Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz fora jako przeczytane


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-01-2016, 22:07   #1
 
Anonim's Avatar
 
Thumbs up [Żul Zaciemnienie] Odmęty Artystyczne

PROLOG


Marian jako zaufany człowiek Ryszarda został wysłany z misją infiltracyjną do pewnego zboczeńca. Zazwyczaj takie misje były neutralizacyjne, ale ten przypadek był szczególnie ciężki. Tymoteusz Krakowski był cenionym reżyserem, który w swej rezydencji wytworzył niewielkie, prywatne studio filmowe użytkowane w celu kręcenia reklam i teledysków. Mieszkał nieopodal miasta, ale już na spornym terytorium pomiędzy Ziemiami Pana Bolesława, a Hrabstwem Pana Aleksandra. To utrudniało misję, ale nie wykluczało jej powodzenia - trzeba było jedynie uważać w przypadku pozyskiwania funduszy, języka, czy zaopatrzenia wśród miejscowych, nigdy nie było wiadomo poddanymi którego Pana byli i jaka reakcja zostanie sprowokowana. Marian miał dodatkowy atut, że był ze wsi, więc na pozamiejskich ziemiach to znał się bardziej niż na miejskich.
Dostać się nie było trudno, choć musiały zajść pewne poświęcenia. Marian wykąpał się. Częste mycie skraca życie, ale ta misja była priorytetowa. Ryszard zagłębił go w szczegóły dotyczące przetrzymywania dzieci w rezydencji Krakowskiego, ćpania ich, a pewnie i gwałcenia. Nie był też wykluczony rytualny ubój. Z zaliczki na poczet misji Marian był u Golarza Filipa, żeby doprowadzić do porządku swoją czuprynę, a zarostu to w ogóle pozbyć się. Następnie zadzwonił gdzie trzeba i już chwilę później siedział w taksówce z pewnym gnojkiem, który wisiał mu przysługę. Dzięki tej osobie Marian bez problemu mógł wejść do rezydencji na odbywającą się tam imprezę (niemal codziennie odbywały się kameralne popijawy, ale rzadziej większe). Przed przekroczeniem progu pilnowanego przez uzbrojonego ochroniarza Marian spojrzał na zegarek. 22:44, piątek 18 grudnia 2015 roku. Ochroniarz nie sprawdził mu torby, w której schował swój zaufany beret, ubranie robocze i gumiaki. W środku panowała atmosfera totalnej rozpusty. W kącie holu był postawiony na wpół złożony stół do ping ponga, na którym była rozsypana znaczna ilość białego proszku i ktoś na pionowej części napisał białą kredą "weź pierdolnij sobie". Ludzi było dużo. Gdzieś ponad sto to spokojnie, jak nie dwieście. Marian szybko rozpoznał wiele medialnych osób. Byli tam aktorzy, muzycy, ale i politycy zarówno szczebla samorządowego jak i ogólnokrajowego. Byli też ludzie, których Marian nie rozpoznawał, ale sądząc po temacie rozmów też należeli do jakiejś śmietanki towarzyskiej ze styku biznesu, przestępczości, polityki i służb specjalnych. Gnojek, z którym Marian przyjechał na miejsce dość szybko zniknął w tłumie. Nie chciał być widziany z Marianem co nie było wcale dziwne, bo ten już po kilkudziesięciu pierwszych sekundach przebywania w tym miejscu miał ochotę rozpierdolić ten bezbożny przybytek. Marian spostrzegł następnie, że obsługę tworzą same nagie dziewczyny, które z pewnością nie miały jeszcze osiemnastu lat.
Marian infiltrował to miejsce dokładnie przez dwie godziny i szesnaście minut zbierając dowody na kolejne przestępstwa popełniane przez gości i właściciela (którego spotkał - zwykłe zaćpane bydle i do tego obleśna dziadyga, choć pewnie z metryki to taki stary znów nie był). Przechadzając się po kolejnych pomieszczeniach i natykając się na kolejne, co raz bardziej dziwaczne odmiany życia seksualnego ludzi i zwierząt powoli zatracał swoją poczytalność. Gubił się w tym wszystkich. Spodziewał się syfu, ale nie aż takiego. Do tego czuł spojrzenia tych wszystkich, którzy wyraźnie widzieli, że on nie uczestniczył w żadnym ćpaniu i ruchaniu, a natomiast jego zwyczaje spożywania alkoholu różniły się od miejscowej żulerni. Niestety nie brał tego pod uwagę, gdy zaczął pić z tymi potworami. Chciał tym wtopić się w tłum, ale jedynie pogorszył swoją sytuację. Do tego łaził wszędzie ze swoją torbą, o którą co raz więcej ludzi go pytało. Skończyło się na tym, że zamknął się w jednej z sypialni na drugim piętrze. Zadzwonił do Ryszarda, ale tam odezwała się pieprzona poczta głosowa. Nagrał na szybko wszystko czego zdołał się dowiedzieć - w tym lokalizacji sypialni dziewczyny, której zdjęcie pokazał mu wcześniej Ryszard jako priorytetowe dziecko do obrony (która, jak się okazało, była jedną z tych nagich służących) i po zakończeniu napisał SMS, żeby Ryszard odsłuchał tego. Wtem ktoś przekręcił za klamkę (Marian zamknął na klucz, który tkwił w drzwiach od środka) i Marian usłyszał głosy: "Widziałem, że tam wchodził." i "On nie może stąd wyjść żywy.", a po chwili ktoś uderzył siekierą w drzwi. Była to siekiera, bo część ostrza przebiła lipne drewno. Marian na szybko przebrał się w stosowne ubranie bojowe włącznie z gumiakami i beretem i był gotów odeprzeć atak. Po chwili drzwi padły.
Za nimi okazało się trzech drabów, z których jeden miał siekierę, drugi maczetę, a trzeci makrelę zawiniętą w gazetę. Marian natychmiast postanowił użyć swoich kapitańskich mistycznych mocy i do tego z siekierą powiedział donośnym głosem:
- Słuchaj gnoju: wypierdalaj stąd. - a po chwili skierował uwagę na dwóch pozostałych - Teraz, kurwa, wy: wypierdalać mi, kurwa, stąd! - moc zadziałała, kiepskie to były leszcze i pewnie, gdyby to byli wszyscy to Marian nie znalazłby się w tarapatach, ale jak tamci wypierdolili to pojawiło się sześciu następnych. Marian wiedział kiedy samemu wypierdalać i właśnie wtedy był taki moment. Wyskoczył przez zamknięte okno na balkon, a z niego przeskoczył na kolejny, aby wspiąć się po jakimś kablu, czy czymśtam na dach jak jakiś skurwysyn kaskader. Zimno i ślisko w chuj, ale dzięki swoim umiejętnościom i gumiakom jakoś wyszła ta sztuczka. Marian wiedział, że miał przejebane po całej linii i zadzwonił do Ryszarda mu to powiedzieć, ale znów odezwała się poczta głosowa. Znów nagrał się. Będąc już na dachu słyszał jak tamci byli tuż za nim. Pierwszy, którego morda pokazała się to dostał kopa na ryj i spadł w przepaść. Następni byli mądrzejsi, bo jeden poczekał na balkonie, a pozostali postanowili dostać się na dach poprzez poddasze. Było zimno i mokro, a Marian był otoczony. Nie poddawał się, ale sytuacja była tak zła, że postanowił użyć numeru alarmowego - takiego, który otrzymał jakoś rok wcześniej, ale z którego nigdy nie korzystał. Po chwili nastąpiło połączenie. Głos Mrocznego Pana odezwał się po drugiej stronie:
- Tak? - a Marian szybko przedstawił się, podał adres, pod którym znajdował się, przyznał się do skopania z dachu jakiegoś osiłka, powiedział o narkotykach i nieletnich prostytutkach i przedstawił swoją sytuację. W trakcie przedstawiania sytuacji został pozbawiony telefonu komórkowego, który "sfrunął" na trawnik przy rezydencji nieopodal połamanego typa, którego Marian wcześniej zrzucił. Samego Mariana wzięli żywcem pomimo wcześniejszej zapowiedzi, że nie wyjdzie stamtąd żywy (zanim nie dostał takiego wpierdolu, że stracił przytomność to jeszcze powyzywał ich od "skurwysynów", "jebanych ciot" i "zwykłych kurew"). Mroczny Pan jeszcze jakiś czas nasłuchiwał przez komórkę co się dzieje - słyszał między innymi kilka minut później jak pomoc przyszła do tego leżącego na trawie. W końcu jeden z drabów zauważył włączoną komórkę i rozwalił ją rzucając o ścianę budynku. Mroczny Pan znał ten adres, wiedział kim jest Tymoteusz Krakowski i już dawno chciał mu się dobrać do dupy. Musiał być jednak bardzo ostrożny, bo jak ktoś miał takie plecy to trzeba było działać jak przyczajony tygrys i ukryty smok.
- Ale będzie, kurwa, porządek. - powiedział Mroczny Pan do siebie wyglądając przez okno swojego mieszkania na nocną panoramę miasta.
Tymczasem nieprzytomnego Mariana wrzucono na pakę samochodu jednego z gości Krakowskiego. Tenże gość w momencie, gdy go o tym powiadomiono (a trzeźwy był jak skurwysyn) natychmiast przyjrzał się Marianowi i podziękował za dar po czym pożegnał się z Krakowskim i odjechał do zupełnie innej historii, a w tym miejscu dość powiedzieć, że ani Pan Ryszard, ani Mroczny Pan, ani nawet Tymoteusz Krakowski już nigdy więcej w życiu nie widzieli Mariana.


SYTUACJA AKTUALNA
OGÓLNA


Ryszard zorientował się, że jego telefon rozładował się dopiero około południa dnia 19 grudnia 2015 roku. Po odsluchaniu wiadomości z poczty głosej wiedział, że już jest musztarda po obiedzie. Spróbował jednak skontaktować się z Marianem - o dziwo jego komórka wciąż była aktywowana, ale nikt jej nie odbierał. To dodawało pewnej otuchy, bo przecież gdyby Marianowi się coś stało to wyjętoby kartę z jego komóki, żeby zatrzeć ślady. Tak czy inaczej należało zrobić zebranie dzielnicy i rozeznać się w sytuacji: czy ktoś widział, czy ktoś wie cokolwiek o powrocie Mariana.

Niezależnie od powyższego Ryszard musiał odbić swoją córkę z rąk Krakowskiego - wymagała od tego jego była żona, ale i okoliczność zbliżających się Świąt. Co roku coś działo się w Święta i teraz nie będzie inaczej. Kolejna impreza Krakowskiego, która dopiero dawała możliwości wtargnięcia do jego domostwa odbędzie się w Wigilię Bożego Narodzenia. Kilka godzin ponad pięć dni na przygotowania...

SYTUACJA AKTUALNA
SZCZEGÓLNA
19 grudnia 2015 r.
Około 12:00


Złe wiadomości dotarły do niego w dość dramatycznych okolicznościach. Ryszard Kocięba siedział właśnie w klopie z gatami opuszczonymi do kostek. Odsłuchując swoją pocztę głosową dosłownie przerwał w pół zdania i gdyby nie to, że siedział to by usiadł. - No i, kurwa, po Marianie. - powiedzial głos jakby z bardzo daleka, a już po chwili Bimbromanta sam nie wiedział, czy to nie był aby jego głos, czy to był kogoś innego. Ważne jednak było to, że złe wiadomości chodzą parami. Srajtaśma się kończy. Niezauważył jak wchodził. W tym momencie to nie ma nikogo na korytarzu, więc nikt nie pomoże... chyba, żeby telefonicznie kogoś ściągnąć, ale to sytuacja w stylu dupy-sraki i lepiej nie dawać uciechy podsłuchującym ubekom. W sumie to w jednym z mieszkań powinien być Obszczyfurtek, ale on to nadaje się do wielu rzeczy, ale nie do załatwiania srajtaśmy... osoba ta nie ma telefonu komórkowego, ale z jakiegoś powodu u niego wciąż działa stacjonarny. Ryszard ma do niego numer.

Mirosław Karaban właśnie ocknął się w swojej trzypokojowej willi z kartonu. Poczuł trochę chłodu w okolicach krocza, ale po prostu obszczał się. Nie pamiętał co się działo wcześniej... to znaczy miał takie migawki z ostatniego tygodnia. Rozejrzał się. Był w niewielkim, mieszkaniu komunalnym, był tam nawet materac, ale on z przyzwyczajenia spał w kartonach. Na gumoleum pamiętającym czasy Bieruta (jak wszystko w tym mieszkaniu) walały się pety, puste puszki po piwie, butelki po winie, a nawet czyjaś strzykawka. Musiała być ostra impreza. Obszczyfurtek z trudem wstał i przeszedł do łazienki podmienić gaty i spodnie (ta druga para też śmierdziała, ale przynajmniej była sucha) - przypominało mu się, że je ukrył wieszając je na sznurku przy samym suficie. W momencie jednak, gdy dotarł do łazienki to zorientował się, że to nie jest łazienka, a po prostu niewielka, ciemna kuchnia, w której ktoś kiedyś zamontował (pewno nielegalnie) wanne. W wannie zresztą spała jakaś kobieta naga od pasa w górę, brzydka z wyraźnie wystającą szczęką i tępym wyrazem ryja reprezentowanym nawet przez sen. Zwą ją Tyku. To nie jest skrót od "ty kurwo", a od "Trzecia Kucharka". Poważnie. Mirek nie miał pojęcia skąd się tam wzięła i od kiedy tam była i czemu nie była całkiem ubrana. Przy ściąganiu swojego suchego ubrania Mirek dzięki swojemu sokolemu wzrokowi dostrzegł, że Tyku ma sporo sińców - jakby ktoś ją parę razy z pięści uderzył albo i nawet lekko skopał. Obok wanny była kuchenka gazowa, aktualnie wyłączona. Na niej stały dwa duże garnki. Śmierdziało acetonem. Po odebraniu odzieży powrócił do pokoju, w którym było okno. Odsłonił zasłony. Dostrzegł, że kot (który mógł być psem, gdyby pod odpowiednim kątem i kontem na to spojrzeć) śpi na materacu. Dodatkowo zobaczył wielką meblościankę. Dziwne, że wcześniej jej nie widział. Szafa ubraniowa była zamknięta na klucz. Klucz był w kieszeni aktualnie noszonej przez Mirka. Po otwarciu wysypało się z niej kilka obrazów bez ramek. Po tematyce wyglądało na to, że to Karaban je namalował. Nawet były podpisane jego nazwiskiem. Aktualnie jednak dokładnie nie pamiętał jak to było i niby skąd miałby mieć kasę na płótna, a także nie wiedział czy rzeczywiście potrafi malować. Obrazy wyglądały jakby wyrwane z chorego snu sztuki współczesnej. Czyli niby jakiś frajer by kupił... w jednej z szuflad był zestaw malarski, a także kartka A4 z namalowanym numerem telefonu i napisem "ZADZW". W pomieszczeniu był jedynie jeden działający, elektryczny przedmiot: telefon stacjonarny. Obszczyfurtek szybko zorientował się, że tak jak brakuje dwóch ostatnich liter tak i brakuje dwóch ostatnich cyfr numeru. Pewnie były na innej kartce... której ani widu ani słychu.

Obszczyfurtek znajduje się na pierwszym piętrze budynku komunalnego, w którym piętro wyżej przebywa Bimbromanta. Jakby Obszczyfurtka puściło Delirium Tremens to by się zorientował, że od paru miesięcy zna Bimbromantę i wie, że to jest Pan tej Domeny. Z drugiej strony Bimbromanta wie, że znajomi Obszczyfurtka ulokowali w melinie na pierwszym piętrze (jeden z pustostanów zwolnionych przez podejrzanych, złych lokatorów).

Andrzej Nowak tym czasem próbował odnaleźć się w Wirtualnej Rzeczywistości, w której znów zaplątał się. Stworzył właśnie algorytm pozwalający śledzić wszystkich z dzielnicy posiadających serwisy społecznościowe, ale w tym wszystkim sam się w nim znalazł. Wędrował wśród niezliczonej ilości znaków, cyfr i sosen. Oczywiście, że zdawał sobie sprawę, że jest na swoim poddaszu, ale nie wiedział za bardzo gdzie jest poddasze. Odkąd w nim zamelinował się i popodłączał swoje maszynerię to miejsce to czasami odrywało się od rzeczywistości i pływało po morzu szaleństwa. Jedyni goście jacy tam przebywali to byli albo pijani albo naćpani albo... albo lepiej nie mówić kto jeszcze tam przychodził. W każdym razie wtedy Złomokleta bał się jak nigdy wcześniej. Wszystko się trzęsło! Kolejny atak padaczki. Nie wiedział nawet, czy na strychu był sam, czy nie. Ktoś tam nocował oprócz niego... nie bardzo pamiętał jak się nazywa, ale to ten koleś, który kiedyś pomagał odciągać uwagę policji od starego pustostanu... a może to był Bebe? Przez te wszystkie szafy z elektroniką łatwo było się ukryć szczurom. I innym.
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 12-01-2016 o 18:58.
Anonim jest offline  
Stary 12-01-2016, 00:47   #2
 
Stalowy's Avatar
 
Powaga obu kryzysów jakie wybuchły w tym momencie sprawiła że Pan Rysio nie miał zielonego pojęcia czy najpierw układać plan infiltracji tej cholernej willi czy rozwiązać problem skończonej srajtaśmy. Kawałek szarego papieru zwisał mu smętnie w dłoni. Spojrzał na komórkę, potem na papier. Potem znów na komórkę. Kusiło, aby zadzwonić po Obszczyfurtka, bo w końcu był Panem i chuj. Jak se zażyczy to mają mu przynieść.
Z drugiej strony miał ważniejsze rzeczy na głowie.
Wziął do łapy tekturową rolkę rozdarł ją ostrożnie. Miał teraz trochę więcej materiału do podtarcia. Z kieszeni spodni wyjął zasmarkaną chustkę. Powinno wystarczyć.

***

Ucieszony Pan Ryszard umył kawałkiem szarego mydła dłonie w letniej wodzie. Prowizorycznymi materiałami zdołał się podetrzeć i nie ubabrać sobie łap. Nie no... jaki byłby z niego Pan gdyby nie potrafił sobie poradzić z brakiem sraj taśmy. Gorzej dla tego kto przyjdzie po nim i nie zauważy. Dłoni wolał nie wycierać w publiczny ręcznik bo cholera jedna raczyła jakie cholerstwo można było przez to złapać. Zamiast tego po prostu wytarł ręce w spodnie.

Powolnym krokiem, intensywnie myśląc przeszedł do swojego mieszkania.
Prawdziwy luksus.
Jeden cały pokój zasłany flaszkami i duperelami. Stół, dwa krzesła, meblościanka, okno na świat, kaloryfer i parę innych mebelków skrytych pod stertami papierzysk. Pod sufitem rozciągnięto kilka sznurków.
No... prawie jak za studenckich czasów, pomyślał po raz enty Pan Ryszard wkraczając do swojej meliny.
Jedną ze ścian zdobiła mapa miasta. Zwykła turystyczna na której flamastrem namazano gdzie są ziemie Pana Ryszarda i tereny pozostałych Panów w mieście. Obok wisiał już pożółkły kalendarz (nieaktualny rzecz jasna) z gołymi modelkami.
Zdjął mapę ze ściany, zwalił ze stołu flaszki i przyjrzał się. Krakowski jakby specjalnie na złość wybudował swoją warownie, akurat między terytoriami Pana Bolesława i Pana Aleksandra. Negocjacja przemarszu wojsk przez którekolwiek z tych miejsc ogołociłaby skarbiec domeny (no dobra... co najwyżej kieszenie Pana Ryszarda i wisiałby cholernie wielką przysługę). Właśnie dlatego jedyną metodą była infiltracja, ale jak zaraportował Marian zanim go schwytali maskowanie się w tym przegniłym do cna towarzystwie było piekielnie trudne.
Musiał to uradzić z Radą... albo przynajmniej grupą uderzeniową, wszak przykład Mariana pokazał, że bez wsparcia nie ma co się tam ładować. Niestety było południe i wszyscy dopiero zaczęli wstawać. Takie było właśnie utrapienie Pana - jako jedyny musiał wstawać wcześnie i pilnować tego całego pierdolnika.
Szybko doszedł do wniosku że trzeba zacząć kompletować drużynę. Obszczyfurtek wydawał się dobrym wyborem. Z tego co wiedział i wyczuwał Bimbromanta w tym człowieku drzemała wielka moc. Na pewno trzeba było też zgarnąć Złomokletę - ten i tak pewnie by nie odpuścił jakby usłyszał że Kocięba wybiera się walczyć ze zboczeńcem, które na sto dwa należy do mafii, a co za tym idzie - jest jedną z Lam.
Złożył mapę i wsadził ją do kieszeni. Wystukał numer do Obszczyfurtka i czekając na połączenie zaczął zbierać znajdujący się w mieszkanku sprzęt i artefakty, które zgromadził. Zarzucił też na siebie swój bimbromantyczny płaszcz i zapiął pas za który wsadził Berło Władzy.
- No odbież, kurwa. - wymamrotał do komórki czekając aż jego sąsiad raczy odebrać.
 
Stalowy jest offline  
Stary 12-01-2016, 19:02   #3
 
Leoncoeur's Avatar
 
Sytuacja była poważna.
Wprawdzie tego typu zejścia Mirosławowi przydarzały się w czasie jego poszukiwań prawdy absolutnej, to stan tego kalibru trafił się ostatnio gdy Obszczyfurtek zaczął eksperymentować z acetonem. Przez zgwałcony różnymi substancjami mózg przebiegła kulawo konkluzja iż stan tak długiego i poważnego zejścia z kontaktu może mieć wiele wspólnego z zapachem roznoszącym się w kuchni. A więc zapewne powrócił do eksperymentów, które wyrwały się spod kontroli.

To śmiałe, intensywne i ciężkie śledztwo rozgrywające się między jego uszami zmęczyło go nieco, lecz przynajmniej wszedł w posiadanie chybotliwych teorii co się zapewne działo. Skupił się zatem na obrazach. Przez chwile oglądał je przekręcając raz po raz o 90 stopni aby załapać gdzie góra, a gdzie dół, po czym doszedł do jasnych i wyrazistychwniosków, że ni chuja nie ma pojęcia co to jest. Mogły to być portrety Tyku, mogły też artystyczne dokumentacje Pawia Królewskiego powstałego w wyniku źle dobranych haustów. Zasadniczo te dwie wersje były najbardziej prawdopodobne.

Rzucił płótna w kąt, trzeba było zająć się sprawami o wyższym priorytecie.
Posprawdzał wszystkie puszki i butelki porozrzucane po mieszkaniu zbierając łącznie jeden niewielki łyk drinka autorskiego zwanego z latynoska "miechaldinho". Chwilowo to musiało wystarczyć. Pan Szczurogwałt wciąż spał na materacu, wyglądając jakby i on w pewnym momencie włączył się w melanż i teraz dogorywał . Ubrany był w opakowanie po czteropaku, choć tajemnica było czy sam w niego wlazł, czy ktoś mu go założył.
Za dużo tych tajemnic było dla Obszczyfurtka, a tu jeszcze ta kartka z numerem.

Przez chwilę zastanawiał się czy nie zajrzeć do Tyku (skoro już tu była nawet w połowie gotowa), oczywiście na wszelki wypadek nie zapalając światła. Alternatywą było pozbieranie jakichś sprzętów i ruszenie w plener by je spieniężyć w celu zakupów jedynie właściwych i słusznych substancji. W obu plusy były przesłaniane minusami. W postaci niebagatelnej urody obiektu chrapiącego w wannie, oraz w postaci potrzeby zapieprzania z worem fantów na skup złomu. Życie nie rozpieszczało.

Już prawie podjął decyzję gdy rozległ się upiorny terkot telefonu, który w jego stanie był tym czym dla Marcina Najmana pięści kogokolwiek na kogo wypchnięto go na matę. Apostołami bólu i cierpienia.
Drżącą ręką chwycił za słuchawkę i uniósł ją do ucha, druga dłonią ściskał sobie głowę.
- Czego do chuja! - spytał grzecznie.
 
__________________
"Soft kitty, warm kitty, little ball of fur...
Happy kitty, creepy kitty, pur, pur, pur."

"za (...) działanie na szkodę forum, trzęsienie ziemi, gradobicie i koklusz!"
Leoncoeur jest offline  
Stary 12-01-2016, 19:12   #4
 
Stalowy's Avatar
 
- Z szacunkiem, kurwa. - rozległo się w słuchawce telefonu warknięcie Pana Ryszarda - Mirek, jest robota do wykonania. Zbieraj z meliny puchy i butelki na odzysk i szykuj się do wyjścia. Jak zejdę za dziesięć minut, masz być gotowy. Pójdziemy na skup, a potem po chlanie i żarcie i po tego porąbańca Złomokletę.
 
Stalowy jest offline  
Stary 13-01-2016, 00:12   #5
 
Leoncoeur's Avatar
 
Wymamrotał coś do słuchawki co mogło oznaczać równie dobrze "Ta jest Rysiu!", co "Chędoż się bucu", jak i "Moja kuzynka miała wczasy w Orbisie".
- Zbieram - dodał.
Bimbromanta zasługiwał na szacunek i respekt ze względu na swą pozycję, ale ważne było bardziej to iż użył magicznego zaklęcia: "Chlanie i żarcie".

Ważny był plan.
Bez planu wszystko mogło się sypnąć.

Podstawą planu było coś w co należało zebrać walające się po mieszkaniu dobra wymienne, a stojącego w przedpokoju wózka taszczyć nie chciał. Zdziwiłby się też dwoma faktami: 1. gdyby w mieszkaniu w jakim się znalazł było coś takiego jak worki na śmieci; 2. gdyby ekipa z jaką eksperymenty ważkie przeprowadzał substancje przynosiła w siatkach.
Nie zawiódł się, nie było.

Ale od czego inwencja improwizacyjna. W kuchni znalazł steraną bluzkę Tyki i zawiązał rękawy na supły oraz dół kawałkiem sznurka. Przez otwór na łeb zaczął wrzucać butelki i zgniecione puszki wypychając improwizowany worek do imentu. Po wszystkim wyglądało to nawet lepiej niż na właścicielce.

- Choć Szczurogwałt, przejdziemy się - rzekł wsadzając sobie kota za polar. Kocur otworzył tylko lekko ślepia i wydał jakiś miauk mogący oznaczać równie dobrze zgodę co "obyś zdechł sukinsynu".
Jak się zapinał w korytarzu zobaczył Ryśka.
Bo Rysiu nie pukał, Rysiu wchodził, był tu szefem.
 
__________________
"Soft kitty, warm kitty, little ball of fur...
Happy kitty, creepy kitty, pur, pur, pur."

"za (...) działanie na szkodę forum, trzęsienie ziemi, gradobicie i koklusz!"
Leoncoeur jest offline  
Stary 13-01-2016, 00:39   #6
 
Stalowy's Avatar
 
Pan Ryszard ubrany w swój płaszcz bimbrowego czarownika targał na plecach wór wypełniony flaszkami i puszkami. Tak jak Mirosław pozbierał po mieszkaniu rzeczy na wymianę handlową. Miał wciśniętą na głowę wełnianą czapkę. Patrzył na Mirka dość srogo, lecz zaraz się rozpogodził.

- No i świetnie. Za ten towar kupimy żarcie i flaszki, a potem się pierdolimy na strych do Złomoklety. Będzie nam potrzebny. - uniósł dłoń i potrząsnął nią w bliżej nieokreślonym geście - Powiedz mi Mirek... słyszałeś kiedyś o pewnym gnoju o nazwisku Krakowski Tymoteusz?
 
Stalowy jest offline  
Stary 14-01-2016, 13:13   #7
 
Leoncoeur's Avatar
 
- Słyszałem o kurwim bękarcie - odpowiedział Mirosław. - Menda pierwszej wody - dodał ale wnet zreflektował się, że Bimbromanta może pytać o swojego dobrego znajomego.
- Tak znaczy słyszałem na ulicy - zrzucił winę na nieokreślony zbiór jednostek.
 
__________________
"Soft kitty, warm kitty, little ball of fur...
Happy kitty, creepy kitty, pur, pur, pur."

"za (...) działanie na szkodę forum, trzęsienie ziemi, gradobicie i koklusz!"
Leoncoeur jest offline  
Stary 14-01-2016, 19:50   #8
 
Stalowy's Avatar
 
- A mówią na ulicy, że ten spasły chuj organizuje orgie w swojej chacjędzie dla politykierów i szołbiznesowych mend? - mruknął Ryszard i rozejrzał się, po czym nachylił do Mirka i szepnął mu na ucho - Krótka piłka. Kutafon organizuje w Wigilię kolejną imprezę dla zwyroli. Uprowadził sporo dzieciaków, aby z kolesiami je gwałcić. Pośród porwanych jest moja córka. Muszę ją odbić z rąk tego pedofilskiego mafioza. Wchodzisz w to? Wpierdolimy zboczeńcowi, jego zboczonym kumplom, uratujemy dzieciaki i Święta, a przy tym cały ten społeczny pożytek da nam szansę na obłowienie się, bo skurwysyn jest obrzydliwie bogaty.

Bimbromanta wolał nie wspominać, że w wypadku niepowodzenia misji jego żona przywoła swoją matkę. Grasująca po okolicy teściowa to była jedna z najgorszych plag jakie mogły spotkać w miarę spokojną dzielnicę.
 
Stalowy jest offline  
Stary 15-01-2016, 21:59   #9
 
Leoncoeur's Avatar
 
Na dzielni było całkiem głośno o tym, że Mirek chętnie pomaga w potrzebie, nawet jak jest czasem kutafonem odbierającym wierze ożywcze napoje czasem i do ostatniego łyka. Spieprzali opłotkami gdy mieli za kabzą wino owocowe za 2 PLN w plastiku z Żabki, machali zaczepiając gdy mieli interes wiedząc, że Mirek jak da radę to pomoże.
Obszczyfurtek traktował to jako układ całkiem okey, choć jak kto za często jechał po prośbie, a nad wyraz rzadko dawał się złapać z vitae przy sobie, układ się pieprzył. Raz w ruch poszła gazrurka dzierżona przez Mirka. Dzierżona do pewnego momentu.

Rysiek poszedł o krok dalej niż zwykłe przedstawienie swego problemu, zadziałał socjotechnokracją. Gdy (co ulica wiedziała) Mirek uwielbiający milusińskich usłyszał o pedofilu pomyślał sobie "Kutas" o obu osobach.: Krakowskim i Bimbromancie. Bo jeden okazał się większą mendą niż mieści się pod kopułą i zwyrolem, a drugi brał Obszczyfurtka pod przetłuszczony włos. Ale Rysiu był uczciwy, wszak był tu szefem, a przychodził o pomoc jak do kumpla. Tak więc kutasem był Tymoteusz, Bimbromanta był tu ok.
- Krótka piłka? Długa Rysiu. - Warknął. - Długi brzeszczot prosto w krakowską Tymoteuszową dupę. Sam mu go w nią zaimplekujnę.
 
__________________
"Soft kitty, warm kitty, little ball of fur...
Happy kitty, creepy kitty, pur, pur, pur."

"za (...) działanie na szkodę forum, trzęsienie ziemi, gradobicie i koklusz!"

Ostatnio edytowane przez Leoncoeur : 16-01-2016 o 21:24.
Leoncoeur jest offline  
Stary 16-01-2016, 01:30   #10
 
Stalowy's Avatar
 
Na twarzy Ryszarda pojawił się wredny uśmiech. Niczego innego nie oczekiwał po Obszczyfurtku.

- Doskonale. Wciągniemy w to jeszcze Złomokletę. Kumple Krakowskiego załatwili mu pobyt w wariatkowie... to po psychiatryku stał się takim ćpunem. Wcześniej tylko pierdzielił o spiskach i inwigilacji, ale tak to był spoko chłop. Teraz ćpa, a jego teorie spiskowe, przynajmniej jedna z nich, się potwierdziła. Nie przepuści okazji, aby się zemścić. Jak już zjemy i opijemy to ustalimy plan działania. Pięć dni to kupa czasu... warto się przygotować.
 
Stalowy jest offline  
 


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:45.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168