Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-09-2019, 09:38   #11
 
Aiko's Avatar
 
Spotkanie w Elizjum

- Jeśli chcecie to mogę was zapoznać z młodzieżą. - Fioletowłosa wampirzyca zatoczyła dłonią krąg nad głową, wskazując na kręcące się wokół wampiry. - Jestem Alexis. - Uścisnęła dłoń Lwa. - Miło widzieć nowe twarze pośród tych nudziarzy.
- Lex. - Tym razem Holender wyciągnął dłoń ku fioletowłosej, idąc śladem Lwa, kiedy jasnym się okazało, że Alice nie ma zamiaru ich wzajem przedstawiać. - Jeżeli tutejsza młodzież jest bardziej żywiołowa niż starsi, to szykuje się interesujący wieczór. - Uśmiechnął się. - Nie licząc Cynthii, poznaliśmy do tej pory dwoje starszych. Jeden zrobił nam niezłego pilota w planach na noce, druga już podczas pierwszego spotkania chciała nas zabić - dodał z humorem.
Ventraska skrzywiła się lekko na słowa Lexa. Uznała jednak, że znajomość z fioletowowłosą może jej się przydać. A skoro ostatnio jakoś znosiła towarzystwo Vanji, to i z tą tutaj da sobie radę.
- Cynthia Vardalos, potomkini Karla Amadeusa - wyjaśniła z typową dla siebie sztywnością, nie wyciągając ręki w stronę Alexis. Dodała jednak łaskawie - Możemy sobie mówić po imieniu.
Gangrel niemal przewrócił oczami słysząc sposób prezentacji się Cynthii. Dokładnie przed takim czymś ostrzegała go mamuśka.
- Prowadź w takim razie. Zobaczmy kto jeszcze tapla się z nami w tym samym bagienku. - zwrócił się do Alexis po powitaniach.
- Jest nas tutaj całkiem duża gromadka. - Alexis pomachała Alice i ruszyła w kierunku stojącej nieopodal parki. Wyraźnie nie zwróciła uwagi na sposób w jaki przedstawiła się Cynthia. W ogóle wyglądało jakby niezbyt zwracała uwagę na cokolwiek. - Nie było wśród nas przedstawicieli gangreli i brujah. - To nasze ślicznotki. Młoda Honoraty i jej nowy kumpel, który przyjechał z niewiadomo skąd. - Wskazała parkę, do której się zbliżali, która także wyraźnie ich zauważyła.
- Lex - przedstawił się Holender spoglądając ciekawie na przedstawionych im nieumarłych.
- Lew - zawtórował starszemu wampirowi gangrel.
- Milena… - odpowiedziała cichym głosem kobieta.
- Jak zauważyła córka szeryfa jestem Tremere, podobnie jak mój przyjaciel z Dubrownika, Ondra - wskazała na stojącego obok mężczyznę.
[MEDIA]https://i.pinimg.com/564x/6f/cf/7e/6fcf7eb1e976965788fb661de57e7fca.jpg[/MEDIA]
Który kiwnął głową i nawet się uśmiechnął jednak nic nie odpowiedział. Zamiast tego odezwała się znów Milena:
- Ondra nie mówił jeszcze przed spokrewnieniem, jego milczenie nie jest sposobem na zlekceważenie kogokolwiek - wampirzyca usprawiedliwiała swojego współklanowca.
W międzyczasie Alice odeszła by porozmawiać z jakąś inną grupką osób.
- Tremere… Magowie, tak? - ni to stwierdził ni to spytał Lew przypominając sobie wcześniejszą rozmowę o klanach z Lexem - Nie miałem okazji jeszcze żadnego z was spotkać, jestem ciekaw jak działa wasza… - gangrel zaciął się na moment szukając właściwego słowa - Dyscyplina? Jest to kwestia siły woli, czy też zależy to bardziej od jakichś rytuałów?
Milena i Ondra popatrzyli na siebie po czym oboje przenieśli wzrok na Lwa.
- Tak. - powiedziała uprzejmie wampirzyca a jej towarzysz kiwnął głową.
Cynthia, która tylko przez wieloletnie doświadczenie powstrzymywała zniecierpliwienie, przyglądała się raczej córce szeryfa niż parze Tremerów. Nie racząc się nawet przedstawić, pominęła ich istnienie, zwracając się bezpośrednio do fioletowowłosej:
- Rozumiem, że skoro jesteś córką szeryfa, jesteś też spokrewniona z księżną, prawda?
- Chwila. Szeryfa? Tego Szeryfa? - wtrącił się Lew, do którego dopiero teraz dotarła ta informacja. Zaczynał mieć złe przeczucia.
- Belgradzkiego Wyatt’a Earpa, którego mieliśmy niebywałą radość i przyjemność już poznać… - dodał Lex.
- Podobno. - Alexis wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się. - Wybaczycie mi ale o ile nie muszę nie gadam z moim tatuśkiem. Jestem całkiem przywiązana do mojego języka. - Powoli zaczęła obracać pierścieniami na swoich palcach, mrugając tylko do MIleny, że mogą wrócić do swoich spraw. - Jak się wam układała współpraca?
- Wciąż mamy języki w głowach solidnie przytwierdzonych do szyi. - Lex uśmiechnął się trochę sztucznie. - To można uznać za świetnie układającą się współpracę.
- Ciężko to nazwać współpracą, raczej poleceniem służbowym. - wzruszył ramionami Lew - Na szczęście jest to za nami.
- Uważam, że wyjście ze spotkania z moim ojczulkiem ze wszystkimi kończynami to całkiem konkretny sukces. Więc gratuluję. - Alexis rozejrzała się po zgromadzonych w elizjum wampirach jej wzrok nie zatrzymywał się jednak na nikim. - A czemu interesuje was księżna. - Skupiła wzrok na Cynthi.
- Obiecano mi audiencję u niej - Vantraska zdecydowała się mówić otwarcie. Otwarcie i sztywno, oczywiście - Liczę na to, że dziś ta część umowy zostanie dopełniona.
- Mamy też małą propozycję. Poza tym, to przecież zaszczyt mieć możliwość obcowania z władczynią Belgradu. - Twarz Lexa była całkowicie poważna.
- Może i zaszczyt. - Alexis nagle nachyliła się ku nim i wyszczerzyła. - Tylko… pamiętajcie księżna czy nie… to nadal matka mego ojca. - Mrugnęła do nich i wyprostowała się ponownie.
Lwa coraz bardziej irytowało przedstawianie swojej genealogii w której wyraźnie tak lubowały się tutejsze wampiry. Czekał tylko aż ktoś wymieni po kolei wszystkich przodków aż do Caina. Jakie to miało znaczenie spod czyich kłów kto wypadł?
- Gratuluję przodków. - powiedział gangrel, bez cienia sarkazmu, ale również i zainteresowania.
Alexis tylko uśmiechnęła się szeroko w odpowiedzi. Nowoprzybyli wydawali się tacy.. zabawni.
 
Aiko jest offline  
Stary 02-09-2019, 21:37   #12
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
Tymczasem w Elizjum


W między czasie do elizjum dotarli belgradzcy starsi. Pierwsza było Honorata z Tremere.

[MEDIA]https://i.pinimg.com/originals/ad/74/d9/ad74d911b569cca42ef54f4ff917cb28.jpg[/MEDIA]

Pół godziny później zjawiła się Pani Li z Ventrue

[MEDIA]https://pmcdeadline2.files.wordpress.com/2014/10/lucyliu.png[/MEDIA]

Wreszcie zjawił się również i Wojciech.
Alice witała się kolejno z każdym ze starszych. Szeryf był dziś w wyjątkowo dobrym humorze, wręcz za dobrym, co zauważyła Alexis. Ojciec miał właśnie fazę na błaznowanie, mamrotał coś do starszej Torreadorki spoufale sprawiając, że ta przewracała co chwilę oczami i kiwała głową.
Cynthia odłączyła się tymczasem od grupy i podeszła do Pani Li, by zamienić z nią słowo.
- Witaj Pani. Czy wiadomo coś o moim ojcu? - zapytała wyjątkowo bezpośrednio jak na przedstawicielkę swego klanu. Widać ekipa Sin(d)Bada wywarła na nią jakiś wpływ.
Li popatrzyła przez chwilę na Cynthię jakby zastanawiając się z kim ma doczynienia aż w końcu uśmiechnęła się płytko.
- Cynthia, kochana… doszły mnie słuchy, że zadomowiłaś się w mieście. - zaczęła starsza po czym kontynuowała:
- Ponoć jeszcze dziś masz do niego dołączyć. - powiedziała Li nie precyzując czy chodzi o Ojca Cynthi czy Belgrad.
- Będę zaszczycona - odparła wampirzyca, kłaniając się, by jednocześnie starsza Ventrue nie zauważyła w jej oczach cienia niepewności. Czy na pewno Pani Li mówiła o nagrodzie?
 
__________________
Konto zawieszone.
Mira jest offline  
Stary 08-09-2019, 21:45   #13
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
To nie była jakoś specjalnie ciekawa okolica za dnia. Nie mógł tego odmienić brak światła.
Czy świadków.

Nie było jednak aż tak późno, by jeden “kiero” i towarzysząca mu tirówka… czy tam gotka , nie zwrócili zupełnie niczyjej uwagi.

[MEDIA]https://www.sickchirpse.com/wp-content/uploads/2016/01/Chav-Attack.jpg[/MEDIA]

- No siema! - krzyknął najniższy z siedmiu ubranych na sportowo chłopców. - knypek mimo iż wyglądał najbardziej niepozornie wydawał się “muskiem” całej grupy.
- Stary… - zwrócił się bezpośrednio do Adama - fajną masz dupę - zerknął rozbawionym wzrokiem na Vanje - Taka kosmitka trochę, ale to zajebiście, bo my lubimy czarne dziury!
- Aaaaaaahahaha, o kurwa ale tekst, Aaaaahaha - kumple zaczęli ryczeć ewidentnie robiąc dobrą reklamę środkom, pod których wpływem niewątpliwie byli.
- To oni? - zapytała Gangrelka z uśmiechem, drżąc lekko na ciele. Nie ze strachu jednak czy z zimna, lecz z tej specyficznej ekscytacji, jak w dzieciństwie na myśl o tym, że zaraz będzie dane ci pobawić się kolejką, którą widzisz na wystawie sklepu z zabawkami.
- Nie. Ale też może być śmiesznie - powiedział do V i postąpił krok naprzód.
- Słuchaj synek, szukam takich trzech typów, którzy jeżdżą białym autem, a w bagażniku wożą pochodnie - Adam podrapał się po nosie czekając na reakcję rozmówcy.
- Jest jeszcze opcja, że odpowie nam któryś z twoich kumpli gdy ty będziesz zbierał zęby z asfaltu połamanymi rękami.
Adam był bardzo kiepskim negocjatorem. W ogóle jego relacje z ludźmi kończyły się zazwyczaj ucieczką którejś ze stron. Czuł, że poleje się krew, dlatego sięgnął też po swoją wewnętrzną siłę. Podobnie uczyniła Vanja, uśmiechając się jeszcze szerzej, a jej oczy zalśniły nieludzkim blaskiem.
W reakcji na “złe” oczy wampirzycy, miłośnik “czarnych dziur” zrobił oczy wielkie. Wyglądało na to, że już miał zamiar spierdalać.
Nie było mu dane.
Czułe zmysły kainitów wychwyciły obiekt poruszający się szybko w przestrzeni, lecący z a ich pleców. Butelka jednak nie była wymierzona w żadnego ze spokrewnionych. Flaszka siadła dokładnie na twarzy “astronoma” Szkło pękło i w wyjątkowo fortunny sposób zagłębiło się głęboko w policzku chłopaka.
- Wy Pier Da La Ć ! - ryknął donośny męski głos, który za pewne obudził wszystkich okolicznych mieszkańców.

[MEDIA]https://s6.ifotos.pl/img/580799573_qsssqea.jpg[/MEDIA]

Chłop nie czekał aż dresy zdążą się pozbierać i natychmiast zaczął biec w ich kierunku (w tym także w kierunku pary wampirów)
- o kurwa to on! - wrzasnął jeden z kolegów “astronoma” i tym sposobem dresiarze rzucili się do ucieczki.Nawet “astronom” którego twarz trzymała się tylko dlatego, że chłopak trzymał ją w obu rękach zaczął na oślep uciekać.
Adam ze smutkiem popatrzył na odbiegającą plamę krwi. Powoli odwrócił się w stronę nadbiegającego mężczyzny. Nie ruszył się o krok. Facet wzbudzał strach, więc będzie coś wiedzieć. Tę pokrętną logikę zastosował nosferatu szykując się na ewentualne starcie.
- Możesz wyłączyć te żarówki w oczach? - powiedział półgębkiem w stronę gotki.
- A ty możesz być przystojnym blondynem? - zapytała Vanja retorycznie przywracając oczom normalny wygląd, po czym zwróciła się z uwodzicielskim uśmiechem do nowoprzybyłego
- Czzzześć misiu, widzę, że tak samo lubimy dresy. Może mamy jeszcze inne rzeczy wspólne... albo będziemy mieć - mrugnęła porozumiewawczo.
Gdy facet zdążył dobiec do dwójki kainitów, dresiątka były już w zasadzie poza linią horyzontu.
Mężczyzna wyglądał na zawiedzionego (na ile można było wyczytać z twarzy do której przylepiły się długie włosy).
Styks uświadomił sobie, że wie z kim mają do czynienia: Gość był znany jako “Historyk” było ich dwóch braci “Historyków” i każde zdanie w stylu “widziałem/się z/ był (gdzieś) Historyk itp, zazwyczaj skutkowało pytaniem “który/ego?”
Bracia byli w Belgradzie żywą miejską legendą. Szczególnie w środowisku zadymiarzy. Historycy na przykład chodzili na pseudokibicowskie zadymy, ubrani jak gdyby nigdy nic w swoje hewimetalowe “mundury” czarne glany i inne funy gadżety.
Bracia nie byli częścią żadnego gangu, nie mieli nawet żadnych konkretnych problemów z prawem (o dziwo), oni po prostu lubili się bić. Czasem w słusznej sprawie, czasem po prostu dla samej przyjemności, ale też nikt komu spuszczali wpierdol nie był jakoś niewinny. Historycy nie zaczepiali zwykłych przechodniów, ale na przykład jak szła jakaś zwarta, butna grupka to zawsze istniała szansa, że jeden z braci spadnie jak grom z jasnego nieba jeden na wszystkich.
Czasem historycy zbierali tym sposobem porządny wpierdol, ale przeważnie udawało im się wygrać, przy czym skalą takiej wygranej było to jak bardziej boli stronę przeciwną.
Vanja, oceniła, że facet może być nawet starszy od niej. Wampirzyca wciąż wyglądała na góra dwudziestkę ale przecież miała już niemal cztery dychy.
Chłopiszcze zarzuciło włos i odwzajemniło uśmiech spokrewnionej. Kainitka wypatrzyła, że tam gdzieś dalej brakuje jakiegoś zęba ale przynajmniej nie na przodzie. Dostrzegła też pewne smaczki jak choćby tatuaże na szyi czy dłoniach Historyka. Doczytała “Grunt to bunt” oraz “Bunt jest moim obowiązkiem”
Styks był pewien, że pisownia poprawna nie była…
- No cze młoda - ryknął basowo mężczyzna - szacun za trzymanie klimatu - pokiwał głową po czym zerknął na Adama i zmrużył oczy - Tata okej? - pytająco wystawił do przodu dłoń z uniesionym do góry kciukiem.
Styx musiał przyznać, że nie spodziewał się posiadania czterdziestoletniej córki. Nie poświęcił tej myśli jednak więcej czasu niż wcześniejszej transformacji w blondyna. Podrapał się po nie istniejącym zaroście, żeby zasłonić większą część twarzy.
- Dzięki - powiedział nosferatu stwierdzając, że poczeka jeszcze z pytaniem o kolesi z pochodniami.
- Spoko - Historyk wzruszył ramionami - nie macie może kilku drobnych poratować? Na piwko? - mężczyzna spytał zupełnie beztrosko bez cienia niewypowiedzianej groźby, jaka często kryła się pod tego typu pytaniami, zadanymi w takich miejscach, o takich godzinach i przez takich ludzi. Styx zresztą wiedział, że Historyk nie napada na ludzi.
...No chyba, że podejrzewa, że mogli by się dobrze przy tym bić.
Inna sprawa, szczerości słów faceta dodawał dowód w postaci rozbitej butelki piwa.
Adam zaczął grzebać w kieszeniach. Niestety te spodnie były na specjalne okazje. Koszuli też wcześniej nie nosił zbyt często. Mógł niby zapłacić telefonem i jedną z sześciu podłączonych do niego kart… ale Historyk nie wyglądał na kogoś, kto chował pod kurtką terminal.
- Nie mam gotówki, sorry - popatrzył pytająco na V.
-W tym czasie Vanja zaczęła kręcić biodrami i podskakiwać, macając się przy tym po pośladkach, a raczej usiłując wcisnąć palce pod ściśle przywierający materiał. Wreszcie jej się to udało i wyciągnęła zmięty banknot, który dosłownie utknął między jej pośladkami.
- To z napiwków - podała banknot Historykowi uśmiechając się do niego szeroko. Historyk zamrugał oczami po czym wziął banknot do ręki.
- Dzięks młoda.
- Ratowanie dam z opresji u ciebie to taki zryw, hobby czy praca na pół etatu, o mroczny książę?
- Jest tylko jeden Mroczny Książę - mężczyzna pogroził żartobliwie palcem wampirzycy - i nazywa się Ozzy Ozbourne.
- Też racja... nie odpowiedziałeś jednak... - Vanja oparła się spoufale na ramieniu mężczyzny, starając się wyczuć jego puls.
Mimo iż Historyk wspominał o piwie, jego puls wskazywał raczej na ogromne ilości kawy. Może jeśli otworzyłoby się jego wydatne żyły, które oplatały całe jego widoczne na dłoniach ciało jak pajęczyny, polała by się z nich ciemna ciecz?
- Taki impuls chyba. - mężczyzna wzruszył ramionami. Wampirzyca wyczuła, że Historyk miał temperament Szweda, a może po prostu za dużo razy dostał w głowę?
- Skoro już tak sobie gadamy, to może byłbyś w stanie nam pomóc? - Zagaił Adam zupełnie jak nie on, po czym natychmiast dodał już z wrodzoną prostotą:
- W zeszłym tygodniu zebrałem wpierdol w tej okolicy.
Historyk zogniskował uwagę na Adamie.
- Nom, można tu w łeb zarobić, obczaj… - mężczyzna bezceremonialnie podniósł do góry swoją kurtkę, sweter i koszulę obnażając dość muskularną, choć porządnie pokrytą bliznami klatkę piersiową. Większość ran zdążyła zagoić się raczej bardzo dawno temu.
- To tutaj, od butelki, dosłownie dwie ulice stąd, tutaj nóż. Tam wyżej to już derby Belgradu, boku cmentarz, trochę niżej koncert Oksanatu… - mężczyzna zaczął wymieniać kolejne historie związane ze swoimi “chwalebnymi ranami”.
Vanja odruchowo wysunęła dłoń, by dotknąć jego ciepłej skór, a gdy dotyk ten nastąpił, dyskretnie oblizała usta. Najwyraźniej jednak sens słów Historyka miał dla niej drugorzędne znaczenie.
Mężczyzna zdawał się odczytywać “zachwyt” Vanji dla jego blizn za coś oczywistego choć niekoniecznie wyczytywał w tym jakiś podtekst, raczej szczere uznanie.
Adam nerwowo przestąpił z nogi na nogę. Rany nie były świeże. Za to jego rosnący głód wręcz przeciwnie. Facet wyglądał na wyzwanie. Nosferatu lubił takie wyzwania. Jakoś tak jedzenie lepiej smakowało, gdy potrafiło dać w mordę.
- To byli jacyś fanatycy religijni z pochodniami. Trzech typa w białym wozie. Jednego poturbowałem, ale niestety musiałem spieprzać.
- Hmm… - Historyk wyraźnie się zamyślił na słowa Adama. - Widziałem ich chyba ale nie wiedziałem, że to zadymiarze. Gdybym wiedział to bym im wpierdolił. - wyjaśnił.
- A nie wiesz gdzie się zbierają? - drążył Adam.
Historyk znów pomyślał.
- Taki klub jest w okolicy, “Bez prądu” czy coś, dzieciaki sobie tam o grach rozmawiają.
Adam zerknął na swoją towarzyszkę pytająco, po czym znowu spojrzał na Historyka.
- Może chciałbyś się tam przejść i pokazać gdzie to?
- I tamto... - dodała Vanja, wciąż klejąc się do Historyka i uśmiechając w taki sposób, że jej chęć, by znaleźć się w klubie nie pozostawiała złudzeń. Jednak tylko Adam mógł zgadywać, jakie są tego prawdziwe pobudki. Gangrelka ewidentnie miała ochotę tej nocy urządzić jakiś rozpierdol.
- No dobra - Historyk wzruszył ramionami.
 
__________________
Konto zawieszone.

Ostatnio edytowane przez Mira : 08-09-2019 o 21:48.
Mira jest offline  
Stary 03-10-2019, 14:56   #14
 
Aiko's Avatar
 
Alice wymijając Alexis dała jej wyrazem twarzy do zrozumienia, że Szeryf ma jeden z “tych” nastrojów. Córka Maklaviana dobrze wiedziała co to oznacza, to był ojciec jakiego poznała na krótki czas przed swoim spokrewnieniem. Krótki czas który wydawał się wiecznością cierpienia i bólu.

- Al - wampirzyca usłyszała głos ojca w swoim uchu w tym samym czasie gdy poczuła jego dłonie na swoich ramionach. Twarz rodzica niemal dotykała jej szyi. Wampirzyca jak nigdy cieszyła się, że jest martwa. Żadne bicie serca lub oddech nie zdradzały strachu jaki nią zawładnął. Była niemal pewna, że ojciec i tak to wyczuł… jak zwykle.
- Tak sobie myślę i myślę… czy aby przypadkiem nie mogłabyś czegoś dla mnie zrobić… hmm… A właśnie… Ta sprawa z “Wampirem” jest już jak widać za nami, możesz więc wrócić do naszego interesu.Wygląda na to że poza tym Adamem nie mamy tu więcej Szczurów. Szczury za to trzymały łapy i ogony na całkiem ciekawym woreczku. Kobieta pracowała z domu jako grafik komputerowy, tutaj jet jej adres. Powinna jeszcze być w okolicy ale kto pierwszy ten lepszy jak to mówią… Tak czy inaczej wiem, że Li zapłaci wiele by mieć ją na talerzu.
Alexis przyjęła karteczkę zapisaną pedantycznym pismem ojca i odruchowo zapamiętała adres.
- Jasne… - Rzuciła niepewnie zastanawiając się w jakie kłopoty właduje ją ojciec.
Szeryf zamknął jeszcze dłoń na szyi córki jakby zastanawiając się... czy taki gest mu się podoba. Ostatecznie jednak puścił wampirzycę.
- I o to chodzi mała, śmig śmigaj.
Fioletowłosa wampirzyca zadrżała. Przez chwilę była niemal pewna, że ojciec skręci jej kark.
- Jasne. - Odsunęła się od Szeryfa tak daleko jak tylko była w stanie, mimo świadomości, że nie było dla niej bezpiecznego dystansu. W jej lewej skroni pojawił się ból… nie teraz nie mogła teraz… Potrząsnęła głową i szybko ruszyła w stronę wyjścia nim ojciec postanowi się rozmyślić.. - Zajmę się tym.
Miała nadzieję, że na zewnątrz czeka jeden z jej ludzi. Zgłodniała… była zła. Musiała jak najszybciej ogarnąć tą robotę.

Przed budynkiem stała limuzyna i Alix wiedziała, że nie chce się tam zbliżać. Takim autem mogła poruszać się księżna. Takim… lub na przykład różowym fiatem. Przynależność do klanu zobowiązywała.

Wampirzyca ruszyła więc za róg gdzie zaparkowana była znajoma zastava. Kiero woził ludzi z jej biznesu, głównie dilerów i to on ją tutaj przywiózł.

Alexis wskoczyła na miejsce pasażera spoglądając łakomym wzrokiem na kierowcę.
- Zawieź mnie na chatę. - Mruknęła rozsiadając się wygodnie. Chciała jak najszybciej opuścić to miejsce. Za dużo było do zrobienia, a ojciec był stanowczo za blisko. Zajmie się tą kobietą jak najszybciej, ale fajnie by było mieć nieco obstawy. Nerwowo zaczęła bawić się pierścionkami. Podciągając kolana i ustawiając stopy na siedzisku fotela.

- Spokooko - facet (chyba nazywał się Wasyl) wrzucił bieg i ruszył w miasto.
 
Aiko jest offline  
Stary 04-10-2019, 23:41   #15
 
Zaalaos's Avatar
 
Kiedy “sin’d’badowcy” zdecydowali się opuścić “martwą” imprezę. Na pustej ulicy, zaraz przed wejściem do budynku stała czarna limuzyna. Gdy kainici postawili stopy na chodniku jej tylne drzwi od ich strony nieznacznie się uchyliły.
Lew uprzejmie odsunął się na bok, by nie blokować drzwi. Przypuszczał że osobą która za chwilę wyjdzie z pojazdu będzie Księżna. Nie był tylko pewien co z tym zrobić.
Drzwi uchylily się jeszcze bardziej a kierowca opuścił swoją przyciemnianą szybę na tyle by przez szczelinę nie dało się zobaczyć jego twarzy, ale można było posłyszeć jego uprzejmy głos:
- Proszę do środka i usiąść wygodnie.
Cynthia spojrzała na swoich towarzyszy. Po prawdzie jednak nie oczekiwała od nich żadnych wskazówek. To była jej decyzja, jej historia... i jej ojca. Jakkolwiek miała się skończyć.
Ventrue zachowując zwykłą sztywność, weszła jako pierwsza do pojazdu.
- Dobry wieczór - rzuciła bez emocji.
Lew westchnął delikatnie, ale wsiadł do limuzyny tuż po Cynthii. Tak czy inaczej nie miał realnego wyboru co zrobi dalej. W przeciwieństwie do Cynthii nie kłopotał się witaniem kierowcy. Ostatni do środka wślizgnął się Lex, wciąż zamyślony i lekko nieobecny od początku dzisiejszego spotkania w elizjum.
Jak można się było spodziewać, w środku było wystarczająco dużo miejsca by każdy mógł swobodnie się rozsiąść. Z cicha słychać było spokojną, klasyczną muzykę. Kierowca prowadził bardzo ostrożnie, przez co trudno było nawet odczuć podróż. Nawet gdy limyzyna zjechała na brukowaną drogę prowadzącą wzdłuż brzegu rzeki.
- Nie jesteście jakoś specjalnie rozmowni… - od strony kierowcy doleciał nieoczekiwanie kobiecy głos. W lusterku, zamiast mężczyzny kainici mogli dostrzec nową sylwetkę.
- Wolę wiedzieć w jakiej sytuacji jestem, zanim powiem, albo zrobię coś co sprawi mi potem problemy. - odparł Lew spokojnie.
- W punkt - Lex zgodził się z kumplem. - Zresztą jest nadzieja, że zdążymy jeszcze między sobą omówić ten wieczór w e własnym towarzystwie.
Cynthia jednak, patrząc na odbicie w lusterku facjaty kierowcy, jakby zbladła bardziej.
- Do... dokąd jedziemy? - spytała jakoś tak cicho i niepewnie, dyskretnie naciskając klamkę. Oczywiście, drzwi były zamknięte przez centralny zamek.
- “My” nigdzie, po prostu chciałam was sobie dobrze zobaczyć. Z tego co słyszałam potraficie się kulturalnie zachować i nie narobić za dużo bałaganu. Nawet jakiś posprzątać. Cieszę się, że podoba wam się Miasto.
- Jest sympatycznie. - potwierdził Lew uprzejmie - Tylko w dziczy dookoła jest tak sobie, ale nie mamy powodów by się tam wybierać.
- I nie musicie. Jesteście teraz częścią tego miasta. Ja to mówię.
- Pani… Księżna? - zgadł Lew, choć nie było to trudne.
- Tak wiem, bez magicznej karocy z dyni i korony trudno mnie rozpoznać, zapewniam, że na conoc ją noszę, po prostu dziś nie chciałam by ktoś mnie rozpoznał.
Gangrel prychnął pod nosem.
- Mam jeszcze jedno pytanie… W kanałach spotkałem pewną osobliwą wampirzycę, blada jak śnieg, naga i z równie jasnymi włosami. To nie był Król Szczurów, prawda?
Kobieta za kierownicą uniosła dłoń by skorygować samochodowe lusterko, tak by lepiej widzieć Lwa.
- Jeśli miałabym strzelać, to nie. Nie żeby on nie mógł akurat tak wyglądać, po prostu zbyt znany jest ktoś o takiej aparycji, by to mogło być jakieś nieporozuienie.
- Biała Mysz? - zgadł po raz drugi tego wieczoru - Zaprowadziła mnie do czyjegoś zdemolowanego leża i mówiła zagadkami. Z jednej strony cieszę się że potwierdziły się moje przypuszczenia, ale z drugiej… Nie mam zamiaru ponownie schodzić na dół.
- Możliwe, że miałeś dużo szczęścia, możliwe, że wręcz przeciwnie, to się jeszcze okaże.
Lew kiwnął tylko potwierdzająco głową i zamilkł.
- Co dokładnie oznacza dla nas “bycie częścią Miasta”? - odezwał się Lex, gdy jego kompan skończył krótką wymianę zdań z kobietą podającą się za księżną.
- Że macie tu swój własnym kąt, i w tym kącie “Tomku” wasza wolność w domku. To wy tam dbacie o przestrzeganie prawa i póki jest ono przestrzegane. Nikt prawa nie ma się waszej wolności tam sprzeciwiać. Z tej właśnie przyczyny, tego daru dla was, będziecie dobrymi blegradczykami, tak jak i ja jestem dobra i wymagam tylko tego co jest dobre dla miasta. I kiedy to robię, to wiem, że jest to dobre.
- A do czego można przyrównać Skadi w tej domowej układance? - Lex spytał ostrożnie.
- W gospodarstwie nie ma miejsca dla zwierzów dzikich. Nie ma pociechy z wilka na pastwisku ani lisa w kurniku. Pańskie psy muszą trzody pilnować, zarobić na budę i miskę.
- Zawarliśmy ze Skadi pakt o nieagresji. - Holender odrzekł powoli. - Nie przewidujemy zatem problemów z nią na naszym terenie.
Tym razem kobieta pofatygowała odwrócić się do trójki siedzącej na tyle auta. Przekrzywiła głowę centrując twarz na Leksie.
- Świetnie, kiedy usłyszę, że ta wataha kręci się znowu po mieście, będę wiedziała kogo muszę szukać…
- To jakaś lokalna tradycja obciążać odpowiedzialnością kogoś innego, Pani? - Lex przekrzywił lekko głowę. - Niedawno jakiś świr mordował dziewczyny po całym Belgradzie, ale gdy zginęła jedna z Zemun, to Szeryf zaszczycił nas informacją, że ogarnięcie go to nasza sprawa. Albo będą konsekwencje. Martwa dziwka z przedmieści dojeżdża nas swoim gangiem, w Belgradzie, to gdy przyciśnięci do ściany układamy się z nią na nieagresję, sugeruje się nam konsekwencje jak szajbuska dalej będzie w mieście szaleć. Strach pomyśleć co będzie, gdy popsuje się oczyszczalnia ścieków, bo możemy beknąć za kał w Dunaju. Albo jak derby wyrwą się spod kontroli i ktoś w swej łaskawości uzna, że to nasza odpowiedzialność co kibole Partizana i Crvenej wyprawiają na ulicach.
Kobieta zachowała niezmieniony wyraz twarzy.
- Nie przerywaj sobie, mów dalej.

Lex chciał przerwać, bo czuł, że ta zachęta to haczyk związany z czymś mocno niemiłym co miało go spotkać, gdyby nie skończył. ..
Sęk w tym, że nie mógł!
Moc wampirzycy działała na niego i kazała mu wypluwać z siebie słowa niczym karabin maszynowy z nieskończoną amunicją.
W międzyczasie kobieta odwróciła głowę na powrót przesiadając się na siedzeniu i obserwując trójkę w lusterku.
- Skadi wcisnęła nam do ekipy swoją wychowankę. - Holender wciąż mówił. - Miłą dziewczynę, pewnie po to by świruska była pewna, że nie knujemy przeciw niej. Chcemy spokoju na swoim podwórku, a to było najlepsze rozwiązanie. Toteż skoro mamy chwiejny układ z nią o spokoju na naszym terenie i akceptację Pani naszej działalności, czemu tego nie wykorzystać? Ta od Skadi u nas, Cynthia związana z wami u nas, spokój, elizjum frakcji. Miejsce, gdzie Camarilla i te anarchozjeby mogliby porozumiewać się w spokoju. Belgrad to także nasz dom i interesuje nas co tu się dzieje, ale przecież nie możemy być odpowiedzialni za wszystko (...). - Lex z początku mówił odnosząc się do tego o czym wcześniej zaczął, jednak im dalej tym wypowiadane na głos myśli były coraz bardziej chaotyczne. Coś kazało mu mówić dalej nawet gdy faktycznie do powiedzenia nie miał już nic. Płynął. Płynął bardzo długo…
- A jaka jest w tym rola mojego ojca? - nie wytrzymała Cynthia, zdradzając swoim głosem niepokój, który ją przepełniał.
- Kaaarl? - kobieta przeciągnęła imię - każdy dobry faraon potrzebuje piramidy… i ten zły zresztą też. A jeśli nie piramidy to przynajmniej labiryntu. Tędy zawsze jest zapotrzebowanie na Dedali.
- Czyli... on wciąż tworzy? Jest bezpieczny?
- Mhmm tworzy w twórczym szale. Czy to bezpieczne? Nie mi oceniać artystę.
Cynthia czuła jak jej świat, czy raczej jego obraz rozbija się w drobny mak niby powierzchnia zwierciadła po spotkaniu z cegłą.
- Czy mogę się z nim spotkać? - zapytała cicho cegły, zwanej Księżną.
Kobieta uśmiechnęła się zawadiacko.
- Hmm, myślę, że mogłabyś mu towarzyszyć, na stałe. Wiesz, co to za pociecha mieć mroczną tajną bazę, jeśli każdy ją zna? Ewentualnie mogłabyś po prostu oddać swoje oczy, uszy i język. No i pamięć. To jak?
Ventrue spojrzała niepewnie na towarzyszy.
- Jaaa... ja nie chcę mu towarzyszyć. Chcę tylko wiedzieć, że jest cały i... że nie trzeba go ratować.
- Och zapewniam cię, że jestem w stanie obronić go przed każdym. Jestem w stanie i jestem chętna.
Czy mogła wątpić w słowa Księżnej? Na pewno nie głośno. Czy mogła porzucić Karla? Owszem, mogła. Czuła, że jego krew już dawno w niej osłabła. Jedyne więc co Cynthię trzymało przy Amadeusie, to siła przyzwyczajenia. A ona bywała ogromna.
- Czy... mój ojciec mówił w takim razie co z jego firmą... tą w świecie ludzi? Albo... co ja powinnam robić? - zapytała cicho.
- Chcesz ją dla siebie? Pewnie mogłabyś ją wziąść, lub przynajmniej spróbować, Ventrue nigdy nie brakuje ambicji. Oczywiście ktoś tam na miejscu może sprawiać ci problemy, wiesz jak to jest “gdy kota nie ma”...
- Chciałabym się dowiedzieć czego chce mój ojciec. Czy mogę go zapytać? Porozmawiać... przez telefon?
- Nie ma takiej możliwości, tylko rozmowa w… oczy. To jak?
Cynthia spojrzała niepewnie na swoich towarzyszy, pamiętając jeszcze co proponował jej Lex. Mogła wyrwać się na samodzielność. Mogła uwić sobie gniazdko w Sin’d Badzie, a co środę grać z panem detektywem w szachy, pozwalając by ich niewinny, irracjonalny romans kwitł. Mogła też spakować swoje rzeczy, wycisnąć jak najwięcej kasy z firmy ojca i uciec na inny kontynent, by tam zacząć wszystko od nowa.
Mogła... ale nie tak została wychowana.
- Chcę dołączyć do mego ojca, Pani. - powiedziała w końcu. Siedząca z przodu wampirzyca zerknęła na rozgadanego Lexa...
- (...) Moim zdaniem to nie ma tak, że dobrze albo że niedobrze. Gdybym miał powiedzieć, co cenię w swoim istnieniu najbardziej, powiedziałbym, że innych. Ekhm… Tych, którzy podali mi pomocną dłoń, kiedy sobie nie radziłem, kiedy byłem sam. I co ciekawe, to właśnie przypadkowe spotkania wpływają na naszą egzystencję. Chodzi o to, że kiedy wyznaje się pewne wartości, nawet pozornie uniwersalne, bywa, że nie znajduje się zrozumienia, które by tak rzec, które pomaga się nam rozwijać. Ja miałem szczęście, by tak rzec, ponieważ je znalazłem. I dziękuję nocy. Dziękuję jej, noc to śpiew, noc to taniec, noc to miłość. Wielu ludzi pyta mnie o to samo: ale jak ty to robisz?, skąd czerpiesz tę radość? A ja odpowiadam, że to proste, to umiłowanie istnienia, to właśnie ono sprawia, że dzisiaj na przykład nalewam drinki, a jutro… kto wie, dlaczego by nie, oddam się pracy społecznej i będę ot, choćby sadzić… znaczy… marchew…
Po czym zwróciła się do Lwa:
- Możesz zabrać kolegę, koleżanka przejedzie się ze mną. - wyjaśniła. Drzwi wymownie się odblokowały. Lew kiwnął natomiast głową i wyciągnął za sobą wciąż gadającego Lexa, pozostawiając przy tym Cynthię jej losowi. Gangrel był wkurwiony na ostatnią sztuczkę Księżnej, ale wiedział że lepiej trzymać język za zębami... Nawet jeśli słowa starszego wampira były pełne racji.
 
Zaalaos jest offline  
Stary 07-11-2019, 01:04   #16
 
Mi Raaz's Avatar
 
Para kainitów plus Historyk przeszła się najpierw z tym ostatnim do pobliskiego sklepu monopolowego. Już o otwartym browarem dwie ulice dalej, Historyk wskazał na niepozornie wyglądające drzwi koło klatki jednego z szarych bloków.
- To tam, raczej jest otwarte, przeważnie ktoś gra całą noc.
- Mamy jakiś plan działania? - zapytała Vanja, najwyraźniej naturalnie przyjmując, że to Adam będzie mózgiem operacji. A może po prostu była zbyt zajęta klejeniem się i obmacywaniem Historyka.
Adam rozglądał się uważnie. Paranoidalnie niemal wręcz. Kamery na ulicy, auta zaparkowane w okolicy. Wszystko wydawało się podejrzane.

- Możemy wejść do środka i się napić. Zobaczymy jak się sprawy potoczą. -
Adam uśmiechnął się krzywo spod czapki z daszkiem. -
I jakby co pamiętajcie, że w wąskim korytarzu będą musieli podchodzić pojedynczo.
Styx i Vanja weszli do środka.



Miejsce wydawało się zupełnie “normalne” jednak gdy tylko dwójka kainitów zjawiła się wewnątrz wszystkie cztery stoliki graczy i graczek zamarły, a wszystkie oczy skupiły się na nowo przybyłych. Przypominało to zupełnie scenę z jakiegoś westernu.
- Co się, kurwa, gapicie... nerdy? - warknęła Gangrelka z wrodzonym taktem.
- O kurwa - dziewczyna, która właśnie niosła drinka do stolika nagle upuściła go na podłogę - to wampiry! - młodzieżówka jak na komendę rzuciła się od stolików w różnych kierunkach. Zapanował prawdziwy chaos.
Tej reakcji Vanja się nie spodziewała. Znaczy ucieczki - owszem, choć to dopiero po solidnym laniu, ale “wampiry”? Spojrzała na Adama pytająco.
Nosferatu był równie skołowany jak Vanja. Podrapał się za uchem. Przez moment zastanawiał się czy aż tak się rzuca w oczy. Ale w końcu miał na głowie czapkę z daszkiem.
- No to się chyba nie napijemy - powiedział w końcu
Towarzystwo nie uciekało jednak bezładnie, ani nie uciekało w ogóle. Po prostu starało szybko się…

Dozbroić.

Wnet kainici dostrzegli siekiery powyciągane spod szafek, lady, same duże ostre narzędzia. Gdzieś z sali obok słychać było odpalanie przemysłowego palnika.
Ktoś przekręcił klucz w wejściowych drzwiach. Na Adama rzuciła się piegowata osiemnastolatka uzbrojona w dwie maczety. Jakiś student wywijał toporem mierząc w głowę Vanji.
Nosferatu ruszył wprost na dziewczynę z maczetami.
- Uważaj na siekiery - rzucił tylko w stronę gotki.
Jak można walczyć dwoma maczetami? - myślał nosferatu - Przecież maczeta sama w sobie jest nieporęczna. Maczeta w lewej ręce musi być wyjątkowo nieporęczna. W końcu doszedł do wniosku, że dziewczyna będzie łatwym celem. Postanowił ją staranować i próbować przebić się w stronę drzwi. Schwytana dziewczyna miała zostać żywą tarczą. A tam, przy drzwiach ktoś miał klucze.
Adam pochylił się i zaszarżował na dziewczynę niczym doświadczony futbolista. Gdy uderzył z barka w jej splot słoneczny, to wraz z powietrzem opuszczającym płuca wypuściła obie maczety z dłoni. Potem Adam szybko zajął pozycję za dziewczyną, wciskając swoją rękę pod jej prawe ramię. Prawą dłoń umieścił na jej szyi, tak, żeby ją unieruchomić. Dźwignia miała wyłamać jej rękę z barku w razie zbytniego szarpania się. Drugą dłoń unieruchomił chwytając nadgarstek. Stał oparty o ścianę, zasłonięty piegowatą fanką maczet.
- Co tu się kurwa odpierdala? - powiedział głośno tuż przy uchu dziewczyny. Dbał o to, żeby stać tyłem do ściany. Z uwagą patrzył też na wampirzycę. nie powinni się za bardzo oddalać.
Dziewczyna wciąż dusiła się po ciosie w splot.
W tym czasie Vanja tylko prychnęła pogardliwie i zamiast unikać ciosu, błysnęła oczami bestii i pokazała kły, by wystraszyć delikwenta, który ewidentnie naoglądał się za dużo anime. Koniec maskarady, to koniec maskarady. Nie ona przecież była temu winna.
- Aaa! - wrzasnął chłopak który właśnie trzymał topór nad głową i nagle puścił go za siebie.
- Płoń szmato! - wrzasnęła jakaś inna dziewczyna która zdążyła wdrapać się na stół. Uzbrojona w ogromny karabin na wodę zaczęła razić wampirzycę prosto w twarz…
wodą…
- Cholera, woda święcona nie działa! - krzyknęła jeszcze zanim nie rzuciła się do ucieczki (czy raczej w poszukiwaniu innej broni)

- Spróbujemy innego elementu! - chłopak z palnikiem wreszcie pojawił się w pomieszczeniu.
Vanja w odpowiedzi jakby naprężyła się, co przy jej posturze akurat nie wyglądało szczególnie imponująco. Jednak Gangrelka nie zawracała tym sobie głowy. Wyrwała dziewczynie karabin na wodę i skierowała strumień wody święconej prosto na gościa z palnikiem.
- Pierdol się wuju - warknęła, wciąż wyglądając jak wcielony demon z pałającymi niczym u bestii ślepiami.
Chłopak otarł wilgoć z twarzy, po czym podkręcił płomień palnika na ful.
- Debile. Wiecie, że wy też jesteście łatwopalni?
Gangrelka odrzuciła sikawkę i złapała dziewczynę, która przed chwilą tę sikawkę trzymała. Bez uprzedzenia cisnęła śmiertelniczką prosto w strumień ognia.
Dziewczyna jak można było przypuszczać zaczęła wrzeszczeć jak tylko dotknęła płomienia i gorącego palnika własnym ciałem.
Jak ona się darła…
Nosferatu rozglądał się nerwowo. Przez moment zaswędziała go szczęka. W sumie minęło jakieś półtorej tygodnia od czasu gdy mu ją połamali. Drzwi wyjściowe były zamknięte. Wszystko wskazywało na to, że od zewnątrz. Ktoś sprytnie postanowił zostawić swoich kolegów na śmierć. Nie ma to jak zaangażowanie młodzieży.

Adam ruszył truchtem w stronę kolejnego z napastników. Taszczył przed sobą dziewczynę niczym tarczę. Teraz, gdy jego żyły wypełniała nadludzka siła wampirzej krwi manewrowanie jej ciałem nie sprawiało większych problemów. Vanja miała rację. Oni byli łatwopalni. Oni mogli zrobić coś sobie. Co innego sprzedać kosę łysemu nosferatu wielkim strażackim toporem. A coś zupełnie innego spróbować trafić rozpędzonego nosferatu, gdy ten kurczowo trzyma twoją kumpelę. Albo może dziewczynę.
Styx wpadł ze swoją tarczą na chłopaka z krzesłem i z impetem przygniótł go do ściany. Coś zgrzytnęło, Wampir nie wiedział co się komu stało, ale poczuł zapach świeżej krwi.

Poparzenie dziewczyny którą cisnęła Vanja sprawiło że dwie dziewczyny i dwóch chłopaków zawahał się, zaczęło rozglądać, nie bardzo wiedzieć co zrobić. Szukać pomocy? Walczyć dalej?

Nie wszyscy jednak pozostawali niezdecydowani. Niska dziewczyna z mieczem, nerdka z dwoma warkoczami z doprawdy obłąkańczą nienawistną miną zaszarżowała na wampirzycę, wściekle tnąc powietrze starając się trafić w gangrelkę.

- Wy chyba nie rozumiecie, miśki. To was zamknięto tu z nami, nie odwrotnie - rzekła z uśmiechem Vanja.

W odpowiedzi na atak tylko wystawiła przedramię, by przyjąć na nie cięcie fikuśnego miecza, po czym, gdy tylko dziewczyna znalazła się w jej zasięgu, wystosowała cios drugą ręką prosto w szczękę panienki. Bez finezji, bez bajerów - ot szybki, brutalny strzał.
W tym szybkim nonkonsensualnym zatrzaśnięciu szczęki, Vanja “skasowała” jej także jęcyk. Nerdkę aż oderwało z ziemi, dziewczyna upadła na plecy jak ściera. Z przedramienia wampirzycy zaś zwisała katana która zatrzymała się na kości.
Bolało.
Do tego wszystkiego przed oczami machnął jej płomień pochodni. Chłopak nic nie mówił tylko sapał nerwowo i trzymając płonący kij dwurącz przybliżał go ku twarzy gangrelki.

Niewiele się namyślając Vanja wyrwała ostrze ze skóry i machnęła nim na odlew w stronę chłopaka z pochodnią. Nie byłoby w tym geście niczego niezwykłego, gdyby nie przyspieszenie, z jakim wampirzyca wykonała cios.
Trudno było podejrzewać nerda o podobną Vanji nadnaturalną szybkość. Po prostu sama wampirzyca musiała w ostatniej chwili nadnaturalnie uchylić dłoń gdy na jej drodze stanęły płomienie.
Odruch jest odruch.

Adam zaś poczuł że coś rąbie jego plecy, usłyszał też żeńskie stękanie przy wyrywaniu tasaków z jego ciała. Jedno z uderzeń poharatało rękę dziewczyny którą trzymał. Krew siknęła mu na twarz.
Nosferatu zamrugał. Krew zalała mu lewe oko. Dwójkę z krzesłem postanowił zostawić samym sobie. Jednak potrzebował nieco krwi. Był w końcu jak słusznie zauważyły nerdy wampirem. Rzucił się na dziewczynę, która atakowała go z tyłu. Tym razem z odsłoniętymi zębami.
Wampir, był tak brutalny, że dziewczyna była już poza możliwościami odratowania jeszcze zanim Styx nasycił swój apetyt. Wampir delektował się krwią, gdy ciało wyginało się w agonalnych konwulsjach, gdy pożerał życie dziewczyny.

Pozostałe nerdy zdążyły się określić. Jedna z dziewczyn podniosła palnik, pozostali stanęli po jej flakach. Chłopak który wcześniej trzymał palnik odciągnął na bok wciąż piszczącą laskę którą cisnęła w niego Vanja.

Gangrelka zawarczała tylko, ale z jej ust nie znikał uśmiech.
Wampirzyca w jednej chwili zeszła do przykucu, by nogą zbić równowagę gościa z pochodnią i sprowadzić go do parteru.
To się udało, skosiła swoją piszczelą nogi chłopaka powalając go na ziemię.*

Adam podniósł się znad dziewczyny. W trakcie szarpaniny gdzieś zapodział swoją czapkę z daszkiem. Wyszedł z półmroku korytarza stając kawałek za Vanją.
Uśmiechał się szeroko do dziewczyny z palnikiem i powiedział:
- I po co wam to było?
Po kilku krokach rozbiegu rzucił się na dziewczynę skacząc. Palnik nie był czymś, z czym chciał się zetknąć. Zwłaszcza po doświadczeniach z ostatniego tygodnia.
Gdyby móc oglądać to w zwolnionym tempie, Adam leciał na dziewczynę jak kot, z szeroko rozczapierzonymi łapami… w sumie jak prawdziwy filmowy wampir. Gdy dziewczyna skierowała płomień ku temu spadającemu z góry nemezis. Płomienie posmyrały Adamowi owe “łapy” natychmiast zajmując je ogniem. Styx natychmiast zmienił tor lotu i odturlał się na bok starając się nerwowo dogasić dymiące palce zredukowane do gołych kości.
Vanja, która w tym czasie witała na podłodze gościa z pochodnią z tzw. Przytupem (w wykonaniu ciężkich glanów), teraz podniosła głowę. Widząc co się dzieje oraz mając własne doświadczenia zdrową ręką chwyciła najbliższe krzesło i po prostu rzuciła nim w posiadaczkę palnika. Nie musiała być geniuszem, żeby dojść do wniosku, że panienka, albo będzie musiała się uchylić - i opuścić palnik, albo wypuścić broń, albo zarwie krzesełkiem boleśnie, co także powinno wytrącić ją z równowagi. Tak czy siak, powinna opuścić gardę. W sumie pomysł ten bardzo się Gangrelce spodobał, więc zaczęła też rzucać krzesłami i co nawinęło jej się w ręce w innych nerdów.
Adam gdy tylko dogasił płomień podniósł się i postanowił znów chwycić najbliższego z nerdów. Teraz był mocno wkurzony. Wiedział, że ta noc skończy się pożarem tego klubu. Nie był tylko pewny czy będzie w środku gry ten wybuchnie.
Trafiło na dziewczynę z toporkiem, Styx uchylił się przed ostrzem i sprzedał nerdce solidnego kopa w żebra. Raczej jakieś złamał. Wtedy też dziewczyna dostała krzesłem od Vanji.
To był nokaut.

Bijatyka nie trwała dużo dłużej. Przewaga nerdów stopniała, aż w końcu sama walka polegała na wyłapywaniu niedobitków przez dwa wampiry.
 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

”Ludzie nie chcą słyszeć twojej opinii. Oni chcą słyszeć swoją własną opinię wychodzącą z twoich ust” - zasłyszane od znajomej.

Ostatnio edytowane przez Mi Raaz : 07-11-2019 o 01:06.
Mi Raaz jest teraz online  
Stary 07-11-2019, 07:30   #17
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 

Później zajęli się ich unieruchomieniem. Połamanie nóg w kostkach wystarczyło w większości przypadków. Vanja nawiązywała znajomości, Adam rozglądał się po budynku. Siekierą rozbijał kamery. Potem zbierał telefony. Na oczach ich właścicieli wyrzucał karty sim i wyłączał aparaty. Było to bardziej niż upierdliwe gdy z palców zwisały strzępki nadpalonej skóry. Mógłby prosić o odblokowanie, o podanie kodów… ale to nie był czas, ani miejsce. Vanja kręciła się przy tym coraz bardziej i wyraźnie stawała się drażliwa - jak typowe dziecko, które nie ma nic do roboty. Z ADHD. I super-mocą.

Nosferatu dojrzał, że jego towarzyszka jest wyraźnie znudzona.
- Słuchajcie smarki. Macie tu komputer, a ja bardzo chciałbym sobie pograć. Kto będzie tak dobry i poda mi hasło? Ty pewnie nie - złapał najmniejszą i wyglądającą na najsłabszą dziewczynę. Unieruchomił ją, choć nie musiał się zbytnio starać. Kości sterczały z jej połamanych piszczeli.
- Kiedyś byłem nerdem jak wy - kłamał, gdy ułożył dziewczynę na blacie baru, po czym wskoczył do góry siadając na niej. Dziewczyna nie miała szans zrzucić łysego nosferatu.
- Przeczytałem wtedy, że przypalanie świeczką nóg było tak bolesne, że rozsadzało układ nerwowy.
Mrugnął do gotki rzucając jej palnik. Ta złapała go zgrabnie w locie i uśmiechnęła się szeroko. Dziecko dostało zabawkę.
- Możemy pobawić się naukowców, żeby sprawdzić czy faktycznie kobiety są bardziej odporne na ból. Ty weź panienkę, ja tego przystojniaka - wskazała na chudego, pryszczatego gościa, który wcześniej ośmielił się zamachnąć na nią toporkiem.
- Czy któryś z was, twardzieli chce pomóc mi pograć tej nocy? - pytał Nosferatu - Podacie to hasło?
Dziewczyna przygnieciona siedzącym na niej Styxem walczyła o to, żeby oddychać. Adam co jakiś czas podnosił się nieco, żeby mogła złapać oddech.
- No - zachęcał ich - pomóżcie koleżance zanim umrze z bólu.
Para wampirów musiała się w zasadzie przekrzykiwać bo całe żywe towarzystwo darło się w niebogłosy. Najbardziej oczywiście panienki ale chłopaki też nie były dłużne. Panował totalny chaos. Z ran lała się krew,całe powietrze nią pachniało, poza tym czuć też było pot, mocz i po prostu strach, Na makabryczny sposób cudownie.
- I tak nas pozabijacie, pierdolcie się potwory! - jedna dziewczyna potrafiła wciąż artykułować lepiej niż pozostali.
Adam podrapał się po szczęce.
- Tak. Możemy was pozabijać od razu. A możemy zmienić wasze ostatnie chwile w cierpienie. I rozciągnąć w nieskończoność.
Nosferatu sięgnął po siekierę nie wstając z dziewczyny. Zastukał nią kilka razy o podłogę, chcąc uspokoić jęki zebranych.
- Szzz. Mogę na przykład odrąbać ci ręce i nogi. A potem zmienimy cię w wampira. Pomijając gadki o wiecznym potępieniu to wyobraź sobie jak będziesz przeżywać wieczność w ciele kadłubka. Podcieranie się łokciem i pełzanie po jedzenie. Myślałaś o tym?
Wampir trzymając siekierę zaczął nią kołysać niczym wahadełkiem. To jak?
Kiedy Styx bawił się w wojny psychologiczne, Vanja po prostu przechadzała się wśród gawiedzi, od czasu do czasu rozdając kopniaki. Wciąż zastanawiała się kto ich tu zamknął. I... kto mógł czekać na zewnątrz.
Skatowana dziewczyna po której “skakał” Styks, w końcu wydukała:
- “1_na_K10!” - coś co musiało być hasłem.

Styks mógł zweryfikować, że faktycznie nim było gdy wpisał je do komputera. Pasowało.
- Przypilnuj ich jeszcze chwilę - powiedział do V i możliwie szybko sprawdził ważne rzeczy na komputerze. Najbardziej zależało mu na dostępie do kamer i do maili.
Dane na komputerze zdawały się zupełnie normalne. Maile od dostawców, rezerwacje od klientów, na wieczorki gier i tak dalej. Dostęp do jakiś kamer też był. Można było oglądać na żywo. Cofnąć, zatrzymać oraz zgrać.
- Nie rozkazuj mi, przystojniaku - burknęła w odpowiedzi Gangrelka, swoją frustracje podkreślając brutalnym kopniakiem w twarz jakiegoś rudego dzieciaka. Ten nie zareagował, widać życie uszło z niego wcześniej, gdy wampirzyca posilała się.
Natomiast wciąż żywe towarzystwo biadoliło, szlochało i przeklinało żałośnie.
Adam usunął wszelkie dane z chmury monitoringu i zweryfikował backupy. Też chciał je usunąć. W ostatniej chwili postanowił ściągnąć ostatnie dwa tygodnie nagrania na dysk. Oczywiście okazało się to zbyt wiele. Miejsca na dysku było za mało. Pewnie stąd chmura. Sprawdził też, kto łączył się zdalnie z systemem kamer, jeżeli w ogóle były takie połączenia.
Analizując temat danych nadal nie mógł zrozumieć dlaczego rzucili się na nich przy wejściu. Skąd ta nienawiść połączona z pewnością, że są wampirami. Podrapał się po podbródku, po czym wyłączył komputer i wyjął z obudowy dysk twardy.
Adam westchnął. Miał ten dziwny odruch wprawiania w ruch swoich martwych płuc rozprowadzając wokół siebie zapach zgnilizny. Nie przyszedł tutaj nikogo zabić. Przyszedł tutaj, żeby ochronić swoich bliskich. Żeby ochronić klub przed grupą samozwańczych łowców wampirów. Tymczasem zmasakrował grupę graczy RPG. Kto wie, może gdyby miał jakiś kumpli, to też spotykałby się z nimi w takich klubach. Tyle, że w życiu nie przyszłoby mu do głowy szarżowanie z maczetą na nieznajomych. Sami byli sobie winni.
- Spalimy tę budę - powiedział do Vanji po schowaniu dysku. Miał przed sobą kilka dni roboty. Z danymi i z telefonami. Nie wierzył, że ta grupa była sama. Byli przykrywką. Może czujką. Nie był w stanie tego ocenić. Teraz musieli zatrzeć ślady.
Adam zaczął od złapania jednego z osiłków, którzy teraz byli połamani. Liczył na przyjemny posmak adrenaliny i chęci walki. Tymczasem powitał go smak strachu i bólu. I choć wraz z zabraniem życia człowiekowi poczuł wszechogarniający przypływ energii, to nie czuł satysfakcji, jaką zwykle dawało mu polowanie. Nosferatu jeszcze raz rozejrzał się po budynku.

Czuł jak ożywcza krew regeneruje jego ciało. Poodkręcał butle z gazem, uruchomił gazówkę, choć nie zapalił płomienia. Wrócił do pomieszczenia z dogorywającymi geekami.

- No, to na nas już czas. Ktoś chce zapalić ostatniego szluga?


Po tym Adam z plecakiem, w którym miał upchany tuzin telefonów i dysk twardy, ruszył spróbować wyważyć drzwi wejściowe.

Drzwiami zajęła się Vanja. Wampirzyca żwawo zaczęła napierdalać toporem strażackim w przeszkodę. Było przy tym masę hałasu. Gangrelce udało się nawet złamać toporek i by drzwi wreszcie puściły musiała sprzedać im jeszcze kilka kopniaków.
Jednak udało się.

Wampirzyca spojrzała wymownie w kierunku Nosferatu. Nadszedł czas zakończyć imprezę - najlepiej z wielkim hukiem.

Nosferatu złożył kilka prowizorycznych koktaili z mocnego alkoholu. Wyglądało to jak mołotowy, choć dużo mniej wydajne. Myśl była prosta: alkohol nasiąkał w upchane do butelek szmaty i podtrzymywał ich palenie. Może zajmie to kwadrans, może nieco dłużej. Do tego czasu gaz powinien już zrobić swoje.

Para kainitów albo po prostu miała szczęście, albo w tej okolicy i sąsiedztwie naprawdę nikt nie zwracał uwagi na nocne krzyki i hałasy. Może nikt nie chciał mieć problemów?

Vanja nadstawiła kołnierz kurtki i wtuliła się w niego, chcąc ukryć twarz, gdyby ktoś jednak miał ich obserwować. Rozejrzała się czujnie.

- Droga wolna - mruknęła do Adama.
Nosferatu wzdrygnął się lekko. Nie pamiętał już kiedy miał swój ostatni bliski kontakt z zimną i martwą kobietą.
- Zaczekajmy chwilę aż to pierdolnie - powiedział niemal poetycko. Widać było po wampirze, że źle się czuł bez kaptura. Nadal nerwowo się rozglądał, choć z pełnym brzuchem był spokojniejszy niż na początku ich wyprawy. Niewiele spokojniejszy.

Dobrze, że kainici zaczekali trochę dalej, w przeciwnym wypadku drzwi które wcześniej Vanja musiała usilnie wyważać, skróciłby bo któreś z nich o głowę, kiedy fala uderzeniowa rzuciła nimi do przodu.
Natychmiast włączyły się też wszystkie alarmy samochodowe w promieniu dobrych kilkudziesięciu metrów.
- Musimy częściej razem wychodzić - powiedziała Vanja, choć jej twarz nie zdradzała zaniepokojenie. Jednak żaden normalny wampir nie lubił znajdować się w pobliżu dużego ognia.
- Wiejemy biegiem czy masz jakieś tajniackie sposoby na znikanie?
- Jeżeli nie przeszkadza ci smród, możemy iść kanałami. Choć ostatnio nie dzieje się tam najlepiej.
- Dwie imprezy jednej nocy? - na twarzy Vanji pojawił się szeroki uśmiech - Rozpieszczasz mnie. Chodźmy!
 
__________________
Konto zawieszone.
Mira jest offline  
Stary 29-11-2019, 09:21   #18
 
Amon's Avatar
 

Lex mówił jeszcze długo, tak długo aż poczuł jak jego struny głosowe zaczynają słabnąć. Nie robił przerwy na zaczerpnięcie powietrza, wszak nie oddychał, nie przełykał śliny. Jego krtań była sucha. Wampir uświadomił sobie, że jeśli będzie kontynuować może trwale uniemożliwić sobie możliwość mówienia w ogóle. Ta myśl pozwoliła mu wreszcie przestać mówić, uwolnić się od czaru, który wszak nie pozwalał mu na zrobienie sobie krzywdy.
- To było chujowe. - skomentował Lew całą sytuację gdy Lex doszedł do siebie - Mam nadzieję że już się z nią nie spotkamy.
- Podzielam tę nadzieję. - Holender skrzywił się odruchowo dotykając gardła. - Na szczęście ona raczej nie spotyka się za często z maluczkimi, jak my - dodał bardziej z wiarą i nadzieją niż z pewnością w głosie.
- Oby. - Lew uniósł dłoń, zatrzymując tym samym przejeżdżającą obok taryfę. - Poprosimy do klubu. Sin’d’bad, w Zemun. - Zwrócił się do kierowcy.
Kierowca zabrał ich trochę okrężną drogą ale nie miało to specjalnego znaczenia, i tak nie dostanie większej zapłaty. Lew zauważył nawet idącą ulicą wampirzycę którą w zasadzie dopiero co poznał w Elizjum. Alexis. Dziewczyna szła sama ciemną alejką, mogło wyglądać niebezpiecznie, jeśli nie wiedziało się kto tu jest drapieżnikiem.

Pod klubem było już spokojnie. Wyglądało na to, że obyło się bez awantur.
Gangrel westchnął w ludzkim odruchu z ulgi. Przynajmniej jeden raz nic się nie zesrało. Postanowił zignorować na chwilę obecną Alexis, ale jeśli kiedyś zawędruje do Zemun będzie musiał z nią pogadać. Nie życzył sobie by inne wampiry ich “opijały”, mieli już wystarczająco dużo kłów do nasycenia z nowymi nabytkami.
Skierował się bezpośrednio do sali VIP gdzie miał zamiar czekać na resztę koterii. Po drodze spytał chłopaków czy psiarnia nie kręciła się w pobliżu, w ilości większej niż normalnie.
Dzisiejszej nocy najbardziej ruchliwą służbą na sygnale okazała się jednak straż pożarna. Przynajmniej raz, nie “paliło” się pod nogami żadnemu z klubowiczów...
Choć czy na pewno?
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline  
Stary 03-12-2019, 11:39   #19
 
Mi Raaz's Avatar
 

W podziemiach klubu uniosła się stalowa klapa blachy z wytłoczonym antypoślizgowym. Normalny industrialny element pod którym zazwyczaj nie ma tajnych przejść. Po chwili w małym i ciemnym korytarzu pojawiła się Adam z towarzyszką. Miał jej nie pokazywać tylnego wyjścia z ich kryjówki, ale nie spodziewał się, że ich spacer będzie mieć taki przebieg.

Wszedł do głównego pomieszczenia i na ławę przy kanapie wysypał zebrane telefony komórkowe i dysk twardy.
- Jak w filmach o superbohaterów... - zaśmiała się Vanja, choć w jej głosie chyba zabrzmiała nuta uznania - W sumie dobrze byś wyglądał w stroju Batmana. W sumie to w każdym stroju. Także papierowej torby - zachichotała jowialnie.
- Tak, wiem. Ale nie mógłbym odbierać ludziom radości z oglądania tej pięknej buźki - usta Adama wygięły się w dziubek i cmoknął głośno w stronę dziewczyny.
Poszedł do swojego pokoju po laptopa z izolowanym środowiskiem. Podpiął pierwszy telefon i zaczął sprawdzać wszystkie po kolei.

Telefony nie były w jakiś specjalny sposób zabezpieczone, nic nadzwyczajnego. Jeśli chodzi o zapisane wiadomości to Styx musiał przedzierać się przez nerdowski żargon - to naprawdę utrudniało weryfikację informacji, nie sposób na przykład było wydedukować, czy wiadomości dotyczą prawdziwych zdarzeń, czy są raportami z jakiś gier. Adam nie miał jednak żadnych wątpliwości gdy znalazł na telefonach kilka “filmików”. Ujęcia nie były z Belgradu, może nawet nie były z Serbii. Tak czy siak Styks potrafił rozpoznać używanie dyscyplin czy pożywianie się na ludziach nawet jeśli oglądał to na małym wyświetlaczu i bez hd.

W czasie egzaminacji telefonów Adam zauważył, że na jednym z monitorów jego komputera wyskoczyła ikonka powiadamiająca o nowej wiadomości.
Cytat:
“Cześć, jesteś od Omegi?????? Proszę odpisz!!!!!”
Omega to był nick jednego z “ludzi” jego ojca. O ile Styx się orientował, ghula czy nawet spokrewnionego Nosferatu.

Nosferatu przejechał po pokoju na krześle obrotowym. Momentalnie zaczął klepać w klawiaturę.
Nie odpisywał. Sprawdził integralność proxy i ewentualną opcję namierzenia jego komputera. Gdy tylko upewnił się, że jest bezpiecznie i mógł wysłać odpowiedź przez serwer na Madagaskarze
Cytat:
“Tak”
Cytat:
“So się stało???? Zrobiłam coś nie tak??? Nikt się do mnie nie odzywa od tygodni???? Zawsze ktoś się pojawiał???? Nie mogę ruszyć się z domu przecież, kiedy ktoś do mnie przyjdzie? Wszystko zgodnie z umową?”
Nosferatu przeczytał trzy razy wiadomość od początku do końca. Dużo znaków zapytania. Mało wykrzykników. W końcu zdecydował się odpisać:
Cytat:
“Czekaj. Jutro w nocy ktoś się odezwie.”
Cóż, pojawiła się szansa na żywe źródło informacji. Nie można było tego bagatelizować.
Cytat:
“Ok, ok, spoko , dzieki XXX”
Nosferatu do rana grzebał w telefonach. Robił zestawienia powtarzających się numerów i adresów e-mail w skrzynkach. Zastanawiał się na ile dużą "siatką" był klub nerdów i czy jakiś "prawdziwy" inkwizytor stał za ich działalnością.

 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

”Ludzie nie chcą słyszeć twojej opinii. Oni chcą słyszeć swoją własną opinię wychodzącą z twoich ust” - zasłyszane od znajomej.
Mi Raaz jest teraz online  
Stary 03-12-2019, 13:47   #20
 
Zaalaos's Avatar
 
Vanja przeciągnęła się. Uśmiech na jej twarzy zniknął wraz z Nosferatu, który najwyraźniej nie czuł potrzeby zabawiania gościa. Czy to z tego, czy z innego powodu naburmuszona Gangrelka postanowiła przenieść się do klubu, a konkretnie do sali VIP-ów, gdzie natrafiła na swojego klanowego brata.

- Mogę wejść, czy przeszkadzam w zabawie z samym sobą? - zagadnęła Lwa.

- Zapraszam serdecznie. - odparł Gangrel wskazując wolne siedzenie i ignorując przytyk - Grzecznie się bawiliście z Adamem?
Na to neutralne pytanie Vanja jakby zawahała się. Tylko na moment co prawda, ale uważny obserwator mógł zauważyć, że jej skupienie na wykonaniu czynności siadania było jakieś takie... nadmierne.
- Dobrze się bawiliśmy. Aż się zdziwiłam. A ty co tu robisz tak sam? Nawet nie mogę powiedzieć, że się spijasz, bo - no właśnie - jesteś sam. - zachichotała z własnego żarciku.
- Nie mam nic lepszego do roboty. - westchnął Lew - Lex musi odpocząć, dla mnie na wieczorynkę jest jeszcze za wcześnie, więc patrzę sobie na moją domenę. O właśnie… Księżna oficjalnie przydzieliła nam Zemun, więc proszę bądźcie grzeczni. Ty i ekipa Skadi. - w słowach tych nie było groźby, raczej koleżeńska rada - Adam na dole, gra w jakieś rpg-i?
- A kto go tam wie, może ogląda “łysi i blondynki”. Zamknął się u siebie.

Zapadło milczenie. Vanja znów przyjrzała się Lwowi, mierząc go powoli wzrokiem.
- Może wyskoczymy na parkiet?
Ten kiwnął z uznaniem głową i podniósł się. Lubił kobiety które były w stanie przejąć inicjatywę. W każdym razie lubił gdy żył i działała mu jeszcze kuśka. Teraz taniec był dla niego pozbawioną przyjemności czynnością. Chyba że polował.
- милейди - powiedział, wykonując dworski półukłon i wyciągając przed siebie dłoń.
 
Zaalaos jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:20.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168