Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 25-11-2016, 12:59   #11
 
Highlander's Avatar
 
- Wygląda na to, że podczas naszej nieobecności zaszły pewne zmiany. Dziwne zmiany. Barwne i piękne! Eghm. Te domostwa. Światła, tak wiele świateł! Ale ludzie nadal się nas boją. To prawda. Uciekają przed nami. Powinniśmy się cieszyć? Czy nadal jesteśmy siłą, z którą trzeba się liczyć? Którą należy szanować? Nie wiem. Czy to ważne? - trójka turystów ustąpiła miejsca ciszy, która trwała prawie minutę. Dopiero po osiągnięciu jakiegoś wewnętrznego konsensusu, powrócili do pytania postawionego przez dziewczynę.
- Nasz poprzedni przyjaciel nazywał nas Snöa. Nie jest to nasze prawdziwe imię, ale ułatwia porozumiewanie się. Jeśli chcesz, możesz oczywiście nadać nam inne. Dostosujemy się! Nie jest to zwyczaj, do którego przywiązujemy zbyt dużo uwagi. Język przemija. My trwamy.
Zdawali się dumni z tego powodu. Jakby ich cierpliwość i nieustępliwość stanowiły największe atuty, jakie mają w swojej dyspozycji. Gdy dziewczyna miała zamiar odpowiedzieć, usłyszała kroki. Schodowe deski skrzypiały tak głośno, że hałas podłapała by nawet na śpiąco. Ktoś wchodził na jej piętro. Poruszał się przy tym dość ślamazarnie, jak ktoś, kto nie widzi potrzeby maskować i nie ma ku temu żadnych uzdolnień. Lily przemieściła się za drzwi, obierając dobrą pozycję do podjęcia dalszych działań - jakąkolwiek miałyby one przyjąć formę. Kroki ustały tuż za warstwą drewna, a chwila niezręcznej ciszy została przerwana pukaniem we framugę.
- Hej. Hej? Nie śpisz już? Hm? Jeśli chcesz, to przyniosłam pizzę! Dostawca spóźnił się o ponad trzy minuty, więc dostałyśmy 50% zniżki. Fajno, nie? Zima ma swoje plusy!
Czyjaś dłoń ujęła klamkę, a drzwi zaczęły się otwierać. Ich skrzypienie było nie do zniesienia.
 
Highlander jest offline  
Stary 25-11-2016, 13:05   #12
 
Nemo's Avatar
 
Do środka weszła blada dziewczyna z dredami na głowie. A raczej z częścią włosów zrobionych na dredy i z drugą połową prostrzą niż artmetyczne linie. Zieleń, róż, blond - na jej głowie znajdowała się cała wypłowiała tęcza. W lewej dłoni faktycznie ściskała pudełko z pizzą. Dominoes. Najgorszy syf z możliwych, którego każdy kawałek smakuje jak karton. Ubrana była w jaskrawą żółć z nadrukiem Three Finger Salute i rysunkiem jakiejś animowanej dziewczynki. Na jej prawym ręku tkwił hipisowski pieszczoch, przebijający kolorystyką nawet wspomnianą wcześniej, asymetryczną fryzurę. Zamiast kolców wisiały na nim kłaczki bawełny i koraliki. Między palcami prawej dłoni tlił się szlug, zapewne zabarwiony wkładką od samego doktora Greenthumb’a. Dostarczająca jedzenie rozejrzała się swoimi zamglonymi ślepiami.
- Lily? Gdzie jesteś, słońce mojego ży- (!)


LIly kryła się za drzwiami jak przyczajony, ukryty tygrys; jednak akumulacja wewnętrznego skrzywienia jakie generowała w niej ta dziewczyna sprawiała, że prawie czuła jak skrzypi z dyskomfortu. Dlatego nie dając sobie czasu na stracenie okazji, przystąpiła do akcji. Miała w tym sporo doświadczenia. Płynnie i bezszelestnie wyzerowała dystans między nimi, zakładając na hipsterkę Chwyt Dziadka Chun. Bedąc multizadaniowa Lily przy okazji też piętą zamknęła drzwi, żeby przypadkiem nikt nie zobaczył z korytarza ich niezręcznego zbliżenia.
Przycisnęła ją do siebie - gdyby nie była w trybie skupienia, żałowałaby tego od razu, bo pewnie prześmierdnie tym wszystkim - szarpnęła nią tak, by mieć drzwi w polu widzenia i oddalić się od jakichkolwiek przedmiotów które jej ofiara mogłaby kopnąć, złapać albo cokolwiek i...upewniła się, że nie przesadziła. Zazwyczaj rezerwowała Specjały Dziadka Chun na dwumetrowych byczków trzy czy cztery razy cięższych niż ona sama.
...nie jej wina, że coś w tej dziewczynie wzbudzało w niej instynkty zabójcy. Ale na szczęście dopasowała ucisk i siłę chwytu do ofiary; ostatnie czego potrzebowała, to żeby ta jej zeszła - albo na serce, albo od braku tlenu.


- Shhhh. Nie chcę zrobić ci krzywdy. Spokojnie. Lily szepnęła jej na ucho, jednocześnie pilnując, by ta nie mogła pisnąc ani słowa. Jestem równie zaskoczona co ty. To sprawia, że jestem nerwowa. A gdy jestem nerwowa, wpadam na takie pomysły. Rozumiesz? Dobrze. Nie chcę robić sceny. Za chwilę zacznę odliczać do dziesięciu. Gdy dojdę do dziesięć, pozwolę ci mówić, a ty powiesz mi jak się nazywasz i o co tutaj chodzi. Jeśli spróbujesz krzyczeć...nie krzykniesz. A ja będę bardziej nerwowa. Rozumiemy się? Kiwnij głową jeśli tak. Dobrze? Raz, dwa, trzy…
 
__________________
A true gamer should do his best to create the most powerful character possible! And to that end you need to find the most gamebreaking combination of skills, feats, weapons and armors! All of that for the ultimate purpose of making you character stronger and stronger!
That's the true essence of the RPG games!
Nemo jest offline  
Stary 30-11-2016, 13:51   #13
 
Highlander's Avatar
 
Walt powoli wygrzebał się z łóżka i nałożył na nogi parę zielonych kapci. Przeciągnął się, ziewnął i wstał na równe nogi. Spojrzał na świat za oknem, gdzie szumiał wiatr i wirowały płatki śniegu. Uśmiechnął się. Ale gdy tylko zobaczył pstrokate migotanie świątecznych lampek dobiegające z przeciwległego domu, pokręcił głową w dezaprobacie. Sezon bożonarodzeniowy i powiązana z nim obłuda zawsze torpedowały jego nastrój. To, co kiedyś wiązało się z rodzinnymi wartościami i przyjściem na świat Syna Bożego, zostało zamienione w pospolity, nastawiony na bezmyślną konsumpcję żer. Pocieszny, ubrany w czerwień grubasek był symbolem bezmyślnego bałwochwalstwa, któremu co roku oddawały się miliony Amerykanów. Ci, nieświadomie i z uśmiechem na twarzy, napełniali sakiewki trzymającego lejce Żyndostwa. Byli zbyt głupi, aby zdać sobie sprawę, że są manipulowani. Że jakaś szara eminencja pociąga za ich sznurki. Trochę jak białe baranki… radośnie idące na rzeź.

Mężczyzna podszedł do swojej torby podróżnej i wyjął z niej szare pudełeczko. Łyknąwszy całą tęczę dietetycznych suplementów, popił tabletki trzema łykami niegazowanej wody. Odczekał pięć minut i rozpoczął poranną rutynę. Dwieście brzuszków, setka pompek, trzydzieści podciągnięć i tyle samo przysiadów. Do tego poranna kata. Wszystko zajęło mu nieco ponad czterdzieści minut, ale gdy skończył, jego ciało otaczała szklista poświata potu. Trafiwszy do łazienki wziął prysznic. Opuściwszy kabinę, stanął przed lustrem i zaczesał do tyłu swoje czarne włosy. Zaakcentował dwa długie pasma srebra i nałożył na fryzurę żel. Ogolił zarost, wklepał miętowy płyn Gilette i zaaplikował tonik oczyszczający pory. Zbadał także swój nos i policzki pod względem wyprysków, ale żadnego nie odnotował. Kiedy wrócił do sypialni, nachylił się nad łóżkiem i beztrosko poklepał po udzie lezącą pod pościelą dziewczynę. Po pozbyciu się jej zwłok i zakrwawionych prześcieradeł zamierzał wyjść na poranny jogging.
 
Highlander jest offline  
Stary 30-11-2016, 15:06   #14
 
Nemo's Avatar
 
Pudełko z trans tłuszczami upadło o podłogę i wydało z siebie mało przekonujące plaśnięcie. Oczy pochwyconej od tyłu hippiski przybrały rozmiary spodków. Ich białka, wyraźnie zaróżowione, skrywały źrenice rozbiegane z powodu nagłego ataku paniki. Co świadczyło o tym, że zajawka tęczowłosej nabrała właśnie nader negatywnego zabarwienia.
- Urk. Spo-spokojnie, siostra (!) Przestań roztaczać te złe wibracje. Chciałam... chciałam tylko przynieść Ci coś do jedzenia. Po miesiącu takiej intenso diety musisz być bardzo głodna.
Gdyby mogła, pewnie gestykulowałaby dłońmi żeby nadać swoim wyjaśnieniom bardziej przekonywującego brzemienia. Te były jednak unieruchomione za jej plecami, wobec czego mogła liczyć tylko na swój łamliwy, przesączony hawajskim aromatem głosik.
- N-nic, nie wiem, nikogo nie znam, nigdzie nie byłam. Fumfel z mojej listy mailingowej na 420.com powiedział, że ma na stanie lekką i przyjemną fuchę, więc wzięłam i...


...Snoa. Ładnie. Zanim hipsteriska skończyła gadać, Lily czuła się...zobowiązana do wyjaśnienia zajścia swoim pasażerom. Dziwnie się czuła wiedząc, że jej popis siły i dominacji ogląda stadko istot o potencjalnej czystości dziecka. Czuła się teraz trochę tak jak wtedy, gdy podczas dawania nauczki frajerom którzy myśleli że mogą oszukać Henryego na hajsie, zadzwoniła do niej Marie; córka przyjaciółki jej ojców, oczywiście niewtajemniczona w całe to...nocne życie. Lily bardzo Marie lubiła, z wzajemnością; kontakt z dziewczyną wypełniał ją pozytywną energią i optymizmem. A tak bardzo nie chciała na początku zgodzić się na dawanie jej tych korków!
...no i właśnie, pamiętała jakie zażenowanie czuła gdy pomagała jej przez telefon z trudnym zadaniem, jednocześnie sprawdzając czy wszyscy mają mordy obite tak bardzo, jak trzeba.
Jak to szło...haha, mam grę komputerowa na głośnikach, nie przejmuj się?
No. Czuła się teraz jak wtedy. Tylko gorzej. Albo lepiej. Niekoniecznie...po prostu podobnie. Tak jakby stadko dzieci gapiło się na jej pracę wielkimi, pytającymi oczyma. W pełnym milczeniu. A ona czuła potrzebę wytłumaczenia się jakoś, powiedzenia czegoś…
Więc, em, tego, Snoa. Przepraszam że nie poświęcam wam całej uwagi, ale...nie, to nie jest standardowe ludzkie powitanie. To trochę niezręczne. W moim...stylu życia, bardzo łatwo jest trafić na kogoś kto nam źle życzy. Musiałam być ostrożna, okej? Nie traktujcie tego, jako, uh, punktu wyjścia do porównywania przyszłych interakcji międzyludzkich. To...wyjątkowa sytuacja.
Plątała się troszkę w tych tłumaczących myślach, ale koniec końców była chyba usatysfakcjonowana. Tak. Jeśli macie jakieś pytania, to...pozbierajcie je, i jak ją skończe, znaczyzniąskończe, to pomyślimy co z nimi zrobimy. Ostrożnie, nie chciała przepuścić jakieś okazji na biznesowy deal. Może mogła coś z nich wyciągnąc w zamian za odpowiedzi. Chyba że macie coś naprawdę na tu i teraz, albo chcecie coś zobaczyć konkretnego, wtedy możemy...negocjować.
Negocjacje. Hmmm. Byle nie skończyły się standardowo…


Dobra, powrót do hipisterki. 420.com…? Miłośnicy miękich używek, mhm...lekką i przyjemna fucha...ale że co?
Złe wibracje, hmpf. Ale nie mogła być zbyt twarda. Z torturowanymi ofiarami jak z dziećmi, trzeba im pokazać że dobre zachowania są opłacalne. Na znak pokoju, rozluźniła trochę chwyt, dając schwytanej wyraźny sygnał, że zmierza w dobrym kierunku i ma kontynuować.
 
__________________
A true gamer should do his best to create the most powerful character possible! And to that end you need to find the most gamebreaking combination of skills, feats, weapons and armors! All of that for the ultimate purpose of making you character stronger and stronger!
That's the true essence of the RPG games!
Nemo jest offline  
Stary 30-11-2016, 15:12   #15
 
Highlander's Avatar
 
- Tak sądziliśmy. Zachowanie niestandardowe. Bardzo niestandardowe? Nasz poprzedni przyjaciel też tak czasami postępował. Może bardziej standardowe niż ludzie chcieliby przyznać? Czy poczekamy? Tak, poczekamy. Obserwując. Patrząc. Zapamiętując.
Lily nie mogła oprzeć się wrażeniu, że gdyby jej nowi znajomi posiadali własne ciała, wyciągnęli by w tym momencie kajety i rozpoczęli żmudny proces sporządzania notatek. Pojmana dziewczyna, będąc nieświadomą pseudo filozoficznych wywodów zachodzących tuż obok niej, kontynuowała swoją werbalną wylewność. Poluzowanie uchwytu na przedramionach najwidoczniej wpłynęło także na jej język. Różowe oczy także straciły nieco na objętości.
- Kiedy zawitałam tu po raz pierwszy, na stole w kuchni leżała taśma, odtwarzacz i koperta. W tą ostatnią ktoś napchał dwieście baksów. Facet z nagrania powiedział, że mam się Tobą zajmować i że masz na imię Lily. No to się zajmowałam. Mycie, przebieranie... myślałam też, że będę musiała zmieniać pie... - dziewczyna o wielokolorowych włosach ugryzła się w język, bo poczuła, że uchwyt za jej plecami znowu zyskuje na sile.
- Erm. Nie-nieważne (!) Nic takiego nie było. Co tydzień znajdowałam kolejną kopertę z zielonymi. Hacjenda ma światło, gaz i ogrzewanie. Koleś z Food Lion co pięć dni dostarcza mi przekąsek i obiadków z mikrofali. Nigdy o nic nie pyta. Świetna fucha, sama przyznasz. Przynajmniej była. Do tej pory - urwała, z kiepsko skrywanym wyrzutem.

 

Ostatnio edytowane przez Highlander : 04-12-2016 o 12:10.
Highlander jest offline  
Stary 30-11-2016, 15:49   #16
 
Nemo's Avatar
 
Morsia córa przetrawiła wszystkie informacje i wchłonęłą je w przewód myślowy. Nie brzmiało to na standardową, henrykańską procedurę...jeśli to był ktoś od nich, to musiał mocno improwizować. Byłaby w stanie widzieć Jackie robiącą taki numer, ale...ugryzła się w wargę. O Jackie porozmyśla później. Teraz miała problemy bieżące, nie cierpiące zwłoków.
Dając się hipisce podekscytować nadchodzącą wolnością, z rozmysłem poluzowała chwyt, przeciagając chwilę wybawienia i wolności, kusząc i smyrając nagrodą tuż przed jej samym noskiem. Tylko po odpowiedniej grze wstępnej doceni i będzie wdzięczna. Chwytając moment który był w doskonałym balansie pomiędzy robieniem smaka a irytującym przedłużaniem, wypuściła ją na wolność.
-Ej, nie wiń mnie, obudziłam się w dziwnym miejscu bez słowa wyjaśnienia i w...pidżamie w...słoniki???- To było...urocze, ale nie w jej...a może...nieważne! -...nieważne! Wybacz że cię trochę potargałam, ale równie dobrze mógł tu iść Bruno Grubo Ruro, okej? Następnym razem zostaw jakąś notkę czy coś, um...jak się nazywasz?


Starała się wejść w miarę koleżeńskie tony. Z lekcji które otrzymała, pamiętała że ten typ osoby lubi być “ją, oł, zią, brachu, sioro” i tak dalej, skracając dystans i będąc jedną wielką ćpającą rodziną. Zdecydowanie nie lublii gdy ktoś się wywyższał albo zachowywał się jakby byli patałachami gorszej klasy. Trzeba było zejść na ich poziom i być…”zią”. Ugh.


- Ała! Ał...- wyrzuciła ubrana na żółto dziewoja. Następnie, nie przestając masować swoich nadgarstków, odwróciła się do Lily - Siostra, nie możesz być taka ponuro nastawiona! Siniaki będę przez ciebie miała, no! - to mówiąc, opuściła pobolewające ręce i odetchnęła głęboko, wlepiając wzrok w sufit. Cisza, spokój, bycie rozluźnionym kwiatem na tafli jeziora, takie tam.
- Nic się nie stało Chyba. Też bym się zdziwiła na Twoim miejscu. A pidżamę w słoniki sama Ci kupiłam! Masz też jedną z Garfield’em i drugą z Lazy Town. Po upraniu i wysuszeniu zawsze wrzucam je do szafki na parterze - hipiska wyrzuciła z siebie cały ciąg zwierzeń, najwyraźniej dumna ze swej zaradności. Jej grymas niezadowolenia wywołany wykręconymi kończynami zastąpił promienny, uczynny uśmiech. Aparat nazębny dodawał mu dodatkowego blasku.
- A nazywam się Verva. Jeśli chcesz, to oprowadzę Cię po tutejszych kątach. Ale może najpierw coś zjemy, hmm? Tobie po tej drzemce przyda się trochę kalorii, a ja po dymku zawsze robię się głodna. Jeśli za pizzą nie przepadasz, zawsze mogę zrobić na szybko jakąś sałatkę. To jak, siostra? - dziewczyna luzacko opadła na łóżko. Podniosła karton z fasfoodem z ziemi i, nie czekając na decyzję nowej koleżanki, wgryzła się w jeden z kawałków ciasta.


Jas…
Miała już powiedzieć, że “jasne, w końcu spałam śnieg wie ile, wiadomo że będę głodna, em, ZIĄ!”, ale...huh. Ale nie. To było dziwne, ale nie była głodna. Spojrzała na swoją dłoń i zacisnęła ją kilka razy w pięść. Nawet nie zwróciła na to uwagi, ale mimo że ledwo co wstała, była w szczytowej formie. Żadnego zaniku mięśni, osłabienia, zmysły wyostrzone...nawet głód jej nie doskwierał. Nie licząc może ochoty na fajkę i Jackie w krainie puchów, była rześka. To pierwsze było spodowane nerwami, a to drugie...pewnie właśnie tym fizycznym zaspokojeniem. Piramida Masłowa i takie tam.
Nie wiem, czy to magia Dominos, czy podawałaś mi żarcie dożylnie, ale jestem zaskakująco syta. Ale...musiała pamiętać słowa Wujka Alfreda. “Nie wywyższaj się, nie rób rzeczy które mogą sprawić że pomyślą iż się od nich odgradzasz.” Ugh. Jedzenie pizzy to symbol braterstwa. Mogła albo się z nią zaprzyjaźnić, może nawet przeturlać przez pościele dla pewności, albo przestraszyc ją na śmierć; najgorszą opcją było pozostawienie po sobie neutralnego wrażenia. Jeśli mają cię w nosie, to trochę dolarów i od razu cię wydadzą; jeśli cię lubią albo panicznie się boją, pomyślą dwa razy.
Ale, ale, ale spoko! Nie pogardzę, nie pogardzę. W końcu spejcalnie dla mnie ją zamówiłaś, co nie? Wuj Alfred mówił także, by doceniać ich gesty. Zwracać na nie uwagę. To łechta ego i sprawia, że czują się lepiej. Buduje sympatie. Daje przewagę. - Potem możesz mi pokazać co gdzie i jak, a jeśli nadal będzie cie coś bolało, liznęłam trochę chińskiej medycyny, może dałoby się coś na to poradzić.
Uśmiechnęła się promieniście, tłamsząc swoje wewnętrzne UGH. Czasami czuła się jakby szkoleniem dorównywała przynajmniej Jamesowi Bondowi. Tylko gadżetopisów nie miała.
 
__________________
A true gamer should do his best to create the most powerful character possible! And to that end you need to find the most gamebreaking combination of skills, feats, weapons and armors! All of that for the ultimate purpose of making you character stronger and stronger!
That's the true essence of the RPG games!
Nemo jest offline  
Stary 03-12-2016, 13:46   #17
 
Highlander's Avatar
 
Verva i Lily zjadły wspólnie fastfoodowe rarytasy. Wbrew temu, co pamiętała ta druga, pyszności serwowane przez Domino’s nie były wyrokiem śmierci dla wątroby jedzącego. Co więcej, zdawały się smakowo znośne. Może nie smaczne, ale przynajmniej spożywalne. Wiele z owego bukietu smakowego opierało się na warzywach, które najwyraźniej nie straciły wszystkich swoich wartości odżywczych podczas wypiekania. Lily była tym zdecydowanie zaskoczona, ale potrafiła uwierzyć że może wcześniej miała po prostu pecha..albo że któraś z byłych Johnny’ego mści się na nim i osobiście pilnuje by każda pizza przez niego zamawiana była torturą samą w sobie. Lily sama nigdy nie zamawiała niczego z Dominos; gdy przychodziła jej kolej na załatwienie żarcia i towarzystwa na Sobotnią Noc, miała zdecydowanie inny gust. A Johnny był...Johnnym. Ale i tak wszyscy go kochali.

Gdy obydwie panie skończyły przyjmować nadmiar kalorii, hipiska oprowadziła swoją nową psiapsiółkę po domu. Chociaż pokój, w którym Lily spędziła ostatni miesiąc sugerował inaczej, domostwo nie nadawało się jeszcze do wyburzenia. Ściany były stabilne, tapeta nie odchodziła od nich w zbyt wielu miejscach, a szkodników i robactwa nie dało się zarejestrować. Przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. Snoa podziwiali architekturę we względnej ciszy. Z ich skromnej wymiany zdań dało się wywnioskować, że ostatnio gościli na tym świecie w czasach, gdy dominującym przejawem architektonicznego kunsztu były bazyliki i katedry. Goście w głowie Lily nie omieszkali też skomentować nader barwnego stroju jej koleżanki. O dziwo, nie poczynili żadnych uwag odnośnie szopy, jaka znajdowała się na głowie hipiski. Wycieczka dobiegła końca po zapoznaniu się z dwoma działającymi palnikami w kuchence gazowej.
- To by było na... - Verva nie dokończyła, bo do uszu obydwu dziewcząt dotarły odgłosy samochodu wjeżdżającego na parking posesji. Co musiało być trudne, biorąc pod uwagę przytłaczającą ilość białego puchu, która go zagracała. Ktokolwiek właśnie zatrzymał się przed domem, nie zrobił tego przez przypadek. Wykręcać też nie zamierzał.
 

Ostatnio edytowane przez Highlander : 03-12-2016 o 17:32.
Highlander jest offline  
Stary 03-12-2016, 14:18   #18
 
Nemo's Avatar
 
Słysząc nadjeżdżający samochód, Lily - przed chwilą uśmiechnięta, robiąca gorszej lub lepszej jakości żarty - zmieniła się nie do poznania w przeciągu mrugnięcia okiem. Jej źrenice się zwężyły, a ona sama przypominała nagle przyczajona, gotową do skoku panterę. Mechanicznie uciszyła dłonią Vervę, bez pieszczenia się i patyczkowania. Nie miała teraz na to czasu. Nasłuchiwała, próbując wyłapać wszystko czego tylko mogła ze słuchu. Co to za samochód? Ile osób wyjdzie na śnieg? Jak ciężkie będą ich kroki? Takie krótkie rozpoznanie uratowało jej niejednokrotnie życie.
Buick Electra…
...bordowy. Przy tym ostatnim oszukała, bo po audolokalizacji samochodu, zaryzykowała szybkie spojrzenie oknem. Dwóch mężczyzn, jeden w jej wieku, może nieco starszy. Drugi starszy, dochodzący sześćdziesiątki. Z pieniędzmi albo zapałem do stylizowania brody.
Nie rozpoznała żadnego z nich, ale...jeśli chodziło o innych przedstawicieli świata podziemnego, kojarzyła głównie swoich i Wielkie Nazwiska. Lejtnantów niekoniecznie. Chyba, że miała jakiemuś połamać nogi, podciąć gardło albo znaleźć i ściągnąć kota z drzewa. Mówiąc o jej “zawodzie”, miała swoiste zboczenie zawodowe polegające na skanowaniu każdego w poszukiwaniu potencjalnie ukrytej broni; nie wyglądało na to, by ci panowie mieli coś na sobie. Nic wykrywalnego z tej odległości przelotnym spojrzeniem. Mogli mieć noże, mogli mieć kastety, mogli mieć tazery. Mogli mieć rakietnicę w bagażniku. Po swojej ostatniej przygodzie z rakietnicami, Lily zdecydowanie wolała ich unikać.
Jednak...coś w ich prezencji sprawiało wrażenie, że przyszli tutaj z wizytą towarzyską, a nie z decyzją burmistrza o demontażu budynku za pomocą maszynowych serii. Ale to podnosiło na duchu tylko odrobinę; z doświadczenia wiedziała, że od spotkania towarzyskiego do melee a trois był tylko jeden krok. Dlatego była czujna, ale jeszcze nie na podłodze z zatkniętymi uszami czekając aż skończą strzelać.
Kto wie o mnie, o tym miejscu? Szybko.
- Umm... facet, który zapłacił mi za niańkowanie wokół Ciebie? Nikt inny nie przychodzi mi do głowy - odpowiedziała Verva, również obserwując dwójkę gości zmierzających w stronę domu. Zdawała się mniej poddenerwowana niż jej koleżanka, ale odrobina emocjonalnego napięcia i tak była widoczna w jej ruchach. Plus, jej w ostatnich miesiącach nikt nie próbował wysłać na tamten świat. Facet odziany w czerń obrał szpicę. Ten w wisienkowym stroju trzymał się za nim, co dość dobitnie zdradzało ich wzajemne relacje. Ochroniarz poprawił swoją złotą grzywkę i podszedł do drzwi frontowych. Wyciągnął z kieszeni klucze i otworzył zamek. Mimo, że warstwa drewna nie stanowiła już przeszkody, zdecydował się grzecznościowo w nią zapukać.Stuk. Stuk. Stuk. Odgłos palców uderzających o mahoń rozszedł echem w przedpokoju. Nowoprzybyli czekali najwyraźniej na oficjalne zaproszenie.
- Powinnyśmy ich - gadka Vervy przeobraziła się w nieodczytywalne, stłumione dźwięki. Lily zatknęła jej usta. Raz, że musiała błyskawicznie podjąć decyzje, dwa, nie chciała hałasu.


Z jednej strony, goście wydawali się być bardzo uprzejmi i nie mający złych zamiarów. W końcu kto, planujący nieść przemoc mieszkańcom, pukałby do drzwi i ogłaszał swoje przyjście?
Na przykład Lily przebrana za dostawće pizzy z pozdrowieniami od Henryego. W momencie gdy otwierasz drzwi, stajesz twarzą w twarz ze swoim gościem, o długość noża od niego. W dodatku to ty jesteś obciążony kognitywnym balastem otwierania drzwi; może to brzmiało śmiesznie, bo to naprawdę nie pochłania wiele uwagi...ale dla wprawnego zabójcy - albo kogoś kto jest oswojony z przemocą - był to moment słabości wystarczający by skoczyć na ciebie jak doskonalony latami ewolucji drapieżnik. Jak czający się wielki kot.
Dlatego perspektywa otwierania tych drzwi nieszczególnie podobała się Lily. Nie bez powodu gdy wchodzili do mieszkania gdzie podejrzewali że siedzi jakiś cep z bronią, nikt nie bawił się w otwieranie ich jak IKEA przykazała, kręcąc gałką; nawet gliny wiedziały że najlepiej wejść z kopa, wrzucając błysk dymki i inne gówna.
Oni woleli dla pewności puścić serię cięzkiej amunicji przez drzwi, jakby ktoś miał jakies głupie pomysły.
 
__________________
A true gamer should do his best to create the most powerful character possible! And to that end you need to find the most gamebreaking combination of skills, feats, weapons and armors! All of that for the ultimate purpose of making you character stronger and stronger!
That's the true essence of the RPG games!
Nemo jest offline  
Stary 03-12-2016, 14:49   #19
 
Highlander's Avatar
 
Tak czy siak, pójście do drzwi sprawiało że pozwalała się kontrolować swojemu przeciwnikowi, który dyktował jej lokalizację i mógł skorzystać z tej wiedzy. Z drugiej strony...mogłaby wykorzystać to samo i zrobić wielkiemu gościowi ten sam numer, który zrobila Vervie; nie miała jednak pewności, jak zareaguje Wisienka. Równie dobrze potencjalny sojusznik mógłby spanikować i doprowadzić do sytuacji, w której musiałaby młodemu poderżnąć gardło…
Oh. Nóz sam jej wsunał się w dłoń. Nawet nie zwrócila uwagi.
... i generalnie, to raczej nie było towarzystwo które wybaczyłoby nóż przy gardle po wspólnej pizzy, malowaniu paznokci i robieniu bogobojnym sąsiadom na złość dewiacjami i zboczeniami. Nie...tutaj potencjalnie za dużo ryzykowała zaczynając wszystko ze złej stopy.
Szczerze mówiąc, jeśli nie mieli spluw, to większe niebezpieczeństwo groziło im i Vervie niż niej. Im, bo mogła umyłkowo uznać że są dla niej niebezpieczni, a Vervie, bo...no...ona nie miała certyfikatu ukończenia Szkoły Twardych Knykci z wyróżnieniem.

-Powiedz, że otwierasz i przywitaj ich. Jeśli coś się stanie, padnij na podłogę. Nie podnoś głowy.

Ostatecznie uznała, że jej obecna pozycja jest potencjalnie najbezpieczniejsza. Była w kuchni...i w razie czego, nie wahała się zrobić z tego Domu Latających Tasaków.

Hipiska jedynie przytaknęła głową, bo na więcej wysilić się nie śmiała. Jej szczebioczący głos zawiadomił, że już zmierza w stronę drzwi, a ruchy nóg potwierdziły owe stanowisko. Otworzyła drzwi, a ubrany w czerń skinął jej głową na powitanie. Pan Wisienka postąpił podobnie.
- Dzień dobry, panno Heckel. Ufam, że nasza Śpiąca Królewna już się przebudziła?
Zdanie wypowiedziane przez starszego mężczyznę miało charakter pytający głównie ze względów uprzejmości. Ton zdradzał, że siwowłosy był świadomy pełnej przytomności Lily, mimo, że jej przebudzenie nastąpiło niespełna trzydzieści minut temu. A skoro mowa o siwych włosach, to te stały się żywsze i zdrowsze gdy tylko schronił się w cieniu korytarza. Srebro przeszło w mocne złoto. Jego skóra również zdawała się mniej zmarszczona. Tak, światło potrafiło czasem płatać oczom dziwne sztuczki. Dziwniejsze tym bardziej, ponieważ jego młodszy pracownik nie przeszedł podobnej metamorfozy przekraczając próg.
- Miło zobaczyć, że nie spaliła pani mojego domostwa w czasie swojego czuwania. Co więcej, aromat kadzideł nadał mu tak przyjemnej atmosfery. Powinienem sam zacząć je kupować.
- Jeśli pan chce, mogę polecić kilka sklepów z ezoteryką, które...
- Tak, tak. Później o tym porozmawiamy. Teraz chciałbym zobaczyć się z Lily. Nie widziałem swojej siostrzenicy przez kilka lat. Jestem pewien, że wyrosła na wyjątkowo piękną damę.

Przez wyjątkowo praktyczny ciąg myśli uzbrojonej w nóż dziewoi zaczęły skromnie przebijać się wspomnienia jakiegoś mężczyzny z przeszłości. Osobnika, którego nigdy nie widziała w całości. Pamiętała tylko jego ręce trzymające ją na kolanach i głaskające jej włosy oraz ten suchy i chropowaty głos, który każde zdanie wypowiadał jako prawdę absolutną. Zjawa ta, zwykle odziana w przyciemnianą czerwień, spędziła wiele czasu w gabinecie Morsa...

 

Ostatnio edytowane przez Highlander : 04-12-2016 o 12:14.
Highlander jest offline  
Stary 03-12-2016, 14:54   #20
 
Nemo's Avatar
 
Siostrzenicy?
Lily nigdy nie miała matki. Kropka. Jej biologiczny ojciec być może z kimś ją miał, ale dla niej to było tylko tyle. Biologiczna więź, nieistotna w obliczu prawdziwej rodziny, takiej jak Mors i Henry. Jej kolektywną matką były wszystkie kobiety, które na polecenie Henryego zajmowały się jej edukacją; Mors nigdy nie znalazł na dłużej nikogo, kto mógłby zadomowić się w ich domostwie jako Pani Mors.
Czy mężczyzna próbował ją sprowokować? Wywabić ją z ukrycia? Może miał nie pokolei w głowie? Może to była alternatywna rzeczywistość? Może to jakiś krewny z czasów które pachną i smakują metalicznie…?
...a może po prostu to był ktoś, kto utrzymywał z Morsem kontakty gdy...zmienił...lokal z średnio impresywnego na całkiem niezły. Była wtedy mała, cicha, nie gadała po angielsku i Mors poznawał wielu, wielu ludzi.
No i wtedy nikt jeszcze nie nauczył jej zapamiętywać twarzy na wypadek, gdyby musiała kogoś potem ścignąć i przemielić. Była też jeszcze jedna możliwość…


~ Snoa? Halo? Czy to działa? Emm, czy ten Pan...kojarzycie go skądś? Czy wampiry istnieją? Jeszcze nie przyzwyczaiłam się do tego, słychać mnie? ~


~ Słyszymy. Pamiętamy. Dziwne istoty ze Wschodu. Blade i łaknące krwi. Posiadające magię. Magię? Sztuczki kuglarskie. Nic, co mogłoby równać się z naszymi talentami. Byli nam wrodzy. Byli również władczy. Ich wola jak żelazo. Ich ciała jak lód. Chcieli zawłaszczyć sobie wszelkie krainy, na które padły ich plugawe spojrzenia. Nasze, Jego... oraz te należące do innych.~
Snoa nie posiadali zbyt wiele różnorodności jeśl chodziło natężenie głosu, ale ton, jaki obrali podczas tego wywodu wskazywał na absolutną powagę z ich strony. Goście w głowie Lily także przyglądali się mężczyźnie w ciemnych okularach. Zaciętość mroźnego trio z łatwością dorównywała tej, przejawianej przez młodą kobietę. Może nawet ją przewyższała. Przejawiali wyraźną... nieufność? Tak. To chyba było najlszpsze słowo do opisania ich nastawienia.
~ Brzmi jak, uh, jak straszne dupki. Trochę rozumiem. Nie do końca, głównie tłumacząc to i lokalizując w kontekście naszego mafijnego życia, ale chyba, trochę...dobra, sytuacja jest napięta, muszę się skupić na nim. Macie jakieś ostrzeżenie, magiczną moc która może mi pomóc, dobrą radę jak go ogarnąć? Jak nie, to pogadamy zaraz, muszę się upewnić, że będziemy żyli. ~


Nie spodziewała się aż tak...intensywnej reakcji chłodnej trójcy. I nie do końca była pewna jak interpretować ich wywód. MIała dwie notatki do siebie na przyszłość: raz, zadawać pytania pojedynczo, dwa, przeczytać i “sprzedać” Snoa jakiś podręcznik o formułowaniu myśli i unikania nadużywania strumienia myślowego w literaturze. Na pewno coś się znajdzie. Może nawet dadzą jej w zamian za to jakąś kulę...lodu? Ta “magia” była interesującym narzędziem. Może bronią.
 
__________________
A true gamer should do his best to create the most powerful character possible! And to that end you need to find the most gamebreaking combination of skills, feats, weapons and armors! All of that for the ultimate purpose of making you character stronger and stronger!
That's the true essence of the RPG games!

Ostatnio edytowane przez Nemo : 03-12-2016 o 14:58.
Nemo jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:04.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168