Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-01-2014, 13:47   #11
 
Porando's Avatar
 
Profesor kazał zatrzymać wóz i wyszedł na zewnątrz. Podszedł szybko do wiszącej dziewczyny, przyjrzał się jej twarzy i poczuł ulgę. To nie ona, jest za młoda. Z daleka zdawało mu się że ta rozbójniczka wyglądała podobnie do jego córki. Charles nie widział jej od wielu lat i wyobrażał sobie potworne scenariusze. Miał nadzieję że nie skończyła tak jak ta tutaj. Skoro już był na zewnątrz, przyjrzał się dokładnie temu wypalonemu symbolowi. Wyjął z torby kartkę i szybko go przerysował, po czym powtarzał na głos swoje obserwacje, które zapisywał. W swoim życiu wykonał dziesiątki sekcji zwłok, więc wystarczył tylko rzut oka by stwierdzić że został on wypalony dobrowolnie, na długo przed śmiercią. Jest to najprawdopodobniej znak ochronny, symbol przynależności i oddania, mający też na celu wzajemną identyfikację członków jakiegoś tajnego bractwa czy stowarzyszenia. Ta osoba nie mogła być wysoko w hierarchii, pracowała "w polu", najpewniej był to szpieg, zabójca lub goniec, który wpadł podczas swojej roboty... Obserwację przerwał mu Girardino, który odciął wisielca tasakiem i oświadczył że ma zamiar go pochować po chrześcijańsku. Szerszych wyjaśnień udzielić nie był łaskaw.Charles nie miał tu już nic do roboty, więc wrócił do karoty.


================================================== ========


Charles wziął gwizdek od Lupina. - Wilkołaku, jak się nazywasz? Jesteś przewodnikiem stada? Ja jestem Charles Wortham. -wyciągnął rękę w przyjaznym geście - Zanim pójdziesz może przybliżysz nam trochę problem? Jakie to oddziały? Przed czym ostrzegaliście księcia Modeny? I jak ten ktoś zalazł wam za skórę skoro jak rozumiem mieszkacie w lesie? Szkodzi wam również w świecie duchów? Czy wiesz co oznacza ten symbol? - zasypał pytaniami Lupina
Mężczyzna popatrzył lekko kpiarskim wzrokiem na swego rozmówcę, ale po chwili namysłu odezwał się tym samym spokojnym i rozważnym tonem.
- Jestem Paulo. Zostałem wyznaczony do roli dyplomaty i staram się ją wypełnić zgodnie z zaleceniami mojej sfory. Wasz przywódca zlekceważył nas i nie chciał słuchać ostrzeżeń. Trudno, jego strata. W Modenie dzieją się dziwne rzeczy. Łowca, który zaczął tam grasować musi być bardzo potężny i mieć poparcie władzy. Patrole o których mówię, to nie zwykła straż miejska. Są to ludzie nie tylko świadomi, ale także umiejący wykryć zagrożenie. W mieście ponoć nie ma już żadnego potomka Kaina. My jednak myślimy, że część z waszych po prostu ukryła się. Łowca jest coraz bardziej zuchwały i coraz bardziej rozszerza swoje wpływy. Jego ludzie zaczynają także patrolować okolice miasta, a to oznacza wielkie niebezpieczeństwo dla wszystkich. Tym bardziej, że nie wiemy kim on jest i jaką dysponuje mocą. Jednak fakt, że zabił kilku z waszych dobitnie świadczy, że jest człowiekiem nietuzinkowym i bardzo silnym.
Gdy Charles pokazał przerysowany znak, wilkołak przez chwilę mu się przypatrywał. Z jego twarzy trudno było coś wyczytać.
- Nie znam się nam tym, jakoś wyjątkowo. Wygląda mi to jednak na jakiś ochronny run. A skąd to pytanie?
Wortham nie zdążył odpowiedzieć, ktoś wtrącił się do rozmowy.
 

Ostatnio edytowane przez Porando : 27-01-2014 o 13:38.
Porando jest offline  
Stary 27-01-2014, 09:31   #12
 
Narib's Avatar
 
- Kłamiesz, pchlarzu. Gadaj natychmiast, skąd ten znak. Może to wy żeście go tak urządzili, co? A może nieborak się chciał tym znakiem przed wami chronić? - chwycił mocniej zakończoną metalowymi obiciami lagę. - Nie macie żadnego interesu, by nam pomagać, a jeśli ci się zdaje, że zagwiżdżemy w ten wasz psi gwizdek, to wybacz, ale wąpirzy honor nas przed tym powstrzyma. Zresztą, i tak wiem, że przybędziecie tylko po to, by pomóc naszym wrogom nas rozszarpać - Giacomo splunął ze złością która groteskowo wykrzywiała jego delikatne rysy.
-Giacomo, mój drogi- Girardino gwałtownie obrócił się do grupki, przerywając rozmyślanie i nie dając dojść do głosu wilkołakowi -Pytasz niewłaściwą osobę.- poświęcił jeszcze chwilę na ponowne przyjrzenie się znakowi w ręku wykładowcy. -To run ochronny, to powszechna wiedza. To, co jest w nim ciekawe, to że ten na wisielcu był prawdziwy. Mający faktyczną moc. I wymagający nie lada wiedzy. To są fakty. Natomiast jedynie przypuszczeniem mojej skromnej osoby jest to że śmierć tych nieszczęśników to efekty obławy na naszych pobratymców. Może nawet nie przypadkowymi, patrząc na taki glif. Może dopadli kogoś parającego się magią. Jeżeli tak, zagrożenie jest poważne. Ale też nie wycelowane wyłącznie w nas.-
Wilkołak nie skomentował wybuchu Giacomo. Słuchał w spokoju słów Girardino, a gdy ten skończył.
- Obelgi nic ci nie pomogą, krwiopijco. Ofertę znacie, a co z nią zrobicie wasza rzecz. - odparł oschle.
***
PRZED BRAMAMI MODENY


-Niedługo powinno świtać. Zatrzymanie się jak przystało na statecznych obywateli wydaje się mniej rzucać w oczy niż skakanie przez fosę i wysokie mury- rzucił do współtowarzyszy.- zaczął Girardino.
- To niezbyt rozsądne wjeżdżać do miasta godzinę przed świtem. Cofnijmy się do innego miasta (Bolonia albo Parma, oba są blisko Modeny), albo po prostu poczekajmy tutaj i wjedźmy do Modeny następnego dnia, tuż przed zamknięciem bram - rzekł Charles.
- Nie możemy się cofać. Jesteśmy już za daleko, teraz wystarczy tylko razem z resztą kupców niepostrzeżenie wślizgnąć się do bram miasta i poszukać czym prędzej schronienia. Znam ja pewną kamienicę - bardzo starą, a obłudny lud boi się koło niego kręcić - niektóre wampiry również, więc sądzę że bez problemu schronimy się tam na dzień. Ewentualnie możemy wybrać burdel Fiore Delizioso. - zawiesił głos, jakby chciał sobie coś przypomnieć - Wjedźmy wraz z innymi podróżnymi, po czym jak najprędzej jedźmy ku schronieniu - mamy sporo do wyboru. Nie ma co ryzykować z przekupywaniem patroli. - Odezwał się Giacomo
- I będziesz szukał kryjówki w dzień? Poczekajmy do południa i wjedźmy do miasta tak jak proponował Wszegniew, abyśmy sami mieli całą noc na szukanie schronienia, a nie zdawali się na tego ghula. Co do kamienicy, to jakbym był łowcą wampirów to bym zaczął szukać właśnie w takich miejscach. A w burdelu mieszkała Toreadorka i jako że jej zamtuz to ośrodek życia nocnego to na pewno ktoś z łowców tam jest i obserwuje. Chcesz się bić z nimi w towarzystwie promieni słońca? - ofuknął gimnastyka.
-Jeżeli Emily pomogłaby Remigiusowi, nikt nie będzie nas niepokoił naszej arki aż do zmroku. Odstawią ją do stajni wewnątrz miasta. Zabezpieczą. Mało osób uwierzyłoby że można zaryzykować coś tak wbrew naturze. I to może być nasza szansa- odwrócił głowę do Giacomo -A o ile byłbym zachwycony mogąc znów razem odwiedzić naszą znajomą, to doprowadzenie kawałka podziemi do używalnego stanu będzie bezpieczniejsze. Ale ani o niej nie zapomniałem, ani nie odpuszczę okazji sprawdzenia jej losu.-dodał Girardino
- Emily jak najbardziej może pomóc Remigiuszowi. Wciąż jednak jestem za tym aby poczekać parę godzin - Toreador ciągle obstawiał przy swoim.
 
Narib jest offline  
Stary 27-01-2014, 10:15   #13
 
TomBurgle's Avatar
 
"Paulita", tuż po przybyciu

-Panie Hubercie- Girardino złapał wampira zanim ten zdążył się ulotnić z wspólnej sali -Ponoć mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Nie bądźcie skąpi! Uszczknijcie nam co z tych złotych myśli co krążą w tej ciszy. Widzicie mi się jako ktoś kto bacznie obserwuje. I co żeście zaobserwowali?-

Po wyruszeniu z zajazdu

Kiedy nadszedł czas ponownego ruszenia w drogę a wszyscy wsiedli do arki, Girardino powrócił do dyskusji -Dziś dostaniemy się do miasta. Jak uzgodniliśmy, Remigius wróci do Wenecji. Oznajmić że dotarliśmy bezpiecznie i poprosić w naszym imieniu o wsparcie finansowe. Bo jego nigdy za mało. A nam wypadałoby zapewnić sobie bezpieczne schronienie - zagadnął jeszcze zanim ostatnia osoba choćby zdążyła się umościć.

Bruno, który do tej pory nie odzywał się zbyt wiele, jakby pozostawanie w cieniu innych kainitów leżało w jego naturze, postanowił dołączyć się do dyskusji.
- Hm, jeśli mogę coś zasugerować. Nasz Wróg zdaje się być świetnie poinformowany i do tego na swoim terenie. Może rozważmy wszystko teraz zanim wleziemy mu w łapy. Pesymistycznie zakładając, że cześć informacji jest prawdziwa i nasi pobratymcy zaznali spokoju wiecznego, rozważyłbym poważnie ostentacyjny wjazd do miasta. Unikał bym jak ognia wszystkich naszych kryjówek i schronień, o których wiemy. Zakładam,że skoro jest to wiedza znana nam, to tym bardziej zna ją wróg. - Zastanowił się chwilę, jakby rozważając czy podzielić się jeszcze czymś z koterią. Po chwili znów się odezwał, jakby zdecydował, że jednak warto. - Nie wydaj mi się, że wszyscy kainici poszli do ziemi. Przypuszczam, że część się może ukrywać. Jak bym musiał tak zrobić pewnie ukryłbym się w śród Nosferatu. Oni są w tym najlepsi. Może spróbujmy zaczać od ich katakumb?-
-Zróbmy tak. Nawet jeżeli będą mieli do nas o to złość, to ważniejszego uzasadnienia mieć już raczej nie będziemy. A i szanse na znalezienie kogoś z ocalałych faktycznie są tam największe-Girardino najwyraźniej miał podobne zdanie.
- Zwiedzanie katakumb to dobry pomysł. Myślę też że ci co nie zostali zniszczeni mogli po prostu dać nogę. Możemy po drodze popytać w Bolonii albo w Parmie.-Charles, korzystając z okazji, ponowił swoją propozycję
-A nawet jeżeli nie po drodze, to poprzez umyślnych. Już z Modeny.- Girardino spróbował szybko zamknąć temat Bolonii i Parmy, zanim ten znów się rozwinał
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -

Ostatnio edytowane przez TomBurgle : 27-01-2014 o 12:45.
TomBurgle jest offline  
Stary 28-01-2014, 11:12   #14
 
Wojan's Avatar
 
Świta przed bramą miasta
Chłód bladego poranka dla wszystkich śmiertelników stojących w kolejce do bram Modeny był niezwykle uciążliwy i dokuczliwy. Wszyscy marzyli już o tym, aby wjechać do miasta i znaleźć sobie jakieś lokum, aby się ogrzać, zjeść coś ciepłego, czy też napić się czegoś rozgrzewającego. Niektórzy przebąkiwali, że idzie sroga zima.
Dla Kainitów siedzących w arce czas oczekiwania był podwójnie stresujący. Nie tylko mieli świadomość, że wkraczają na teren wroga, ale także, a może przede wszystkim, że robią to w bardzo niesprzyjających okolicznościach. Każdy z nich czuł już zbliżający się świt i odczuwał rosnący niepokój.
Okna powozu były zabezpieczone i zasłonięte grubymi kotarami, ale i tak strach zagościł w sercach Kainitów.

Gdy Remigius zatrzymał się przy strażnikach, których zainteresował dość wyjątkowy powóz, wampiry siedzące w środku poczuły, że od tej chwili trudności będą im towarzyszyły na każdym kroku. Na szczęście tym razem odpowiednio dobrane słowa i powołanie się na znajomości przez ghoula doży wystarczyło, aby pozbyć się zbyt ciekawskiego strażnika.
Wraz z przekroczeniem bramy miasta, zebrani w arce Kainici poczuli, jakby ktoś założył im niewidzialną obrożę na szyi lub wypalił piętno na skórze. Było to tylko nieprzyjemne i niepokojące uczucie i żaden z nich nie potrafił określić z czego ono wynikało. Czy były to tylko zwykły strach i obawa przed wejściem w paszczę lwa, czy może władza i umiejętności łowcy, który zagościł w tym mieście.
Jaka by nie była prawda budziło to bardzo wiele wątpliwości i niepewności.

Remigius bez trudu znalazł dom o którym była mowa i tam też zatrzymał powóz. Wraz Emilly zajął się zabezpieczeniem terenu i osób Kainitów.
Ci mimo poczucia zagrożenia, zapadli w sen.

“Uciekajcie do swych ziem,
tutaj trąd i zaraza”
Kat


Gdy tylko słońce skryło się za horyzont, Remigius i Emilly przystąpili przebudzenia swoich panów. Mina tych dwojga jakie ujrzeli Kainici wymownie świadczyły, że mieli ciężki dzień i sporo kłopotów.
- Panowie - zaczął niepewnie Reigius - Wydaje mi się, że powinniście czym prędzej opuścić to miejsce. Nasz powóz wzbudził wiele sensacji i stał się tematem wielu plotek. Ludzie snują domysły, kto mu takim powozem przyjechać. Jedni mówią, że na pewno inkwizycja, inni że wysłannik papieża, a jeszcze inni, że pewnikiem jakiś bogacz, chora na jakąś zarazę.
Sam bym się zdecydował stąd odjechać, ale na szczęście nikt w pobliżu domu się nie kręcił…
- Do teraz - przerwała mu Emilly - Chwilę temu byl tu pewien człowiek i przekazał mi to.
Dziewczyna pokazała zapieczętowany list. Na pieczęci odciśnięto herb, ale żaden z Kainitów go nie rozpoznał.
Nie pozostawało nic innego, jak zapoznać się z treścią przesyłki.

“Witajcie bracia
Nie roztropnie jest przybywać w taki sposób do naszego miasta. Wasz ostentacyjny wjazd wzbudził w wielu niezdrową ciekawość i przykuł uwagę wielu osób. A nie wszystkie spośród nich są tak życzliwe gościom, jak ja.
Miasto nie jest bezpieczne dla osób naszego pokroju, więc zalecam daleko, a nawet bardzo daleko posuniętą ostrożność. Kilka osób zlekceważyło już moje ostrzeżenia i słono za to zapłaciło. Ja naprawdę nikogo nie straszę, a jedynie lojalnie przestrzegam.
Wierzę, że zachowacie rozwagę i zdrowy rozsądek i zejdziecie z piedestału i skryjecie się mroku, jak przystało osobą naszej nacji.
Gdybyście mieli ochotę się spotkać i porozmawiać, to zajrzyjcie do gospody Fabrizio Dinatale, mieści się ona na obrzeżach rynku na ulicy Bednarskiej. Zapytajcie tam o Rosalindę.
Chętnie dowiem się więcej o tak ekscentrycznej grupie, która raczyła odwiedzić nasze miasto.

Z wyrazami szacunku
S.G.”


List był ewidentnie napisany kobiecą ręką i pachniał mokra ziemią i gnijącą roślinnością.

Nie wszystkim dane jednak było w spokoju wysłuchać treści listu. Dwóch spośród Kainitów zachowywało się w sposób nader niestosowny i niebezpieczny. Hubert i Giacomo wyraźnie byli bardzo złaknieni krwi. Ich twarze przybrały demonicznych rys, a kły mocno się wysunęły.
Obaj węszyli w powietrzu, jak wygłodniałe zwierzęta, a Hubert łakomie zaczął spoglądać na Emilly i Remigiusa. Powietrze wręcz zafalowało od agresji, jaka w nich wzbierała. Jasne było, że lada chwila może dojść do tragedii.

Hubert
Już w momencie przebudzenia Hubert czuł się nieswojo. Z każdą kolejną chwilą rządzą krwi wzbierała w nim w sposób lawinowy. Już dawno nie czuł takiego głodu i pragnienia. Bestia tkwią w jego wnętrzu domagała się ofiary i była gotowa wyrwać się spod kontroli, byle tylko zaspokoić swoje pragnienia. Zapach jaki wydzielała dwójka przebywających z nimi śmiertelników oszałamiał i kusił niczym najbardziej lubieżna kobieta.
Hubert pragnął czym prędzej zatopić swe kły w ciele ofiary. Wiedział, że głodna bestia może wyrwać się na wolność lada chwila.

Giacomo Tito
Głód pojawił się niespodziewanie. Giacomo, gdy tylko go poczuł w momencie złapał swoją bestię za kark i zdusił do ziemi. Kontrolował ją tylko i wyłącznie dzięki wielkiej sile woli. Już dawno bestia nie była tak silna, a głód tak nieposkromiony. Giacomo czuł, że długo nie utrzyma swego potwora na wodzy. Musi, jak najszybciej zaspokoić głód, aby ułagodzić bestię.
Już dawno pragnienie nie było tak dojmujące i dominujące.

Girardino
Girardino słuchał słów listu, ale jego uwagę w tym momencie zajmowało coś innego. Od kilku chwil obserwował kruka, który siedział u powały stajni. Jego zainteresowanie wzbudził zarówno fakt, że ptak nie bał się ani ludzi, ani Kainitów, a także że z uwagą przyglądał się grupie, która stała obok powozu. Wyglądało to tak, jakby kruk starał się wyłapać jak najwięcej z toczącej się właśnie rozmowy.
Nawet gdy dwóch jego kompanów zaczynało zdradzać objawy szału, ptak zachował stoicki wręcz spokój.
Girardino nie miał już żadnych wątpliwości, że ptak został wysłany na przeszpiegi. Teraz pozostawało jedynie pytanie przez kogo.
 
__________________
"Amnestia to jest dla złodziei, a my to jesteśmy Wojsko Polskie" mjr. Dekutowski ps. "Zapora"
"Świnie noszą koronę, orzeł w gównie tonie,
a czerwono białe płótno, porwał wiatr" Hans
Wojan jest offline  
Stary 28-01-2014, 18:39   #15
 
Porando's Avatar
 
Charlesowi niezbyt podobała się perspektywa spędzenia dnia w karecie. Ku uciesze niektórych, zamilkł i stał się nieobecny, jakby myślami był w zupełnie innym miejscu. Gdy wszyscy układali się do odpoczynku, wyjął z torby swój szkicownik i powoli przewracał powiązane sznurkami karty przyglądając się znajdującym się na nich portretom. Następnie odłożył go do torby i ułożył się do snu. Po niecałej godzinie zaczął mamrotać coś przez sen w dziwnym języku (przypominającym arabski), jakby kogoś wołając. Kopnął śpiącego naprzeciwko Wszegniewa, pacnął ręką siedzącego obok Girardino i obudził się z krzykiem. Z jego czoła spływała stróżka krwawego potu. Zaalarmowania Emily szybko wytarła krew szmatką, którą wepchnęła do ust swego wampirzego opiekuna. - Wybacz mojemu panu - rzekła do Wszegniewa - wciąż śnią mu się koszmary. Ostatnio coraz mniej, ale teraz, w tym stresie... -; Zakneblowany, mimo że wciąż cichutko mamrotał, nie przerywał już snu pozostałym Kainitom. Rano Charles przeprosił za swoje zachowanie. Zaproponował że następnej nocy będzie spał osobno, by nikomu nie przeszkadzać.
Po przeczytaniu na głos listu, Wortham zauważył że dwójka z jego towarzyszy ledwo panuje nad sobą. Odruchowo stanął między nimi a Emily, gotów bronić swojej podopiecznej.
- Musimy szybko pozbyć się tego wozu i znaleźć jakieś schronienie. Może tam gdzie proponował Bruno? - rzekł powoli oddalając się od Huberta i Giacomo
 
Porando jest offline  
Stary 28-01-2014, 22:58   #16
 
TomBurgle's Avatar
 
Kruk u powały. Tylko jeden szpieg? Toż to prawie jak obraza. A gdzie inni? Spodziewał się co najmniej kilkoro ludzi. Ba, zdażało się nawet że któryś podsłuchiwał bez rozkazów, ot, z własnej ciekawości.
Strojny młodzik korzystając z zamieszania wszedł pomiędzy Wszegniewa i Bruno. Lekkim trąceniem w ramię ściągnął uwagę pierwszego. Uwagi drugiego ściągać nie musiał, wyga jak zawsze sam zauważył sygnał. Młody Magister mruknął coś pod nosem. Kiedy obaj towarzysze odruchowo nadstawili uszu żeby lepiej usłyszeć w przelocie wyszeptał -Kruk u powały-
Lekkim zwrotem obrócił się do całości. Z szerokim uśmiechem potoczył spojrzeniem po zebranym towarzystwie.
-Panowie. Rozumiem waszą przyziemną potrzebę, ale postarajcie się nie narobić zbyt dużo zamieszania, dobrze?- wskazał ręką na drzwi prowadzące wgłąb kamienicy właściciela stajni. Który pewnie też donosił. Albo zacznie. -Szkoda żeby wasze opanowanie poszło na marne-
-Nasza dwójka niedługo załatwi swoje potrzeby. Byłoby dobrze gdyby nie połączono tego co się za chwilę zdarzy z naszą arką. A że do takiej logiki są zdolni nawet najgłupsi, to oznacza że nie może być śladów. Wszegniwie, czy mógłbyś...na bieżąco przypominać im o manierach?- Roztaczał dookoła siebie aurę siły. Bynajmniej nie prymitywnej.


Girardino obrócił się tyłem do kruka. Miną wskazał towarzyszom że bynajmniej nie mówi wprost. Nie żeby chciał obrazić ich inteligencję. Ale niekoniecznie zdążyli się na nim poznać. Po pytaniu Charlesa rzekł
-Myślę że każdy z nas dotrze do pałacu księcia samodzielnie. Więc tak, zrobimy dokładnie tak jak proponował Bruno. Tak więc, po drugiej wachcie przed głównym wejściem? - zapytał lekko ściszonym, ale wciąż wyraźnym głosem.

Dalej biorąc udział w rozmowie wszedł na wóz. Przez dłuższą chwilę przebierał w swojej skrzyni. W pewnym momencie poderwał się, niegłośno krzyknął -SZPIEG- i zeskoczył z wozu z tasakiem w dłoni. W duchu już śmiał się na galopadę podsłuchujących kmieci. Ale po sekundzie rzucił w ptaka zabranym z bagażu jabłkiem
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -
TomBurgle jest offline  
Stary 30-01-2014, 10:08   #17
 
malkawiasz's Avatar
 
Ostentacyjny wjazd do miasta od początku mu się nie podobał. Lasombra wolał działać w cieniu. Demonstracja siły owszem, tez była skutecznym narzędziem, ale nie w sytuacji gdy posiadali tak mało informacji. Na szczęście nie nawykł do rozczulania się nad sobą i teraz po prostu trzeba było wykorzystać fakt, że już tu są na swoją korzyść. Przez chwilę żałował, ze nie próbował przejąć kontroli nad grupą i narzucić swego zdania, ale rozkazy ojca były bardzo wyraźne. Bruno miał „współpracować”. Westchnął ciężko. W jego wykonaniu sprowadzało się to do tego, że na razie nie przeszkadzał pozostałym. To i tak duża pomoc. W sumie na razie nikt nie planował zrobić czegoś głupiego, wiec powinno wystarczyć. Inkwizytor delikatnie wybadał pozostałych podróżnych i doszedł do wniosku, że jeśli dogada się z pozostałymi to mają szanse. Niektórzy z koterii chyba doszli do tego samego wniosku bo na razie każdy panował nad instynktami. Bruno nie miał żadnych wątpliwości, że nie potrwa to długo, ale na razie taka sytuacja mu pasowała.
Obudził się wieczorem lekko zaniepokojony. Stwierdził, że to miasto chyba tak na niego wpływa. Rozejrzał się po pozostałych i stwierdził, że i tak nie jest najgorzej. Ziewnął demonstracyjnie, ale wzmógł czujność widząc braci na granicy szału. Emilii nie pomna chyba na niebezpieczeństwo jej grożąca zbliżyła się do nich pokazując list i pieczęć na nim. Bruno uważnie zapoznał się z treścią lecz ustawił się tak by nie stać tyłem do żadnego z dwójki ogarniętych pasją. W jego głowie lotem błyskawicy krzyżowały się różne myśli. Związane z ich sytuacją, otrzymanym listem i potencjalnymi wrogami jak i sojusznikami. Wszystko inne musiało zejść na dalszy plan w obecności dwóch głodnych kainitów, zbyt bliskiej obecności jak na jego gust. Najprościej było by napoić ich na Remigiuszu i Emilii lecz żadno z nich nie należało do niego i nie w jego gestii była taka decyzja. Tak czy siak będą musieli zapolować i Bruno miał nadzieję, że nie nabroją za bardzo.
Girardino zaczął się zachowywać odrobinę dziwnie. Lasombra znał go odrobinę i wiedział, że nie płynie w nim krew Malkava. Czyli przyczyny musiały być jakieś inne. W pół gestu zrozumiał o co chodzi i zdusił w zarodku pragnienie momentalnego zniszczenia szpiega. Grał w grę Girardina, rozumiejąc co nim powoduje. Dezinformacja była cennym narzędziem w arsenale Świętego Oficjum, a Bruno był pilnym uczniem. Gdy wróg ma przewagę liczebną trzeba zwodzić go za nos iluzjami. Gdy kainita przepędził szpiega Bruno roześmiał się szczerze.

- Dobra robota, ale i tak musimy stąd zmykać. – To powiedziawszy zrzucił habit. Pod spodem miał całkiem normalny kaftan i spodnie. Z przerzuconą szatą podszedł do arki i wyciągnął swoją sakwę. Schował habit, wyciągnął płaszcz i jeszcze klika drobiazgów, które upchnął po kieszeniach. Kucnął przesunął dłońmi po klepisku, a następnie przybrudził sobie nimi twarz i ubranie. Znać było, ze Inkwizytor nie raz musiał działać in cognito W jednej chwili przedzierzgnął się z szlachcica w nie rzucającego się w oczy mieszczucha. Zadowolony z efektu błysnął zębami w uśmiechu i oparł dłoń na rękojeści jednego z sztyletów, który swą prostota pasował do stroju. Chyba, ze ktoś zadał by sobie trud, wyciągnął go z pochwy i dokładnie obejrzał przyczernioną klingę. Mało kto jednak miał drugą okazję.

- Mało wiemy, więc udam się na krótki spacer. – Nie wiedział czy podsłuchują ich jeszcze jakieś uszy więc zamilkł na moment zastanawiając się jak im przekazać wiadomość. Mówił wcześniej o schronieniu w katakumbach lecz zapomniał, że mieście są dwa rodzaje podziemi. Jedne miejskie kontrolowane przez szczury, drugie rzymskie, będące schronieniem Kapadocjanki. Uśmiechnął się jakby zamierzał spłatać psikusa i rzucił na pożegnanie.- Spotkajmy się może tam gdzie proponowałem. W końcu wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.

Modena niczym nie odbiegała od miast, które już widział. Był tutaj już wcześniej lecz nie spędził zbyt wiele czasu. Widział już jednak tyle, że twierdził, że ludzie wszędzie są tacy sami. Nie był jednak tak arogancki by wierzyć w swoje bezpieczeństwo. Pilnował swojej sakiewki, nie wpadał na ludzi, nie nawiązywał dłuższego kontaktu wzrokowego, jednocześnie bacznie łypiąc na mijanych ludzi. Jednym słowem zachowywał się jak typowy mieszkaniec miasta. Rozważał przez chwilę pomysł zapolowania lecz częste, trzyosobowe patrole straży sprawiły, że przesunął to na później.

Gospoda przy rynku nie wyróżniał się niczym szczególnym, za to kobieta, która do niego podeszła, po podaniu hasła wyróżniała się podwójnie. Po pierwsze urodą, która cieszyła oko Bruna i faktem, iż nie była człowiekiem. Uśmiechnął się do niej i zapytany zdradził swe imię. Służka zostawiła go na długą godzinę, którą spędził nad kuflem obserwując bywalców gospody. Niestety po godzinie pojawił się o wiele brzydszy służący imieniem Carlos. Inkwizytor udał się za nim i po dłuższej chwili zauważył, że kierują się na wschód. Nie ufał do końca przewodnikowi więc wzmógł jeszcze czujność, gotów w każdej chwili uciec zostawiając w jego sercu czarną klingę. Spacer trwał długo, pewnie w połowie po temu, iż Bruno wietrzył zdradę. Na szczęście dotarli nie zaczepiani, jeśli nie licząc żebraków i dzieci, aż do Bramy Wschodniej. Carlos wskazał mu niepozorny, mały i zaniedbany domek tuż koło murów. Wyburczał uprzejmie, że w środku czeka jego pani. Sam nie wyglądał jakby chciał wejść. Bruno skinął mu głowa w podzięce. Przełożył sakwę na lewe ramię, tak by prawą rękę mieć wolną. Podszedł do drzwi, zapukał i nie czkając na „proszę” wszedł do środka.
 
malkawiasz jest offline  
Stary 30-01-2014, 14:58   #18
 
Smirrnov's Avatar
 
Przez cały przejazd Wszegniew starał się stać z boku, czasem rzucając krótki dowcip, czasem nucąc preludium do jakiejś pieśni. Starał się odpowiadać wszystkim i nikomu. Nie ufał aż tak pracy zespołowej, co to, to nie, ale inni nie musieli o tym wiedzieć. Wszak mistrele najczęściej nie wplątywali się w intrygi słuchając jednak wszystkiego uważnie, zapamiętując. To też czynił skald spokojnie "kręcąc się" czy to w gospodzie czy też w dalszej podróży. Zniesmaczony jednak potrzebą ukrywania się w powozie, a tym samym brakiem kontroli nad otoczeniem, w ciszy, nadszarpując snu, przygotowywał maści zielarskie na wszelki wypadek. Jemu to było nie potrzebne ale czasem się przydawały. Jak wtedy gdy niemal z masakrowany przez krzyżowców musiał udawać i przeciągać swe wątłe zdrowie przez kilka tygodni. Śmierdząca ziołami przepaska jest najlepszym dodatkiem do takiego przebrania. Plusem było też zmylenie jakiegokolwiek ludzkiego pościgu, psy wędrowały za ziołami, a nie za mokrym futrem płaszcza.

Tuż po przebudzeniu, jak zawsze po nadszarpywaniu pierwszych godzin poranków, ssało go niemal niemiłosiernie w żołądku. A raczej, w całym ciele które domagało się krwi. Cóż, norma, da się wytrzymać ale zapasy trzeba będzie uzupełnić.
Stajnia była obszerna aczkolwiek powóz, pomimo wyprzężonych koni zajmował całą szerokość między końskimi boksami. Drewniane słupy podtrzymujące strop były również podporą dla popaćkanych na zielono drzwi, ciągnąc się przez całą długość budynku. Na nich zawieszono latarnie osłonięte od drewna kawałkiem metalowej płytki i niewielką odległością poprzez uchwyt. Dawało to nikłe światło, knot był niewielki ale po 5 na każdą stronę pozwalało wampirom widzieć wszystko normalnie. Bez strachu o negatywne efekty płomieni. Pozwalało to również odczytać list przyniesiony przez Emilly.

- Kra! Kra! - rozległo się gdy jabłko niemal trafiło w ptaka.

"Zapchlony Odyn" pomyślał skald wychodząc tuż za Bruno. Udał się jednak w przeciwną stronę. Miał orientację w planie miasta, wszak widział i studiował jej mapę przez kilka dni, dlatego bez problemu dotarł pod mur. Tam w cieniu i podwójnym mroku, niczym najemnik szukający miejsca na popijawę, wędrował dookoła robiąc cichy przegląd ewentualnych miejsc ucieczki. Wiele miejsc nadawało się również na schronienie tymczasowe, opuszczone domy, których właściciele zmarli prze choroby, albo w lesie... Tak czy inaczej należało się posilić by nie kończyć jak tamci dwaj. Widać nie radzili sobie w stresie co skończyło się żądzą mordu i krwistych kąpieli... "Och, jak bardzo tęsknię za wojaczką, gdy krew się lała i można było chłeptać ją do woli, a żadne ostrze nie raniło tak mocno... No poza odcinaniem. Odcinanie zawsze było destruktywne...." Wśród mroków uliczek dostrzegł pozostawionego samemu sobie kloszarda, niby obleśne, ale nie gorsze rzeczy już pił. Włączając instynkt drapieżnika, o którym świadczyły nabiegłe krwią oczy, zbliżył się do śpiącego, a może odurzonego, lecz na pewno żywego żebraka. Czuł jak krew pulsuje w jego żyłach zapraszając wampirze kły do uczty...
 
__________________
Kto lubi czytać, ten dokonuje wymiany godzin nudy, które są nieuchronne w życiu, na godziny rozkoszy.
Smirrnov jest offline  
Stary 31-01-2014, 00:32   #19
 
TomBurgle's Avatar
 
Stajnia
-Ludzka uwaga rzecz cenna. Często można na niej skorzystać. Mój Bruno, czy czułbyś się na siłach sprawić aby z tego pięknego powozu wyszedł drugi znamienity ksiądz? Ci skromni ludzie zawsze mieli do ciebie słabość, a i znajomością środowiska przewyższasz każdego z nas- proponował- Taka osoba odwróciłaby od nas uwagę, umocniła wygodną plotkę, a może i odpłaciła się jakąś ciekawą nowiną-

Przed wyjściem Girardino upewnił się że Remiguis pamięta swoje zadanie: ma wrócić do Wenecji, zameldować księciu o ich bezpiecznej podróży i przekazać uniżoną suplikę o wsparcie finansowe. Które, o ile zostanie przyznane, miało wrócić tą samą drogą, nie prędzej niż za tydzień.

Tak jak Bruno uznał za stosowne zmienić strój; wielobarwny strój szlachetki powędrował do tobołka. Zastąpił go stonowany i znacznie mniej rzucający się w oczy uniform najemnika jednej z tutejszych kompanii. Bez większego żalu porzucił skrzynię z podróżnym strojem; bynajmniej nie wybierał się poza mury miejskie.
Ulice Modeny
Girardino opuścił stajnię zaraz po Bruno i Wszegniewie, tyle że przez zajazd. Było już po zmierzchu, ale cudowną cechą miast było że nie zamierały z ostatnim promieniem słońca. Nadchodził jego czas. Wjazd w środku dnia był karkołomnym pomysłem, ale już za chwilę powinien się opłacić. Postukując w falcjon wiszący przy pasie ruszył za inkwizytorem.

Nie był zainteresowany dokąd idzie jego krewniak. Każdy miał prawo do swoich sekretów, a nawet przy całej jego przebiegłości to właśnie Bruno ufał najbardziej z całej grupy. Niemniej, znacznie prościej jest upolować czyjś ogon niż swój własny.
Wybór kogo ubezpieczać: księdza czy skalda był prosty. Jeżeli wątpisz, zaufaj krwi. A krew wspólnego przodka odpowiadała jasno.
Straże. Wszędzie te śmierdzące popychadła. Częścią jego przebrania była pogarda dla ich nędznej służby. Albo raczej wplótł ją w kamuflaż. Tak czy inaczej, okazjonalne zderzanie się z nimi nie spłacało nawet odsetek. Znając miasto z czasów swojego pobytu, Girardino łatwo nawigował w mieście. I dzięki temu mógł poświęcić cały swój spryt polowaniu na śledzących.


Oby okazało się że ich obstawa którą mieli jest należna przybocznym tajemniczego właściciela arki. Nieznanego i pewnie wpływowego. Ale wciąż człowieka. Jeżeli tak, to manewr kupił im odrobinę...oddechu.
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -

Ostatnio edytowane przez TomBurgle : 31-01-2014 o 01:11.
TomBurgle jest offline  
Stary 01-02-2014, 01:48   #20
 
Narib's Avatar
 
Pazury natychmiastowo zacisnęły się na ladze. Giacomo machnął nią w finezyjnym acz prostym młyńcu, raptownie zatrzymując obity metalem koniec przed nosem Girardino.
-Wystaw sobie, iż jako Boże stworzenia, nie jesteśmy zwierzętami, nie trzeba nam nikogo do pilnowania. Twoje słowa były wysoce nietaktowne, przyjacielu -wycedził przez zęby. Tymczasem, w rękach gimnastyka, z rękawu dubletu niepostrzeżenie wydobył się wyważony sztylet, jakim zwykł zadziwiać plebs rzucając do tarczy. Czubek rzutki celował w Wszegniewa - Nie waż się mnie tknąć, barbarzyńco. Rzucam całkiem celnie. Widząc spojrzenia innych wampirów, Giacomo opuścił broń i nieco zażenowany swoim zachowaniem, poprawił koszulę uporczywie zwijającą się pod dubletem i westchnął.
-Cieszę się że to sobie wyjaśniliśmy. Czas na mnie.

Ulice Modeny

Żelazna wola Giacomo wybrzuszała się i gięła pod naporem Bestii jak rycerski kirys ustępujący ciosom bojowego młota. Mężczyzna nasunął kaptur na głowę, by utopić w nim twarz, a ręce wsunął za pasek. Podążał, starając się chodzić bokiem ulicy, ku biedniejszej części miasta. Wzmagający się smród i obdarte mury zwiastowały cel jego wędrówki.
Gdy jakiś oprych potrącił go ramieniem, Giacomo nie miał siły wykrztusić "chędoż się", ostatecznie zasyczał jak rozwścieczony kot, i cudem powstrzymał się przed rozłuczeniem łba rzezimieszkowi.
Jeszcze nie teraz, kochanie, bądź cierpliwa, zaraz dostaniemy to czego nam trzeeeebaaa.... obiecuje cii...
-...zabiorę cię tam, gdzie żadna inna nawet nie była, przystojniaku - oko Kainity natychmiast, jak u gada zlokalizowało postać jawnogrzesznicy opartej o ścianę jakiejś zatęchłej speluny. Ręce na pasku zacisnęły się , a pochylone plecy wyprstowały się niczym włócznia wbita w ziemię.
Te mięsiste, czerwone jak krew usta, burza czarnych loków, rozmazany, niestaranny makijaż i podcięta ponad kolana spódnica...
-Szszszszuuuukam... paaartneerki, na dzisiejszszszą nooocccc... - zaczął się trząść, czując jak pokarm eksponuje swoje wdzięki tuż przed jego nosem. Sięgnął do kaletki, i wyciągnął zdrewniałymi palcami kilka dukatów.
Oczy dziwki zmierzyły klienta pogardliwym wzrokiem, uznając dziwne zachowanie za objaw niesamowitego podniecenia.
-Jeszcze dwa, kochasiu i jestem twoja..
Warknął cicho i dorzucił dwie monety, które prostytutka zręcznie wsypała do mieszka ukrytego między piersiami.
Weszli razem w ciemny zaułek. Giacomo poczuł jak ciemność obleka ich oboje, w śmierdzącej fekaliami szczelinie między budynkami. Przywarł do niej w namiętnym pocałunku, przyciskając do zimnej i wilgotnej ściany. Podciągnął spódnicę i...
Przygotowana na rutynę kurtyzana, zaskoczona była celnym ciosem w skroń. Stęknęła, straciła równowagę. Giacomo złapał ją w czuły niemal uścisk i szybkim ruchem skręcił jej kark. Rozkoszował się obrzydliwym dla zwykłego człowieka chrupnięciem przekręcanych dysków i rozrywanego rdzenia.
Dysząc z podniecenia, rozdarł jej spódnicę i z ekstatycznym jękiem wbił kły w udo kobiety, na wyczucie starając się przebić arterię. Zalał swoje usta ciepłym, metalicznym narkotykiem, czując rozlewające się po jego nieżyjącym już dawno ciele ciepło i mrowienie. Oblizał okolice ugryzienia, po czym rozorał je sztyletem, czyniąc szeroką bliznę. Następnie, sięgnął ku swojej torbie, wyjął bandaż i powstrzymując histeryczny chichot zawiązał opatrunek. Czuł się jak największy dowcipniś na całym bożym świecie, dokonujący wybornego żartu. Wydobył także spory kawałek liny, którą podwędził niegdyś sam nie pamiętał już gdzie, z myślą, że na pewno mu się przyda.
Skrupulatnie zawiązana pętla objęła czułym uściskiem wykrzywioną groteskowo szyję dziwki i napięła się, gdy Giacomo przerzucił resztę sznura przez belkę, powstrzymując się z całych sił, by nie krzyczeć ze śmiechu. Wydobył mieszek z dobytkiem denatki i schowałdo torby. Rozpłynął się w ciemnościach gdy usłyszał że ktoś się zbliża.
Poruszając się pod osłoną nocy, starał się odnaleźć kogokolwiek z towarzyszy, przy okazji czujnie wypatrując, czy nikt nie podąża za nim.
 

Ostatnio edytowane przez Narib : 01-02-2014 o 22:17.
Narib jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:05.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168