Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-11-2017, 23:46   #1
Krucza
 
corax's Avatar
 
[H:tR] - Something wicked comes this way - 18+



10 czerwca 2000 roku

Mieszkanie na przedmieściach San Jose - pora obiadowa


Marszcząc brwi, młoda kobieta odsunęła okulary na czubek nosa.
Używała ich jedynie do czytania i raczej powodowana chęcią dodania sobie powagi. Stanowiły one również pamiątkę po jej tragicznie zmarłej matce. Z salonu dobiegały ją radosne śmiechy rozrabiającej dwójki dzieci.
Podniosła słuchawkę telefonu, który przerwał jej standardowy tryb multitaskingu: sprawdzania ostatniej partii prac magisterskich oraz przygotowywania obiadu dla synków.

- Hallo? - rzuciła do słuchawki przyciskając ją ramieniem do ucha. Pociągnęła odruchowo kabel, który rozwinął się posłusznie. Jednocześnie sięgnęła po łyżkę by zamieszać w garnku pełnym zupy jarzynowej.

- Hallo? Słucham? - powtórzyła głośniej. - Mamusia rozmawia przez telefon! - krzyknęła uspokajająco w stronę zaciekawionych dzieciaków.
Z drugiej strony panowała cisza.

- To nie jest zabawne! Zgłoszę to na policję! - zirytowana kobieta miała już- już odłożyć słuchawkę gdy usłyszała:
- Masz dwa dni…- dobiegające jakby przez grubą warstwę waty, ledwo słyszalne pięć słów, które wprawiły ją w paraliż - … spiesz się!

Po policzkach kobiety stoczyły się łzy. Wpatrywała się tępo w ścianę kuchni nie zważając już na kipiącą zupę. Z transu wyrwały ją dopiero głosiki biegnących do niej synków:
- Mamo! Mamusiu! Jeeeeeść!

Ze słuchawki dobiegał głuchy sygnał przerwanego połączenia.



14 czerwca 2000 roku

Mieszkanie na przedmieściach San Jose - wieczór


Brandon stał na środku swojego salonu, który jakiś kwadrans temu opuściła dwójka detektywów prowadzących sprawę jego żony. Odruchowo zgrzytał zębami. W dłoni trzymał słuchawkę telefonu. Sam nie wiedział jak zareagować na krótkie:
- Jestem w drodze, będę za kwadrans.
Teść miał tendencję do zaskakiwania go co najmniej tak bardzo jak tok rozmowy z policjantami.

Pytania od prostych i łagodnych a dotyczących jego ostatniego miejsca pobytu oraz świadków mogących ten pobyt poświadczyć przechodziły przez pytania dotyczące pożycia małżeńskiego Brandona i Natali, możliwych kochanków jej, możliwych kochanków jego, wrogów, przyjaciół, animozji, kłótni oraz sytuacji finansowej i psychicznej obojga. Spirala przesłuchania trwała ponad półtorej godziny. Półtorej godziny, którą policjanci mogliby spędzić na poszukiwaniach. Zamiast tego Nelson został uraczony informacją, że ledwo upłynęło 48 godzin i ludzie czasami robią różne rzeczy. Zgłoszenie ostatecznie przyjęto a Brandon nadal zgrzytał zębami.

Mieszkanie zdawało się puste i obce bez niej. Wszystkie meble, sprzęty, ich sypialnia, pokoiki dzieci... wszystko nosiło jej znak.
Brak żony zapierał dech w piersi.

Głos spikera stacji CNN stanowił do tej pory biały szum:

Cytat:
“... rozwój techniki, poszerzanie kanałów komunikacji, wykorzystywanie środków masowego przekazu, wprowadzanie powiadomień publicznych, zwiększenie świadomości publicznej oraz lepsza współpraca sił władzy wykonawczej - wszystko to stanowi pomoc w rozwiązywaniu wielu przypadków zaginięć. Niemniej obecne statystyki wciąż pozostają alarmujące.
Jedynie w zeszłym roku policja odnotowała ponad jeden przecinek dwa miliona zgłoszeń o zaginięciu dzieci i osób niepełnoletnich na terytorium samych Stanów Zjednoczonych. Według raportu NISMART-2 opublikowanego przez Departament Sprawiedliwości sześćdziesiąt procent spraw zostało niewyjaśnionych, ponad trzydzieści procent zgłoszonych przypadków staje się ofiarą najbliższych członków rodziny, pozostałe dziesięć procent to ofiary…”
Dzwonek do drzwi wyrwał Nelsona z zadumy. Spojrzał zaskoczony na zegarek. Tym razem teść się nie spóźnił.


14 czerwca 2000 roku - wieczór

Telefon od Brandona, Dominic odebrał prując w stronę San Jose. To była druga z rozmów jakie odbył, przytrzymując komórkę ramieniem przy uchu. To podsuwał zsuwające się okulary na nosie, to drżącą dłonią podpalał papierosa żarzącą się końcówką zapalniczki samochodowej.

Pierwszym rozmówcą był podirytowany rektor UC, kwaśno komentujący brak profesjonalizmu Andersona, który wybiegł z wykładu bez słowa, pozostawiając studentów samym sobie.

Narzekania przeleciały Dominicowi z jednego ucha do drugiego, bo przed oczami ciągle miał jedno.

Studentka, która podeszła złożyć zaległy konspekt z poczatku nie zwróciła jego uwagi. Przytaknął czy pozdrowił ją nieuważnie. Lecz wtedy poczuł przebiegający go chłód, a gdy podniósł wzrok znad okularów stojąca przed nim kobieta wyglądała jak blada i nieszczęśliwa Natali. Słowotok dziewczyny zamienił się w kilka słów:
“ … potrzebuję pomocy…”

- ...z tym konspektem panie Profesorze. Nie jestem z niego do końca zadowolona…

Wizja znikła.
Kilka minut później zniknął z sali i on.

Strach ściskał go za gardło całą drogę z Berkley do San Jose. Telefon córki milczał.
Dojeżdżał już do miasta, choć korek na 880-tce znacznie go opóźnił, gdy zadzwonił Brandon z prośbą o natychmiastowe przybycie.

Napięty głos zięcia utwierdzał go w najgorszych przypuszczeniach.
Ostatnia z jego trzech kobiet…

Zaparkował obok samochodu Brandona i biegiem ruszył po schodach.
Zziajany i spocony nacisnął dzwonek u drzwi.
 

Ostatnio edytowane przez corax : 09-11-2017 o 11:18.
corax jest offline  
Stary 09-11-2017, 11:52   #2
 
Mi Raaz's Avatar
 
- Siedemdziesiąt pięć tysięcy lat temu na terenie Sumatry wybuchł wulkan Toba. Spowodowało to zmniejszenie niszy zajmowanej przez naszych przodków. Ziemię spowił dym. Świat zapomniał jak wygląda słońce. Wszystko było pokryte pyłem. Rośliny obumarły. Zwierzęta roślinożerne padały z braku pokarmu. Mięsożercy zmieniali się w padlinożerców, lub sami padali martwi. I w tym wspaniałym okresie kilka gatunków zajmowało tę samą niszę.
Na ekranie pojawił się slajd z mapą świata.
- Toba, znajduje się na Sumatrze. Na skutek ruchu wiatru pył z superwulkanu niemal natychmiast doprowadził do śmierci gatunek Homo floresiensis. W walce o życie liczyli się już tylko dwaj gracze. Homo neanderthalensis i Homo sapiens.
Mapę świata zastąpiły dwie ludzkie sylwetki.
- Neandertalczycy mieli lepiej rozwinięte mięśnie. Byli szybsi, silniejsi, bardziej wytrzymali. Jednak na skutek tej katastrofy cała populacja gatunków Homo spadła do ledwie kilku tysięcy. To mniej niż jest studentów na tej uczelni. Homo sapiens musieli walczyć o przeżycie z silniejszym przeciwnikiem. To co ich uratowało to nie tylko ich mózgi, które były ciut większe, ale również ich aparaty mowy. Homo sapiens lepiej się porozumiewali. Wymieniali informacje. Przekazywali sobie idee. Skutecznie ostrzegali o niebezpieczeństwie. Dzięki temu język zapewnił ludziom egzystencję. Należy zwrócić uwagę, że przy tak wąskiej populacji dysponowaliśmy niewielką pulą genową. Naukowcy mówią, że siedemdziesiąt pięć tysięcy lat temu gdzieś tam w afryce żył genetyczny Adam. Ten, którego fragment DNA nosi każdy człowiek. Znajduje to odbicie również w rozwoju języków. Za jednego z protoplastów uznajemy język praindoeuropejski. Jego pozostałości znajdujemy w około 68% wszystkich stosowanych na świecie językach. Dlatego właśnie, na kolejne zajęcia przygotujecie się pod kątem tego jakie słowa we współczesnym angielskim są ewolucyjnymi następstwami. Sugeruję przeczytanie Proto-Indo-European Syntax and its Development profesora Lavidasa. A teraz jeżeli ktoś ma jakieś pytania, to zapraszam. Jeżeli nie, to jesteście wolni wcześniej.

Wtedy to się stało. Wtedy ją zobaczył.

Takie rzeczy się zdarzały już wcześniej. Ostrzeżenia. Wskazówki. Od siedmiu lat. Odkąd zajmował się swoją drugą pracą. Ale nigdy nie była to jego córka. Nie pojawił się na kolejnym wykładzie. Zamiast tego pojechał do zięcia.

Marynarka, lekko wygnieciona koszula, dżinsy. Okulary w niemodnych już od kilku lat oprawkach. I do tego zadyszka. Musiał popracować nad kondycją. Lekarz zalecił. A jednak nie było kiedy. A już na pewno nie teraz.

Drzwi ledwie się otworzyły, a Dominic naparł na nie i wszedł do środka. Omijając zięcia. Jak zwykle do tej pory. Traktował go jako zło konieczne w życiu jego córki. Nie znajdowali wspólnych tematów, a ile można było rozmawiać o pogodzie?

- Gdzie ona jest? Co się stało? - zaczął pomijając zwyczajowe “dzień dobry” czy “pół roku się nie widzieliśmy, co tam u was?”
 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

”Ludzie nie chcą słyszeć twojej opinii. Oni chcą słyszeć swoją własną opinię wychodzącą z twoich ust” - zasłyszane od znajomej.

Ostatnio edytowane przez Mi Raaz : 09-11-2017 o 11:59.
Mi Raaz jest offline  
Stary 09-11-2017, 23:44   #3
 
Hakon's Avatar
 
Brandon odprowadził detektywów. Stał przez chwilę po zakończonej rozmowie z teściem. Dziećmi zajęła się Brandona matka. Na szczęście mieszkała niedaleko w Saratodze.
Teraz Nelson był sam w domu. Żony nie było. Zniknęła? Porwano ją? Policja twierdziła, że jeszcze za wcześnie na zmartwienia i zgłaszanie zaginięcia.
Brandon jednak wiedział, że tu coś było nie tak.

Usiadł przed telewizorem i do DVD włożył jedną z płyt.


Na ekranie wyświetlił się film przedstawiający ostatnią wycieczkę całą rodziną w góry. Właśnie rozbijali namiot w lesie u podnóża gór i wszyscy mieli radość wymalowaną na twarzach.
Brandon zaczął myśleć o żonie i sytuacjach jakie mogły się zdarzyć i jego co mógł zrobić będąc przy niej a nie na szkoleniu w bazie.

Rozmyślania przerwał dźwięk dzwonka do drzwi. Brandon zostawiwszy telefon i pilota na kanapie wstał i podszedł do dużej szafy w korytarzu.


Wyjął pistolet i po przeładowaniu podszedł do drzwi.
Za drzwiami stał Dominik. Brandon schował za pasek zabezpieczony pistolet i otworzył.
Teść wcisnął się przez drzwi nie zważając na męża jego ukochanej córki.
Krążył po salonie pytając gdzie jest.
- Nie wiem. Od dwóch dni nie ma śladu po niej. Dzieci są u mojej matki jakby tata chciał wiedzieć.- Odpowiedział zamykając drzwi za ojcem jego ukochanej drugiej połówki.
 
Hakon jest offline  
Stary 10-11-2017, 09:11   #4
 
Mi Raaz's Avatar
 
Usiadł na kanapę. Wnuki… nie, wizja nic o nich nie mówiła. To nie one są zagrożone. To Natalii. Popatrzył z dołu na zięcia.
- Przepraszam. Ja… - nie bardzo wiedział jak wyjaśnić to co zaszło. Rodzina i tak miała go za dziwaka, choć zrzucała to na karb “nie odnalezienia równowagi po stracie żony i córki”.
- Ja miałem strasznie złe przeczucie - sięgnął po paczkę papierosów. Natali ganiła go za palenie w domu. Dlatego zakręcił ją teraz palcami nerwowo. Jeden z papierosów wysunął się kusząco. Ujął filtr w palce i wsunął powoli na miejsce w paczce.
- Wróciłeś do domu i jej nie było? Jak to wyglądało? Ślady walki? - pokiwał głową przecząco. Dotarło do niego, że gdyby zniknięcie nosiło znamiona uprowadzenia, to policja już wszczęła by śledztwo na wysokich obrotach, a nie uspokajała, że to dopiero 48 godzin. Brandon właśnie skończył przesłuchanie. Dominic nie chciał zamęczać go kolejnymi pytaniami, ale na Boga, chodziło o jego córkę!
- Dokąd wychodziła? Z kim się spotykała? Jakieś sąsiadki? Przyjaciółki? Co robiła przed zniknięciem? Czy zniknęły jakieś jej rzeczy? Walizki? Pieniądze?
Dłoń zaciskała się nerwowo na paczce papierosów.
 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

”Ludzie nie chcą słyszeć twojej opinii. Oni chcą słyszeć swoją własną opinię wychodzącą z twoich ust” - zasłyszane od znajomej.
Mi Raaz jest offline  
Stary 10-11-2017, 23:13   #5
 
Hakon's Avatar
 
Brandon podszedł do wąskiego, ale wysokiego barku pod ścianą przy przejściu do dalszych pokoi domu Nelsonów. Stanął i słuchał pytań teścia sięgając po butelkę koniaku i dwa zgrabne kieliszeczki. Podniósł je znacząco i podszedł do stolika przy, którym siedział Dominic.

- Niania zadzwoniła, że Natali nie było w domu a dzieci zapłakane.-
Mówił spokojnie nalewając alkohol.
- Kiedy przyjechałem dzieci zostały zabrane przez Marii.- podsunął kieliszek i oparł łokcie na kolanach w dłoniach trzymając swoje szklane naczynie z trunkiem. Lekko nim mieszał by ukryć trzęsienie rąk i co chwila zerkał na korytarz prowadzący w głąb domu chyba licząc, iż żona się zaraz w nich pojawi.

- Przeszukałem dom. Nic nie znalazłem na uprowadzenie czy walkę. Łóżko było niezasłane co u Natali było rzadkością, ale to zawsze dzieciaki mogły rozwalić szukając jej.- Westchnął i napił się.
- W sumie nie sprawdzałem czy walizkę brała i zaraz to zrobię. Telefonu nie odbierała a już z trzydzieści razy dzwoniłem.- Brandon wyprostował się gotowy by wstać.
- Chcesz zapalić to chodź na balkon.
 
Hakon jest offline  
Stary 11-11-2017, 07:34   #6
 
Mi Raaz's Avatar
 
Anderson skorzystał z zaproszenia wcześniej wychylając duszkiem kieliszek koniaku. Na balkonie wyjął swoją zapalniczkę i odpalił papierosa. Zaciągnął się głęboko nawet nie myśląc o poczęstowaniu zięcia.
- A chłopaki? Coś widzieli? Musieli coś zauważyć. I jak to znoszą?
Kolejne niewygodne pytania. Brandon znosił je dzielnie, czym kolejny raz zyskiwał w oczach teścia.

Dominic obserwował widok z balkonu. Dopalał papierosa powoli.
- Jak wyglądała rutyna jej dnia? Co robiła po twoim wyjściu?

Anderson z żalem musiał przyznać, że odwiedzał córkę za rzadko. Te kilka razy do roku spowodowało, że faktycznie pozostawał w cieniu młodego i będącego na miejscu Brandona. Ale widocznie taka musi być kolej rzeczy. Gdy kobieta sama staje się matką zapomina o rodzicach. Mała Nat dzwoniła do niego regularnie. Kilka razy w tygodniu. Ale były to zdawkowe rozmowy. „Jak się czujesz?” „Jak na uniwersytecie?” „Czy pamiętasz o lekach na cholesterol?” „Czy wreszcie rzuciłeś palenie?”

Potarł się po czole. Próbował w głowie odtworzyć ich ostatnią rozmowę… kiedy to było?

Potarł się po czole. Zgasił wypalonego papierosa, a niedopałek upchał do kieszeni marynarki. Pamiętał jak Nat strofowała go o wyrzucanie ich z balkonu. Zupełnie jak jej matka.

- Chodźmy zobaczyć jej rzeczy. Czy zabrała walizkę, ładowarkę… szczoteczkę do zębów.

 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

”Ludzie nie chcą słyszeć twojej opinii. Oni chcą słyszeć swoją własną opinię wychodzącą z twoich ust” - zasłyszane od znajomej.
Mi Raaz jest offline  
Stary 11-11-2017, 22:30   #7
 
Hakon's Avatar
 
Zięć Andresona popatrzył na teścia gdy spytał o dzieci.
- Nie pytałem. Są roztrzęsione i ledwo im wytłumaczyłem, że mama wyjechała do pracy.- Dopił koniak do końca.
- Czuły i ode mnie zdenerwowanie, więc może Marii coś od nich się dowie. Poprosiłem ją o to jak da radę.- Zastanowił się nad kolejnym pytaniem i westchnął.
- Uczelnia, dom, przygotowywanie się na uczelnie i znowu.- Powiedział jednym tchem, ale szybko dodał by teść nie myślał, że zieńć nie dbał o swoją żonę.
- Czasami wychodziła na spotkania z koleżankami. Caroliną i Emmą. Emme pewnie znasz. Była świadkową naszą i za młodu często w waszym domu bywałą.- Mówił spokojnie zastanawiając się nad całą sytuacją.
- Można by później je rozpytać czy czegoś nie zauważyły. Tata do Emmy a ja z Caroliną się spotkam.- Zaproponował po czym kiwnął głową na propozycję Dominica.

- Zobaczę czy na laptopie coś znajdę. O ile go zostawiła. Często dawała mi z niego korzystać bo ja swojego nie mam.- Zaproponował gdy pokazał mu pokoje, które może przeszukiwać.
Brandon sam zostawił sobie biuro i sypialnie chyba teść z wiadomych przyczyn odpuści przynajmniej te ostatnie pomieszczenie.
 
Hakon jest offline  
Stary 12-11-2017, 22:58   #8
Krucza
 
corax's Avatar
 


Zgodnie ruszyli w głąb niewielkiego mieszkania.

Dla Dominica, którego rzadkie wizyty najczęściej ograniczały się do saloniku i kuchni, było to jak odkrywanie nieznanego oblicza córki i jej męża.

Niewielki przedpokój z wielką szafą z przesuwanymi drzwiami zawalały buty, kurtki, torby, szaliki wiszące na dwóch wieszakowych sekcjach. Cały ten misz-masz odbijał się obecnie w dużym kwadratowym lustrze wiszącym nad niewielkim stolikiem z kilkoma szufladkami na podręczne pierdółki. Zamiast typowych durnostójek, na stoliku pyszniły się dwa kulfoniaste pojemniko-wazony zrobione z plasteliny. Każdy z nich udekorowany był uśmiechniętym ryjkiem. Najwyraźniej miały być to portrety Natali i Brandona. W obu stały obecnie zwiędłe i uschnięte polne kwiatki, dziwnie kontrastujące z przesiąkniętym życiem i chaotyczną energią hallem.

Nieco w głębi, na jednej ze ścian przedpokoju znajdowały się dwie pary drzwi. Anderson pamiętał, że prowadziły one do pokoików-klitek wnuków. Na przeciwko znajdowała się sypialnia małżeństwa z wnęką, w której Natali urządziła kącik do pracy, szumnie nazywany biurem. To właśnie tam zniknął Brandon.

Nelson doskonale wiedział, ze biuro jakoś naturalnie “przeniosło się” do kuchni, a wnęka obecnie służyła bardziej za składzik niż cokolwiek innego. Zawalona papierami, książkami, płytkami przestrzeń poprzetykana była też rysunkami dzieci, zdjęciami Natali i Brandona: pamiątkami ich tygodniowego miesiąca miodowego. Obok wnęki znajdowała się wbudowana szafa z ażurowymi drzwiami harmonijkowymi.

Brandon zapatrzył się w ubrania ukochanej żony. Wszystkie wieszaki były zajęte. Niektóre nawet były sprytnie połączone ze sobą by zmaksymalizować pojemność garderoby. Zamknął drzwi wciągając zapach perfum żony. Miała zwyczaj pryskać swoje ubrania jego ulubionymi perfumami. Ich wspólne łóżko wyglądało na nietknięte i porządnie zaścielone. Ozdobne poduszki stały ułożone w równym szyku.

W czasie gdy zięć sprawdzał sypialnię, Anderson zajrzał do najbliższego pokoiku, najwidoczniej należącego do starszego z wnuków. Łóżeczko było rozkopane z piżamą rzuconą niedbale na jego środek.

Drugi pokój, Oscara, nie różnił się wiele od poprzedniego, jednak tutaj coś cicho zachrzęściło Dominicowi pod butem, gdy stanął na drewnianej listwie jaka łączyła miękką wykładzinę wyściełającą przedpokój z dywanem w pokoju wnuczka. Pochylił się i dotknął wykładziny palcami. Zebrał nieco białego proszku. Roztarł w palcach malusieńkie białe kryształki.
Powąchał.
Ostrożnie choć odruchowo polizał.
Sól?

Tknięty intuicją ruszył dalej rozglądając się.
Wąziutka szafa pełna była poukładanych rzeczy malca. Na stoliczku ułożone były książeczki i kartki z rysunkami, kredki i zabawki. Na wierzchu pysznił się niedokończony obrazek chyba słonia.

Miękka wykładzina tłumiła kroki Andersona, gdy obchodził łóżeczko. Część parapetu wyglądała na zakurzoną w miejscu styku z ramą okna. Nieprzerwana biała linia wydawała się jednak zbyt regularna by być tworem naturalnym.

Wiedziony instynktem, Dominic wrócił do pokoiku Oliviera. I tutaj znalazł podobną cieniutką warstwę na parapecie oraz tuż-tuż za progiem.

Zaaferowany wyszedł z pokoju dziecięcego mijając się po drodze z Brandonem i ruszył na sam koniec korytarza, którego jedna ze ścian stanowiła ogromny kolaż ze zdjęć rodziny bliższej i dalszej.

To tam znajdowała się kwadratowa łazienka przyozdobiona błękitnymi płytkami. Nad wanną wisiała biała zasłona w niebieskie delfinki. W pomieszczeniu panował równie bogaty chaos co w przedpokoju. Ciężko było zorientować się czy czegoś brakuje. Na oko Andersona wszystko wyglądało na swoim miejscu - sądząc po cieniutkiej warstewce kurzu na półce pod lustrem, nie brakowało perfum ani kremów, a w kubku nadal tkwiły cztery szczoteczki. Dwie z nich w formie Wojowniczych Żółwi Ninja.

W tym czasie Brandon usiadł przy kuchennym stole, przesunął wazon z uschniętymi tulipanami i zaczął przeglądać zawartość komputera Natali.

Maile nie wykazały nic podejrzanego ani niezwykłego. W skrzynce znalazł kilkaset wiadomości. Te kilkanaście, które przeklikał odruchowo dotyczyła głównie prac naukowych, zleceń tłumaczeń, próśb o konsultacje. Odnalazł również maile do i od siebie. Te były ukryte w osobnym folderze. Rzucił okiem na różne foldery. Przeklikał kilka ostatnich zdjęć: rodzina, przyjaciele, jego rodzice z dzieciakami, fotki Brandona i Natali.

Do kuchni wszedł teść i zaczął przeglądać zawartość szafek i lodówki. Zwrócił tym uwagę Nelsona, który zniecierpliwiony i podminowany nie potrafił znaleźć związku pomiędzy zaginięciem żony a ilością pojemników w lodówce, pozostałości po obiedzie, ilości kartonów mleka czy też brudnych kubków w zmywarce lub w zlewie.

Dźwięk przychodzącej poczty sprawił, że Brandon znowu spojrzał na ekran laptopa. Nie wiedział, czy to zmęczenie, czy umysł płata mu figla, czy może wcisnął coś nie tak na klawiaturze. Ekran to gasł to znów się rozjaśniał, wyświetlając migawkę jednego ze zdjęć jego i Natalii. Pamiętał to zdjęcie z ich wyprawy na plażę Capitola niedługo przed narodzinami Oliviera. Oboje byli szczęśliwi. Na migawce jednak uśmiechał się tylko Brandon. Natali wyglądała na przerażoną...
 

Ostatnio edytowane przez corax : 13-11-2017 o 09:57.
corax jest offline  
Stary 14-11-2017, 09:43   #9
 
Hakon's Avatar
 
Szperanie po swoim domu w poszukiwaniu jakiś śladów po Natalie tylko przygnębiło Brandona. Mężczyzna kochał równie silnie córkę Andersona jak dziewięć lat temu gdy spotykali się już oficjalnie.
Zapach jej perfum w szafie i zdjęcia przedstawiające ich razem czy to z dziećmi czy bez rozmiękczały serce żołnierza Armii Stanów Zjednoczonych Ameryki.


Niestety żadnych śladów nie znalazł. Walizki i ubrania zostały. Łóżko zaścielone jakby w ogóle nie było używane. Może to gosposia posprzątała? Nie sądził. Ona od razu dzwoniła do Brandona po znalezieniu rozpłakanych dzieciaków.

***

Komputer współgrał z Brandonem. Natalie nie miała żadnych dodatkowych haseł, a przynajmniej Brandon o nich nie wiedział i nic nie znalazł zabezpieczonego.
Poszukiwania trwały trochę czasu i w końcu do kuchni przyszedł Dominic zaczął grzebać po lodówce i szafkach. Trochę to rozpraszało Nelsona i gdy już zrezygnował z prób znalezienia czegoś i zaczął się zastanawiać co może jeszcze w komputerze znaleźć przyszła wiadomość.
Wiadomość była dość dziwna. Niby kto miał ich zdjęcie z wypadu sprzed paru lat. I co bardziej zaciekawiło Brandona czemu na zdjęciu Natalie była przerażona?
- Tato. Podejdź.- Zwrócił się do teścia i odsunął się lekko od komputera by Dominic miał leprze spojrzenie na ekran.
- To z naszego wyjazdu na plażę Capitola. Krótko przed narodzinami Oliviera. Czemu to przyszło teraz? Skąd to ktoś ma?- Zadawał pytania zwracające teścia uwagę na jego spostrzeżenia.
- No i czemu Natalie jest przerażona na tym zdjęciu. Nic nie pamiętam by taka sytuacja miała miejsce!- Zdenerwowany Brandon zaczął się bronić przed teściem.
W pewnym momencie uspokoił się momentalnie.
- Jeśli to miejsce jest ważne i innych poszlak nie znajdziemy może warto pojechać tam i zobaczyć co tam jest?- Spytał starszego od siebie mężczyznę.
- Zobaczę tylko od kogo ta wiadomość przyszło i Pójdziemy do sąsiadki.- Zaproponował i zabrał się za pracę na komputerze.
 

Ostatnio edytowane przez Hakon : 14-11-2017 o 10:08.
Hakon jest offline  
Stary 15-11-2017, 14:17   #10
 
Mi Raaz's Avatar
 
Dominic obserwował z uwagą sól. I kredę. Wymalowane bariery w oknach. Zatem podobne powinny być przy progu.

Jego córka była przesądna? Nie znał jej z tej strony. Ruszył do drzwi wejściowych. Uniósł wycieraczkę i zobaczył więcej niż spodziewał się znaleźć.
Odsłonił hieroglif Sa wpisany w Shen obok Ujdat

Shen oznaczał wieczne więzy. Spinały granice bariery z okien i drzwi. Egipcjanie używali Shen do utrwalenia innych symboli. W tym wypadku Sa. Sa utożsamiano z Ankhiem życia. Miał chronić życie. W największym stopniu życie nienarodzone i młode. Symbol Sa malowały matki broniące swoje dzieci. Więc Natalie utrwalała ochronę dla chłopców.

Ostatnie było lewe oko Horusa. To, które miało patrzeć w noc. W świetle księżyca. Symbol przeszłości i pasywności. Z jakiegoś powodu nie narysowała prawego oka. Ochrona całą dobę nie była potrzebna? To czego się bała przychodziło w nocy? Pewnie sama wymyśliła to połączenie. Sa był symbolem ze starego państwa. Oko Udżat z nowego. W Egipcie między jednym a drugim znakiem było kilka wieków różnicy i raczej nikt nie stawiał ich obok siebie.

Dominic miał przeczucie, że jest gorzej niż się spodziewał. Aż do tej chwili miał nadzieję, że się pokłócili z mężem i pojechała z przyjaciółką pić do Vegas. Teraz już wiedział, że w grę wchodzą rzeczy, których Brandon mógł nie zrozumieć.

Poszedł jeszcze zobaczyć książki córki. Zwłaszcza tytuły poświęcone kulturze staroegipskiej. Skądś w końcu musiała wymyślić ten rytuał. Zwłaszcza, że w Egipcie pozyskiwanie soli było zbyt drogie, żeby wykorzystywać ją w takim rytuale.

Obserwowanie monitora wiele mu nie dało. Był pewien, że nie ma żadnego maila. Że wiadomość zaraz zniknie. Dominic miał wrażenie, że fakt, że sprawa dotyczy jego córki w jakiś sposób blokował mu racjonalne myślenie.

- Czy Natalie wspominała ostatnio o jakichś egipskich kwestiach? Jakieś tłumaczenia? Wycieczki do muzeum? - zapytał zięcia.
 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

”Ludzie nie chcą słyszeć twojej opinii. Oni chcą słyszeć swoją własną opinię wychodzącą z twoich ust” - zasłyszane od znajomej.

Ostatnio edytowane przez Mi Raaz : 15-11-2017 o 14:36.
Mi Raaz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168