![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Autorskich Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach Autorskich (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #61 |
![]() | Skorpiony nagle się skończyły i Kakeshi nie wiedział co ma dalej z sobą zrobić. Jego znajomi zachowywali się jakby wierzyli w tą całą farsę. Reita trzymał się swojej wersji i wyglądało na to, że sam wierzy w to co mówi, a to zaczęło niepokoić chłopca. "On naprawdę chce z nas zrobić jakiś wojowników" - stwierdził w myślach. Nadal nie rozumiał jak w normalnym świecie uczniowie wzięci niemal z ulicy, którzy jak dotąd nie mieli styczności z żadną sztuką walki (przynajmniej Kakeshi przeczuwał, że tak jest), mieli by walczyć z jakimś Suną i odbić z rąk jakiejś mafii, bo chyba o mafię chodziło, Usagi. Wszystko zaczynało go przerastać, nie chciał już dłużej dyskutować na temat tego czy jest to jakaś ukryta kamera czy nie. Minę miał nie tęgą, bo nic nie szło po jego myśli. Najchętniej wróciłby do domu i zajął się tym nieszczęsnym przedstawieniem. Jednak jeśli faktycznie znaleźli się w innym wymiarze to w jaki sposób mógł wrócić na Ziemię? Nie przypuszczał by Reita mu pomógł, Kakeshiemu nie podobała się jego arogancja i stawianie ich w sytuacji, z której tak naprawdę jest jedno wyjście. Przecież Kokozuma nie zostawi jedyne osoby jakie zna w tej pustynnej wiosce. Co miałby tu sam robić? Kto miałby mu pomóc? Te pytania miały pozostać bez odpowiedzi, bo na głos Kakeshi wypowiadać ich już nie miał zamiaru. - Wiedzieliście o porwaniu Usagi, więc domyślam się, że wiecie też kto to zrobił. Jeśli mamy pomóc musimy wiedzieć najwięcej jak to jest możliwe o całej sprawie. Kim jest porywacz? Działa sam czy wrogów mamy więcej? Czego możemy się po nim spodziewać? Jak bardzo jest potężny? I przede wszystkim - dlaczego porwał Usagi i jaki ma cel w zniszczeniu Księżyca? A może chodzi mu o coś innego, chce zawrzeć z Wami jakiś układ. Czego chce i jak dużo o nim wiecie? - Dotychczas mało mówiąca Mori zaczęła zadawać pytania. Słuchając jej Kakeshi dziwił się dlaczego sam nie wpadł na takie pytania. Chyba za bardzo chciał udowodnić Reicie i wszystkim, że wszystko to iluzja. - Dobre pytania - pochwalił dziewczynkę z prywatnej szkoły. - Ja bym jeszcze dodał to: jeśli cała ta far... - przerwał na chwilę gryząc się w język. Nie chciał powracać już do bezowocnej dyskusji sprzed paru minut. - Jeśli ta cała... misja się skończy to jak wrócimy do domu?
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 |
| |
| Reklama |
| |
| | #62 |
![]() | Mineso złapała różdżkę... a ta wyślizgnęła jej się z dłoni ~Już nigdy nie będę na WF-ie siedzieć na ławce...~ przeleciało jej przez myśl. Podniosła pałeczkę z ziemi. Mineso miała na sobie krótką, stanowczo za krótką, szmaragdową spódniczkę i białą, obcisłą bluzkę odsłaniającą niewielką część brzucha. Na piersi miała akwamarynową kokardę, a na dłoniach cieniutkie rękawiczki tego samego koloru. Białe lakierki lśniły, odbijając światło. Na jej głowie lśnił złoty diadem, z szmaragdem na samym środku. Nie czuła się w tym stroju dobrze. Był o wiele za skąpy i zbyt przylegający do ciała. Nie miała jednak czasu na zastanawianie się nad tym, gdyż tą spódniczkę trzeba było zgasić, zanim spłonie XD. Zasypała ją szybko piaskiem. Spojrzała na Amelię, inkantującą zaklęcie. Nie mogła jej w żaden sposób pomóc, no bo jak?! Spojrzała na różdżkę. ~Co mam z tobą zrobić~ pomyślała wpatrując się w pałeczkę. ~Co mam powiedzieć? Co zrobić? Jak mogę pomóc Amelii?~ nie były to myśli bezładnie przemykające przez głowę. Były to pytania, podświadomie zadawane magicznemu przedmiotowi. Może będzie coś w mitologii? Bóg Neptun... Rzymski odpowiednik Posejdona. Boga mórz, chmur i oceanów... Próbowała przypomnieć sobie wszystkie związane z nim fakty. Miała jednak wrażenie, że to nie pomoże w niczym...
__________________ Szczęśliwego Nowego Roku! Ostatnio edytowane przez Odyseja : 03-05-2008 o 13:58. |
| |
| | #63 |
![]() | Reita przeniósł swój wzrok na Mori. Miał piękne, przenikliwe czekoladowe oczy, które patrzyły ze zrozumieniem i czułością. Nawet teraz gdy obdarzył swym spojrzeniem dziewczynę, patrzył na nią jak na kruchą istotę, której nie zawahałby się pocieszyć bądź też wziąć w objęcia gdyby tylko zaszła taka potrzeba. Patrzył w jej bystre oczy jakby dostrzegał tam kogoś wartościowego i godnego uwagi. Z każdym jej słowem zatapiał się w nich coraz głębiej aż w końcu na jego twarzy zakwitł pełen uroku uśmiech, którym bez skrupułów obdarzył dziewczynę. - Mori, Twoje słowa sprawiają, że zaczynam się cieszyć, że to Wy zostaliście wybrani. Jesteś niezwykłą osobą, o kruchym ciele lecz silnym umyśle. Jestem zaszczycony, że będę mógł mieć pod opieką taką wojowniczkę, jak Ty - gdy mówił jego głos brzmiał jak słodka melodia, która delikatnie i miło łaskotała Twoje ciało, na którym pojawiły się przyjemne ciarki, zaś na policzkach cicho wypłynął skromny rumieniec. Mężczyzna miał twarz o delikatnych rysach twarzy, które dodawały mu niesamowitego uroku i słodkości. Jego uśmiech świadczył o głębokiej pewności siebie i świadomości biorącej się ze znajomości wymiaru, w którym się znaleźliście i praw tu obowiązujących. Na chwilę spuścił wzrok patrząc ślepo na blat stołu. - Porywaczem jest oczywiście brat księżyca, czyli słońce. Od zawsze chciał przejąć władzę nad nad tym, czym rządziła jego siostra, ale o tym chyba już czytaliście, nie mylę się? Oczywiście nie mamy pewności, że to wszystko jest sprawka Suny. Być może kryje się za tym większy spisek? Tego nie wiemy dokładnie, dlatego właśnie musimy wyruszyć do Wioski Poetów i to najlepiej jutro. Naszymi wrogami są wszystkie ogniste istoty, czyli większość stworów mająca panowanie nad żywiołem ognia, bądź zwykłymi promieniami słonecznymi. Sądzę, że moc naszych wrogów jest większa niż może nam się wydawać. - przerwał na chwilę by znów spojrzeć w oczy Mori. - On nie chce zniszczyć księżyca, tylko go przejąć. Wyobrażasz sobie jednego Władcę panującego nad Słońcem i Księżycem? Nad Dniem i Nocą? Nad Dobrem i . . . Złem? - powiedział lekko tajemniczo aż zrobiło wam się chłodno. Może i faktycznie w tym co mówi jest jakiś sens? Nagle Reita wstał podpierając się rękoma o stół. - Wybaczcie, ale muszę iść przygotować się do podróży. Mój dom znajdziecie między wieżą a wieżą biblioteki. mieszkam skromnie. W mieście mamy też targi, świątynie i sklep z różnościami. Mam nadzieje, że nie będziecie mieli problemu. W razie czego pytajcie o Reite, Amelie lub Pioruna, ludzie powinni wiedzieć...przynajmniej większość - skończył i okrążając stół od prawej strony pokierował się w stronę wyjścia z karczmy. Po drodze mijając was położył dłoń na ramieniu Mori, a gdy ta zaskoczona odwróciła się mrugnął do niej oczkiem. Szepnął coś jakby niemo poruszajac ustami i wyszedł zostawiając was sam na sam z Luną. Kotka uśmiechnęła się mrużąc oczy. - Przejdźmy do sedna. Żeby się przemienić musicie trzymając różdżkę w dłoni wymówić Nazwę swojej planety dodać power, a następnie Make Up. Co dla przykładu by brzmiało "Jupiter Power, Make up". To jest zrozumiałe dla was, prawda? Żeby dowiedzieć się jakimi zaklęciami władacie musicie iść do świątyni i zanurzyć swoje różdżki w kadzidle, znajdującym się wewnątrz świątyni. - powiedziała jakby pospiesznie, ale wszystko zapisało się w księdze. Luna sprawnie zeskoczyła z krzesła. - Zostawię was samych, wierze, że sobie poradzicie. Musze załatwić parę spraw. I poszukać Mineso... - rzekła po czym zostawiając was samych wybiegła z karczmy. Cóż mogliście? W rzeczywistości wszystko. Przydałoby się rozejrzeć. Macie na to całe popołudnie. Amelia, Mineso i martwy Piorun XD Amelia rzuciła w bestie kulą ognia, która zamiast go zniszczyć...sprawiła, że płomienie na jego grzbiecie buchnęły jeszcze większym ogniem! Nagle nie wiadomo skąd usłyszałyście wycie trąb. Gad także nasłuchiwał tego dźwięku a gdy on już ustąpił, wyszczerzył na was w złości swoje homologiczne zęby i odwrócił się do was tyłem. Gwałtownie zaczął machać ogonem tworząc piaskowy huragan. Małe ziarenka piasku zaczęły wirować a wy zamknęłyście oczy i osłoniłyście twarz. Gdy piaskowy powiew ustąpił otworzyłyście oczy, i wtedy spostrzegłyście, że gada już tam nie ma. PIORUN!! - wrzasnęły wasze myśli a przed oczami latał wam obraz że gdzieś na górze zostawiłyście biedne stworzonko z twarzą zakopaną w gorącym piachu.
__________________ To, że tu jestem, nie znaczy, że was kocham oO |
| |
| | #64 |
![]() | Kakeshiemu wydało się, że Reita próbuj się zalecać do Mori. Scena w której przed odejściem coś szepcze jej do ucha wydała mu się nieco irracjonalna, śmieszna i wyrwana z jakiegoś tandetnego filmu. Można dodać filmu o tematyce since-fiction, bo całe cała wcześniejsza rozmowa była wyjęta z jakiejś książki, w której to jacyś bohaterowie ratują świat przy pomocy swoich nadnaturalnych mocy. "A może to fantasy?" - zastanawiał się chłopak rozmyślając nad całą sytuacją w jakiej sie znalazł. Po opuszczeniu karczmy przez zaklinacza deszczu głos zabrała Luna i oświadczyła im, że by dokonała się jakaś przemiana muszą wypowiedzieć jakieś dziwne, nie przypominające innych zaklęcie. "Z jakiej na niby miałem być planety?" - Kakeshi próbował sobie przypomnieć. - "A nie z planety lecz z księżyca... Neptuna?... Nie... Plutona! Czyli niby moje zaklęcie to: Pluton Power Make Up... jakieś takie dziwne" - nie mógł sie pogodzić z takim brzmieniem magicznej formuły, ale nie chciał już dyskutować na ten temat. - W takim razie ja idę do tej świątyni - powiedział wstając od stołu. - Zobaczymy jakimi niby władam mocami. Może potrafię przewidzieć losowanie totolotka - dodał z uśmiechem. Nie czekając na innych wyszedł z karczmy. Nie pytał nikogo o drogę, lecz udał się od razu w prawo. Nie znał wioski, ale myślał, że świątynia powinna być łatwa do odnalezienia, ponieważ każda świątynia właśnie tak jest. Jednakże jak sie okazało efektem jego starań było jedynie błądzenie między domami. Wreszcie postanowił zapytać kogoś o drogę. Zaczepił pierwszą napotkaną kobietę. - Dzień dobry Pani. Przepraszam, że przeszkadzam - powiedział kłaniając się ładnie nieznajomej kobiecie. - Gdzie znajdę świątynię? Kobieta odwzajemniła ukłon i z uśmiechem zaczęła tłumaczyć mu gdzie powinien skręcić, a gdzie nie. Jak długo iść prosto i jakiego budynku szukać. W reszcie opisała mu wygląd samej świątyni by było mu ją łatwiej znaleźć. Gdy zakończyła, Kakeshi kłaniając się podziękował, pożegnał ją i udał się w stronę świątyni mając nadzieję, że zapamiętał to co mu wyłożyła nieznajoma kobieta.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane, Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 |
| |
| | #65 |
![]() | Amelia z satysfakcją patrzyła na płonącego stwora. Gdy lepiej mu się przyjrzała, stwierdziła, że tak naprawde to stwór się nie pali, tylko jego płomień się powiększył. Z niedowierzaniem spojrzała na swojego przeciwnika po czym krzyknęła: - No nie! Mój najsilniejszy czar ofensywny bezsilny?! " No tak idiotko, przecież to stworzenie ognia, wiec moje czary na niego nie zadziałają" pomyślała Amelia. Nagle rozległ się dźwięk trąb. Wojowniczka już chyba kiedyś go słyszała, ale nie wiedziała kiedy. Spojrzała spowrotem na jaszczura który uśmiechał się w ich stronę " To te głupie bydle wie jak się śmiać??" Amelia nie zdążyła zareagować, gdy nagły podmuch wiatru wrzucił jej ziarenka piasku do otwartych ust. Szybko zasłoniła twarz kapturem, by uchornić się przed burzą piaskową. Ze zmarwieniem spojrzała na towarzyszkę. "Ona nie ma takie fajnego płaszcza, a nie wiadomo co szykuje ten potwór. Dawno nie robiłam tego bez inkantacji, ale nie mam czasu" Amelia skupiła szybko energię w dłoniach i krzyknęła: - Light Shield. Nad nią i Minesco pojawiła się żółtawa tarcza, która powstrzymywała ziarenka piasku przed dostaniem się do nich. Amelia skrzywiła się pod wpływem siły wiatru. "Zaklęcie tarczy bez inkantacji jest dużo, słabsze ale muszę wytrzymać. W imię dobra". Nagle burza piaskowa się skończyła, a wojowniczka mogła odpocząć. Padła na ziemię i z uśmiechem na twarzy pokazała uniesiony kciuk do góry Minesco. - He, przestraszył się nas. Nagle przeszło ją dziwne uczucie, że o czym zapomniała. " Gdzie jest Piorunek? Ops Szybko poderwała się na nogi i zaczeła biec w stronę wzgórz na których po raz ostatni widziała Pioruna. Wyciągnęła go z piasku i otrzepała. Piorun nie dawał oznak życia. Amelai zaczeła nim trząść chcąc by się obudził. - No już malutki otwórz oczka. Wszystko będzie dobrze. Jestem tu. No otworz wreszcie te oczy! - krzyknęła w końcu i uderzyła Pioruna w twarz. Najwyraźniej to zadziałało bo natychmiast się obudził. Amelia przycisneła go do siebie i z ulgą powiedziała: - Jokatta. Chyba powinniśmy już wracać prawda maluszku? - pogłaskała go za uchem chcąc go przeprosić, po czym ruszyła w stronę w której zostawiła Minesco. - Chodź, muszę cię zaprowadzić do mojego brata. Powinnaś go poznać. Nazywam się Amelia Kawai, i jestem wojowniczką wioski Suna, miło mi cię poznać. A ty kim jesteś? -Witaj. Jestem Mineso Tekatuno, chodzę do gimnazjum numer 44 w Tokio. Z chęcią poznam Twojego brata. Wybacz, że nie mogłam Ci pomóc... Kompletnie nie mogę się odnaleźć w tej sytuacji i nie mam pojęcia jak władać tym... czymś... - wskazała na różdżkę. - Może wrócimy do miasta? Tam czuję się hmm... bezpieczniej... Opowiem Ci wszystko po drodze. - Jasne chętnie ci wszystko wyjaśnię tylko wytłumacz mi jedną rzecz. Co to jest gimnazjum i gdzie leży Tokio? Nie znam wioski o takiej nazwie.
__________________ you will never walk alone Ostatnio edytowane przez Noraku : 03-04-2008 o 20:33. |
| |
| | #66 |
![]() | Mineso, ze strachem wymalowanym na twarzy jak farbami, przyglądała się efektom czaru Amelii. Po chwili dopiero zorientowała się, że zaatakowanie ognistej bestii ogniem, to nie był dobry pomysł. Potwór obrócił się i wywołał piaskową burzę. Mineso upadła na ziemię, odruchowo zasłaniając oczy rękoma. Po chwili dziewczyna zorientowała się, że nie leci na nią piasek. otworzyła oczy i ujrzała Amelię podtrzymującą magicznie żółtawą tarczę. Mineso na moment nawet zapomniała o zbyt kusej spódniczce. Gdy burza się skończyła, Amelia pokazała jej kciuk uniesiony w górę. Mineso uśmiechnęła się na to i podeszła do dziewczyny. - He, przestraszył się nas. - Raczej ciebie... - w jej głosie było mnóstwo podziwu. Zaraz potem przypomniała sobie o Piorunku. Pobiegła za Amelią i ze łzami w oczach patrzyła na jej próby obudzenia małego. - To moja wina... Powinnam była od razu biec go wyciągnąć... - szeptała Mineso. Na szczęście Piorun się ocknął. Ciężko opisać, jaką ulgę odczuła Mineso. Przyłączyła się do Amelii w głaskaniu i drapaniu małego. - Chodź, muszę cię zaprowadzić do mojego brata. Powinnaś go poznać. Nazywam się Amelia Kawai, i jestem wojowniczką wioski Suna, miło mi cię poznać. A ty kim jesteś? - Witaj. Jestem Mineso Tekatuno, chodzę do gimnazjum numer 44 w Tokio. Z chęcią poznam Twojego brata. Wybacz, że nie mogłam Ci pomóc... Kompletnie nie mogę się odnaleźć w tej sytuacji i nie mam pojęcia jak władać tym... czymś... - wskazała na różdżkę. - Może wrócimy do miasta? Tam czuję się hmm... bezpieczniej... Opowiem Ci wszystko po drodze. W drodze do miasta, Mineso opowiedziała Amelii wszystko, od niesłusznego oskarżenia, po początek walki z bestią. - Pewnie wszyscy mają to już wyjaśnione, ale ja wybiegłam za Piorunem... Mogłabyś mi coś opowiedzieć o tym miejscu?- w tym momencie potknęła się i wylądowała twarzą na piasku. - Przepraszam. Nie za bardzo umiem chodzić w butach na takim obcasie - uśmiechnęła się wstając. - Chyba będę musiała się szybko nauczyć
__________________ Szczęśliwego Nowego Roku! Ostatnio edytowane przez Odyseja : 03-05-2008 o 14:01. |
| |
| | #67 | ||
| Administrator ![]() | Mori uważnie słuchała słów Reity. Zaczerwieniła się delikatnie, a gdy zbyt długo patrzał w jej oczy, spuściła wzrok nie mogąc wytrzymać tego spojrzenia. Wreszcie położył swoją dłoń na jej ramieniu, a jego dotyk elektryzował. Czuła niemal prąd przechodzący przez ciało, a jej twarz zaczerwieniła się aż po same czubki uszu. Mori nie wiedziała jak zareagować, co powiedzieć. Głos uwiązł jej w gardle, a wszystkie myśli naraz poplątały się w dziwny supełek. Jedyne co mogła zrobić, to ukłonić się grzecznie na pożegnanie. Chwilę trwało nim doszła do siebie, a jej twarz na powrót przybrała blady odcień. Przypomniała sobie, że nie zapytała Reity o to gdzie mogą się zatrzymać - w końcu będą musieli spędzić tutaj tą noc. Pomyślała jednak, że to nawet lepiej. Będzie miała pretekst by raz jeszcze tego dnia spotkać się z nim i spojrzeć w te piękne, orzechowe oczy.... Nagle Mori mocno i energicznie zaczęła potrząsać głową wymawiając w kółko "Nie, nie, nie, nie, nie! O czym ty myślisz?!". Musiało to wyglądać dość dziwnie, więc szybko przestała i znowu zaczerwieniła się po czubek głowy. Zasłoniła się książką, by nikt nie mógł już dojrzeć wyrazu jej twarzy. To zdecydowanie zbyt wiele dziwnych uczuć jak na jedną, spokojną, stateczną, mądrą .......... gimnazjalistkę! Dziewczyna postarała się wyjść z karczmy jako ostatnia i podążyła za wszystkimi do świątyni. Kakeshi dzielnie im przewodził wypytując przechodniów, za co Mori była mu wdzięczna. Wreszcie stanęli przed okazałą budowlą. A gdy tylko przekroczyli jej progi.... coś zaczęło się z Mori dziać. Nagle wypełniła ją dziwna moc, siła, która krzyczała z jej wnętrza chcąc się wydostać na zewnątrz. Różdżka rozjaśniła się wewnętrznym blaskiem, wręcz dało się wyczuć ulatniającą się z niej magię. Mori niewiele myśląc, instynktownie uniosła ją do góry i krzyknęła:
Przez chwilę Mori stała zaszokowana i przyglądała się sobie. Nie mogła znowu wykrztusić słowa. Cóż to za strój! I ta laska! - Kaduceusz... - szepnęła - A więc jednak jestem wojowniczką z planety Merkury.
__________________ - Wymień różne ludy - poleciła panna Lupescu. - Już. Zastanawiał się chwilkę. - Żywi - rzekł. - Eee. Umarli. - Umilkł. - Koty? - dodał niepewnie. Neil Gaiman Księga Cmentarna Ostatnio edytowane przez Milly : 03-26-2008 o 10:11. | ||
| |
| | #68 |
![]() | Mori, Kakeshi, Kamiiru Kakeshi wyszedł z karczmy, a reszta drużyny ruszyła za nim z myślą iż wie co robi. Co prawda okazało się zupełnie inaczej – chłopak wcale nie wiedział gdzie idzie. Po niedługim slalomie między ubogimi domostwami postanowił, że jednak zapyta kogoś o drogę. - Dzień dobry Pani. Przepraszam, że przeszkadzam - powiedział kłaniając się ładnie nieznajomej kobiecie. - Gdzie znajdę świątynię? ![]() Niebieskowłosa kobieta ukłoniła się na przywitanie i obdarowała nieznajomego przyjaznym uśmiechem. Była ubrana w długie, białe szaty z poprzyszywanymi do krawędzi malutkimi, błękitnymi perełkami. Przy szyi miała wielki, różowy run, zaś na głowie zjawiskowo wyglądający diadem. - Witaj. Szukasz Świątyni? To dziwne, Świątynia stała się strasznie rzadko odwiedzanym miejscem od kiedy w Wiosce pojawił się Reita, Władca Deszczu. Na pewno już go poznaliście. Zapewne jesteście tymi sławnymi Wojownikami, którzy mają uratować nas przed Bogiem Słońca? Od dawna śnimy o takich rzeczach. Pan Snów jest osobą, która zna pragnienia każdej istoty. Często wykorzystuje je przeciwko nam, ale jeśli ktoś ma nieskazitelnie dobre serca, stara się spełnić marzenie poprzez zesłanie dobrego snu. Takiego zjawiska nie da się zapomnieć, podobnie jak koszmarów, które są karą za złe czyny. Wiecie, jeśli człowiek wymaga czegoś od Bogów, a sam nic z siebie nie daje i oskarża innych, bluźni, wtedy należy mu się kara. Pan Snów, który wie chyba najwięcej o ludzkim umyśle, zna nas najlepiej…wy na pewno macie piękne sny! – młoda kobieta nieco się rozgadała nie na temat, jednak otrząsnęła się i szybko wróciła do odpowiedzenia na pytanie – Och, tak, świątynia! Przepraszam was najmocniej. Jestem kapłanką więc z największą przyjemnością zaprowadzę was do Świątyni. Najwięcej czasu spędzam w bibliotece i tam można mnie znaleźć. Mam na imię Syphiell, a wy? Opowiecie mi po drodze, czemu akurat pragniecie odwiedzić świątynię? – dokończyła dziewczyna po czym ruszyła w przeciwnym kierunku niż ten, w którym zmierzaliście. Po drodze opowiedziała wam szczegółowo o całej wiosce. Powiedziała gdzie znajduje się biblioteka, wieża, wszelakie targi, a nawet zaczęła mówić o karczmie. Wszystko, co mówiła było pełne ekscytacji, zupełnie jakby bardzo kochała tę wioskę. Pomimo gorącego piachu i suchego powietrza nie było tu właściwie tak źle. Stanęliście przed wrotami świątyni. Wyglądała ona dość dziwnie. Przypominała jakąś Świątynie z dawnych czasów, zupełnie wam obcą zaś jej ściany były gładkie i jakieś jakby…gliniane? ![]() Kapłanka pożegnała was radośnie. - To właśnie jest świątynia. Skromna, prawda? Życzę wam powodzenia! – powiedziała i po kolei uściskała każdego przyjacielsko. Kakeshiemu dech zamarł w piersi gdy biust dziewczyny przyległ do jego klatki, w której na krótki moment zatrzymało się powietrze. Dziewczyna pomachała wam i zniknęła z oczu skręcając za karczmą. Podeszliście nieśmiało do wielkich wrót i pchnęliście je. Wasze stopy zaczęły zakopywać się w piachu zaś wrota ani drgnęły. Nie mieliście dość siły by je otworzyć. Napieraliście na wrota, zaś one ani drgnęły. Mori poczuła na swojej skórze palące słońce. Spojrzeliście w górę ku niebu i dostrzegliście, że chmury ustąpiły Słońcu. Znów stało się gorąco i parno. Otarliście pot z czoła i straciliście nadzieje na to, że jeszcze dziś dostaniecie się do Świątyni. A powinniście już dawno zamoczyć swe różdżki w kadzi i przekonać się jakimi mocami władacie! Nie mogliście się doczekać, choć chętniej wrócilibyście do domu. Zastanawialiście się przez chwilę czy rodzina zorientuje się, że nie ma was, że zniknęliście. Mineso, Amelia, Piorun Piorun obraził się na was i szedł przodem z ogonem postawionym dęba i główką uniesioną wysoko ku górze. Gdy Mineso potknęła się zadrżał mu kącik ust, jednak udał powagę. Kiedy to dało się już wyraźnie dostrzec Wioskę, zobaczyłyście Lunę, stojącą w cieniu wieży tuż przy murze. - Minesooo!! – krzyknęła kotka, a Ty pospiesznie ruszyłaś ku niej. - Mineso, jak udało Ci się zamienić w Wojowniczkę?! – zapytała zaskoczona Luna. Wychyliła główkę i dostrzegła za plecami Mineso radośnie machającą do niej Amelię. - A-amelia?! – zapytała zaskoczona a jej mała, kocia szczęka zanurzyła się bezpowrotnie w piasku. Wyskoczyła z cienia podbiegając do dziewczyny. - Aleś wyrosła! O rany! To Ty pomogłaś Mineso w przemianie, zgadza się? Tak, na pewno Ty. Pewnie brat wiele Ci opowiadał o wojownikach, co? A właśnie! Reita Cię szukał! Chyba teraz jest u siebie i przygotowuje się do podróży...bo chyba wiesz, że wyrusza? – spojrzała na ciebie pytająco, a Tobie aż oczy wyszły na wierzch. „Że cooo?! Wyjeżdża?! BEZ CIEBIE?!” Luna widząc Twoje płonące włosy i pulsującą żyłę wycofała się wracając z powrotem do Mineso. - Wszyscy już poszli do Świątyni dowiedzieć się o swoich mocach. Ty też powinnaś iść. Chodź szybko, zaprowadzę Cię! – spojrzałaś ukradkiem na Pioruna, który uśmiechnął się do Ciebie przyjaźnie, ale jednak wolał zostać z Amelią. Ruszyłaś za Luną w kierunku Świątyni. Mori, Kakeshi, Kamiiru Stojąc tak przed świątynią w pełnym słońcu usłyszeliście jakiś rumor z wewnątrz. Spojrzeliście w stronę wejścia i dostrzegliście, że zaczyna się ono otwierać jednak nie do wewnątrz, a na zewnątrz. Taka błahostka, a jednak istotna. Stwierdziliście zgodnie, że przyda wam się sen. Ze świątyni tłumem wysypali się wierni mieszkańcy. Było ich zaledwie 6ciu. Gdy wszyscy wyszli ostrożnie przekroczyliście próg Świątyni mijając wielką kotarę, która wisiała za za drzwiami. Po waszym ciele przeszły ciarki, gdy chłód wplątał się w wasze ubranie. Mori nagle krzyknęła zaklęcie przemiany i już po chwili stała przed wami w zupełnie nowym stroju – stroju wojowniczki. Po wnętrzu świętego miejsca dał się słyszeć śpiew. Wrzuta.pl - Earth_Girl_Arjuna_-_Aqua Świątynia była wysoka, bogato zdobiona. Na samym środku był dywan, wiodący aż do samej studzienki, będącej na końcu dywanu. Po wnętrzu świętego miejsca dał się słyszeć śpiew. ![]() Po lewej i prawej stronie były witraże ![]() ![]() Zaś na wprost was, tuż nad studzienką był witraż przedstawiający dość sporej wielkości słońce oraz nieproporcjonalnie mały księżyc tuż obok niego. ![]() Ukłoniliście się na samym początku słuchając pieści, która nie wiadomo skąd płynęła. Posuwistym krokiem sunęliście delikatnie po dywanie, który nie pozwolił by stukot waszych butów zagłuszył świętą melodię. Idąc oglądaliście ręcznie rzeźbione kolumny, oraz ławy, cała Świątynia była gotowa do przyjmowania wielkiej ilości wiernych. Aktualnie nie dostrzegliście ani jednego żywego ducha, nawet nie było rzeźby Boga. Tylko ten witraż... Stanęliście nad studzienką. Mori, Kakeshi i Kamiiru. Gdy tylko pomyśleliście o Mineso, której zdecydowanie w tym momencie wam brakowało usłyszeliście za sobą kroki. Odwróciliście się i dostrzegliście ją. Była w zupełnie innym stroju. Miała krótką spódniczkę i buty na obcasie. Podbiegła szybko do was ledwie dysząc. Luna usiadła na dywanie i kiwnęła znacząco głową. Zgodnie wyjęliście swoje różdżki i zanurzyliście je w kryształowej wodzie i wtedy nastąpiło to...coś przeszło po ręce trzymającej różdżkę, jakby skarabeusz wpełzł pod waszą skórę. Oczy zaszły wam mgłą i momentalnie obraz przed wami stał się całkowicie czarny. Trwało to sekundy, choć te sekundy mówiły o całym waszym życiu... Mori Nagle ciemność stała się na tyle jasna, że aż Cię oślepiła. Nie widziałaś niczego poza czystą bielą. Bardzo szybko zaczęły pojawiać się na niej wyraźne kształty i kolory. Widziałaś niebo, a na nim małe chmurki. Obraz zaczął się oddalać aż do samej ziemi, na której zobaczyłaś siebie w stroju wojowniczki. Stałaś dumnie wyprostowana, wiatr bawił się niesfornymi kosmykami Twoich włosów. Wyciągnęłaś laskę ku niebu i wtedy węże, które ją owijały, ożyły i poleciały w górę. Odbiłaś się od ziemi i zaczęłaś lecieć za nimi. Węże uderzyły w Słońce i...znów nastała ciemność. Ta sama co poprzednio. Identyczna. I ta cisza...cisza, spokój, żadnych dźwięków. Nie było ani Ciebie, ani ziemi, ani węży...zupełnie niczego. Istna pustka. Po kilku sekundach cisza została przerwana kliknięciem. Potem następnym, krótkim, pojedynczym, aż w końcu kliknięcia stały się szybkie. W świetlistym kole dostrzegłaś siebie, siedzącą po turecku wśród nicości. Siedziałaś odwrócona plecami. Obraz pomału zaczął się przesuwać i wtedy dostrzegłaś na kolanach przenośny komputerek, a na jego ekranie jakieś słowa i obok czyjeś zdjęcie, jakiś obrazek. Zamknęłaś komputerek i podniosłaś się do pozycji pionowej. Laptop zamienił się w laskę. Gwałtownie otworzyłaś oczy. Serce waliło Ci jakbyś przebiegła cały świat dookoła na jednym tchu. Kakeshi Stałeś w rzadkim lesie z głową spuszczoną w dół. Uśmiechałeś się pod nosem. Twój złośliwy i podstępny uśmiech był czymś co przyciągało wzrok. Był tajemnicą. Tylko Twoją, tajemnicą. Pomału zacząłeś wznosić ręce ku górze lecz gdy były one już na wysokości Twojej talii, przesunąłeś je gwałtownie nad głowę. Nagle spod ziemi wyłoniły się ciemnozielone plącza z rdzawymi kolcami i zaczęły oplątywać posążek gargulca, który stał 10 metrów od Ciebie. Dopiero teraz go dostrzegłeś. Wtedy to niespodziewanie zniknąłeś. Widziałeś tylko jakąś przezroczystą nierówność która szybkim ruchem przemieszczała się w kierunku posągu. Gdy od celu dzieliła Cię niewielka odległość stałeś się znów w pełni widoczny zaś w Twoich dłoniach pojawił się wielki miecz, dzięki któremu ściąłeś głowę gargulca. Otworzyłeś oczy i obudziłeś się jak z proroczego snu. Odruchowo wyjąłeś różdżkę z naczynia. Kamiiru Biegłeś przez gęstwiny z niesamowitą szybkością trudną do opisania. Rewirowałeś slalomem pomiędzy drzewami. Widziałeś to wszystko z obrazu 3-ciej osoby. Gdy biegnąca postać zatrzymała się z charakterystycznym zarysowaniem ziemi pazurami zauważyłeś geparda, zmieniającego się w wiewiórkę, która zwinnie wdrapała się na sam wierzchołek drzewa, a następnie zamieniła się w dumnego orła i wzniosła się lecąc w stronę księżyca. Uśmiechnąłeś się i mimo iż wiedziałeś, że wizja już dobiegła końca, pragnąłeś lecieć dalej i nie przejmować się tym. Mineso Stałaś na wielkiej, zielononiebieskiej fali, na samym środku oceanu. Przed sobą dostrzegłaś gigantycznego, morskiego węża. Wyciągnęłaś ręce przed siebie stykając je nadgarstkami. W Twoich dłoniach zaczęła pojawiać się wirująca kula wody, która w pewnym momencie wystrzeliła strumieniem w potwora. Zrobiłaś obrót o 1080 stopni i niespodziewanie wokół Ciebie utworzyła się gęsta mgła. Widziałaś jak potwór zbliża się do Ciebie jednak jego ruchy nie były już takie płynne, jak na samym początku. Zniknęłaś zupełnie. Uśmiechnięta otworzyłaś oczy. Nie zraził Cię nawet wygląd bestii. Wszyscy równo odwróciliście się w stronę Luny, która patrzyła na was pytającym wzrokiem. - I? No mówcie, co widzieliście! Jakie macie moce?! – spytała zniecierpliwiona patrząc na wasze uradowane twarze. Czekała na ewentualne pytania bądź sugestie, choć przede wszystkim na moce, jaki dostaliście w darze. Amelia Gdy Luna i Mineso pobiegły do Świątyni postanowiłaś, że pójdziesz do brata. Ruszyłaś w kierunku waszego dużego domu i ostrożnie otworzyłaś drzwi. Na dole był cały salon. Kanapa, sprzęt grający i różne rzeczy, na górze była kuchnia, jadalnie i łazienka, zaś na kolejnym, wyższym piętrze były sypialnie. Nie dostrzegłaś nigdzie Reity jednak usłyszałaś dźwięk tłuczonego szkła dobiegający z góry. Wbiegłaś szybko schodami gotowa na atak gdy dostrzegłaś swojego brata trzymającego w ręku zaledwie łyżeczkę od herbaty, zaś cała zastawa leżała wokół niego całkowicie stłuczona. Reita uśmiechnął się do Ciebie głupawo i podrapał się w tył głowy. - Ehehehe . . . pozmywać chciałem
__________________ To, że tu jestem, nie znaczy, że was kocham oO Ostatnio edytowane przez Nami : 03-23-2008 o 20:58. |
| |
| | #69 |
![]() | Wszystko wokół niej działo się tak szybko. Jeszcze przed chwilą niesłusznie została wysłana do sprzątania szkolnej stołówki, a teraz? Teraz znajdowała się w jakimś innym, alternatywnym świecie razem z prawie nieznanymi jej osobami i gadającym kotem! Czysty absurd! Gdyby tego jeszcze było mało, dowiedziała się o tym, że jest nikim innym jak Wojowniczką... a jej planetą jest Wenus. Siedziała w gospodzie kompletnie pochłonięta myślami, w dłoniach obracała 'prezentem' od Luny, różdżką. Nawet nie próbowała udawać, że słucha rozmów pomiędzy swoimi towarzyszami. 'Dlaczego ja? Wszystko wydaje się takie absurdalne, nierealne... A jednak, to nie jest żaden głupi dowcip!' Nagle stwierdziła, że ma ogromny dylemat. Czy rzeczywiście chciałaby wrócić do domu, gdzie musiałaby cały dzień spędzić w kwiaciarni? Gdzie w szkole czeka na nią nauka, złe oceny? Czy może wolałaby zostać tutaj, gdzie miała szansę odkryć dotychczas ukryte talenty... zostać prawdziwą wojowniczką broniącą pokoju na świecie? - Idę z wami! - krzyknęła, a gdy doszła do faktu, iż powiedziała to sama do siebie, poczuła jak jej twarz płonie żywym ogniem ze wstydu. 'Głupia! Czemu nie słuchałaś co mówili! Teraz z pewnością wiedziałabyś, gdzie masz iść i co robić! A tak... siedzisz w jakiejś gospodzie z różdżką w łapie! Rusz mózgownicą i spróbuj jakimś cudem przypomnieć sobie choć urywek rozmowy, który by cię naprowadził!' Mój dom znajdziecie między wieżą a wieżą biblioteki... 'Kto to mówił? Czy to nie był ten uroczy, słodziutki, śpiewający chłopak?' Przez chwilę pogrążona była w romantycznych rozmyślaniach, z których szybko się ocknęła i wybiegła niczym huragan z gospody, mając nadzieję, że jeszcze uda jej się dogonić całą 'Drużynę Pierścienia'. PUK! PUK! PUK! Mio Minoru zapukała trzykrotnie do drzwi, zakładając kosmyk swoich błękitnych włosów za ucho. Drzwi same uchyliły się z cichym skrzypnięciem, a dziewczynę dobiegł z góry dźwięk tłuczonego szkła. Przez chwilę poczuła się jak w jakimś kiepskim, amerykańskim thrillerze. Weszła do środka i od razu zawołała: - Jest tu ktoś? Nikt nie odpowiedział, nawet psychopatyczny morderca nie postanowił wyskoczyć zza firanki, gdy nagle... - Aaaa....moja zastawa! Mio omało co nie dostała zawału serca, które biło jej jak oszalałe. 'Za dużo filmów!' Ruszyła ostrożnie po drewnianych schodach na piętro, gdzie zastała... kuchnio-jadalnię! 'Bardzo tu skromnie... ale ładnie', pomyślała, rozglądając się po pomieszczeniu. Zauważyła jakąś dziewczynę i nikogo innego, jak samego Reitę z łyżeczką w dłoni. Wokół niego było mnóstwo potłuczonego szkła. - Um... przepraszam, że tak nachodzę - powiedziała, drapiąc się za tył głowy i szczerząc zęby. Reita akurat włożył sobie łyżeczkę do ust, by mieć ręce do sprzątania. Uniósł głowę i spojrzał na Mio Minoru, stojącą przy schodach. - Ooo, Mio! Witaj - wyseplenił .- Zgubiłaś stringi? - dodał - Nie...eee...yyy...uum...emm... Chciałabymwyruszyćrazemzresztągdyżuważamżepo trzebują... wojowniczki z Wenus - powiedziała na jednym wdechu. - Czyli te pomarańczowe stringi u mnie w sypialni to nie Twoje? Hmm...zagadkowa sprawa - powiedział z namysłem i wyjął łyżeczkę. Zaniemówiła, patrząc na niego, jak na ostatniego idiotę na tym świecie. - W każdym bądź razie... COOO?! JAKIE STRINGI?! O CZYM TY MÓWISZ?! Nie noszę pomarańczowych... Reita zaśmiał się szczerze i rzucił łyżeczką za siebie. Podszedł do błękitnowłosej z uwodzicielskim uśmiechem na twarzy i objął ją w talii. Jego czekoladowe oczy kusiły swym blaskiem. - Wybacz, Mio, w takim razie właścicielką jest kto inny. Wolisz porozmawiać na górze czy na dole? - rzekł szarmancko i mrugnął do dziewczyny oczkiem. Dziewczyna rozpłynęła się niczym czekolada na słońcu, śmiejąc się jak głupi do sera. Po chwili jednak powróciła do siebie, a romantyczne myśli prysnęły niczym bańka mydlana. - Jak już mówiłam, chciałabym wyruszyć razem z resztą w podróż, aby ocalić Usagi. - Rozumiem Cię, ale jak widzisz, mam tutaj towarzystwo - szepnął jej do ucha wskazując na Amelię. - Więc na dole, czy na górze? Mio spojrzała ukradkiem na dziewczynę, po czym mrużąc powieki, zwróciła się do chłopaka. - Och... niech ci będzie, na... dole. Reita pstryknął palcami z rozczarowania - Ach, a myślałem, że na górze - powiedział, uśmiechając się kącikiem ust. - Panie przodem - dodał, wskazując otwartą dłonią schody. Mio niemalże zbiegła po schodach, jakby gdzieś się śpieszyła. - Więc...? - spytała, lekko się niecierpliwiąc. Mężczyzna zasiadł sobie wygodnie na czerwonej kanapie kładąc ręce na rozciągłości oparcia. - Więc słucham Twoich próśb i argumentów. - Cooo? Jakich znowu argumentów? Och, no dobrze... Zostałam bezczelnie zignorowana, nawet nikt nie pokwapił się, aby wybudzić mnie z zamyślenia. Wszyscy sobie gdzieś poszli, a ja wpadłam w zachwycający dylemat: wrócić do normalnego świata, gdzie nic mnie nie czeka, czy może zostać tu, odkryć drzemiące we mnie talenty, zostać wojowniczką broniącą pokoju na świecie i doświadczyć rzeczy, których zwykły człowiek nie jest w stanie doświadczyć! - mówiła marzycielskim tonem, wzrokiem wpatrując się w niewidzialny punkt na ścianie. - Dobrze wiem, że to wszystko jest niebezpieczne, ale kto powiedział, że będzie łatwo? Podjęłam decyzję... Chcę odkryć swoje moce, chcę zostać wojowniczką Wenus! Um... nie przekonało cię to, prawda? - mruknęła, spoglądając na niego ze zrezygnowaniem. Co więcej mogła mu powiedzieć, oprócz słów płynących prosto z serca? Nic... Reita patrzył na Mio pełen powagi. Jego wyraz twarzy był zimny jak lód. Nic nie mówił. Jego milczenie doprowadzało dziewczynę do szału. Patrzyła na niego wyczekująco. Mężczyzna zmrużył oczy i nachylając się oparł ręce o kolana. - Te stringi na pewno nie są twoje? Oczami wyobraźni widziała, jak zaczyna dusić tego całego Reitę, jak robi się czerwony, później fioletowy, a ona cieszy się i z satysfakcją dusi go dalej... - Nie - odpowiedziała w końcu, starając się nie wybuchać wściekłością. - A znasz swoje moce...wojowniczko? - Eee... - wyszczerzyła zęby, zastanawiając się nad odpowiedzią. - A niby skąd mam znać? Dostałam jedynie tą całą różdżkę od... Luny. I wiem jedynie, że moją planetą jest Wenus... - Nooo. To dużo wiesz, jak na kogoś kto chce wyruszyć w podróż - rzekł ironicznie, wstając z kanapy. Podszedł do dziewczyny, zbliżając swe usta do jej. Spojrzał Mio głęboko w oczy. Przestraszyła się, jednak nie drgnęła. Bardzo jej zależało na tym, by ruszyć razem z resztą. - Udowodnij mi, że jesteś warta, bym poświęcił dla ciebie swe życie. Jej ręka odruchowo pacnęła go z całej siły w policzek, na którym został czerwony ślad. Po chwili dotarło do jej mózgownicy to, co właśnie zrobiła. - Ajć! Strasznie przepraszam, to było odruchowo... - powiedziała pośpiesznie, dotykając jego policzka swoją dłonią. - Okropny ślad...strasznie przepraszam... - Jej druga dłoń spoczęła na jego drugim policzku, a jej usta po chwili obdarowały pocałunkiem jego usta. Nie wiedziała dlaczego to zrobiła, ale najpierw poczuła w sobie ogromny przypływ dziwnej energii, który musiała wyładować, uderzając Reitę w policzek... Za drugim razem, jakby mimowolnie, pocałowała go... Mężczyzna delikatnie oderwał się od ust Mio Minoru. Odchrząknął i uśmiechnął się. - No tak, nadajesz się - powiedział w pełni uśmiechnięty, masując sobie policzek. - Em... - mruknęła, kompletnie oszołomiona tym wszystkim, lecz w pełni świadoma tego, o co chciala spytać. - Co z moimi mocami? Mam tylko tą różdżkę... Zaraz, zaraz... Luna mówiła, jak jej użyć - zaczęła już bardziej mówić sama do siebie, niż do Reity. Spojrzała na przedmiot trzymany w dłoni. Kolejna fala energii, która sprawiła, że mimowolnie uniosła rękę ku górze, wypowiadając magiczne słowa. - Wenus Power! Make Up! Pomieszczenie, w którym się znajdowała, wypełniło się nagle jasnym, żółtym światłem. Wokół unoszącej się w powietrzu Mio Minoru zaczęły krążyć złote gwiazdy, a podmuch wiatru, który wziął się niewiadomo skąd, rozwiewał jej błękitne włosy. Szkolny mundurek, w którym do tej pory paradowała, zniknął, natomiast na jego miejscu pojawił się nowy strój lub też uniform. Krótka spódniczka w kolorach pomarańczy i żółci, oraz okropnie obcisły top z wielką, niebieską kokardą. Na rękach miała białe rękawiczki sięgające łokcji, natomiast na nogach pojawiły się buty na obcasie z długimi cholewami. Gdyby tego było mało, na głowie pojawił się diadem z pomarańczowym kamieniem. W nowym stroju stanęła przed Reitą. Kącik ust Reity mimowolnie uniósł się. Wydawało się, że on wprost pożera ją wzrokiem. Już chciała zapytać, o co mu chodzi, gdy nagle się odezwał. - Pierwszy raz widzę kobietę w stroju wojowniczki. Wyglądasz pięknie - rzekł, kiwając głową ze zdumienia. - Wiem, co czujesz... sama widzę po raz pierwszy strój wojowniczki - odpowiedziała z lekkim zmieszaniem, próbując nieco naciągnąć przykrótką spódniczkę. - Co teraz? Mam na myśli moce... Czy mogę w końcu dołączyć do reszty i wyruszyć z wami, by ocalić Usagi? - Oczywiście, że możesz. Czy wątpiłaś w to choć przez chwilę? Jeśli odpowiesz, że tak to zacznę się zastanawiać. - Obszedł dziewczynę dookoła, przyglądając się strojowi, jakby był w muzeum. - Nie chce Cię rozczarować, bo bardzo ładnie się przemieniłaś, ale ruszamy jutro. Dziś śpicie u mnie, cieszysz się? Mio już chciała coś odpowiedzieć, albo przynajmniej pobić tego kretyna, który uważał się za niewiadomo kogo, gdy ten odezwał się po raz kolejny. - Co do Twoich mocy. Zaraz Ci pomogę je poznać. Nigdy tego nie robiłem, ale spróbujemy. Teraz reszta jest w świątyni, zaraz tutaj pewnie przyjdą. Daj mi swój diadem. Nie miała zbyt wielkiego wyboru, więc ściągnęła diadem i wręczyła go chłopakowi. Reita wziął przedmiot i kazał Wojowniczce Wenus złapać różdżkę oburącz i wyciągnąć dłonie przed siebie. Diadem skierował kamieniem w błyszczącą kulę różdżki Mio, która nagle poczuła jak ciarki przechodzą jej od rąk przez całe ciało, po czym najzwyczajniej straciła przytomność.
__________________ For God's sake... I am woman! Upadamy po to, by wstać... wstajemy po to, by... upaść? |
| |
| | #70 |
![]() | Kamiiru wyruszył z pełną ekscytacją z karczmy. Rozglądał się dookoła jak szalony, przypatrując się wszytskiemu z fascynacją. Kiedy na drodze spotkali piękną kobietę Kakeshi spytał: "-Dzień dobry Pani. Przepraszam, że przeszkadzam, Gdzie znajdę świątynię?-" Kobieta, bardzo życzliwie udzieliła pomocy, i zaraz po tym wszystcy ruszyli w właściwą stronę. Kiedy doszli już na miejsce, Kamiiru podziwiał ogromną świątynie, na prawdę robiła wrażenie. Po próbach otwarcia świątyni, bezsilny stracił nadzieję. Lecz po chwili wrota się ruszyły i można było już wejść do środka. Świątynia w środku była jeszcze piękniejsza, wspaniałe witraże, przedstawiające i \ symbolizujące chyba boga słońca. Kiedy wszyscy doszli już do celu, włożyli swoje różdżki do wody, wtedy wydarzyło się coś niezwykłego w umyśle chłopaka. Podczas niezwykłej wizji, czuł się tak wspaniale, czuł się wolny i silny. A kiedy leciał, wydawało się to nie mieć końca, i te magiczne przemiany. - I? No mówcie, co widzieliście! Jakie macie moce?! – Krzyknęła Luna. -Luno... nie wiem, jak to dokładnie opisać, aby wyrazić to co czułem podczas wizji, ale to było związanie chyba z... przemianą, transformacją, i zwierzętami, chyba potrafie przybierać różne postacie. No nie wiem, tak przypuszczam, ale mogła to być też pewnego rodzaju metafora.- Kamiiru powoli się otrząsał, nie był już pewien, czy to wszystko dzieje się na prawdę, popatrzył na innych, oczekując co oni mają do opowiedzenia.
__________________ Mój nr gg ------> 146938. |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Sailor Moon] - komentarze | Nami | Komentarze do sesji RPG - w systemach autorskich | 155 | 08-24-2008 18:28 |
| [autorski, Sailor Moon] "Nim umrze księżyc" | Nami | Archiwum rekrutacji | 48 | 08-20-2007 12:07 |
| Run "Runy", czyli dokąd pędzi "Runa"? | kitsune | WIEŚCI | 0 | 08-11-2007 16:21 |
| News: Reflections of Japan in Sailor Moon | Sayane | Tokyo Underground | 11 | 05-31-2005 14:13 |
| "Ględźby ropucha" i "Ostatni smok" | Milly | WIEŚCI | 0 | 05-16-2005 22:16 |