Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-12-2016, 13:34   #21
 
Highlander's Avatar
 
~ Nie jesteśmy pewni co do jego natury. Może to jeden z nich. Może nie? Nie zrobił jeszcze nic, co zgadzałoby jego dziedzictwo. Właśnie. Nie zrobił! Oni nie mogą wchodzić do cudzego schronienia niezaproszeni. Ten tutaj zaproszenia nie otrzymał. Czy wszyscy muszą tak postępować? Wszyscy, których spotkaliśmy. Zachowaj ostrożność. Bezpieczny dystans.
Ich porady nie były zbyt szczegółowe. Co więcej, sugerowały, że Lily będzie miała do czynienia z kimś, komu bliżej do watahy wilków niż do istoty ludzkiej. Sugestia nie znajdowała potwierdzenia w zachowaniu Brodatego jegomościa, który emanował wręcz wzorową etykietą. Zauważyła to też Verva. Poddając się presji chwili niczym ostatnia trzpiotka, wskazała dwójce jegomości drogę do kuchni. Jej rozpromieniona twarz sugerowała, że nic nie sprawi jej większej przyjemności niż zaprowadzenie starszego dżentelmena do jego zagubionej krewnej.

~ No to teraz je dostał.~


Mogła tylko liczyć, że nóż w serce jest dobrą alternatywą dla kołka. W razie czego była szybka, zwinna, silna i uzbrojona w całą zastawę kuchenną jaka tylko trafiła jej pod rękę. Jeśli trzeba było, zawsze mogła uczynić swoją pidżamę dumną i skandalizować ducha Kevina Samego W Domu; śmiganie po pokojach i używanie wszystkiego co się da przeciwko wrogowi to nie było coś, co często jej się zdarzało, ale w jej zawodzie trzeba być kreatywnym. Oczywiście, miała cichą teorie że to *ten gość* wsadził jej Snoa do głowy z jakiegoś konkretnego powodu - może po prostu to jakiś okultysta który zrobił to z sentymentu do Morsa! - i nie musiało wcale dojść do kolejnego odcinka Nie Biegaj Z Nożyczkami. Dlatego stała w tej kuchni, dumnie i pewnie, gotowa do ataku, z nożami pod ręką. W pidżamie. Trochę to się gryzło.
 
Highlander jest offline  
Stary 08-12-2016, 14:58   #22
 
Nemo's Avatar
 
Okupanci i okupwani - cała czwórka siedziała teraz przy kuchennym stole. Verva zaparzyła cztery szklaneczki yerba mate, a pozostali wymieniali w tym czasie uśmiechy zdystansowanej uprzejmości. Mężczyzna w wiśniowym garniturze i dziewczyna w uroczej pidżamie byli w tym zakresie najbardziej sumienni. Nawzajem rozkładali się na części pierwsze, analizując każdy szczegół, który mógłby zapewnić im jakąkolwiek przewagę w nadchodzącej wielkimi krokami konwersacji. O dziwo, ciszę pierwszy przerwał młody, stoicko nastawiony ochroniarz.
- Świetna mieszanka. Wyczuwam lekką przewagę dobrze wysuszonych liści z dodatkiem cynamonu. Miło wiedzieć, że są jeszcze na tym świecie kobiety, które nie boją się przy-...
- Zrobić gościom herbaty, tak. Faktycznie, wyborny wywar. Naprawdę godny pochwały.
Starszy mężczyzna przerwał młodszemu i, od razu robiąc pożytek ze sprawnie wykreowanej ciszy, przeszedł do sedna sprawy. Gdzie sednem była oczywiście młoda skośnooka.
- Lily, moje drogie dziecko! Cieszę się, że wyszłaś cało z tej przykrej sytuacji w porcie - brodacz, podobnie jak wcześniej Verva, nie zwrócił w ogóle uwagi na zimną gulę prominentnie goszczącej w oczodole córki Morsa, ani na jej mieniący się bladym błękitem palec.
- Niestety, nie mogę powiedzieć tego samego o reszcie naszej organizacji...

Byli w jej zawodzie tacy, którzy takie spotkania herbatkowe traktowali jako codzienność. Czuli się w nich pewnie, wypatrując każdej okazji i słabości zza doskonałej gardy uśmiechu i uprzejmości. Dla nich było to tak naturalne i oparte na wyszkolonych instynktach, jak dla niej przemoc i łamanie kości.
Dla niej taka herbatka nie była naturalna. Jasne, potrafiła sobie z nią poradzić; Alfred o to zadbał. Ale dla niej “herbatka” to było spotkanie z przyjaciółmi, takie gdzie nie musiała uważać na każdym kroku i które nie miało w założeniach wpisanego potencjalnego zakończenia się grozą i upadkiem. W sumie to było najgorsze; jak spartoliłaś robotę, to wiedziałaś o tym szybko - gość złamał ci nogę, ukradli hajs i spierdolili. Doktor musiał wyciągać ci kulę z ramienia, albo opowiadał dlaczego ci jej nie wyciągnie i dlaczego będziesz z nią żyć do końca życia. To było jasne i przejrzyste. Ale takie spotkanie? Mogłaś myśleć, że wszystko jest perfekto tylko po to, by miesiąc później dowiedzieć się, że wszystko jest nie tak i masz wyjechać bo inaczej sami cię wyjadą, na dno rzeki!


Młody ochroniarz najwyraźniej uważał że miejsce kobiety było w kuchni; na szczęście jego właściciel mógł myśleć to samo, ale przynajmniej wiedzieć kiedy trzymać język za zębami. Pewnie to on płacił mu za dentystę - takie były przywileje członkostwa w Rodzinie, Ty robiłaś co potrafiłaś a oni dbali o Twój obiad i ubezpieczenie zdrowotne - i nie chciał mu sponsorować prezentowalnej wymiany wszystkich z przodu.
...jedna sprawa. Przepraszam jeśli to niegrzeczne, ale moja pamięć jest obecnie w lekkiej rozsypce i nie wiem jak się do Pana zwracać. Dwa, czy mogę spokojnie założyć że to Pan jest źródłem mojego zmartwychwstania, wliczając w to… wskazała palcem na oko ...cały inwentarz?
To nie tak, jakby organizacja była nieważna. Była bardzo ważna. Ale najpierw chciała wiedzieć na czym stoi. I, może odrobinę, starała się odgonić złe wieści jak najdłużej, nawet o te kilka sekund.
 
__________________
A true gamer should do his best to create the most powerful character possible! And to that end you need to find the most gamebreaking combination of skills, feats, weapons and armors! All of that for the ultimate purpose of making you character stronger and stronger!
That's the true essence of the RPG games!
Nemo jest offline  
Stary 20-12-2016, 02:44   #23
 
Highlander's Avatar
 
Twarz starszego mężczyzny zyskała na białości, co samo w sobie było niemałym osiągnięciem ze strony młodej Azjatki. Nie zdając sobie sprawy ze zmiany pigmentacji (bądź subtelnie ją ignorując), gość w wynajmowanym domostwie kiwnął głową i udzielił odpowiedzi.
- Zmartwychwstanie wywołuje w moim umyśle same złe skojarzenia. To taki… katolicki anachronizm. Zachowujmy się proszę jak osoby obeznane ze współczesnymi normami.
Zwracając uwagę na zmiany w swoim składzie chemicznym i kolorystyce, Lily zakłóciła wewnętrzny spokój rozmówcy. Brew mężczyzny drgnęła, zdradzając jego niewiedzę.
- Inwentarz? Moja mała, wydajesz się zdrowa jak ryba. Ani ślad się na Tobie…
Słowa napływające z wewnątrz jej mózgu zakłóciły resztę mającego przywrócić autorytet monologu. Snoa przestali przestrzegać wcześniej ustalonych założeń i wcięli się w trwającą konwersację jak świeżo naostrzony nóż. Skośnooka na chwilę straciła na percepcji. Zyskała jednak na użytecznych informacjach. Co więcej. Głos jej „współlokatorów” pobrzmiewał troską.
- On nie wie! Nie wie. Zakłada, że nic Ci się nie stało. Że uszłaś, ze nie masz śladu na ciele! Nie zdradzaj nic więcej. On nie widzi. Oni nie widzą. Nigdy. Są zbyt pogrążeni, banalni by widzieć!
Syk. Taki, jaki mógłby wydawać poirytowany kot. Tak zdradzali swoją irytację Snoa. Ich esencja drgała wewnątrz umysłu Lily. Dygotała na lewo i prawo, targana przez nieistniejący wiatr. Jak mało subtelnie zatknięta flaga. Wychowanka mafii nie miała wiele do zaoferowania pod względem zaufania, ale informacje, które właśnie otrzymała, uświadomiły jej przynajmniej, że nowi rezydenci nie życzą jej źle. Ten zastrzyk informacji nie obszedł się jednak bez echa. Oschłość nowo poznanego wujka zyskała na lodowatości, a sam mężczyzna odziany w wiśnie emanował nowymi pokładami ostrożności.
– Lily, dajże spokój! Pan, pan, pan! Skąd ta sztuczna formalność, w końcu znamy się nie od dziś! Ben. Wystarczy Ben. Jesteśmy wśród rodziny, więc takie formalności są nam niepotrzebne!
Perłowy uśmiech rekina zakończył jego (nader łagodną) reprymendę siostrzenicy. Obserwujący całą farsę z krańca stołu ochroniarz nie odezwał się słowem. Jego pełne apatii źrenice były jednak w stanie przemycić dla Lily skromną przesłankę – im szybciej dostosujesz się do tej błazenady, tym szybciej wszyscy pójdziemy w swoją stronę.
 
Highlander jest offline  
Stary 21-12-2016, 19:17   #24
 
Nemo's Avatar
 
Lily uśmiechnęła się, nie dając po sobie poznać zawieruchy która właśnie targała jej życiem pozafizycznym. Świadomość tego, że jej dobroczyńca nie wie o Snoa komplikowało sprawę...ale też sprawiało, że czuła się pewniej. Lubiła mieć coś, o czym jej przeciwnik nie wiedział; czasami był to nóż przy bucie, czasami snajper an dachu, a od dziś najwyraźniej członkowie zimowego dworu.
Przynajmniej pan Wisienka podzielał jej zdanie odnośnie anachronizmów, chociaż ona tego nie mówiła na głos. Po co komuś dokuczać i robić przykrość? Nawet jak jedziesz przestrzelić mu kolana, nie trzeba mu zdradzać że Święty Mikołaj nie istnieje.
Albo, w świetle jej nowych perspektyw, jest sekretnie aspektem szatana mammona czy innym korpoduchem. To niepokojące jak szybko zaczynała rozważać takie opcje.
Mentalnie przytaknęła Snoa; mieli rację.
Pora było przywołac lekcje Alfreda. Zbliżyć ramiona, skurczyć się, oprzeć dłonie na kolanach, a same kolana skierować do wewnątrz, tak...i spojrzeć w stół. Nie na raz, oczywiście, to byłoby podejrzane i nienaturalne. Płynnie, przechodząc jak z jednej formy tai chi w drugą.
- Dobrze, Wujku Ben. Przepraszam. Po prostu to co się stało...dużo nie pamiętam, czasami mylą mi się twarze i mieszają języki. Pamiętam zapachy i głaskanie, i...
Wujek Ben wyglądał na kogoś, kto lubił być w pozycji siły. Ktoś, na kim polegają inni, kto jest władcą, ale niekoniecznie tyranem; ktoś, kogo poddani się nie boją, ale otaczają bogobojną trwogą - czyli szacunkiem i respektem. Jeśli stworzy teraz chociaż pozory słabości i da mu posmak tego, że stawia się w pozycji mu podległej...powinien poczucsię komfortowo i może zrobić jakiś błąd. Jej wytłumaczenie miało też sens; wyglądał na człowieka (?) wykształconego. Ludzka czaszka jest pancerna, ale mózg w niej schowany jest delikatny; po tym, co jej się stało, powinni się cieszyć że pamięta jak korzystać z łazienki i nie patrzy na pralkę gorączkowo próbując sobie przypomnieć, jak się to ustawiało.
Potarła kolanem o kolano, marszcząc czoło. Wysiłek. Oznaki wysiłku. Symptomy próby poskładania pamięci podartej na kawałki i sklejenia jej w całość.
Może nawet spróbuje jej pomóc, rzuci jakąś kość, podpowie coś na swój temat.
 
__________________
A true gamer should do his best to create the most powerful character possible! And to that end you need to find the most gamebreaking combination of skills, feats, weapons and armors! All of that for the ultimate purpose of making you character stronger and stronger!
That's the true essence of the RPG games!
Nemo jest offline  
Stary 23-12-2016, 15:55   #25
 
Highlander's Avatar
 
Była szara. Zwyczajna. Pozbawiona jakiejkolwiek formy indywidualizmu. Częściowo zdawała sobie z tego sprawę. Właśnie dlatego nosiła czarną skórę, pieszczochy i kilka warstw bieli na twarzy. Paliła mentole i cuchnęła miętą na odległość kilku metrów, a jej manieryzmy zdradzały nadchodzące wielkimi krokami załamanie nerwowe. Kolejne na liście, może ostatnie w kolejce. Mentalny Pan Am 1736, wynik szesnastu lat spędzonych pod jednym dachem z ojcem i matką, którzy widzieli w niej jedynie formę własnej samorealizacji. Metodę osiągnięcia celów, których nie sięgnęli przy pierwszym podejściu. Widzieli ją jako ludzkie trofeum, wydmuszkę napędzaną rodzicielską zgryzotą odnośnie osobistych niepowodzeń. Walt czuł się za to częściowo odpowiedzialny. W końcu to jego brat, pod wpływem wyklejonych ambicji żony, wpychał własne dziecko coraz głębiej w psychiczne bagno. Dlatego też, kiedy wbijał igłę z morfiną w żyłę na przedramieniu swojej siostrzenicy, dłoń nie drgnęła mu nawet o milimetr. Ukłucie. Dotarcie do krwioobiegu pacjentki. Unosząc głowę, prawie że widział stres i napięcie opuszczające jej ciało. Ze spieszonych ust przy jego szyi rozległo się westchnienie ulgi.

- Kocham Cię, wujku Walt. Chciałabym zostać tak na zawsze… chcę żebyś był ze mną, kiedy…
Nie będzie żadnego "kiedy". Nie zamierzał do tego dopuścić. Jej świadomość zaczęła powoli niknąć pod falami przeźroczystego płynu. Wyczekujący uścisk palców na jego klatce piersiowej zelżał, a pełne gwiazd oczy, którymi na niego patrzyła, stały się mętne i oddalone. Teraz siedzieli po prostu razem – dwa powykręcane ciała w toalecie lotniskowej kawiarenki. Gapiąc się na wykonane flamastrami, ordynarne wpisy nastolatków jak na przedpotopową wersję Facebooka. Mężczyzna w przydrogim garniturze pogładził czoło siostrzenicy, przykładając szczególną uwagę do tego, aby nie urazić miejsca, gdzie formował się krwiak. Wayne, jego brat, miał… bardzo staromodne metody wychowawcze, ale Walt zamierzał z nim o nich pomówić jeszcze dziś, preferowanie podczas przerwy na lunch. Miała to być ich druga konwersacja na ten temat - druga i ostatnia, z racji tego, że pierwsza nie przyniosła niestety oczekiwanych rezultatów. Mężczyzna trzymający strzykawkę w pełni opracował już nawet swoją argumentację. Obejmowała ona chodnik oraz odległość, która dzieliła go od dachu o jakieś dwanaście pięter. Teraz jednak Walter głaskał delikatnie czarną czuprynę Claire i czekał aż ustąpią wstępne efekty aplikacji dożylnej. Zaśmiał się cicho, słuchając jej równomiernego oddechu. Obrazek, jaki zafundowało im życie, nawet jemu rysował się jako pomylony.
 
Highlander jest offline  
Stary 28-12-2016, 21:11   #26
 
Highlander's Avatar
 
– Bez obaw, Lily. Wszystko będzie dobrze – zapewnił mężczyzna z zarostem i, pochylając się na stołem, uspokajająco poklepał swoją „siostrzenicę” po dłoni. Ciężko było oszacować, czy taktyka wychowanki Henry’ego odniosła zamierzony skutek, czy też siedzący przed dziewczyną starszy pan zdecydował się dać dziewczynie wystarczająco dużo swobody, aby sama zawiązała sobie pętlę na szyi. Do tego dochodził również ból, który poczuła, gdy zetknęła palce z tymi należącymi do rozmówcy. Nie. „Poczuła” było tu nieodpowiednim słowem. Zasłyszała go w syku swoich nowych lokatorów. Brzmieli oni jak ktoś, kogo właśnie poddawano przypalaniu rozgrzanym prętem. Odgłos cierpiętniczego skwierczenia przeszedł w skowyt skatowanego psa, a Snoa stracili na niedawnej wylewności.
- Doskonale wywiązała się pani z umowy, panno Springer. Tu kończy się nasza współpraca.

Powiedział wujek Ben i przytaknął swojemu ochroniarzowi. Młodszy z mężczyzn sięgnął do kieszeni marynarki, wyciągnął z niej niewielką kopertę i z wypraktykowanym uśmiechem wręczył ją Vervie. Lily zastanawiała się, czy facet równie profesjonalnie aplikował ludziom metal między oczy. A konkretniej ołów z tej szwedzkiej zabawki, którą trzymał za pazuchą. Całe szczęście więc, że miłośniczka miękkich używek nie posłużyła do sprawdzenia tej teorii. Zamiast tego zgięła się w pół i podziękowała swojemu pracodawcy jak skromna i dobrze wychowana młoda dama. Którą przecież była. Co z tego, że takie zachowanie stało w zupełnej opozycji do jej wcześniej przedstawionego wizerunku? Zieleń z Banku Państwowego wzięła górę nad botaniczną ideologią? A może to po prostu to wrodzony wdzięk wiśniowego dżentelmena tak łagodził obyczaje? Tak czy owak, hippiska wzięła swoje wynagrodzenie i czmychnęła szybciej niż pewien błękitny ptak z kreskówki Warner Bros. Młoda Azjatka poczuła się kapkę oszukana, ale uczucie zdrady prędko ją opuściło – znała w końcu moc pieniądza.

- Bardzo wiele przeszłaś i wycierpiałaś, moja mała. Rozumiem to. Czy chciałabyś odpocząć jeszcze kilka dni? Dojść do siebie i poukładać sobie na spokojnie wszystkie wydarzenia zanim zajmiemy się rodzinnymi problemami? Przyznam, że sytuacja w mieście jest skomplikowana, ale nie chciałbym rzucać Cię od razu na głęboką wodę… – wychrypiał opiekuńczo Ben, kiedy drzwi już się zamknęły. Chyba miał zamiar znowu dotknąć jej dłoni, ale ta, niespodziewanie zarówno dla niego jak i dla właścicielki, drgnęła w czymś na kształt nerwowego tiku, co powstrzymało gest w połowie drogi.

Lily zagryzła wargi. Stąpała po kruchym lodzie, i to na kilka sposobów. I w tym sensie, że w każdej chwili mogła stracić grunt pod nogami, ale także w tym, że cała ta sytuacja zdawała się przypominać jeżdżenie czołgiem z kolczastymi gąsienicami po niewinnym śniegu; gdzie białym puchatym są oczywiście Snoa. Jeśli chciała mieć w nich przyjaciół, powinna zminimalizować takie sytuacje, a dla tych na które pozwoli, mieć dobre wytłumaczenie.
Wpływ Wujka Bena przypominał jej efekt, jaki generowała część Ojców i Matron przestępczych rodzin w mieście; był to efekt reputacji, szacunku i nabytej dostojności. Symptom wszystkiego, co pozwoliło im osiągnąć i utrzymać swoją pozycję.
Z jakiegoś powodu, to jak oddziaływał Ben na Vervę wydawało jej się podobne konceptualnie, ale...osiągnięte nieco innym medium? To była tylko intuicja, ale intuicja to po prostu inne piętro zagłębienia percepcji. Mając odpowiednio dużo czasu na introspekcje, będzie mogła położyć swoje uczucia na rzeźni...na operacyjnym stole i zrozumieć skąd się wzięły, dokąd prowadzą.
A do tego czasu, jak uczyła stara mądrość, należało ufać przeczuciom.

Dla Rodziny warto było. I będzie.
Może brzmiało to patetycznie, ale to prawda; wszystko co miała zawdzięczała Wujkowi, Morsowi, ciotkom, wujeczkom, kuzynom i reszcie “rodziny”. Żyli w swoim małym, własnym świecie, nie podlegając regułom wiążącym resztę społeczeństwa; może nie łączyły ich więzi krwi, ale to dobrze, bo lojalność tworzyła rodzinę mocniejszą niż jakakolwiek genetyka.
Dlatego była zwyczajnie gotowa na to że kiedyś umrze pomagając swoim. To byłaby dobra śmierć, taka z sensem i znaczeniem.
Może dlatego teraz, zamiast uciekać w siną dal i zostać mniszką na samotnej górze ciesząc się odzyskanym życiem, bezczelnie ryzykowała je raz jeszcze zbrojąc się i planując odwet...nie, nie odwet. Akcje ratunkową.
Już miała potwierdzać swoją gotowość, ale…
-...chętnie sama wskoczyłabym w nurt rzeki już teraz w tej chwili, ale nie ufam swojemu ciału. Po takiej przerwie będę potrzebowała dnia lub dwóch żeby się rozruszać, upewnić się że mogę polegać na swoich odruchach i że próbując się komuś odwinąć sama sobie nie zrobię większej krzywdy niż jemu.
Odsunęła się trochę, splatając ramiona na brzuchu i kładąc dłonie tuż przed łokciami. Tak, jakby problemem nie była osoba po drugiej stronie stołu, tylko jej własne poczucie bezsilności; w końcu dla niej, jej ciało było narzędziem pracy w równym stopniu co umysł. Bez jednego z nich była bezużyteczna; chyba naturalne byłoby, gdyby perspektywa takiej niepełnosprawności zamknełaby ją w jej małej prywatnej muszelce, prawda? Może Ben to uszanuje i nie będzie więcej wyciągał do niej ręki.

- Wiem, że każdy dzień zwłoki może oznaczać zwłoki. Postaram się wrócić do formy najszybciej jak tylko się da.
Miała tylko nadzieję, że nawet rozdzieleni, wszyscy się gdzieś zaszyli i czekają aż niebezpieczeństwo przeminie, lub pojawi się okazja by uciec z miasta. Szczególnie miała nadzieje, że Jackie jest cała i zdrowa, bo raz że przydałby się jej magik od komputerów, a dwa...dwa. Dwa. Tego.
Zagryzła wargi. Ciekawe czy Snoa mogli zdecydować się nie patrzeć, jeśli by ich ładnie poprosić. Musiała naprawdę wracać do formy, jeśli TO był teraz jej największy problem. Wujek Ben, wojny mafijne, demony czy tam lodowe skrzaty w głowie! Zen i skupienie, Lily!
 

Ostatnio edytowane przez Highlander : 03-01-2017 o 20:40.
Highlander jest offline  
Stary 03-01-2017, 23:08   #27
 
Nemo's Avatar
 
- Nie pozwól się pochłonąć presji, Lily. Jesteś zbyt... dobrze wychowana żeby sobie na to pozwolić - odpowiedział niezrażenie świeżo odnaleziony wuj, najwyraźniej chcąc podnieść ją na duchu. Zwiększenie fizycznego dystansu między nim a dziewczyną nie zostało otwarcie odnotowane - przynajmniej nie przez samego Bena, bo cień sardonicznego uśmiechu pojawił się na ustach młodszego mężczyzny nie przez przypadek.
- Powiedziałem przed chwilą, że sytuacja jest “skomplikowana”. Słowem nie wspomniałem o tym, że nie trzeba ją niezwłocznie zażegnać. Twoi najbliżsi są bezpieczni, a podział sił w mieście przejawia pewną stabilność. Przypomina... - Wisienka przerwał, spoglądając za okno i budując dramatyzm chwili - zimną wojnę.
Brodacz zaśmiał się ze swojego dowcipu, czemu posłusznie zawtórował jego podkomendny. Z kolei Lily nie była do końca pewna, czy to wszechświat czy jej własne zęby zgrzytnęły w pełnej zniesmaczenia reakcji na słowny komizm krewnego.
- Dobrze. Odpocznij więc kilka dni. Złap oddech, jak to mówią. Pomówimy ponownie, kiedy już sobie wszystko poukładasz i zadecydujesz, kim chciałabyś się zająć pierwej.
Chcąc zredukować ich napięcie, Ben wzruszył barkami. Trzasnął karkiem z podobnym zamysłem i machnął ponaglająco na swojego pomagiera. Ten sięgnął za pazuchę i rozpostarł na stole piątkę biurowych folderów. Ktoś nadał każdemu z nich tytuł przy pomocy różowego mazaka i bardzo starannego, niemal mechanicznego charakteru pisma.
- Syndykat Henricha, Las Ratas, Avalon, Perkies, Red Gargan i jego chłopcy. Pięć dróg ku pełnej atrakcji przyszłości. Heh. Wybierz kartę, piękna pani! Wybierz kartę. Karta prawdę ci powie... - asystent Wisienki przejechał zachęcająco palcami po przerośniętych kopertach. Jego przejaskrawione gesty pariodujące karnawałowe wróżki były tak trafne, że aż wywoływały niepokój. Wcześniej chłopak był chodzącym przykładem taktu lub siedział z gębą zamkniętą na kłódkę, zapatrzony na swojego pana. Wtedy jego obecność była łatwiejsza do przełknięcia, ale teraz? Lily po prostu sądziła, że podnóżek wuja był takim... totalnym świrem.
 
__________________
A true gamer should do his best to create the most powerful character possible! And to that end you need to find the most gamebreaking combination of skills, feats, weapons and armors! All of that for the ultimate purpose of making you character stronger and stronger!
That's the true essence of the RPG games!
Nemo jest offline  
Stary 10-01-2017, 17:50   #28
 
Highlander's Avatar
 
Lily czasami widziała takie duety. Głównie w kontekście komediowym. Taki przeskok wydawał się dziwnym, ale...szybko znalazła dla niego wytłumaczenie. Jeśli wychodziła z założenia że Wujaszek Ben był jakąś formą wampira, istoty potencjalnie jeśli nie nieśmiertelnej, to przynajmniej długowiecznej, to pewnie doskwierała mu nuda. Rutyna. Jak to nazwali Snoa…? Banalność? Jeśli młody sam nie był jakimś wampirem, albo "wampiroczymś", to była w stanie zrozumieć, czemu Wujek Ben tolerowałby kogoś takiego. Kogoś, kto ma na tyle respektu by go nie rozjuszyć, ale też nie na tyle, by być posłusznym psem. Ktoś, kto łamie schematy, nieprzewidywalny. Wnoszący do wieczności trochę kontrolowanej różnorodności. Potrafiła to zrozumieć, intelektualnie i logicznie. Oczywiście, taka kontrolowana różnorodność której można było zakręcić kurek w każdej chwili była kłamstwem, ale to było dobre kłamstwo. Mniej więcej takie, jak strach podczas horrorów które można było w każdej chwili wyłączyć. Chyba. Bazowała na tym, co zaobserwowała podczas seansów u innych. Czasami musiała sobie pomagać w rozumieniu rzeczy które powinny być bliskie sercu i żołądkowi, rozumem i oczami.

- Wybacz, Wujaszku Benie. Niepotrzebnie założyłam to, co najgorsze. To równie nieostrożne, co bezwarunkowy optymizm. Zimna wojna…
Wszyscy się śmiali z tego zwrotu. Ona też. Ale głównie dlatego, że nadal liczyła, że uda jej się wyciągnąć od Snoa jakąś kulę "ognistego" lodu w zamian za trochę intensywnych doznań. Wujaszek też bawił się bardzo zwrotem złapać oddech. No cóż, pewnie dla niego była to równie interesująca i zabawna abstrakcja, co dla niej straszne filmy. Coś niedotykalnego i odległego. Musiałaby mu się przyjrzeć...czy jego oddychanie jest prawdziwe? Jest fałszywe? Czy w ogóle jest? Prawdopodobnie będzie musiała dodać “poszukiwanie śladów wampiryzmu” do swojego standardowego protokołu pierwszego spojrzenia na nowo poznanych...osobników. Bo niekoniecznie już ludzi. Jej świat nagle stał się taki wielki!
Ale niezależnie jak bardzo poszerzyły się jej horyzonty, jak wiele nowych wspaniałych krain i doznań odkryła, pewne rzeczy pozostawały niezmienne; przemoc, chrzęst łamanych kości i zapach prochu strzelniczego.Czyli świat jej profesji.
- Poproszę... Avalon. Ładny mazak.
Powinna się w nim odnaleźć, prędzej czy później, całkiem nieźle.

- Dzięki. Mój ulubiony - odpowiedział chłopak naprzeciw i z trzaskiem otworzył folder.
- Avalon to nowa firma w mieście. Pojawiła się niespełna dwa tygodnie temu. Za sznurki ciągnie Jules McGrath. Syn starego Edwina. O ile o tym pierwszym mogłaś nie słyszeć, to o tym drugim powinnaś. Był dosyć znany zanim wybrałaś się popływać. Z naciskiem na “był”.
Faktycznie, znała pana MCGrath’a. Pocieszny starszy mężczyzna w pozytywnym nastawieniem do życia i chęcią pomocy ludziom mniej szczęśliwym. Pomimo dużego kapitału i wpływów w mieście Edwin nigdy nie robił interesów z jej rodziną. Przynajmniej nie interesów zakładających wyrzucenie kogoś z dziesiątego piętra lub zrobienie remanentu przy pomocy czyjejś twarzy. Lily spotkała go dwa razy - w obydwu przypadkach miało to miejsce na noworocznych balach charytatywnych, gdzie figurowała w roli ochrony. Jules też przewinął się przez jej spektrum zainteresowania. Stanowił całkowite przeciwieństwo ojca. Pijak, lekkoduch, prowokator awantur. Każdy weekend spędzał z inną panną (bądź chłopakiem), a jego policyjna kartoteka mierzyła się nie kartkami, a metrami. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie mignął jej gdy odprowadzała dziewczyny po gorączce sobotniej nocy... ale z drugiej strony, nie, raczej nie. Wyglądał na typa który zamiast żartobliwego całusa i napiwku za stanikiem, zostawiał im na pamiątkę siniaka pod okiem. A ona nie korzystała z przybytków, które przyjmowały takich klientów z zasady, dla zasady; jej Rodzina nie tolerowała takich zachowań. Ktoś taki nie miał wystarczająco samokontroli żeby zapanować nad sobą, a co dopiero nad organizacją przestępczą.

- Co, wątpliwy kandydat? To Ci chodzi po głowie? - zapytał studiująco kawalarz.
Lily nic mu nie odpowiedziała, będąc zbyt zajętą skanowaniem swojej pamięci w poszukiwaniu potencjalnie przydatnych poszlak i wskazówek na temat tego pana. Tworząc mu już dossier i mentalny profil, zgodnie z procedurami, które jej wtłoczono. Jej skoncentrowane milczenie pozostawiało swobodę interpretacji dla kawalarza.
- Też tak myślałem. Kiedy zacząłem zbierać materiały na temat Julesa, od razu nakręciłem sobie standardowy film - starszy odwalił młodszego, bo tatuś zaczął przykręcać kurek i łypać spode łba na wybryki synalka. Coś w ten deseń. Otóż nic z tej parafii. Obczaj to - w tym momencie podsunął Lily zdjęcie przedstawiające zdemolowany pokój hotelowy. Telewizor zabity przez krzesło, podziurawione łóżko, potrzaskane lustro i wygięta barierka balkonowa.
- Młody przyćpał jak należy, podczas fazy wyskoczył za planszę i wylądował siedem pięter niżej, na dachu czyjegoś Camaro. Trafił do szpitala, był w stanie krytycznym. Ojciec, gdy się o tym dowiedział, dostał zawału z wylewem. Paramedycy wynieśli go nogami do przodu pół godziny później. A jeśli chodzi o naszego skoczka... doszedł do siebie. Nadal nie ściągnęli z niego wszystkich bandaży i podróżuje wszędzie na wózku inwalidzkim, ale jak na kogoś, kto jedną nogą był po tamtej stronie jest nader żwawy. No i zaradny - ostatnie wypowiedziane przez pana ochroniarza zdanie mogło z powodzeniem kandydować do tytułu niedopowiedzenia miesiąca. Zarówno mówiący i słuchaczka zdawali sobie z tego sprawę.

Cała przyśpiewka brzmiała jak naprawdę szczęśliwe zrządzenie losu. Jak…
- To trochę jak z tych opowieści, gdzie jakiś dżin oferuje ci jedno życzenie, a potem spełnia je w jakiś okrutny, pokręcony sposób. Niezły sposób na sięgnięcie po to, co pewnie w jego głowie od dawna mu się należało i się marnowało.
Takie spostrzeżenia zaczynały dla niej powoli przechodzić do porządku dziennego.
- A, Wishmaster! Dobre filmidło. Aktor, który grał dżina pasował do roli jak rękawiczka. Miał styl i uśmiech samego diabła. Szkoda, że nigdy nie pamiętam jego nazwiska...
 

Ostatnio edytowane przez Highlander : 10-01-2017 o 19:41.
Highlander jest offline  
Stary 10-01-2017, 22:23   #29
 
Nemo's Avatar
 
Konwersacyjny statek miał już zacząć zbaczać na mniej przejrzyste wody, ale monitorujący jego kurs brodaty kapitan szybko skorygował werbalną ajbę. Nie musiał nawet sam nic mówić. Inny dźwięk - nieznaczne zgrzytnięcie kuchennego krzesła o podłogę - zupełnie wystarczył, żeby przywołać do porządku młodego fana filmów gore. Lily zanotowała sobie w głowie, że z kolegą należy rozmawiać językiem kina i kultury, szczególnie tej popularnej...i prawdopodobnie tej kultowo-niszowej tym bardziej. Będzie musiała się przygotować na przyszłość.
- Tak, er. No właśnie. Otóż Jules musiał porządnie rąbnąć głową o szyberdach. Lub po prostu tak mocno wstrząsnęła nim śmierć ojczulka, bo po powrocie do domu odstawił butelkę i spuścił prochy do kibla. Dwa tygodnie temu, korzystając z zamoty wywoływanej przez przepychanki o kontrolę nad centrum między Heinrichem i Garganem, zwołał całą ekskluzywną zgniliznę z Northside na imprezę. Goście od wymuszeń, handlarze, alfonsi, ekipy rabunkowe, sprzątacze, etc. Posmarował komu trzeba, nalał szampana z trzema zerami i... presto! Wszyscy, którzy wystroili się wtedy do Golden Gardens zaczęli ustawiać się za McGrathem równiutko w szeregu. W pieprzonej linii. Magia. - źródełko informacji, z którego sączyła Lily, zmarkotniało. Nie dziwiła mu się. Jej twarz też wykrzywił grymas zdrowego sceptyzmu.

- To nietypowe. Może to i syn kogoś ważnego, ale trudno mi sobie wyobrazić że jego pedigree w połączeniu ze szczodrą ręką wystarczyły, by przekonać taką załogę do potulnego posłuszeństwa. Może gdyby był zdrowy, wcześniej zaprezentował jakiś pokaz siły, uciszył kogoś garścią śrutu strzelniczego.- W zamyśleniu dotknęła warg palcem. Gdy w jej głowie tworzyły się kolejne opcje i warianty, ona przesuwała je paznokciem po ustach w prawo i lewo, jak opcje w menu. - Nie wydaje mi się też by miał respekt taki jak nasza Rodzina, gdzie to po prostu naturalne, że odnajdujesz swoje miejsce w szeregu. Tego nie da się nabyć pieniędzmi i wymachiwaniem spluwą...a nawet naładowana spluwa z poziomu wózka inwalidzkiego bardziej powinna była ich śmieszyć. ...nie ma kogoś kto wykorzystałby go jako figuranta? Ambitna kochanka łamane przez kochanek, pomocny mentor, dżin z butelki? Łatwiej mi uwierzyć w to ostatnie, niż…

Urwała, nie chcąc prowokować szurania krzesłem. W odpowiedzi chłopak odsunął się lekko na swoim. Zaczerpnął głębiej tchu i pomasował skroń, starając się, aby jego wylewna relacja zachowała chronologiczny porządek i najważniejsze dane.
- No, pokaz siły dał niedługo potem. Następnej nocy po przyjęciu Las Ratas chcieli wziąć Avalon pod swoje skrzydła. Zapewnić im ochronę. Sprawy z grzecznych przeskoczyły na mniej grzeczne tory, emisariusz Gryzoni skończył z tulipanem w krtani, podobnie jak ochraniający go cyngle. Nie wiem, co się stało z ciałami, ale chyba posłużyły do jakiejś prowokacji.
Oblizał dolną wargę, zaprzestając spekulacji zanim te nabrały tempa.
- A z tą lojalnością to nie przelewki. Pamiętasz, jak powiedziałem, że Jules spoważniał? No to cała ta ferajna, której nawinął makaron na uszy, poszła w jego ślady. Wszyscy poważni, zdystansowani, dobrze wychowani, bułkę przez bibułkę, etc. Już nawet nie patrzą na siebie z byka, jak to miało miejsce dawniej. Płeć, kolor skóry, porachunki, różnice pokoleń - wszystko to mają w dupie. Jakby na Northside wylądował cholerny Kolektyw Borgów. Pfft...

Niespotykana jednomyślność? Nadpisanie uprzednich walk i sprzeczek? Cały czas miała wrażenie, jakby nie miała pełnego obrazka, jakby czegoś brakowało…
-...Wujaszku Benie, w sprawach polityki i tym podobnych Ty jesteś z nas najbardziej doświadczony. Widziałeś najwięcej, pewnie nawet dziwniejsze rzeczy niż to. Możesz nam coś podpowiedzieć? Bo cały czas mam wrażenie, że coś mi umyka, jakiś szczegół, jakaś kluczowa informacja.
 
__________________
A true gamer should do his best to create the most powerful character possible! And to that end you need to find the most gamebreaking combination of skills, feats, weapons and armors! All of that for the ultimate purpose of making you character stronger and stronger!
That's the true essence of the RPG games!
Nemo jest offline  
Stary 13-01-2017, 14:48   #30
 
Highlander's Avatar
 
Świadom tego, że awansował do statusu świętego obrazka, Ben wyprostował się na swoim siedzisku i poprawił klapę marynarki. Stylizowana szczecina na jego twarzy zafalowała, kiedy przejechał po niej palcami. Usta zmieniły się w cienką, ściśniętą linię. Jak u osoby, która wie całkiem sporo, ale zastanawia się ile prawdy powinna wyłożyć na stół celem uniknięcia wakacji w pokoju pozbawionym klamek. W końcu prawica “wampira” dała nura do kieszeni i wyłowiła z niej niewielką, przeźroczystą ampułkę. Złoty, trochę spieniony płyn wypełniał jej wnętrze.
- To - powiedział, kładąc skromny pojemniczek na stole - dostałem od zaufanej mi osoby kilka godzin po tym, jak przyjęcie młodego pana McGratha dobiegło końca.
Dał młodzieży moment, aby dokładnie przebadała pamiątkę z uroczystości.
- Zaprzyjaźniony chemik był uprzejmy i w ramach starej przysługi przebadał dostarczoną mu próbkę. Osobiście spodziewałem się jakiegoś rodzaju środka uzależniającego...
Przygryzł wargę, dając upust frustracji płynącej z nietrafności jego założeń. Wlepił spojrzenie w popękaną farbę na suficie i z ciężkim sercem dokończył myśl:
-... ale nie rozcieńczonego miodu wymieszanego ze sproszkowaną karnacją i saintpaulią. Przyjaciel, o którym wspomniałem, przeprowadził trzy odrębne testy, ale nie doszukał się niczego niepokojącego. Skończywszy, nie krył, rzecz jasna, swojego rozbawienia...

Młodszy z mężczyzn wziął przedmiot między palce.
- Co z tym robili podczas przyjęcia? Dodali do jedzenia? Do drinków?
- Skąd właściwie miałbym wiedzieć? Hm? Jeśli raczysz sobie przypomnieć, nie zostałem zaproszony -
skwitował kwaśno ten starszy, marszcząc brew na swojego podopiecznego.
- A-ale pański informator nie wyłożył kart na stół? Nic nie powiedział o...
- Ampułkę, drogi chłopcze, otrzymałem metodą korespondencyjną. Informatora, z którym miałem się rozmówić następnego poranka, z wnętrznościami podziwiającymi świat zewnętrzny, usuniętym organem mowy oraz oczyma zastąpionymi dwoma kawałkami szkła.

Chłopak otworzył usta, chcąc zaprotestować. Potem zamknął je, dochodząc do wniosku, że w chwili obecnej nie ma właściwie nic zbyt mądrego do powiedzenia.
 
Highlander jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:59.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168