Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 07-07-2019, 16:14   #1
 
Amon's Avatar
 
[VtM5] Bałkański raj.




Bałkański raj

Już w zaciszu Sin’d’bada spokrewnieni mogli śledzić telewizyjne i internetowe wiadomości o schwytaniu “wampira z Belgradu”

Do końca tygodnia nikt ich nie niepokoił, nikt nie nachodził. Zamówione przez Cynthię meble wreszcie przyszły i wampirzyca siedziała teraz na nowej kanapie. Nikt w dalszym ciągu jej nie lubił, ale i ona nie pałała specjalnymi uczuciami do pozostałych. Udało jej się spotkać ze swoim detektywem, pograć w szachy, odchamić się… - tak, tego ostatniego naprawdę potrzebowała...

Lew sprawdzał co noc jak mają się bikerzy. Problem z gangiem Skadi niestety był daleki od wyjaśnienia. Wyglądało na to, że spokrewnieni będą musieli w jakiś sposób pomóc swoim bikerom albo… niedługo nie będą już mieć gangu i był to niemały kłopot, z którym wampir postanowił się możliwie szybko zmierzyć. Mógł znaleźć Skadi i spróbować spuścić jej soczysty wpierdol, ale coś czuł że nie byłoby to ani proste, ani najprawdopodobniej miarodajne. Może cywilizowana rozmowa rozwiąże ten problem?

Adam nawiązał online kontakt z kilkoma dawnymi współpracownikami ojca. Smiertelnikami, przy czym jeden był ghulem. Teraz dość zdesperowanym. Wyglądało na to, że faktycznie nie było w mieście już więcej Szczurów.
Zapytał jeszcze o Mysz, choć nie spodziewał się jakiejkolwiek odpowiedzi. Korzystając z kilku wolnych chwil przeglądał monitoringi pokazujące autobus. Szukał miejsca z którego Mysz przyszła i do którego poszła. Niestety Belgrad nie był cały pokryty monitoringiem. Zresztą, jeśli przypuszczenia Nosferatu były prawdziwe, to gdy kamery nie obserwowały wampirzycy, to pewnie weszła do kanałów. On sam znikał przecież z obrazu kamer wskakując na dachy. Skoro można było uciekać w niebo, to czemu nie pod ziemię? W każdym razie Myszka się rozmyła.

Adam przez te kilka wieczorów popadł w rutynę. Zaraz po wstaniu ruszał zobaczyć dom w którym mieszkała jego córka i niedoszła żona. I dopiero po kilku godzinach wracał, siadał do komputera i do rana stukał w klawiaturę. Szukał jakichkolwiek śladów owej Skadi i jej motocykla bez tablic rejestracyjnych. W głowie stworzył sobie wizję algorytmu uczenia maszynowego, który miałby znaleźć ów motocykl. Jednak odpalenie takiego algorytmu wiązałoby się z kilkoma miesiącami pracy i inwestycją w lepszy sprzęt. Adam wiedział, że go to nie ominie, ale nie miał ani czasu, ani zasobów, żeby zająć się tym w danym momencie. Dlatego w poszukiwaniach Skadi pozostał przy tradycyjnych metodach. Tylko jednego wieczoru gdy głód o sobie przypomniał, to dopadł w uliczce jakiegoś łysego dresa.

Adam poluje Stealth+Brawl 6k10
Kostnica
3 sukcesy, nikogo nie zabił ale na pewno zaspokoił głód do poziomu 1.
Szukanie Skadi:
Adam niestety nie ma Investigation które by się tu przydało, no to spróbujemy Int+streetwise 5k10
Kostnica
1 sukces.


Przynajmniej Skadi nie była jakoś trudna do namierzenia. Kobieta w odróżnieniu od kogoś takiego jak Adam, nie musiała się specjalnie kryć. Była przestępcą, kimś komu nikt nie chciał nadepnąć na odcisk, wliczając policję. Varadinka Tasić, pochodziła ze Słowenii i miała wedle swoich dokumentów 49 lat, nikt Skadi o bycie wampirem raczej nie podejrzewał. Adam ustalił też, że kobieta pojawia się w jednym z pubów na peryferiach miasta, miał już adres.

Lex spędził resztę tygodnia za barem. W piątek późnym wieczorem przy przy barze przysiadła się dziewczyna. Wyglądała na jakieś dwadzieścia lat, całkiem sympatyczna i Lex już nawet miał nadzieje, że wrzuci coś na ząb…
Do momentu aż klientka powiedziała że ich wspólna znajoma Alice przesyła pozdrowienia.
- … Tak jak powiedziałam Alice jest zdania, że powiniście wpaść na naszą małą imprezkę, nie ma co się stresować, nikt was przecież nie zje, trzeba czasem wyjść do ludzi… - tak powiedziała i to też Lex powtórzył pozostałym gdy spotkali się razem w vip roomie.

Adam stał z założonymi rękami w czarnej koszulce.
- Dlaczego niby trzeba wyjść do ludzi? - powiedział spokojnie, po czym podrapał się w łysą potylicę - Chcą nam medale wręczyć za Wampira z Belgradu? - Z tego co powiedziała “znajoma znajomej” mogło chodzić choćby i o to, choć według Cynthii raczej miała to być szansa dla mieszkańców na obejrzenie sobie “młodych z Zemun” Ich nowa współlokatorka dała do zrozumienia, że to była raczej propozycja nie do odrzucenia.
Lew siedział w wygodnym fotelu, drapiąc Cienia z uchem.
- Wątpię. Czuję że będą chcieli nam wepchnąć kolejne gówno w ręcę do turlania, a mamy wystarczająco dużo własnych nierozwiązanych problemów. Dalej nic nie zrobiliśmy ze Skadi, a ta już kilku naszych chłopaków do szpitala wpakowała. Jak znowu zostawimy ich samych to ta zaatakuje. - gangrel przestał drapać Cienia i wcisnął się głębiej w fotel, jakby próbował uciec przed stojącym przed nimi problemem - Z drugiej strony jak odmówimy… Ja jestem jeszcze młody w te klocki, nie chcę sobie robić na starcie wroga z kogoś kto ma niejaką władzę w tym mieście.
Nosferatu wyszczerzył zęby.
- No to co? Odprasuję dresik i pójdziemy potańczyć z tym gównem do turlania. A do Skadi przeszedłbym się jeszcze dziś. Co myślicie? - Adam spojrzał na Lexa i Cynthię. Bez wątpienia wszyscy chcieli załatwić sprawę polubownie. A on z Lewem nadawali się do tego niczym łom do otwierania puszek z piwem.
- Dziś brzmi dobrze. - pokiwał głową Lew.
- Dziś. - Holender również skinął głową. - Jak dziś tego nie załatwimy, to ta suka gotowa jutro wykorzystać, że żadnego z nas tu nie ma. - Lex pokręcił głową. Ostatnie dni nie ruszał się z Sin’d’Bada na krok, gdy pozostała trójka balowała na cmentarzu, randkowała z “Myszką” i załatwiała inne sprawy. - Trzeba z nią skończyć raz na zawsze. Dogadując się lub spuszczając wpierdol.
- Ruszajmy w takim razie. - Lew podniósł się z fotela, a Cień natychmiast podskoczył i przywarł ciałem do nogi wampira - Miejmy to za sobą.
Lew pożyczył od chłopaków furę w której wampiry miały nadzieję wyglądać poważnie.
Rosjanin usiadł za kierownicą, Holender na siedzeniu obok niego. Adam schował się na tylnim siedzeniu wraz z Cynthią, która jak zwykle wspaniale udawała, że bliskie spotkanie z nosferatu nie stanowi dla niej najmniejszego problemu. Sytuację dla Cynthii ratowała tylko obecność Cienia, grzecznie leżącego na środku tylnego siedzenia, oddzielając od siebie wampiry.

Po dwudziestu minutach dość szybkiej wieczornej jazdy według nawigacji z Adamowego telefonu zastava zajechała pod “Knajpę morderców” jak stylowo nazywała się melina Skadi i jej gangu.
[MEDIA]https://c8.alamy.com/compit/k6eye3/cupa-foresta-con-nebbia-e-una-casa-k6eye3.jpg[/MEDIA]
Kainici jeszcze dobrze nie opuścili wnętrza swojego transportu a już wkoło auta stało sześciu mężczyzn.
Wszyscy byli duzi i nie mieli zbyt pogodnych min. Największy z nich przekrzywił głowę.
[MEDIA]http://soundrive.pl/assets/front/images/content/FLL5lUgEFzWMrW3ciXoFSnt7duUKhFrl48g9Adt8ibHKBgllBE MerkLsr9Hb_danzigjpg-image(580x580-crop-grayscale).jpg[/MEDIA]
- Ty pracujesz w Sin’d’Badzie - wielkolud pokazał palcem na Lexa mało nie wykuwając mu tym samym oka.

- Ja też. - wtrącił się Lew wysiadając z samochodu. Cień wyskoczył przez otwarte okno i zaczął warczeć. - Przyszliśmy wyjaśnić kilka spraw. Na przykład dlaczego jesteście tak cięci na naszych kolegów. Starczyło że zostawiłem chłopaków samych na godzinę, wracam i znajduję dwóch z nich na granicy kurwa śmierci, z resztą z połamanymi kończynami. - Lew spojrzał groźnie na facetów. Jego oczy błysnęły na moment czerwonym światłem - Wypierdalać po Skadi, nie będę się więcej produkował przed pachołkami. - z gardła psa wydobył się groźny warkot, jakby akcentując słowa wampira.
Facetów aż wyprostowało, paradoksalnie oznaczało to, że stali się jeszcze wyżsi.
- O… ok… ok… - mężczyźni zaczęli się powoli cofać, choć najchętniej by po prostu od razu uciekli. Najwyraźniej swojej szefowej bali się jeszcze bardziej.
Jeden z mężczyzn podbiegł jednak do budynku i zniknął za drzwiami.

Po chwili na zewnątrz wychyliła się inna jeszcze postać.
[MEDIA]https://i1.wp.com/themetalreview.com/wp-content/uploads/2013/07/varg-vikernes.jpg[/MEDIA]
Mężczyzna zmierzył belgradżanów spojrzeniem.
- Przyjmie was. - obwieścił, po czym cofnął się w mrok, zostawiając jednocześnie drzwi szeroko otwarte.
Uśmiech Adama skrzętnie skrywał uśmiech za biało czarnym szalikiem z sylwetką mężczyzny z łopatą. W Belgradzie każdy znał logo Grobari. Ultrasów drużyny Partizian Belgrad. Chłopaki w drużynie grały średnio, ale za to Grobari obrośli już w mity. No bo w ilu krajach pseudokibice są weteranami wojen o niepodległość?
Nosferatu ruszył pierwszy zdejmując kaptur. Potrzebował się rozejrzeć, a kaptur to utrudniał.
- Co za łaska - mruknął rozbawiony nieco Lex do Lwa i Cynthii, na słowa o “przyjęciu ich” przez Skadi. Był nieco spięty, choć starał się to maskować. Ruszył zaraz za Adamem i chwilę potem dołączył do niego Lew, przepuszczając przed sobą Cynthię. Trzymanie najlepszych “figherów” na początku i końcu grupy wydawało się rozważnym posunięciem. Cień dreptał u boku Lwa, szczerząc zęby gdy mijali bikerów.
Na parterze “Knajpy morderców” znajdowało się tylko jedno, duże pomieszczenie, powstałe przez wyburzenie wszystkich ścian działowych mieszkania, które było tu wcześniej. Było dokładnie widać gdzie kiedyś znajdowały się pokoje, korytarz, w jednych miejscach na podłodze były klepki w innych lastryko. Tam gdzie była kiedyś kuchnia, na ścianie wciąż znajdowały się kafelki z kwiecistym wzorem. Tam też teraz znajdował się bar, którego szynk wyglądał jakby przeniesiono go tutaj z jakiegoś lokalu gastronomicznego, na tyle dawno temu, by zdążył nasiąknąć rozlanym piwem.
Przy każdej ze ścian siedzieli lub stali członkowie gangu Skadi. W odróżnieniu od typowych bikerów z Sin’d’bada, ci tutaj wyglądali bardziej na ultraprawicowych neopogan, faszystów, młodzi serbowie słuchający rasistowskiego narodowo- socjalistycznego black i folk metalu. Taka też teraz muzyka leciała niezagłośno z rozstawionych w różnych miejscach kolumn i głośników (które robiły też za taborety czy stojaki na piwo). Tu nie czuć było znanego z waszego klubu klimatu Sons of Anarchy, bardziej coś jak Vikings. Na środku sali dwóch rozebranych do pasa mężczyzn walczyło na noże. To nie była pijacka zadyma, ludzie wydawali się zupełnie trzeźwi, wyglądało też na to, że nie jest to sparing lecz walka o życie.

Wszyscy bywalcy zajęci byli śledzeniem tej walki do momentu gdy czwórka kainitów nie weszła do ich lokalu, wtedy wszystkie oczy przeniosły się na nowo przybyłych. Nie było żadnych pogróżek, czy choćby gwizdów w kierunku Cynthi, jedynie cicha obserwacja.
Walczący również odnotowali pojawienie się wampirów, jednak nie zaprzestali potyczki, zupełnie jakby każdy jeden obawiał się, że jeśli tylko opuści gardę jego prżeciwnik to wykożysta.

Na przeciwległym od drzwi końcu sali, na starym fotelu, który mógł być elementem oryginalnego wystroju domu, siedziała jedyna prócz dopiero co przybyłej Cynthi kobieta. W czarnym, mocno zużytym kostiumie motocyklisty kobieta wyglądała trochę jak średniowieczny wojownik odpoczywający wśród zgliszczy po rzezi jaką wraz ze swymi ludźmi właśnie zgotował jakiejś wiosce.
Skadi, mogła faktycznie mieć koło pięćdziesiątki, jeśli byłaby żywa. Jej włosy były raczej siwe niż białe jak u Myszy. Kobieta miała trochę zmarszczek, których w żaden sposób nie starała się ukryć choćby odrobiną makeupu. Żadnego cienia, żadnej pomadki. Szare oczy wampirzycy poruszały się za belgradżanami, reszta twarzy pozostawała nieruchoma.

Adam ruszył przed kobietę. Stanął z prawej strony zostawiając miejsce dla towarzyszy. Ściągnął też szalik, który upchał w kieszeń bluzy. Ręce skrzyżował na piersi i wykonał delikatny ruch głową, który przy odrobinie dobrej woli można było uznać za jakąś formę gestu powitania. Gadanie zostawiał tym, którzy byli w tym lepsi od niego.

Lew stanął najbardziej z lewej strony, tak że Cynthia i Lex wylądowali pośrodku ich małej grupki. Cień zaczął obchodzić wampiry dookoła, po małym kole, jakby wyznaczał granicę której przekroczenie mogło się źle skończyć. Gangrel spojrzał na Skadi - faktycznie, poznawał jej strój.
- Mieliśmy okazję się poznać na stacji benzynowej. - stwierdził głośno - Czemu masz z nami i naszymi chłopcami problem? - przeszedł od razu do meritum sprawy.
- Czemu tak uważasz? - Skadi odpowiedziała spokojnie choć niemal natychmiast. Lew nie wyczuł w tych słowach, żadnej gry znaczeń. Zresztą podobnie miało się to z Adamem, Lexem czy nawet Cytnhią. Nikt z waszej grupy nie doszukał się choćby cienia podstępu w słowach kobiety.
Każdy z was poznał już kilku spokrewnionych z okolicy. O ile szeryf po prostu komunikował co miało być zrobione, czuć było, że wasze istnienie jest mu całkowicie obojętne, dopiero w czasie waszego ostatniego spotkania, kiedy Wojciech wrócił z oględzin “wampira” wydawało się, że jakoś, choć na chwilę, zwróciliście jego uwagę.
Alice, po wyjaśnieniu nieporozumienia ze śmiercią jej ghulicy, wydawała się całkiem sympatyczna, wręcz ciepła. Starsza Torreadorów nawet zaznaczyła pewne zainteresowanie Lexem, podejrzewając go o bycie współklanowcem. Adam też znalazł “wielbicielkę” w postaci Myszy, kimkolwiek, czy czymkolwiek była wasza dobroczyńczyni i czy faktycznie takową była…d
Lew natomiast miał wrażenie, że ze wszystkich do tej pory poznanych kainitów, to właśnie Skadi, najbardziej przypomina jego.
- Twoi… Ludzie regularnie tłuką się z naszymi, i im w tym aktywnie pomagasz. I o tyle o ile dobre mordobicie jest dobre i dla morale i dla umiejętności wszystkich członków, to kiepsko zaczyna się robić kiedy muszę reanimować każdej nocy kilku swoich. Chcemy… Chcę żeby to się skończyło.
Po słowach Lwa uszu wszystkich wampirów dobiegł dźwięk jakie wydaje nóż kiedy otwiera ludzkie ciało. Woń gorącej, wypełnionej adranaliną krwi natychmiast uderzyła wszystkich kainitów. Jeden z walczących cały czas mężczyzn drasnął swojego przeciwnika w pierś, kreśląc czerwoną wstęgę wzdłuż jego nagiej klatki piersiowej.
- Pierwsza krew - doleciał męski głos z rogu pomieszczenia.
- Hmm… - Skadi potarła skroń dłonią wciąż okrytą grubą motocyklową rękawicą. Zapach juchy ewidentnie rozproszył uwagę kobiety, nawet jeśli tylko na chwilę.
- Dziś świętujemy. Wspomnimy naszych zmarłych, Narodziny i śmierć. - Powiedziała wampirzyca znów spoglądając bezpośrednio na Lwa. Lex i Cynthia nie mieli najmniejszego problemu ze zrozumieniem kobiety, która mówiła bardzo poprawną, właściwie akcentowaną słowiańszczyzną. Adam, który urodził się w Belgradzie miał wrażenie, że słucha popa na naborzeństwie. Dla Lwa, miejscowy język był prosty do opanowania, wszak południowych i wschodnich braci łączyło więcej niż dzieliło. Jednak sposób w jaki Skadi mówiła naprawdę nosił cerkiewnosłowiańskie nuty. Wampirzyca rozejrzała się po sali gdy jej wzrok padł na mężczyznę, który wcześniej otworzył belgradczykom drzwi, ten natychmiast znikł zabierając ze sobą kilku innych. Po chwili mężczyźni przynieśli cztery krzesła i ustawili jej blisko Skadi dwa po jednej, i dwa po drugiej stronie.
- Siadajcie, gość w dom. - wyjaśniła wampirzyca wykonując jeden gest ręką
Lew obrzucił wzrokiem siedzenia i resztę wampirów. Gdyby Skadi chciała im zrobić krzywdę to już dawno byliby w dupie. Ruszył ku siedzeniu najbliżej niej, po prawej stronie. Usiadł na nim wygodnie, a Cień natychmiast pacnął na tyłek między nogami wampira. Nie rozumiał tylko dlaczego gangrel, a przynajmniej przypuszczał że Skadi do tego klanu należała, bawiłby się w tworzenie kultu. Choć z drugiej strony… Wampir był młody i niewiele wiedział.
Teraz Skadi przyglądała się walczącym mężczyznom… to znaczy tak mogli uważać wszyscy obecni w pomieszczeniu śmiertelnicy. Dla Lwa, Lexa, Adama i Cynthi było jasne, że kobieta obserwuje pierś rannego mężczyzny.
- Moi ludzie postępują zgodnie z prawem: sięgają po to czego chcą i jeśli są wystarczająco silni dostają to… - wampirzyca przerwała gdy ranny już wcześniej mężczyzna jęknął ponownie, tym razem ostrze ukłuło go w bok. Wszyscy kainici słyszeli jak krople krwi uderzają o stary parkiet.
- A ci którzy nie, nie… - wampirzyca mówiła nie odwracając wzroku od sceny walki.
- Szczerze powiedziawszy, nawet nie wiedziałam, że ktoś tam mieszka. Choć gdybym wiedziała, to i tak nic by dla mnie nie znaczyło. Blond Bestia nie uroni jednej krwawej łzy dla tego miasta. Patrzy w oczy Lokiemu i Nornom, czekając kto mrugnie pierwszy. Jej Wilk i jej Syn stoją na jej straży. Mogłabym przejechać cały Belgrad i ta nawet nie zwróci uwagi. Wszyscy Przeklęci pozamykają się w swoich zamkach i wieżach czekając aż pożar przejdzie. Nie mam z nimi problemu. Powiedz mi, czemu miałabym mieć problem z wami.
Lew wzruszył ramionami. Jak dla niego cały wywód Skadi to było jedno wielkie pierdolenie, ale nie mógł nie zauważyć że jej gang był o wiele lepiej… Przygotowany do ewentualnych starć.
- Jedno ci przyznam, Przeklęci, a każdym razie ci “lepiej postawieni” już się pozamykali. Ale jest to konieczne. - rzucił Lew. Tak jak nie przepadał za tym całym gównem, to maskarada akurat miała sens. - I my też nie chcemy mieć problemu z tobą, po prostu chcemy żeby ataki na naszych chłopaków się skończyły. Przyciąga to zbyt wiele uwagi, a bądźmy ze sobą szczerzy. Jak panowie z krzyżami na płaszczach tutaj przyjadą w większej sile to czego byśmy nie robili, nie mamy szans. Jest ich zbyt dużo, a nas zbyt mało.
- Hmm… - Skadi odchrząknęła i spojrzała na Lwa - dlatego właśnie w odróżnieniu od świty tej Północnej Wiedźmy, postanowiłam skończyć z krzyżowcami i całym tym… “wampirem”. - wytłumaczyła - Ponoć udało wam się pozbyć tej ostatniej kreatury? To musiały być piękne łowy, sama polowałam na niego od miesięcy. - Skadi nie kryła w swoim głosie uznania, krętactwo nie było chyba w jej stylu. - Myślisz młodzieńcze, że sam poradzisz sobie z krzyżowcami? To po to tu przyszedłeś? Powiedzieć mi, że sam posprzątasz w Belgradzie? - pytanie Skadi wydawało się szczere.


 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.

Ostatnio edytowane przez Amon : 07-07-2019 o 16:43.
Amon jest offline  
Stary 09-07-2019, 20:32   #2
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 


- Nie i nie mam takiego zamiaru. “Wampirem” zajęliśmy się bo bruździł i zwracał uwagę mediów, a za uwagą mediów podąża uwaga krzyżowców. Teraz chcemy żeby te starcia między naszymi ludźmi się skończyły, bo zaczną zwracać uwagę. Przyszedłem tu tylko uprzejmie z tobą na ten temat porozmawiać. - Lew miał nadzieję że kobieta znowu nie przekręci jego słów, a w każdym razie nie wywnioskuje z nich czegoś zupełnie odwrotnego co miał na myśli. Czy długie życie tak wykręcało umysły wszystkich wampirów?

Przez chwilę jego wzrok spotkał się ze spojrzeniem towarzyszącej im Ventraski. Cynthia jak zwykle wydawała się totalnie nie pasować do otoczenia. I nie chodziło tylko o styl ubioru. Wampirzyca, choć zachowywała swoją zwykłą poker face, raz po raz rozglądała się nerwowo, jakby pytając “Co ja tu robię?” Nie odbiegało to zresztą znacząco od prawdy. Kiedy sprawa wampirzego psychola została rozwiązana, panna Vardalos czekała na kontakt w sprawie obiecanej jej nagrody. Miała nadzieję, że lada noc będzie mogła wynieść się z leża Sin(d)Bada, gdy “góra” potwierdzi, że wykonała swoje zadanie. Nie bardzo więc miała ochotę angażować się w kolejną zadymę szczególnie z kimś takim jak Skadi... i jej banda.

Wtem od strony schodów, z piętra, doszedł wszystkich odgłos ciężkich kroków, któremu towarzyszyło dzwonienie łańcuchów, jak w jakimś horrorze klasy B.

Nie wywołuj wilka z lasu - cisnęło się na usta Cynthi, gdy zobaczyła najpierw ciężkie, upstrzone ćwiekami glany, potem wynurzające się z góry kolejno porwane kabaretki na wyjątkowo zgrabnych odnóżach, skórzane szorty, opięte na krągłym tyłeczku, ozdobionym dodatkowo grubym, pozwijanym łańcuchem, talię osy, czarny, powyciagany, ale w jakiś sposób cholernie rozbudzający wyobraźnię top, trochę tandetnej biżuterii (w tym ankh!), burzę czarnych włosów i słodki pyszczek nastolatki, skrywający się pod warstwą grubego, mrocznego make-upu.


- A to co za zbieranina? - warknęła pseudo-gotycka piękność,przyglądając się każdemu po kolei - Więcej was mamusia nie miała?
Gangrel otaksował kobietę powoli wzrokiem. Gdyby był żywy zapewne wywołałaby u niego pewną reakcję, ale jako że był martwy… Oparł się wygodnie w krześle, ale nic nie powiedział, oddając inicjatywę innym. Lex tymczasem otaksował wzrokiem nowoprzybyłą. Nie miał pojęcia kim była jego ‘matka’ i z jakiego klanu się wywodziła, ale Alice mogła mieć nieco racji względem swoich domysłów. Holender nigdy obojętnym na piękno nie był. Do tej pory nie włączał się do rozmowy wyczuwając jakąś ulotną nić porozumienia Lwa i gospodyni, a wparowanie tu nagle tego emo-zjawiska prawie wytrąciło go z zabrania głosu, gdy już to miał uczynić.
- Problem z nami… - odezwał się jednak, niechętnie przenosząc wzrok na Skadi. - Coś mi mówi, że problemy cię napędzają. Nic tak nie cieszy jak znalezienie problemu, by go brutalnie rozwiązać, prawda? - Uśmiechnął się lekko. - Jesteśmy jednak bandą nic nie znaczących gnid. Przynajmniej w oczach góry tego belgradzkiego cyrku. Potrafimy być jednak i upierdliwi. Gdy przyciśniesz naszych, będziemy musieli iść na wojnę, a nawet zajechanie nas sławy i splendoru ci nie da. Nie jesteśmy fanami tego Camariburdelu, obu stronom może bardziej opłacałby się jakiś sojusz?
Pojawienie się dziewczyny wybiło z rytmu nie tylko gości Skadi. Wygrywający do tej pory mężczyzna zerknął w jej kierunku, w tym właśnie momencie jego broczący krwią przeciwnik uderzył ostrzem w jego szyję. Jucha siknęła aż na sufit.

Wszyscy rzucacie rosue check 1k10
/możesz od razu za mnie rzucić, bo nadal nie mam konta na kostnicy?
Adam zdał, skadi też. Dziękuje. Mje też rzucaj
V zgłodniała
Lex: 2 - zgłodniał
Lev: 8 - zdał Kostnica


Nogi mężczyzny złożyły się jak harmonijka, z ciała wciąż wypływała gorąca krew.
Skadi straciła zainteresowanie gośćmi, w jej dłoniach pojawiła się metalowa miska, którą cisnęła pod nogi ciężko rannego mężczyzny.
- Czyją krew ofiarujesz? - zapytała zwycięzcę.
- Swoją - człowiek odpowiedział zadziornie, choć słychać było, że każdy oddech sprawia mu problem, było tylko kwestią czasu aż sam straci przytomność.
- Niech tak będzie - zgodziła się Skadi po czym wstała. Kobieta górowała wzrostem nad wszystkimi kainitami, rozerzała się po sali. - Dziś wspominamy Tihomira i Zdeslava - powiedziała podchodząc bliżej do martwego oraz klęczącego mężczyzny.
- Tihomir… - wampirzyca patrzyła na mężczyznę leżącego w kałuży krwi z fascynacją - jeszcze dzisiejszej nocy będzie świętować z bogami. Zdeslav… już nigdy nie ujrzy wschodzącego słońca - to powiedziawszy kiwnęła głową - już czas.
Na tą komendę kilku mężczyzn w tym “odźwierny” wystąpiło do przodu i zaczęło prowadzić większość osób obecnych w Knajpie morderców do wyjścia. Po kilku minutach, w czasie których ranny w bok Zdeslav już niemal stracił przytomność w pomieszczeniu prócz niego zostali już tylko belgradczycy, nowoprzybyła, Skadi oraz trzech mężczyzn w tym “odźwierny”
Zdeslav ostatkiem sił poderżnął sobie żyły i włożył dłoń do metalowej miski. Gdy naczynie napełniło się do niemal połowy, a mężczyzna ostatecznie stracił przytomność Skadi schyliła się i podniosła je. Nowoprzybyła podeszła bliżej i stanęła obok starszej wampirzycy. To samo uczynili trzymający się do tej pory na uboczu mężczyźni. Skadi skosztowała krwi biorąc mały łyczek jej rysy natychmiast stały się dziksze. Następnie podała naczynie “odźwiernemu” który powtórzył gest po czym podał miskę kolejnemu mężczyźnie, dopiero gdy wszyscy czterej skosztowali krwi Zdeslava naczynie podano “gothce” a gdy ta skosztowała, wyraźnie usatysfakcjonowana smakiem, Skadi kiwnęła by ta podała ją stojącemu najblizej niej belgradczykowi.
- Gość w dom. - wytłumaczyła Skadi.
Lew przyjął naczynie, spojrzał na krew i podał je kolejnej osobie.
- Nie piję tego czego sam nie zdobyłem. - wyjaśnił.
Skadi tylko kiwnęła głową ani nie pochwalając, ani nie ganiąc wampira, po prostu dała do zrozumienia że usłyszała.
W odróżnieniu od Gangrela Lex się nie krygował i uniósł miskę by napić się ze smakiem.
- Polecamy, gluten free - rzekła gothka z krzywym uśmiechem, po czym spojrzała na towarzyszącego Lwowi Cienia. W jej wzroku pojawił się błysk sympatii, który mógł sugerować, że ona i Lew pochodzą z tego samego klanu.
- Jak chcesz, twój futrzasty kumpel może się napić za ciebie. Choć oczywiście, wolna wola. - podsunęła.
- Jeśli zostanie po tym jak wszyscy się zaspokoją. - zgodził się Lew.
Jeden z mężczyzn który pił już wcześniej założył ręce i spojrzał na gothkę. Nawet się uśmiechał, choć w tym akurat nie było nic przyjemnego. Wampirzyca zmrużyła oczy, a jej nozdrza zafalowały. Nie zrobiła jednak nic więcej.
 
__________________
Konto zawieszone.
Mira jest offline  
Stary 11-07-2019, 18:30   #3
 
Zaalaos's Avatar
 
Kiedy miska zatoczyła już pełen krąg i wróciła do Skadi, belgradczycy zauważyli, że wampirzyca nie ma już rękawic. Jej dłonie zakończone były grubymi szponami, pasującymi bardziej do niedźwiedzia niż człekokształtnych. Lew szybko zdał sobie sprawę, że to jest permanentne.

- Biorę go - odezwał się mężczyzna z założonymi rękoma po czym zmierzył wszystkich wzrokiem, jakby oczekując jakiegoś wyzwania.
Gdy takie nie nadeszło Skadi kiwnęła głową, a druga wampirzyca wyraźnie zacisnęła mocniej pięści.

Wampir ukląkł nad w zasadzie wykrwawionym mężczyzną, rozerwał własny nadgarstek i przyłożył go do ust Zdeslava. W tym czasie wszyscy tubylcy, wliczając skadi, zrobili kilka kroków do tyłu.
Lew z zaciekawieniem patrzył na widowisko, ale cofnął się wraz z tubylcami, to samo uczynił również Lex.
Adam z pewnym obrzydzeniem obserwował tajemniczą ceremonię, choć gdy misa z krwią wędrowała wśród nich nie wzgardził łykiem. Teraz delektował się jej posmakiem. Odciągalo to jegomyśli od atrakcyjnej gothki i niedźwiedziej Skadi. Z uwagą obserwował to co miało nastąpić. Sam nie pamiętał wiele ze swojej przemiany. No może poza tym, że wlał się w niego ogrom gniewu i miał ochotę zniszczyć wszystko dookoła.
Nosferatu zrobił krok do tyłu dołączając do reszty.
Świeżoupieczony “ojciec” zdążył uskoczyć w czas nim jego dziecko zdążyło go pochwycić. Przebudzony Zdeslav wyskoczył bowiem do przodu, Jego wzrok napotkał Skadi i natychmiast ją zaatakował, celując kłami w szyję wampirzycy. Kobieta tylko uderzyła jego twarz na odlew niedźwiedzim łapskiem i wampirze szczenie poturlało się spowrotem tam skąd przybyło. Jeszcze bardziej rozwścieczony Zdeslav zogniskował teraz swoje dzikie oczy na Lwie.

Zaalos rzuć co tam chcesz zrobić, unik czy atak
Kostnica - 2 sukcesy, próbuję nim rzucić/odepchnąć go z powrotem na środek pomieszczenia
mało, chcesz wygrać z ceną?
Użyłbym willpower żeby przeturlać te 3 słabe kostki
ok to rzucaj
Kostnica - 1 sukces, więc sumarycznie 3
ok


Młody wampir rzucił się na rosjanina i znów przeliczył swoje siły, Lew może nie miał tyle siły by cisnąć oszalałym w kąt ale skutecznie zablokował mu dostęp do swjej szyi odpychając twarz neonaty. Bestia kierująca poczynaniami Zdeslava nie miała zamiaru marnować czasu, Lew przekręcił głowę napastnika tak, że ten wbił spojrzenie w nowy cel - Cynthię. Młody wampir odtrącił dłonie rosjanina i rzucił się na wampirzycę.
Ta krzyknęła i odruchowo zasłoniła się rękami. Nim jednak agresor do niej dotarł lub ktokolwiek inny zdołał podjąć działanie, piękna gothka chwyciła Zdeslava za kark i bez zbędnych ceregieli przycisnęła mężczyznę do ziemi z taką siłą, że nie tylko on jęknął, ale i cała podłoga.

- Koniec przedstawienia - warknęła - Mlodrag, to twój gówniak, zajmij się nim, albo ja to zrobię.

Wspomniany po imieniu “ojciec” podszedł do wampirzycy i pomógł jej przytrzymać potomka.
- Zawsze taka sztywna… młody chciał tylko dać mieszczuszce trochę przyjemności, przecież lubicie w swoim ciele twarde kły prawdziwego mężczyzny. - powiedział prześmiewczo Mlodrag po czym cisnął swojego “syna” we wciąż mokre od świeżej krwi ciało Tihomira.
- Jedz co twoje - polecił wampir neonacie. Trudno było powiedzieć czy w tym stanie Zdeslav w ogóle kojarzył mowę, jednak bliskość świeżego ciała zrobiła swoje, młody wampir zaczął wysysać ze zwłok resztki krwi a potem wręcz zlizywać ją z podłogi. Nie uspokoił się jednak i gdy tylko zaspokoił pierwszy głód, znów spróbował się rzucić. Tym razem jednak Mlodrag już go trzymał,
- Brujah… - Skadi uśmiechnęła się krzywo. Po czym spojrzała ponownie na belgradczyków, majaki oszołomionego Zdeslava, który powoli odzyskiwał poczytalność zupełnie jej nie zajmowały. Jej wzrok skupił się tym razem na Lexie.
- Zgoda - powiedziała nagle. Wyglądało na to, że wampirzyca nigdy nie straciła wątku. Następnie spojrzała na Vanję.
- Tam jest dla ciebie miejsce, wśród naszych… sojuszników znajdziesz teren dla swoich łowów. Te ziemie… - spojrzała przelotnie na Zdeslava, którego dwóch innych wampirów powoli odprowadzało na bok - są już zbyt ciasne.
Adam obserwował sytuację. Był gotowy strącić neonatę, gdyby nie został wcześniej opanowany przez Mlodraga. Ale został. A Adam był pełen złości, której nie upuścił. Jego znajomi już dobrze o tym wiedzieli, bo zaczął nerwowo przestępować z nogi na nogę. Gdy Skadi wspomniała o tym, że ktoś ma korzystać z ich terenów, to jego twarz wykrzywił grymas, ale milczał.
Również Holender nie skomentował wciśnięcia w ich miejscówkę kolejnej wampirzycy. Układ był do przełknięcia, a cena niewielka jak na spokój od tej wariatki. Do tego obecność Vanji w Zemun dawała im większe plecy. Kto by chciał im bruździć musiałby tknąć podopieczną Skadi.
- Lubię szybkie i dobre interesy - mruknął w kierunku starszej wampirzycy.
O dziwo, najbardziej zdziwiona tym układem wydawała się sama zainteresowana, czyli gothka o nadludzkiej - jak się okazało - krzepie. Stała nieruchomo, przyglądając się Skadi, choć ta wyraźnie ignorowała jej nieme pytania. Na szczęście wampirzyca otrząsnęła się, nim sytuacja zrobiła się krępująca.
Podeszła do Cynthi, która teraz nerwowo mięła skraj swojej garsonki, otoczyła jej kark ramieniem, jakby były dobrymi psiapsółkami i szczerząc się szeroko, rzuciła:
- Jestem Vanja. Miło mi was poznać, mieszczuchy.
- Lew. - przedstawił się krótko wampir - Jak masz u nas być to musisz nauczyć się kilku rzeczy. Wytłumaczymy w drodze. - rzucił i spojrzał na Skadi - Skończyliśmy?
Wampirzyca kiwnęła głową.
- To urywajmy się - Lex kiwnął Skadi głową, choć słowa kierował do towarzyszy. - Lex - wyciągnął dłoń do Vanji.
Ta jakby zawahała się, trwało to zaledwie ułamek sekundy, po czym uścisnęła z mocą dłoń Lexa. Tym samym udało wyswobodzić się jej nowej koleżance.
- Cynthia Vardalos - przedstawiła się, otrzepując niewidoczny brud z kołnierzyka.

***

Kilka minut później wampiry w składzie powiększonym o jedną dodatkową osobę zaczęły ładować się do samochodu. Z sytuacji wyraźnie zadowolony był tylko Cień, bo oznaczało to że będzie musiał leżeć na czyichś kolanach, a nie mógł być to Lew, ten bowiem miał kluczyki i zasiadł za kierownicą.
- Dobra. Nie wiem jak jesteś obeznana z miastem… Vanja? - ni to stwierdził ni to spytał, przypominając sobie imię wampirzycy - Tam jest od zajebania kamer. Każda jedna osoba ma ze sobą telefon z możliwością kręcenia filmów, czy robienia zdjęć. Oznacza to że takie sympatyczne zabawy jak tutaj - powiedział mając na myśli wieś poza miastem - nie mogą mieć miejsca. Żadnego ciskania ludźmi, żadnego zmuszania ich do popełniania samobójstw, rozmawiania ze zwierzętami, czy co tam potrafisz robić. Jeśli chcesz jeść… Masz to zrobić tak aby nie pozostał żaden ślad, czy to w czyjejś pamięci, czy to na kamerze.
- Nie pieniaj tatuśku, mieszkałam kiedyś w Belgradzie - rzuciła od niechcenia wywołana do odpowiedzi wampirzyca, udostępniając swoje kolana bez oporów Cieniowi. Kiedy zwierzak władował się na nią i położył, okazało się, że tylko przednia połowa mieści się na stosunkowo niewysokiej Gangrelce. Zadek Cienia wylądował na udach zniesmaczonej tym faktem Cynthi.
- Ty, piękny, ty się jeszcze nie przedstawiłeś - zagadała tymczasem Vanja do Adama i choć jej głos brzmiał nonszalancko, nie było w nim takiego luzu, jak przy rozmowie z Lvem.
Adam dla którego nagle zrobiło się mało miejsca z tyłu auta oderwał się na moment od podziwiania ściany przez boczną szybę. Spojrzał na gothkę i wciągnął powietrze nosem. Jakby wąchał jakąś potrawę.
- Styx - powiedział jedno słowo nie bardzo wyjaśniając co znaczy.
- Świetnie, to skoro wszyscy się znamy, możemy ruszać. Proszę uprzejmie zapiąć pasy. - rzucił Lew i przekręcił kluczyki w stacyjce.
- Musimy chyba zainwestować w Vana - odezwał się Lex zapinając pasy.

W drodze do Sin’d’bada Lev kilkukrotnie zobaczył w lusterku jakiś niebieski samochód. Ale poza tym, nikt ich nie niepokoił. Po dwudziestu kilku minutach zastawa stała już pod klubem.
Lew wyturlał się z samochodu, po wcześniejszym wyjęciu kluczyków ze stacyjki.
- Witamy na naszych śmieciach. - rzucił do Vanji - Cień, chodź. - wydał komendę i ruszył w kierunku głównego wejścia. Musiał znaleźć bikera od którego pożyczał samochód i oddać mu kluczyki.
Spotkał go przy barze.
- No co tam? Wszystko ok? - zapytał chłopak odbierając kluczyki. Nie żeby naprawdę chciał wiedzieć, pytanie było czysto kurtuazyjne. Mężczyzna zerknął za Lva i zauważył Vanję.
- Eee… fajna laska - zauważył.
- Tia. - mruknął Lew - Ale jak nie chcesz być pogryziony… Trzymałbym się od niej z daleka. - ostrzegł bikera - Przekaż chłopakom że już nie powinniśmy mieć problemów ze Skadi. I powiedz mi, jak się kurują nasze miśki w szpitalu? Nie miałem czasu ich odwiedzić.
Chłopak machnął ręką.
- Kurwa, dają radę, pielęgniarki też całkiem niezłe tam są, to zawsze ktoś ich odwiedza. No ale chyba pójdą siedzieć, psiarnia im nie da spokoju i tak już mieli zawiasy.
- Kurwa. - zawtórował Lew - Pierdolenie że samoobrona i zostali napadnięci nie przejdzie? Nie mieli chyba na sobie żadnych klamek jak ich oddaliście pogotowiu, nie?
- Noo… - chłopak podrapał się po głowie - coś tam musieli mieć.
Lew łamał się czy złapać się za głowę, czy złapać młodzieńca za gardło. Jak mogli być tak tępi? Zamiast tego nabrał i wypuścił z płuc powietrze.
- Kurwa. Zobaczę co da się zrobić. - rzucił i obrócił się na pięcie. Zlokalizował wampiry, po czym złapał Adama za ramię.
- Musimy pogadać, wygląda na to że mamy robótkę. Naszego gościa zostawiam tobie Lex.
 
Zaalaos jest offline  
Stary 17-07-2019, 00:29   #4
 
Leoncoeur's Avatar
 
//sformatuje i edytuje pozniej...


Jeśli jednak myślał, że Vanja będzie stać grzecznie i czekać na zaproszenie, mocno się pomylił. Co więcej, wyglądało na to, że choć wampirze niewiasty różniły się niczym dzień i noc, zawarły jakiś rodzaj sojuszu. Czy raczej Vanja go zawarła, a Cynthia, nie chcąc narazić się na jej gniew, po prostu godziła się z sytuacją. Faktem było, że obie kobiety ruszyły w stronę głównej sali klubu. Gangrelka pokazywała Ventrasce scenę, a ta - choć minę miała zbolałą - potakiwała jej od czasu do czasu.
- Chcesz poznać chłopaków? - Holender spytał zbliżając się, po tym jak zamienił parę słów z kręcącą się po barze białowłosą, wytatuowaną managerką. - Fajnie gdyby cię mieli kojarzyć.
Gangrelka zmierzyła go wzrokiem, po czym skinęła z uśmiechem.
- Oj, kojarzyć to mnie będą na pewno. Myślałam o rozszerzeniu wam oferty, skoro mam się tu bujać przez jakiś czas…
- Ehm… rozszerzeniu oferty? - Lex wydawał się być zaciekawiony. Spoglądał na Vanję, Cynthię (z którą gotka chwilę rozmawiała), na scenę. - Jakim rozszerzeniu?
Cynthia spuściła wzrok, jakby ten temat ją zawstydzał, po czym mamrocząc coś pod nosem sięgnęła po telefon i odeszła na bok. Vanja uśmiechnęła się na to tylko, po czym otoczyła Lexa dłonią w pasie, tuląc się do niego spoufale.
- Potrzebna mi długa i twarda rura, bejb…
- Rura… - odpowiedział zamyślając się lekko. - To nie problem, do tej pory dziewczyny tańczyły w klatkach - wskazał wiszące w kilku miejscach, ruchome by były dostępne na obu poziomach. - Ale rura to niegłupie. - Urwał zaczepiając przechodzacego bikera z kuflami piwa. - Weź zgromadź chłopaków w bilardowej. - Zwrócił się znów do gotki. - Specjalistka? - spytał z uśmiechem.
- Z czegoś trzeba żyć - ta odpowiedziała mu szerokim, trochę drapieżnym uśmiechem - a wy czym się zajmujecie tutaj, chłopcy?
- Pub, warsztat, prostytucja, czasem haracze, działalnośc na zlecenia - Lex mówił ogólnie, ale niewiele ukrywał. Wampirzyca już po kilku nocach zorientowałaby się we wszystkim gdyby chciała, a lepiej by nie wyciągała tego od gangersów. - Bez jakoś jednoznacznie postawienia na jedno zajęcie.
- Brakuje tylko chwalenia słowa Pana - rzekła ślicznotka, cofając rękę, lecz tylko na tyle, by oprzeć się teraz na ramieniu Lexa, co ułatwiało im spacerowanie i oglądanie “włości” - Biorę 70% z występów i wszystkie napiwki. Mam też swojego technika od światła i dźwięku. - przeszła do interesów.
- 70% od czego? Nie robimy tu płatnych, biletowanych wejść… No chyba że na mocniejsze koncerty. - Zadumał się nieco.
- 70% od tego, co urobicie w czasie występu na barze. Wierz mi, jeszcze wyjdziecie z zyskiem.
- 60% od zarobku nadwyżkowego ponad zwyczajowy utarg na barze, śliczna? - Lex uśmiechnął się. Lubił targi.
- 65% włączając jeszcze godzinę po występie - chyba nie tylko on to lubił.*
- Pół. - Przesunął jej dłonią po ramieniu. - Czyli akurat kolejki szotów i piwa, które zamawiać mogą wysuszeni na wiór występem.
Spojrzała na zimne palce, przesuwające się po jej równie chłodnym ramieniu.
- Po występie, to oni pójdą sobie trzepać, albo podwyższyć wasz zarobek z dziewczynek. Pić będą potem, jak skończą. Godzina. Ale dostaniesz jeden taniec gratis. Do wykorzystania dla siebie albo dla jakichś vipów, pracowników, których chcesz nagrodzić.
- Jeden raz na ile? - kąciki ust mu się uniosły wyżej.
- Jeden raz na występ... choć oczywiście, jak mnie ktoś ładnie poprosi, mogę zrobić czasem wyjątek. Szczególnie, jeśli nasza współpraca będzie przebiegała... - urwała, by puścić do wampira oko - pomyślnie.
- Stoi, jeżeli o mnie chodzi. Muszę obgadać to jednak z managerką.
Vanja parsknęła.
- Człowiek? Dobrze, amigo, obgaduj to sobie z kim chcesz. Jak tylko zamontują rurę, przekonam każdego - zakończyła, przeciągając się zmysłowo - To gdzie ci twoi chłopcy? A może rozmyśliłeś się i chcesz mnie tylko dla siebie?
- Kuszące. Ale wprowadzić cię trzeba - skinął głową ku salce, w której chwilę temu zniknął jeden z bikerów, nie zanosiło się aby ktoś tam jeszcze zmierzał. Reszta musiała być chyba na mieście albo w szpitalu.

W sali bilardowej zgromadziło się dwunastu członków gangu, a ich rozmowy urwały się gdy weszli Lex z Vanją. Wampirzyca ściągała wzrok jak Dunkin’ Donuts nowojorskich gliniarzy.
- Dobra rebiata, mamy ogarnięte z gangiem Skadi - zaczął Lex siadając na stole bilardowym. - Ja wiem, że wielu z was wolałoby pomścić ostatnie jazdy i się nie dziwię, ale z Lwem i Adamem doszliśmy do wniosku, że to marnowanie sił. Hasanie z tymi zjebami odciągać nas będzie od tego co ważniejsze, więc to po prostu nie ma sensu. Zapewne na dniach otrzymamy od miejskich szych oficjalne potwierdzenie naszych wpływów w Zemun co oznaczać może rozszerzenie działalności w dzielnicy. Kontrola, ogar dzielni, rozwijanie interesu o kolejne ulice i sąsiedztwa, a nie pranie się po ryjach z zemsty, z wariatami, których celem jest właśnie pranie się ze wszystkimi bo im wtedy staje. Dojechali nas raz, nie pierwsi i nie ostatni, ale w ich przypadku zemsty nie będzie. - Potoczył wzrokiem po gangersach. - Wręcz odwrotnie. Mamy ustalony nieoficjalny sojusz. Ktoś od Skadi będzie potrzebował pomocy przed glinami, lub innym gangiem, to dostanie. Jak będziecie w dupie totalnej, to możecie szukać schronienia u nich. Nie polecam, bo to srogie wariaty, ale może coś przycisnąć. Kumplować się nie musicie. Ogólnie uznajcie, że to jak umowa kumatych Cvernej Zvezdy i Partizana na reprezentacyjnym wyjeździe na mecz do Kosowa lub Tirany. Pytania?
“Piłkarskie” porównania, szczególnie gdy mowa o piłce bez udziału piłek, zawsze dobrze trafiały do chłopaków. Posępnym minom towarzyszyły niskie dźwięki “mhm” które swiadczyły najwyraźniej o akceptacji sytuacji.
- A to twoja lalka? - Vito, jeden z bikerów zagadał w końcu Lexa wskazując ruchem głowy stojącą w tle Vanję.
Ta uśmiechnęła się szeroko i prowokacyjnie wyprężyła biust.
- A co miśku, masz braki z dzieciństwa i lubisz bawić się lalkami? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, patrząc Vito prosto w oczy, jakby chciała go do czegoś sprowokować.
/wiesz, Vanja ma intimidation trochę, całkiem ok persuasion, możesz cos rzucić jak by co :> /
- Dziewczyna jest z ekipy Skadi - Lex odezwał się, by stłumić rodzącą się słowną potyczkę. - Tam jej było za ciasno, postanowiła zobaczyć jak wesoło jest u nas. - Uznał, że lepiej dla wszystkich będzie nie przekazywać iż to była decyzja samej przywódczyni gangu spod miasta. - Ma parę ciekawych… pomysłów - uśmiechnął się lekko spoglądając na gotkę - zobaczymy co z tego wyjdzie.
Ta w odpowiedzi tylko wzruszyła ramionami i przewróciła oczami, jakby chciała zapewnić, że wcale nie marzyło jej się sprowokowanie bikera.
- Ej, jak nie lubisz ciasno, to Vito ci się spodoba!... - jeden z bikerów wypalił i po chwili Vito już starał mu się przyłożyć.
- Na waszym miejscu bym odpuścił biedapodrywy - Lex znów się uśmiechnął, ale coś twardego w oczach Holendra gdy toczył po gangersach wzrokiem, wskazywało, że naprawdę nie radzi im zalotów. Oczywiście nie miał zamiaru mówić bikerom “czym” jest śliczna gotka, ale wciąż pamiętał jak Vanja spacyfikowała ogarniętego szałem nowoprzemienionego. Na swój sposób lubił chłopaków, a gotkę ledwo znał. Była wszak od Skadi, która gromadziła przy sobie konkretne świry. Miał gdzieś jak zinterpretują jego słowa. - Na razie tyle na dziś, róbcie co chcecie, ale jutro wieczorem nas nie będzie, to trzymajcie rękę na pulsie. Jak wrócimy, lub w niedzielę wieczorem pogadamy o szczegółach dotyczących Zemun. - Zeskoczył ze stołu bilardowego.
- Chcesz się zapoznać, czy pokazać ci klub dokładniej? - zwrócił się do Vanjii.
- Pokazuj, skarbie, pokazuj mi wszystko. I powiedz mi jedną małą rzecz... - to rzekłszy dała znać gestem, żeby Lex nieco pochylił się w jej stronę, po czym z miną, jakby mówiła jakieś wyuzdane świństwa, zapytała - Można z nich pić?
Lex wyprostował się zaraz i znów zerknął na chłopaków. Oj byli trochę w dupie.
- Hm… - udał, że się zastanawia i lekkim ruchem objął wampirzycę kierując ją do wyjścia.
- To nasza siła na ulicy - rzekł gdy już wyszli z sali bilardowej. - Osłabiając ich strzelamy sobie w stopę. Więc ogólnie to nie. Chyba że sytuacja podbramkowa, kumasz?
- Oczywiście - uśmiechnęła się do niego przymilnie - miałam na myśli tylko sytuację, wiesz, kiedy musiałabym się bronić... przed gwałtem. To się nazywa samoobrona, prawda? - dotknęła swoich piersi, jakby chciała je wstydliwie zasłonić, choć oczywiście gest ten tylko skupiał uwagę na jej kobiecych atutach.
- Wierzę w ciebie Vanja - Lex uśmiechnął się szerzej. - Ufam, że będziesz się bardzo… bardzo bronić przed chęcią zgwałcenia któregoś.
Wampirzyca zmarszczyła swój uroczy, wypudrowany nosek.
- Grozisz mi?
- Grożę? - Serio się zdziwił. - To ty jesteś zagrożeniem dla każdego z nich, nie oni dla ciebie. Chcesz któregoś do łóżka, bierz, posmakuj, postaraj się nie osłabiać by byli na chodzie. Ale nie prowokuj, by się nazbyt nie rozochocili by ich potem karać. Może tak być? - Przekrzywił lekko głowę.
- By, by, by... a ja ci powiem, że to miseczka Cy. I nikogo nie zamierzam prowokować. Ja tylko planuję się dobrze bawić. - to mówiąc zakręciła się wokół Lexa i zaczęła podrygiwać do tańca, chichocząc przy tym radośnie.
- Cy. Moja ulubiona litera - mruknął. Choć jako wampir popędu nie odczuwał, to ciężko było nie skupiać wzroku na przyjemnych, nawet dla nieumarłego, widokach.
- Tak, noc bez zabawy nocą straconą. Ale po naszemu… - oblizał usta, Vanja mogła zauważyć leciutko wysunięte kły. - Bawimy się w pokoju zabaw. - Klepnął ją lekko w biodro, wskazując ruchem głowy drzwi, przy których stał ochroniarz, by podążyła tam za nim.
- Dobrze, tatku - wampirzyca jeszcze raz okręciła się, tym razem wokół własnej osi i podążył za Lexem, to wieszając się na jego ramieniu, to znów podrygując w rytm muzyki.*

- Przekaż pozostałym, że ma nielimitowany wstęp na górę - Holender rzucił do ochroniarza, mijając go by wejść do wieżyczki gdzie były schody do ich prywatnego VIP Room. Pociągnął wampirzycę za sobą. Pochylił się jeszcze i coś mu rzekł na ucho.

- To nasze prywatne miejsce. - Puścił Vanję przodem już na górze. Kanapy fotele, barek, cała ściana z weneckiego szkła, z widokiem na parkiet gdzie podrygiwało już kilka osób. - Zabawa tu… no chyba, że ktoś z gości zostaje do końca imprezy. Już po zamknięciu. Ja wtedy preferuję bar.
- Tam na dole? - zapytała Gangrelka o rzecz zgoła oczywistą. Nie o umiejscowienie baru zresztą chodziło a o pretekst. Vanja stanęła przodem do weneckiego lustra, opierają o nie ręce i rozstawiając szerzej nogi. Była to pozycja przywodząca na myśl aresztowanie albo... inny akt pozbawienia wolności.
- Tak. - Lex zbliżył się przystając za Vanją. - Czasem na dole odchodzą najprzyjemniejsze zabawy.
- Robię się zazdrosna... dlaczego tam na dole mają się bawić lepiej niż my tutaj? - zapytała dziewczyna, nie odwracając się. Tylko jej pośladki, widoczne pod kusymi szortami napięły się bardziej.
- O to się nie martw, jestem pewien, że nie ominie cię zabawa na dole - Holender odezwał się kładąc dłoń na biodrze wampirzycy.
- Mhm... - ta w odpowiedzi na ten gest, zakręciła prowokacyjnie tyłeczkiem - Nie zapytasz... dlaczego Skadi chciała się mnie pozbyć?
- Miałem zamiar zacząć od tego kim jesteś dla Skadi. - Lex zbliżył się i oparł o gotkę.
Znieruchomiała, a potem niespiesznie, dyskretnym ruchem zaczęła ocierać się o niego tyłem, wciąż wpatrzona w bawiących się na sali ludzi.
- A jak zamierzasz przekonać mnie do mówienia?
- Może daj jej za to chrupka? - z tyłu rozległ się kobiecy głos.
Vanja obróciła głowę w kierunku głosu, zaintrygowana.
Fretka stała w drzwiach uśmiechając się lekko ze złożonymi na piersiach przedramionami. Gdy jednak wampirzyca spojrzała na nią… mina jej lekko zrzedła. Spojrzenie znamionowało, że rozpoznała w Vanji drapieżnika, to kim gotka jest.
- To managerka klubu. Milena, zwana “Fretką”. To zaś Vanja.
Gangrelka nie wydawała się szczególnie poruszona pojawieniem kobiety, ani tym bardziej zawiedziona. Wręcz przeciwnie. Otarła się znów pośladkami o lędźwia Lexa i puściła oko do Fretki.
- Wygląda jak smakowity chrupek…
Holender pochylił się do ucha Vanji.
- Z tego chrupka jednak, nie pijemy bez mojego pozwolenia.
- Co chciałeś Lex? Przy okazji, za barem byś stanął? - Fretka odezwała się bez większego przekonania.
- Bo można dostać po pupie? - Vanja aż zadrżała ze strachu, a raczej omawiana część jej ciała to zrobiła - Spokojnie, tatku. Twoje zwierzątko nie jest w moim typie…
- Tak, po pupie. - Lex przesunął dłonią po wypiętym pośladku. - Freta, Vanja chciałaby robić tu show. Rura, dance.
- Przecież mamy dziewczyny od tańczenia? - W głosie ghulicy dało się wyczuć nie zabarwiony negatywnymi tonami sceptycyzm.
- Właściwie już wszystko załatwiłam z tamtą siostrą na Cy... - Gangrelka spojrzała Lexowi w oczy - Ty dlatego lubisz literkę Cy?
- Cy ogólnie jest w porządku. Czy imię, czy miseczka. - Lekko musnął pierś Vanji.
- Szkoda, że siostrzyczka jest tu tylko gościem - odezwała się za to Fretka.
- Jutro pojawi się tu mój techniczny. To dobry chłopak, więc nie wyżywaj się na nim, chrupiąca dziewczyno - choć ciało wampirzycy wyraźnie korelowało teraz z ciałem mężczyzny, jej słowa skierowane były do Fretki - Ma na imię Jurij. Po prostu pozwól mu zająć się ogarnianiem występów. Chłopak zna się na tej robocie.
- Możliwe, że go zerżnę i każe spieprzać po wszystkim. Lex i reszta sobie tu robią swoją politykę, ja muszę ogarniać klub. Serio potrafisz tańczyć?
Gangrelka nie odpowiedziała. Jej giętkie, wyćwiczone ciało, odchyliło się do tyłu i w mgnieniu oka za sprawą kilku zmian pozycji rąk, obróciło się o 180 stopni. Vanja otoczyła Lexa w pasie nogami, po czym trzymając jego dłoń pomiędzy swoimi piersiami, odchyliła się maksymalnie w tyłu, by tak zawisnąć na moment.
Dłoń Holendra odruchowo zacisnęła się na koszulce wampirzycy. Uśmiechnął się lekko. Właśnie został rurą. Milena za to wciąż stała i obserwowała, na razie sceptycznie.
Tymczasem Vanja podciągnęła się bez użycia rąk, samą tylko siłą mięśni brzucha, otoczyła ramionami kark wampira i przylgnęła do niego.
- Będzie pani zadowolona, pani chrupko - rzuciła do Fretki znad ramienia Lexa.
- Pani chrupka będzie zadowolona, jak goście będą zadowoleni. - Ostatni wyczyn Vanji widać wzbudził w Frecie uznanie. Nawet spore, choć pozycji nie zmieniła. - Ile chce?
- 65% nadwyżki z baru… - Holender odruchowo położył dłonie na pośladkach gotki - ...w czasie występu i godzinę po.
- No chyba żartujesz…? - Oczy Frety rozszerzyły się w bezbrzeżnym zdumieniu.
- Zobaczysz mysza mój występ, ocenisz. Jak uznasz za stosowne, potem możemy się targować - Vanja dała do zrozumienia gestem, że jest już znużona tym tematem i skupiła się na wodzeniu nosem i ustami po szyi trzymającego ją teraz na rękach Lexa.

- Żebym nie żałowała tej rury - Fretka wciąż się wahała. - Lex, co myślisz?
- Co myślę? - Wampir odchylił lekko głowę zaciskając dłonie. Ze śmiercią utracił popęd, ale pewna magia dotyku, czy szeroko pojętego erotyzmu nawet nieumarłych nie pozostawiała bez reakcji. Czując przylegające do niego ciało i dotyk na szyi nie potrafił utrzymać kłów na wodzy. - Myślę… - Poruszył dłońmi. - Że niczym nie ryzykujesz.
Fretka prychnęła lekko.
- A jebać to, zamówię rurę, bylebym faktycznie nie żałowała. - Wycofała się do schodów.
Vanja zaśmiała się, widząc jej minę, gdy zamykała drzwi. Wplotła teraz jedną z dłoni we włosy Holendra, pieszcząc delikatnie palcami jego skórę głowy i karku.
- To wciąż przesłuchanie czy... skoczymy po coś do zabawy? I jedzenia zarazem.
- Niecierpliwa - mruknął. - Jemy zwykle pod koniec imprezy.
- No to co chcesz wiedzieć? - Gangrelka odsunęła nieco twarz, by spojrzeć wampirowi w oczy - I co mi dasz za tę wiedzę?
- Kim jesteś dla Skadi. - Lex nie odwrócił wzroku. - Nie chodzi o to co mogę dać, a o to co możesz tym ugrać.
Uśmiech na twarzy Vanji pozostał taki sam, choć oczy zrobiły się jakby zimniejsze.
- I co ugram jak ci odpowiem? - nie przestawała miętosić Lexa, jakby byli parą kochanków.
- Podstawy zaufania? - Holender przekrzywił głowę. - To cenna moneta, jak masz tu z nami zostać.
- Ale każda moneta ma dwie strony. Ja też muszę mieć podstawy do współpracy. W kwestii mieszkania z wami, cóż, wyraziłam chęć podreperowania waszego biznesu, nie połamałam rąk tamtemu bikerowi na dole, nie wybiłam zębów twojej pyskatej managerce, nie złamałam ci teraz karku... - pogładziła go czułym gestem po szyi - Widzisz? Współpracuję. I jeśli mam dać więcej, to chcę coś więcej.
- Więcej? Czego chcesz więcej?
- Chcę powiedzieć gdzie śpicie i mieć dostęp do tego miejsca - odparła - To tak w ramach oprowadzania. W zamian opowiem ci o mojej relacji ze Skadi. Jak na spowiedzi.
- W tym sęk śliczna - parias przycisnął gangrelkę lekko do tafli weneckiego szkła - że dostęp tam dopiero po zaufaniu ci.
- Masz bardzo ładną linię szyi, mówił ci to ktoś? Szkoda byłoby ją naruszyć…
- Kilka osób z pewnością by tego żałowało. Nikola robi o wiele gorsze drinki - Holender wymruczał.
- Sam widzisz... więc nie prowokuj mnie do tego, skarbie. Wolę... bawić się z Tobą w inne prowokacje - to rzekłszy przejechała czubkiem języka po zarysie obojczyka, który wystawał spod ubrania.
- O tak… inne są o wiele milsze. - Lex wciągnął powietrze wraz z zapachem jej włosów. - Zapomnij zatem o moim pytaniu o relacje ze Skadi. Przy okazji… gdzie śpisz?
Spojrzała mu w oczy.
- W twoim łóżku, skarbie - odparła tonem oczywistej oczywistości.
Lex puścił ją, choć się nie odsunął.
- To jednak powiesz o relacjach ze Skadi i czemu cię tu wysłała.
- Oczywiście, że powiem - palcem odgarnęła włos z jego czoła - gdy tylko zaprosisz mnie do swojej sypialni. Mogę być nawet naga w trakcie, jeśli sobie życzysz.
- Okey - Lex uśmiechnął się lekko. - Pasuje mi to.
- Zatem prowadź, mój panie - podała mu swoją dłoń jak dama, którą poproszono do tańca.
 
__________________
"Soft kitty, warm kitty, little ball of fur...
Happy kitty, creepy kitty, pur, pur, pur."

"za (...) działanie na szkodę forum, trzęsienie ziemi, gradobicie i koklusz!"
Leoncoeur jest offline  
Stary 17-07-2019, 07:11   #5
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
Gdy zeszli na dół było trochę gęściej od ludzi. Lex poprowadził Vanję do wejścia z boku sceny prowadzącego do dawnej zakrystii. W gabinecie “Frety” jak zwykle panował spory bałagan, ale zamiast do biurka wampir skierował się do fałszywej ścianki prowadzącej do sypialni w piwnicy.

W przeciwieństwie jednak do Cynthii, gdy znaleźli się w dawnym leżu Lexa, ten nie udał się do regału za którym było przejście do krypt. Chciała sypialni - miała sypialnię.
Holender usiadł na łóżku spoglądając na gotkę.
- Szczęśliwa? - uśmiechnął się lekko.
Vanja rozejrzała się ciekawie. Albo była mistrzynią samodyscypliny, albo faktycznie nie zwietrzyła podstępu.
- Szczęście to pojęcie względne - odpowiedziała filozoficznie. - Niemniej uznaję, że dopełniłeś swojej części umowy. Jestem ci winna odpowiedź, problem polega na tym, że Skadi jest bardzo skrytą osobą i sama nie do końca rozumiem jej metody działania…
- Nie za ciepło ci w tym? - Lex udał wielkie zainteresowanie pytaniem, które było zgoła retoryczne. - Kim dla ciebie jest Skadi?
Vanja zaśmiała się.
- Widzę, że traktujesz wszystko dosłownie. Dobrze. Pamiętaj jednak, że nie powiedziałam, że sama się rozbiorę... - to rzekłszy znów przylgnęła do Laxa, kładąc jego dłoń na zapięciu szortów, które nosiła - Skadi znalazła mnie po przemianie. Nauczyła wszystkiego o rodzinie. Zaprosiła do swojej paczki... ot, chyba powinnam jej zrobić medal z ziemniaka.
Wampir sięgnął ku zapięciu szortów i rozpiął je, po czym powoli zaczął je zsuwać z bioder Vanji.
- Długo u niej byłaś? - spytał spogladając na to co odkrywał materiał.
Czarne, koronkowe stringi stanowiły typowy przykład sztuki minimalizmu - jak na tak niewielkim kawałku tkaniny, można było zmieścić tylko drobniutkich ozdób, pod którymi skrywała się jeszcze jedna ozdoba wampirzycy - jej kobiecość.
- To chyba bardziej pytanie dotyczące mnie niż Skadi. Ktoś tu narusza naszą umowę…
Gdy szorty opadły na ziemię, Lex uniósł wzrok i spojrzał Vanji w oczy.
- Przepraszam… Co za bydle ze mnie. To zadam inne pytanie. - Powoli rozwiązał supeł z koszulki i zaczął ją unosić. - Jak długo Skadi miała cię do pomocy w swojej paczce?
- Niegrzeczny z ciebie chłopiec, co? I za nic masz sobie fakt, że przed tobą stoi dama w opałach, która była tak przejęta, że zapomniała dziś stanika.
Vanja pociągnęła nosem, jakby faktycznie miała się rozpłakać.
- 20 lat, skarbie. Czy ta odpowiedź ocali moją cnotę?
- Sam nie wiem - udał wahanie na twarzy, jednocześnie unosząc koszulkę wyżej, by przekonać się czy rzeczywiście po przebudzeniu dzisiejszego wieczoru była ‘roztargniona’ tak jak mówiła. Jego oczom ukazał się czarny, na wpół prześwitujący, ale jednak obecny biustonosz.
- Dwadzieścia lat to długo, można się ze sobą strasznie zżyć.
- Albo znienawidzić…
Wampir wstał i ściągnął jej koszulkę przez głowę. Gdy wylądowała na podłodze dłońmi sięgnął za jej plecy by rozpiąć zapięcie.
- Czy Skadi dotrzymuje takich umów jak dzisiejsza? Czy raczej tylko wtedy gdy jej wygodnie?
Vanja wzdrygnęła się lekko, gdy dotknął jej nagich pleców zimnymi palcami, po czym przymknęła oczy i z uśmiechem odpowiedziała:
- Układ z wami musi być jej na rękę. Inaczej by go nie zawierała. Skadi nie należy do zbyt subtelnych…
Zapięcie puściło, a Holender zsunął jedno ramiączko.
- Dlaczego po dwudziestu latach - zsunął drugie, pozwalając stanikowi zmierzyć się z grawitacją - nagle odsyła cię od siebie?
Vanja przeciągnęła się z leniwą, kocią gracją.
- To chyba powinieneś jej spytać. Mówiłam ci, skarbie, Skadi nie ma zwyczaju tłumaczyć swoich decyzji. Chyba jesteś jakiś rozproszony i nie słuchasz, co się do Ciebie mówi…
- Pierwszy raz widzisz, jak ktoś ma przy tobie problemy z koncentracją, hm? - Lex znów usiadł przed Vanją i uniósł głowę by spojrzeć jej w oczy. Chwilę trwało jednak nim jego wzrok dotarł tam gdzie miał dotrzeć, bo szczególnie wskutek jej przeciągnięcia się pewne szczegóły skupiały jego uwagę. - Czyli nic - zaakcentował to słowo - nie powiedziała ci a propos celu twojej obecności wśród nas?
- Muszę cię zmartwić, ale moje zdziwienie wtedy nie było udawane... Generalnie prosta ze mnie dziewczyna. Nic do ukrycia... - ostatnie słowa podkreśliła, chwytając się pod piersiami.
- A o co jej tak naprawdę chodzi? Tyle chyba zdążyłaś zauważyć przez te lata. - Dłonie Lexa spoczęły na biodrach wampirzycy, palce ujęły stringi powoli ściągając je w dół.
- Naprawdę? O pokój na świecie, likwidację głodu, zniesienie klas społecznych... - wyliczała Vanja, gdy Lex odsłaniał jej szczupłe, blade ciało. Wampirzyca była tym pięknym przypadkiem równowagi między kobiecymi krągłościami a wyćwiczoną sylwetką.
Stringi upadły na szorty, a Lex uśmiechnął się.
- Chodzi mi o bardziej sprecyzowane cele, tu w Belgradzie - rzekł nie podnosząc głowy by spojrzeć jej w oczy.
- Nie znam ich. Taka naga prawda.
Holender przesunął zimną dłonią powoli po bladym, nagim ciele przed nim. Od biodra po udzie.
- Mogę spytać o coś ciebie… o ciebie? - spytał unosząc głowę i spoglądając jej w oczy. Przygryzła wargę, jakby się wahając.
[MEDIA]https://media2.giphy.com/media/D7Saaa1DpQIZW/giphy.gif?cid=790b76115d2eb2e5564b4c3863a86606&rid =giphy.gif[/MEDIA]
- Spytać możesz zawsze. A co do odpowiedzi... niech będzie, ale to oznacza mały dług. Jedną odpowiedź dla mnie. Na przyszłość - Powiedziała patrząc nań z góry i delikatnie przeczesując palcami jego włosy.
- Uczciwe. - Skinął głową gładząc zimną skórę. - Chcesz się dobrze bawić, masz jakieś inne ambicje, które mogłabyś spełnić będąc tu, z nami?
Zamruczała cicho.
- Likwidacja głodu, pokój na świecie, zniesienie klas społecznych... - zaśmiała się, po czym zapytała niewinnie - Czemu służy ta zabawa? Poza męską potrzebą dominacji i chociaż pozornego wrażenia własnej przewagi?
- Mówiłem o czymś, co chciałabyś osiągnąć tu, z nami. O pełne brzuchy i pokój, to my walczyć nie będziemy. - Doprecyzował nie odpowiadając na jej pytanie.
Przewróciła oczami i przestąpiła z nogi na nogę.
- Nie zamierzam was długo męczyć swoją osobą, jeśli o to ci chodzi. Pokręcę się trochę, żeby Skadi się do was nie przyczepiała, a potem ruszę w swoją stronę. Chyba że będziecie chcieli stanąć mi na drodze. Wtedy was sama zniszczę.
- Och, miejsce w pierwszym rzędzie na coś czego bym nie opuścił. - Lex uśmiechnął się i zaczął przesuwać dłonią z drugiej strony jej ciała. - Układ ze Skadi nam pasuje. Ale to ty w nim jesteś kluczowym elementem. I wolałbym, byś została, długo, nie ruszała w swoją stronę.
- Oooo to słodkie, zaraz pomyślę, że naprawdę chcesz mi wsadzić - Vanja zrobiła uroczą minkę, zupełnie nie współgrającą ze słowami.
Holender przesunął jedną dłoń tak, że zaczęła gładzić tym razem wewnętrzną stronę bladego uda.
- A wiesz, że czasem trochę brakuje mi tego, że już nikomu nie chcę wsadzić? - uśmiechnął się lekko.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - przypomniała Vanja, obserwując jego poczynania z góry. Nie przeszkadzała mu, ale też nie zachęcała. Obserwowała, jakby na coś czekając.
- Odpowiedziałem. Na górze. - Wciąż patrzył jej w oczy. Wędrówka jego dłoni była leniwa, jakby zupełnie nie związana z rozmową i bez specjalnego celu. - To moja sypialnia. Leże nim spotkałem Adama i mnie wyśmiał. Mówiłem, że potrzebujemy ci zaufać nim pokażemy gdzie spędzamy dzień. To dominacja?
Choć starała się nie przestawać uśmiechać, widział po wyrazie jej oczu, że ją wrobił. Gangrelka przez chwilę walczyła z uczuciami, które w niej buzowały teraz, jednocześnie szukając punktu zaczepienia dla dialogu.
- Chodziło mi... o to rozbieranie i macanie.
- Masz piękne ciało. - Omiótł wzrokiem przedmiot swojego komplementu. - Ot gra, z bonusem. Mam dla ciebie propozycję - zmienił temat. - o ile wychodzisz w ambicjach poza “zabawę”.
Vanja przekrzywiła głowę, odrzucając na bok włosy. Dalej była zła, to dało się wyczuć, a jednak zarzuciła mu nogę na ramię tak, że mógł teraz uciąć sobie intymną pogawędkę z jej łonem.
- Wysłuchać nie zaszkodzi…
Widok był… naderprzyjemny, choć nie budził pożądania. Lex nie kłamal, tęsknił za nim, ale to odpłynęło osiem lat temu by już nie wrócić.
- Mam zamiar jeszcze przed świtem porozmawiać z Cynthią. Postarać się przekonać ją by tu została. - Znów spojrzał Vanji w oczy. - Chyba się trochę zaprzyjaźniłyście, przekonaj ją też do tego.
- Dlaczego miałoby mi na tym zależeć?
- By urosnąć w znaczeniu, potędze, władzy?
- Którą będę dzielić z wami? Z tobą? To już chyba wolę, żebyś mi wsadził. Będę się czuła mniej wyruchana...
Nagły przypływ agresji sprawił, że Vanja poruszyła nogą tak, by Lex, tracąc oparcie, upadł na plecy.
- A sama to osiągniesz? - Roześmiał się leżąc na plecach i spoglądając na wampirzycę. - Skadi nie rozpierdoli Belgradzkiej Camarilli, Belgradzka Camarilla jest za cienka na Skadi. Coś świta?
- Za dużo gadasz...
Vanja odwróciła się i zaczęła się ubierać. Nie zawracając sobie jednak głowy bielizną, skupiła się jedynie na szortach i podkoszulku.
- Ja nie bawię się w politykę. Trzeba komuś jebnąć, to mu jebnę. Tyle. A ty dorabiasz filozofię do zwykłego jebania jak jakiś... z jakiego ty w ogóle klanu jesteś?
- A żebym to ja wiedział… - Lex przekręcił się na łóżku by wstać. Stanął obok ubierającej się wampirzycy. - Mamusia nie została na tyle długo by mi to wyjawić - uśmiechnął się ironicznie. - Filozofia zaś - jego głos stwardniał. - Jest tu wojna do kurwy nędzy - zgrzytnął. - Ty jesteś nagrana nam przez Skadi, Cynthia przez Camarillę. Dopowiedz sobie resztę jakie to otwiera możliwości, nawet bezkarnego jebania komukolwiek.
- Wojnę o co? - zapytała Vanja nie patrząc na niego, tylko skupiając się na podwiązywaniu t-shirta - Ja nie mam o co walczyć, chłopie. Zostałam wystawiona wam na walizkach pod drzwiami. Nie mam nic. I tak mi jest dobrze, bo też nic nie mogę stracić. Dlatego twoja wojna... raczej nigdy nie będzie moją wojną. Chcesz żebym dała komuś po pysku w zamian za schronienie, za smakowitych chłopców z waszej bandy, spoko, pewnie się zgodzę, ale nie łap mnie na górnolotne teksty i wizję panowania nad światem, bo moja relacja z nim opiera się na wzajemności. Ja chuja obchodzę świat i on mnie chuja obchodzi.
- Ty też dużo gadasz. - Lex uśmiechnął się. - Będziesz miała schronienie gdzie nikt cię nie dopadnie. Może i dawać w pysk bez konsekwencji. Wolna od polityki, chłepcząca krew ślicznych chłopców. Do tego jednak śliczna - stanął przed nią - musisz mieć jakąś bazę. Przekonaj Cynthię, a ci ją dam.
Vanja uśmiechnęła się i pogładziła go po policzku, przybliżając usta do ucha wampira.
- Goń się, skarbie... - wyszeptała zmysłowo, jednocześnie wymierzając mu kopniaka z kolanka prosto w przyrodzenie.

Zgiął się wpół, ból nie był taki jak dla śmiertelnika, ale swoje dostał.

Wampirzyca mogła go dobić, ale najwyraźniej ten widok, który miała teraz przed sobą, wystarczał jej pokręconej naturze. Przysiadła na łóżku, przyglądając się Lexowi z uśmiechem. Gdy on nagle wyprostował się uderzając potylicą od dołu w jej szczękę.
- Kurwa! - teraz ona upadła plecami na łóżko, chwytając się za nos.
- Chcesz jeszcze? - Lex wydyszał ze złością. Jeśli chciał powiedzieć coś jeszcze, nie zdążył jednak, bo oberwał podeszwą glana prosto w brzuch. I tym razem to był prawdziwy kopniak wkurzonej wampirzycy.
Odleciał po prostu waląc plecami w ścianę.
Zebrał się niespiesznie.
- Coś w tym jest… jak mówią… “bijesz jak dziewczyna” - powiedział prostując się.
- Chcesz jeszcze? - powtórzyła jego pytanie rozsierdzona gangrelka, stając na nogach i przyjmując pozycję do walki. Jej wzrok rzucał błyskawice.
- Come, and get some, króliczku.
Nie musiał czekać. Vanja zacisnęła pięści, jakby na czymś się skupiając <fortitude toughness>, po czym ruszyła z wolna w jego kierunku.
- Znasz taką rymowankę? Chodzi lisek koło drogi…
- Że ma cipkę to się mu wydaje, że jest srogi… Czekaj, liczba sylab mi się nie zgadza.
- Za późno na czekanie - warknęła Gangrelka i walnęła go na odlew, a on nawet się nie próbował uchylać.

Lex znów poszybował i po raz kolejny bardzo brutalnie przytulił się do ściany. Stanął na czworakach i pokręcił głową jakby próbował szukać kompatybilności z błędnikiem.
- Nigdy… nie za późno mała… Masz jeszcze jakie rymowanki, czy ci w końcu wjebać, bo chyba tego potrzebujesz.
- Spróbuj - odpowiedziała krótko, stojąc tam, skąd go uderzyła.
- Aha… - Wyprostował się ciężko. Biła jak młot. - Leżeć - rzucił spoglądając jej w oczy.
Vanja złapała z Lexem kontakt wzrokowy i przez moment wampir już myślał, że ta położy się jak grzeczna suczka. Faktycznie, wampirzyca poczuła gdzieś w swoim dawno ściśniętym i wysuszonym żołądku chęć posłuszeństwa do nowego Pana… zaraz… co kurwa?
Vanja mrugnęła oczami, czar prysł.
- Zrób to jeszcze raz, a stłukę cię na kwaśne jabłko, wywlekę stąd za jaja i przywiążę do najbliższego drzewa, żebyś mógł tam radośnie doczekać świtu - rzekła, podchodząc dwa kroki bliżej.
- Warto było spróbować - Wampir uśmiechnął się i zaraz skrzywił - Cholera, masz parę w tym zgrabnym ciałku.
Jeśli próbował udobruchać ją komplementem... to właśnie mu się to udało. Vanja stanęła nieco swobodniej, opierając dłoń na biodrze.
- Teraz może zrozumiesz, że ja cały czas kooperuję z wami.
- Moje żebra trochę się opierają takiej kooperacji, ale jak dla mnie jest okey. - Kiwnął głową. - Co do dopuszczenia cię do leża, musi zdecydowac nasza trójka. Mój głos jednak masz, starczy na nich poczekać.
To już całkiem załatwiło sprawę. Gangrelka uśmiechnęła się na powrót radosna i psotna.
- Dzięki. A swoją szosą, kiedy oni wrócą?
- Myślę, że raczej przed świtem - Lex uśmiechnął się szerzej.
- Można tu u was coś zjeść czy nie wiem, chcesz herbatkę ze mną pić?
- Dyskretnie, nie na widoku. - Holender skinął głową. - Po trochu by do przedrenowanego klienta nie trzeba było wzywać karetki. I jak mówiłem wcześniej, nie osłabiamy naszych chłopaków jeżeli się da napić inaczej. - Spojrzał na zegarek. - To już raczej schyłek imprezy, też skoczę sobie coś skołować.
- Wprowadzi mnie pan?
Wampirzyca uczyniła gest, jakby chciała wziąć go pod rękę, a on odwzajemnił gest. Przed chwilą napierdalali się jak szaleni, teraz jakby szli na bal. Lexowi przyszło do głowy, że abstrahując od planów jakie rodziły mu się w głowie, obecność Vanji wykluczy nudę w ich gronie.


Na górze, w głównej sali, Lex potoczył dłonią po obecnych jeszcze w pubie ludziach.
- Baw się dobrze. Ja muszę z kimś pogadać. - Ruszył w kierunku Cynthii.
Ta siedziała sama na boku, nie niepokojona przez nikogo. Parę dni temu znajdowali się jeszcze śmiałkowie, który przeszkadzali niepasującej, acz intrygującej kobiecie. Wystarczyło jednak kilka cennych ripost, by zostawiono wampirzycę w spokoju.
- “Belgradzki Wampir” to historia, wszystko się rozwiązało dobrze, a jednak nie widać po tobie abyś świętowała - Holender przysiadł się do wampirzycy.
Podniosła na niego zamyślony wzrok, jakby chwilę nie kojarząc kim jest, po czym uśmiechnęła się blado i nerwowo poprawiła okulary.
- Powinnam wracać do Włoch, do biura firmy. Nie za dobrze się tam dzieje... tylko, że wciąż czekam na audiencję u księżnej - wyjaśniła.
- Zostań z nami. To XXI wiek, firmą można zarządzać zdalnie.
Cynthia uśmiechnęła się półgębkiem.
- Prawie uwierzyłam w ten sentymentalny ton.
- To nie sentyment. To możliwości jakie się otwierają. - Lex zabębnił palcami po blacie. - Cholernie słabo, że pojawiłaś się gdy zniknąl Adam i nie mogliśmy cię zweryfikować. Słabo wyszło… - Uśmiechnął się na wspomnienie traktowania jej jak ewentualną IV kolumnę ich małego interesu. - Ale Cię polubiłem, stąd oferta. Jest zaufanie, a to podstawa do zrobienia tu ciekawego interesu.
Wampirzyca chwilę przyglądała mu się w milczeniu, jakby coś rozważając.
- Nie zasłużyłam na nie, po prawdzie. Trochę wam... jak to się mówi kolokwialnie, naściemniałam. Bez ojca nie mam żadnej wartości. Znam... tak, znam wielu starszych Camarilli, ale kiedy ich poznawałam, byłam tylko cieniem ojca, na który pewnie nawet nie zwrócili uwagi. Zresztą... najlepszym dowodem na to jak ważna dla nich jestem, jest to, jak mnie traktują teraz - dodała z goryczą.
- To dobrze. - Lex pokiwał głową. - W tym świetle pokazuje to, że miałem rację i nie powinnaś chować urazy. Moja oferta, to zwiększenie twojego znaczenia, o ile plan wypali. A czy zasłużyłaś na zaufanie, to pozwól ocenić mi, gdyby tak nie było, to bym tu nie siedział.
- Nagle zmieniłeś się w rozdającego karty? - Cynthia poprawiła garsonkę i usiadła prosto - Zatem słucham panie Alexandrze, pańskiej oferty.
- Skadi to zjeb - Holender zaczął z jakimś zamyśleniem na twarzy. - Wariatka. Może robić zadymy w Belgradzie, ale przecież nie ma siły aby wywaliiła stąd Camarillę. To raczej uciążliwa cholernie partyzantka. Z drugiej strony Camarilla nie ma siły by ją zniszczyć i jej całą anarchistyczną bandę spod miasta. - Kiwnął głową ku Vanji wyszukującej czegoś na ząb. - Zostaliśmy zaszczyceni tą dziewuchą w ramach sojuszu ze Skadi. Jednocześnie jutro zapewne za “wampira” zostanie nasz interes włączony w struktury Camarilli, nawet jak wszyscy wiedzą, że jesteśmy jej niezbyt chętni. I wtedy ty… cała na biało… - Uśmiechnął się. - Jest pat na linii Skadi i Camy, a u nas wychowanka Skadi i Ty, mająca związki z Camarillą. Pachnie mi to elizjum gdzie te dwie frakcje będą mogły paktować, spotykać się. Drugim Elizjum Belgradu. Z konieczności. Gdy będziesz z nami, Cama napompuje Twoje znacznie, a my będziemy mieć spokój zapewniając miejsce spotkań Camy i Anarchów.
- Rozmawiałeś już z nią o tym? - zapytała Cynthia, patrząc jak Gangrelka droczy jakiegoś karka, który wyraźnie nie wydawał się mieć ochoty na żartowanie. Prawdopodobnie wiele chciał gothce zrobić, ale poczucia humoru w tym raczej nie było.
- Tak, skończyło się to bójką. - Uśmiechnął się szeroko. - To osoba bez ambicji, ale spędziła u Skadi 20 lat. Tu nie chodzi o to, czy ona chce się w to mieszać. Jest… Będzie zamieszana swoją obecnością u nas po prostu. To luźny plan, nie wiadomo co z tego wyjdzie, nie będę ściemniał. Ale ma szanse wypalić i dać nam wszystkim kopa w górę. Kluczem jesteście wy dwie, dziewucha od Skadi i dziewucha z jakimiś koneksjami w Camie. Nie korci spróbować?
- A czy mam prawo odmówić, skoro oboje wiemy, że masz na mnie haka? - Cynhia uśmiechnęła się gorzko i przeczesała palcami włosy za uszy. Ostatnio jej koki nie były już takie pedantyczne, choć wciąż preferowała ten rodzaj uczesania.
- Masz. - Holender skinął powoli głową. - Bo ty to nie ona, Ty masz swoje ambicje i kluczem jest, abyś chciała i przerzuciła je na plan. Nie wykorzystam haków Cynthia, to szczera oferta.
- Doceniam. Niemniej przybyłam do tego miasta nie po wpływy, a po wieści o moim ojcu. Muszę wiedzieć co się z nim stało. Oni... mogą mi to dać.
- Dadzą jak będziesz potrzebna. Masz inny plan jak okazać się potrzebna niż ten który rozwijam? - Lex przekrzywił głowę. - Dla śmiertelnego nawet parę miesięcy utopionych w projekcie, który nie wypali, to strata czasu. Dla nas? No chyba nie. Zostań, jak to nie wyjdzie, to wrócisz do Włoch. Czym ryzykujesz?
- Jeśli was wyczują, albo co gorsza, już was śledzą, spalę swoje szanse i ten cały rok wchodzenia im... eh, naprawdę za długo z wami przebywam - wampirzyca uśmiechnęła się na chwilę, po czym spoważniała - Stawiam warunek. Chcę żeby ten wasz Styx czy Adam poszukał mojego ojca. Jeśli będzie w stanie do czegoś dotrzeć, czegokolwiek, co da mi nadzieję na to, że w przyszłości będzie w stanie dowiedzieć się wszystkiego... zostanę z wami.
- Pogadam z nim o tym. - Lex skinął głową. - Nim to uczynię, nie mogę obiecać, ale myślę, że się zgodzi. Wstępnie zatem mamy umowę? - Wyciągnął ku niej dłoń.
Cynthia podniosła się, po czym z pełną powagą uchwyciła jego rękę i delikatnie potrząsnęła.
- Mamy umowę negocjacyjną.
- Zawsze brakowało nam tu prawnika. Wybacz mi zatem, ale Styx i Lew mogą wrócić głodni, ja bym się napił, Ty pewnie nie odmówisz, a tamta urocza wariatka z pewnością też. Muszę przygotować biesiadę pieczętującą układ przed świtem.
- Nie widziałam w tobie wcześniej tych talentów organizacyjnych. Nie przeszkadzaj sobie, ja... właśnie się zbieram do pewnego telefonu - to rzekłszy ujęła aparat w dłoń.

Lex skinął głową i potoczył wzrokiem po sali. Sięgnął po telefon i przez chwilę gmerał coś przy wyświetlaczu, po czym ruszył do baru, gdzie dziś pracował Nikola.
Wampir sięgnął za blat i wyjął sprzężony z nagłośnieniem mikrofon.
- Właśnie się dowiedziałem - głos popłynął z głośników - że moja siostra w Holandii urodziła. Młody 10/10 w skali. Przez pół godziny stawiam wszystkim drinki, co kto chce na barze.

Nikola jęknął ze zbolałą miną wpatrując się w Lexa. O tej porze towarzystwo w Sin(d)Badzie było już mocno przetrzebione, ale i tak zanosiło się na konkretny szturm. Na zachodzie pewnie goście podeszliby do tego z jakąś godnością i spokojnie dokończyli swoje piwa i drinki, aby w te niespodziewane półgodzinne “happy hour” załapać się na jedną dolewkę. Ale… “Srbija je bila ovde!”. Nikola westchnął i bezgłośnie zaczął odliczać. Trzy, dwa jeden…
Rzeczywiście chwilę potrwało zanim towarzystwo zrozumiało, że naprawdę mają bar za gratis i przez pub przetoczył się nagły, nieskoordynowany wiwat. Ludzie siedzący na parterze rzucili się do baru, a zaraz na metalowych schodach na górę zaczęły bębnić buty. To ci co wywijali na parkiecie mknęli po swoją darmową porcję radości. Oczywiście ten szał nie dotyczył wszystkich, bo część osób pozostało przy stolikach śmiejąc się z tego szaleństwa.
Zamówienia szły raczej w kierunkach, które nie były za często brane. Nikola właściwie nie odstawiał na półkę Czarnego Smirnoffa, czy dobrej whisky, bo to nie miało sensu.
- Pojebało cię co? Nie lubisz swojej pensji? - Fretka skrzywiła się przystając przy Holendrze. - Od kiedy masz siostrę? Rodzice coś adoptowali ostatnio?
- Nie marudź, ogarnij…
- Taaaa, odwózkę wybrańców. Po rozmachu wnioskuję, że tym razem kilkoro. Wow, uczta.
- Za pół godziny niech ochrona dyskretnie pokrąży dając cynka ludziom, że na dziś koniec, poza kilkorgiem które wskażę. Im niech mówią, że happy hour przedłużone.
- Potrzebuję urlopu. - Białowłosa pokręciła głową z lekkim uśmiechem i odeszła.
Lex tymczasem poszedł za bar by pomagać Nikoli i wnikliwie obserwował gości. Wybierał.
W weekend nawet o tej godzinie było dużo ludzi, zarówno facetów jak i lasek. Bikerzy ich lale, rock-goth studenciaki, albo nawet licealiści… - bramkarze chyba dawno nie dostali od Fretki po uszach. Było nawet kilku podstarzałych gości z brzuszkiem we flanelowych koszulach, chyba jakieś urodziny albo coś. Słowem, do wyboru do koloru.
 
__________________
Konto zawieszone.
Mira jest offline  
Stary 17-07-2019, 07:59   #6
 
Zaalaos's Avatar
 
W tym czasie Lew zaprowadził Adama na bok i szybko wyłuszczył mu jak pełen idiotów był ich gang. Ale właśnie na tym polegał problem, to był ich gang, więc trzeba było im pomóc.
- W skrócie, chcę się włamać do komisariatu, zgarnąć dowody, a ty byś zaczarował ichniejsze komputery i kamery żeby o wszystkim zapomniały. Idziesz na to?
Adam skinął głową.
- Myślałem, żeby poczyścić dane sądowe, ale to nie ma sensu. A tak faktycznie jeżeli zorganizujemy zniknięcie dowodów, to jest szansa, ze zaniechają postępowania. Zabiorę kilka rzeczy i możemy iść.
- Super. Ja zgarnę z dołu wytrychy i robocze ciuchy. - zgodził się Lew - Za 15 minut na górze?
Adam ruszył na dół za kolegą. Musiał zmienić buty na trampki i zabrać laptopa. Potrzebował też wyciągnąć plany komisariatu, żeby nie błądzili po omacku w czasie nocnej zmiany. Zabrał też kominiarkę i po jakichś dziesięciu minutach zasygnalizował, że jest gotowy. Naciągnął tylko szelki małego plecaka.
Mniej więcej w tym samym momencie ze swojego pokoju wyszedł Lew. Miał na sobie ciemno szare, niemal wpadające w czerń bojówki, taktyczne buty z miękką podeszwą i kurtkę z nieszczeleszczącego materiału z mnóstwem kieszeni. W jednej z nich miał zestaw wytrychów, w innej latarkę, choć ta nie była mu potrzebna i zapalniczkę. Do tego czarną farbę w spray’u. Rzeczy które zabierał ze sobą na włamania kiedy jeszcze żył. Pod kurtką, w specjalnym nosidle znalazło się jeszcze miejsce na łom, choć Lew miał nadzieję że obejdzie się bez jego użycia. Kominiarka wychylała się z ostatniej kieszeni, wampir nie miał zamiaru jej jeszcze zakładać.
- Bierzemy Cienia?
- Do środka raczej go nie weźmiemy. Ale jest bystry. Da radę jako czujka na zewnątrz? - zapytał nosferatu. Przy Lewie wydawał się amatorem.
- Tak, będzie wstanie nas ostrzec, ale wątpię byśmy go do tego potrzebowali. Nie mam zamiaru tam wchodzić przez frontowe wejście, a od tyłu tak czy inaczej nas nie znajdzie w korytarzach. - Lew podrapał się po brodzie - A gdyby ktoś nas zobaczył… Cień jest charakterystyczny, lepiej niech zostanie. - zadecydował i wydał komendę psu żeby ten wrócił do swojego pokoju. - Musimy unikać powierzchni, chodźmy przez kanały. Doprowadzisz nas pod komisariat?
- Tak. Mam nawigację w telefonie. - Adam odruchowo uruchomił telefon i wyciszył wszystkie dźwięki i wibracje.
Naciągnął na dłonie rękawiczki bez palców i ruszył do przejścia. Do komisariatu mieli ponad czterdzieści minut marszu. Ale i tak zgadzał się z Lewem, że nie ma co się pokazywać na mieście.

Tym sposobem po godzinie skradania się kanałami i innymi ciemnymi oraz równie cuchnącymi zakamarkami, para podejrzanie… to znaczy “profesjonalnie” wyglądających osobników znalazła się przy kamienicy w której na parterze, dwóch piętrach i prawdopodobnie piwnicy także mieścił się komisariat policji.

Po kolejnej godzinie szczegółowego obchodzenia lokalnych kanałów, Lew był pewny, że nie ma żadnego przejścia do podziemi komisariatu, Najwidoczniej policja zadbała o to by coś takiego nie było możliwe. Jednak Wampir znalazł ścianę w piwnicy kamienicy obok, za którą prawdopodobnie znajdował się komisariat. Gdyby zrobić dziurę, można by się dostać…
Kamienica miała kraty na wszystkich piętrach ale na dachu było widać właz, który nie wydawał się jakoś specjalnie zabezpieczony.

Po krótkim namyśle Lev zdecydował się że droga przez ścianę będzie lepszym rozwiązaniem. Na szczęście miał ze sobą łom, więc nie musiał przebijać się przez ścianę gołymi rękoma, ale starał się nie tłuc na pałę, a raczej podważać i wyciągać z muru kolejne cegły tak aby nie robić hałasu. Nie śpieszył się nadmiernie, równie dobrze mógł rozdzielić tą robotę na kilka dni. Nie wiedział kiedy chłopaki miały zaplanowaną rozprawę, ale tak długo jak leżeli w szpitalu miał czas.

***

O piątej dwadzieścia nad ranem Lwowi udało się wygrzebać dziurę w ścianie na tyle dużą by można było przez nią przejść. Za murem znajdowała się kotłownia. Jeśli ktokolwiek do niej wejdzie na pewno zauważy dziurę w ścianie.
Wampir naciągnął kominiarkę i przeczołgał się przez dziurę pierwszy. Po upewnieniu się że nikogo w niej nie ma, ani nie widzi nigdzie kamer pomógł Adamowi z przedostaniem się przez otwór. Gdy oboje stali już twardo na ziemi ruszył do drzwi wychodzących z pomieszczenia i przyłożył do nich ucho, nasłuchując czy ktoś nie chodzi po korytarzach.
Lew słyszał, że ktoś jest na korytarzu, odczekał aż kroki ucichną i nacisnął klamkę. Ostrożnie uchylił drzwi i rozejrzał się po otoczeniu.

Adam pchnął drzwi nieco mocniej i bezszelestnie ruszył w ślad za mężczyzną, którego chwilę temu usłyszeli. Był środek nocy, nikt nie powinien się przejąć tym, że gdzieś się światło zapala, czy gaśnie. Zapaliło się. Wszechobecne oszczędności i lampy zapalające się na czujnik ruchu. W blokach światło paliło się przez trzy minuty. Ciekawe jak było tutaj. W końcu byli w miejscu pracy. A jeżeli ktoś się tym przejmował, to znaczyło, że obsługi komisariatu było na tyle mało, że zapalające się światło mogło wzbudzić podejrzenia. Otworzył drzwi to tylko delikatnie wysunął aparat telefonu. Jego łysy łeb w kominiarce zwróciłby uwagę. Malutki aparat wysuwany przy podłodze już nie. A na wyświetlaczu mógł zobaczyć czy dalej są jacyś ludzie lub kamery.
Po korytarzu przechadza się strażnik nocny, nie policjant. Po obu stronach korytarza są zamontowane kamery.
Nosferatu zagryzł zęby i cofnął się. Wiedział już, że powinni przygotować się dużo lepiej. W myślach oceniał szanse jakie mieli. Gdzieś tam, po drugiej stronie siedział cieć wtapiający się w ekrany. W nocy to dość nudne zajęcie. Może czyta gazetę, może przysnął, a może poszedł do kibla. A może jest tak znudzony, że koleś w kominiarce go zaraz zainteresuje i zacznie wciskać wszystkie możliwe alarmy a do kotłowni wbiegnie SWAT. Ryzyko było niemałe.
- Lew, oba końce korytarza mają kamery. Koleś chodzi w kółko. Gdy minie nas tym razem to podkradnę się i wyciągniemy z niego informacje. Jest ryzyko, że ktoś zobaczy coś na kamerach. Więc pełne skupienie!
Gangrel pokiwał głową.
- Słyszałem go, zaszurajmy za drzwiami jak będzie przechodzić, może wejdzie sprawdzić i poza kamerami go zgarniemy. - wyszeptał, ale był gotów ruszyć z Adamem.
- No dobra - powiedział uchylając lekko drzwi. - To zaszuraj, a ja na niego skoczę.
Wampir zaruszał drzwiami czekając aż strażnik zareaguje. Faktycznie tak zrobił - nieumarli słyszeli jak stróż powoli podchodzi do drzwi, uchyla, wchodzi do środka.
Kiedy ten uchylił drzwi, Lew natychmiast się na niego rzucił, wciągając do środka i starając się złapać go za gardło i poddusić, tak aby ten nie wydał z siebie żadnego dźwięku.
- Mów gdzie trzymają dowody. - rzucił gangrel do ciecia, błyskając przy tym swoimi czerwonymi oczami - Nie chcemy robić tobie krzywdy, ale jeśli nie będziesz współpracował… - pozwolił aby niedopowiedzenie zawisło ciężko w powietrzu.
- w we sejfie - wydusił z siebie zszokowany renista.
- Gdzie jest sejf i jak się do niego dostać. - podpowiedział uprzejmie Lew informacje których potrzebował. - Kto go o tej porze pilnuje?
- na na koñcu korytarze i w we prawo. A janic nir wiem, tylko do renty dorabiam bo cienka renta. Jakiś zamek na karte jest.
- Widzisz? Nie jest tak źle. - rzucił Lew - Gdzie jest serwerownia? Komputery i dyżurka z kamerami?
Starszy człowiek popatrzył na ciebie jakby nie rozumiał języka.
- To ja nie wiem, na Swobodnej kiedyś była fabryka seròw ale to jeszcze za Tito.
- Dziękuję. - powiedział Lew i wgryzł się w szyję emeryta. Mężczyzna momentalnie się napiął, po czym zwiotczał gdy siła Pocałunku go zalała falą przyjemności.
Wampir natomiast całym sobą czuł niepohamowaną energię krwii, choć jej smak znacznie różnił się od tego co pił zazwyczaj ze swoich bezdomnych. Tak jak tamci byli przepełnieni bezbrzeżnym smutkiem, tak tutaj czuł raczej spokój, niemal wpadający w apatię, człowieka który w spokoju czekał na kres swoich dni. Nie było to oczekiwanie pełne napięcia, raczej pogodna zgoda na powoli zbliżający się koniec i egzystencja pełna rozmyślań nad dobrze przeżytym życiem.
Kilka sekund później Lew oderwał się od szyi dziadka i zalizał jego rany.
- No co, musieliśmy go jakoś spacyfikować. - rzucił do Adama wzruszając przy tym ramionami. Dziadek się nie ruszał, ale oddychał. - Mamy farta że dowody na tym samym piętrze. Jesteś coś wstanie zrobić z kamerami?
- Tak. Z serwerowni - kominiarka skrywała grymas twarzy Nosferatu.
- Masz dużo szczęścia, czy raczej nie bardzo? Bo jeżeli masz sporo, to olewamy kamery idziemy do sejfu. Może akurat nikt nie zauważy. A jeżeli nie masz, to daj puszkę z farbą. Spryskam obiektyw. Ale to zwróci ich uwagę na sto procent. Chyba, że pomoże nam Nikola Tesla.
W głowie Adama rodził się plan. Plan, który zrodził się o wiele za późno.
Już w czasie gdy Lew przesłuchiwał ochroniarza Adam sięgnął swojego laptopa. Stukał w klawiaturę z niewiarygodną szybkością. Krótkim kablem łączył się z telefonem. Lista kontaktów z Elektroprivreda Srbije… zweryfikowanie maila. Poszukiwanie rozdzielni…
Gdyby był to amerykański film, to zhakowałby elektrownie Nikola Tesli i odłączył stosowny blok. Ale nie byli w amerykańskim filmie. Byli zawszawionym Belgradzie, gdzie wszystkie systemy łączyły się z ludźmi. Dlatego musiał włamać się do intranetu ESP i jako menadżer średniego szczebla napisał maila z prośbą o redukcję przesyłu zasilania do dzielnicy w jakiej się znaleźli w związku z planowaną konserwacją. Niżej sfabrykował maila o planowanym wyłączeniu z datą przesuniętą o 28 dni wstecz. Oficjalnie, z adresami szyszek i prezesów. A w swoim mailu napisał, że zupełnie zapomniał przekazać tę informację, ekipa konserwacyjna stoi i czeka już na miejscu, każda minuta opóźnienia to straty na setki tysięcy… a on zapomniał przekazać. I prosi o szybką reakcję, bo jego wyciągnęli z łóżka. Prądu w dzielnicy ma nie być do szóstej trzydzieści rano, a chodzi o szeroko zakrojone prace konserwacyjne przed inspekcją środowiskową.

Ciekawostką w całym zdarzeniu było to, że klawiatura Adama nie wydała żadnego dźwięku. W końcu sięgnął po telefon i zadzwonił na numer rozdzielni do której pisał.

- Czytaliście maila? - zapytał swoim mocno zmęczonym głosem.
- linia jest czynna w godzinach od 8 do 16 od poniedziałku do piątku, w razie wątpliwości proszę o wysłanie maila na adres…
Nosferatu rozłączył się.

Lew w tym czasie przeszukał kieszenie dziadka, w poszukiwaniu takich rzeczy jak klucze, karty magnetyczne, krótkofalówka jeśli jakąś miał czy jakikolwiek
Znalazł pęk kluczy podpisanych numerami oraz krótkofalówkę. Klucze zostawił sobie, krótkofalówkę natomiast rzucił Adamowi. Zdjął z pleców “ochroniarza” kurtkę, którą narzucił sobie na grzbiet zamiast swojej, kominiarkę wymienił na czapeczkę z daszkiem.

Nawet jeśli ktoś go zobaczy na kamerach, to jeśli nie jest bardzo obeznany z osobami pracującymi tutaj w nocy nie powinien zauważyć nic niepokojącego.

- Jesteś w stanie zhakować te ichniejsze komputery przez mój telefon? Jeśli go podłączę pod usb? - spytał Adama.
 
Zaalaos jest offline  
Stary 19-07-2019, 10:05   #7
 
Mi Raaz's Avatar
 
Adam zaklął szpetnie. Dawno nie odniósł tak paskudnej porażki w swoich próbach obchodzenia jakichkolwiek zabezpieczeń.
Wziął trzy głębokie oddechy i zamknął laptopa. Upchał go do plecaka.
- Wróćmy do opcji z zamalowaniem kamer farbą. I umówmy się, nie będę niczego hakował przez twój telefon. Tego nie robi się ot tak. Musiałbym najpierw wgrać gejta na twój telefon, żebym mógł przez niego gdzieś wejść. Nie mam tutaj tego programu. Ale z laptopa mogę się wbić na wszystko co znajdziemy jeżeli je połączę.

Wziął kolejne trzy oddechy.
- Wyprowadzisz mnie stąd w tej czapeczce i kurcie? Niech będzie, że dziadek wlazł tutaj bo coś usłyszał i znalazł mnie. Na kamerze zobaczą jak ochroniarz w czapce kogoś prowadzi. Byle dostać się bliżej tego jak powiedział sejfu.

- Jasne. Sprawdź na telefonie czy kamery się poruszają, spróbujmy mignąć im poza polem widzenia. - Lew powiedział i przygotował się do wyprowadzenia Adam.
Adam wysunął telefon na dole drzwi i włączył nagrywanie. Miał dziwne przeczucie, że to nie gra i wstawili tam kamery marketowe. Szerokokątne, zamknięte w szklanych kulach w których nie widać ich ruchu…. Ale z drugiej strony to był biedny posterunek w stolicy Serbii… Zagryzł zęby oglądając nagrany filmik.
W tym czasie zarówno do Adama jaki do Lwa przyszedł sms od Lexa:

Cytat:
Za ile się was spodziewać? ...bo trzeba nam pogadać. Szykuje wam “kolację”.
Wyglądało na to, że to nie są jakieś nadzwyczajne kamery, ot zwykłe, statyczne, widoczne w dzisiejszych czasach w każdym zakątku świata. Były ustawione jak były ustawione i póki nie przyjdzie jakiś technik, ze swoją wielką torbą, tak już pozostaje.

- No nic nie zrobię z kamerami. Idziemy. - Nosferatu wstał czekając na swojego strażnika.

- Jasne, ściągnij do połowy kominiarkę i pochyl głowę. - poinstruował go Lew i położył rękę na między jego łopatkami. - Idziemy. - dodał i pchnął delikatnie Adama do przodu, narzucając zarówno jemu, jak i sobie duże tempo, tak aby możliwie krótko być na kamerach. Kierował ich w stronę sejfu o którym powiedział dziadek.

Faktycznie już po chwili para stała przy metalowych, “więziennych” drzwiach chronionych zamkiem na kartę magnetyczną i kod.
Lew obrzucił otoczenie wzrokiem w poszukiwaniu kamer, po czym podszedł do krat. Nie był specjalistą jeśli chodziło o zamki elektroniczne, lepiej posługiwał się wytrychami, ale prostsze potrafił obejść.
Jego uwagę przykuła kamera centralnie nad drzwiami. Wyciągnął z kieszeni czarny spray i szybko spryskał obiektyw. Jeśli nikt akurat nie patrzył na ekran powinni mieć trochę czasu, jeśli było inaczej… Cóż, mieli przejebane.
Przyjrzał się uważnie samej klawiaturze, często były mniej lub bardziej powycierane i w tym właśnie szukał jakiejś podpowiedzi.
Klawiatura albo była dość nowa, albo po prostu nie była powycierana.
W końcu pokonany zrobił krok do tyłu, pozwalając Adamowi aby wykazał się swoimi informatycznymi umiejętnościami.

Adam sięgnął z kieszeni drobny śrubokręt, żeby zdjąć panel z przyciskami. Po chwili odsłonił panel uzbrojony w kabelki, płytki drukowane i gniazdo diagnostyczne. Podłączył kabel wytargany z plecaka i uruchomił coś na komputerze.

Drzwi otworzyły się.
Lew wszedł pierwszy, rozejrzał się po otoczeniu i chwilę później kiwnął Adamowi by podążał za nim. Był pełen uznania dla tego jak szybko przedostali się przez drzwi, w świecie coraz większej cyfryzacji to Adam był lepiej dostosowany do włamywania się.
W stosunkowo małym pomieszczeniu znajdowały się stalowe regały na każdej ze ścian. Na licznych półkach leżały przeróżne przedmioty w plastikowych woreczkach oznaczone karteczkami z numerami. Były przedmioty “nielegalne” jak pistolety czy noże, ale i całkiem zwyczajne, jak młotki, śrubokręty.
- Rozdzielmy się i znajdźmy właściwe przedmioty. Weźmy też kilka randomowych z innych spraw, żeby było trudniej nas namierzyć. - wyszeptał do Adama i zaczął przetrząsać półki w poszukiwaniu tego co chłopcy mieli ze sobą.
W ten sposób znalazł dwie klamki które jakoś znajomo wyglądały. Chyba. Upchnął je, nie wyciągając z worków, po kieszeniach i upewnił się że wszystkie etykiety którymi były oznaczone również za nimi podążyły. Nie chciał zostawić żadnych dowodów.
- Chyba mam to po co przyszliśmy. - wyszeptał - Ale sprawdź drugą stronę. - dodatkowo wziął kilka innych, losowo wybranych torebek z narkotykami i poczekał aż Adam skończy przeszukiwać swoją część.
Nosferatu zaś szukał czegoś innego. W magazynach tego typu najczęściej były komputery, żeby prowadzić ewidencję. Przecież to setki spraw wymieszane ze sobą. Ktoś musiał się w tym orientować i był pewien, że nie był to tłusty gliniarz z grubym notesem. A gdyby znalazł kompa, to mógłby też wbić się do sieci. A wtedy nareszcie poczułby się bezpiecznie. Alternatywą było chyba tylko spalenie całego magazynu. Bo przecież takie same pistolety mógł używać wrogi gang. A notatka przyklejona na worku z gnatem w stylu HG/14/L/628 Adamowi nie mówiła kompletnie nic.

Owa ewidencja faktycznie musiała chyba istnieć jednak jeśli była na komputerze, owa maszyna nie stała w pomieszczeniu z dowodami. Tutaj był tylko magazyn. Prawdopodobnie ktokolwiek tu wchodził znał już numer sprawy/dowodu/katalogowy tego po co przyszedł.
Adam w świetle latarki rzucił okiem na numery szafek.
- Obawiam się, że musimy jeszcze trochę się poszlajać. Chyba, że masz coś czym możemy spalić to wszystko.
Lew pokręcił przecząco głową.
- Ja nic nie mam, ale może w dowodach coś znajdziemy?
Nosferatu rozglądał się po piwnicy. Przy okazji farbą od Lewa zamalował kolejne kamery. Czas ich gonił. Wiedzieli już, że wszystko poszło nie tak jak powinno.
Gangrel w tym czasie wrócił do kotłowni i przeciągnął dziadka pod schody prowadzące na górę. Nie chciał by stała mu się krzywda, tym bardziej że nic by mu nie przyniosła. Zdążył zamienić ponownie kurtkę dziadka na swoją i kiwnął Adamowi głową że pora się zwijać. Sprawdził jeszcze czy w kotłowni nie znajdzie czegoś użytecznego do podpalenia magazynu dowodów.
Niestety, nic tu pożaru nie wywoła. No chyba, że odkręcić gaz… ale to by był raczej wybuch.
Adam nie znalazł niczego godnego uwagi. Przystanął na moment nasłuchując na schodach przy drzwiach wyjściowych z piwnicy. Kolejnej nocy tu nie wrócą. Budynku nie wysadzą. A jakoś musieli pomóc swoim ludziom.
Za drzwiami było cicho. Można by powiedzieć, że aż za cicho.
Lew pokręcił głową, wyglądało na to że nic więcej tutaj nie zrobią.
- Zmywajmy się, zostało mało czasu do świtu. Mam nadzieję że to właściwe przedmioty, nic więcej nie zrobimy. - szepnął Lew.
Adam zaklął. Spierdolili dokumentnie.
Wrócił do Lewa.
- Rozwalmy dopływ gazu. Niech zacznie się ulatniać. Damy radę wyciągnąć stąd ciecia? Wykręcę żarówki.
Wampir pokręcił przecząco głową.
- Trzeba by go było przeciągnąć po schodach na górę, a tam jest więcej kamer i pewnie ludzi, po prostu spierdalajmy. - odparł i skierował swoje kroki do kotłowni - Nie zostawiliśmy odcisków, naszych mord na kamerach nie ma, cieć ich też nie widział, wyciągniemy wnioski na przyszłość.
Gdy odłączy się przewody gazowe ten po prostu przestaje się ulatniać. Tak już zawory są skonstruowane. Para wampirów musiała więc fizycznie uszkodzić rury. Udało się i gas szybko zaczął się ulatniać. Po chwili wył już alarm, który jak się okazało, aktywował się nie tylko dymem ale i gazem.
- No to w nogi! - rzucił Adam. W czasie gdy Lew szarpał się z gazem napisał sms do Lexa
Cytat:
Wracamy
Parę wampirów wywiało… czy może raczej uszli z gazem? Tak czy inaczej, kainitom udało się wrócić do Sin’d’Bada i nawet trochę zatrzeć za sobą ślady w piwnicach. Czy. aby na pewno? To miał już pokazać następny dzień.
I następna noc.*
 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

”Ludzie nie chcą słyszeć twojej opinii. Oni chcą słyszeć swoją własną opinię wychodzącą z twoich ust” - zasłyszane od znajomej.
Mi Raaz jest offline  
Stary 11-08-2019, 07:29   #8
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
Sobota, wieczór


Zostało jeszcze trochę czasu przed “imprezą” na którą zaproszony był każdy z Zemnowiczów poza najnowszym “wczorajszym” narybkiem koterii w postaci Vanji. Swoją drogą, kainici mogli nawet zastanowić się jak jej obecność innym wytłumaczą i czy w ogóle to zrobią - wszak ich własna obecność przez lata nikogo nie obchodziła…
Lub tak im się wydawało.
W belgradzkim elizjum można się będzie spodziewać oczywiście Alice, Szeryfa, jakiś starszych jak choćby znanej Cynthi, Pani Li. Może wspomniana przez Toreadorkę Tremerka. Jednak prawdopodobnie pojawi się również grupka młodszych kainitów, potencjalnych sojuszników, partnerów biznesowych, rywali, lub drzazg w fiucie.
Lew nie miał zamiaru się dłużej nad tym wszystkim zastanawiać. Założył na siebie to co zawsze, czyli wojskowe buty, bojówki, t-shirt i na wierzch “wojskową” kurtkę po wcześniejszym wzięciu prysznica. Tak naprawdę nie chciał tam iść, ale wiedział że jakieś absolutne minimum czasu będzie musiał poświęcić na zabawę z innymi “obdarzonymi”. Usiadł na kanapie w wspólnym pomieszczeniu i czekał aż reszta się zbierze.
Szum dochodzący z pokoju Adama wskazywał na to, że Nosferatu uruchomił już co najmniej dwa komputery. Zazwyczaj na jednym sprawdzał newsy, drugim była weryfikacja monitoringu ich dzielnicy. Robił to pobieżnie z codzienną rutyną. Wiedział na co zwracać uwagę. Pojedyncze osoby kręcące się po okolicy. Auta parkujące w noc w okolicy, a znikające przed świtem. Robiące miejsce innym autom. Tajniacy, czy jakaś mafia, wszyscy działali podobnie. Druga Inkwizycja pewnie też. Wprawdzie na przyspieszeniu 64x nie mógł obserwować pojedynczych przejeżdżających samochodów i przechodniów, ale już stacjonarne czujki były proste do wyłapania. Ktoś, kto przez kwadrans kręci się w jednym miejscu na takim przyspieszeniu naprawdę się wyróżnia.

Faktycznie “ktoś” się kręcił. Styx wytypował w sumie trzy indywidua: Starszego mężczyznę z brodą w długim płaszczu i futrzanej czapce. Kobietę około trzydziestki, blondynkę ubraną w spódnicę za kolana i jesienną kurteczkę w zielonym kolorze. Oraz młodego kierowcę białej skody która w zasadzie kręciła się po okolicy cały czas. Czy te osoby były ze sobą w jakikolwiek sposób powiązane? - tego Adam nie wiedział.
W tym samym czasie komputer czytał newsy otagowane jako #komisariat, #policja, #włamanie, #gaz. Nie miał wątpliwości. Spieprzyli to dokumentnie. Pytanie czy policja coś na nich ma i zatai całą sytuację, czy też nie ma kompletnie nic i udostępni szczegóły do mediów.

Nic nie znalazł, jeśli policja prowadziła już dochodzenie, nie chwaliła się tym prasie. A że minęło raptem kilka/kilkanaście godzin od zdarzenia, ta ostatnia nie miała jeszcze pewnie czego wyniuchać.
Po wszystkim postanowił poszukać swojego najbardziej eleganckiego ubrania. Padło na czerwonozieloną flanelowa koszulę w kratę i czarne jeansy. Do tego dobrał znoszone trampki. W koszuli podwinął rękawy odsłaniając przedramiona. Brakowało mu jedynie brody i włosów, żeby uchodzić za drwala.

W końcu wyszedł.

Ostatnimi czasy Cynthia była coraz cichsza, tak jakby wyczerpywała się w niej siła, która wcześniej pchała ją do przodu, nakazywała walczyć i wyszarpywać wręcz miejsce dla siebie w społeczności nieumarłych Sin(d)Bada. W obecnym stanie działania, których podjęła się, by zostać wpuszczoną do leża wampirów, wydawały się wręcz niepasujące do tej wciąż sztywnej, ale jakże cichej panny Vardalos. Właściwie jedyną osobą z którą teraz rozmawiała był Lex, z którym zamieniała od czasu do czasu kilka słów. No i Vanja - choć ciężko nazwać rozmową komunikację, gdzie jedna strona tylko kiwa głową na tak lub nie.

Cokolwiek męczyło Ventraskę, nie miało to jednak wpływu na jej wyczucie stylu. Właściwie od przebudzenia nie robiła nic innego poza przygotowaniem wieczorowego “looku”. W klubie zjawiła się nawet jej ghulica - Marika - starsza, ale wyjątkowo zadbana i dobrze ubrana kobieta, która pomogła swojej pani przygotować się na przyjęcie, aneksując do tego celu VIP-room.
Teraz, gdy wszystko było gotowe, pięknie wyglądająca wampirzyca po prostu stała i czekała, patrząc w zamyśleniu przez weneckie lustro na pląsającą po parkiecie gawiedź, gdzie co jakiś czas mignęła jej sylwetka Vanji.

Lex, który wstał wcześniej rezydował za barem. Odczekał kilka chwil po tym jak upewnił się, że obie wampirzyce sa na górze. Jedna w VIP-room, druga na parkiecie. Zawołał “Młodego” by stanął za kontuarem i skierował się ku wyjściu do plebanii. Musiał wszak zamienić kilka słów z Lwem i Adamem.
Ten pierwszy siedział cierpliwie na kanapie gdy Lex wszedł do głównej sali krypt. Nosferatu właśnie wychynął ze swojego leża.
- Starałem się wybadać wczoraj tą lalę od Skadi - odezwał się siadając na kanapie obok Lwa. - Wpadł mi też do głowy ciekawy koncept, który może nam dać kopa do góry, dobrze byłoby to obgadać przed deadparty… A co w kwestii tych dowodów w sprawie naszych chłopaków?
- Chuj wie. - Lew wzruszył ramionami - Zgarneliśmy dwie klamki które wyglądały znajomo i trochę innych dowodów żeby nie było oczywiste że to o chłopaków chodzi, ale psiarnia pewnie będzie chciała przeszukać klub. Ogólnie zjebaliśmy sprawę, ale jeśli nas nie wytropią przez kanały powinno być ok. - wampir podniósł się i otworzył drzwi do swojego pokoju. Sekundę później ze środka wypadł rozradowany pies - Możemy iść na górę, wezmę z nami Cienia.
Adam w rękach przekładał kartki, które wydrukował.
- Taa. W zasadzie to spartoliliśmy. Choć wytropić nas nie wytropią.
Podrapał się po łysinie.
- Nie miałem kiedy sprawdzić tej Vajany. Ogarnę to po powrocie z imprezy. Tymczasem chciałbym to przekazać ochronie.
Położył na stole cztery kartki. Wydrukowane zdjęcia.
Koleś w płaszczu i czapce, kobieta, biała skoda oktawia i zbliżenie na jej kierowce. To ostatnie najgorsze jakościowo, bo facet nie wysiadał z auta.
- Alfons, dziwka, handlarz prochami. Czyli nic nadzwyczajnego. Ale… po tych wszystkich przypałach ostatnio warto dmuchać na zimne. Niech chłopaki z ochrony zwrócą dziś uwagę, czy pojawił się ktoś z tej trójki. Bardzo bym nie chciał, żeby okazało się, że to ksiądz egzorcysta, jego asystentka i skoda załadowana kołkami osikowymi.
Popatrzył na obu kumpli, po czym dodał pytająco:
- Kołek nas zabija? Bo w sumie nie wiem.
- Chuj wie. - westchnął Lew - Mi mamuśka powiedziała tyle żebym spierdalał od słońca i ognia i tyle ją widziałem. Lex?
- Ja po przemianie swojej nawet już nie widziałem - mruknął Holender. - Ale podobno nie, tylko “wyłącza”. Nie próbowałem się w to bawić, nie widziałem na oczy. - Lex przez chwilę odbiegł myślami do rozmów z Hoornem w Rotterdamie. Zaraz jednak zmienił temat: - Ta Vanja, to dziewczyna której zależy tylko na napierdalaniu się, pożywianiu, poimprezowaniu. Wypruta z ambicji, powinna podpasować chłopakom. To też niezłe wsparcie dla gangu bo bije się konkretnie. Wali jak młot… - Skrzywił się na wspomnienie ciosu, który śmiertelnika pewnie posłałby na OIOM. - Poza tym nie tylko z gęby taka śliczna, a chce tu nam tańczyć na rurze. Za konkretny % od utargu podczas jej występów co prawda, ale będziemy na tym srogo na plus. U Skadi była koło dwudziestu lat, ale są między nimi jakieś niesnaski. To zapewne dlatego Świruska wypchnęła Czarnulkę z gniazda by mieć spokój, a ta nie protestowała. Jak będziemy działać coś przeciw tym popaprańcom spod miasta, to Vanja pewnie zareaguje, ostrzeże, ale raczej nie będzie nas dla Skadi szpiegować w ogólnym sensie. Damy jej tu zaplecze, przyjmiemy do ekipy to nie powinniśmy tego żałować. - Zastanowił się nad czymś. - Sugeruję włączyć w struktury również Cynthię.
- Talent dyplomatyczny Żakietowej na pewno nam nie zaszkodzi. A ktoś, do napierdzielania w pierwszym szeregu też może się przydać. Przynajmniej nie będę musiał nadstawiać mojej ślicznej buźki. A jej nie szkoda. Stara jest. - komentował Adam stojąc z założonymi rękami.
- Brzmi dobrze. - pokiwał głową gangrel i skierował się do wyjścia z leża - Żebyśmy tylko dzisiaj jakoś przez to gówno przebrnęli i będzie dobrze. Jakieś rady co do zwyczajów na takich imprezach? Jakieś sekretne uściski dłoni? Nigdy nie byłem w tym całym…- Lew wyraźnie zaciął się szukając właściwej nazwy. - Elizjum?
- Elizjum - Lex uśmiechnął się - dobrze, że o nim wspomniałeś. Jedyna rada to taka, by nie korzystać tam z mocy, nie dać się sprowokować do bitki. Tam nie można. Choćby najwięksi wrogowie, to muszą usiedzieć w spokoju. - Potoczył wzrokiem między Adamem i Lwem. - I tu dochodzimy do tej całej akcji z Cynthią i Vanją. Pierwsza ma jakieś kontakty z Camą, druga wiadomo, to wychowanka Skadi. Camarilla jest za krótka, jak się zdaje, by wytępić anarchistów spod miasta. Skadi zaś może być cierniem w dupie Camy, ale przecież Belgradu im nie odbije. Szamoczą się. Może przydałoby się jednym i drugim miejsce, gdzie czasem zawierać rozejmy, spotkać się, obgadać coś zamiast iść na noże. Miejsce pod kontrolą ekipy, która ma w składzie dziewuszkę od Skadi i drugą powiązaną z Camą, co da niejako bazę. Miejsce bezpieczne, bo będące siedzibą grupy pięciorga Kainitów, wraz z ich ochroną, ghulami, gangiem. Ot tak sobie głośno myślę. Takie trochę miejskie elizjum, ale międzyfrakcyjne, nie to Camarillowe do którego dziś idziemy. Nikt nas wtedy nie ruszy i będziemy mieć powód aby rozciągnąć kontrolę nad Zemun, aby zabezpieczyć to miejsce.
Lew skrzyżował ramiona i zamilkł na chwilę. Nigdy nie spodziewał się że mógłby wiele osiągnąć, w szczególności po swojej śmierci, ale słowa Lexa coś w nim obudziły. Coś co powinno spać… Ambicję.
- Brzmi dobrze.
Adama z kolei zaniepokoiła wzmianka o zakazie bitki. Z całej trójki to on uchodził za tego z najkrótszym lontem.
- Byleby nas tam nie zeżarli. Vajana idzie z nami?
- Nie wiem, trzeba to ustalić. Jak mamy uderzać w tę szansę co się przed nami otwiera to można by zabrać. Jak nie, to nie ma sensu.
- To ją bierzemy. Zagramy w otwarte karty. Najwyżej nas zatłuką - Adam podrapał się po podbródku. - A nie… nie mogą. Strefa wolna od przemocy, tak?
- Definitywnie. - Lex podniósł się. - Chodźmy po nie i miejmy to już za sobą.

Parę godzin później Lex, Cynthia i Lew byli już w holu głównym “Belgradzianki”


W podziemiach, na parterze oraz kilku pierwszych piętrach wieżowca znajdowały się różnego rodzaju powierzchnie sklepowe. Wyżej, siedziby radia oraz telewizji.
Jeszcze wyżej - cel trójki kainitów.

Spokrewnieni zatrzymali się przed biurkiem ochrony. Siedziało tam dwóch mężczyzn w garniturach z identyfikatorami zawieszonymi na szyjach. Jeden z nich uniósł wzrok sponad monitora i uśmiechnął się w waszym kierunku.
- Panna Vardalos, Pan Egorov i Pan Intveld, pozwolą państwo że odblokuję dla państwa windę. - to powiedziawszy mężczyzna wstał i ruszył w kierunku jednej z sześciu wind. Pracownik wezwał ją przytykając swoją kartę do czytnika.
Wnętrze windy było na tyle duże by mógł zmieścić się tam mały samochód lub kilkanaście dużych osób. Mężczyzna w garniturze wyciągnął z kieszeni pęk kluczy i dobrał właściwy by umieścić go w panelu wyboru pięter. Tym sposobem sposobem zaświeciła się lampka informująca iż winda zmierza na piętro “0+”
Definitywnie było to na jednym z najwyższych poziomów, jeśli nie na najwyższym Toteż podróż trochę trwała.

Gdy winda dotarła do celu mężczyzna znów użył klucza (innego) by umożliwić drzwiom windy otworzenie się.
Cynthia Vardalos nie sprawiała wrażenia, by było to dla niej nowością. Właściwie, jeśli jej twarz prezentowała jakieś emocje od wejścia do budynku, było to głównie znużenie.

 
__________________
Konto zawieszone.
Mira jest offline  
Stary 14-08-2019, 23:10   #9
 
Amon's Avatar
 


Przed trójką kainitów rozpostarło się belgradzkie elizjum.
[MEDIA]https://adityadutta.info/wp-content/uploads/2019/02/best-interior-design-hotel-lobby-classic-luxury-interiors-home-resort-astounding-projects-desi.jpg[/MEDIA]
W miejscu było jeszcze mało osób prawie wszystkie były ubrane “sensownie” jak Cynthia, która w takiego rodzaju otoczeniu czuła się dość normalnie. W tym momencie nieliczni obecni zajmowali się “adoracją” Alice.
[MEDIA]https://1.bp.blogspot.com/-lYcenJhp9rE/XVR-pYtsItI/AAAAAAAAikc/ed1sByR3wEs3_5QPmSOY5pMHN8vqII6UwCLcBGAs/s1600/alice2.jpg[/MEDIA]
Wampirzyca słuchała właśnie zgromadzonych w koło niej mężczyzn i kobiet gdy trójka nowoprzybyłych wyszła z windy.
Alice pojedyńczym, choć wciąż uprzejmym gestem dłoni dała swoim “rozmówcom” do zrozumienia, że musi ich opuścić. W tym momencie wszyscy spojrzeli w kierunku drzwi od windy.
Torreadorka przybrała bardzo pogodny wyraz twarzy.
- Cześć - powiedziała wampirzyca znajdując się w połowie drogi do trójki nowoprzybyłych.
Lew skinął kobiecie uprzejmie głową.
- Dzień dobry. Ładne miejsce. - ograniczył się do krótkiego powitania, podobnie jak Lex, który rzucił jedynie zdawkowe: “Witaj”. Choć podbudowane lekkim uśmiechem.
Cynthia zaś nie rzekła nic, skupiając się na wspomnianym wystroju.
- Tego nie projektował Karl - stwierdziła cicho, po chwili namysłu.
Alice zdążyła już znaleźć się bezpośrednio obok nowo przybyłych gości. Starsza wampirzyca posunęła się nawet do formalnych, ciepłych, choć stonowanych uścisków z każdym kainitów z osobna.
- Też tak uważam - Alice odpowiedziała Lwowi po czym spojrzała na Cynthię - Istotnie, choć miał kilka pomysłów na redekorację. Rozmawiałam z nim o tym gdy był tu ostatnio.
Na te słowa Ventraska błyskawicznie znalazła się przy Alice, nie bacząc na strach przed tym, co wampirzyca mogłaby znów jej zrobić.
- Wiesz co się z nim stało? - zapytała z naciskiem, powstrzymując się jednak przed użyciem mocy.
Alice nawet objęła mniejszą wampirzycę ramieniem, gdy prowadziła całą trójkę nowoprzybyłych w głąb pomieszczenia. Lex po przywitaniu się z Toreadorką był dziwnie cichy i wszystko bardzo uważnie obserwował. Wspomniany wystrój, zachowanie gości, zdawałoby się nawet absurdalne szczegóły.
- Udał się na spotkanie z samą Księżną i od tamtej pory już go nie widziałam. Może zajmuje go praca którą mu zlecono? mogę tylko zgadywać.
- Jaka ona jest? Księżna? - spytał gangrel uważnie obserwując otoczenie. Nigdy nie widział tak wielu wampirów w jednym miejscu i czuł się mocno niekomfortowo. - Nigdy nie miałem okazji jej spotkać. Ani innych krewnych w Belgradzie. Jest ktoś na kogo powinniśmy uważać?
- W sensie: “uważać w szczególności” - dodał Holender.
Pytanie było jak najbardziej zasadne tym bardziej, że wszystkie drogi w prywatnym śledztwie Cynthi prowadziły właśnie do niesławnej księżnej.

Alexis przyglądała się nowo przybyłym stojąc tuż za Alice. Fioletowe włosy opadały jej na skórzaną kurtką, pod którą miała prostą sukienkę. Cały czas uśmiechała się nieznacznie obserwując zachowanie harpii. Oj staruszka miała atrakcję… a raczej okazję by znów znaleźć się w centrum uwagi. Poprawiła jeden z licznych kolczyków i spokojnym krokiem ruszyła za grupą wampirów.

- Tutaj, nikt się nikogo nie obawia - zapewniła Alice przy czym nacisk był na słowo “tutaj” - Wciąż jesteśmy ludźmi i tak jak wśród wszystkich ludzi zdarzają się związki bardziej i mniej szczęśliwe. - Toreadorka znajdowała się już obok sporej sofy. - stajecie się częścią miasta cywilizowanego, rzeczy które uszłyby gdzieś na prowincji tutaj są zabezpieczone. Mamy prawa, mamy sposoby na rozwiązywanie swoich własnych problemów. W tym tych międzyludzkich. Księżna jest najwyższą władzą w mieście, to dzięki niej istnieje prawo które nie pozwala stoczyć się nam w barbarzyńską dekadencję. - kobieta usiadła na sofie, jej wzrok omiótł pomieszczenie jakby kogoś szukała.
- Możecie się rozluźnić. Nie ma tu teraz innych starszych, ci których tu widzicie jeszcze niedawno byli zupełnie jak wy. Oczywiście… to nie oznacza, że nie będą zadzierać nosa, czy że nie mają do tego prawa… - Alice uśmiechnęła się psotnie i roześmiała się ciepło spoglądając na na Alexis.
Gangrel niemal westchnął. Czyli czeka go kilka godzin spędzonych z ludźmi którzy będą porównywać rozmiary swoich kłów. W zasadzie w mafii było tak samo. Niekończące się przepychanki, tylko po to aby uszczęśliwić kogoś “na górze”. Prawo które obowiązywało tylko wtedy kiedy nie dałeś się złapać. Stare śmieci.
- Król Szczurów nie zaszczyci nas obecnością? - zadał kolejne pytanie, choć przypuszczał że znał na nie odpowiedź.
- Z tego co wiem to nie… - A właśnie, gdzie wasz przyjaciel?
- Albo ja, albo on musiał zostać żeby pilnować naszych śmieci. Mamy drobną sytuację do rozwiązania. Padło na niego. - Lew odpowiedział krótko - No i ktoś musi iść na spacer z moim psem. - dodał żartem.
Cynthia zacisnęła wargi, jakby chciała powstrzymać uśmiech. Jej czujny, skupiony na Alexis wzrok sugerował jednak, że puściła żarcik Lwa mimo uszu i to nie on był powodem reakcji mimicznej.
- A czy jest tu jakiś zarządca? Ktoś z kim mogłabym porozmawiać o Karlu? - zapytała Vardalos, nie spuszczając z oczu fioletowowłosej panny, która najwyraźniej się nimi interesowała.
- I kto jest opiekunem tego miejsca? - dodał Lex od siebie podążając wzrokiem za skupionym spojrzeniem Cynthii.
- Nie ja. - Alexis zaśmiała się widząc skupione na niej spojrzenia wampirów i spojrzała na Alice. - I nie sądzę by ktokolwiek miał tu potrzebę zadzierania nosa. Nie wiem gdzie obecnie kręci się mój ojciec… pewnie można by porozmawiać z nim.
- Myślę że się obejdzie na chwilę obecną. Bez urazy, ale im mniej kontaktów z starszyzną tym większa szansa na nie nadepnięcie nikomu na odcisk - Lew powiedział unosząc przy tym dłoń w kierunku wampirzycy - Nie mieliśmy okazji się poznać. Lew.
Alice delikatnie się uśmiechnęła przysłuchując się wymianie zdań i tym samym poczekała chwilę z udzieleniem odpowiedzi.
- Wojtek niedługo się pojawi, obiecał mi, że nie spóźni się więcej niż zwykle, skoro faktycznie tak śpieszno wam by znów rozmawiać z Ojcem Al… - Toreadorka ruchem głowy dała do zrozumienia iż mowa o fioletowej dziewczynie.
Następnie starsza wampirzyca spojrzała na Lexa.
- Szeryf jest arbitrem i sędzią jeśli chodzi o większość spraw związanych z prawem Belgradu. Starsi biorą odpowiedzialność za swoje rody i przewodzą im wedle uznania. To miejsce… - kobieta zatoczyła wzrokiem krąg po pomieszczeniu - nie ma obecnie właściwego opiekuna, w mojej gestii jest by takiego wybrać, w możliwie bliskiej przyszłości.

 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline  
Stary 27-08-2019, 13:42   #10
 
Mi Raaz's Avatar
 

Tymczasem w Sin’d’Badzie…



Adam został w swoim królestwie. Nie lubił kontaktów z ludźmi. Trzeba było przyznać, że z wzajemnością. Zwłaszcza z tymi ładnymi, którzy z jakiegoś powodu jak on musieli pić krew, ale w przeciwieństwie do niego dużo mniej przypominali trupy z horrorów klasy B. Lubił siedzieć w sieci. Tam nikt go nie widział. Za to on mógł oglądać innych.
Włożył do ucha słuchawkę BT i zaczął szpiegować miejski monitoring.

Artur utrzymywał, że są mitycznymi bestiami. Bestiami, którym bliżej do zwierząt. Adamowi nigdy nie pasowała ta teoria. Jemu było bliżej do systemów komputerowych. Jego Bestii też. Miasto należało do nich. Monitorował ulice. A Bestia chciała krwi. Możliwe, że gdzieś coś przełączyła bez udziału świadomości Adama. Jakieś światła uliczne, czy coś… Nawet nie odnotował faktu, że doprowadził do wypadku na jednej z ulic. W kamerze wpatrywał się jedynie w strużkę krwi wyciekającą przez drzwi rozbitego auta. Nie ulegało wątpliwości, że doprowadził do tego system, który był w jego rękach. W rękach Bestii.
Tymczasem wszedł do systemów. Widział auto wiozące jego znajomych na imprezę. Potem obejrzał okolicę. Sprawdził też jak zabezpieczony był budynek w którym wampiry urządzały spotkanie. Choć był pewien, że wewnątrz ograniczono monitoring do minimum. Upewnił się też, że w okolicy jego kumpli nie działo się nic podejrzanego.

W końcu wstał od komputera. Założył czapkę z daszkiem i ruszył obejrzeć pokaz ich nowej koleżanki. Gdy dotarł do vipowskich loży wykonał jeszcze jeden telefon wybierając głosowo przez słuchawkę kontakt.
Liczył, że Iwan odbierze. Potrzebował pomocy kogoś doświadczonego.
- Hej, tu Styx. Potrzebuję coś skonsultować.
- Andrej kak djela, kak pożywajesz drug. Co tam spać nie możesz?
- Iwan był w dobrym humorze.
Przed sobą miał ciało wyginającej się wampirzycy do rytmu spokojnej muzyki. W loży vipowskiej spokój. A jednak im bardziej jej ciało się wyginało, tym bardziej kojarzył sobie ją z plamą krwi na asfalcie.
- Dwóch moich kumpli siedzi w areszcie. Na warunkowym zgarnęli ich z gnatami. Może masz jakieś rady jak im pomóc? Jakąś papugę? Kogoś na komendzie może?
- Oj Andrej Andrej… eh dzieciaki… popytam, coś się wymyśli.

Adam mówił spokojnie do słuchawki, podczas gdy zaczynał się z coraz większą podejrzliwością przyglądać wampirzycy owijającej się wokół rury. Czy ona przez chwilę na niego nie spojrzała i nie uśmiechnęła się prowokacyjnie? Nie, to musiał być przypadek. Przecież to on ją obserwował przez weneckie lustro, a nie ona jego. Prawda?
Potrząsnął głową przecząco. Nie. Na pewno nie. Przecież go nie widzi. Tymczasem czekał na odpowiedź w słuchawce. Dlaczego milczenie się tak przedłużało. Adam stanął tyłem do sceny, ale i tak czuł na plecach jej wzrok.
Gdy Nosferatu zrozumiał, że nic więcej jego rozmówca nie ma do dodania powiedział tylko:
- Dzięki. Jestem pod telefonem jakbyś coś miał. Pewnie do rana będę.
Rozłączył się.

Po chwili już kręcił się po głównej sali czekając aż skończy się show wampirzycy. Gdy wśród owacji opuszczała scenę Adam poszedł na zaplecze rozglądając się nieufnie. Naciągnął mocniej czapkę z daszkiem. W końcu dotarł do wampirzycy.
- Może chciałabyś się przejść? Gdzieś gdzie jest ciszej i mniej tłoczno?

Choć miała dość czasu, by się ubrać, Vanja wciąż paradowała topless, odziana jedynie w kuse jeansowe szorty i fikuśne platformy, obszyte ćwiekami. Jej nagie piersi połyskiwały od oliwki, którą musiały zostać wcześniej nasmarowane. Najwyraźniej w ten sposób wampirzyca ukrywała fakt, że nie spociła się mimo długiego, wyczerpującego fizycznie tańca na rurze.
Gangrelka spojrzała na Adama spode łba, uśmiechając się przy tym lekko, jakby kpiąco.
- Jasne, czemu nie. - powiedziała, zarzucając skórzaną kurtkę na nagie ciało i zapinając ją niedbale do połowy. Najwyraźniej to jej wystarczało, aby poczuć się gotową do wyjścia.
Adam puścił ją przodem do wyjścia, po czym już na ulicy zrównał się z nią krokiem. Obejrzał się dookoła szukając przede wszystkim mężczyzn w futrzanych czapkach, czy białych Skód.
- I jak ci się u nas podoba? - zapytał dziewczyny idąc obok i nie patrząc na nią.
- Jest spoko - odparła krótko, jednak po chwili, nie zwalniając kroku, zmierzyła wzrokiem Nosferatu - Pytasz o coś konkretnego, przystojniaku?
- Nie. Pytam o ogólne wrażenia -
ton Adama był oschły. - Zdaje się, że zabawisz u nas na dłużej. Mam na imię Adam. Jutro załatwię ci telefon komórkowy. Taki trudniejszy do namierzenia. Nie korzystaj póki co ze swojego.
Szedł z rękami w kieszeniach, zerkając do tyłu co kilkanaście kroków.
Vanja znów się uśmiechnęła szelmowsko.
- “Styk” bardziej ci pasiło. Wyglądasz, jakbyś czegoś nie stykał. Obawiasz się nocnych gwałcicieli?
- Możemy zostać przy Styx -
wampir wyszczerzyły się ukazując nieludzko ostre zęby. Uniósł miejsce gdzie u normalnych ludzi powinna być brew, co dawało upiorny efekt w połączeniu z zębami i dziwnym wyglądem.
- Myślisz, że powinienem się obawiać?
Po tych słowach poruszył zalotnie obydwoma łukami brwiowymi.
Styx nadawał kierunek i tempo marszu. Kierował się w okolice, w których starł się z dresami uzbrojonymi w pochodnie.
- Myślę, Styku, że wciągasz mnie w jakieś gówno, żebym spuściła komuś łomot - odparła zupełnie nieprzejęta swoim spostrzeżeniem wampirzyca.
- Lex mówił, że jesteś szukająca zadymy. Dobrze. Ostatnio wiele na to wskazuje, że zadymy będą się wpierdzielać na nas drzwiami i oknami.
Styx gdy dochodzili do skrzyżowania przyklejał się do ściany budynku i powoli wychylał głowę za róg.
- Skąd zamiłowanie do tłuczenia się po łbach? Jako nastolatka stwierdziłaś, że masz za śliczną buźkę? - Adam okazał się niezwykle kreatywny w prawieniu komplementów.
- Całe życie trafiam na debili - odparła Vanja, wcale się nie kryjąc ze swoją obecnością i patrząc teraz wprost na Adama.
- Nie trafia do mnie ten argument. Większość to debile. A jednak zadymiarzy nie jest aż tak wiele.
Po tych słowach Adam zamilkł.
- Do mnie też nie trafia, po co mnie tu ciągnąłeś - odparła Gangrelka, wzruszając ramionami. - Zaczynam się nudzić…
- W zeszłym tygodniu koleś w tej okolicy przyrżnął mi pochodnią w szczękę. I chyba go poharatałem. - wzruszył ramionami - No ale był z kumplami. I za cholerę nie miałem czasu pogadać na temat tego kto za nimi stoi.
- Oooo i to przez niego straciłeś szansę na tytuł mistera roku. Faktycznie trzeba się dowiedzieć, jaki chujek za tym stoi -
Vanja gestem pokazała, że jest gotowa spuścić komuś wpierdol.
- Nie straciłem. Chcę tylko dać szansę innym na tytuł
 
__________________
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe.

”Ludzie nie chcą słyszeć twojej opinii. Oni chcą słyszeć swoją własną opinię wychodzącą z twoich ust” - zasłyszane od znajomej.
Mi Raaz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:43.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168