Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-11-2016, 08:25   #1
 
Amon's Avatar
 
[18+ Wampir] Blonde Bestie

Marzec, Coffee Shop w centrum Oslo, kilka minut po 8 wieczorem.

Astrid czekała przy stoliku mając przed sobą filiżankę z espresso. Anna Duszewska, ghulica Beck’a miała zjawić się lada chwila. Szperanie w zbiorach Tremera bez niej wydawało się bezcelowe a Astrid liczyła w duchu, że magia krwi mogłaby pomóc w jej bulimicznym problemie. Nawet teraz, wampirzyca miała ze sobą plecak z dwoma termosami vitae, jaką Egon polecił spuścić z tych kilku satanistek będących teraz zwierzakami domowymi w Leżu Maklawianów. Anna początkowo w uprzejmy sposób unikała spotkania z Astrid i dopiero niedawno wampirzyca dowiedziała się dlaczego. Powodem był właśnie Egon. Facet miał obsesję na punkcie “wiedźmy” ale było to uczucie jednostronne. Sama Anna była chyba raczej z tych “porządnickich” i młody satanista nie wydawał się w jej typie. Z uwagi iż Egon ostatnio awansował wśród miejscowych ghuli, Duszewska pozbawiona opiekuna, czuła się wyjątkowo bezbronna w jego obecności.
Astrid namówiła ją jednak w końcu na spotkanie na “neutralnym” gruncie, z dala od śliniącego się Egona. Wyglądało na to, że Duszewska odda się jej w opiekę, by zabezpieczyć się przed jej własnym Egonem - wybornie!
Anna pojawiła się w drzwiach kafejki.
Już pierwsze, słabo ukryte przerażone spojrzenie ghulicy, powiedziało Astrid iż Anna widzi aury i właśnie zobaczyła coś czego nie powinna. Życie Dziewczyny mogło za chwile zależeć od tego jak dobierze następnych słów.
Anna szybko spuściła głowę i podeszła do stolika.
- Dobry Wieczór Pani - Anna skłoniła się zanim usiadła.
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline  
Stary 17-11-2016, 08:52   #2
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
Malkavianka nienawidziła takiego sztywniactwa. Anna zdawała się być wszystkim tym, czego wampirzyca nie lubiła, a jednak to ona mogła okazać się najbardziej przydatna. Nawet bardziej niż Egon.

- Czy dobry, to się dopiero okaże. Niemniej, witam cię Anno. Cieszę się, że przyjęłaś moje zaproszenie. - powiedziała, kiwając się lekko na fotelu.

Anna poczekała z odpowiedzią gdyż obok stolika pojawiła się kelnerka. Duszewska zamówiła średnią kawę bez cukru z mlekiem sojowym i “koniecznie w świeżym, jednorazowym kubku” ktoś miał tu paranoję… Kiedy kobiety zostały same, Anna odchrząknęła by zamaskować zdenerwowanie.

- Tak, oczywiście, proszę Pani. Zapewniam, zjawiłabym się od razu gdyby nie ta cała sytuacja… zajmuje… to znaczy, dla Pana Beck’a zajmowałam się badaniami, nigdy nie wymagano ode mnie strzelania do kogoś czy innych… rzeczy. Nigdy też nie zadawałam się z ludźmi od takich zajęć, nawet z tymi pracującymi dla pana Beck’a. - kobieta zaprzestała wywodu gdyż kelnerka przyniosła właśnie jej kawę. Anna oparła szczupłe dłonie na papierowym kubku.
- Jestem w posiadaniu spisu wszystkich ksiąg i przedmiotów które zgromadził pan Beck, osobiście byłam też zaangażowana w jego ostatnie projekty.
- Zatem okazujesz się osobą niezwykle przydatn
ą - Astrid bębniła na stoliku jakąś dziką melodię - Jeśli do tego dodasz cechę, która byłaby niezwykle pożądana w naszym status quo, jaką jest dyskrecja... jestem pewna, że będzie mogło nam się miło pracować... a może i nie tylko. - mrugnęła poufnie.
~ Tydzień jako maskotka wesołego pułku czerwonoarmistów wyplenił by z tej małej pindy to całe osranie każdym oddechem tego śmiesznego życia, jakie prowadzi - powiedziała w jej głowie Aghata znudzonym głosem.
- Proszę Pani - Anna przełknęła ślinę - ja nigdy, nigdy nie złamałabym etosu zawodowego, ja rozumiem, że fundusze na wzniosłe cele nie biorą się z próżni i pewne rzeczy muszą być robione i pewni ludzie muszą je robić, naprawdę jestem profesjonalistką, zawsze zachowywałam pełną dyskrecję - faktycznie, Astrid przypomniała sobie, że gdy pytała Wojtka czy osoba ghulicy miała jakiś wkład w wytropienie Tremera, ten zaprzeczył, miał nawet w planach wykończyć kobietę.
- Dyskrecje w każdej materii proszę Pani. - dodała, wbijając wzrok w blat stolika.
- Bardzo to sobie cenię, kochana.
“A z tobą, matulu, pogadam później”
- Powiedz mi zatem, w czym ja mogę ci pomóc? Słowem... o czym marzysz?
- pochyliła się nad stolikiem w stronę kobiety i zajrzała jej w oczy (widzenie aury).
Poza oczywistymi bladymi plamami kobieta niemal świeciła pomarańczem.
- Proszę Pani, tak jak powiedziałam, nie jestem osobą obeznaną czy przydatną w… - przyciszyła głos - “brudnej robocie” - powiedziała to zupełnie jak uczennica która po kryjomu przeklina i nie jest pewna czy ktoś nie słyszał.
~ Zanim ją wyssiesz zrób coś żeby cierpiała… albo lepiej nie… niech ten młody kotek ją wyssie a jego zwierzak wydrapie jej oczy - Namawiała Aghata.
- Dlatego czuje się niezręcznie w towarzystwie takich osób. - kobieta poprawiła włosy trzęsącą się dłonią. - Proszę Pani, Pani ghul mnie przeraża, słyszałam, że on handluje kobietami, oczywiście nie chcę nic wiedzieć, nic nie powiem, ale się boję, potrzebuję ochrony, protekcji spokrewnionego - kobieta rozkleiła się.
~ Wzięła mnie na litość, niech żre z kuwety kota - Obwieściła Aghata.
- To… to tylko to, zapewniam że jestem bardzo mało wymagająca, nie wymagam karmienia, oczywiście rozumiem jeśli życzy Pani sobie mnie związać, proszę jedynie by nie zmuszała mnie Pani do kontaktów z tym człowiekiem, jeśli mam być dla Pani jakkolwiek przydatną.
~ Jaaaaasne że obiecujemy…
- zaśmiała się Aghata.
- Wystarczy, że będziemy współpracować, Anno - odparła pogodnie Astrid - Nie jesteś niewolnicą. Jeśli coś ci nie będzie odpowiadało, masz prawo mi odmówić. Najważniejsze, bym nigdy nie zwątpiła w twoją lojalność, rozumiesz? - uśmiechnęła się promiennie.
~ Jeśli nie rozumie to Egon jej wytłumaczy.
Anna wyciągnęła z torebki chusteczkę i wytarła mokre oczy.
- Tak proszę Pani, rozumiem, bardzo bardzo dziękuję proszę Pani.
~ Diabłom trzeba to przyznać, doskonale rozumieli, że Słowianie istnieją by służyć, bez słów takich jak “dziękuję” czy “proszę Pani” egzystencja tej kruszyny nie miałaby nawet sensu.
- Och, daj już spokój!
- fuknęła Astrid do wewnętrznego pasażera, a orientując się, że powiedziała to na głos, próbowała ratować sytuację słodkim uśmiechem - Nie musisz być taka poddańcza. Współpracujmy. Jeśli pozwolisz, wezmę i przejrzę te spisy, a póki co... może pójdziemy do toalety żebyś osuszyła oczy i wzmocniła się nieco?

Anna tak się przestraszyła po fuknięciu Astrid, że dosłownie wbiła się w oparcie krzesła. Zaś po tym co wampirzyca powiedziała, zdołała jedynie kiwnąć głową.

“No i patrz, co narobiłaś? Nie przeszkadzaj mi w pracy... to są inne czasy, inne metody” - łajała w myślach Aghatę, podążając do toalety. Tam zamknęła się z ghulicą i bez wstępów rozorała kłem nadgarstek. Podsunęła go kobiecie.

Anna była ciekawą osóbką, była posłuszna a mowa jej ciała mówiła Astrid jak bardzo kobieta pragnie skosztować wampirzej vitae. Ale było coś jeszcze, kobieta wydawała się czuć w jakiś sposób poniżona. Ona, osobą z dobrych, wyższych, uniwersyteckich kręgów, spija krew z ręki nieznanej wampirzycy, jak jakiś pies, jak dziwka w toalecie. Właśnie wtedy, w głowie Astrid rozległ się nieznoszący sprzeciwu krzyk.

~ Jesteśmy Głodne! - i Aghata nie była teraz w nastroju na dyskusje.

Tak jak dziecko które zrobi kupę, nie przewiniesz, płakać nie przestanie… Szkoda, że torebkę z termosami został przy stoliku.

- Nie to nie! - warknęła Astrid i... wybiegła z ubikacji, pozostawiając za sobą zdezorientowaną ghulicę. Szybko złapała torebkę, płaszcz i skierowała się do wyjścia z lokalu, zapominając nawet o zaleczeniu nadgarstka.

Astrid wybiegła na ulicę która o tej porze była zupełnie pusta, obok była bocznica w której stały kosze na śmieci należące do restauracji obok. Wampirzyca stanęła tam i odkręciła pierwszy termos, musiała wlewać w siebie ciecz szybko, wilk niemal łapał w zęby czerwony kapturek…
Kątem oka, pół przytomnym okiem Astrid zobaczyła wybiegającą za nią Annę.

- Przepraszam, proszę Pani, proszę mi wybaczyć, przepraszam - kobieta płakała i dreptając pośpiesznie zbliżała się w kierunku wampirzycy.

Malkavianka ruchem ręki nakazała jej nie zbliżać się. Nawet nie patrzyła w jej stronę, sięgnęła za to po drugi termos i duszkiem wychyliła jego zawartość. Anna stanęła w pół kroku jak zaklęta. Głód został zastopowany, a Astrid zaczęły męczyć torsje, trzeba było zwrócić, ciągle miała jakieś półtorej sekundy na zdecydowanie się gdzie.

~ Na twarz skarbie, takie jak ona zasługują tylko na twarz - podpowiadała najedzonym, zadowolonym tonem Aghata.
Malkavianka obróciła się i... zwróciła niemal jednym haustem zawartość połowy termosu na pobliski śmietnik.
Zza jej pleców słychać było pochlipywanie Anny. Kiedy wreszcie Astrid była w stanie zapanować nad swoim organizmem, otarła rękawem resztki krwi z ust i spojrzała ciężko na ghulicę.

- Jest jeszcze jedna sprawa... w której mogę potrzebować twojej pomocy - powiedziała, korzystając z mocy dominacji - Nie chciałam tego, ale... stało się. I płacę za to cenę. jednak... może istnieje jakiś rytuał... cokolwiek, żeby to zagłuszyć... Chcę cię prosić Anno, byś to dla mnie sprawdziła. A jeśli ci się uda... obiecuję, że nigdy więcej nie ujrzysz Egona na oczy.
~ Bo nie będziesz już miała oczu.


Anna zaczęła kiwać głową zanim jeszcze Astrid skończyła mówić.
- Oczywiście proszę Pani, zajmę się tym dzisiaj od razu !
- W takim razie, skontaktuję się z tobą. Dziś... chyba starczy nam wrażeń
. - Astrid spróbowała się uśmiechnąć, lecz wypadło to nadzwyczaj blado.

Anna pokiwała ochoczo głową nie wiadomo czy na “tak do zobaczenia” czy “tak dobrze że już koniec” chyba sama nie wiedziała. Była strasznie zmieszana i wystraszona, pierwsze spotkanie z potencjalną nową dominatorką poszło w złym kierunku na wielu frontach. Ale chyba się udało, Anna pozwoliła, by do jej tonu wlało się nieco nadziei.

- Czy mam Panią powiadomić jak tylko coś ustalę? A jeśli tak to jak? Przez… kogo?
- Podam ci mój numer telefonu. Bezpośredni. I ty też daj mi swój. Jeśli nasza współpraca będzie przebiegać... zadowalająco, nie będę korzystać z pośredników.
- spojrzała znacząco na kobietę.

Tremere faktycznie musieli być czarodziejami a ich słudzy przynajmniej świetnymi naśladowcami gdyż w rękach Anny pióro i notesik znalazły się niemal natychmiast. kobieta zapisała numer i wydarła karteczkę. Stała tak z nią w środku nocy w bocznej alejce niczym z trzepoczącą białą flagą.

~ Świetnie, gotowa na gwałt. - nie mogła nie skomentować Aghata, do Astrid zaś doszło, że nie pozwoliła się jej przecież zbliżać.

- Świetnie, podaj mi tę karteczkę. - powiedziała, prostując się, Astrid. Sama wysunęła rękę przed siebie by możliwie ograniczyć kontakt. Aghata zdecydowanie miała chęć na tę dziewczynę…

Anna wykonała polecenie, gdy Astrid spojrzała na kartkę, Aghata powiedziała z zadowoleniem.

~ Dobrze, że pinda ma wyraźny charakter, Egon łatwo przeczyta.

Malkavianka westchnęła ciężko, co zapewne nie uspokoiło Anny.

- To tyle - powiedziała - Miłego wieczoru, kochanie. Nie zapomnij o mnie.

Kobieta skłoniła głowę i niemal wybiegła z alejki. Astrid została sama ze swoimi demonami, a właściwie z jednym demonem. Przez chwile miała ochotę zadzwonić do Wojtka, postanowiła jednak, że nie będzie mu przeszkadzać. Dobrze też zrobi im odwyk, ostatnimi czasy wszak jego szczenięce oddanie i fascynacją Astrid, zaczęły ją dusić. Może dlatego, że czuła, iż nigdy tak naprawdę nie są sami, a Aghata w każdej chwili może wykręcić im jakiś numer? Może... a może po prostu chciała zostać sama ze swoimi problemami.

Zarzuciła płaszcz, jeszcze raz otarła twarz, po czym ruszyła na piechotę do Leża. Miała ochotę wpaść w kłopoty i dać upust narastającej frustracji.

[MEDIA]http://theempresswoman.com/wp-content/uploads/2016/08/girl-walking-street.jpg[/MEDIA]

Jeśli jesteś atrakcyjną kobietą szwendająca się samotnie nocą po ulicach w poszukiwaniu kłopotów. Oslo to miejsce dla ciebie. Posiadanie diabła na ramieniu z głową pełną pomysłów jest dodatkowym atutem. Niektórzy młodzi ludzie nigdy nie zrobiliby pewnych rzeczy gdyby nie narkotyki, alkohol, presja grupy, czy sugestywna moc umysłu wampira.

Grupka młodzianiaszków, stanowczo za młoda by dostać się do klubu, stanowczo za stara by bawić się klockami, stanowczo zbyt nabuzowana testosteronem i fantazjami z internetu by przepuścić atrakcyjnej kobiecie, taka grupka nadawała się idealnie.

Ciał nigdy nie znaleziono.
 
__________________
Konto zawieszone.
Mira jest offline  
Stary 22-11-2016, 21:09   #3
 
Amon's Avatar
 
Stare Oslo, Leże Malawianów
Astrid obudziła się w swoim ogromnym, wodnym łożu. Pokój był pusty, zamknięty od środka. nad łóżkiem wisiał ogromny telewizor, wyświetlały się na nim obrazy z kamer rozmieszczonych w całym Leżu, oraz na ulicy przed budynkiem. Pierwsza z kamer, pokazywała kanapę przed drzwiami sypialni. Obok Wielgasnego ochroniarza z automatem w dłoni siedziało na kanapie kilka dziewczyn, w sumie wszystkie wyglądały podobnie.
Było to śniadanie, jakie Egon przygotował dla Astrid. Trudno było dokładnie powiedzieć co ghul im nagadał, czym naćpał albo jak im płacił. Po Leżu kręciło się kilkanaście lasek, dostępnych o każdej porze w charakterze pokarmu oraz innych rozrywek. Dziewczyny wydawały się lubić swoją pracę.
Koło poduszki leżał też telefon wampirzycy, na wyświetlaczu widniało jedno nieodebrane połączenie od Duszewskiej, jedna poczta głosowa i jeden tekst, również od Anny.
“Proszę Pani, coś znalazłam, Z wyrazami szacunku Anna”
Wampirzyca złapała się za głowę, jakby miała kaca. Co ona wczoraj zrobiła? Może jej się to tylko śniło... Nie. Nie śniło. Pamiętała śmiech Aghaty, gdy temu jednemu chłopaczkowi, co najgłośniej szczekał, wsadziła... ugh. Szlag by to. Musi coś zrobić z “mamusią”. Inaczej Książę w końcu na nią wsiądzie. Hubert cenił ją jako sojusznika, dlatego nawet jeśli miał podejrzenia, zachowywał je dla siebie, ale jego tolerancja kiedyś przecież się skończy...

Astrid postanowiła nie zwlekać i nie podnosząc się nawet z łóżka, oddzwoniła do ghulicy.
Anna odebrała natychmiast. Zupełnie jakby cały czas trzymała komórkę w dłoni i czekała tylko na telefon.
- Dobry Wieczór proszę Pani. - zaczęła jak zwykle formalnie choć podekscytowanym tonem. - Znalazłam znalazłam wzmiankę o spokrewnionym zwanym Ingwarem z Koloni, który cierpiał na “ebrietas” i udało mu się z tego wyzwolić. - w tle słychać było klikanie myszki i wertowanie kartek. - Ingwar miał ponoć zostać uleczony dzięki rytuałowi, jaki odprawiła dla niego pewna “wiedźma”. - słychać w słuchawce słychać było siorbanie z filiżanki oraz wypuszczanie dymu. - W zapłatę, Ingwar spokrewnił ową kobietę. i Tu historia wampira się urywa. Jednak znalazłam też wzmianki, młodsze od historii Ingwara o dwieście lat. Mowa tam o wampirzycy z terenów rusi, która miała być biegła w “czarach leczących wszelkie nałogi” - znów wertowanie kartek - Proszę Pani, to co tutaj jest opisane, wygląda dla mnie jak magia krwi. Ale najlepsze jest to, że owa “wiedźma” jest świetnie potwierdzona w oficjalnej historii tego regionu. Znalazłam nawet w Oslo specjalistę od tego okresu na Uniwersytecie. Nazywa się Prof. Ibishko, mogę zorganizować z nim spotkanie. Jest bowiem wielce prawdopodobne, że “grób” owej wiedźmy gdzie miała mieścić się jej “księga czarów” oraz liczne “skarby”, został właśnie namierzony.
- Dobra robota. -
pochwaliła Astrid - Masz moje pozwolenie i... finanse oczywiście, do dyspozycji. Tylko nim dojdzie do spotkania, sama bym chciała przejrzeć zgromadzone przez ciebie materiały oraz porozmawiać chwilę. Kiedy masz czas?
- Kiedy tylko Pani zechce, Proszę Pani. -
odpowiedziała natychmiast Anna.
- To nic pilnego. Umówmy się na jutro. Może uda Ci się jeszcze coś ciekawego znaleźć. - rzekła Malkavianka, kulając się po łóżku to w lewo, to w prawo - Podeślij mi swój adres. Naprawdę dobra robota. Buziaczki!
- Dziękuję, dziękuję Proszę Pani. -
gdyby tylko psy mogły mówić… - Tak oczywiście, jak tylko sobie Pani życzy, mój adres już podaję, wyślę też mailem i esemesem.
Rozłączyła się. Bała się, że tyle słodyczy spowoduje kolejne torsje. Najwyższy czas też nadszedł na jakieś długonogie śniadanie…
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline  
Stary 26-11-2016, 09:27   #4
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 

Trudno było powiedzieć, czy śniadanie miało pełną świadomość tego co się dzieje. Aczkolwiek miało dobrą choreografię. Dziewczyna stanęła przed Asrid wdzięcząc się jak rasowa kurtyzana. Przymykając oczy położyła niepewnie, lub niepewność grając, dłonie na ramionach wampirzycy i odchyliła głowę na bok odsłaniając szyję. Jej skóra nie leciała na milę słodkimi perfumami, pachniała świeżością.
- Mogę zrobić wszystko co tylko zechcesz… - powiedziała głosem który mógł spuścić krew z górnych części męskiego ciała i spowodować rozerwanie nogawki.
~Ciekawe czy ta gangrelska wiewiórka mówi tak Wojtkowi… kiedy chowają się w lesie gdzieś na tylnym siedzeniu golfa - rozbudzała swoją wyobraźnię Aghata.
- Próbujesz wzbudzić we mnie zazdrość? - rzekła Astrid na głos. Choć delikatnie gładziła ramię dziewczyny, świadomość Malkavianki skupiała się na “pasażerce”. - To chyba mało matczyny odruch.
~ Jesteśmy po prostu ciekawe, lubimy Wojtka, tęsknimy za jego dotykiem, za jego głosem, za jego krwią.
- I właśnie dlatego nie zobaczymy go przez jakiś czas!
- Co?
- zapytała długonoga piękność.
- Nic, nic, skarbie. - przypominając sobie o posiłku, Astrid wbiła kły w szyję dziewczyny.

Krew wciąż działała na nią jak narkotyk. Najwspanialszy był zawsze ten pierwszy kontakt, który sprawiał, że ciało wampirzycy niemal szczytowało. Potem... cóż, od kiedy Aghata osiedliła się w głowie Astrid i Malkavianka musiała przeciwstawiać się nie tylko wewnętrznej bestii, ale też matce - potem przyjemność malała, a jej miejsce zajmowało samoopanowanie.
Lala szczytowała głośno nim nie usunęła się w sen.

~ Może jeszcze tylko troszkę hm? - kusiła Aghata ~ mała jest przecież zadowolona, no possijmy jeszcze przez chwilę…
“To prawda, dziewczyna jęczała z rozkoszy jak zarzynana świnia. Nic się chyba nie stanie, jeśli potrzymam ją nieco dłużej. Tak ładnie pachnie...”

Tylko gdzieś z głębi jestestwa Malkavianki dobijał się głos: “Nie... nie wolno... nie masz kontroli...Przestań...”

Tymczasem serce dziewczyny biło wolniej i słabiej z każdą chwilą.
~ Córeczko jestem z ciebie dumna, tak się starasz dla tej myszki, zobacz, zobacz jak jej słodko, czy ona w ogóle rozumie jak wiele dla niej robisz?
“Ona... nie wiem... ale ja rozumiem!”


Astrid oderwała się od ofiary jak oparzona. Szybko przyłożyła jej palce do szyi, by wyczuć puls.

Puls był ale płytki, za płytki. Kainitka postanowiła jednak spróbować. Szybko rozcięła nadgarstek leżącym przy łóżku nożykiem do listów. Z dość głębokiej rany popłynęła obficie krew. Astrid przystawiła rękę do ust dziewczyny, odchylając jej nieznacznie głowę, by ciecz na pewno trafiła do jej gardła.
Spuszczenie się do ust lali było w zasadzie dość kojące. Odkąd “czujne oko matki” śledziło jej każdy ruch, Astrid nie pamiętała już kiedy brakowało jej vitae. To znaczy, głód czuła częściej niż kiedykolwiek, ale było to po prostu to chore łakomstwo. W rzeczywistości Astrid kładła się spać najedzona i najedzona wstawała, Gdyby nie wylała teraz krwi, musiałaby ją za moment po prostu zwrócić. Serce lali zaczęło bić szybciej i bardziej równomiernie. Malkavianka nie żałowała jej vitaę, po czym zagoiła rany swoje i długonogiej ślicznotki. Jakby nigdy nic, udała się pod prysznic.


***

Kiedy Astrid wróciła z kąpieli, po lali nie było już śladu. Ale były dwie inne. Nie narzucały się, trudno było w ogóle nazwać je osobami, raczej wyposażeniem pokoju. W następnym pomieszczeniu znajdował się zaś chłoptaś.

[MEDIA]http://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/06/0f/82/060f8296d13cd53c37e07abc56ac181c.jpg[/MEDIA]

Jego głowa nie była wypełniona chyba w żaden sposób bardziej niż te należące do jego koleżanek.
~ Kosmaty wielbiciel kotów stara się jak może, woreczków do wyboru do koloru - zauważyła Aghata.

Astrid zignorowała ich. Jak zwykle naga przeszła do garderoby. Choć jej stroje nijak nie pasowały do powszechnych stylizacji w lokalu Egona, nie potrafiła sobie teraz odmówić czerpania pełnymi garściami z morza kolorów, które od pewnego czasu dostrzegała.

[MEDIA]http://productshots1.modcloth.net/productshots/0120/6916/c1156df7dd43fb012a556a14f43ebe6a.jpg[/MEDIA]
Gdy była gotowa zeszła na dół.

Na parterze znajdowała się scena na której zawsze występowała kapela na żywo.

[MEDIA]http://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/b9/47/ab/b947ab942014d8ac997299db2a75f8a2.jpg[/MEDIA]

Czyżby Egon miał aspiracje sprzątnąć Brujaszkom Elizjum? W rogu sali siedział jakiś młodziutki parias, zbyt wystraszony i nieważny by niedawny pogrom go dopadł. Ktoś tak nieważny, że nawet w miejscu tak małym jak Oslo, nie uchodził z wampira.

[MEDIA]http://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/cf/01/aa/cf01aad272c4eb6a8ced2f3c2ad49629.jpg[/MEDIA]

Astrid prześlizgnęła się wzrokiem po jego sylwetce bez zainteresowania, po czym w jej głowie pojawiła się pewna myśl - trudno powiedzieć czy jej własna, czy Aghaty. Popatrzyła jeszcze raz na chłopaka. Przełknęła ślinę.
“O nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. A nawet nie!”

Egon krzątał się po całym lokalu, non stop na telefonie. To jednak nie obchodziło Astrid. Kiedy do niego podeszła, wymagała pełnej uwagi. Znał zasady.

Ghul w istocie poznał zasady dość dobrze, kiedy tylko zorientował się, że jego Pani jest obecna, uniżnie poczłapał do jej nogi, złożył dramatycznie dłonie na piersi i skłonił się.

- Mroczna królowo nocy… - powiedział z namaszczeniem.
- No hejka. - zagaiła wesoło - Jak interesy?

Jedynie czujne spojrzenia, którymi obrzucała okolicę, nie pasowały do swobodnego, żeby nie powiedzieć, beztroskiego stylu bycia wampirzycy.

- Obiecuję, że będzie lepiej, O Przeklęta, mamy dwa kolejne gangi płacące nam trybut, cała prostutycja niedługo będzie pod twoją kontrolą, produkcja fałszywek dla imigrantów i załatwianie zasiłków, wszystko przynosi znaczne zyski, do tego wydajemy też trochę muzyki…
- Fajno. Co u Ludwiczka?


Egon wskazał na wciąż trzymany, choć już wyłączony telefon.
- Rozmawiałem przed chwilą z jego pracownikiem, Królowo, w zasadzie gazeta którą sobie upatrzył jest już jego.
- A co to za kociak na sali?
- wskazała młodego wampira. - Nie znam go.
- Widziałem go pierwszy raz około rok temu, bywał w twoich klubach, nazywa siebie Andy, to Szwed.
- Trzymaj go z dala ode mnie
. - powiedziała dziwnie szorstko Astrid.
- O… oczywiście Mroczna Pani - przytaknął Egon.
~ Po prostu go zabijemy - obwieściła Aghata
“Nie, mamo” - odparła w myślach Astrid głosem znużonej nastolatki.
- Wybywam, jutro na śniadanie chcę męskie smakołyki. Różne. Coś... nowego. - powiedziała do Egona, po czym udała się do szatni po swój płaszcz i wyszła na zewnątrz budynku.

Na zewnątrz stały trzy auta, z szoferem lub bez, do wyboru do koloru. Astrid wsiadła do tego z szoferem. Kolor i marka były dla niej bez znaczenia, po prostu... miała ochotę odpłynąć myślami.


***

Bygdoy, Mieszkanie Anny


[MEDIA]http://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/ef/e8/44/efe8448ff9b78c74816c8c07acbc5f55.jpg[/MEDIA]
Drzwi do mieszkanie Duzewskiej posiadały chyba dziesięć zamków. Astrid przestała liczyć przekręcające się zasuwki po czwartym szczęknięciu. A potem przyszła kolej na łańcuchy… - chyba jednak miała coś wspólnego z Egonem. Kiedy wrota wreszcie stanęły otworem Anna wychyliła jeszcze głowę, jakby spodziewała się kogoś innego, a widząc Astrid, szybciutko otworzyła drzwi na oścież.

- Och to Pani, proszę, proszę wejść…

Kiwnęła lekko głową, po czym weszła do środka. Rozejrzała się ciekawie.

- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam... - powiedziała, choć była to raczej uprzejmość. Tak naprawdę wcale jej to nie obchodziło.

Trochę zakręciło jej się w głowie, zupełnie jakby ktoś… kręcił głową w środku jej głowy.
~Hm… gdyby to wszystko się czymś ubryzgało, nie umyłby za cholerę! - stwierdziła Aghata.

Nieświadoma podwójnego gościa Anna wprowadziła Astrid do saloniku wypełnionymi książkami i zaproponowała krzesło. Na stoliku leżało kilka starych książek. Jedna była po łacinie, druga chyba w greckim albo może rosyjskim, alfabet dwóch pozostałych w ogóle nie przypominał niczego co Astrid mogłaby w życiu widzieć.

- To, to? - wskazała Astrid na książki.

Anna pokiwała głową
- Tak Proszę Pani.

Wampirzyca zaczęła przeglądać materiały, chcąc sprawdzić czy to, co przesłała jej badaczka, pokrywa się z oryginałami. Ponadto liczyła na to, że dzięki swojej wiedzy lingwistycznej i okultystycznej może zauwazy szczegóły, które umkneły Annie.

Wykresy użyte w tekście oraz symbole alchemiczne wskazywały na ryty magii krwi. Wampirzyca zmarszczyła brwi. Tego się w sumie spodziewała…
Ann nie ważyła się przeszkadzać w egzaminacji swoich poszukiwań, siedziała na krzesełku ze złączonymi nóżkami jak studentka na egzaminie u profesora seksisty.

- Chcesz to pokazać temu swojemu specjaliście? - zapytała Malkavianka - Wiesz że to dla ludzi zakazana wiedza, prawda?
Anna wybałuszyła oczy.
- Pani! oczywiście że nie, nie śmiałabym - speszyła się wręcz Duszewska. - Profesor Ibishko jest archelologiem, nie musimy go w nic wtajemniczać.
- Rozumiem jednak, że przydałby nam się Tremere? Czy masz pomysł jak to obejść?

Coś ukuło ghulicę, ale szybko się zamaskowała.
- Pani, mój poprzedni pan włożył wiele czasu w moją edukację, jestem optymistyczna jeśli chodzi o ten rytuał.
- Pewnie czujesz się teraz mocno oszukana?
- zapytała Astrid nagle całą swoją uwagę poświęcając kobiecie i czytaniu jej aury, która miała w sobie nieco srebra i nieco czerwieni. Anna przeczesała włosy i poprawiła rękaw bluzki.
- Nie mam powodów do skarżenia się Proszę Pani.
- Masz. Coś ci obiecano, a teraz nie masz na to szansy. Boisz się o swoją pozycję a co dopiero mówić o perspektywach. Kto chciałby zostać childe szalonej wampirzycy, prawda?
- Astrid uśmiechnęła się pogodnie.
Anna wbiła wzrok w blat.
- Pro.. proszę Pani - głos kobiety znów zaczynał się trząść - zapewniam panią, że jestem profesjonalnym, wiernym sługą.
- Nie wątpię w to. Jesteś też jednak osobą Anno.
- Astrid wciąż śledziła aurę kobiety w której dostrzegała też teraz wszystkie odcienie zieleni - Masz swoje pragnienia... To całkiem naturalne. Nie musisz się tego wstydzić.
- Po prostu… chcę być przydatna i… na razie chcę przetrwać Proszę Pani, i proszę mi wierzyć, ja nigdy, nigdy nie wzgardziłabym darem
… - ucięła jakby bała się, że pozwoliła sobie na zbyt wiele, lub w obawie że stanie się pośmiewiskiem.
~ Egon tak ładnie dba o nasz domek, a ty mu odmawiasz tej jednej małej poleczki, o co ci chodzi? Czystość rasy? Wyluzuj, mamy dwudziesty wiek… zaraz… ciągle jest dwudziesty nie?
Astrid zignorowała głos matki w głowie.

- Dobrze, Anno. Wrócimy do tematu, gdy uda nam się trochę... odczarować mnie z tego łakomstwa. Ponieważ mi samej ciężko jest poruszać się pomiędzy wiedzą ludzi a wampirów, prowadzenie spotkania z tym całym profesorkiem zostawiam tobie. Chciałabym być obecna, ale... cóż, sama widziałaś, że moje napady głodu mogą być niepokojące. Teraz też nie chcę cię już narażać. Czy coś jeszcze chciałaś mi pokazać?
Anna znów poprawia nerwowo włosy, które oczywiście nie wymagały żadnej korekty.
- Nie Proszę Pani, to już wszystko… niestety. - dodała chyba na wszelki wypadek.
- Tak oczywiście spotkam się z Profesorem jeszcze dzisiejszego wieczoru Proszę Pani. - zapewniła.
~ Ha, cipa! oczywiście, stary pierdziel nie odmówi panience dziwnie zainteresowanej jego naukowym rzeźbieniu w gównie nawet i po dziesiątej wieczorem, żeby tylko poleczka nie natknęła się po drodze na jakieś studentki, które częściej rozkładają nóżki, niż książki, mogłaby dostać zawału ze zgorszenia czy coś.
“Och, mamoooo...”



***

Leże Maklavianów


Astrid wróciła do swojej zacisznej przystani, w której zachowywanie Maskarady ograniczało się do zachowywaniu się mrocznie i rozmawianiu o ofiarach z ludzi, seksie, paleniu kościołów i różnicy pomiędzy pagan a viking black metalem.

Kot widząc, że Astrid wychyla kolejny kubek krwi, zaczął się łasić do jej nóg, wtedy też rozdzwoniła się komórka wampirzycy. Malkavianka spojrzała na wyświetlacz - Anna.

- Proszę Pani! - kobieta płakała i w ogóle była roztrzęsiona - on nie żyje Proszę Pani, martwy, boję tak bardzo się boję…! - biadoliła ghulica.
~ Dziwka wyruchała dziada na zawał! - Aghata oświadczyła pewnym głosem
Malkavianka rozorała zębem nadgarstek i pozwoliła krwi kapać do kociej miski.
Kot łapczywie chlipał czerwoną polewkę.
- Ok. Spokojnie. Mów szeptem, bo możesz nie być sama. - udzielała znużonym głosem poleceń - Schowaj się gdzieś i powiedz mi gdzie jesteś, już po ciebie jadę. Najlepiej nigdzie nie łaź, czekaj w ukryciu na mnie, rozumiesz? I żadnej policji.
Anna cały czas siorbała nosem.
- Tak Proszę Pani, tak… - smarknęła - Jestem u Profesora, drzwi do apartamentu były uchylone - smark- weszłam do środka - kobieta znów wytarła nos - Profesor leży w przedpokoju z pleców wystaje nóż, wszędzie jest pełno krwi… - Duszewska przerwała by popłakać trochę zanim podała adres, to było Sentrum.
~ Krew? wszędzie krew? Jesteśmy głodne! - Aghata widocznie nie wytrzymała, to że kot właśnie jadł to jedno, to że gdzieś tam krew lała się po podłodze to było już za dużo, Astrid pozostało tylko jedno, dorwać się do vitae, teraz i zaraz.
- Zaraz tam będę - powiedziała Astrid, rozłączając się.
Wstała z fotela i zdecydowanym krokiem ruszyła do “salonu” czyli pomieszczenia, gdzie czekali na nią “petenci” od Egona. Nie bawiąc się w subtelności, wampirzyca podeszła do najbliższej dziewczyny, która coś stukała na telefonie, odgięła jej szyję na bok i wpiła się w nią pożądliwie. Nawet nie zwróciła uwagi, że z niezaleczone rany na nadgarstku wciąż kapie krew - pstrząc cętkami cenny dywan ghula. Ani żywicielka, ani wykładzina nie obchodziły jednak Malkavianki. Chciała uciszyć Aghatę jak najszybciej, by móc być zdolną do działania.

Kątem oka Astrid mogła zauważyć jakieś inne “owieczki” przyglądające się scenie oraz usłyszeć głośne komentarze jak “łał” “ale czad” “normalnie, black metal” itp. Niestety, był też błysk kamery.

~ To się wytnie… - uspokajała Aghata. Jeden z ochroniarzy zareagował, wampirzyca usłyszała dźwięk telefonu ginącego pod twardym butem oraz charakterystyczny “klask” towarzyszący spotkaniu się otwartej dłoni z policzkiem. Pijarowa machina Egona nie miała łatwo.
- Koniec przestawienia. Na dole czekają na was darmowe drinki - powiedziała Astrid, zakładając płaszcz i kierując się do wyjścia. Nawet nie zawracała sobie głowy by poinformować Egona o swoim szczodrym geście. Po prostu wyszła i wsiadła do tego auta, co ostatnio. Podała kierowcy adres i nakazała szybką jazdę.



Oslo, Sentrum, Olav Vs Gate


Mieszkanie Profesora znajdowało się na pierwszym piętrze dwupiętrowej kamienicy. Przy drzwiam był co prawda domofon, ale szyba była wybita dawno temu i każdy mógł w zasadzie po prostu złapać za klamkę od środka i otworzyć. Na klatce nie było nikogo, jednak kiedy Astrid wchodziła do mieszkania, ze schodów na górę zaczął właśnie schodzić ktoś z małym psem na smyczy. Zbyt wolno by móc się zorientować, że ktoś wchodzi do sąsiada. Chyba…

Scena wyglądała dokładnie tak jak Anna ją opisała. Nielakierowany, drewniany parkiet przesiąknął już zapachem krwi, który mieszał się z wonią pasty do podłogi.

~ … - Astrid miała wrażenie, że słyszy jak Aghata zaciąga się zapachem.

Profesor, siwowłosy staruszek leżał twarzą do ziemi. Z jego pleców, na wysokości serca wystawał ozdobny sztylet, który sam mógł być muzealnym eksponatem. W rogu pod ścianą siedziała skulona Anna, obejmowała swoje kolana ramionami i tępo patrzyła się na zwłoki.

- Jesteś już bezpieczna, Anno. - szepnęła do kobiety - Przejrzyj rzeczy profesora. Na pewno miał coś przygotowane na waszą rozmowę. Sprawdź czy coś jest nam z tego potrzebne. Ja zajmę się tym maleństwem - powiedziała, skupiając się na sztylecie. Chciała poznać jego historię. Szczególnie tę najnowszą.

Badając sztylet Astrid zrozumiała, że sztylet należał do Profesora i gdy en ostatni raz go miał, jego własna aura migotała zamiennie fioletem, brązem i srebrem. Dodatkowo, w momencie zgonu, mężczyzna był zakłopotany, wydawało mu się, że jest sam w domu wnet jakaś kobieta (co można było rozpoznać po szczupłych dłoniach i stukocie obcasów) przytrzymała jego szyję i pchnęła go w plecy sztyletem.

- Anno, przejdź się stąd, tam. - wskazała sąsiednie pomieszczenie. Chodziło jej tylko o odgłos kroków ghulicy - czy pokryje się z tym ze wspomnień.

Duszewska pokrzepiona najwyraźniej obecnością spokrewnionego, a może wystraszona i przejęta nią, podreptała do gabinetu, dźwięk jaki wydawała nijak nie przystawał do tego z błysku. Kobieta zaczęła przeglądać papiery na biurku.

Astrid tymczasem rozejrzała się. Postanowiła sprawdzić jeszcze aurę klamki od drzwi. W końcu obca kobieta też musiała przez nie przejść.
Klamka pokazała jedynie tyle, że Profesor otworzył ją tego wieczoru dwukrotnie, ostatni raz jakieś dwie godziny temu czyli krótko przed śmiercią.

- Ile osób wiedziało, że profesorek przylatuje? - zapytała Malkavianka ghulicy.
Anna pochylała się nad zapiskami.
- Była informacja na stronie wydziału archeologii i historii, mógł wiedzieć każdy kto chciał się zainteresować.
- Nas jednak i tak chyba bardziej interesuje co gościu wiedział niż kto go zabił. Masz coś?

Anna pokiwała ostrożnie głową.
- To są dane z ośrodków archeologicznych w górach Ural, wygląda na to iż Profesor wierzył iż grobowiec naszej “wiedźmy” znajduje się gdzieś niedaleko.
- I mógł z powodu tej wiedzy zginąć.
- dodała Astrid - Jak nie ma nic w papierach, weź jego laptopa. Jeśli nasz killer zabrał informacje, to w dobie dzisiejszej technologii możemy liczyć na jakieś skany... czy wzmianki, gdzie dokładnie miałby być ten grób.
Anna przytaknęła i pośpiesznie zaczęła zbierać notatki, na szczęście dość dobrze orientowała się co jest przydatne. Tymczasem Astrid zadzwoniłą do Ludwiczka. Po krótce powiedziała mu w czym rzecz - było zabójstwo, na miejscu mogą być ślady odcisków jej i ghulicy - niech przyśle kogoś do sprzątania zanim policja się zorientuje.
Ludwik zapewnił, że “ma wszystko pod kontrolą”

~ Trzeba sprzątnąć tego gościa z pieskiem, wie za dużo - namawiała Aghata.
- Nie trzeba. - mruknęła pod nosem Malkavianka.
Anna przyciskając kurczowo laptopa i plik notatek do piersi popatrzyła z przestrachem na Astrid.
- Pani…?
- Wychodzimy. Idź za mną.
- poleciła jakby nigdy nic.

Kobiety wyszły na klatkę schodową, Astrid i Aghata pierwsze a Anna zaraz za nimi. Wszystko szło świetnie, Astrid wystawiała głowę za każdy róg, sprawdzając czy nikogo nie ma. I kiedy tak wychyliła głowę za drzwi od klatki, jej wzrok spotkał się z emerytem, który czekał właśnie jak jego piesek osra ścianę budynku.

- Dobry wieczór -
powiedziała, wysyłając sporą dawkę szaleństwa do umysłu starca.

Żuchwa dziadka wykrzywiła się w starczym, tetrycznym grymasie po czym senior spojrzał na swojego czworonogiego przyjaciela i… zaczął po nim skakać, zatracając się w tej czynności do tego stopnia iż całkowicie stracił kontakt z rzeczywistością.

Malkavianka zagryzła zęby. Starała się wyprowadzić Annę tak, by jak najmniej z tej sceny dostrzegła. Przynajmniej... dziadek raczej jej nie zapamięta. A nawet jeśli, to kto mu uwierzy?



Bygdoy, Mieszkanie Anny


W aucie, Anna kilka razy nieśmiało dopytywała się czy “wszystko będzie w porządku”, zaś Aghata zdążyła “być głodna” i półtorej termosu się rozeszło, wchodząc do mieszkania Duszewskiej Astrid zostało pół butelki.
Malkavianka odprowadziła Annę, ale gdy ta pożywiła się jej krwią, zaczęła się żegnać. Nie chciała ryzykować.

- Jak tylko znajdziesz coś na laptopie zadzwoń do mnie. Albo napisz, jeśli to dzień. Rozumiesz?
- Tak Proszę Pani, Oczywiście Proszę Pani.


Wampirzyca kiwneła głową na do widzenia i ruszyła w drogę powrotną. Chciała znaleźć się w Leżu nim mamusia znów zgłodnieje.

"Muszę sprzedać ten patent rodzicom nastolatków, które za późno wracają do domu..."
 
__________________
Konto zawieszone.

Ostatnio edytowane przez Mira : 04-12-2016 o 17:50.
Mira jest offline  
Stary 04-12-2016, 17:45   #5
 
Amon's Avatar
 
Leże Maklavianów

Zaraz po obudzeniu Astrid znalazła na swoim telefonie wiadomość od Duszewskiej o tym, że wysłała jej również maila:
Cytat:
Szanowna Pani
Na podstawie informacji zgromadzonych przez śp profesora Ibishko, mogę stwierdzić z całą pewnością. Że archeolodzy z Kamieńska Uralskiego pracują teraz nad stanowiskiem, które kryje sekrety Spokrewnionych. Komora grobowa samej “Wiedźmy” nie została jeszcze co prawda odkryta, ale z korespondencji naukowców wynika iż to tylko kwestia tygodni jeśli nie dni!
Co więcej, wygląda na to, że jest ktoś jeszcze, w Oslo, kto żywo interesuje się tą kwestią. Lękam się iż właśnie ta grupa interesu popełniła tą okrutną zbrodnię morderstwa.
Pozwoliłam sobie sprawdzić połączenia lotnicze z Federacją Rosyjską, do samego Kamieńska można by było wyczarterować prywatny samolot. Załatwienie wizy oczywiście zajmie kilka dni.
Anna.

Na dole załączam zdjęcia z wykopalisk:

- Widzisz, ta mała jest całkiem przydatna. - powiedziała Astrid w przestrzeń. Położyła się na plecach i spojrzała na sufit, a raczej na igrające po nim światełka i refleksy. Lubiła je. Lubiła zaraz po obudzeniu przypominać sobie, że znów widzi kolory. Nie miała co prawda wiele czasu nim jej wewnętrzne utrapienie nie krzyknie, że jest głodne, dlatego tym bardziej rozkoszowała się tą chwilą.
~ Phi… - prychnęła Aghata - ktoś kręci się po twoim mieście, myślisz że ta poleczka załatwi ci na czas wizę do ruskich?
Pospiesznie odpisała Annie, wyrażając pochwałę dla jej działań. Poprosiła o wizę dla siebie, ghulicy i jeszcze jednej osoby. W ciągu najbliższej godziny prześle konkretne dane.
Malkavianka wstała wreszcie i poszła wziąć prysznic. Stojąc pod strumieniem wody, która spływała po jej bladym, gładkim ciele, mimowolnie zaczęła wodzić palcami dłoni po kafelkach, tworząc na nich jakieś jakieś zawiłe wzory. Uśmiechnęła się do siebie, przypominając sobie pierwszą wspólną noc z Wojtkiem. Pragnął jej na przekór rozsądkowi. To nie była zabawa, jakie później rozgrywali - głównie za sprawą inicjacji Aghaty, która sporo nauczyła potomka o “wampirzych” przyjemnościach z seksu. Nie. To był żywioł, o czym świadczył stan łazienki, jaki po sobie zostawili.
Teraz też najchętniej wzięłaby ze sobą Wojtka, ale... wciąż nie chciała, by zobaczył w jakim jest stanie. Jego rozczarowanie... bolałoby bardziej niż najgorszy głód Aghaty.
Wyszła spod strumienia wody i ubrała sukienkę w geometryczne wzory - jakby żywcem wyjętą z dyskoteki lat 70’tych - idealny kontrast dla tych wszystkich mroków z klubu Egona.
Musiała zastanowić się co zrobić. O tym, że poleci, już postanowiła. Pytanie brzmi czy powinna informować o tym księcia? A jeśli tak, to w jaki sposób? Sama dobrze wiedziała, że zbliżanie się do niego teraz... byłoby głupotą. Tolerancja Huberta z pewnością miała granice.
Opuszczając swoje pokoje, rozejrzała się po salonie, gdzie zazwyczaj czekały na nią “posiłki”.
“Śniadanie” kręciło się koło schodów na piętro.
~Tak tak tak, niam niam niam! byłyśmy grzeczne córeczko, daj nam się napić, tak duuużo napić.
Wampirzyca zmarszczyła brwi, po czym zwróciła się do dziewczyny.
- Czy ty masz tam na dole coś, o czym powinnam wiedzieć? Bo mówiłam wyraźnie, że dziś ma być chłopak. - powiedziała do niej z miną rozbestwionej 7-latki.
Dziewczyna zerknęła w górę schodów.
- Frans! - zawołała. Po schodach powoli zwlókł się facet.
~ W sumie… - Aghata nie wydawała się specjalnie wybredna jeśli chodzi o jedzenie.
- Cześć - odezwał się chłopak.
- Chodź do pokoju. - powiedziała wampirzyca, zapraszając do siebie człowieka - Więc masz na imię Frans... - rozsiadła się w fotelu, przyglądając mężczyźnie.
- Mhm - przytaknął facet.
~ O… rozmowny ci się trafił - nie uszło uwadzę Aghaty.
Frans oparł dłonie o pasek i stanął w rozkroku przed siedzącą wampirzycą niczym prywatny striptizer.
Zawsze zastanawiała się co Egon wlewa im do umysłu, a dziś była w nastroju, by trochę podręczyć matkę. W końcu ich relacja nie mogła być jednostronna...
- Czemu tu przyszedłeś Frans? - zapytała, uśmiechając się milutko.
Facet uniósł wielkie ramiona do góry by przeczesać włosy.
- Dla ciebie.
- Nie znamy się. - Astrid przyglądała się mężczyźnie - Poza tym nie wiem czy wiesz, ale to raczej jednostronna przyjemność. I to nie twoja. Nie masz dziewczyny?
- Aha -
pokiwał głową - dziewczyny? - wskazał dłonią za siebie na drzwi i schody - chcesz tu z dziewczyną?
Malkavianka wykonała efektowny facepalm.
- Ja pierdolę... - warknęła - To ja tu się staram zobaczyć w tobie kogoś. Coś więcej niż posiłek... i akurat musiałam trafić na gogusia, którego nie tylko mam ochotę zjeść, ale też wyrzucić przez okno.
Błyskawicznie uniosła się z fotela i podeszła do mężczyzny.
- Na kolana. Odchyl głowę. - powiedziała znudzonym tonem głosu.
~ Tak, córeczko właśnie tak! - dopingowała Aghata. W tym czasie chłopak niemal teatralnie upadł z hukiem na kolana i zarzucił głowę na bok.
Tymczasem Astrid stała przed nim i patrzyła - z mieszaniną pożądania i obrzydzenia. Czy jednak bardziej brzydziła się swoim posiłkiem, czy sobą - nie potrafiła powiedzieć. Wkrótce też wszystkie jej wątpliwości zalał słodki smak vitaę, rozgrzewając jej wnętrze i przynosząc ukojenie... przynajmniej na chwilę.
~ Mmm… - głos Astrid przypominał mokre siorbanie - Nie rozumiem jaki masz znowu problem słońce - głos w głowie mówił przerywając na głośne przełykanie - Na ulicy źle, z tego źle, z tamtej źle, tu źle, tam źle… za młoda jesteś żeby tak narzekać...
Wampirzyca zignorowała matkę. Oderwała się niechętnie od ofiary i pozwoliła zwalić ciału na ziemię. Wyminęła je, nie poświęcając więcej myśli Fransowi. Pokusa, by jednak wyrzucić go z piętra mogłaby być zbyt silna. Krew rozjaśniła jednak myśli. Astrid skierowała się do szatni, by pochwycić swój płaszcz i wyjść na zewnątrz.

***

Malkavianka wzięła samochód z szoferem i wybrała się do nowo przybyłego do Oslo Vikinga, Gangrela, który przez ostatnie dziesięciolecia mieszkał pod miastem.

Østmarkveien 140, 0687 Oslo, Norway
Wciąż, było to niemal pod miastem, ale stosunkowo blisko domeny samej Astrid, wampirzyca mogła się nawet zastanawiać, że Gangrel nie żywił do niej jakiegoś sentymentu… w związku z łączącą ich przeszłością. Ale to były już naprawdę lata temu.
~ Własnej matce się nie pochwaliłaś? Ha!... - Aghata była rozbawiona. - uważaj, nigdy nie wiesz kiedy będziemy głodne, chyba nie chcesz zostać kanapową suczką jakiegoś dzikusa?
Miejsce było restauracją z pensjonatem, Astrid przywitał mężczyzna którego wampirzyca oczywiście wcześniej nie widziała ale w którym natychmiast rozpoznała ghula.
- Czy ma pani rezerwację? - zapytał
- Sam to załatwię Lars… - Ze schodów schodził właśnie sam Viking.
Gangrel zachowywał spokój ale kobieta czuła jak jego przenikliwy wzrok bada każdy jej ruch.
- Sąsiedzka wizyta? - zagadał zbliżając się powoli z kocią gracją w czasie gdy Lars już się oddalił.
- Potrzebuję przysługi. Sąsiedzkiej lub też nie. - powiedziała cicho, rozglądając się wokół. - Pytanie co będziesz chciał w zamian... Czy w ogóle czegoś ode mnie możesz chcieć? - plotła trzy po trzy.
- Hm… - Viking obchodził Maklaviankę dookoła, jego krąg zawężał się powoli. W końcu stanął za jej plecami i zdmuchnął włosy z jej ramienia.
- Coś taka nabuzowana? Czuję jakbyś miała zamiar zrobić jakąś awanturę. - mówił z ciekawością w głosie.
- Bo wiesz, uwielbiam przychodzić do kogoś na klęczkach. - warknęła w odpowiedzi, stojąc sztywno i tylko wzrokiem śledząc Kainitę - A już szczególnie do ciebie. Po prostu... muszę. Hubert i tak ma ze mną kupę problemów, a potrzebuję kogoś, kto... - przygryzła wargę, nie kończąc. Uciekła wzrokiem.
Viking górował nad wampirzycą sylwetką i wykorzystywał to jak tylko potrafił, kiedy Astrid mówiła, patrzył na nią karząco z góry trzymając twarz zawsze blisko jej głowy. Stali teraz sami na niemal pustym parkingu, dookoła był las, w tle nad taflą zamarzniętego jeziora świeciła zorza. Stojąc za kobietą Viking odchylił głowę, Astrid czuła jego wzrok na swoim karku, czuła jak zjeżdża niżej. Nagle Gangrel bezceremonialnie klepnął ją w pupę i zacisnął władczo swoją wielką dłoń na jej kształtnym pośladku.
- Kogoś kto co? hm..? Powiesz wreszcie czy mam to z ciebie wycisnąć - warknął do jej ucha.
Oczy Astrid stały się większe a usta zacisnęły się w wąską kreskę, gdy Gangrel postanowił ją zmacać. Tyle kosztowało ją opanowanie odruchu podskoczenia i pisku, co zapewne niezwykle ucieszyłoby Vikinga. Wciąż miał widać słabość do kobiet z mentalnością karczemnych dziewek z zamierzchłych czasów.
Po chwili Malkavianka nieznacznie rozluźniła się. Westchnęła niemal teatralnie.
- Zaczynam żałować, że tu przyszłam. Ale... jak mówiłam, to ważne. Słuchaj. - znów spuściła wzrok - To co się stało podczas ataku... Przeżyłam, ale wiele mnie to kosztowało. Mam problem... z samokontrolą. Dlatego staram się nie zbliżać normalnie. Niestety, żeby coś z tym zrobić, muszę udać się w podróż. Będzie mi towarzyszyć moja ghulica i... chciałabym żeby to nie była jej ostatnia podróż. Potrzebuję kogoś - zrobiła przerwę, jakby chciała zaczerpnąć powietrza - Potrzebuję kogoś, kto mnie przypilnuje! - prawie wykrzyczała, wściekła, że musiała to powiedzieć i że on ją do tego sprowokował.
Gangrel zsunął dłoń z Maklavianki.
- Spokojnie wariatko - powiedział lekceważąco lecz na swój sposób pieszczotliwie, tak jak wtedy kiedy widzieli się ostatnio.
- Chodź do środka bo mi się zgubisz gdzieś w lesie jak na blondzie z miasta przystało - puścił jej oko i gestem głowy pokazał by szła przodem.
~ Zakręcisz mu tyłkiem? - dopytywała się nieźle rozbawiona Aghata.
- I co jeszcze... - fuknęła do Aghaty, lecz gdy zorientowała się, że powiedziała to na głos, dodała - Nie zgubiłabym się. Ale wejść mogę. W końcu to twój moment na celebrowanie. - mruknęła do Vikinga, wchodząc do budynku.
Gospodarz wskazał Maklaviance drogę do salonu.
- Usiądź proszę - Viking jakby na moment przestał być totalnym dupkiem i jego głos wydawał się całkiem serdeczny. Mężczyzna zniknął na moment w pomieszczeniu obok.
- Napijesz się? - spytał przez drzwi, słychać było dźwięk wyjmowania ostrza, kobiece westchnięcie a następnie skapywanie cieczy do szklanego naczynia. Zmysły Astrid nie pozostawiały jej żadnych wątpliwości, za drewnianą ścianą lała się krew. Sam Viking po chwili pojawił się z dwoma kieliszkami w jednej i karafką z rubinową cieczą w drugiej dłoni. Usiadł ciężko obok Maklavianki i rozlał ciecz do szkieł.
- Wiem, że wy mieszczuchy lubicie pierdolić się z lodówkami, ale nie ma to jak świeża krew, nie uważasz?
- Mhm... -
powiedziała i wychyliła zawartość kieliszka jednym haustem - Gdybyś nie przeklął, zaczęłabym wątpić że ty to ty. Podejrzanie mieszczuchowate wnętrze. Żadnych rozbitych naczyń, firanki, ozdoby... ożeniłeś się?! - udała przerażenie.
Viking rozsiadł się wygodnie rozpościerając ramiona, dając mniejszej kobiecie tylko dwa wyjścia: znaleźć się pod jego ramieniem lub czmychnąć w kąt sofy.
- Dopiero się wprowadziłem, nie miałem nawet okazji “poszaleć” twój synek obraca mi córkę pewnie właśnie w tym czasie.
~Mówiłam!
- Wiesz… - znów odgarnął kosmyk włosów z twarzy Maklavianki - jestem zazdrosny…
Nie odsunęła się, ale spojrzała na mężczyznę z miną pt. “naprawdę, musisz?”
- Rozumiem, że sądzisz po sobie. Bez zdziwienia. Zapewniam cię jednak, że Wojtek nie rucha wszystkiego, co na drzewo nie ucieka, jak co poniektórzy. Słuchaj... chcesz się wymieniać złośliwościami, czy przejdziemy do konkretów? - warknęła znów.
Właściwie cały czas na niego warczała i nie było to spowodowane wcale specyficznymi relacjami między wampirami. Astrid bała się, że Viking faktycznie może spodobać się Aghacie, a każda minuta dłużej w jego salonie to większa szansa na utratę kontroli albo pokaz bulimii - czego Malkavianka chciała uniknąć za wszelką cenę.
Gangrel głośno przełknął krew i odkręcił głowę by spojrzeć w twarz swojemu gościowi.
- Czekam aż coś mi zaoferujesz, a do cierpliwych nie należę… - uniósł brew.
- Dlatego pytam wprost, jaka jest twoja cena. Chcesz pieniędzy? Lasek? Wpływów w mojej dzielnicy? Jeśli chcesz mogę zabronić Wojtkowi ruchać twoją córeczkę, ale czy mnie posłucha... - uśmiechnęła się złośliwie, rozkładając bezradnie ramiona.
Gest ten zakłócił kontakt wzrokowy kainitów gdyż oczy Vikinga musiały dokładnie sprawdzić anatomię kobiety.
- Będziesz mi winna przysługę - kiwnął głową.
Tego się bała. Niestety, wbrew pozorom Gangrel czasem myślał i też potrafił nieźle radzić sobie jako starszy domeny.
- Nawet nie pytasz mnie, co będziesz musiał zrobić i gdzie pojechać, ale... przyjmuję Twoją ofertę. Co by to nie było... masz jedną przysługę. I tylko jedną. - mówiła, patrząc mu w oczy. - Wylatujemy na dniach, jak moja ghulica załatwi nam wizy do Rosji. - uśmiechnęła się, obserwując jaki to efekt odniesie na Vikingu. Na szczęście nigdy nie był mistrzem pokerface’a.
Viking odchylił się na kanapie by mieć lepszy widok na swojego gościa.
- Gdzie w tej Rosji? Rosja to trochę takie duże miejsce jest, mała… - uśmiechnął się podle.
- No proszę, ktoś tu nie tylko obsikuje drzewa, ale też zna się na mapie - zmarszczyła nos prowokacyjnie - Kamieńsk. Ural. I... możemy nie być sami. Profesor, który zajmował się tą sprawą nie żyje od wczoraj. Myślę więc, że nudzić się nie będziesz.
Viking zamyślił się błądząc wzrokiem po nogach Astrid.
- Hmm… no dobra, jeszcze tylko jedna sprawa...
Jakżeby inaczej. Astrid wiedziała, że proste rozwiązania nie wchodziły w grę. Spojrzała więc tylko pytająco na rozmówcę.
- Tak… ta jak jej tam, ghulica, ładna jakaś?
Przekorna natura Malkavianki podpowiadała, by napuścić tych dwoje na siebie. W końcu Anna tylko nie chciała mieć do czynienia z Egonem. Z drugiej strony... nie, nie było drugiej strony.
- Ładna. I bardzo dystyngowana. Uczennica Tremera, więc wiesz - wytresowana też. - odparła beztroskim tonem.
- Duszewska!? - ożywił się Viking po czym wsadził palec między kły kalkulując coś przyjemnego.
- No tak… - znów rozparł się na kanapie jak paw - pomogę ci mała i będziesz mi winna przysługę, czego nie robi się dla naszej wielkiej rodziny hm? - wyszczerzył się.
- Tak, ona. Tylko... jest mi potrzebna. Cokolwiek będziesz z nią robił, miej umiar. - przestrzegła po czym wstała, nie patrząc na Vikinga - No to czas na mnie…
Viking westchnął
- Jasne mała, na pewno nie chcesz zostać? - uniósł pytająco brew.
- Żebyś to mnie obciążył kosztami demolki w tym twoim saloniku? Spasuję. - odpowiedziała.
Viking zaśmiał się.
- Wiesz, jeśli się boisz zawsze mogę wpaść do ciebie, skoro nie ma dzieci w domu… słyszałem że wczułaś się w starego i masz teraz w koło siebie to poobwieszane łańcuszkami stadko dzieciaków.
Astrid okręciła się na pięcie jak mała dziewczynka w trakcie prezentacji stroju księżniczki.
- Bardzo się wczułam, jak widzisz. To raczej moje chłopaki tym zarządzają, ja nie mam głowy do biznesów. - spojrzała na niego i spochmurniała - Nie, wcale nie dlatego że jestem kobietą. I nie dlatego że jestem blondynką.
- Skarbie... -
Viking schował głowę w naczyniu biorąc kolejny łyk krwi - jasne że nie, w życiu bym tak nie pomyślał… - Viking nie miał twarzy pokerzysty ani języka sprzedawcy używanych samochodów i to się czuło… - zawsze miałem wielki szacunek do kobiet - oj czuło się… - A twoja buzia jest oczywiście śliczna jak zawsze.
- Dobra, dobra. I tak wiem, że patrzysz na coś innego. W każdym razie jeśli masz ochotę się zabawić z moimi małymi mroczkami, bądź moim gościem. A jeśli ja... no cóż, może powinieneś zobaczyć na czym polega mój problem zanim będziemy zamknięci z ghulicą i pilotami w powietrzu.
Gangrel wzruszył ramionami
- Będziesz coś odpierdalać w powietrzu to wepchnę ci coś twardego czy ci się to podoba czy nie. - powiedział to tak gładko jakby wciąż rozmawiali o wzajemnych odwiedzinach.
Po tych słowach Malkavianka przyskoczyła do Gangrela i przycisnęła dłonią jego ramię do kanapy. W oczach miała dzikość, której nigdy wcześniej u niej nie widział.
- Tylko uważaj... żeby nie było odwrotnie.
Viking był zdziwiony, na pewno nie przestraszony ale jednak zaskoczony.
Nagle opamiętała się i cofnęła.
Tym razem Gangrel nie starał się nagabywać jej swoim dotykiem.
- Zrób to, ale... wiedz, że może nie być łatwo. Najlepiej zrób to z zaskoczenia. - powiedziała cicho, znów błądząc gdzieś wzrokiem.
- Dziękuję za tą poradę… - powiedział liczący sobie niemal dwieście lat łowca tak jakby ktoś właśnie go spoliczkował.
- To co, jedziesz ze mną czy wolisz... poczytać? - uśmiechnęła się znów beztrosko.
- Z tym twoim szoferkiem? pojedziemy moją furą.
Malkavianka wzruszyła ramionami.
- Jakoś mnie nie zdziwiłeś. Ok, to ubieraj czyste majtki, a ja powiem szoferowi żeby sam wracał.
W planie miała też zostawienie sobie plecaka z termosami, ale o tym głośno nie mówiła. Niech Viking myśli, że to jakaś modernistyczna torebka, albo kolejne dziwactwo wampirzycy.
Gangrel sprężyście poderwał się z sofy.
- Czy ja kiedyś nosiłem majtki? - powiedział zarzucając na siebie płaszcz i biorąc do ręki kluczyki. Zaczekał jeszcze na Astrid przy drzwiach mieszkania żeby puścić ją przodem.

***


- Dobra mała, zbieraj swoje babskie zabawki i wskakuj. -
zakomenderował Viking zanim wraz z Astrid wsiadł do samochodu. Viking jeździł szybko lecz raczej ostrożnie, jedynie kiedy widział na drodze jakiegoś cwaniaka - ofiarę, wtedy przyspieszał by takowego wyprzedzić. Tym sposobem dość szybko kainici znaleźli się na parkingu przed Leżem Maklavianki.
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.

Ostatnio edytowane przez Amon : 05-12-2016 o 11:36. Powód: focie
Amon jest offline  
Stary 05-12-2016, 11:28   #6
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
Leże Maklavianów


- Prowadź mała. - Powiedział Gangrel otwierając przed Astrid drzwi od samochodu.
- I tak wiem, że chcesz się pogapić. - powiedziała z anielskim wyrazem twarzy, po czym ruszyła przodem - Chcesz zobaczyć klub czy... od razu na pięterko?
-Mała, co ja klubu nie widziałem?
- powiedział znudzonym głosem.
- Podejrzewam, że widzieć, widziałeś już wiele. Niemniej pewne rzeczy wciąż cię kręcą, prawda? - i nie czekając na odpowiedź, poprowadziła gościa w kierunku schodów, wodząc wzrokiem po sali za Egonem - Pewnie cię ucieszy, że też lubię pić prosto z... butelki.

Egon właśnie odstawił od ucha telefon i już machał rękoma do Astrid sygnalizując swoją obecność. Astrid i Vikinga dzieliła od wiernego ghula cała sala w której w rytm acid rocka wiło się siedem młodych pokus z czego trzech było chłoptasiami. Viking oczywiście patrzył się na pozostałą czwórkę. Gdzieś między tymi owieczkami odezwała się Aghata.

~ Córeczko. Ze spokojem znosiłam twoje prowadzenie się w tym lesie, ale pewnych rzeczy zwyczajnie nie mogę więcej ignorować. Jesteśmy głodne!

Astrid warknęła odruchowo i przykurczyła ramiona, jakby zaraz miała zaatakować.

“Chwila, właśnie rozkręcam imprezę. Tylko chwileczka...” - prosiła w myślach.

Machnęła nad głowami tańczących, patrząc na Egona, by wybrał z nich “towar” na górę. Sama zaś złapała Vikinga za rękę i pociągnęła w kierunku schodów.

- Zaraz się napatrzysz... i nie tylko.
~ Niam niam niam!
- wrzeszczała Aghata gdy Astrid ciągnęła Vikinga na pięterko. W tym samym czasie Egon doskonale orientujący się w potrzebach swojej dominatorki poganiał już trzy blondzie za nimi.

Kiedy Astrid i Viking znaleźli się na górze, a trzodka Egona jeszcze tam nie dotarła, w głowie Malkavianki rozdarł się głos Aghaty:

~ Głodne!
- Kurwa...
- warknęła Malkavianka i by jakoś zająć siebie i swojego pasażera, przywarła do Gangrela w nagłym zrywie pasji, wpijając się w jego usta namiętnym pocałunkiem.

Viking przyjął pasję wampirzycy z zadowoleniem. Jednym szarpnięciem, brutalnie rozdarł jej bluzkę i obejmując kobietę przywarł torsem do jej nagich piersi. Astrid mogła zauważyć, że kątem oka Gangrel zauważył już łóżko Maklavianki.

[MEDIA]http://s10.ifotos.pl/img/201611301_annwhpp.jpg[/MEDIA]

Za parą kainitów do pomieszczenia wdrapały się na swoich platformach trzy lale. Z głupawo wulgarnym wyrazem na twarzyczkach otoczyły dwójkę wampirów.

- Chodź tu. - rozkazała jednej z nich Astrid, a gdy dziewczyna się zbliżyła, zanurzyła kły w jej szyi. Nim jednak przełknęła, znów złączyła wargi z Gangrelem, dzieląc się z nim posiłkiem. W końcu czy nie na tym polegała gościnność?

Zachłanność Aghaty w takiej sytuacji wymagała by każda stróżka krwi, która mogłaby uciec językowi Vikinga, została dokładnie zlizana z jego ciała. Gangrelowi wielce się to podobało.

- Rozbierać się, ją i nas też - mężczyzna warknął na pozostałe lale.
Astrid nie protestowała, jej świat ograniczył się do wędrówki między drapieżnymi pocałunkami z wampirem, a sięganiem po krew którejś z dziewczyn. Nie myślała w tym momencie ani o nich, ani o sobie. Jedyne czym była określał GŁÓD.

Viking wypuścił spijaną dziewczynę na tyle wcześnie, by nie straciła przytomności. Polecił jej koleżankom wrzucić ją do klatki pod łóżkiem. Na samym materacu, Gangrel usadowił się wraz z przyssaną do kolejnej dziewczyny Astrid. Szybko też, samemu nie będąc sponiewieranym morderczym głodem, zaczął bawić się żarłocznością Maklavianki. Nakrapiał swoje ciało krwią dziewczyn pozwalając w ten sposób żywić się Astrid poprzez zlizywanie vitae z jego skóry.

- Grzeczna dziewczynka - drwił zalotnie.

Warczała na niego, ale nie było wątpliwości że ta zabawa ją pochłaniała. Może nawet za bardzo. Posłusznie i pieczołowicie zlizywała vitaę z jego ciała, przesuwając się zgodnie z wolą Vikinga centymetr po centymetrze. Choć ta gra doprowadzała ją do szału, miała wrażenie, że podoba się również Aghacie. Matka przestała krzyczeć, choć wciąż czuła nienasycenie.

Zaciskając paznokcie na udach Kainity, by dać ujście poskramianej żądzy, raz za razem Astrid kłapała ząbkami, gdy przybliżał do niej rękę dziewczyny, z której pili. A kiedy i ta lalka miała dość jako naczynie i skończyła w mini-karcerze pod łóżkiem, Astrid zakuła ostatnią z dziewczyn w dyby tak, by klęczała na łóżku z wypiętą pupą.

Sama, będąc zupełnie nagą, podpełzała do Vikinga, który obserwował jej poczynania. Wampirzyca zlizała niewielką, zapomnianą strużkę z jego szyi, po czym szepnęła mu do ucha.

- Chcę patrzeć jak ją bierzesz, gdy ja będę się karmić... Jestem taka głodna... bardzo, bardzo głodna. - jęczała mu wprost do ucha, wodząc po płatku zwinnym języczkiem.

Viking uśmiechnął się i przybliżył sobie twarz Astrid, pocałował ją namiętnie po czym trzasnął z mocą pośladki unieruchomionej lali, powodując spazm jej ciała i głośny jęk. To nie było lekkie klepnięcie. Dziewczyna zaciskała nogi, wiła się z bólu a jej pupa momentalnie nabrała czerwonej barwy. Gangrel z zadowoleniem przyglądał się swojemu “dziełu” po czym w bardzo szorstki sposób wepchnął dłoń między uda, które siorbiąca noskiem dziewczyna tak bardzo chciała teraz ścisnąć. Jej drobna muskulatura nie miała jednak szans z nieumarłym potworem. Viking po prostu chciał, żeby nie było to dla niej przyjemne, po prostu chciał, żeby ją bolało, a najbardziej chyba ze wszystkiego, chciał czuć jej strach. I strach było czuć. Kiedy jego dłonie rozsunęły nogi skomlącej jak psiak dziewczyny i gdy Gangrel wepchnął się w nią z ogromną brutalnością. Zaparł się włochatymi łapskami za dyby, wpompowując w drobną blondynkę całą swoją wściekłość. Wrzaski sprzeciwu stały się tak przeraźliwie niepokojące, że zamknięte pod łóżkiem lale całkowicie zamilkły, wtuliły się płochliwie jedna w drugą i dygotały ze strachu za każdym razem gdy stalowa konstrukcja nad nimi trzeszczała. A trzeszczała często.

Astrid patrzyła na lalkę roziskrzonym wzrokiem. Nawet wstała z łóżka, by patrzeć na jej buzię, wystającą spomiędzy dyb. Po trochu zazdrościła dziewczynie. Ona nie była w stanie doświadczyć tak silnych emocji. A tu jeszcze atmosferę podsycały trzęsące się niby liście osiki dwie nagie panienki pod łóżkiem. To zdecydowanie był dobry zakup.

Wampirzyca powoli, delikatnie wręcz pociągnęła dłonią po ramieniu dziewczyny. Jej paznokcie delikatnie zawadzały o skórę, przyjemnie ją drapiąc. Astrid przesuwała się dalej po boku dziewczyny, która wciąż piszczała jak zarzynana świnia.

Oczy dziewczyny zerkały błagalnie na Astrid.

~ Chyba będziesz się musiała nad nią ulitować - łakomie podpowiada Aghata - jeszcze by jej coś głupiego przyszło do głowy...
“Trzeba będzie kupić kneble”
- pomyślała mimowolnie Malkavianka, idąc dalej.

Przy pośladkach lali, przyjrzała się Vikingowi. Poczynając od miejsca, gdzie jego ciało łączyło się z ciałem panny w gwałtownych ruchach, wodząc wzrokiem po silnych mięśniach brzucha, szerokiej piersi... by w efekcie uśmiechnąć się do Gangrela sympatycznie, jakby faktycznie była sąsiadką, której przyszedł z pomocą.

Dłoń przesunęła się teraz na jego pośladki i naśladując jego ruch w momencie spotkania, złapała go lubieżnie, wciąż obserwując jego twarz.

- Rozumiem, że podano do stołu? - zagadnęła niby to niewinnie.

Kosmaty wampir odchylił się do tyłu by objąć w talii wampirzycę i złączyć się z nią w pocałunku, leniwie wypychał jedynie biodra do przodu, tylko by terroryzować ofiarę. Viking przejechał uzbrojonymi w pazury dłońmi raniąc drobne plecy lali do krwi.

- Wskakuj mała, bądź dobrą kicią i zadrzyj wysoko pupę kiedy będziesz chlipać ze spodeczka.

Nie trzeba było tego powtarzać Malkaviance, która przywarła do pooranych pleców. Ocierając się pośladkami o uda Vikinga, z lubością spijała gorącą krew zmieszaną z potem rżniętej dziewczyny. A gdy wylizała niemal wszystko, dała nura pod spód, kładąc się tak, by widzieć nad sobą nie tylko ofiarę, ale przede wszystkim drugiego wampira. Mrugnęła do niego, rozkładając nogi i oplatając w pasie dziewczynę. Teraz silne, ostre pchnięcia szarpały również nią samą, z tą tylko różnicą, że dla Malkavianki było to raczej zabawne niż bolesne doświadczenie. Raz po raz prężyła się zmysłowo, uśmiechając jeszcze szerzej, gdy Gangrel wchodził brutalnie w lalę. W końcu jednak zabawa i tak sprowadziła się do uczucia głodu wampirzycy. Astrid uniosła głowę i wpiła się zębami w dekolt panny. Sącząc krew to z jednej, to z drugiej piersi, mruczała niczym zadowolona kocica, która właśnie dostała półmisek najlepszej śmietanki.

Viking sam przygryzł z zadowoleniem dolną wargę i zerkał z rozbawieniem na wampirzycę. Jego biodra uderzały w szamotaną sprzecznymi odczuciami dziewczynę, bo z jednej strony on sprawiał jej ból, z drugiej, Astrid sprawiała jej rozkosz, pożywiając się. Jednak wzrok wampira ignorował śmiertelniczkę, jedyne co się dla niego liczyło to utaplana w jej krwi kainitka. Toteż Gangrel zachowywał się teraz brutalnie do granic możliwości, by nie pozwolić lali odnaleźć jakiegokolwiek ukojenia, oraz by Astrid, nawet obejmując ssaną dziewczynę, wciąż wylewała dużą część na siebie.
Słodki uśmiech i delikatna buzia Astrid w pełni kontrastowały teraz z jej zachowaniem i fizjonomią skąpaną w krwi. Wampirzyca oderwała się od ofiary, imitując jej jęki, jakby to ona była ofiarą lancy Gangrela. Na jej twarzy mieszał się wyraz udawanego bólu i rozkoszy.

Viking uśmiechnął się, wysunął się ze swojej ofiary, sprawiając iż na brzuch Astrid wylała się duża ilość ciepłej krwi, w tym momencie dziewczyna zemdlała. Kiedy ucichło jej zawodzenie słychać było wyraźnie rozpaczliwy szloch tych spod łóżka. Gangrel pochylił się ku twarzy Maklavianki i lubieżnie rozsmarowywał językiem krew po całych jej ustach. Kilka razy uderzył pięścią w kraty pod materacem powodując paniczne wrzaski dziewczyn.
Astrid zaśmiała się, choć kiedyś z powodu takiego właśnie zachowania Gangrela wyszła i już nigdy do niego nie wróciła. Wypełzła spod nieprzytomnej dziewczyny i przywarła do Kainity, przez co i on wkrótce umazany był krwią. Wampirzyca wtuliła twarz w jego szyję, chłonąć zapach krwi, która teraz rozgrzała ciało wampira. Nagle poczuła przemożną chęć by go ugryźć... i wtedy odsunęła się gwałtownie.

Viking wciąż trzymał ją w talii, krew sprawiała ,że ich ciała lepiły się do siebie. Mężczyzna uśmiechnął się, widząc ruch kobiety.

- Ale z ciebie żarłok - poklepał, w zasadzie pogładził ją po pośladku i przekrzywił głowę przyglądając się Maklaviance.
- Świrnięty żarłok. Tęskniłem, wiesz?
- A ja ciągle zastanawiam się, jak mogłam z tobą tak długo wytrzymać.
- pokazała mu język, lecz nie wyrywała się. Wtuliła się w jego ramiona i przymknęła oczy.

- Chyba musimy posprzątać. Szczególnie ta na łóżku nie wygląda dobrze... - wymruczała w jego pierś.

Największą zaletą tego, że Viking był martwy było to, że dzięki temu jego włochate ciało nie miało żadnego nieprzyjemnego zapachu, a teraz gdy było mokre od krwi, miało wręcz świetny zapach. Gangrel wsunął dłoń we włosy Astrid i przekrzywił jej głowę tak że para kainitów stykała się teraz nosami. Mężczyzna pogładził następnie jej policzek.

- Skarbie, zmywanie to twoje zajęcie - wyszczerzył się i cmoknął ją w czoło.
- Szarmancki jak zwykle. - burknęła. Ale fakt faktem byli w jej domenie. Wampirzyca wyswobodziła zemdloną dziewczynę, zasklepiła jej rany i dała skosztować nieco swojej krwi, by efekty działania Gangrela również nie sprawiały jej problemu. Potem wypuściła dwie pozostałe gąski i spojrzała na wszystkie trzy.

- Zapomnicie o bólu i strachu. - powiedziała do nich (Zapomnienie - Dominacja) - Była tylko orgia. I było fajnie. Ale to tajemnica. Nie pamiętacie wszystkiego. Było ostro i czadowo.

Dziewuszki, których makeup dawno już spłyną w kałuży łez kiwały najpierw mniej, a w miarę jak moc krwi płynąca z ust Astrid rosła, coraz bardziej by ostatecznie dawać wyrazem twarzy do zrozumienia, że było dokładnie tak jak to powiedziała Astrid. Nawet dziewczyna z udami mokrymi od krwi kiwała głową. Kiedy lale się zawinęły, Viking przeciągnął się i zerknął na zegarek.

- Całkiem późno… chyba nie wygonisz mnie teraz na kanapę? - uniósł brew. Faktycznie za jakąś godzinę będzie świtać.

Naga, umorusana krwią Malkavianka spojrzała na swojego byłego i zarazem obecnego kochanka. Powoli docierało do niej znaczenie stwierdzenia “kac-moralniak”. Od kiedy Aghata wmieszała się w jej życie, dziki Gangrel wydawał się dużo lepiej do niej pasować. Jego chore zabawy teraz wydawały jej się igraszkami i pociągały bardziej niż kiedykolwiek. W dodatku sama już nie wiedziała czy to Aghata, czy ona sama tłumaczyła sobie, że przecież wyleczyła najbardziej poszkodowaną ofiarę a dziewczyny nic nie będą pamiętać, więc de facto - nic złego nie zrobili. Część świadomości Malkavianki w to wierzyła, druga... łamała się by uwierzyć i w ten sposób uciec od wyrzutów.

- Możesz zostać, ale masz wziąć prysznic. - powiedziała - Nie zasyfisz mi pościeli... Sypialnia jest obok, bo to tylko łóżko do zabaw. Nie myślałeś chyba, że śpię na czymś tak trzeszczącym?

Viking kiwnął głową, wybił się nogami i wyskoczył z łóżka, uderzył się kilka razy w pierś jak “król małp” i poczłapał za Malavianką.

- Jak tam chcesz, tylko nie myśl że napsikasz mnie jednym z tych śmiesznie pachnących babskich mydełek - pogroził palcem, cholera wie czy było to humorystyczne czy na poważnie.
- Nie napsikam, bo umyjesz się sam. Jesteś już duży - a spodziewając się protestów, dodała - Muszę podać namiary na ciebie ghulicy, żeby wyrobiła nam wszystkim wizy jak najszybciej.

Viking zamruczał jak średnio zadowolony podwórkowy burek po którym właśnie chodzą kurczaki.

- Tylko nie mów jeszcze, że zasnę w zimnym łóżku. - Viking szybko usypiał.
- Zaraz do ciebie dołączą, marudo. Jednak wolę jak masz zajęcie i się nie odzywasz. - uśmiechnęła się pod nosem i zaczęła pisać smsa do Anny.

Viking wykorzystał swoje talenty tropiciela i wytropił prysznic.

- Nie gadać, nie gadać… wystarczyło usiąść mi na twarzy… - mamrotał pod nosem.

Astrid nie mogła przestać chichotać. Dopiero gdy wysłała wiadomość i spojrzała na “ulubiony” numer Wojtka, spoważniała. Tej nocy darowała sobie pytanie czy wszystko u niego w porządku. Najwyraźniej pisklę wyfrunęło spod skrzydeł i... trzeba było się z tym pogodzić. Wampirzyca odłożyła telefon i niespiesznie skierowała się do łazienki, gdzie urzędował Viking.

To było dziwne - krzątać się znów koło innego wampira, który tak jak ona był drapieżnikiem i w każdej chwili mógł ją zaatakować, gdy odwracała się do niego plecami. Wojtka Astrid nigdy się nie obawiała - był jej potomkiem, był też od niej słabszy mimo całego wachlarza umiejętności bojowych, które posiadał. Viking był jak półdzikie zwierzę - nawet gdy zachowywał się poprawnie, nie mogła mieć pewności, że zaraz nie rzuci się na nią, widząc w Kainitce nową ofiarę.

Choć odwlekała moment przyjścia do łóżka jak tylko mogła, sprawdzając wszystkie zasłony, żaluzje, alarmy... wreszcie pora nastała najwyższa, by położyć się obok wielkiego Gangrela. Mężczyzna leżał na plecach, rozpostarty na środku łóżka - tak jak to miał w zwyczaju. Oczy miał zamknięte. Spał? Tego Astrid nie była pewna, jego aura jednak tchnęła teraz spokojem. Nawet Aghata milczała, najwyraźniej topiąc swoją jaźń w krwawych godach, które odbyli.

Drobna Malkavianka wślizgnęła się do łóżka i po chwili wahania ułożyła głowę na ramieniu Vikinga. Oparła dłoń o jego owłosioną pierś, gładząc lekko chłodną na powrót skórę. Samotność, która ostatnio ją prześladowała, dziś nie stanowiła takiego ciężaru. Ale czy Astrid wciąż była tą samą Astrid?
 
__________________
Konto zawieszone.

Ostatnio edytowane przez Mira : 05-12-2016 o 12:06.
Mira jest offline  
Stary 14-12-2016, 18:59   #7
 
Amon's Avatar
 

Trzeciego wieczora Duszewska poinformowała iż wszystkie formalności zostały załatwione i następnego wieczora ich samolot będzie gotowy do wylotu o godzinie szesnastej dwadzieścia osiem.
Viking zaoferował się, że podwiezie Astrid na lotnisko.
Na miejscu czekała na nich Anna. Ghulica przytreptała do kainitów gdy ci tylko pojawili się w drzwiach terminala.
- Dobry Wieczór Państwu. - ukłoniła się - Za pozwoleniem, prosze, proszę za mną.


Tu-334
Załogę stanowili Rosjanie, Duszewska świetnie się z nimi porozumiewała w ich ojczystym języku, Viking zresztą też. Astrid patrzyła to na jedno, to na drugie, śmiejąc się w duchu jak niezwykłą grupę musieli reprezentować w oczach obserwatorów - każdy z innej bajki. Kobieta przycisnęła do piersi sporej wielkości torbę - swój bagaż podręczny, na który składało się 6 termosów z krwią. Oby to starczyło na podróż…
~ Aaaastrid! ja nie chceeee! - darła się przerażona Aghata ~ jak to w powietrze?! spadniemy! zabijesz nas obie!
Wampirzyca zadarła głowę, by spojrzeć na Gangrela.
- Masz kołek? - upewniła się.
Viking zmierzyl ja wymownie wzrokiem.
- Da, konieczno… - zaczął z rozbawieniem po rosyjsku - a co? już zapomniałaś? - wyszczerzył się.
- Nie rób sobie jaj. Masz mnie pilnować. I to przed samą sobą. - warknęła. Po feralnej nocy z trzema dziewczynami i po tym jak następnego wieczora wreszcie udało jej się pozbyć Vikinga - unikała go. Choć nie mogła zignorować jego wiadomości, bo był jej potrzebny do tego lotu, wymawiała się co rusz obowiązkami względem domeny. Teraz jednak nie miała wymówek. Teraz byli we dwoje. Oraz ghulica-porządnisia. Zapowiadała się naprawdę niezapomniana podróż.
- Przypomnij mi, po co tam lecimy tak w ogóle? - powiedziała Astrid do Anny.
Od momentu dzisiejszego spotkania na lotnisku, Duszewska starała się cały czas mieć Astrid między sobą a Vikingiem. To był prywatny lot i ich bagaże były w kabinie razem z pasażerami. Anna założyła na siebie chyba wszystko co miała, wymawiając się zimnem. Oczywiście jasne było iż pali się od samczego wzroku Gangrela..
Kiedy zagadała ją Astrid, Ghulica wychyliła spoconą twarz z futrzanego kaptura.
- Wszystko wskazuje na to, że archeolodzy są bliscy odnalezienia “grobowca wiedźmy” tam, wedle znalezionych źródeł najprawdopodobniej znajdują się szczegóły na temat interesującego nas rytuału.
- Też znam kilka rytuałów… -
Rozparty na dwóch siedzeniach Viking rzucił do Duszewskiej, której przyglądał się niemal nieustannie od ich spotkania, jeśli nie z uwagi na zainteresowanie, to po prostu z perfidii - usiądź bliżej to ci pokażę.
- Dziękuję Panu… bardzo, tutaj mi jest w sam raz, a tam… no… nie chcę żeby było panu ciasno - kobieta starała się jak mogła.
- Ja lubię ciasno. - rechotał Viking.
- To trzeba było lecieć klasą ekonomiczną. - podsunęła wampirzyca.
Patrząc na umizgi Gangrela, Astrid tylko przewróciła oczami, po czym zaczęła sprawdzać ulotkę z “zachowaniami w sytuacjach ekstremalnych” w samolocie. Kiedyś może ratowałaby Annę, teraz po trochu sama była ciekawa jak kobieta sobie poradzi i jak daleko posunie się Viking.A może ta ciekawość zawsze w niej była, tylko bardziej skrępowana?
Ostatecznie Anna spędziła resztę podróży pod “skrzydełkiem”. Viking nie robił już nic “więcej” strach ghulicy mu wystarczał. Na razie…

Kamieńsk Uralski, Obwód swierdłowski, Federacja Rosyjska
Po wylądowaniu Anna pośpiesznie “wyfrunęła” by załatwiać formalności z celnikami i wojskowymi, rozdrażnionymi nieco nocnym przylotem.
Owe załatwianie obfitowało w odgłos szeleszczenia pieniędzmi.
Przed terminalem czekał wynajęty przez Duszewską samochód.
Anna usiadła za kierownicą i otoczyła się mapą oraz gprsem.
- Proszę Państwa, proponuję od razu udać się w stronę wykopalisk, do świtu mamy niemal pięć godzin a do wioski w której stacjonują archeologowie wyrobimy się w trzy.
Po raz kolejny Astrid była pod wrażeniem zdolności organizacyjnych Duszewskiej oraz pojemności własnego portfela, co zawdzięczała pewnie Egonowi i Ludwikowi. Niemniej, gdy dotarli do samochodu, jasnym stało się dla wampirzycy, że Anna aż nazbyt chętnie rwie się za kierownicę i stawia w roli “przewodnika wycieczki”. To wszak wymagało na Malkaviance, by zajęła miejsce z tyłu... zaraz obok Vikinga.
Siadając na miejscu z lewej strony, westchnęła. Wiedziała, że teraz ona jest skazana na “skrzydełko”.
Viking był za to w świetnym nastroju, brakowało jeszcze tylko by wyciągnął aparat i zaczął strzelać zdjęcia. Mężczyzna pstryknął palcem w tył ucha siedzącej z przodu Duszewskiej.
- Maleństwo? wiesz gdzie co wcisnąć tak? - roześmiał się a kiedy samochód ruszył jego ręka opadła na udo Astrid i wczepiła się w nie żarłocznie.
Podróż upływała spokojnie przez następne półtorej godziny, przy czym już po pół, droga prowadziła przez leśną, wyboistą drogę. Można by się spodziewać wielu niebezpieczeństw. Przy wzmiankach o wilkołakach nawet twarz wikinga tężała. Jechali za wolno by dzikie zwierze wybiegające im na drogę mogło spowodować wypadek. Jednak coś takiego jak wilczy dół wykopany na drodze i przysypany liśćmi i gałęziami, mógłby być problemem.
I był.
Duszewska wrzasnęła gdy jej zęby zderzyły się z kierownicą, poduszka powietrzna była tu chyba jakaś abstrakcją. Przód łady wpadł do półmetrowego dołu.
- Niech to... - warknęła Astrid, odruchowo rozmasowując czoło, którym walnęła w oparcie przed sobą.
Szybko rozorała nadgarstek zębem i przystawiła do ust ghulicy. Nawet jeśli jej rany były powierzchowne, lepiej by była w formie.
- Zostań w aucie. My to sprawdzimy - rozkazała, zasklepiając ranę, po czym spojrzała na Vikinga, oczekując na jego decyzje. Jeśli to faktycznie byli Lupini - miał większe doświadczenie w walce z nimi. No i pewnie z własnej woli nie przyjąłby poleceń od Malkavianki.
- Tremerski trupojad zmutowany… - mamrotał Viking wypluwając tapicerkę z ust - i w dodatku baba, tylko wariatka mogła dać jej prowadzić… - dodał wychodząc z auta. Wampir wydał z siebie jakieś nieartykułowane mlaski i podszedł w stronę zapadniętej maski samochodu. Viking wskoczył do dołu, nad jego głową przefrunęły trzy nietoperze, mężczyzna wydawał się przez jakiś czas z nimi komunikować. Gangrel chwycił dłońmi za podwozie i napinając się szarpnął nim do góry. Kły wyszły mu na wierzch gdy auto unosiło się do góry. Auto uwolniono ale… obie przednie koła miały przedziurawione opony.
Anna stanęła z boku zmartwiona.
- O… obawiam się, że mamy tylko jedno zapasowe koło…
- I jeszcze jedno zbędne… - dodał Viking patrząc na ghulicę wymownie.
- Daj jej spokój. - warknęła Astrid - Mogłeś siąść z przodu albo nawet za kółkiem, ale wolałeś mnie macać, to masz. Lepiej powiedz skąd tu się ten dołek mógł wziąć. A raczej po co został zrobiony? W końcu to ty się znasz na pułapkach. - uśmiechnęła się mimochodem. Po chwili jednak skupiła się, rozglądając wokół.
- Dwoje ludzi kopało go późnym popołudniem, jak dla mnie definitywnie pułapka na nas.
- Nieprawda! -
starała się prostować Duszewska - przecież tędy wszyscy muszą jeździć na wykopaliska…
- Serio? no fakt… wykopaliska to taka strasznie uczęszczana trasa hm… doprawdy wszyscy tam jeżdżą co? -
drwił Gangrel.
- Spodziewają się nas. Pewnie są w to zamieszane jakieś współczesne wiedźmy. Czy... coś jeszcze? - popatrzyła pytająco na Vikinga.
- Wilki… - powiedział przeskakując na tył auta i wyciągając swoje rzeczy z bagażnika.
- Trzeba się gdzieś schować, do świtu się stąd nie ruszymy, jakieś pół godziny stąd jest jakaś szopa, idziemy.
- Chwila, chwila -
złapała go za przedramię - Może to ja jestem wariatką, ale jaki sens ma chowanie się w chacie, gdzie mogą nas wytropić, otoczyć i zaatakować, kiedy im to będzie na rę... łapę? Jak na mój gust powinniśmy stąd spieprzyć. Choćby na nogach.
Viking popatrzył na Astrid przez chwilę poważnie, po czym uśmiechnął się i poklepał jej policzek.
- Mała… nie idziemy do szopy żeby się tam schować, załatwimy tych złodziejaszków i wtedy można się spokojnie przespać w lesie, wolisz uciekać nie wiedząc kto dokładnie siedzi ci na ogonie?
Nadęła policzek, gdy jej dotykał, ale po chwili skinęła głową.
- Anno, chodź z nami, ale jeśli coś się będzie działo - chowaj się. W razie czego... ten tutaj cię wywęszy. - zachichotała.
Trójka ruszyła lasem, nie drogą, nie ścieżkami, po prostu lasem między drzewami. Po kilkudziesięciu minutach Viking zatrzymał grupę i wskazał im na szopę, chatę w zasadzie.
- Idziesz ze mną? - wyszeptał Viking do ucha Maklavianki.
- Żartujesz? Miałabym cię zostawić z taką zabawą? - oczy Astrid płonęły żądzą krwi. Odbezpieczyła jeden z pistoletów, które dostała z “lokalnego” wyposażenia.
Dwójka kainitów zaczęła się zbliżać do chatki, zostawiając przerażoną Duszewską za sobą.
- Umiesz tam zajść niepostrzeżenie? zupełnie jak wtedy gdy mi spieprzyłaś? - zagadał szeptem Viking referując do jakiś starych czasów.
- Jeszcze pytasz... powiedz, gdzie mam się znaleźć. Na kolankach? W ogóle czujesz ich? Ilu ich jest?
- Na kolanach i podłodze… -
uśmiechnął się, po czym dodał - Jeden jest w środku na kolanach i na podłodze, drugiego nie widać.
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline  
Stary 15-12-2016, 15:40   #8
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
- No to zawijam kiecę i lecę.

Astrid podeszła do drzewa, by schować się w jego cieniu, po czym korzystając z mocy Niewidzialności przemknęła w kierunku chaty, starając się trzymać linii drzew i poruszać jak najciszej.

[MEDIA]http://temophoto.files.wordpress.com/2013/03/img_5418.jpg[/MEDIA]

Przez okno, Astrid wypatrzyła starszego mężczyznę. Wampirzyca chwilę mu się przyglądała, po czym zaczęła się rozglądać za tym drugim, który powinien być w chacie. Jednak nikogo więcej nie wypatrzyła. Rozejrzała się więc za Vikingiem, ciekawa co planuje.

Kiedy Astrid wypatrzyła Gangrela, zobaczyła iż obok niego stoi… niedźwiedź! nie jakiś specjalnie duży przedstawiciel swojego gatunku… ale jednak niedźwiedź!

- Widziałaś drugiego? - wyszeptał mężczyzna.
Pokręciła przecząco głową, pokazując jeden palec.
- Zajmiesz się nim? poszukam drugiego.

Tego nie trzeba było dwa razy mówić Malkaviance. Nim jeszcze usłyszała głos Aghaty w głowie, wpadła z nadludzką prędkością do pomieszczenia przez okno i rzuciła się z wyciągniętymi kłami do szyi starego…

~ Scheiße! - wrzasnęła w głowie Astrid Aghata, kiedy to głowa tej pierwszej uderzyła z impetem o nieheblowane deski chatkowej ściany.

Wampirzyca nie pamiętała, żeby coś ostatnio nią tak wstrząsnęło… tudzież rzuciło. Z dworu dobiegał przeraźliwy wrzask Anny, ale to nie wydawało się teraz istotne dla Astrid.

~ Jest źle! - ani dla Aghaty. Po dziadku zostały tylko strzępy ubrań, co nie oznaczało jednak, że Malkavianka była sama i nie chodziło tym razem o jej matkę…

[MEDIA]http://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/4d/dc/6a/4ddc6af5d6faeb058eb860d718cb6a77.jpg[/MEDIA]

Gdyby nie nadnaturalna szybkość, z Malkavianki pewnie zostałoby tyle, ile z odzieży Lupina. Wiedziała o tym i zamierzała to wykorzystać. Rzuciła się w kierunku drugiego okna, by wyważyć je i znaleźć się na dworze. Kto dobrowolnie zamykałby się z dzikim zwierzęciem w klatce?

Astrid, gdy tylko stanęła na nogach, wycelowała pistoletem w otwór z którego wyskoczyła, spodziewając się tam zaraz ujrzeć łeb bestii.
Astrid była szybka, nawet jak na wampira. Tym razem równie szybka co towarzysząca jej bestia. Łapsko lupina klapnęło pazurami o pośladki uciekającej kainitki, zrywając z nich materiał oraz tnąc pasek spodni jak papier. Ale...udało się czmychnąć! Kiedy kobieta, jak ten gołodupiec wylądowała stopami na leśnym runie i odwróciła uzbrojone w pistolet ramie, zamiast celować… po prostu wsadziła broń w rozwartą paszczę. Kiedy wystrzeliła, paszcza potwora zacisnęła się. W szczękach lupina zniknął nie tylko pistolet, ale i dłoń wampirzycy.

~ Ale to będzie… - głosy w głowie ucichły gdy Astrid wydała z siebie dźwięk naszpikowanego terrorem bólu, w czasie gdy kły wilkołaka oddzieliły jej dłoń od przedramienia… permanentnie.

Wampirzyca odruchowo złapała się za urwaną kończynę, lecz jej wzrok wciąż był utkwiony w przeciwniku.

- A żebyś spłonął... - warknęła, nawiedzając duszę wilkołaka wizjami szaleństwa, po czym zniknęła, rozpływając się w powietrzu.

Astrid słyszała co prawda jak lupin bulgocze i krztusi się krwią ale nie zamierzała odwracać się i sprawdzać jak mu idzie stawanie na nogi, czy łapy. Wampirzyca biegła przez chaszcze niczym łania, gdzieś kątem oka widziała dwa ciemne kształty tarzające się po lesie, łamiąc gałęzie i pomniejsze drzewka. Usłyszała nawet serię z karabinu, nie wiedziała kto strzelał, choć pamiętała iż takowy znajdował się w bagażniku. Schowana za drzewem Astrid lizała swoje rany. Aghata wstrzymała się od komentarzy, jakby rozumiała, że każda chwila nieuwagi może kosztować jej córkę życie.

Choć chciało jej się płakać, starała się nie poddawać rozpaczy. Teraz nie było czasu na mazanie. W każdym momencie mogła znów być zmuszona, by walczyć o życie. Astrid owinęła kikut ramienia resztkami płaszcza, starając się nań nie patrzeć.

“Odrośnie. Jesteś jak jaszczurka. Na pewno odrośnie.” - powtarzała w myślach.

Seria z karabinu otworzyła umysł Malkavianki na wydarzenia zewnętrzne. Cokolwiek udało jej się zrobić Lupinowi, bestia wciąż żyła i mogła zaatakować Vikinga. Astrid wierzyła, że Gangrel jest w stanie poradzić sobie z jednym potworem, ale z dwoma? Musiała mu pomóc.

Powoli, uniosła się na drżących nogach i przymknęła oczy, by wtopić się w cień drzewa. Teraz, będąc znów niewidoczną dla tych, którzy jej nie szukali, zaczęła przekradać się w kierunku, gdzie ostatnio widziała kotłujące, włochate bestie.

Woń krwi prowadziła wampirzycę, Astrid używała wszelkich znanych sobie sztuczek by pozostać niezauważoną. Wśród połamanych, okrwawionych gałęzi, Maklavianka odnalazła dogorywającą, nagą staruszkę. Babcia jeszcze oddychała, ale było tylko kwestią czasu aż się wykrwawi na śmierć. Jej ciało było poorane ostrzem oraz dziurami po kulach. Kilkanaście kroków dalej leżała Duszewska. Ghulica nie ruszała się, jej noga oraz ręka były wykręcone w nienaturalnej pozie, na którą na pewno nie pozwalały by stawy. Annie dosłownie brakowało kawałka szyi, w jej dłonie leżał wciąż ciepły AK-47. Z oddali dolatywały powarkiwania, i nieludzkie wycie, oraz trzaski drewna.
Kainitka zmęłła w ustach przekleństwo. Sięgnęła po drugi pistolet i wystrzeliła kilka razy w głowę staruszki - dopóki ta nie przestanie oddychać. Potem znów skryła się w cieniu.

~ Smaczna! smaczna, pożywna i zdrowa! dobra na porost włosów i mocne paznokcie! - namawiała Aghata. Głowa babci podskoczyła kilka razy zanim całkiem ją rozerwało.

Gdzieś niedaleko jakieś bestie wciąż zajęte były same sobą.
Astrid przygryzła wargę. Krew wilkołaka... Książę wyśle ją z torbami. Tym razem już na pewno. A jednak pokusa była ogromna. No i... potrzebowała tego, by pomóc Vikingowi.

Z poczuciem, że robi coś bardzo niegrzecznego, malkavianka przypadła do szyi starej kobiety. Gdy tylko poczuła pierwsza kroplę vitaę na języku, przestała się hamować. Piła łapczywie, wgryzając się w kark lupinki... aż niemal oderwała jej głowę.

Krew zmiennokształtnej była tak sycąca i bogata w życie, że każdemu innemu znanemu Astrid kainicie, trudno by było wyobrazić sobie coś lepszego. Ale Maklavianka mogłaby… na przykład słodycz w ustach zaraz przed tym gdy Aghata rozsypała jej się w rękach.

~ Och skarbie, to naprawdę słodkie że wciąż o mnie myślisz - Aghata rzuciła szybko, była zbyt pochłonięta mlaskaniem.

- Trudno przestać... - przyznała Astrid.

Mimo iż w babci mogło zostać jeszcze kilka cennych kropel, wampirzyca oderwała się i z nową werwą, ruszyła pod osłoną cienia w kierunku, gdzie wciąż słyszała powarkiwania.

Drogę było łatwo odnaleźć nie tylko z uwagi na dźwięki, ale i szlak połamanych drzewek i gałęzi, brzegi których w wielu miejscach zroszone były krwią. W końcu Astrid ukazał się pień powalonej sosny, na której połamanych konarach wbity był całkowicie pochłonięty przez bestię Viking. W zasadzie w pierwszej chwili, Wampirzycy trudno było wypatrzyć twarzy gangrela, spod gęstego futra na jego twarzy, czy raczej pysku. Viking powstrzymywał na wyciągniętych ramionach głowę olbrzymiego lupina, który starał się zatopić kły w gardle kainity. Gangrel go powstrzymywał… jeszcze. Zmiennokształtny był cały mokry od krwi, jego brzuch oraz ramiona w zasadzie pozbawione były skóry. Astrid słyszała trzask kości, zapewne wampirzych.

Malkavianka zatrzymała się i wycelowała trzymany w lewej ręce pistolet. Wiedziała, że to jej jedyna szansa, by posłużyć się tą bronią. Wycelowała więc z uwagą w tył głowy wilkołaka... a potem wpakowała weń resztę magazynku, który jej pozostał.

Przynajmniej jedna kula trafiła w Vikinga, ale kilka zatopiło się w karku lupina, wystarczająco by jego mięśnie zwiotczały, choć na moment pozwalając konającemu pod nim wampirowi uzyskać przewagę siły której tak bardzo potrzebował to przeżycia. Gangrel przyciągnął do siebie wilkołaka i wgryzł się w jego szyję, pił dziko w czasie gdy kule z broni Astrid dziurawiły plecy zmiennokształtnego.

klik!

Ten odgłos uświadomił jej, że wpakowała cały magazynek w wilkołaka. Stała samotna w śniegu, kaleka, patrząc jak Viking dokańcza dzieła. Nie zbliżała się jednak do wampira, obawiając się, że wciąż może być pod wpływem bestii. Zamiast tego zawróciła do ghulicy. Choć niewiele na to wskazywało, musiała sprawdzić, czy aby w jej ciele nie uchował się jakiś promyk życia, który można by podsycić.

Nabity na świerkowe konary szalejący Gangrel jeszcze długo spijał ciało lupina. Jeśli w Duszewskiej zostało jeszcze jakieś życie, nie dało się go teraz dostrzec, cera kobiety była blada a skóra zimna. Anna leżała z zastygłym na twarzy wyrazem przerażenia.

~ Pasuje jej, pewnie tak właśnie by wyglądała, gdyby zobaczyła kiedyś dobrego kutasa. - skomentowała wyraźnie zadowolona z obrotu spraw Aghata po czym dodała ~ Oczywiście już nic dla niej nie możesz zrobić, wracamy do Oslo?

Astrid zacisnęła dłoń w pięść - gdyby miała obie, zrobiłaby to pewnie z obydwoma. Miała poczucie, że przegrała. Nie tak powinna skończyć się ich “zasadzka”. Nie tak powinna przebiegać ich wyprawa... a jednak, nie było do kogo zgłaszać pretensji, poza sobą.

Malkavianka spojrzała na siebie - obraz nędzy i rozpaczy. Cokolwiek zrobią z Vikingiem, nie mogła tak pokazać się ludziom. Wypadało też przyczaić się gdzieś do następnej nocy. Zdjęła płaszcz z Anny - poplamiony jucha, ale będący w jednym kawałku, wzięła też jej kuferek. Później przejrzy rzeczy ghulicy - może dzięki swojej mocy dowie się czegoś więcej o rytuale. Następnie podeszła do ciała - czy raczej tego, co zostało ze staruszki. Obejrzała je, szukając jakichś tatuaży lub zawieszek - czegoś, co mogło opowiedzieć jej historię wroga.

Oględziny ciała zmiennokształtnej nic nie wniosły. Ciężkie stąpanie po liściach i śniegu zwiastowało nadejście Vikinga. Gangrel wyglądał źle. Kulał na obie nogi, przygarbiony, połamany. Szramy i wygryzienia po pazurach i kłach lupina nie chciały się łatwo zagoić.

- Świt niedługo, musimy się ukryć, chodź… - Wampir ruszył w leśną gęstwinę.

Podniosła na niego spojrzenie, a potem wstała i ruszyła posłusznie za Gangrelem. Dzicz - nawet jeśli całkiem obca - była jego domeną.

- Cieszę się, że żyjesz. - szepnęła, gdy szli obok siebie poranieni i śmiertelnie zmęczeni.

Viking nie odpowiedział, chyba nie miał siły. Po kilkunastu minutach kainici stanęli przed okazałym dębem. Roślina musiała tu stać od przynajmniej pół tysiąca lat. Viking powoli zaczął wdrapywać się na drzewo po rozłożystych konarach. Astrid dostrzegła iż jakieś cztery metry nad ziemią znajduje się szeroka na jakieś czterdzieści centymetrów dziupla. Viking schował w niej głowę, a kiedy się wychylił ze środka wybiegło z piskiem sześć małych i jeden większy, włochaty zwierz. Gangrel sam wpakował się wtedy do dziupli, co zważywszy na jego rozmiary nie obyło się bez otarć i przekleństw.

- Idziesz? - z wnętrza doleciał przygłuszony głos wampira.
Astrid zastanawiała się przez chwilę, czy Gangrel robi jej to specjalnie, jednak w jego stanie mógł faktycznie nie zauważyć lub nie pomyśleć o jej okaleczeniu.

- Z jedną ręką sama się nie wespnę. - burknęła, zawstydzona własną nieporadnością.

“Drzewo” wymruczało coś w niezadowoleniu. Po chwili Gangrel wychylił się, w zasadzie zawisł od pasa w dół, tak, że jego ramiona sięgały teraz głowy Astrid.

- Daj łapy.

Fuknęła w odpowiedzi, wyciągając zdrową rękę, by schwycić Gangrela.
Viking nie miał zamiaru się teraz pieścić, gdy brakowało mu zaczepienia po prostu ciągnął Astrid do góry za włosy.

Po chwili ślizgania się po korze i wspólnych przekleństw, znalazła się obok wampira w dziupli.

Viking wciągnął ich tak, że spoczywali głowami w dół, Gangrel zerwał z Astrid płaszcz i zatkał nim wylot dziupli. Jeśli miałoby tu nawet dolecieć jakieś słońce, to co najwyżej promienie mogłyby paść na podeszwy ich butów. Było ciasno i wampiry przylegały równo ciało do ciała. Tak nastał świt i sen.


***

Astrid śniła, wiedziała, że to musiał być sen. Była w swoim domu, prawdziwym domu, w Niemczech, wszystko było takie jak zapamiętała, bądź wyobrażała sobie. Szła korytarzem w stronę pokoju rodziców, z którego dochodziły jednoznaczne odgłosy. W progu był ktoś jeszcze.

- Szybciej szybciej ale dokładnie, no z życiem z życiem! - Aghata z założonymi rękoma dopingowała nagiego mężczyznę leżącego na równie nagiej kobiecie. Astrid natychmiast rozpoznała w parze swoich rodziców. Aghata obejrzała się za siebie na Astrid, jej widok wcale jej nie zdziwił.

- Zajęło ci trochę czasu córeczko żeby znaleźć to miejsce.

Malkavianka wycofała się na korytarz, zawstydzona. Nikt nie chciał widzieć swoich rodziców w takim momencie. Nawet wampiry.

- Co to ma być?
- spytała opryskliwym tonem.
- Moje wierne ghule pracują w pocie czoła nad projektem Astrid oczywiście. - odparła Aghata nie odwracając głowy.
- Marta jest medium, dzięki niej będziesz dostrojona do świata zmarłych już za życia. Dzięki niej możesz ich zobaczyć kiedy tylko chcesz.
- I po co mi to? Oni nie żyją.
- warknęła Malkavianka - Mam dość życia przeszłością i rozdrapywania ran. Oni umarli. Ivan umarł. Ty umarłaś. Nawet cholerna Anna nie żyje!
- Dokładnie!
- uradowana Aghata aż klasnęła w dłonie. - ale przecież możesz ich zobaczyć, kiedy tylko chcesz. z czasem, nauczyłaś się nawet z nimi rozmawiać przecież wiesz, zaraz… - Aghata spojrzała z ciekawością na Astrid - wiesz prawda? to się włącza i wyłącza nie?
- W sensie, że mogę rozmawiać z martwymi... kiedy zechcę? A kiedy nie będę chciała to... się odwalicie?
- zamrugała oczami.
Aghata popatrzyła na nią zdziwiona.
- Powinnaś to umieć jeszcze za życia, Marta miała cię nauczyć - Aghata wyglądała na zakłopotaną. - kiedy już potrafisz zobaczyć zjawy, możesz rozwijać swój kontakt ze zmarłymi widzisz, możesz poznawać ich wiedzę, uczyć się.
- Pewnie by mnie nauczyła, gdyby nie umarła
. - westchnęła Astrid, czując jak jej pokłady agresji się wyczerpują. Nagle coś sobie uświadomiła. - Czyli będę mogła porozumieć się z ghulicą, jeśli tylko zechcę?
Aghata znów przyglądała się wnikliwie kopulacji, na Astrid nawet nie spojrzała.
- Z czasem, oczywiście. Pewnie mogłabyś nawet teraz ale… co nagle to po diable…
- Dobrze! Więc... nie chcę już tu być! -
warknęła z nową siłą wampirzyca. Te dźwięki, ci ludzie, Aghata... to wszystko budziło w niej niechęć.
- Papa! - wrzasnęła dziko Aghata i Astrid obudziła się w zimnych ramionach Vikinga.
 
__________________
Konto zawieszone.
Mira jest offline  
Stary 22-12-2016, 14:29   #9
 
Amon's Avatar
 
Dziupla
Możliwości motoryczne Astrid, ograniczał przyciśnięty do niej, stukilowy Gangrel.
- Mmm… - ziewnął Viking - gdyby nie ty, naprawdę nie byłoby gdzie palca wcisnąć…
Już miała zapytać o co Gangrelowi chodzi, gdy resztki snu opadły z jej umysłu i zrozumiała. Obnażyła zęby, fucząc na wampira. Zamiast jednak zripostować jego uwagę, spojrzała niepewnie na swoją rękę... tę, której wczoraj nie było z nią, gdy zasypiała.
~ Zgubiłaś coś córeczko? - odezwała się Aghata gdy Astrid wymacała kikucik. W międzyczasie gangrel zaczął się wygramolać z dziupli, mrucząc przy tym jak rozdrażniony pies.
Astrid westchnęła z irytacją i smutkiem. Nie odpowiedziała, opatulając kaleką rękę w resztki materiału ze swetra. Choć wydawało się, że regeneracja postępuje, działo się to potwornie wolno. Kiedy Gangrel wygramolił się z dziupli, nagle wewnątrz zrobiło się mnóstwo miejsca, na tyle by drobna kobieta była w stanie obrócić się i wyjść przodem. Nim jednak zeszła z drzewa, rozejrzała się po lesie czy nie zobaczy śladów czyjejś bytności w trakcie jej wampirzej drzemki.
Jeśli były jakiekolwiek ślady, przykrył je śnieg, który wciąż padał. Do tego wiało, co Astrid mogła poczuć na własnej pupie… gołej po rozdarciu jej spodni przez wilkołaka.
- Zobaczmy co jest w tej chacie. - odparł Viking. Wampir był w opłakanym stanie, na jego plecach brakowało płata skóry, z boku straszył dół po wyrwanej nerce.
Malkavianka opatuliła się płaszczem Anny, po czym poczłapała za Gangrelem.
- Chcę obejrzeć jeszcze raz trupa Ducheskiej, ale nie powinniśmy się rozdzielać. Pójdziemy najpierw do chaty, jak chcesz. Wyczuwasz kogoś w pobliżu? - zapytała.
- Nie, martwo wszędzie, głucho wszędzie.
Chata faktycznie była pusta, przez wybite okno zdążyło już napadać sporo śniegu. Viking szybko odnalazł jakiś stary kożuch, który narzucił na grzbiet.
Na strychu wampir znalazł zapasowe koło, które w połączeniu z tym jakie było w bagażniku, mogło przywrócić drodze samochód kainitów.
Następnie zgodnie z wolą Astrid, para spokrewnionych ruszyła w miejsce, gdzie ostatnio widzieli zwłoki ghulicy.
Zwierzęta zdążyły pofolgować sobie na ciele Duszewskiej, skóra była nadgryziona w wielu miejscach, ubranie porozrywane.
- No i nie poruchałeś - mimochodem rzuciła Malkavianka do drugiego wampira, po czym przykucnęła przy nadgryzionym ciele. Zmusiła się, by ująć Annę za rękę i spróbowała się skupić.
- No dobra. Spróbujmy to włączyć. Anno... “Anno” - powtórzyła wewnątrz siebie, starając się przywołać ducha.
I faktycznie, kiedy Astrid wyostrzyła swoją uwagę, mogła znów, jesli nie dostrzegać to wyczuwać obecność duchów. Jej myśli, wola podążały teraz śladem Anny i zanim mogła się na to przygotować. Poczuła na ramieniu oddech śmierci. Odwróciwszy głowę spojrzała w twarz zjawy.
Astrid zatrzepotała nerwowo powiekami. Niby tyle lat spędziła w towarzystwie duchów, ale parę miesięcy wystarczyło, by od tego odwykła i czuła się dziwnie.
- Anno, powiedz mi czego mam szukać na wykopaliskach. Czego potrzebujesz do rytuału?
~ Księgi. Pergamin stworzony ze skóry nienarodzonych dzieci, magia krwi nie pozwoliła mu zgnić, jest nietknięty, nawet jeśli leżałby w gołej ziemi, tylko ogień lub promienie słońca mogą go zniszczyć…- wysyczała zmora.
- Dziękuję, Anno. I tego... przykro mi, że umarłaś. - Astrid wycofała się z Umbry, lecz zjawa podążyła za nią. Starając się ją ignorować, Malkavianka zwróciła się do Gangrela:
- Musimy jechać dalej. - powiedziała cicho, spodziewając się gwałtownej reakcji tamtego.
Viking pomachał jej dłonią przed oczami tak jakby była śepa.
- Widzisz coś w ogóle wariatko? masz bielmo na oczach… - faktycznie, Astrid złapała się na tym, że jedynym obrazem który widzi wyraźnie była zjawa Duszewskiej. I nie była to zjawa zadowolona…
- Chodź. - mężczyzna złapał Astrid i przerzucił ją sobie przez ramię. Wstąpił do chaty, zabrał koło i ruszył przez las w stronę samochodu.
Kiedy para kainitów (plus jeden duch ghulicy) dotarła do porzuconego auta. Przez następną godzinę, Viking zmieniał dwa koła. Astrid mogła przejrzeć swoje rzeczy (pod warunkiem, że trzymała je blisko oczu) i założyć coś na goły tyłek. Bacznie obserwowała ją Anna.
- Mówiłaś, że mogę to wyłączyć, kiedy będę chciała. - wymruczała Malkavianka pod nosem, kierując te słowa do Aghaty.
Słychać było uderzenie jakiegoś metalowego narzędzia o czaszkę oraz pomruk niezadowolenia Gangrela.
- Co tam pieprzysz? - odburknął
~ Co kto kiedy? córeczko czy ty się dobrze czujesz? coś ci się przyśniło? - dopytywała się Aghata
~ Trzeba było się przygotować i douczyć zanim zaczęłaś igrać z duchami… - wysyczała cynicznie Duszewska.
- Rozmawiam z jedyną inteligentną osobą w okolicy! - odparła Malkavianka, lecz uśmiechnęła się niepewnie do Anny i dodała szeptem - Nie chcę cię męczyć. Powiesz mi, jak mogę cię odesłać?
- To dobrze, już się bałem że gadasz ze sobą… - przyciął Viking
~ “Nie chcę cię męczyć” - przedrzeźniała Anna wykrzywiając usta, doprawdy śmierć zrobiła z niej straszną jędzę ~ Och nie przejmuj się, nie zostanę tu na długo, wiesz mam teraz dużo na głowie, błądzenie przez całą wieczność.
Faktycznie, kiedy Gangrel uporał się z naprawami i odpalił silnik, duch Anny rozpłynął się czarnym dymem, zupełnie jak zaćma na oczach Astrid. Łada nieumarłych ruszyła dalej.


 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline  
Stary 26-12-2016, 12:49   #10
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
Stock
[MEDIA]http://us.123rf.com/450wm/iunewind/iunewind1601/iunewind160100065/51402914-small-houses-in-a-snow-covered-winter-forest-in-small-village-at-night.jpg[/MEDIA]

Kainici zajechali wreszcie to małej wioski zwanej Stockiem, która była ostatnią ostoją cywilizacji na drodze ku wykopaliskom. Para zatrzymała się u Ojca Wani i Matuszki Swiety.

[MEDIA]http://s.newsweek.com/sites/www.newsweek.com/files/styles/embed-lg/public/2014/02/10/being-gay-russia-just-got-harder_3.jpg[/MEDIA]

Pop wraz z małżonką podjęli przyjezdnych iście swojskim domowym poczęstunkiem. Biesiada ciągnęła się godzinami. Gospodarz początkowo wstrzemięźliwy, z czasem przestał sobie czegokolwiek żałować. Viking (obecnie Serioga) zresztą także. Astrid z rosnącym podziwem obserwowała jak wiele pokarmu i gorzałki wampir potrafi utrzymać w swoim ciele. Oczywiście Viking znikał “za potrzebą” wiele razy. Gangrel mógł porozumiewać się w języku Tołstoja z taką łatwością, iż Maklavianka zaczęła się zastanawiać czy po prostu nie jest tak naprawdę rosjaninem. Viking potrafił nawet sypać cytatami z psalmów. No i udawanie pijaństwa… przychodziło mu świetnie. Astrid która rosyjski panimała ale oczywiście mówiła z akcentem została przedstawiona jako “żona polka” - miejscowi to kupili.

Pod koniec, dobrze już wstawionej Swiecie zaczęło się płakać, że Wania prześpi pewnie cały boży dzień i znowu będzie dopiero wieczorna msza. Astrid uspokoiła ją, że to nic nie szkodzi. A posiłkując się dominacją zasugerowała kobiecie, by tego dnia nikogo do domu nie wpuszczała i nie pozwoliła ani sobie ani gościom przeszkadzać aż do zapadnięcia zmroku.
Kiedy gospodarzy zmorzył sen, kainici mogli wreszcie sami się posilić i… natychmiast stać się “pod wpływem” Zaowocowało to między innymi tym, iż tej nocy Viking Astrid już nie odpuścił i gdy nieumarli wdrapali się na starą dzwonnicę z zamiarem zapadnięcia w letarg (wciąż mieli rany do wyleczenia) Gangrel zaczął zamęczać Astrid zupełnie jakby wciąż był śmiertelnym mężczyzną. Malkavianka znów zauważyła, że cielesność musiała być dla Vikinga bardzo ważna gdy był śmiertelnikiem. Fakt, coś tam pamiętała z ich znajomości, że wampir opowiadał o żonie i gromadce dzieci, które miał, zanim pewien Gangrel nie zabił ich wszystkich i nie spokrewnił samego Vikinga.

Kiedy mężczyzna naużywał sobie w końcu na kobiecie, dwa kompletnie pijane wampiry usnęły wtulone w swoje martwe, zimne ciała.
Tak też się obudziły.

- Co myśmy... szlag. - wspomnienia poprzedniej nocy zaczęły napływać do umysłu Astrid. Dopiero co umarła jej ghulica, powinna chyba odczuwać jakiś żal a nie pieprzyć się z “byłym” po dzwonnicach.

- To był ostatni raz! - fuknęła na Vikinga.

Viking uniósł się nad kobietą na kostkach przyłożył usta do jej lędźwi i wypuścił powietrze wydając przy tym charakterystyczny dźwięk.

- Tak się zachowuje dobra polska żona? - spytał od niechcenia zanim odwrócił się na plecy i przeciągnął spychając Astrid na bok.
- Ty... - wampirzyca tak się zbulwersowała, że zastygła na chwilę, wygrażając palcem Gangrelowi - Ty... ostatni. Choćby nie wiem co. Choćbyś był umierający i to by była twoja ostatnia wola. Prędzej zrobiłabym to z... z... kozłem!
- Po takiej niewyżytej wariatce to i kozła bym się spodziewał mała.
- powiedział i pacnął ją w pośladek - wstawaj już, nie możesz ciągle myśleć o przyjemnościach.

Złorzecząc pod nosem na wampira, Astrid usiadła i spojrzała na swoją rękę, a raczej na to, co z niej pozostało i powoli odrastało.

Kikucik robił się ostry na końcu co świadczyło o tym że kształtuje się powoli nowy odcinek kości. Astrid i tak wyglądała niebo lepiej niż Viking, to był naprawdę cud, że nie stracił przyrodzenia… albo i fatum.

Kainitka, na nowo zasmucona brakiem wyraźnych postępów i perspektywą długiej regeneracji, zaczęła się ubierać. Z jedną ręką było to nie lada wyzwanie. Obiecała sobie jednak, że prędzej spędzi na tym pół nocy niż poprosi Gangrela.

- Szykuj się, wyjeżdżamy jak tylko się zbierzemy. Bez integracji. - dodała.
- Mhm - wymamrotał przytakując Gangrel ostentacyjnie sznurując oburącz wysoki but.
- Masz jakieś konkretne miejsce gdzie chcesz się udać? Wiesz, te wykopaliska ciągną się osiemnaście kilometrów, pięć kilometrów stąd.
- Szukamy grobu wiedźmy. Grobu, gdzie wiele rzeczy pozostało zachowanych nietkniętych, więc pewnie tam, gdzie najwięcej będzie się działo. Interesuje nas jej księga rytuałów.
- Już myślałem że miotła… czyli następna wycieczka nocą po lesie. Skarbie, lepiej zacznij ćwiczyć pracę ust bo jak tak dalej pójdzie będziesz nimi wiązać buty.
- wskazał ruchem głowy na kikucik, który Astrid chowała.
- Patrz na siebie, specu od zasadzek - burknęła, pokazując zęby - Chociaż jest szansa, że następnym razem stracisz coś, z czego utraty bardzo będziesz płakał... a ja będę się śmiać.

Wyraz twarzy Vikinga stał się tak zimny, że natychmiast jasnym stało się, że poczucie humoru Gangrela kończyło się tam, gdzie zaczynał się temat bycia czy nie kutasa.

- Gotowa?
- burknął.
- Nie! - Astrid wciąż walczyła z wciąganiem spodni. Nigdy nie myślała, że jej odzież jest tak ciasna i przez to ciężka do założenia. Czemu nie zabrała chociaż jednego dresu?

Viking odpuścił jej obowiązek odmowy przyjęcia pomocy, gdyż żadna pomoc nie została zaoferowana. Mężczyzna usiadł nudzony przy drabinie i patrzył w sufit.

- I będziesz tak siedział?! - nie wytrzymała.

Viking wzruszył ramionami.

- Przecież ty możesz tak się pokracznie szamotać jak ta kaleka, jeszcze z godzinę - powiedział z ostentacyjnym znudzeniem.
Podeszła do niego z miną sfoszonego, ale jednak biednego kociaka.
- To mi pomóż... - mruknęła, patrząc na niego spod długich rzęs.

Viking przykleił minę tryumfu. Jaką musiał mieć Eryk Zwycięski. Z westchnieniem podniósł swoje cztery litery i podszedł do wampirzycy.

- Pokaż mała…
- zaczął pozować na dobrego tatę. Po kilku minutach Astrid była ubrana oraz wielokrotnie zmacana.
- Nie podziękuję, bo mam wrażenie, że nagrodę sam sobie odebrałeś w trakcie. - spojrzała na niego znacząco, żeby nie myślał, że zaczęła być obojętna na to, co z nią wyrabiał - Idziemy?

Astrid mogła się spodziewać jakiejś samczej odzywki w stylu “podziękujesz później i będziesz wtedy krzyczeć” czy coś podobnego, co pasowało do Vikinga. Jednak tym razem Gangrel tylko pokiwał głową i ruszył ku drabinie. Nie mając więc powodu do zaczepki, sama ruszyła za nim. W końcu to jej zależało, bo jak najszybciej dotarli na wykopaliska.
 
__________________
Konto zawieszone.
Mira jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:03.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168