl odbijała się przeraźliwym echem w jego głowie. Ściekała szyją w dół, wstrząsając żołądkiem i powodując mdłości, a następnie wpadała w nogi. Te zdawały się zdrętwiałe, pozbawione czucia. Drżące pod najsłabszym powiewem wiatru.
Dalej oszołomiony słowami starca wszedł do swojej sypialni i przygotował narzędzia do kaligrafii. Natychmiast zaczął pisać listy do swych przyjaciół ze wszystkich klanów czy klasztorów. Wiedział, że nie musi byc ostrożnym w słowach. Jeśli bowiem zrobi to o co poprosił go mistrz, zamkną się przed nim wszystkie bramy powrotne.
- Furo ! - przywołał służkę kończąc ostatni z listów.- Zadbaj żeby wszystkie listy trafiły jak najszybciej do adresatów.
- Panie, kazałeś sobie nie przeszkadzać. Podziwianie płatków śniegu dawno się już rozpoczęło. Przenieść twe kimono ?
- Nie. Zadbaj o listy. I...
- powstał energicznie, po czym podszedł do jednej z niewielkich szafek.- Weź to i wyjedź. Tutaj masz moją oficjalną zgodę na przekroczenie bram. - wcisnął w wolną dłoń kobiety kilka srebrnych obanów oraz niewielki papierek z pieczęcią.
- Jak to ? Dokąd mam się udać panie ?
- Do klasztoru Shousen, na wschód stąd. Poczekasz tam aż przybędę. Jeśli nie stanie się tak wciągu siedmiu dni, jesteś wolna.
- Zaniepokoiłeś mnie Panie...
- Furo...
- Shouri popatrzył jej prosto w oczy.
- Naturalnie, stanie się jak nakazałeś.


Shouri wybiegł z pawilonu. Skierował swoje kroki w kierunku pawilonu należącego wyłączenie do jego ojca. Odrzucił wszelkie wątpliwości, postanowił zdać się całkowicie na mądrość swego mentora. Przed drzwiami jak zwykle stało dwóch strażników. Jednak , kiedy spróbował przekroczyć próg, zastawili mu oni drogę.
- Seishin-sama jest poza swym domem. Zabronił wpuszczać kogokowliek, Panie.
- Jestem jego synem ! Macie mnie przepuścić.
- Wybacz Panie. To niemożliwe.

Shouri westchnął umęczony. Przybrał zawiedziony wyraz twarzy. W myślach jednak, rozważał szybko kolejne plany. W końcu zdecydował się użyć Kidou... Skupił się na własnym wnętrzu. Czuł jak energia wypełniająca jego ciało podporządkowuje się jego woli. Zgromadził jej większą ilość w czubkach palca wskazującego i środkowego w obu dłoniach. Błyskawicznie wyrzucił ramiona przed siebie, a następnie lekko musnął czubkami palców szyje obu strażników. Nie zdążyli oni nawet zareagować. Ich twarze wygięły się w dziwacznym spazmie bólu. Pod skórą na ich karku coś głośno zazgrzytało. Po tym jak padli na ziemię, z ich uszu pociekła krew, szybko barwiąc śnieg swym szkarłatem.
Mężczyzna zdecydowanym ruchem otworzył drzwi, po czym wbiegł do pustego pawilonu. Służba widząc go otwierała szeroko oczy, jednak żaden z nich nie śmiał mu zajść drogi. Shouri wpadł do pokoju ojca, w którym zazwyczaj trzymał swój miecz jak i yoroi. Katanakake jak i stojak ze zbroją były puste.
- Mistrzu... Miałeś rację...

Po kilku chwilach, odziany we własne yoroi, Shouri wymaszerował wraz z dziesięcioma bushi - wojownikami- z posiadłości klanu Seishin. Do rozpoczęcia przyjęcia w posiadłości klanu Shinobu pozostało jeszcze trochę czasu.
- Najpierw odwiedzimy świątynie Amatersu. Pamiętajcie, że każde polecenie jakie wydam , ma zostać natychmiast wykonane. W przeciwnym wypadku czeka was haniebna śmierć !
- Hai, Seishin-sama !

Shouri prowadził oddział bocznymi, rzadko używanymi o tej porze roku uliczkami. Ponieważ wydłużało to ich drogę, postanowił narzucić szybkie tempo. Stres sprawiał , że w każdym zaułku, uliczce, alejce, domostwie czy ogrodzie wypatrywał niebezpieczeństwa.
Bez większych przeszkód dotarli do bramy Jedwabnych Ogrodów. Podziwianie płatków śniegu miało odbyć się w pobliżu chramu Amaterasu - Kami Słońca, patronki rodziny Cesarskiej. Miał jedynie nadzieję, że Chou nie śpieszyła się z opuszczeniem tego miejsca.


- Co robicie !? Jak śmiecie ?! Jesteśmy z cesarskiego dworu !- kilka kobiet i mężczyzn pozostało jeszcze na placu przed świątynią. Była wśród nich Chou, którą zasłaniały trzy służki. Shouri stanął przed ustawionymi w szeregu bushi.
- Powtarzam. Natychmiast oddajcie mi Chou-sama, a pozwolę wam odejść bez wyrządzania żadnej krzywdy.
- Chcesz porwać córkę cesarza ?! Postradałeś zmysły chłopcze ?!
- jeden z mężczyzn podniósł głos. Był niski i gruby. Skóra na jego szyi była sfałdowana , a teraz przez wściekłość - zaczerwieniona. Shouri wyciągnął miecz z saya i podszedł o kilka kroków.
- Nie zamierzam negocjować.
- Pójdę...
- wszyscy skierowali swoje spojrzenie na córkę Cesarza, która przecisnęła się między służkami i ruszyła w kierunku mężczyzny.
- Ależ moja Pani ! To niedopuszczalne !
- Spokojnie, nic mi nie grozi. Prawda ?
- spojrzała pewna swego na Shouri'ego , który przytaknął jej gestem.
- Dobrze. Reszta z was ! Wejdźcie do wnętrza świątyni.
- Po co ?!
- Włazić !
- wszyscy pokornie ruszyli w kierunku wejścia.- Nakamura-san, zostawiam Ci czterech ludzi. Zamknijcie ich w środku i pilnujcie by nikt nie wypuścił aż do północy.
- Hai !
- Pozostali za mną !


Po wyjściu z ogrodów pozostawił Chou z pozostałą piątką bushi.
-Macie ją zabrać to klasztoru Shousen na wschód stąd. Wyruszacie natychmiast, oczekujcie tam mojego powrotu. - spojrzał swej ukochanej w oczy.- Czekaj tam na mnie... Wtedy wszystko Ci wyjaśnię. - dziewczyna ukłoniła się nisko bez słowa, a po chwili zniknęła gdzieś wśród uliczek razem z wojownikami.
Shouri ruszył biegiem w kierunku posiadłości klanu Shinobu. Znajdowała się ona niemal po przeciwnej stronie miasta. Czekała go ciężka podróż.

Posiadłość rodziny Shinobu.

Co najmniej setka ludzi zgromadziła się w pokaźnym ogrodzie posiadłości. Oczy wszystkich zwrócone były ku scenie, którą rozświetlały setki lampionów. Słonce ustąpiło jakiś czas temu miejsca panu Księżycowi oraz gwiazdą.
Scena dalej była pusta, przez co wśród gości panowała wrzawa. Wszyscy plotkowali, wymieniali się uprzejmościami, rozmawiali o polityce czy też zajadali specjalnie przygotowanymi specjałami kuchni Wa.
Cesarz i jego syn stali w towarzystwie głów klanów Giri, Shirase oraz Shinobu , tuż pod sceną. Dziesięcioletni Yasuke trzymał się blisko swojego ojca. Zdawał się całkowicie niezainteresowany wymianą zdań między daimyo i Cesarzem. Jego oczy błyszczały od świateł lampionów na scenie. Uśmiechnął się szeroko, kiedy rozbrzmiały pierwsze uderzenia bębnów taiko i szarpnięcia strun shamisen'ów. Po chwili, na scenie pojawiły się geishe rozpoczynając tym samym swój zimowy taniec. Wszystkie głosy zamilkły.
Przez kilka długich chwil wszyscy w skupieniu i z zapartym tchem przyglądali się wspaniałym tańcom geish. Kilku strażników kręciło się w pobliżu muru otaczającego ogród.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=3239BJpcPB0&feature=related[/MEDIA]
Nagle okolicę przeszyła seria niewielkich eksplozji. W powietrze wzbił się czarny, gęsty dym. Kobiety podniosły krzyki, strażnicy chwycili za broń. Przez mur, do wnętrza ogrodu przedostawać zaczęły się postacie odziane w czerń.
- Mój Panie muszę zabrać Cię w bezpieczne miejsce ! - Shinobu Abuna odpychał biegających wokoło, spanikowanych ludzi od Cesarza. W całym tym chaosie zniknął gdzieś Yasuke. Konomashi, z wyraźnym niepokojem, poszukiwał go wzrokiem wśród ludzi.
- Yasuke ! Yasuke ! Shinobu-dono , co się dzieje ? Gdzie jest mój syn ?
- Zadbamy i o niego. Teraz musisz myśleć o sobie mój panie ! Proszę, chodź za mną
- ruszyli wspólnie przez szamocący się tłum.
W tej samej chwili w drzwiach wychodzących na ogród stanął Shouri. Szybko omiótł spojrzeniem plac. Gęsty , czarny dym utrudniał mu to znacznie. Ujrzał cesarza przeciskającego się przez tłum. Jego serce ponownie zadrżało. Widocznie próbowało wyrwać się z tego ciała, które stało się częścią szalonego planu. "Yasuke !"- kiedy zbliżył się do tłumu usłyszał wołanie cesarza. Szybko zrozumiał co się dzieje, a jego oczy rozpoczęły desperackie poszukiwania chłopca.
- O nie...- postać w czerni niosła chłopca pod ramieniem, kierując się szybko w kierunku muru. Seishin natychmiast chwycił za miecz i ruszył z pomocą. Biegnąc potrącił kilka osób barkiem, dał susa nad niewielkim oczkiem wodnym. Czuł jak z podniecenia , jego dłoń zaciska się na rękojeści coraz mocniej.
Zamaskowana postać wskoczyła właśnie na mur. " Nie zdążę! " - był jeszcze zbyt daleko, by w jakikolwiek sposób zatrzymać porywacza. Wziął głęboki wdech. Ponownie skupił się na przepływającej w jego organizmie energii. Tym razem skupił ją w nogach, następnie mocno kopnął w ziemię.
Shouri wręcz poszybował w kierunku muru. Zamaskowany mężczyzna spostrzegł go zbyt późno, dzięki czemu Seishin błyskawicznym cięciem skrócił go o głowę. Nim bezgłowe ciało opadło na ziemie, chwycił nieprzytomnego Yasuke.
- Yasuke jest tam ! - Cesarz wskazał punkt nad głową Shinobu.
- Czy to nie syn Seishin-dono ?! Jak mu tam, Shouri ?!- Shirase niemal natychmiast podjął "grę".- Czyżby miał z tym coś wspólnego ?!
Shouri jeszcze przez chwilę wpatrywał się w tłum, po czym odwrócił się na pięcie i zeskoczył z muru na opustoszałą ulice.
- Nie bój się Panie... Jestem twoim sojusznikiem.- mruknął cicho pod nosem. Chłopiec był nieprzytomny, więc słowa te raczej miały dodać otuchy samemu Shouri'emu. Nie zastanawiając się dłużej pobiegł w górę uliczki.

- Yasuke ! - cesarz brnął przez szamoczący się tłum, używając przy tym łokci do torowania sobie drogi. Jedna z zamaskowanych postaci pojawiła się tuż obok niego i próbowała pchnąć go mieczem. Giri błyskawicznie doskoczył do napastnika, po czym zacisnął swoją dłoń na tnącym powietrze, ostrzu katany. Coś zazgrzytało nieprzyjemnie, na ziemię spadłą większa połowa miecza.
Tymczasem Cesarz dotarł już pod sam mur.
- Panie ! Poczekaj, tam może być wróg !- Shinobu starał się opóźnić pędzącego szaleńczym tempem Konomashi'ego. Najwyraźniej nie wszystko szło według planu...
Złotooki pewnym ruchem zrzucił z pleców opasłe haori, by nie przeszkadzało mu w przeskoczeniu kilkumetrowego muru. Podskoczył lekko, po czym uderzył stopami o ziemie. Siła wyniosła go nad mur. Mężczyzna wykonał kilka obrotów w locie, ostatecznie zręcznie lądując na wyłożonej kamieniami ulicy.
Rozejrzał się szybko dookoła. Jego twarz dalej nie zdradzała wielu emocji. Cesarz zdawał się zwyczajnie "poważny". Złociste oczy szybko zauważyły oddalającą się sylwetkę Shouri'ego.
- Yasuke ! - natychmiast ruszył w dalszą pogoń.

- Cholera, co robi tutaj syn Seishina ? - Abuna badał wzrokiem to Giri'ego ,to Shirase. Niemal jednocześnie wyskoczyli w powietrze , śladem cesarza przeskakując nad murem.
- Teraz to nie jest ważne. Ucieka w odpowiednim kierunku. Wpadnie prosto na pozostałych.- obaj daimyo mieli wrażenie , że pod maską ich towarzysza zawitał szyderczy uśmiech.

Wschodnie peryferie Miyako.

Uliczki były nienaturalnie wyludnione. Okiennice we wszystkich budynkach szczelnie pozamykano. Światło kilku papierowych lampionów odbijało się się od wilgotnej powierzchni bruku.
Nagle ciszę tutaj panującą przerwały czyjeś szybkie kroki. Zza rogu wybiegł mężczyzna w czarnych spodniach. Jego odkryty tors i ramiona pokryte były obszernym tatuażem. Bez wątpienia był to członek klanu Shinobu, w którym tego typu malunki na ciele były wręcz tradycją. W lewej dłoni ściskał wsunięty w saya miecz.
Bushi wykonał nagły zwrot, po czym podszedł do drzwi jednego z domostw.
- Nawet moczary mogą wyglądać pięknie...- odezwał się głos z wewnątrz.
- Kiedy zakwitnie tam lotos. - wytatuowany mężczyzna dokończył hasło i pchnął drzwi.
W obszernej izbie stało kilku mężczyzn. Wnętrze oświetlał jedynie jeden lampion, ściskany w dłoni jednego z nich. Dopiero po chwili, kiedy oczy przyzwyczaiły się do panującego tutaj półmroku, możliwym stawało się rozpoznanie ich twarzy. Mężczyzną trzymającym w dłoni lampion okazał się daimyo Sankaku. Tuż obok niego stali pozostali - Uchikatsu, Seishin oreaz Yuusha. Za ich plecami stało jeszcze dwóch mężczyzn, których twarze spowijał cień.
- Mam złe wieści.- zaczął niemal natychmiast Shinobu.
- Zasadzka w posiadłości twego Pana nie poszła po naszej myśli ?
- Nie do końca , Yuusha-sama...
- przeniósł swoje spojrzenie na daimyo klanu Seishin.- Twój syn porwał następce, Panie.
Jishuu pobladł słysząc jego słowa. Popatrzył zdezorientowany na pozostałych, po czym warknął do wytatuowanego:
- Jak to ?! Mój syn ? Jesteś pewny ?!
- Niestety, Seishin-sama. Jestem pewien, że to on.

Yuusha położył swoją pomarszczoną dłoń na ramieniu zdezorientowanego towarzysza.
- Każdy z nas musi być gotowy na poświęcenia, Jishuu-dono.
- Byłeś pewny, że przybędą tutaj ci z Himaru.
- Można przewidzieć wiele, jednak nie wszystko. Byłem pewny, że jeśli Dakai dowie się o naszych planach przyśle kogoś z pomocą. Niestety, padło na twego syna.
- To mój pierworodny !
- Uspokój się , Seishin-dono...
- starzec zmierzył go lodowatym spojrzeniem. - Znowu zamieniasz się w wzburzone jezioro. Nie możesz pozwolić sobie na to teraz. - wrócił wzrokiem do zwiadowcy.- Czy Cesarz jest w drodze do Zamku ?
- To kolejna zła wiadomość... Cesarz podąża za Seishin Shouri-sama.

Jishuu otworzył już usta, jednak daimyo Sankaku uciszył go gestem. Usłyszeli czyjeś kroki z ulicy. Shinobu skulił plecy i przystawił oko do szpary między drzwiami. Po kilku chwilach, odgłosy ucichły.
- To był twój syn , Seishin-sama.
- Cesarz tutaj ?
- Uchikatsu spojrzał przerażony na Yuusha. - nasz plan chyba nie był aż tak dobry...
- Dobry plan to taki, który można bez przeszkód modyfikować. Jeśli Cesarz nie zginie w swych komnatach, stanie się to tutaj.
- siwowłosy skierował spojrzenie na dwie postacie za ich plecami.- Musimy stąd odejść. Jeśli coś zmusi nas do walki tutaj, mogą zostać ślady.
- A co z moim synem !?
- Zdołasz nakłonić go, by przyznał, iż działał pod wpływem kłamstw Dakai'a ?
- Być może... Ale nawet wtedy. Przecież spotka go kara ?
- Seishin-dono... Odwrotu już nie ma.
- odwrócił się przodem do postaci skrytych w cieniu. - Poradzicie sobie tutaj ?
- Naturalnie. Choć otwarta walka może podnieść nieco cenę...
- odpowiedział ochrypły głos.
- To nieistotne. Zajmijcie się tym. Shinobu-san, czy twoi ludzie są gdzieś w pobliżu ?
- Zgadza się. Czekają w opuszczonym domostwie, niedaleko stąd.
- Pędź po nich. Zatrzymajcie syna Seishin-dono i obierzcie mu dziecko.
- Wakatta !



Po twarzy Konomashi'ego spływał pot. Do wilgotnej skóry przylepiały się jego długie włosy, które co chwile musiał odgarniać z twarzy. Nawet nie zauważył , w którym momencie zza jego pleców zniknęli Giri, Shinobu oraz Shirase. Został sam, jednak nie było to teraz dla niego istotne. Jego myśli skupione były na uratowaniu Yasuke, nawet za cenę własnego życia.
Ulica skręcała ostro w lewo. Biegnąc, zrzucił szybko zbyt ciężkie buty, pozostając w samych tabi. Śnieżna biel szybko pokryła się ciemnymi plamami od wody i błota. Po ciasno wziętym zakręcie , nastąpiła kolejna długa prosta. Cesarz zatrzymał się nagle, kiedy z cienia na środek uliczki wyszedł starszy mężczyzna w czarnym stroju.

- Witaj potomku Słońca i Księżyca. - nieznany osobnik ukłonił się mu głęboko i przemówił swoim ochrypłym, nieprzyjemnym głosem. Jego ruchy nie zdradzały żadnych intencji. Były spokojne, wykonywane z należytą gracją. Każdy z nich był dokładnie lustrowany przez złote oczy Konomashi'ego.
- Przepuść mnie.
- Przykro mi. To niemożliwe. Tutaj nastąpi koniec twej podróży Czcigodny Konomashi-sama.
- Kim jesteś ?
- Przyjąłem zlecenie od twych wrogów. Pragną twej śmierci.

Twarz Cesarza spoważniała. Zmęczenie, czy stres zniknęły w jednej chwili z jego oblicza.
- Więc, chcesz mnie zabić ?
- Ja ? Myślę, że mój udział będzie tutaj niepotrzebny. On sobie poradzi.
- wskazał podbródkiem gdzieś za plecy złotookiego, który obrócił się błyskawicznie.
Na środku uliczki stał mężczyzna w dużym, okrągłym kapeluszu wykonanym z wysuszonych liści bananowca. Ciało okrywało niedopasowane i zniszczone, brązowe kimono. W prawej dłoni ściskał, opartą o ziemie włócznię. Była wyższa niż sam mężczyzna, a spod jej srebrnego ostrza zwisał czerwony supeł.
Konomashi milcząc, dokładnie zbadał osobnika wzrokiem. Spomiędzy poprzylepianych do skóry twarzy włosów, lśniły złote oczy. Pełne skupienia, zdawałoby się - pozbawione emocji.
- Ta włócznia... To nie yari. To qiang. Jesteś z Zao ? - żadnej odpowiedzi.- Jestem przyjacielem twego ludu. Nie mam zamiaru z wami walczyć.
- To bezcelowe.
- odezwał się starszy mężczyzna.- On nie rozumie twojego języka , Panie. A nawet gdyby tak było... Nie przekonasz go.
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=4IU7ia0XIGg&feature=related[/MEDIA]
Mężczyzna w kapeluszu uderzył włócznią o kamienny bruk wybijając ją w powietrze. Chwycił ją w locie, kiedy była tuż nad jego głową. Jego nakrycie głowy opadło na ziemię. Ze świstem obrócił kilkanaście razy bronią nad sobą, po czym energicznym ruchem opuścił ją w dół, wysuwając jej ostrze w kierunku złotookiego. Trzon broni wygiął się przy tym mocno ku ziemi. Jeszcze przez chwilę energicznie drżał. Konomashi przyglądał się temu obojętnie.
Spokojnie odwiązał pas - obi, a następnie zerwał z siebie górną cześć kimona , odsłaniając zaskakująco dobrze ukształtowane ciało. Napiął wszystkie mięśnie i przeciągnął się. Kości i stawy w jego ciele zazgrzytały.
- Chyba nie sądziliście , że potomek Wielkiego Katsuryoki'ego będzie bezbronną ofiarą ?
- Myślę, że mój przyjaciel czułby się zawiedziony, gdyby tak naprawdę było.

Konomashi rozłożył ręce , tak jakby próbował chwycić za przeciwległe krańce ulicy jednocześnie. Mięśnie ramion napięły się przerażająco mocno, ukazując wyraźnie żyły. Nagle - zwolnienie blokady. Ramiona ruszyły po łuku. Otwarte dłonie zderzyły się ze sobą , potężny powiew poderwał w powietrze kurz, krople wody, mniejsze przedmioty. Okiennice w domach raz to otwierały się , raz to zamykały z trzaskiem. W końcu kilka z nich oderwało się i uniosło w powietrze. Obaj mężczyźni przymrużyli oczy i przechylili się mocno do porzdu, używając wszystkich sił by stawić opór wichurze.
Młodszy warknął coś niezrozumiałego pod nosem, po czym ugiął kolana. Używając wszystkich sił wybił się do przodu. Chwycił swoje qiang za sam koniec, biorąc jednocześnie silny zamach nad głową. Obszerne rękawy zniszczonego kimona załopotały szarpane wiatrem. Potężny cios nie trafił jednak w ciało Cesarza. Włócznia uderzyła o wyłożoną kamieniami ulicę. Niewidzialna siła wyrzuciła w powietrze kawałki skruszonych głazów i drobinki ziemi spod nich. Wichura nagle ustała. Zabójca nie zmieniając pozycji omiótł spojrzeniem okolicę.
Ciemności panujące na ulicy rozświetlił nagle blask ognia. Chmura płomieni uderzyła prosto w miejsce, w którym jeszcze kilka sekund temu stał Cesarz. Kamienie przemieniły się w czerwoną, gęstą ciecz. W miejscach, które nie zostały nią pokryte zobaczyć można było zeszklony piach.
- Nigdy bym nie przypuszczał, że będzie mi dane ujrzeć Dłonie Spopielenia Amaterasu. - mężczyzna w czerni uśmiechnął się lekko. Jego oczy z fascynacją chłonęły widok pełen destrukcji. - Wszak nikt od czasów Katsuryoki'ego nie używał jej w boju. - spokojnie skierował swoje spojrzenie na dach jednego z budynków. Konomashi stał na nim z wyciągniętym przed siebie ramieniem. Złote spodki drgnęły, skupiając się w końcu na starszym zabójcy.
- Jeśli czegoś nie widać, nie oznacza to, że coś nie istnieje. - opuścił ramię.- Chyba jednak będziesz musiał się ze mną zmierzyć. Zostałeś sam.
- Och, mój Panie. Zbyt śmiałe są twe słowa.

W złotych oczach pojawiło się zaskoczenie, graniczące z przerażeniem. W ostatniej chwili zgiął ciało, unikając cięcia o kilka milimetrów. Wybił się mocno w powietrze, po czym wylądował niezgrabnie na ulicy. Zabójca stał na dachu, nawet niedraśnięty.


Nieopodal wschodniej bramy Miyako.

Shouri czuł jak płomienie trawią jego mięśnie. Od dłuższego czasu biegł ze wszystkich sił, a ciężar zbroi i dziesięciolatka nie ułatwiały mu tego. Podobnie jak wilgotne kamienie , którymi wyłożonych było większość ulic w Miyako. Przez cały czas starał się wytrzymać , by nie utracić skupienia. Używają Kidou rozpościerał wokół siebie niewidzialną dla oka osłonę, która miała dać mu ułamek sekundy więcej przy ewentualnym ataku z zaskoczenia.
Wszystko to męczyło niesamowicie jego organizm. Co chwila odrywał spojrzenie od uliczki, sprawdzając odległość miedzy nim a bramą miejską. Jej dach, wyłożony glinianymi , prostokątnymi dachówkami był już dobrze widoczny. "Jeszcze tylko kilka chwil... Jeszcze tylko kawałek. Oby Chou była bezpieczna." Poczuł jak coś nagle przedziera się przez barierę za jego plecami. Błyskawicznie wykręcił ciało. Strzała uderzyła bokiem o naramiennik jego yoroi. Sześciu bushi w lekkich pancerzach było kilka metrów za nim. Jeden z nich ściskał w dłoni krótki łuk - yumi. Coś ponownie przerwało barierę za jego plecami. Shouri dał susa w przód, w kierunku stojących tam bushi. Chwycił za miecz i wykonując obrót wokół własnej osi, wyprowadził cięcie za siebie. Srebrne ostrze przeszyło dziwaczny, czarny obłok. Kolejny sygnał zza pleców. I choć Seishin wykonał unik ostrze przeciwnika pozostawiło ślad na jego yoroi. Natychmiast wyprowadził kontrę , jednak ostrze ponownie przeszyło obłok czarnego gazu. Wtedy dopiero spostrzegł, że obok sześciu bushi, spod ziemi wyrósł siódmy. Od pasa w górę, jego ciało było odsłonięte ukazując wytatuowane ciało. " Shinobu Ori "- poznał go niemal natychmiast.
- Seishin-san ! Oddaj następce tronu, a twym podłe czyny zostaną Ci przebaczone. Będziesz wtedy mógł zginąć jak prawdziwy samuraj - z honorem.
- Ty śmiesz mówić o honorze ?
- głos Shouri'ego był lodowaty.- Chcecie zabić Cesarza !
- Kłamca ! Kto porwał syna Cesarza ? Zapewne również ty stoisz za całym zamachem w posiadłości mego pana !

- Więc tak chcecie to zrobić ? Nie pozwolę wam na to. Nie wybaczę nikomu. Nawet swemu ojcu.
Ori rozłożył ręce w geście bezradności.
- Pomyśl sam, Seishin-san. Co chcesz zrobić ? Jesteś sam. W dodatku jedną rękę zajmuje Ci Yasuke-sama... Jeśli go puścisz, możesz byc pewien, że zabiorę go natychmiast i wrócę do zamku. Jeśli tego nie zrobisz, przegrasz. Zginiesz w walce, a ja i tak zabiorę syna Cesarza.
Gniewne spojrzenie Shouri'ego utkwiło w gadatliwym , wytatuowanym mężczyźnie. Czuł jak narasta w nim irytacja. " Kuso... kuso !".
Nagle ciało Ori'ego zamieniło się w czarny kłąb dymu. W ułamku sekundy pojawił się tuż przed rozkojarzonym Seishin'em, który zdołał jedynie dojrzeć dwa wyciągnięte palce, wycelowane prosto w jego oczy. Zacisnął powieki.
W tym samym momencie coś przeleciało tuż obok jego twarzy ze świstem. Shouri usłyszał trzask pękających kości tuż przed twarzą. Otworzył oczy - Ori zniknął w obłoku czarnego dymu.
- Kuso ! Co, kto do jasnej cholery ?!- Shinobu pojawił się ponownie obok pozostałych bushi, którzy teraz przyglądali się mu z przerażeniem. Jego nadgarstek przebity był an wylot przez srebrny szpikulec grubości ludzkiego palca. Z mroku bocznej alejki wyłoniła się postać mistrza Dakai, który ściskał w dłonie identyczny szpikulec. Shouri dostrzegł go kątem oka. Natychmiast powróciła koncentracja, szybko przeanalizował sytuację . Ponownie postanowił użyć Kidou. Wypuścił z dłoni miecz, i nim ten uderzył o ziemie , Shouri zamachnął się , po czym wykonał ramieniem łukowaty ruch. Wyglądało to, jakby próbował ciąć kogoś stojącego przed nim mieczem.
Ledwie dostrzegalna okiem, cienka jak włos i odbijająca słabe światło księżyca nić poszybowała, z prędkością wiatru prosto w kierunku skupionych koło siebie bushi.
Ori zamilkł. Zaskoczony spojrzał w dół. Na jego ciele, na wysokości pępka pojawiła się cienka, czerwona linia.
- Co jest...
- To koniec.
- oświadczył lodowatym tonem Shouri, kiedy tułowia pozostałych sześciu bushi osunęły się na ziemie. Shinobu spojrzał w twarz swego przeciwnika oczami pełnymi przerażenia. Jego ciało , podzielone na dwa, uderzyło o ziemie.
- Shouri ! Nie trać czasu.
- Dekai-sensei, a co z Tobą ?
- Muszę zostać w Miyako. Nie wiem co dzieje się z Cesarzem. Nie mysl teraz o innych ! Ratuj Yasuke !



Konomashi dyszał ciężko. Jego oba ramiona zwisały bezwładnie wzdłuż ciała i ociekały krwią. Z prawego, tuz pod łokciem , wystawał biały fragment kości. Z ran na jego klatce piersiowej spływała krew, mieszając się z potem.
Okolica nie przypominała już miasta, a pobojowisko. Kilka domów płonęło, kilka zmieniło się w stertę połamanych desek.
Zabójca z Zao stał naprzeciwko Cesarza, w odległości kilku metrów. Jego twarz pokrywała sadza, stare kimono praktycznie spłonęło. Ostał się jego mały fragment, tuż pod szarfą , którą zabójca przewiązane miał biodra.
- Choć przegrałeś, Konomashi-sama, muszę przyznać , że nie zawiodłeś ani moich oczekiwań, ani mojego przyjaciela. - wesoły ton , z jakim starszy mężczyzna wymówił te słowa, zupełnie nie pasował do jego paskudnego, ochrypłego głosu. - Po kimś, kto spędza całe życie w pałacowych pokojach , z dala od pola bitwy , nie spodziewałem się tak wiele.
Cesarz oderwał swoje spojrzenie od ziemi. Z jego oczu zniknęła nadzieja, zacięcie. Stały się wręcz matowe.
- Możecie mnie zabić. Możecie ze drwić. Możecie czuć się silniejszymi... Przeklinam was. Niech moje spojrzenie już zawsze nawiedza was w snach...
- Słyszałem takie słowa już tyle razy, że chyba przestają robić na mnie wrażenie. Ying Hua , zakończ już cierpienia nieszczęśnika.
- ostatnie zdanie wypowiedział w języku Zao.
Zabójca podrzucił włócznie, chwycił ją równo w połowie, po czym cisnął prosto w Konomashi'ego. Zarzuciło jego ciałem. Srebrne ostrze przeszyło jego serce. Cesarz otworzył szeroko oczy i skierował je ku niebu.
- Nie wybaczę wam.... tego.


Trzy dni później. Okolicę klasztoru Shousen.


[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=GMah2PRvti4&feature=related[/MEDIA]

Starszy, niż sam kraj Wa klasztor otaczały liczne rozlewiska, bagna i moczary. Bezludne niemal okolice gwarantowały mnichom spokój , a ich gościom poczucie odosobnienia od przerażającego często świata.
Wszystko zdawało się tutaj magiczne, wyrwane z innego świata. Kazde drzewo, krzak, zbiornik wodny, kałuża, głaz zdawało się domem jakiegoś Kami. W dodatku wszystko spowijała szara, gęsta mgła. Opadała niezwykle rzadko.
Shouri tylko raz odwiedził to miejsce, wraz z mistrzem Dakai. Teraz ,płynąc łodzią w kierunku klasztoru , myślał co dzieje się z jego mistrzem. Co stało się w Miyako i czy cesarz jest bezpieczny. Wiedział, że w klasztorze przebywa Inute - sokolnik powiązany z sektą Himaru. Był on jednym z łączników mistrza Dakai, który opiekował się gołębiami pocztowymi , oraz tresował sokoły tak by polowały na nie. Czuł również głęboki niepokój, kiedy tylko zadawał sobie pytanie "Co dalej?". Nie wiedział ilu jego przyjaciół będzie gotowych porzucić rodziny , klany, honory by walczyć dla dobra Cesarstwa. "Czy znajdą się w ogóle tacy ?".
Spojrzał na młodego chłopca, ubranego teraz w tanią yukatę i kulącego się tuż obok niego. Chyba nikomu nie przeszłoby przez myśl , że patrzą na prawowitego następcę tronu Państwa Wa.





Witam !
Trochę się rozpisałem, ale ponieważ ostatnio były jakieś niejasności, chciałem jak najlepiej przedstawić wam swoją "wizję" . Ponownie powracam w azjatyckie klimaty. Już takie mam ciągoty , ale spokojnie. Nie zamierzam na to kłaść wielkiego nacisku. Myślę, że dzięki temu osoby mniej zainteresowane takimi klimatami, też będą mogły cieszyć się z ewentualnej gry .

Do rozpoczęcia sesjipotrzebuję chociaż tych trzech - czterech graczy . Ich maksymalną liczbę wolałbym ograniczyć do ośmiu. KP proszę przesyłać na PW i w razie jakichkolwiek niejasności śmiało pisać tam bądź na GG (3633814).

Wzór KP:
Imię
Nazwisko ( łączy się z wyborem klanu)
Wiek
Historia - Ta nie musi być przesadnie długa. Wystarczy, że pokarzecie mi w niej jak potraficie pisać . Jakość karty decyduje o przyjęciu do sesji.

Teraz nieco o samych klanach:

Klan Giri:
Ziemie : Górzyste, skute lodem ziemie na południu Państwa Wa.
Stolica : Fubuki.
Głowa klanu: Giri Tetsuki
Opis: Klan Giri jako ostatni zdecydował się stanąć po stronie Katsuryoki'ego. Ich ziemie, w większej części , pokryte są przez góry i wyżyny. Przez większą cześć roku ich miasta i zamki odcięte są od reszty świata. Przez to , przeciętny Giri, jest osobą o silnym tak organizmie, jak i psychice. Żyją skromnie , w porównaniu do reszty klanów, gdyż ich ziemia nie daje wielkich plonów. Nauczyli się obchodzić bez drogich zbroi czy mieczy. Za ojczyznę wszelkich sztuk walki uznaję się Królestwo Zao. Giri wykształcili jednak swój własny, unikalny styl walki bez użycia broni. Nie przypomina on żadnego innego znanego w Wa, czy też Zao. Każdy z mistrzów stylu tego wykształcił również unikalny dla siebie ( w obrębie całości) styl. Sprecyzowanie zatem konkretnych ruchów jest niemal niemożliwe. Mówi się, że każdy Giri odnajduje w górach swego własnego opiekuńczego Kami , który szkoli jego ciało i ducha.

Klan Sankaku:
Ziemie: Żyzne równiny na północnym zachodzie .
Stolica: Dousato
Głowa Klanu: Sankaku Hakura
Opis: Niegdyś klan Sankaku był największym konkurentem Katsuryoki'ego. Setki krwawych bitew i nieugięta postawa przyszłego Cesarza przekonały ich do przyłączenia swoich ziem do Państwa Wa. Po dziś dzień uważani są za mistrzów szermierki jak i wyrobu mieczy. Większość Sankaku cechuje ich żołnierskie podejście do życia. Uważają , że luksus jest rzeczą szkodliwą. Osłabia wolę i organizm. Dlatego też trudno znaleźć takiego reprezentanta klanu, który woli siedzieć na zamku, niżeli musztrować oddziały bushi w polu. Ich ziemie należą do najżyźniejszych w cesarstwie, jednak dziesiątki lat wojen zrujnowały ich wewnętrzną gospodarkę. ( W której nigdy i tak mistrzami nie byli)Każdy Sankaku, który chce znaczyć coś w swoim klanie, musi sprawić by Kami natchnęło bądź nawet zamieszkało w jego mieczu. Większość ludzi myśli, że znają się oni na maho - nic bardziej mylnego. Ich miecze za sprawą Kami nabierają często niesamowitych właściwości. Nie jest to jednak uzależnione od samego samuraja.

Klan Shinobu:
Ziemie: Zalesione tereny na zachodzie.
Stolica: Akaki
Głowa klanu: Shinobu Abuna
Opis: Klan Shinobu często staje się obiektem drwin czy żartów. W rzeczywistości jednak, żaden człowiek nie chciałby zleźć im za skórę. W cesarstwie, to właśnie klan Shinobu zarządza i szkoli ludzi "tajnych służb". Chociaż nie są mistrzami na polu bitwy czy też w otwartej walce, uchodzą za mistrzów podchodów i zasadzek. Ciało każdego z Shinobu pokrywają tatuaże o unikalnych , magicznych właściwościach. Nikt nie wie jaka jest ich geneza, ponoć nawet sami Shinobu. Tylko oni jednak wiedzą jak je wykonywać i jak z nich korzystać. Plotki głoszą, iż barwniki służące do ich wykonywania, zaprawiane są krwią demonów - Oni.
Żaden z Shinobu nie afiszuje się na co dzień swym pochodzeniem. Rzadko bywają na bogatych dworach, a jeśli pojawia się taka konieczność wysyłają tam ludzi , którzy mają doświadczenie i pojawiali się już w takich miejscach. Poza własnymi ziemiami podróżują pod przebraniem najemników, mnichów, kuglarzy. Często właśnie pod taką przykrywką wykonując zadania dla cesarstwa.

Klan Shirase:
Ziemie: Żyzne ziemie, poprzecinane licznymi rzekami na północnym wschodzie.
Stolica: Kouzan
Głowa klanu: Shirase Kumo
Opis: Najbardziej tajemniczy klan w cesarstwie. Niewielu Shirase chodzi po ziemi. Mówi się, że to przez wysoką śmiertelność wśród ich niemowląt. Przeciętny Shirase rzadko odpowiada wprost na zadane mu pytanie. Nie przepadają też za dworską etykietą. Stronią od ludzi spoza ich środowiska. Podróżując po ich ziemiach , niejeden podróżnik czułby się przez cały czas nieswojo. Wszędzie spotkać można posępne świątynie, grobowce czy też "miejsca zakazane", na których niewolno postawić nogi nikomu prócz Shirase.
Historia klanu również owiana jest tajemnicą. Nieznane są powody z jakich postanowili przyłączyć się do Katsuryoki'ego. Pierwszy Cesarz nieraz jednak wspominał, że krótka wojna z nimi była najgorszą jaką toczył. Shirase nie przywiązują większej uwagi do świata Kami. Ich magiczne moce pochodzą od istot bardziej mrocznych, z zaświatów. Ponoć najgorszą rzeczą jaką może spotkać człowieka, jest rzucenie na niego klątwy przez jednego z Shirase.

Klan Uchikatsu:
Ziemie: Południowy wschód Cesarstwa.
Stolica: Uwagi
Głowa klanu: Uchikatsu Houryu
Opis: Klan Uchikatsu jako pierwszy stanął pod wspólnym sztandarem z Katsuryokim. Przez wiele lat spotykały ich dzięki temu większe zaszczyty czy też ufność ze strony Cesarzy. Ich armie, nie licząc cesarskiej, są najliczniejsze i najlepiej wyposażone. W przeciwieństwie do innych klanów, Uchikatsu nie przywiązują większej wagi do świata duchów czy przodków. Wierzą w los, który jest ustalony z góry dla każdego człowieka. Żadne kami, oni czy coś takiego jak modlitwa, nie mogą tego zmienić. Słyną ze swej perfekcji w łucznictwie, walce mieczem, bronią drzewcową. W przeciwieństwie do innych klanów , nie mieszają do tego sfery bóstw czy magii. Ich siła wynika z nieludzkiej wręcz perfekcji jaką wypracowali w swych technikach walki. Mówi się, że dobrze wyćwiczony łucznik z klanu Uchikatsu, jedną strzałą potrafi zabić dziesięciu wojowników nieprzyjaciela. Uchikatsu utrzymują również żywe relacje z państwami na południe od Cesarstwa Wa. Zamieszkują je barbarzyńskie ludy nomadów.

Klan Yuusha:
Ziemie: Centralna część cesarstwa. Ich ziemie graniczą z włościami Cesarskimi.
Stolica: Daitokai
Głowa Klanu: Yuusha Chikurin
Opis: Klan Yuusha obecnie jest jednym z najlepiej prosperujących klanów. ich ziem rzadko dotykają takie tragedie jak głód, nieurodzaj czy wojny. Wartością najwyższą dla większości Yuusha jest wiedza. Posiadają największe księgozbiory w cesarstwie. Często zajmują się również dyplomacją w imieniu Cesarza. Pełnia również rolę kapłanów, którzy odpowiadają za relację śmiertelników z Kami. Starają się unikać rozwiązań siłowych, kiedy jednak jest to niemożliwe - walczą. Każdy Yuusha poznaje metody jakimi można porozumiewać się z Kami. Potrafi za pomocą zaklęć czerpać od nich moc. Może być ona lecznicza bądź też czysto destrukcyjna. Wszystko zależy od tego z jakim Kami Yuusha się porozumie i o co go poprosi.


Mag czy wojownik ?
Tutaj nie ma to większego znaczenia. Niezależnie jaki klan wybierzesz, twoja postać może ciskać ogniem, bądź też ranić przeciwników ostrzem miecza. Może nawet robić jedno i drugie. Należy jednak pamiętać, że klany posiadają swoje "specjalności". Dlatego też np. postać z klanu Uchikatsu, choćby słynęła w swej rodzinie jako zdolny kapłan , któregoś z Kami, nigdy nie dorówna mistrzowi z klanu Yuusha. Działa to też rzecz jasna w drugą stronę.


I na koniec
Sesja będzie storytelling'em. Wasze postacie mają być przyjaciółmi, których Shouri poprosił o pomoc w listach. Wasze postacie mogą wiedzieć tylko tyle, ile wiedział Shouri pisząc listy. Myślę, że tempo pisania - 1 post na tydzień powinno być odpowiednie . Rekrutacja wstępnie trwa do 15 maja.
 
__________________
"...niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys"

Ostatnio edytowane przez Mizuki : 06-05-2010 o 05:28.
Mizuki jest offline  
Stary 09-05-2010, 19:51   #2
 
Fielus's Avatar
 
Reputacja: 55 Fielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodze
Zgłaszam się. Karta Postaci w trakcie tworzenia.
 
__________________
" - Elfy! Do mnie elfy! Do mnie bracia! Genasi mają kłopoty! Do mnie, wy psy bez krzty osobowości! Na wroga!"
~Sulfelg, elfi czarodziej. "Powołanie Strażnika".
Fielus jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:55.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167