Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 22-02-2020, 17:48   #1
 
Obca's Avatar
 
[Zew Cthulhu] Opuszczony Eon

"Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym co masz."

Stary człowiek i morze - Ernest Hemingway


Santa Cruz 15 czerwca 1920 roku
Godzina 6:17


Jacqueline Nathalie Gattis
Przyszła dziedziczka fortuny Gattis właśnie skończyła rozmawiać ze swoim wujem Samuelem. “Eon” się odnalazł. Został osiadł na mieliźnie trzy kilometry od latarni morskiej. To właśnie latarnik pierwszy zobaczył jacht i dał znak odpowiednim służbom które to skontaktowali się z Jacqueline. A ta od razu zadzwoniła do swojego wuja.
Teraz w pośpiechu narzucała na siebie ubranie by jak najszybciej pojechać w stronę latarni i zejścia na plażę numer 15. Z mieszkania na Beach St nie powinno to zająć długo, o ile taksówkarz się nie spóźni.
Na miejscu mieli czekać na nią Dwayne Burnett, owy latarnik oraz dwaj funkcjonariusze straży przybrzeżnej. Obiecali też zorganizować karetkę gdyż chwilowo na jachcie nie zauważono oznak życia.


Za wcześnie by cokolwiek mówić ale kobieta nie mogła się oprzeć że winne są te wszystkie wyprawy ojca. Szukanie jakiejś zaginionej na obrzeżasz Kalifornii wyspy. I pomyśleć że jego córka uważała że jej ojciec po prostu lubi pływać statkami. Może gdyby nie była wpatrzona w ojca i tyle mu zawdzięczała nie wysłałaby tam też Daniela.


Samuel Gattis
Po skończeniu rozmowy z bratanicą Samuel usiadł na chwilę w swojej małej kuchni. Czyżby nadszedł czas by w końcu móc dojść co zaszło te paręnaście lat temu w czasie kiedy Richard studiował? Bibliotekarz nie uważał fascynacji brata okultyzmem magią i sektami religijnymi za zdrowe. Nie uważał też że człowiek o takich zainteresowaniach mógł w tak szybkim czasie zostać milionerem.
A teraz jacht jego Richarda leżał na mieliźnie. Jacqueline pewnie będzie potrzebować wsparcia swojego wujka. Prawda?


Jane Price
Reporterka nie pierwszy raz interesowała się rodziną Gattis. Jej szef wręcz oczekiwał od niej soczystych nowinek, skandali i wszystkiego co mogłoby zwiększyć nakład sprzedawanej gazety. Jane była więc jakby osobistym paparazzi rodziny Gattis. Chodziło głównie o Richarda ale jego córka również umiała dostarczyć parę nowinek do rubryki towarzyskiej i nie chodziło tu tylko o festyny czy akcje dobroczynne.
Ostatnio Price dotarła do człowieka który był niczym encyklopedia o Richardzie Gattisie. Niestety wciąż nie potrafiła wydusić z niego wszystkiego, wada bycia odludkiem który stronił o ludzkich interakcji.
Ale Barym zajmie się później.


Teraz musiała pędzić na plażę, znajomy z policji zadzwonił że “Eon”, jacht Gattisa, utknął na mieliźnie. Nikt jeszcze nie wszedł na pokład ale nie wydaje się by był tam ktoś żywy. Owszem wszyscy wiedzieli o częstych żeglugach milionera i dokładnie to mówiło Jane że coś tu nie gra. W końcu Richard Gattis miał doświadczenie, otaczał się ludźmi kompetentnymi i lojalnymi. Owszem od kilku dni w Santa Cruz były burze ale inne statki jakoś sobie radziły.
To wszystko śmierdziało! Śmierdziało najważniejszym śledztwem reporterskim w jej karierze! Jane Price nie da się powstrzymać przed okryciem i opisaniem co to wszystko znaczy.


Daniel Coleman
Ciemność. Przemiłe odrętwienie nieprzytomnego ciała które sprawiały że zimno i wilgoć nie przeszkadzały ciału marynarza. W końcu ten stan był bezpieczny. Wycieńczony umysł nie miał siły nawet śnić. Błogi stan nieświadomości. Gdzieś tam szumiały fale oceanu. Skrzypiały deski pokładu. Szumiał wiatr.
Daniel pozostawał w śnie.


Plaża Santa Cruz wejście nr 15, 15 czerwca 1920 roku
Godzina 6: 46


Samuel i Jacqueline Nathalie Gattis
Jacht był już widoczny z wydmy, z której prowadziły drewniane schody na plażę.
“Eon” spowija gęsta mgła, jakby chciała zataić drzemiące w nim tajemnice. Jest zimno, aż niepodobna to temperatura o tej porze roku. Złamany maszt bezwładnie wisi na resztkach olinowania i podartych żaglach. Od kilku dni Santa Cruz targał sztorm, który musiał ostatecznie wypluć na brzeg sponiewierany jacht pozbawiony załogi.
Na wybrzeżu kręciło się kilku już kilku policjantów. Czekała też mała łódka którą pewnie zamierzali podpłynąć do wraku.


Jane Price
Niesamowite co dziennikarski upór a także odpowiednia nagroda finansowa mogą załatwić w tych czasach. 50$ było mała ceną za możliwość znalezienia się na wraku jako pierwsza.
Choć może teraz jak tak stała na pokładzie, sama, ogarnęło ją zwątpienie. Ta atakująca ją wręcz głucha cisza, przyprawiała ją o lekki ból głowy. może powinna poczekać na kogoś? W końcu policja czekała na rodzinę Gattisów i karetkę, to kwestia minut zanim ci wejdą na pokład.



Sytuacja:
Jane ma dosłownie parę minut przewagi w swoim pędzie po sławę i materiał dziennikarski.



Cattus jesteś nieprzytomny musisz przecierpieć parę postów żeby cię znaleźli.


Effcia i Marrrt, Jesteście na plaży policja nie będzie wam bronić dostępu do jachtu. Łódeczka i dwóch wioślarzy czeka.




 

Ostatnio edytowane przez Obca : 23-02-2020 o 08:52.
Obca jest offline  
Stary 23-02-2020, 15:59   #2
 
Pan Elf's Avatar
 
Jane była w trakcie pisania kolejnego artykułu, kiedy w mieszkaniu rozległ się dźwięk telefonu. Z początku wcale tego nie zarejestrowała. Była zbyt pochłonięta tekstem, który przelewała na papier za pomocą starej, ale wciąż sprawnej maszyny do pisania. Inną sprawą było to, że spędziła tak całą noc i nawet nie zauważyła, kiedy nastał nowy ranek. Dopiero kiedy strąciła łokciem filiżankę z resztkami zimnej kawy dotarły do niej wszystkie te informacje.
- Która to godzina… - wymamrotała pod nosem, rozglądając się za zegarkiem. Telefon dalej dzwonił. - Już świta? Kto dzwoni o tak nieludzkiej porze?
Zastanawiając się na ile warto było zarwać noc na napisanie artykułu dla Santa Cruz Evening News, Jane odeszła od zawalonego papierami biurka, zostawiając na później posprzątanie rozbitej filiżanki. Podeszła do uporczywie dzwoniącego telefonu i podniosła słuchawkę, przykładając ją do ucha, a stojak z mikrofonem do ust.
- Jane Price, słucham? - odezwała się z lekkim znużeniem w głosie, ale po chwili znacznie się ożywiła i zaczęła energicznie zapisywać coś w notesie, który leżał na stoliku obok. - Tak. Mhm. Numer piętnaście, tak? Wspaniale, jesteś cudowny! Pa!

To było to. W końcu jakiś przełom, sensacja, na którą czekała od dawna. Coś więcej niż tylko głupie plotki. To był moment, w którym miała szansę zabłysnąć w świecie dziennikarskim. Punkt zwrotny w jej karierze.
Odłożyła niedbale słuchawkę i popędziła do swojego pokoju, w pośpiechu zbierając rzeczy. Notatnik z długopisem wrzuciła do torebki i spędziła chwilę zastanawiając się ile sensu było w zabieraniu ze sobą aparatu fotograficznego. Ostatecznie doszła do wniosku, że nie mogła zaprzepaścić takiej okazji i również zabrała go ze sobą. Rzuciła pożegnalne spojrzenie rozbitej filiżance, po czym zamknęła za sobą pokój. Wyrwała jeszcze zapisaną kartkę z notesu leżącego obok telefonu i narzuciła na siebie lekki płaszcz w kremowym kolorze.

Pół godziny później i o 50 dolarów uboższa, zawzięta reporterka Santa Cruz Evening News stała na pokładzie statku “Eon”, który osiadł na mieliźnie, a którym podróżował Richard Gattis. Jane odetchnęła głęboko mroźnym powietrzem, trzymając oburącz aparat. Poły jej jasnego płaszcza lekko rozwiewał wiatr, ukazując ukrytą pod spodem plisowaną spódnicę z obniżoną talią i białą koszulę, w które była ubrana. Farbowane na czarno włosy miała upięte w nieładzie.
Kiedy tak rozglądała się po pokładzie, na którym stała samotnie, przez jej ciało przebiegł dreszcz. Mogła zrzucić winę na zimne powietrze, ale czuła jednak dziwny niepokój, przebywając w tym miejscu samotnie. Mroczne scenariusze tworzyły się w głowie reporterki, sprawiając, że zaczęła wątpić w słuszność swoich działań i ambicji.
- Weź się w garść! - powiedziała sama do siebie, próbując dodać sobie otuchy. Na statku nikogo nie znaleziono, taką informację otrzymała przez telefon. Nie miała więc czego się obawiać.
Nie było więc czasu do stracenia, a coś jej mówiło, że na pokładzie nie znajdzie nic ciekawego. Zrobiła więc kilka zdjęć w pośpiechu, po czym z dziennikarską ciekawością postanowiła dostać się pod pokład.
 
Pan Elf jest offline  
Stary 25-02-2020, 08:22   #3
 
Obca's Avatar
 
Jane Prince

Górny pokład był opuszczony, ale nie było na nim śladów walki ani tragedii jaka mogłaby spotkać załogę...no oprócz oczywistych śladów po sztormie na morzu który był tragedią sama w sobie. Po zrobieniu paru zdjęć reporterka skierowała się na dół.

Dolny pokład był w nieco gorszym stanie. Gdzieniegdzie były błotniste kałuże ale tam gdzie drewniana podłoga była widoczna reporterka spostrzegła ślady zadrapań. Znaczy dla niej wydawały się jak ślady które ktoś wydrapał rozpaczliwie szukając oparcia. Jane zrobiła im parę fotografii, zastanawiając się czy powinna za nimi ruszyć.

Po drodze musiała by minąć inne pomieszczenia i kajuty.

Jane zdała test na spostrzegawczość i zobaczyła te ślady. Może ruszyć od razu za nimi albo zbadać po kolei resztę pomieszczeń na swojej drodze.

 
Obca jest offline  
Stary 26-02-2020, 11:25   #4
 
Pan Elf's Avatar
 
Jane, jeszcze zanim zeszła pod pokład, gdzie podejrzewała, że może być nieco ciemniej, wyciągnęła z torebki swój notatnik i długopis i pośpiesznie oraz niedbale zapisała w nim dwa słowa. “Opuszczony Eon” głosił napis na czystej kartce papieru, podkreślony dwiema liniami. W tamtej chwili Jane uważała, że był to świetny pomysł na tytuł jej sensacyjnego artykułu. Bardzo chwytliwy, ale jednocześnie krótki i przede wszystkim tajemniczo intrygujący.
Z zadowolonym uśmiechem i całkowicie wyzbyta poprzednich obaw, panna Price wcisnęła notatnik z powrotem do torebki razem z długopisem, pewniej chwyciła jedną ręką aparat przewieszony na pasku przez ramię i ruszyła pod pokład. Zupełnie nie wiedziała, co mogła tam zastać. Liczyła przede wszystkim na coś, co pozwoliłoby jej zabłysnąć wśród innych reporterów. Nawet pokusiła się o nieskromne marzenie wygranej Nagrody Pulitzera. Ta myśl jedynie zmotywowała ją do parcia naprzód.

Panna Price nie zawiodła się, kiedy znalazła się w pachnącym wilgocią i kurzem dolnym pokładzie. Skrzywiła się nieco, bo ten zapach zdecydowanie nie należał do najprzyjemniejszych i wcale nie chciała wiedzieć, co jeszcze wchodziło w jego skład.
Rozejrzała się badawczo, ale w wielkim pośpiechu, bo wiedziała, że nie miała wiele czasu. Dobrze, że miała bystre oko i wcale nie potrzebowała przyglądać się godzinami, by wyłapać interesujące szczegóły. Dziennikarka od razu uniosła aparat i nachyliła się, by jak najlepiej sfotografować zadrapania na deskach pokładu.

Nie mogła oprzeć się dziwnej myśli, która zakotwiczyła się w jej głowie. Zadrapania wyglądały zupełnie jakby ktoś szukał oparcia. Prawdopodobnie ktoś ciągnięty, wbrew swojej woli, w stronę, gdzie prowadziły ślady. Być może, gdyby miała więcej czasu albo lepsze oświetlenie, zdołałaby znaleźć ułamany paznokieć? Niestety, nie posiadała ani jednego, ani drugiego, więc musiała obejść się smakiem. Mimo to, na samą myśl takiego znaleziska, przebiegł przez jej ciało kolejny zimny dreszcz. I tym razem nie mogła zrzucić winy na hulający na zewnątrz wiatr.

Rozsądek podpowiadał jej, by zbadała dokładniej dolny pokład i jego pomieszczenia. By zajrzała do kajuty. Może nawet powinna wrócić na górę i zaczekać na policję, licząc, że nie aresztują jej za wtargnięcie.
Jane jednak była dziennikarką z krwi i kości. Do tego bardzo pragnęła tego cholernego Pulitzera albo przynajmniej uznania w gronie pozostałych dziennikarzy, którzy twierdzili, że kobiety nadawały się jedynie do pisania rubryk plotkarskich lub porad domowych. Jeszcze im pokaże!

Odrzucając rozsądek i dając za wygraną swojej ambicji, panna Price ruszyła w pogoń za dziennikarską sensacją, kierując się śladami zadrapań.
 

Ostatnio edytowane przez Pan Elf : 26-02-2020 o 11:28.
Pan Elf jest offline  
Stary 27-02-2020, 12:04   #5
 
Marrrt's Avatar
 
Kustosz biblioteki uniwersyteckiej w Santa Cruz, Samuel Gattis był człowiekiem dokładnym i skrupulatnym. Co więcej lubował się w hołdowaniu rytuałom. Codziennym rytuałom rzecz jasna. Takim jak porcja lodów czekoladowych, którą kupował po wyjściu z pracy w cukierni przy Westlake Park, czy późniejsze karmienie i obserwowanie kaczek regularnie odwiedzających oczko wodne, która to czynność koiła jego nerwy na równi ze szklaneczką wyciąganej spod lady whiskey… Cholerny Volstead i jego szlachetny eksperyment…
Do jego obrządków należał również codzienny przegląd dzienników z preferowanym przez Samuela The Pacific Sentinelem, z którego czerpał wiedzę dotyczącą wydarzeń na świecie i okolicy. Około godzinę spędzał z książką przy muzyce kompozytorów romantycznych oddając się lekturze i tyle samo poświęcał na uporządkowanie domu i ogródka. Wliczając wielce ceniony przez mężczyznę w jego wieku, spokojny sen, nie zostawało wiele czasu na kogoś z kim mógłby dzielić życie jakie sobie ułożył i któremu był wierny przez pół wieku z okładem. Zresztą i nigdy nie spotkał nikogo kto mógłby takie życie chcieć z nim dzielić. Nie obchodziło go to jednak specjalnie. Samuel Gattis bowiem z natury nie przepadał za ludźmi, a w szczególności ich niewieścią częścią, która tak wiele razy sprawiała mu rozczarowanie. Na uniwersytecie odbywało się to ze wzajemnością. Książka stanowiła dla niego artefakt znacznie cenniejszy od studenta, a często i innego pracownika naukowego, który choć cenił ją, to zbyt często za treść, a nie za to czym była. Czyli poświęconymi niejednokroć miesiącami i latami wyrzeczeń i bólu. Osobistym i nieśmiertelnym exegi monumentum ustawionym na cokole rozwoju ludzkości… A zresztą. Wierzył, że był to ostatni bastion, który nie podda się ludzkiej głupocie, bo i dlaczegóż miano by poświęcać czas i pieniądze na druk głupstw, których domem były popularne ostatnimi czasy pełne kuriozalnych reklam, ekspresy wieczorne.

To wszystko wiedział o nim każdy kto go choć trochę znał i poświęcał mu choć trochę uwagi. Zresztą Samuel wcale nie ukrywał się ze swoimi słabostkami, czy niechęciami. To o czym jednak nie wiedziano już tak powszechnie to to, że był rodzonym bratem znanego i bogatego Richarda Gattisa. Wynikało to głównie z faktu, że nigdy nie widywano ich razem, a ich drogi rozeszły się dawno temu. Samuel spodziewał się, że w jego głowie pojawi się w końcu myśl by pojednać się z młodszym bratem. Ku jego zaskoczeniu jednak lata mijały, a myśl ta miast zbliżać się oddalała się coraz dalej. Bo i prawdą było, że sobie w sprawie zerwanych relacji nie miał niczego do zarzucenia. Richardowi zaś… braciszkowi, któremu od małego pomagał zarówno w szkole jak i na podwórku… wszystko. A że fakt ten wprawiał go zawsze w humor kiedy potrzebna jest szklaneczka whiskey, albo trochę chleba dla kaczek, starał się o bracie nie myśleć. I tak mu to w nawyk weszło, że istotnie. Nie myślał. I nie spodziewał się pomyśleć do święta dziękczynienia, kiedy to trzeba będzie wymienić się kartkami gdy pewnego czerwcowego dnia okazało się, że Richard zaginął na morzu. Samuel szybko doszedł do siebie po tej wiadomości odkrywając w sobie nowe zastanawiające emocje i szybko postanawiając co z tą nowiną powinien zrobić.
Wiele jednak zrobić nie zdążył. Wkrótce bowiem, a mianowicie przed chwilą o godzinie 6:17, w kuchni zastał go telefon od bratanicy. “Opuszczony Eon” odnalazł się wyrzucony przez morze na plaży.
Mężczyzna ubrał się tak jakby to czynił codziennie i opuściwszy dom ruszył po taksówkę.

Z Nathalie stosunki utrzymywał poprawne. Co prawda jako młoda kobieta nie sprawiła mu ona pozytywnego rozczarowania, ale należała do rodziny Gattisów. A to i fakt, że również nie często widziano ją z tatusiem, sprawiało, że była w jego standardach znośna. I choć nie wpadała do niego na herbatkę i biszkopty, a i on z zaproszeniem się nie spieszył, to zdecydowanie częściej rozmawiał z nią niż z bratem.
A teraz Nathalie właśnie wysiadała z taksówki w miejscu gdzie zaraz jego własna się zatrzyma. I mieli oboje potwierdzić, jeśli dobrze zrozumiał, śmierć Richarda.
- Dzień dobry Nathalie - powiedział do dziewczyny poprawiając na sobie płaszcz i dopinając poły na znak, że zimno znajdował dokuczliwym. Nie silił się na słowa pocieszenia, bo i cóż one zmienią. Wiedział też, że nie będzie chciała zaczekać na plaży aż inni zbadają statek. Jak i on wszak nosiła nazwisko Gattis. Podał jej więc ramię i skinął w stronę schodów - Chodźmy.
Po czym ruszyli w stronę plaży.

Przyglądał się przez chwilę spowitemu poranną mgłą statkowi. Symbol bogactwa brata wypluty przez morze, któremu z taką pasją młodszy z Gattisów poświęcał czas. Z jakiegoś powodu niechciany i wzgardzony nawet przez rodzimą Monterey. A do tego odstawiony dokładnie tu gdzie się wszystko zaczęło. Do Santa Cruz. Dlaczego? Samuel był daleki od wiary w zabobony i gusła. Do szkółki niedzielnej też nigdy nie było mu po drodze. Ta część krwi płynęła w żyłach jego brata. Ale doceniał moc symboliki pewnych wydarzeń. I zauważał niewzruszoną sprawiedliwość jaką kierował się świat.

Schodząc po drewnianych schodkach w stronę policjantów, przytrzymał kapelusz, który porywisty wiatr próbował zerwać z jego głowy. Piasek na szczęście był mokry i można było iść po nim bez przeszkód w butach.
Skinął funkcjonariuszom na powitanie.
- Chcielibyśmy się z panami dostać na pokład, jeśli to możliwe - zwrócił się do najbliższego mundurowego - Jestem Samuel Gattis, a to moja bratanica Nathalie.
 
__________________
"Beer is proof that God loves us and wants us to be happy"
Benjamin Franklin
Marrrt jest offline  
Stary 02-03-2020, 11:51   #6
 
Obca's Avatar
 
Jacht - Górny pokład

Gattisowie nie zwlekając a nawet nalegając na szybkie dostanie się na wrak zostali szybko wpakowani na łódkę. I po paru minutach stanęli na deskach pokładu górnego oboje poczuli się bardzo nieswojo, strach zdawał się przeszywać ich wraz z morską wilgocią. Głowy zaczęły pulsować bólem wewnątrz czaszki. I to nie tylko u nich, towarzyszący im policjant również zdawał się czuć nieswojo w tej sytuacji. Do tego ta dziwna wszech otaczającą ich grobowa cisza.

Górny pokład był opuszczony i wyglądał na sponiewierany pogodą, ale oprócz tego nic nie wydawało się dziwne. Wszystko wyglądało tak jakby pokład był dopiero co opuszczony przez załogę po ciężkim rejsie. Nie było krwi, żadnych uszkodzeń po kulach czy połamanych mebli, najwyraźniej można wykreślić ‘atak piratów’ Poza oczywiście atmosferą i nieobecnością załogi, wszystko wydawało się w porządku.

Nagle ból głowy się nasilił a do waszych uszu doszedł dźwięk z dolnego pokładu. Stłumione szuranie….

Jacht - Dolny pokład

Ślady zadrapań zaprowadziły Jane do kajuty kapitana. Przynajmniej taki widniał napis na drzwiach. Pchana ciekawością i czasem, w końcu na pewno w końcu się ktoś pojawi na statku, Chwyciła klamkę. Wtem! Do uszu Jane doszły dźwięki. Skrzypienie podłogi, jakby zewszat coś czołgało się w jej kierunku. Tylko że niczego, nikogo nie było w korytarzu, poza nią. Dźwięki wydawało się zbliżają się coraz bliżej, czas chyba zwolnił i został tylko ten dźwięk.
I tak niespodziewanie jak się pojawił, ustał.

Jane dopiero teraz zobaczyła że musiała w którymś momencie otworzyć drzwi do kajuty. Bo teraz stały otwarte. Było to małe pomieszczenie, choć na standardy jachtu, kajuta dla jednej osoby … można było uznać ją za bardzo luksusową.
W kajucie panuje bałagan, na podłodze porozrzucane są papiery, przedmioty osobiste i mapy. Ze ścian pospadały obrazy, a biurko, główny punkt dowodzenia, jest zdewastowane.
Część szuflad jest otwarta. W kącie Jane zauważyła górę szmat? Ubrań? Dosyć pokaźną i wszystko byłoby w porządku gdyby nie to że wystawała z nich głowa ludzka.
Teraz było jasne to nie góra szmat! To człowiek przykryty stertą ubrań!


Znaleziony człowiek to nasz czwarty gracz Cattus! Który wkracza do gry.
Panna Gattis od razu go rozpozna. Jesli tam sie pojawi.

Stan Daniela jest zaskakująco dobry, ma on jednak poważną lukę w pamięci i nie pamięta nic z wyprawy. Pierwszy dzień i wypłynięcie z portu w czasie pięknej pogody spoko, kolejne dni to ciemność! Cattus, Daniel jest rozkojarzony i nie do końca wie co się dzieje.

Ważne uruchomiłam wam kostnice w przygodzie. Prosze wszystkich którzy chcą wykonać test przeszukiwania i jeśli ktoś chce wykonać test pierwszej pomocy na Danielu.

 

Ostatnio edytowane przez Obca : 02-03-2020 o 12:01.
Obca jest offline  
Stary 03-03-2020, 19:59   #7
 
Cattus's Avatar
 
Świadomość wracała powoli i ociężale, jakby przedzierając się przez gęstą, lepką i dziwnie niepokojącą ciemność. Daniel miał odczucie, jakby właśnie skończył śnić jakiś koszmar i zaraz miał się obudzić. Obolały mężczyzna przeciągnął się nieznacznie, zastanawiając się czemu jego łóżko jest takie twarde i niewygodne. Niechętnie uchylił oczy i ściągnął z twarzy kawałek jakiegoś materiału. ~ Marynarka? ~ Zdziwił się, skupiając zamglony wzrok na niecodziennym ostatnio dla niego kawałku garderoby.

Szybko jednak mgła zasnuwająca umysł zaczęła ustępować i coraz więcej elementów zastanej rzeczywistości przestawało do siebie pasować. Ciężka pierzyna okazała się być stertą ubrań, a niecodziennie twarde i niewygodne łózko - podłogą. Przez chwile przyszła mu na myśl jakaś całonocna popijawa, jednak ostatnie wspomnienia kłóciły się z tym wyjaśnieniem zastanej sytuacji.


Zdezorientowany Daniel powiódł wzrokiem po pomieszczeniu rozpoznając kajutę Eona. Dokładnie samą kajutę kapitana, Richarda Gattisa! Wciągając powietrze, poderwał się szybko i równie szybko tego pożałował. Ból eksplodował pod jego czaszką, a w oczach na chwile pociemniało. Narzucona na niego sterta ubrań rozsypała się dookoła, a marynarz wsparł się o ściane masując oczy. Na szczęście zawroty głowy przechodziły bardzo szybko i po paru głębszych oddechach rozejrzał się niepewnie po kajucie.

Sterta ubrań, niespotykany na jachcie rozgardiasz i ktoś zupełnie obcy. Kobieta.

- C-co tu? Dlaczego... - Urwał, nie wiedząc o co właściwie chce zapytać. Gdy po chwili zebrał myśli, ponownie skupił wzrok na kobiecie i z trudem spróbował się podnieść, podpierając się najpierw o podłogę, potem o ściane.

Mężczyzna wyglądający na około trzydziestke był wysoki i całkiem nieźle zbudowany. Miał rude włosy, obecnie mocno pomierzwione i tego samego koloru, przystrzyżoną brodę. Ubrany był jedynie w proste, płócienne spodnie i jasną, pobrudzoną błotem, miejscami mokrą od potu koszulę.

- Co tu pani robi? Kapitan? - Zapytał już znacznie pewniejszym, twardszym głosem. Coś mu tu bardzo nie pasowało, a kajuta wyglądająca jak po przejściu sztormu jedynie wzmagała niepokój. Gdzie są? Jak tu się znalazł? I dlaczego nikt na to nie zareagował? Wiele pytań kłębiło mu się w głowie jak ławica spłoszonych łososi i na niepokojąco niewiele był w stanie znaleźć odpowiedzi.
 
__________________
Our sugar is Yours, friend.
Cattus jest offline  
Stary 04-03-2020, 07:38   #8
 
Efcia's Avatar
 
Jacqueline w świetnym humorze wróciła do domu. Przyjęcie u McNamarów należało do naprawdę udanych. Szampan lał się strumieniami, a orkiestra grała najnowsze utwory. Cała śmietanka towarzyska tam była.
Panna Gattis nie zdążyła nawet odwieść płaszcza gdy zadzwonił telefon. W pierwszej chwili pomyślała, że to któryś z jej znajomych dzwoni, być może nawet sam Archer McNamara dzwonił. Może czegoś zapomniała.
Gdy jednak usłyszała kto jest po drugiej stronie i co ma jej do przekazania cały dobry humor gdzieś przepadł.
Jacht papy został odnaleziony na brzegu. I chociaż Jacqueline nie wiedziała dokąd płyną, to wydało jej się dziwne, że po dwóch tygodniach łódź wylądowała tak blisko macierzystego portu.
Nie tracąc czasu Jacqueline wezwała taksówkę. Na przebranie się nie miała czasu. Odświeżyła się tylko lekko. Nim przyjechał samochód zdążyła zadzwonić do wujka Samuela.
I tak we dwoje dotarli na plażę.

Policja już tam na nich czekała. Bez zbędnych formalności zaprowadzono ich na jacht.
Kreacja, którą dziedzuczka fortuny Richarda Gattisa wybrała na poniedziałkowy wieczór ułatwiała wspinaczkę na poklad. Ale była na tyle kusa i przewidywana, że nawet narzucony na ramiona i dokładnie zapięty płaszcz nie chronił przez zimnym, morskim powietrzem.
A może to bylo zdenerwowanie? Może informacja, że jacht z dwoma mężczyznami, których zdarzyła uczuciami, ukochanym papą i Danielem, którego traktowała jak brata, morze wyrzuciło na brzeg tak na nią podziała. I do tego jeszcze nieprzespana noc.
Stojąc na górnym pokładzie Jacqueline miała nieprzyjemne, wręcz bolesne zawroty głowy.
To również zrzucił na karb strachu o bliskich.
Pomimo iż byli już odsłonięci od wiatru cała drżała. Przesunęła się bliżej wujka niemal wtulajac się w niego.
Starszy mężczyzna z początku tego w ogóle nie zauważył jakby zajęty własną walką z niechęcią okazywaną przez Eon. Gdy jednak zdał sobie z jej gestu sprawę spiął się lekko zakłopotany, ale ostatecznie jego ramię niemrawo opadło powoli na bratanicę, którą tym samym objął. Po chwili jednak osunęło się niżej i mężczyzna ujął ją lekko prowadząc ku drzwiom pod pokład.
- Poszukajmy kajuty kapitana - odezwał się odchrząknąwszy uprzednio.
Prosty gest jaki wykonał stryj dodał otuchy Jacqueline. To pozwolilo częściowo zwalczyć chcęć opuszczenia pokładu. To i narastająco obawa o życie ojca.
Panna Gattis kiwnęła głową. Wspierając się na ramieniu profesora ruszyła z nim na dolny pokład.
 
__________________
- I jak tam sprawy w Chaosie? - zapytała.
- W tej chwili dość chaotycznie - odpowiedział Mandor.

"Rycerz cieni" Roger Zelazny
Efcia jest offline  
Stary 04-03-2020, 13:51   #9
 
Pan Elf's Avatar
 
Jane, pchana przez ciekawość i żądzę sensacji, ruszyła śladami zadrapań i w końcu dotarła do kresu swoich poszukiwań. Okazały się nim być drewniane drzwi z lekko obdrapaną tabliczką. Dziennikarka chwyciła aparat i upamiętniła na fotografii napis na tabliczce “Kajuta Kapitana”. Nie było czasu na robienie skrupulatnych notatek, więc próbowała zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Liczyła, że zrobione zdjęcia w razie czego pomogą jej odświeżyć pamięć - a poza tym będą świetnym materiałem do artykułu.

Panna Price, nie zwlekając zbyt długo, wyciągnęła dłoń w kierunku klamki. Nawet nie przeszło jej przez myśl, że kajuta mogłaby być zamknięta na klucz. Przyświecał jej tylko jeden cel - dowiedzieć się, co znajduje się w środku. Może rozwikła zagadkę zadrapań? Była praktycznie zaślepiona swoją ciekawością, która przysłaniała rozsądek.

Klamka była zimna i wilgotna. Nie przeszkadzało to Jane. Objęła ją smukłą, bladą dłonią i wtedy usłyszała coś, co zupełnie odwróciło jej uwagę. Coś, co skierowało jej myśli na tę krótką chwilę w zupełnie inną stronę. Czyżby ktoś tu był? Niemożliwe, powinna mieć jeszcze kilka minut przewagi! Czuła jednak czyjąś obecność. I to tutaj, na dolnym pokładzie. Spojrzała za siebie, oddychając głęboko, potem omiotła wzrokiem lewą i prawą stronę. Nikogo ani niczego nie było. Czy te dźwięki, jakby ktoś lub coś czołgało się w jej stronę, były jedynie wytworem jej wyobraźni? Uznała ostatecznie, że to przez atmosferę tego miejsca.

To, co zobaczyła, kiedy myślami powróciła do tu i teraz, nieco zawiodło jej oczekiwania. Zwykła kajuta kapitańska. Żadnych trupów, żadnych odpowiedzi. Jedynie jeszcze więcej pytań. Znowu chwyciła za aparat i sfotografowała miejsce, uwieczniając panujący w nim bałagan.
Dziennikarka zaczęła przyglądać się otwartym szufladom. Wiedziała, że nie miała zbyt wiele czasu. Wnioski same nasuwały się do głowy. Kajuta wyglądała, jakby ktoś próbował w niej coś znaleźć. Szukał wszędzie, nie tylko w szufladach, ale również na ścianach za obrazami, a także pośród ubrań i dokumentów. Czy znalazł to, czego szukał? I co to było?

Spojrzenie niebieskich oczu panny Price padło na stertę ubrań. Nie byłoby w niej nic szczególnego, gdyby nie ludzka głowa wystająca spod góry ciuchów. Gdyby nie bystre oko, pewnie nie zwróciłaby na to uwagi. Na szczęście była bardzo spostrzegawczą osobą, czym zdecydowanie wyróżniała się na tle pozostałych redaktorów Santa Cruz Evening News.
Głowa zdecydowanie należała do jakiegoś mężczyzny. Rudowłosego, co wykluczało Richarda Gittisa.

Ciekawość znowu rozbudziła się w reporterce. Kim był ten mężczyzna? Żył? Ciężko było powiedzieć, jedynie obserwując jego głowę wystającą spod sterty ubrań. Co robił w kajucie kapitana, zdecydowanie nim nie będąc? Czy to on zostawił ślady zadrapań? Na pewno nie mógł być bezdomnym, który postanowił zadomowić się na pokładzie opuszczonego statku - w końcu dopiero co go odkryli.
Jane sięgnęła ręką w stronę góry ubrań, by ją usunąć, ale od razu ją cofnęła, robiąc też jeden krok do tyłu. On żył! Przebudził się i powoli wracał do rzeczywistości. Serce Jane zabiło mocniej z podekscytowania. To dopiero był materiał na reportaż! Stała w oczekiwaniu na jego dalsze ruchy. Kiedy się nagle podniósł, zrzucając z siebie stertę ubrań, nawet się nie wzdrygnęła - jedynie unosząc jedną brew i z lekkim zażenowaniem przyglądając się jak szybko mężczyzna pożałował tego gwałtownego ruchu. Był bardziej przystojny niż wcześniej oceniała. Zdecydowanie mężczyzna z głową przytwierdzoną do reszty ciała robił lepsze wrażenie, niż tylko sama głowa.

Mężczyzna, najprawdopodobniej członek załogi, w końcu dostrzegł ją. Wymamrotał coś pod nosem, czego Jane zupełnie nie zrozumiała. Przyglądała mu się z dziwną fascynacją, zastanawiając się nad jego historią. Czyżby właśnie natrafiła na jedynego ocalałego członka załogi? Panna Price znowu siegnęła po aparat i bez żadnego pytania sfotografowała nieznajomego, oślepiając go na moment lampą błyskową.

- Jane Price z Santa Cruz Evening News - przedstawiła się, po czym podeszła do mężczyzny i pomogła mu ustać na nogach. - Jest pan jedyną osobą znalezioną na pokładzie tego statku. Wszyscy pozostali… - zastanowiła się nad słowem, którego chciała użyć - zniknęli bez śladu. Policja widocznie bardzo pobieżnie przeszukała to miejsce, bo to ja pana odnalazłam, panie…?

Miała tyle pytań do nieznajomego rudzielca, ale najpierw wypadało poznać jego imię. Dalej pamiętała, że nie miała wiele czasu i zapewne zaraz ktoś tutaj dotrze, kto mógł zabrać jej prawo do głosu, a znając przynajmniej dane swojego rozmówcy miała szansę później do niego dotrzeć, by przeprowadzić bardziej zaawansowany wywiad.

- Pamięta pan cokolwiek? - dopytała jeszcze.
 
Pan Elf jest offline  
Stary 04-03-2020, 17:27   #10
 
Cattus's Avatar
 
- Zagineli? Jak to? - Zapytał zdziwiony. - Dwadzieścia osób? - Ewidentnie nie dowierzał. Zdezorientowany rozejrzał się jeszcze raz po kajucie starając się poukładać sobie wszystko w głowie.

Gdy mu się to nie udało ponownie spojrzał na Jane. - Coleman. Nazywam się Daniel Coleman. Co pamiętam? Wypłynięcie, dobra pogoda, słoneczny ranek, potem ciemność i obudziłem się tutaj. - Przetarł dłonią twarz.
 
__________________
Our sugar is Yours, friend.
Cattus jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:09.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168