Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-08-2020, 23:45   #1
 
Pinhead's Avatar
 
Kult - Divinity Lost - Horror vacui


Wycieraczki rytmicznie przesuwały się po przedniej szybie, niczym podwójny metronom wyznaczający tempo podróży. Deszcz zacinał to z lewej, to z prawej strony. Krople rozbijały się z wściekłością o karoserię i szybę granatowego SUV-a. Linie wyznaczające pasy ciągnęły się w nieskończoność kojąc, a jednocześnie usypiając jej umysł.
Podświetlony bladą zielenią cyfrowy zegar wskazywał 21:21. Mimowolnie to zakodowała.

To anielska mowa, przekonywała ją kiedyś znajoma z fitnessu. Zasrany New Age. Od tamtej chwili zaczęła dostrzegać te liczbowe zbieżności i choć wcale ich nie szukała, spotykała je na każdym niemal kroku. Ponoć coś znaczyły, ale nigdy nie dociekała o co tak naprawdę w tym chodzi. Wróżki, magia i numerologia były dla niej tak samo wiarygodne, jak bajki o smokach i krasnoludkach.

- Deszcz ciągle pada i padać będzie do samego rana - z zamyślenia wyrwał ją aksamitny głos radiowego spikera. Tembr z jakim wypowiedział, to proste zdanie wzbudził w jej duszy romantyczną strunę. Uwielbiała facetów o takim głosie i choć oczami wyobraźni widziała już wysokiego bruneta, to doskonale zdawała sobie sprawę, że równie dobrze może to być szczerbaty pięćdziesięciolatek. Magia radia.
- Przed nami długa i ponura noc. Melancholicy na pewno zacierają ręce, a poeci piszą wierszę popijając burbon, tonąc przy tym w oparach aromatycznych cygar. Gówno! Zejdźmy na ziemię. Polscy poeci piją wódkę i jarają tanie pety z Ukrainy, a nie żadne cygara. Miło jest jednak się rozmarzyć i dać się ponieść nastrojowi tej nocy. Zostańcie zatem ze mną, bo za chwil kilka otworzę linię telefoniczną i posłucham, co też gnębi wasze dusze tej mokrej, zimnej i wietrznej nocy. Abyście nie wypadli z klimatu, to teraz poleci kolejny utworek od naszego ulubionego dj-a . B-Noize i jego najnowsza produkcja Utopia. Zaraz po tym utworze troszkę sobie pogadamy, co was boli i gryzie. Zostańcie z nami na 94.8 fm, radio Waldenburg ukoi wasze umęczone dusze.

Jazzowy miks faktycznie koił i nastrajał melancholijnie. Agnieszka nie potrzebowała tego typu emocji w tym momencie. Wiadomość która zmusiła ją do pokonania pond czterystu kilometrów miała wystarczający ładunek emocjonalny. Dodatkowe bodźce był zupełnie zbędne. Nazwa radia wskazywała, że jest już blisko celu.

Wałbrzych - jej rodzinne miasto pojawiło się gdy wjechała na szczyt wzgórza Gedymina. Rozświetlone biurowce, zabytki i atrakcje turystyczne tworzyły barwną mozaikę. Ściekający po szybie deszcz tylko podkreśla ten efekt. W sercu Agnieszki nie gościła jednak radość z powrotu do domu. Nie znalazła tam miejsca także melancholia o której wspominał radiowy spiker. Jej duszę trawił strach i obawa.

Szpital Stefana Batorego mieścił się blisko centrum. Powstał na początku lat 70-tych i patrząc na front budynku można było bez trudu to odgadnąć. Agnieszka zaparkowała na przyszpitalnym parkingu i przez kilka długich sekund zbierała się żeby wysiąść. Nie przeszkadzał jej deszcz. Tuż obok na siedzeniu leżał elegancki czarny parasol pod którym zmieściłoby się ze trzy osoby. Bała się. Tak dużo czasu minęło od ostatniego spotkania z rodzicami.

Kiedy to było? Na święta? Prawdopodobnie tak. W między czasie były jakieś telefony i sms-y, ale osobiście nie spotkali się od dobrych kilku miesięcy. A teraz… musiała stawić czoła przygniatającej ją rzeczywistości.

Spojrzała na szary i odrapany budynek szpitala. Ponoć pracowali tutaj dobrzy lekarze, ale już sam fakt, że ojciec trafił tutaj a nie do jakiejś prywatnej kliniki dużo mówił o naturze wypadku.
Za chwilę zmierzy się z prawdą. Pani przez telefon powiedziała tylko, że jego stan jest ciężki i że resztę przekaże lekarz.

- Dość! - krzyknęła na samą siebie, złapała mocno parasol, skórzaną torebkę zarzuciła na ramię i ruszyła w kierunku szpitala.


***
W pokoju lekarzy unosił się dziwny zapach. Trudny do zidentyfikowania, ale drażnił on nie tylko nos, ale także oczy, a na języku pozostawia nieprzyjemny gorzki posmak.
Wysoki lekarz z wyraźną siwizną na skroniach krótko i rzeczowo przedstawił Agnieszce fakty. W jego słowach może nie było oschłości, czy braku współczucia, ale rutyna z jaką opowiadał o obrażeniach i szczegółach operacji mroziła krew w żyłach.
- Pani ojciec został przywieziony do nas około godziny szesnastej. Wedle relacji świadków został potrącony na ulicy przez jakąś furgonetkę. W wyniku zderzenia i następującego po nim upadku doznał licznych obrażeń wewnętrznych, złamania obu nóg i pęknięcia miednicy. Najgorsze jednak w jego przypadku jest pęknięcie podstawy czaszki. W czasie operacji udało się nam opanować krwotok wewnętrzny, a także ustabilizować pani ojca. Obecnie przebywa on w śpiączce farmakologicznej. Co do rokowań to na obecną chwile bardzo trudno jest snuć przypuszczenia. Jego stan jest bardzo ciężki, ale stabilny. Kluczowe będą najbliższe dwie doby,

Mężczyzna zrobił krótką przerwę, aby dać Agnieszce czas na przetrawienie otrzymanych informacji.
- Na pani miejscu zająłbym się matką, która doznała poważnego szoku. Gdy została do nas przywieziona majaczyła i była bardzo agresywna. Musieliśmy jej podać leki uspokajające. Na obecną chwilę jest spokojna i potrzebuje opieki kogoś bliskiego. Możemy oczywiście zatrzymać ją w szpitalu, ale radziłbym aby zabrała ją pani do domu. W domowych warunkach na pewno lepiej będzie w stanie zmierzyć się z tym, co zaszło.


***
Agnieszka wyszła na korytarz. W głowie miała tysiące myśli. Próbowała się zastanowić, co powinna zrobić i jak. Szła wolno, a echo jej kroków niosło się po całej długości korytarza. Wokół panowała nieprzyjemna cisza. Cisza, jaka panuje w miejscach, gdzie śmierć przechadza się każdego dnia.
- Dobry wieczór - męski głos wyrwał ją z zamyślenia - Komisarz Tadeusz Zychowicz - przedstawił się mężczyzna wyciągając jednocześnie odznakę - Pani jest córką prokuratora Szackiego, prawda?
Przytaknęła bez słów.
- Proszę przyjąć wyrazy współczucia. Wierzę, że pani ojciec wyliże się z tego. To twardy gość.
Słysząc to określenie przed oczami Agnieszki przeleciało kilkadziesiąt scen z udziałem ojca. Tak! - to fakt. To był apodyktyczny, zimny i bezlitosny człowiek. Twardy to tylko jeden z przymiotników jakimi byłaby w stanie go opisać.
- Wiem, że jest późno, a pani dopiero co przyjechała. Czekałem jednak na panią. Musimy jak najszybciej porozmawiać. Pani ojciec jest osobą znaną w mieście i może się pani spodziewać, że dziennikarze zaraz zaczną się kręcić wokół tego, co się stało. Chciałbym prosić, aby nic im pani nie mówiła. To ważne dla….

Zaszumiało jej w uszach. Wszystko wokół ucichło, jakby ktoś zalał cały świat betonem. W tym momencie istniała tylko Ona i On. Nie zauważyła go wcześniej i może dlatego jego spojrzenie przeszyło ją niczym stalowy bełt. Ubrany w przetarte jeansy i skórzaną kurtkę stał oparty o ścianę w dłoni ściskając nieodpalonego papierosa. Przeszył ją do głębi, na wskroś, tymi swoimi pozbawionymi emocji oczami. Czuła jego wzrok na sobie, ale o dziwo w tym spojrzeniu nie było ciekawości, zainteresowani, czy pożądliwości. Choć niemal obłapywał ją wzrokiem, nie było w tym spojrzeniu nic seksualnego. Patrzył na nią tak, jak wilk patrzy na swą ofiarę. Podnieciło ją to i wystraszyło jednocześnie. A on nie przestawał i cały czas się w nią wpatrywał.
Jego nieczułe spojrzenie prześlizgiwało się po jej ciele. Dosłownie czuła, ten wzrok na sobie. Czuła fizyczny dotyk. Czuła jego zapach.

- Pani Agnieszko? Wszystko w porządku? - spojrzała w prawo i ujrzała blisko siebie pomarszczoną twarz Zychowicza.
Zdała sobie sprawę, że leży w jego ramionach.
- Omdlała pani. Dobrze, że byłem w pobliżu. Inaczej kto wie, jakby się to mogło skończyć..
- Może odwiozę panią do domu - odezwał się On. Głos miał równie zimny i pozbawiony emocji, jak spojrzenie.
- Nie - odparł krótko komisarz Zychowicz - Ty młody idź pilnuj prokuratora.
 
__________________
"Zastanawiałeś się, czemu piekło ma bram siedem i dni w tygodniu jest siedem..." Martwy Snajper
"We have such sights to show you" - Hellraiser
"Dreaming of you is my great escape" - poeta zbłąkany

Ostatnio edytowane przez Pinhead : 17-08-2020 o 22:19.
Pinhead jest offline  
Stary 18-08-2020, 16:54   #2
 
kanna's Avatar
 
Było jej wstyd.

Rozpoznała to uczucie od razu, choć w dorosłym życiu nieczęsto go doświadczała. Kiedy jeszcze pracowała w modelingu wszyscy chwalili jej otwartość – sesje bez stanika, obłapianie z obcymi facetami i dziewczynami, różne „odważne” (dziś użyłaby słowa „wyzywające”) pozy – wszystko przychodziło jej naturalnie. „To twoje ciało” – Jean – Luc, wtedy jej mentor w świecie fotografii, dziś ikona w środowisku haute couture wiódł pałacami po jej kręgosłupie, schodząc coraz niżej do aż do linii pośladów. – „Najnaturalniejsza rzecz pod słońcem”. Tak, jej ciało było narzędziem. Sprawnym, precyzyjnym, niezawodnym. Lubiła je, ceniła, szanowała dziś – kiedy miała prawie 30 lat – nawet bardziej niż kiedyś, gdy chodziła na wybiegach. Wtedy było tylko tylko smukłym ciałem, samobieżnym wieszakiem na ubrania, pozbawiamy doświadczenia i osobowości jego posiadaczki.

Dziś pracowała już głównie po drugiej stronie obiektywu. Rzadko, bardzo rzadko zdarzało się jej pozować, tylko przy szczególnych okazjach. Akcje charytatywne i takie rzeczy. Ale terminy jej sesji fotograficznych były już wykupione na najbliższe 6 miesięcy. Ludzie rezerwowali jej usługi, zanim jeszcze dziecko się urodziło – ba, zaraz po poczęciu. Specjalizowała się w noworodkach i małych zwierzątkach.

A teraz to ciało ją zwiodło. Przy obcych i publicznie. Nie znosiła utraty kontroli.

Rumieniec wpełzł na policzki i nie chciał ich opuścić. Czuła, jak pali ją twarz. Myśl, że obaj mężczyźni widzą ten rumieniec, jeszcze bardziej ją zawstydzała. Matko, zachowała się jak ostatnia kretynka, jak przysłowiowa blondynka z głupawych komedii romantycznych.
- Zakręciło mi się w głowie – wyjaśniła. Złapała się ramienia mężczyzny i podniosła, pomógł jej wstać.
- Zawołać lekarza?
- Nie ma potrzeby… Stres i ten zapach. Usiądę
.

Usiadła na jednym z niewygodnych krzeseł na korytarzu.
Komisarz Zychowicz patrzył na nią uważnie, widać uznał, że rzeczywiście nie potrzebuje interwencji, albo zaufał jej słowom.
- Chciałbym się z panią jutro spotkać. – powiedział. - Gdzie się pani zatrzyma?

Gdzie się zatrzyma? Lubiła Aqua Zdrój, hotel miał tylko trzy gwiazdki i choć pokoje urządzono dość siermiężnie, to świetny basen i spa rekompensowały te niedogodności. No i był niedaleko domu rodziców. Tam się nigdy nie zatrzymywała, ojciec by na to nie pozwolił… no tak. Przypomniała sobie nagle wszystko. No tak.

- Pojedziemy z mamą do domu – podała adres. – 10 będzie ok?
Komisarz Zakrzewski skinął głową.
- Tak, do zobaczenia.

Kiwnął brodą w stronę współpracownika, który ruszył w stronę sali, gdzie leżał jej ojciec. Odchodząc, przejechał jeszcze raz spojrzeniem po ciele Agnieszka. Zadrżała. Przywykła do spojrzeń – nie mogło być inaczej, ponad pięć lat spędziła na wybiegach najpierw w Polsce, a potem Mediolanie i Paryżu. Spojrzenia ciekawe, obojętne, pożądliwe, taksujące, znudzone, zachwycone, zakochane, wrogie, zawistne… Przywykła do nich. Wiedziała, że inni widzą tylko jej ciało, ale nie dostrzegają tego, co kryje się wewnątrz. Nauczyła się rozdzielać swoją cielesność od świata wewnętrznych przeżyć i doświadczeń. Ale to spojrzenie było inne… przenikało do jej wywnętrza.
Potrząsnęła głową, odganiając doznanie. Zmęczenie długą jazda, stres… Tyle wspomnień z dzieciństwa, które uruchomił widok nieruchomej postaci ojca. Wydał się jej mniejszy, drobniejszy niż go zapamiętała. Mniej postawny, mniej... groźny?

Odetchnęła głęboko, zebrała myśli. Chwila niespodziewanej słabości minęła. Podniosła się z krzesła, znów energiczna, pewna siebie, opanowana. Lekarz mówił, że rozmowa z matką może być utrudniona, z powodu silnych leków i szoku. Nie miało to znaczenia. Agnieszka wiedziała, że sama jej obecność podniesie mamę na duchu. Znów będą spały razem w małżeńskim łożu rodziców, jak wtedy gody Agnieszka była łamała, a ojciec wyjeżdżał na polowania, czy nocne posiedzenia prokuratury.

Ruszyła przed sobie pustym, pozbawionym wyrazu szpitalnym korytarzem. Wszystko się ułoży.

 
__________________
A poza tym sądzę, że Reputację należy przywrócić.

Ostatnio edytowane przez kanna : 18-08-2020 o 17:09.
kanna jest offline  
Stary 18-08-2020, 20:59   #3
 
Pinhead's Avatar
 

Przejazd pustymi niemal ulicami Wałbrzycha sprawił, że fala wspomnień zalała Agnieszkę. Mijała znane budynki, uliczki i sklepy. Na pozór niewiele się zmieniło od jej ostatniej wizyty. Drobne szczególiki wskazywały jednak, że w mieście następowało podskórne przesilenie. W niepamięć odchodziły zaśmiecone chodniki, czy wałęsający się bez celu menele. Właściciele małych sklepików powymieniali szyldy, nadając im przedwojenny sznyt. Ktoś wyraźnie czuwał, aby wizualna strona miasta miała jednolity styl i dawała jasny przekaz.
“Jesteśmy miastem, które ma wielowiekową tradycję, czci ją i pielęgnuje, a jednocześnie z dumą i optymizmem patrzy w przyszłość” - taki komunikat chcieli nadać ludzie odpowiedzialni za te zmiany.

Uliczny sygnalizator zmienił barwę z zielonej, na pomarańczową, by za chwilę rozjarzyć się krwistą czerwienią. Agnieszka spojrzała w prawa na siedzącą obok matkę. Lekarz miał rację. Silne leki, jakie jej podali sprawiło, że była kompletnie nieobecna duchem, choć zdawać się mogło, że jest całkowicie świadoma.
Na widok Agnieszki uśmiechnęła się szeroko i szepnęła:
- Dobrze jesteś córciu.

Przyjemne ciepło rozlało się w sercu i duszy Agnieszki. W tej sytuacji doprawdy dziwnym był fakt, że to matka niesie jej pociechę, a nie na odwrót.
Sygnalizator ożył ponownie i wnętrze SUV-a wypełniło się ciepłym pomarańczowym światłem. Agnieszka położyła dłoń na dźwigni zmiany biegów i wtedy kątem oka dostrzegła męską postać stojąca w cieniu wysokiego drzewa. Przeszedł ją zimny dreszcz. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że ten człowiek czekał na nią i że ją obserwował.

Czy to mogła być prawda?

- Córuś - odezwała się Wanda, matka Agnieszki - Jedź, mamy zielone.


***
Stała w blasku reflektorów. Co kilka chwil przestrzeń rozświetlał dodatkowo blask fleszy. Ktoś inny na jej miejscu, może zmrużył by powieki, ale nie ona. Ona tylko zatrzymała się, na trzy sekundy przyjęła pozę i uraczyła fotoreporterów swoim zniewalającym uśmiechem numer cztery.
Czuła się piękna. Czuła się zgrabna i ponętna. Wiedziała, że każdy z obecnych na sali mężczyzn dałby wiele, aby spędzić z nią noc. Schlebiało jej to, podniecało i napawało dumą.
Uwielbiała ten stan. Euforia równie przejmująca i obezwładniająca, co kokainowy haj.

Ruszyła przed siebie. Obcisła, ołówkowa spódnica podkreślała jej zmysłowe kształty. Kołysała się w rytm przytłaczającej muzyki wylewającej się z potężnych kolumn. Gdy tylko uderzał bas, jej wysokie, czarne szpilki stykały się z wybiegiem.
Chodzący ideał.

Wypełniała ją radość i poczucie spełnienia. Zbliżyła się do krawędzi wybiegu i zgodnie z prawidłami sztuki przyjęła kolejną pozę. I w tym momencie go dostrzegła.

Chłód jego pozbawionych emocji oczu, zmroził jej krew w żyłach. Wszystko inne przestało istnieć. Istniał tylko on i to jego przeszywające spojrzenie.

Sie ist ein Modell und sie sieht gut aus,
ich nehme sie heut' gerne mit zu mir nach Haus' -szepnął.



***
Od kilku minut leżała w bezruchu, bezmyślnie gapiąc się w sufit. Na zewnątrz budził się kolejny dzień, a ona nie miała siły się podnieść. Wspomnienie snu nadal było żywe i bardzo realne. Wciąż czuła na sobie jego wzrok. Umysł wywinął jej bardzo wstrętnego figla. Nie potrafiła powiedzieć dlaczego przelotne spotkanie, zwykłe skrzyżowanie spojrzeń, wywarło na niej tak ogromne wrażenie.

Przecież to niemożliwe, żeby go już spotkała. Niemożliwe, prawda?

- Proszę postawić wszystko na stoliku - usłyszała głos swej matki.
- Tak jest, proszę pani - odpowiedział hotelowy boy..
Zapach świeżej kawy pobudził jej zmysły i zmusił ciało do ruchu. Narzuciła na siebie szlafrok i odczekała chwile, aż boy wyjdzie z pokoju.

- Dzień dobry - matka przywitała ją z uśmiechem. Zachowywała się normalnie, zwyczajnie, nawet zbyt zwyczajnie biorąc pod uwagę okoliczności. Bez słowa nalała Agnieszce kawy i zaczęła przekrajać pachnące kajzerki.
Śniadanie zjadły w milczeniu, choć obie czuły, że coś niepokojącego wisi w powietrzu. Cieszyły się chwila spokoju i sobą nawzajem. Ktoś patrzący z daleka mógłby odnieść mylne wrażenie, że są pogodne i szczęśliwe.

Zwykły miraż.

Za oknem słońce nieśmiało przebijało się przez poranne chmury. Wyglądało na to, że zapowiada się ciepły i bezdeszczowy dzień.
- Nie martw się Aga - odezwała się w końcu matka - Nie martw się o mnie. Już im lepiej. Wczoraj… wczoraj nie byłam sobą. To co się stało… Szok… Sama rozumiesz.
Wanda wzięła głęboki oddech i oparła głowę na dłoni. Nie patrzyła na córkę, gdy zaczęła ponownie mówić.
- To było okropne. Ten samochód, po prostu w niego wjechał… a przecież mówiłam mu żeby uważał. Oni już wszystko wiedzą. Mówiłam mu, że to nas pogrzebie. Ale on nie słuchał. On mnie przecież nigdy nie słuchał. A teraz już jest po wszystkim. Ty się jednak nie martw. Ja dam sobie radę. Ja jestem gotowa. Ja się nie boją. Modlę się i to daje mi siłę. Czułam, że to się zbliża, że tak się musi stać. Et dimitte nobis debita nostra. Aga proszę cię tylko o jedno. Cokolwiek się nie wydarzy pamiętaj, że jestem twoja matką, że jesteś nasza, że cię kochamy. Zawsze. Pamiętaj o tym…


Wanda skryła twarz w dłoniach i zaczęła szlochać. Chaotyczne słowa matki, niewiele mówiły Agnieszce. Trudno było wyłowić z nich jakiś sens. Biło z nich tajemnicze zagrożenia i poczucie winy.
Tylko za co? Czyżby matka obwiniała się o wypadek ojca? Czy jednak chodziło o coś innego?
 
__________________
"Zastanawiałeś się, czemu piekło ma bram siedem i dni w tygodniu jest siedem..." Martwy Snajper
"We have such sights to show you" - Hellraiser
"Dreaming of you is my great escape" - poeta zbłąkany

Ostatnio edytowane przez Pinhead : 19-08-2020 o 07:33.
Pinhead jest offline  
Stary 20-08-2020, 12:42   #4
 
kanna's Avatar
 
Kiedy już leżała w hotelowym łóżku znów wróciło wspomnienie Jego oczu.

Pamiętała je dokładnie – zimne, przeszywające ją na wylot. Czy naprawdę jedno spotkanie na szpitalnym korytarzu mogła tak na nią wpłynąć? Uruchomić cały łańcuch skojarzeń? Obaw? Wytłumaczyła sobie, że ten facet na światłach nie był Nim – miał przecież pilnować ojca, prawda? Dostał takie polecenie. W policji panowała hierarchia, podobnie jak w wojsku… Czy „młody” było określeniem wieku, czy stażu w policji? Czy prostym przywołaniem do porządku, skarceniem? Zasypiała i choć nie chciała o tym myśleć, miała wrażenie że ciągle widzi Jego świdrujące oczy.

Obudziła się w środku nocy, nagle. Przez kilka sekund serce kołatało jej jak oszalałe, a potem przyszła złość. Nakręciła się i teraz ma durne sny! Powinna była iść wieczorem na basen, a nie rozmyślać o tym gościu. No tak, nie mogła zostawić matki samej, usprawiedliwiła siebie.

Po cichu, żeby nie obudzić mamy, sięgnęła po swojego Iphone’a.
Bruno, jestem w Wałbrzychu, ojciec miał wypadek. Stan stabilny, ale nic nie wiadomo. Mam wrażenie, że policja nie traktuje sprawy poważnie.. możesz mi sprawdzić jednego gościa? Podkomisarz Marcin Kostrzewski. Dzięki, pa
Posłała.

Mimo rozwodu pozostawali z Brunem w dobrych układach. Ich związek był fajny, ale pragnęli czegoś innego: Bruno dzieci, których nie mogła mu dać, kobiety do prowadzenia domu. Ona wolności i samostanowienia.
Po rozstaniu każde z nich znalazło to, czego szukało. On Oksanę, ona swoją karierę fotografki. Dlatego mogli dalej się spotykać, Agnieszka towarzyszyła Brunowi w jego spotkaniach biznesowych, on ją wspierał, czasem lądowali w łóżku. Lubili się. Bruno miał rozległe znajomości, mogła liczyć na jego pomoc.
Zasnęła, już spokojna.

Kiedy rano matka zaczęła płakać, Agnieszka objęła ją przytuliła. Spodziewała się żalu rozpaczy, ale słowa mamy zadziwiły ją.
- Już dobrze… - uspokajała ją jak dziecko. Spojrzała uważnie na kobietę.
- Znasz łacinę? – zapytała. - Nigdy mi nie mówiłaś….
- Uczę się
- odparła matka ocierając łzy - Ojciec Jacek mnie uczy. On mówi, że dobrze jest wrócić do korzeni, że to ważne.
Agnieszka nie znała łaciny, za to włoski całkiem nieźle. Miała talent do języków. Dlatego rozpoznała cytat.
- Ojciec Jacek jest księdzem? Nic nie mówiłaś… Dawno się znacie? Powiedziałaś, ze oni wszystko wiedzą. I że ostrzegałaś ojca. Kto wie? O czym? Co was pogrzebie? – usiadła obok matki.

W odpowiedzi na pierwsze pytanie matka kiwnęła tylko głową. Po chwili namysłu powiedział bardzo cicho:
- Kilka miesięcy, choć znałam go wcześniej. To było wiele lat temu. On teraz służy w naszej parafii. Jak będziesz chciała, to poznam was ze sobą. To wspaniały człowiek i wielki kapłan.
Widząc zdziwione spojrzenie córki, Wanda dodała:
- Wiara daje mi siłę. Bez Boga już dawno… - zawiesiła głos i na powrót skryła twarz w dłoniach.
Agnieszka ponownie objęła plecy matki. Poczuła, jak krucha i drobna jest jej sylwetka.
- Bez Boga dawno co. mamo? Rozstalibyście się z ojcem, tak? - dokończyła za kobietę. - Możesz to zrobić Ja ci pomogę, wiesz przecież… Pieniądze nie są problemem. Ja dużo widzę, mamo. Tata jest przemocowy. Nie chodzi o bicie, ale przemoc inną. Emocjonalną. Ale ja ci pomogę.
- To nie tak. Ja kocham Jurka. Zawsze go będę kochać. Tylko on zbyt często błądzi. Mówiłam mu, że kontakty z tymi ludźmi to proszenie się o kłopoty. On mnie jednak nie słuchał. “To nie twoja sprawa.”- mówił. A ja widziałam, co to za ludzie. Niby eleganckie garnitury, piękne samochody, ale to się czuje. To źli ludzie. Ale on wiedział lepiej. I co teraz mam zrobić? Co ja zrobię jak go zabraknie?


Angieszka tylko kiwała głową. Nie dodała, że miłość do oprawcy, uwikłanie ofiary jest naturalną sprawą w przemocy. Sporo o tym czytała. Jej koleżanka z mediolańskiej agencji wplątała się w taki przemocowy związek. Jakie to szczęście, że ją omijały takie rzeczy…
- Ktoś was nachodził? - zapytała. - Ojciec się z kimś spotykał?
- Wiele osób ostatnio bywało u nas. Wszyscy eleganccy, na stanowiskach, z grubymi portfelami, ale ja.. ja zło wyczuję od razu. Jurek mówił, że on to robi dla Polski, że obecna sytuacja wymaga, aby tacy jak on się w końcu zaangażowali, że nie może stać z boku. Tylko to mówił, jak już sobie popił. Tak na co dzień, to nic. Milczał, jak grób. Ale nawet, jak już się chwiał na nogach, nie dał się przekonać. Mówił, że panikuje, że gadam głupoty. Ale Aga, to naprawdę było widać. Ci ludzi.. to na pewno oni. Ja nie wiem o co chodzi, ale ja to czuję. Rozumiesz?

Pokiwała głową, choć nie rozumiała.
- Myślisz, że to ci ludzie.. są odpowiedzialni za wypadek?

Wanda nie odpowiedziała. Położyła głowę na stole i zaczęła szlochać, zanosząc się co kilka chwil. Mimo prób i słów pociechy ze strony córki, nie była w stanie się opanować przez najbliższy kwadrans.
Myślała o lekach, które dostała w szpitalu dla matki, ale te nie okazały się konieczne.
- Zbiorę rzeczy, córuś i jedziemy – Wanda wystała, znów wydawałoby się spokojna i zaczęła krzątać się po pokoju hotelowym, składała ich nieliczne bagaże, ścieliła łóżka, przecierała łazienkę. Agnieszka nawet słowem nie odezwała się, nie skomentowała, że wszystkie te czynności nie są konieczne – wiedziała, że sprzątanie uspokaja matkę.

Sama, rzucając badawcze spojrzenia na kobitę, sięgnęła po telefon.
Bruno jeszcze nie odpowiedział.

Zadzwoniła do szpitala „Stan pani ojca pozostaje bez zmian”. Czy to dobrze, czy źle? Nie wiedziała.
- Chodź mamo. Już wszystko lśni. Jestem umówiona z Komisarzem, o 10..00. Musimy jechać. Potem pojedziemy znów do taty.
 
__________________
A poza tym sądzę, że Reputację należy przywrócić.
kanna jest offline  
Stary 22-08-2020, 12:30   #5
 
Pinhead's Avatar
 


Powrót

Przekroczenie progu rodzinnego domu po tylu miesiącach nieobecności, nie należało do najłatwiejszych. W powietrzu dało się wyczuć niepokojące napięcie, jakby molekuły kurzu niosły ze sobą potężny ładunek emocjonalny, który towarzyszył skrywanym tutaj tajemnicom.
Po krótkiej rozmowie z matką, Agnieszka nie miała żadnych wątpliwości, że tych tajemnic jest wiele. Miała tylko cichą nadzieję, że nie będzie musiała odkrywać kolejnych trupów. w szafie.
Natomiast Wanda choć na twarzy nadal blada i widocznie zmęczona, odetchnęła z wyraźną ulgą, gdy znalazła się w dobrze sobie znanym środowisku. Od razu zaczęła krzątać się po całym mieszkaniu jednocześnie przygotowując herbatę, segregując pranie i otwierając wszystkie okna na przestrzał.
W tym czasie Agnieszka z uwagą przyglądała się każdemu zakamarkowi.

W domu panował niemal idealny porządek. Jak zawsze zresztą. Ojciec był przeczulony na tym punkcie. Dla niego wszystko musiało mieć przyporządkowane miejsce. Nie można było go nazwać pedantem. Raczej kapo, który wymagał bezwzględnej organizacji i harmonii. Każdy przedmiot, nawet najdrobniejszy miał swoje miejsce. Książki musiały być ułożone w równe rzędy, posegregowane tematycznie i według autorów. Żaden mebel, czy nawet najciemniejszy kąt mieszkania nie mógł ukrywać śladów kurzu. Wszystko musiało być idealnie.
Oczywiście on był tylko strażnikiem, codzienne dbanie o porządek należało do innych. Najpierw do żony, później córki, a ostatnio do sprzątaczki spod Lwowa.

Oglądanie matki, która mimo szoku i całej traumy jakiej doświadczyła, troszczyła się o dom i próbującej sprostać wygórowanym wymaganiom męża, było dla Agnieszki bardzo bolesne.
Ona niezależna, samodzielna i wolna, nie potrafiła zrozumieć swojej matki, która oddawał swoje życie w ręce innego człowieka. I w sumie nie miało znaczenia, że ten człowiek był w stanie oddać życie za nią.
Przynajmniej kiedyś tak było. Taką wersję znała z opowieści matki.
Tylko czy faktycznie taka była prawda?

Agnieszka spojrzała na zdjęcie rodziców ze ślubu, wiszące w salonie. Ojciec próbował podtrzymać mity przedwojennej polskiej inteligenckiej rodziny, Namacalnym znakiem tych aspiracji było właśnie to zdjęcie. Szczęśliwi młodzi ludzie. Uśmiechnięci i zakochani.

Jakie to piękne?

Uwagę Agnieszki zwróciły uchylone drzwi do gabinetu ojca. Gabinet miał być zawsze zamknięty. To było niepisane prawo tego domu. Teraz z jakiegoś powodu teraz pozostały one uchylone. Agnieszka wolno i z podświadomą obawą weszła do środka.

Z pozoru wszystko wyglądało normalnie. Tylko z pozoru. Pierwszym, co rzuciło się w oczu Agnieszce była pełna popielniczka, stojąca na skraju biurka. Ojciec nie palił. Matka z resztą też nie. Wystawiona popielniczka była tylko kurtuazyjnym gestem wobec licznych gości ojca. Ktoś bez skrępowania korzystał z okazji i zostawiły trzy dopalone pety w kryształowej popielnicy.
Agnieszka zastygła w bezruchu. Dotarło do niej, co to mogło znaczyć. Z uwagą rozejrzała się po gabinecie. Ktoś inny mógłby nie zwrócić na to uwagi, ale nie ona. Skórzany, obrotowy fotel został lekko przesunięty względem jego zwyczajnej pozycji. Wskazywały na to wgłębienia w dywanie, jakie przez lata się na nim odcisnęły. Kilka książek nie trzymało równej linii z pozostałymi.
Tych kilka drobnych elementów wyraźnie wskazywało, że ktoś tutaj był i czegoś szukał.
Odkrycie tego faktu sprawiło, że zimny dreszcz przebiegł po karku byłej modelki.

Wahadłowy zegar stojący w salonie, duma i chluba ojca, wybił za kwadrans dziesiątą. Nie wypadało się spóźnić na spotkanie z komisarzem.
Agnieszka jeszcze raz rozejrzała się po gabinecie ojca, po czym ruszyła do kuchni. Ucałowała matkę na pożegnanie i wyszła z domu.


***
- Pozwoliłem sobie zamówić dla pani kawę - rzekł komisarz Zychowicz, gdy po powitaniu Agnieszka zajęła miejsce przy stoliku w małej kawiarence przy samym wałbrzyskim rynku. O tej porze w bistro znajdowało się tylko kilka osób. Sądząc po wyglądzie w większości byli to studenci.
Komisarz Zychowicz ku zaskoczeniu Agnieszki był sam. Jego młodszy partner nie stawił się na to spotkanie. Może tak miało być, a jej się tylko wydawało, że będzie mogło się z nim znowu skonfrontować i przepędzić hen swoje irracjonalne lęki i obsesje.
- Pozwoli pani, że przejdę od razu do sedna sprawy - zaczął komisarz Zychowicz. Miał mocno podkrążone oczy, jakby mało spał tej nocy. Jego ziemista cera tylko podkreślała efekt zmęczenia.
Agnieszka przytaknęła, czekając na dalsze słowa policjanta.
- Prowadzę śledztwo w sprawie wypadku, jakiemu uległ pani ojciec. W normalnych okolicznościach byłaby to sprawa dla drogówki, ale okoliczności nie są niestety normalne.
Zychowicz zrobił krótką przerwę, w czasie której przyglądał się swojej rozmówczyni, jakby chciał zbadać jej reakcję na takie słowa.
- Mamy przypuszczenie oraz kilka poszlak, które wskazują, że ten wypadek nie był przypadkowy i że ktoś próbował zabić pani ojca.
Kolejna przerwa i kolejne badawcze spojrzenie.
- Czy ma pani jakieś przypuszczenia, kto to mógłby być? - zapytał niespodziewanie komisarz wpatrując się w oczy Agnieszki.

Jerzy Szacki z racji pełnionej funkcji prokuratorskiej przez całe swoje życie miał wiele okazji, żeby napytać sobie różnej maści wrogów. Mogli to być zarówno kryminaliści, których oskarżał, jak również koledzy po fachu, którym mogła nie podobać się jego nieprzejednana postawa w wielu kwestiach. Ostatnimi czasy, z tego co było wiadomo Agnieszce, ojciec zajmował się już nielicznymi sprawami i raczej pełnił funkcję doradcy i autorytetu dla młodszych adeptów tego faktu.

W odpowiedzi na pytanie Agnieszka pokręciła tylko głową. Zychowicz sięgnął do kieszeni marynarki i wyciągnął z niej dwa zdjęcia, które położył na stoliku.
- Czy rozpoznaje pani któregoś z tych mężczyzn?
Agnieszka spojrzała na portrety dwóch mężczyzn. Jedyne, co mogła o nich powiedzieć, że żaden z nich nie wzbudzał zaufania. Była całkowicie pewna, że nigdy nie widziała żadnego z nich.
- To bracia Fiodor i Kirył Petrov. Mamy nagrania z monitoringu miejskiego, jak widziano ich w pobliżu furgonetki, która potrąciła pani ojca. Nie wiem, czy mówiłem o tym wcześniej ale pojazd ten został skradziony na kilka godzin przed tym, jak doszło do wypadku. Właściciel zgłosił kradzież jeszcze przed wypadkiem. Bracia Petrov to niezwykle groźni przestępcy. Ukraińska milicja podejrzewa ich o liczne przestępstwa. Nie mamy pewności, czy to któryś z nich prowadził samochód, który potrącił pani ojca. Jednak ich obecność przy furgonetce wskazuje, że mogą oni mieć coś wspólnego z tą sprawą.

Komisarz Zychowicz dał kilka chwil Agnieszce na przetrawienie tych wszystkich informacji.
Po przerwie zapytał:
- A co wie pani o prywatnych interesach pani ojca i jego planach zaangażowania się w politykę?

Agnieszka przypomniała sobie ostatnie Boże Narodzenie. W czasie wigilijnej kolacji ojciec faktycznie wspomniał coś, że jak się zdenerwuje to zostanie posłem i zrobi porządek z tym wszystkim Ziobrami, Gowinami i Kaczyńskimi. Traktowała to wtedy, jak rodzaj wyartykułowanej złości na nielubianych polityków. Tylko tyle i nic więcej. W świetle tego co się stało, porannej rozmowy z matką to sprawa mogła być bardziej poważna.

Agnieszka już zamierzał odpowiedzieć, gdy drzwi kawiarenki otworzył się i wszedł do niej On. Podkomisarz Marcin Kostrzewski.
Wyglądał, jak młody bóg. Wejście miał niczym jakiś marvelowski bohater Pewny krok, muskularna sylwetka której kształt doskonale prezentował się na tle jasnych promieni słońca bijących od ulicy. Twarz skryta była w głębokim cieniu, ale jego oczy promieniowały wręcz żywym ogniem. Jego spojrzenie tylko przez krótką chwilę spoczęło na Szackiej, ale to wystarczyło, żeby przeszedł ją znowu ten zimny, nieprzyjemny dreszcz.
Kostrzewski skinieniem głowy przywitał się z Agnieszką i rzekł do swego partnera.
- Panie komisarzu dzwonią z centrali. Mamy natychmiast stawić się w prokuraturze.
- Jasny szlag - warknął komisarz - Powiedzieli o co chodzi?
- Tylko tyle, że to pilne.
- Bardzo panią przepraszam, ale jak pani widzi obowiązki wzywają. Zostawię pani moją wizytówkę. Jak pani sobie coś przypomni to proszę do mnie zadzwonić. I jeszcze raz proszę, żadnych kontaktów z prasą. Mam nadzieję, że pani rozumie powagę sytuacji.

Komisarz wstał, pożegnał się z Agnieszka i wraz ze swoim partnerem ruszył do wyjścia. Gdy obaj byli już przy drzwiach, podkomisarz Kostrzewski obrócił głowę i znowu spojrzał na Agnieszkę. Wyglądało to tak, jakby chciał jej powiedzieć “do zobaczenia”
 
__________________
"Zastanawiałeś się, czemu piekło ma bram siedem i dni w tygodniu jest siedem..." Martwy Snajper
"We have such sights to show you" - Hellraiser
"Dreaming of you is my great escape" - poeta zbłąkany

Ostatnio edytowane przez Pinhead : 23-08-2020 o 11:59.
Pinhead jest offline  
Stary 27-08-2020, 10:39   #6
 
kanna's Avatar
 
Wspomnienia zaatakowały ją z całą mocą, kiedy tylko przekroczyła próg mieszkania.

Zobaczyła sylwetkę ojca stojącego w drzwiach gabinetu, świetnie widocznego z niewielkiego przedpokoju. Jego oczy patrzyły czujnie, badawczo, śledząc każdy jej ruch. Bezwiednie postawiła swoją drogą, elegancką torebkę z włoskiej skóry a podłodze obok szafki a buty. Wsunęła pasek tak, aby nie było go widać. (Plecak z prawej, tyłem do szafki, paski schowane „Chodzi o ogólne wrażenie schludności w pomieszczeniu”). Zsunęła czółenka, otworzyła szafkę na obuwie i ustawiła je równo z na dole, z lewej strony. (Buty w szafce, dolna półka, z lewej strony „Kiedy rzeczy mają swoje miejsce, nie tracisz czasu na ich szukanie” ). Stała potem a środku niewielkiego przedpokoju, zaciskając dłoń na rączce eleganckiej walizki na kółkach. Dokładnie wiedziała, że walizka nie zmieści się a pawlacz, gdzie przechowywane były podróżne torby. Powinna też umyć kółka… Absurdalność tej myśli otrzeźwiła ja, prychnęła i z rozmachem pchnęła walizkę w ojca. Jego sylwetka zniknęła, w sumie nigdy jej tam nie było – a ona ze zdziwieniem zauważyła, że drzwi gabinetu są uchylone.

Weszła tam na chwilę, zdążyła zauważyć, że rzeczy były ruszane, ale spieszyła się a spotkanie z komisarzem. Obejrzy wszystko jak wróci.

- Habituacja – pomyślała Agnieszka śledząc spojrzeniem sylwetkę odchodzącego podkomisarza Marcin Kostrzewskiego. – Jeszcze ze trzy razy i przestanę na niego reagować. A może nie? Może to nie był strach, tylko podniecenie? Mógł się podobać… był przystojny, tym prostym, oczywistym typem urody, silnym jak cios. Oczywiście, nie przypomniał Jean-Luca, z jego sensualną, delikatną urodą, smukłym, wręcz androgenicznym ciałem. Zatęskniła za nim tak, ze aż ścisnęło ją w środku. Zalała ja fala żalu i tęsknoty. I smutku tak silnego, że aż bolał.

Dopiła zimną kawę i sięgnęła po komórkę

Jego wpisy na fb, instagramie, tweeterze śledziła na bieżąco. Z fałszywego konta, rzecz jasna, zawsze blokował jej próby zbliżenia się do niego w jakikolwiek sposób… Przejrzała serwisy barażowe i plotkarskie, gdzie jego nazwisko było ustawione w filtrach. Miała subskrypcję, ale czasem coś umykało automatom…

Wpisała Jean-Luc Goutier w okienko przeglądarki.

Sesja do Vogue, parę fotek modeli na zdjęciach jego autorstwa, nowy związek… wciągnęła ze świstem powietrze. Zwykle mówiono o nim, o jego zdjęciach, ale na same zdjęcia Jean- Luca trafiała niezwykle rzadko. Nie lubił się fotografować, powtarzał, że jego miejsce jest po drugiej stronie obiektywu. Agnieszka każde jego zdjęcia traktowała jak relikwię. Kliknęła w link, a już po chwili powiększała fotografię mężczyzny.



Wodziła palcem po jego twarzy. Te same oczy, zarys szczęki i podbródka. Nieco dłuższe włosy, niż zapamiętała, siwe nitki, które tylko dodawały mu seksapilu; nie wyglądał na swoje 40 lat. Może znów eksperymentował z medycyną estetyczną? Uwielbiał takie rzeczy. Przez cierpienie do ideału - zwykł był mawiać - travers les difficultés aux étoiles - Per aspera ad astra.

Kelner zabrał pustą filiżankę, ale ona nawet go nie zauważyła.
- Czy podać coś jeszcze? - zapytał. – Proszę pani? – dodał, bo nie zareagowała.
Podniosła a niego niewidzące spojrzenie, zdezorientowana.
- Słucham?
– Czy mogę coś jeszcze podać – powtórzył.
–Tak, sok grapefruitowy wyciskamy, dziękuję – odpowiedziała machinalnie.

Nie zauważyła, kiedy sok pojawiał się na jej stoliku. Szukała mych fotografii Jean – Luca, znalazła kilka mniejszych i większych wersji, ale nic owego. Może dotrze do agencji, która zrobiła fotkę? Pożałowała, że nie ma przy sobie drukarki, lubiła móc dotykać jego zdjęć… Lubiła móc dotykać jego... zatęskniła za zapachem jego skóry, klującym dotykiem zarostu a swoim nagim ciele, jego dłońmi, ustami… W dole brzucha narastało napięcie. Dlaczego wymazał ją ze swojego życia? To było takie niesprawiedliwe! Jakby ktoś rzucił klątwę a ich miłość… Przecież to jej zawdzięczał to, że żyje. Napięcie stawało się nieznośne, wręcz bolesne. Zatęskniła za Brunem.

Odłożyła telefon i powiodła wzrokiem po klientach kawiarni. Jakieś nastolaty, jedna staruszka, która chyba trafiła tu przez przypadek, dwie parki… Przygryzła wargę.
– Przepraszam zatrzymała kelnera. – Gdzie zajdę toalety?

Weszła do łazienki , zamknęła drzwi a zasuwkę. Rozejrzała się, wyjęła komórkę, otworzyła zdjęcia Jean–Luca i podparła telefon świeczką tak, żeby móc go dobrze widzieć. Sama przysiadła a zamkniętym sedesie, jej oczy były teraz dokładnie a wysokości oczu Jean– Luca. Wsunęła dłoń pod sukienkę. Po chwili jej oddech przyśpieszył.
nie potrzebowała wiele. Po kilku minutach umyła ręce i wróciła do stolika, zapłaciła za sok.

Idąc w stronę domu wybrała numer komisarza, ale włączyła się poczta głosowa.
– Tu Agnieszka Szacka – powiedziała. – Pomyślałam o kilku rzeczach, które mi nie pasują… możemy się spotkać, aby to omówić? Jeśli Pan jest zajęty, to może pana współpracownik? Czekam na telefon.

Weszła do domu, przywitała się z matka, która właśnie pucowała jej dawny pokój.
- Zostajesz córuś, prawda? Zmieniłam ci pościel, zobacz, to twoja ulubiona… - Agnieszka przytuliła matkę, patrząc na kolorowe jednorożce. Matko, jaką była kiedyś egzaltowaną gówniarą. Jednocześnie rozczuliło ją, że matka trzymała jej ukochany kiedyś komplet przez ponad 10 lat. Pogłaskała sztywną pościel pachnąca krochmalem i konwaliowym płynem do zmiękczania tkanin. - Oczywiście mamuś – powiedziała - Dziękuję. Rozejrzę się po gabinecie taty, a potem do niego pojedziemy, dobrze?

Weszła do gabinetu ojca. Kierowana odruchem zrobiła zdjęcia biurka, przesuniętego fotela i ruszonych książek. Schowała jeden z petów z popielniczki do plastikowej torebki. Resztę pokaże policji. Sama najpierw obejrzała wysunięte książki, a potem zaczęła metodycznie sprawdzać szuflady biurka.
 
__________________
A poza tym sądzę, że Reputację należy przywrócić.
kanna jest offline  
Stary 29-08-2020, 23:43   #7
 
Pinhead's Avatar
 

Nogi wciąż jej dygotały, gdy wsiadała do samochodu. Pod powiekami majaczył Jean-Luca, przeszywający i jednocześnie adorujący ją spojrzeniem. Wspomnienie jego zawadiacko chłopięcych oczu, przywoływało myśli i zdarzenia przed którymi tak bardzo chciała uciec. Masturbacja w publicznym miejscu przyniosła jej chwilowe zapomnienie i ulgę od gromadzącego się w mięśniach napięcia. Ulotna chwila dająca okruszki szczęścia i spełnienia. Wiedziała, że czekają ją teraz ciężkie dni i będzie potrzebowała momentów wytchnienia i relaksu. Odrobiny szaleństwa, które kiedyś zapewniał jej Jean-Luc. Nie chodziło tylko o doznania czyste fizyczne, które w ich związku odgrywały, co prawda znaczącą rolę, ale o coś więcej. Bliskość, poczucie bezpieczeństwa, czy nawet drobne codzienne wspólne rytuały. Wygłupy podczas mycia zębów, czy przekomarzanie się kto pierwszy skorzysta z toalety. Brakowało jej tego.
Poczucie straty dołował ją i stanowił powód wciąż rosnącej frustracji tym bardziej, że nie znała powodu dla którego odsunął ją od siebie.

Telefon leżący na podszybiu zapikał rytmicznie. Ekran automatycznie rozświetlił się i Agnieszka ujrzała, że otrzymała nowe powiadomienie na Facebooku. Korzystając z okazji, że właśnie złapało ją czerwone światło, sięgnęła po telefon.

Jeden z fanpage'y informował o mającej się odbyć w najbliższym czasie wystawie fotografii, Olgierda Krausego.
Przez kilka chwil nie mogła pojąć, co ta informacja ma z nią wspólnego i dlaczego dostała takiego powiadomienie. Zrozumienie przyszło, gdy lampa ulicznego sygnalizatora rozbłysła na zielono.


Krause, no tak!
Kręcił się swego czasu taki szczyl w otoczeniu Jean-Luca. Ponoć miał niemiecko-polsko-żydowskie korzenie. Chwalił się tym, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie i kogokolwiek obchodziło. Byli tacy co mówili, że jest utalentowany i wróżyli mu świetlaną karierę. Agnieszka zapamiętała go jako natręta, który na siłę próbuje zwrócić na siebie uwagę. Taki miks lizusa i wampirka energetycznego. Coś okropnego!
Dopiero później, gdy z anonimowego konta przeglądała instagram swego oblubieńca, dostrzegła tego pryszczatego gnojka na kilku imprezach w towarzystwie Jean-Luca.
Jedno ze zdjęć uwieczniło nawet ich namiętny pocałunek na tle Fontana del Nettuno. Gdy pierwszy raz widziała to zdjęcie, nie zdziwiło jej to. Wszak w świecie mody męskie pocałunki nie stanowiły rzadkości.
Dopiero teraz jadąc przez wałbrzychskie ulice pomyślała o czymś okropnym.
Czy to możliwe, że to Olgierd zastąpił jej miejsce?
Jeszcze raz przeleciała wzrokiem po treści powiadomienia. Wernisaż miała odbyć się za dwa dni na zamku Książ.

Linie losu zaczęły niepokojąco się splatać, niczym jadowite węże w śmiertelnym uścisku.


Książki - ojcowska duma i chluba. Niezwykła kolekcja złożona z prawniczych kodeksów, książek historycznych, opisów najsłynniejszych bitew. Na półkach znaleźć można było Iliadę i Odyseję wydane po grecku, a tuż obok potężne tomisko poezji Wergiliusza, dalej jakaś publicystyka i reportaże z najdalszych zakątków świata. Na koniec kilka inkunabułów z pierwszej połowy XVI wieku, wszystkie zamknięte w specjalnej gablocie.
“Biblioteka jest obrazem wnętrza duszy człowieka” - mawiał po wielokroć Jerzy Szacki.

Teraz, gdy dłoń Agnieszki wodziła po tym cennym księgozbiorze, czuła niemal oddech ojca na swoich plecach. Fakt był apodyktyczny, nieznośny w swym dążeniu do doskonałości i narzucaniu swojej woli innym, ale bywał też miły i czarujący. I choć zdarzało mu się to niezwykle rzadko, to te chwile zapadały w pamięć na bardzo długo.

Biblioteki przeważnie pachną kurzem i starym papierem. W bibliotece Jerzego Szackiego unosił się zapach drogich perfum, dobrej whiskey i atramentu. Pan prokurator miał słabość nie tylko do drogich alkoholi, ale także misternie wykonanych wiecznych piór, których pokaźna kolekcja wyłożona została w szklanej gablotce. Uwielbiał kaligrafię i wszystko, co z nią związane.

Agnieszka poprawiła oprawiony w skórę tom Kodeksu Cywilnego II Rzeczypospolitej, gdy u jej stóp upadła niewielka złożona na pół karteczka. Schyliła się po nią i w tym momencie świat wokół zawirował.

- Panie ministrze... - łysy tłuścioch odziany w przykusą, kwiecistą marynarkę Dolce Gabana siedział w szerokim rozkroku na krawędzi biurka.
- Już mówiłem, że nie życzę żeby mnie tak tytułować. Nie jestem...
- Jeszcze pan nie jest - uciął tłuścioch - ale za dwa, może trzy miesiące… Kto wie? Przecież chciał pan zmienić kraj, czyż nie?
- Być może, ale teraz to nie ma znaczenia.
- Wręcz przeciwnie, właśnie teraz to ma znaczenie. Wystarczy tylko odrobina dobrej woli. Naprawdę niewiele, a niech pan tylko pomyśli ile może na tym zyskać pan, jak i cały kraj.
- Już powiedziałem pańskiemu koledze, że ta sprawa została zamknięta, a akta zaginęły.
- Panie prokuratorze, przecież akta nie płoną. Czy nie tak powiedział pewien rosyjski pisarz?
- Rękopisy. Jemu chodziło o rękopisy, drogi panie.
- Jebać to, pan wie o co mi chodzi.- grzeczny i przymilny ton w mgnieniu oka zmienił się w wściekłe ujadanie - Nam potrzebna jest tylko jedna drobna informacja.
- A tak właściwie, to do czego wam to wszystko?
- Panie prokuratorze, im mniej się wie, tym człowiek jest krócej przesłuchiwany. Taki stary wyga, jak pan powinien to doskonale wiedzieć.


Gdyby nie nie oparła się o stojący w pobliżu fotel, na pewno by upadła. Co to było? - pytała samą siebie rozmasowując pulsująca skroń. Flashback obcych wspomnień? Jakaś projekcja? Dziwne obrazy majaczyły jej cały czas pod powiekami. Obce głosy dudniły w czaszce, nie pozwalając się skupić. Dopiero, gdy spojrzała na ściskaną w dłoni kartkę szalejąca burza zmysłów ucichła.

Rozkładając małą karteczkę już wiedziała, że zapisane tam słowa nakreślił własnoręcznie jej ojciec. Nie miała pojęcia, co to znaczy, ale jednego była pewna. To wiadomość od niego dla niej i tylko dla niej. Czuła, że w jakiś tajemniczy sposób to wszystko zostało zaplanowane.




Zegar w rodzinnym domu Agnieszki Szackiej wybił godzinę pierwszą. Jej matka właśnie zbierała talerze po wspólnym obiedzie, gdy rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzysz kochanie? - spytała Wanda z kuchni - Ciekawe, kto to? Nikogo się nie spodziewam.
Agnieszka wstała i ruszyła do przedpokoju. W sercu poczuła dziwny niepokój i chłód rozlewający się po całym ciele, jak gdyby ktoś wypełnił jej serce ciekłym azotem. Gdy spojrzała przez wizjer, miała skostniałe z zimna i fioletowe na czubkach palce. Zdziwienie i strach odebrały jej mowę. Na korytarzu stał podkomisarz Kostrzewski. Twarz miał niczym wykutą w marmurze. Nie Wyrażała ona żadnych emocji, a jego przenikliwe spojrzenie muskało jej ciało mimo, że dzieliły ich grube dębowe drzwi.
Opanowała się z trudem i siląc się na naturalny uśmiech, otworzyła drzwi.
- Dzień dobry - rzekł na powitanie - Komisarz nie mógł przyjechać osobiście. Podobno ma pani jakieś informacje, które mogą pomóc w śledztwie. Czy mogę wejść?

Zapytał, czy może wejść. Jak jakiś wampir - absurdalna myśl zagościła w umyśle Agnieszki.Rozbawiła ją ona na tyle, że napięcie, stres i nadnaturalny chłód odeszły w niepamięć.
 
__________________
"Zastanawiałeś się, czemu piekło ma bram siedem i dni w tygodniu jest siedem..." Martwy Snajper
"We have such sights to show you" - Hellraiser
"Dreaming of you is my great escape" - poeta zbłąkany

Ostatnio edytowane przez Pinhead : 30-08-2020 o 00:36.
Pinhead jest offline  
Stary 01-09-2020, 16:06   #8
 
kanna's Avatar
 
Co to było?!
Co to, do kurwy nędzy, było??

- Bardzo proszę - Agnieszka usunęła się, żeby wpuścić mężczyznę. - Może przejdziemy… do gabinetu ojca - zaproponowała.
Salon dawał za mało prywatności, a jej pokój nie nadawał się do tego typu spotkań.
Gabinet ojca oferował prywatność i spokojną atmosferę do przeprowadzenia rozmowy. Jednak, gdzieś podskórnie Agnieszka czuła, że łamie odwieczne zasady panujące w tym domu. Mimo tylu lat, które upłynęły od kiedy opuściła rodzinne gniazdo, nadal nie mogła wyzbyć się starych nawyków.
Podkomisarz wszedł do gabinetu i z ciekawością spojrzał na zgromadzony przez Jerzego Szackiego księgozbiór.
- Piękna biblioteczka - rzucił niezobowiązująco podkomisarz - Stworzenie podobnej od zawsze było moim marzeniem. Tylko z pensji policjanta, nie bardzo można sobie pozwolić na zakup inkunabułów, ale mniejsza z tym. Czy mogę? - spytał wskazując fotel dla gości.
Jego głos był miękki, jak aksamit, kojący i wnikający głęboko w umysł słuchacza. W swym zachowaniu prezentował niezwykłą wręcz naturalność i swobodę. Wcześniejsze wrażenie obcości i niedostępności, jakie odniosła Agnieszka rozpłynęło się niczym poranna mgła.

Agnieszka zamknęła drzwi i wolno szła w kierunku biurka. Zamierzała już zająć miejsce w fotelu ojca, gdy rozległo się pukanie.
Drzwi do gabinetu uchyliły się i w szparze pomiędzy nimi ukazała się uśmiechnięta twarz Wandy.
- Przepraszam, że przeszkadzam ale czy napije się pan kawy lub herbaty. Normalnie zaproponowałabym, jak to ma w zwyczaju mój mąż brandy lub whiskey, ale pan chyba na służbie.
Mimo, że ojca nie było i leżał nieprzytomny na oddziale intensywnej terapii, wyuczone schematy zadziałały bezbłędnie. Gdy tylko w gabinecie pojawił się gość, Wanda Szacka zmieniła się w pokorną służącą, gotową spełnić wszelkie zachcianki gości.
- Jeżeli to nie kłopot, to poprosiłbym małą kawę - odparł podkomisarz i życzliwie uśmiechnął się do Wandy. Pod wpływem jego głosu, uśmiechu i przenikliwego spojrzenia, Wanda niemal uniosła się nad ziemię. Skinęła głową i wyszła z gabinetu.
- Ma pan dobry wpływ na moja mamę - stwierdziła Agnieszka. - Rutyna ją uspokaja.. Ojciec jest całym jej życiem. Zrezygnowała z pracy zaraz po ślubie, czy nawet chwile przed… wszystko, cokolwiek robiła było podporządkowane jego oczekiwaniom. Ten wypadek zupełnie ja rozbił. - przysiadła na brzegu fotela ojca.
- Doskonale to rozumiem. - odparł podkomisarz - Stare zwyczaje. Ludzie teraz żyją zupełnie inaczej. Sam w sumie nie wiem, który świat jest lepszy ich, czy nasz.

Pokiwała głową, choć w sumie nie wiedziała, do czego zmierza.
- Podobno.. podobno ten wypadek nie do końca był wypadkiem? Ktoś chciał specjalnie wjechał w ojca? Matka opowiadała, że ostatnio odwiedzali go różni ludzie. Niepokoiły ją te wizyty.
- Czy zna nazwiska tych osób?
- spytał Kostrzewski, zmieniając automatycznie ton na służbowy.
Pokręciła głową.
- Nie wymieniała żadnych nazwisk.. ale dopytam, może zna. Na pewno jednak rozpozna twarze. Mama na dobrą pamięć.
- Myśli pani, że możemy jej pokazać portrety mężczyzn, które pokazał pani komisarz. Mówi pani, że ona bardzo przeżywa to, co się stało. Nie będzie, to miało na nią jakiegoś negatywnego wpływu? W normalnych okolicznościach taka rozmowa powinna się odbyć w asyście psychologa. Chyba, że pani wyrazi zgodę na taką konfrontację, że tak powiem.
- Trudno mi to ocenić
- pokręciła głową. - Mamy raczej rzadki kontakt… Na pewno martwi się o ojca. Myślę, że będzie chciała pomóc. Zapytam - podniosła się z fotela i przeszła do kuchni.
- Mamo, ten pan z policji pyta o tych ludzi, co przychodzili do ojca. Pamiętasz może ich nazwiska?

Wanda weszła nieśmiało do gabinetu i przez chwile wodziła wzrokiem po meblach, jakby oglądała je pierwszy raz w życiu.
- Wiele osób się przewinęło przez ten gabinet - odparła po chwili. Był pan prezes Jończyk, ten wiceszef okręgu Platformy Górecki, jakiś senator, ale nie pamiętam jak ma na nazwisko, a imię.. imię chyba Tadeusz. Często pojawiał się też prezes kopalni Tomasik i ten z banku Więcek. Ojciec notował wszystkie ważna spotkania, ale nie wiem gdzie trzymał swój notes..
Podkomisarz zapisał sobie wszystkie nazwiska, a po chwili spojrzał na Agnieszkę.

Gdy tylko jego wzrok skrzyżował się ze wzrokiem byłej modelki, poczuła coś dziwnego.W jednej chwili wypełnij ją żar, który wnikał w najmniejszą cząstkę jej jestestwa. Przed oczami zaczęły jej majaczyć sceny, niczym migawki w jakimś szalonym wideoklipie. Widziała oczy podkomisarza, które zmieniły się w wpatrzone w nią oczy Jean-Luca, gabinet zmienił się w ich sypialnię w Paryżu, ich rozpalone ciała złączone w jedno, upojne westchnienia i jęki, które w następnym momencie przerodziły się, o zgrozo, w dzikie wrzaski bólu. Krew spływająca po ścianie, a w kącie pokoju, skulona i przerażona stała jej matka. To jej krzyk rozdzierał przestrzeń. Coś za dudniło i wszechmocny głos spłynął z niebios.
- Spokój! Wszystko będzie dobrze - krzyczał jej ojciec, potrząsając rozdygotaną matką.

- Tak - usłyszała spokojny głos matki, która pochylała się nad biurkiem. Na blacie leżały dwa zdjęcia. Portrety braci Petrov.
- Znam ich, to znaczy widziałam ich kilka razy. byli tutaj. Jerzy spotkał się z nim.

Agnieszka przytrzymała się futryny i zamrugała kilka razy oczami. Siła wizji? - nie wiedziała, jak ma nazwać to, czego właśnie doświadczyła była dojmująca. Przytłaczająca.
Rozejrzał się po gabinecie. matka nachylona nad biurkiem, podkomisarz na krześle.. wszystko wyglądało normalnie. Czy to możliwe, że stres tak na nią działa? Wariuje?
- Przepraszam - powiedziała. - Wyjdę na taras. Muszę.. - przez chwile szukała wymówi - zadzwonić.

Co to było?!
Co to, do kurwy nędzy, było??

Agnieszka otuliła się szczelniej swetrem. Wrześniowe popołudnie, choć słoneczne, było zimne. A może to ona była zmrożona w środku? Czuła się tak, jakby krew zwolniła w jej żyłach , zamieniając się w galaretowata, oślizgłą maź. Bała się. Była przerażona.

Jej ciało – niezawodna, wyćwiczona maszyna, sprawdzona tyle razy, traktowana z szacunkiem i miłością, zadbana do granic możliwości od wewnątrz i na zewnątrz właśnie ją zawodziło. Wariowała.

Kiedy podkomisarz wyszedł Agnieszka posłała matkę taksówką do szpitala, sama wymawiając się bólem głowy. Potem skorzystała ze swojego wypasionego abonamentu medycznego i na jutrzejszy poranek zapisała się na konsultację do najlepszego neurologa, jakiego udało się jej znaleźć w Wałbrzychu. Kiedy już wróci do Warszawy, pójdzie do kogoś sprawdzonego.
Szacka była kobietą czynu – działanie uspokajało ją, przywracało poczucie kontroli nad sytuacją. Gdyby znalazła guzek w piersi zapisałaby się natychmiast do najlepszego onkologa, jakiego mogłaby znaleźć. Teraz coś niedobrego działo się z jej mózgiem. Neurolog był rozsądnych wyborem, następny w kolejności był psychiatra, ale zasada mówiła, że najpierw wykluczamy czynniki fizjologiczne. Czyli najpierw sprawdzamy, czy nie ma ewentualnego guza mózgu, dopiero potem psychotropy. Oczywiście, nie będzie potrzebowała żadnych psychotropów. Terapia powinna wystarczyć.

Uspokojona podjętymi działaniami postanowiła jeszcze raz, na chłodno, przyjrzeć się sytuacji. Podsumować fakty. Same fakty, w oderwaniu od emocji i osądów. Wizje, dwie, nie nawet trzy uwzględniając tą na światłach. Ona, podkomisarz, Jean-Luc, potem rodzice. Od aktu seksualnego do bólu i agresji. Paskudne połączenie, mignęło jej w głowie , zanim przypomniała sobie, że ma unikać ocen. Grubas w gabinecie, to nie było jej wspomnienie, to z jJean-Luciem początkowo było jej., potem się zmieniło. Na wspomnienie matki? Czy podkomisarza? A może jednak jej, tylko na świadomym poziomie nie miała dostępu do tego zdarzenia? Może coś zobaczyła, jako nastolatka? A ten grubas? Nie znała go, to pewne. Wiec czyje to było wspomnienie? Nie do końca da się to określić. Może ojca, może grubasa, który z nim rozmawia, a może kogoś trzeciego kto się tej rozmowie przysłuchiwał. Nie potrafiła tego określić.

I w końcu ten flashback spod świateł.. to mogło być jej wspomnienie. Przeżyła wiele takich momentów. Tylko skąd podkomisarz? Może pociągał ją i jej podświadomość umieszczała go w jej wspomnieniach?
Na pewno coś w nim było.. coś drapieżnego, rodzaj magnetyzmu, który na raz ja pociągał i odpychał. Ambiwalencja. Tu czuła, kiedy go spotykała. Powinna go unikać i tyle.

Uspokojona kolejna podjętą decyzja sięgnęła po kartkę znalezioną w gabinecie ojca. Pogładziła papier, rozpoznając znajome pismo. To była jego wiadomość dla nie, była o tym przekonana. Liścik zawiera cztery informacje: adres w Wałbrzychu, czyli Przodowników Pracy 7/12, numer, który prawdopodobnie dotyczy skrytki bankowej oraz numer telefonu a także słowa “Sheelot Teshubot me Rabbi Menacem Azaryah”.

Na pierwszy rzut oka nic jej to nie mówiło. Nie sądziła, aby nazwa „przodowników pracy” przetrwała ustawę dekomunizacyjną. Jeśli taka ulica w Wałbrzychu była, musiała nazywać się już inaczej. Sprawdziła w Internecie, ale najbliższym miastem , gdzie znalazła daną ulice Przodowników pracy był Boguszów-Gorce. Dopyta matki, może ona skojarzy dawny adres….

Sheelot Teshubot me Rabbi Menacem Azaryah” – okazało się tytułem judaistycznego dzieła religijnego. Pogrzebała chwilę w Internecie, ale wyniki wyszukiwania wydały się jej tak absurdalne, że odpuściła. Menahem Azariah da Fano, włoski rabin , talmudysta i kabalista. Kabalista?? Czarowne wstążeczki i podobne bzdury? Napisał jakąś książkę z tłumaczeniem obrzędów i rytuałów. Z jakiego powodu ojciec zapisał jej tytuł? Nie wiedziała.

Skrytka bankowa? Znów musi dopytać matkę, jeśli ojciec przechowywał coś w skrytce (może to dzieło – ta myśl wydała jej się szalenie zabawna, zachichotała) to ona może wiedzieć, gdzie.

No i na koniec numer telefonu. To rozpoznała bez trudu. Prefiks wskazywał na numer w Wałbrzychu, telefon stacjonarny. Nie namyślając się wiele wybrała numer. jeden sygnał, drugi.. w końcu głos automatycznej sekretarki: tu numer.. zostaw swoja wiadomość. Zostawiła.
– Dzień dobry, tu Agnieszka Szacka. Znalazłam ten nr telefonu u mojego ojca, prokuratora Szackiego. Czy mogę prosić o chwilę rozmowy? Pozdrawiam i dziękuję. Podała swój numer komórki.

Na koniec – z niechęcią, bo gnojek ją wkurzał od zawsze – weszła na fb Olgierda Krausego. Dawno nie była tak blisko kogoś, kto był tak blisko Jean-Luca… Olgierd mógł być dobrym źródłem informacji. Osobowym źródłem informacji, jak zwykł był mawiać jej ojciec o różnych osobach, które mogły coś wiedzieć.

Ze swojego służbowego konta polubiła wystawę Olgierda w Zamku Książ. Autor powinien się zjawić na otwarciu, prawda? Napisała: Hej, pamiętasz mnie? Akurat jestem w Wałbrzychu, a tu taka niespodzianka! Zaprosisz mnie na swoją wystawę?
Miała nadzieje, ze ją pamięta. Ona tez miała w końcu polskie korzenie… Chyba nawet zmienili parę słów po polsku….

Dokończyła służbową korespondencję a potem zadzwoniła do matki, pytając , czy zamówić jej taksówkę, czy może woli, żeby Agnieszka po nią podjechała.
 
__________________
A poza tym sądzę, że Reputację należy przywrócić.
kanna jest offline  
Stary 05-09-2020, 20:45   #9
 
Pinhead's Avatar
 

Sprawy skomplikowały się z każdym dniem, a nawet z każdą kolejną upływającą godziną. Agnieszka ku własnemu zaskoczeniu nie potrafiła ogarnąć tego natłoku zdarzeń, karuzeli przypuszczeń i rodzących się podejrzeń, a przede wszystkim pojawiających się znienacka wizji i omamów.

To przecież musiały być halucynacje, prawda?

Wizyta u specjalisty w żadnym razie jej nie uspokoiła. Wyniki badań nie wykazały żadnych zmian w obrębie mózgu, ani innych fizycznych objawów mogących wyjaśnić to, czego doświadczyła.
Perspektywa jaka się przed nią zaczynała rysować, nie należała do przyjemnych. Choroba psychiczna mogła dopaść każdego, ale ją? I to jeszcze teraz, gdy jej życie było w miarę poukładane i spokojne.

Czyżby to wypadek ojca uruchomił tę lawinę fiksacji?

A może to jej niezaspokojona obsesja zaczynała znajdować ujścia innymi kanałami? Brak seksualnego spełnienia, które dawał jej tylko Jean-Luc zaczął odbijać się na jej psychice. Czy to było przyczyną?

Im dłużej o tym myślała, tym mniej potrafiła sama sobie to wszystko racjonalnie wyjaśnić i tym gorzej się z tym czuła.
Naturalną konsekwencją wydawała się wizyta u psychiatry, ale Wałbrzych mimo, że rozwijał się prężnie, to pod tym kątem daleki był od standardów europejskich.

W końcu udało jej się umówić na prywatną wizytę z ponoć najlepszym psychiatrą w mieście. Już sam jego wygląd sprawił, że Agnieszka pożałowała tej decyzji. Opasły niczym wieprz i czerwony na twarzy pięćdziesięcioparolatek, wyciągnął do niej opuchłą dłoń i przedstawił się:
- Doktor Leon Dzierżyński. Zapraszam.

Po wysłuchaniu relacji Agnieszki, lekarz pokiwał wolno głową i powiedział to, co można było z góry przewidzieć.
- Przypuszczam, że to zapewne objaw nadmiernego stresu. Skoro badania neurologiczne nic nie wykazały, a ostatnie wydarzenia nadszarpnęły pani nerwy, to taka diagnoza może wydawać się właściwa. Aby mieć jednak pewność musimy umówić się na kolejną wizytę. Być może konieczna będzie hospitalizacja. Na razie jednak nie zalecałbym tego. Przepiszę pani, jakieś łagodne leki uspokajające i coś na spokojny sen. Jeżeli tylko pani pasuje, to możemy umówić się za tydzień.

Za tydzień? Za tydzień, to mnie tu już pewnie nie będzie.


Kropiło, gdy wracała od psychiatry. W radiu leciał najnowszy popowy hit. Niby nic specjalnego, ale rytmiczny i melodyjny kawałek poprawił jej choć odrobinę nastrój. Gdy telefon leżący na półce zaczął dzwonić, akurat zatrzymała się na światłach. Zerknęła z ciekawości na ekran.
- Hej Bruno - zaszczebiotała radośnie.
- Cześć - głos byłego męża działał kojącą na jej rozedrganą i niespokojną duszę - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
- Ty? Nigdy - zapewniła go natychmiast.
- To dobrze. Mam dla ciebie informacje o tym całym Kostrzewskim.

Kurwa - zaklęła w myślach. To przecież jego chciała unikać i przed nim uciekała.
- I czego się dowiedziałeś? - zapytała z drżeniem w głosie.
Na szczęście Bruno niczego nie zauważył i udało się jej uniknąć kłopotliwych pytań.
- Niewiele, szczerze mówiąc. Jednak nawet te skąpe informacje dają do myślenia. Twój podkomisarz pochodzi z ciekawej rodziny. Jego ojciec był wysokim funkcjonariuszem w Urzędzie Bezpieczeństwa, a matka sędziom. Można więc powiedzieć, że chłopak skazany był na policyjną karierę. I tutaj pojawia się pierwsza ciekawostka. Pan Marcin Kostrzewski najpierw poszedł na studia archeologiczne, a dopiero po ich ukończeniu poszedł na kurs organizowany przez MSW. Po jego ukończeniu został przyjęty do służby w UOP-ie w Zarządzie Wywiadu. Po dwóch latach w związku z tym, że zlikwidowano UOP, przeniesiony do ABW, gdzie otrzymał stanowiska w Departamencie Szóstym. I tutaj kolejna ciekawostka, bo twój podkomisarz wyleciał ze służby z wielkim hukiem. Sprawa dotyczyła jakiś nadużyć przy śledztwie. Pisali o tym nawet w gazetach, ale sprawa została szybko wyciszona. Nie udało mi się znaleźć szczegółów i nie wiem, jakie zarzuty mu postawiono i jak przebiegała cała sprawa. Nie wiem, czym przez następne kilka lat zajmował się pan Kostrzewski. Wiem tylko, że w 2010 wziął ślub z Anną Teichberg, która uwaga, jest córką ostatniego cadyka z jakiegoś tam słynnego rodu. I kolejna ciekawostka. Trzy lata po ślubie żona pana podkomisarza zaginęła. Niestety szczegółów też nie znam, ale ponoć to było w czasie jakiejś podróży. Po tym wydarzeniu, nasz bohater znowu znika i wypływa trzy lata temu w Wałbrzychu Znajduje tutaj zatrudnienie w policji w wydziale kryminalnym. Muszę przyznać, że ciekawych masz znajomych.

Agnieszka chłonęła informacje, jak gąbka. Bruno, jak zwykle stanął na wysokości zadania.
- To nie jest żaden mój znajomy. On po prostu prowadzi śledztwo w sprawie wypadku ojca i chciałam go sprawdzić.
- W porządku rozumiem. Lepiej wiedzieć z kim się ma do czynienia. A jak tam w ogóle twój ojciec?

Dalsza część rozmowy zeszła na inne tematy, ale myśli Agnieszki nadal krążyły wokół osoby podkomisarza Kostrzewskiego. Im więcej o nim wiedziała, tym większą stawał się on dla niej zagadką i tym bardziej ją intrygował.


Pod wieczór, gdy matka krzątała się w kuchni i przygotowywała wspólną kolację, Agnieszka zerknęła na swojego facebooka. Krause odpisał na wiadomość, którą mu wysłała.

Cytat:
Hej! Nie kojarzę cię, ale ładna jesteś to możesz wpaść. Wpiszę cię na listę gości. Po wernisażu jest małe party, to będziesz mogła się odwdzięczyć. Do zobaczenia. Całusy.
- Wszystko w porządku, kochanie? - zapytała Wanda, która właśnie weszła do salonu - Masz minę, jakbyś chciała kogoś zabić.
- Eee to nic takiego - odparła chowając telefon. - lepiej powiedz, co tam u taty.
- Lekarze mówią, że lepiej. Stan stabilny, ale nie chcą na razie nic mówić o tym kiedy może się obudzić. Tylko muszę ci powiedzieć, że dzisiaj jak u niego byłam i trzymałam go za rękę, to mi ją uścisnął, więc musiał mnie słyszeć. Mówiłam do niego cały czas i to pewnie dlatego. Wiesz oglądałam kiedyś taki film, tam też tak było, że wypadek i że mąż tej Laury wpadł w śpiączkę. Ona też do niego mówiła cały czas, choć lekarze mówili, że on nic nie słyszy. I to dzięki niej on się wybudził. Prawdziwy cud. Mówię ci to był piękny film, szkoda tylko, że nie pamiętam tytułu. Moglibyśmy go teraz razem obejrzeć, bo to piękna historia.
- Nic nie szkodzi, mamo. Ale mam inne pytanie. Nie wiesz czegoś przypadkiem o jakieś skrytce bankowej ojca.
- O skrytce? -zdziwiła się lekko Wanda - Chyba nie.. chociaż wiesz, coś mi się kojarzy. Kilka miesięcy temu coś wspomniał o takiej skrytce. Mówił, że trzeba tam będzie schować jakieś kosztowności, bo idą ciężkie czasy. Miał mi dać jakieś papiery do podpisania, ale chyba zapomniał. A czemu pytasz?
- A nic, tak tylko przyszło mi do głowy. A wspominał może w którym banku, ta skrytka?
- Raczej nie, a może po prostu nie pamiętam. Wiesz, że nie mam głowy do takich spraw Jak to cię tak interesuje, to możesz zapytać pana Więcka. On pracuje w banku, to na pewno ci pomoże.

Dalsza część kolacji minęła na luźnej rozmowie o pogodzie i kilku pytaniach matki o życie osobiste Agnieszki. Rozmowa przyniosła spokój i ukojenie obu kobietą.


Za oknem zrobiło się ciemno, a w domu Szackich panowała niebywała wręcz cisza. Tykanie zegara odmierzało upływający czas. Gdyby w mieszkaniu był Jerzy to pewnie słychać by było jakąś jazzową muzykę, albo radio z informacjami, albo jakimś politycznym wywiadem. Matka Agnieszki nie potrzebowała takich rozrywek. Wolała ciszę. Czasami tylko coś czytała, albo robiła na drutach.

Agnieszka korzystając z wolnego czasu, postanowiła poszukać notesu ojca. Z lekką obawą znowu weszła do jego gabinetu. Unoszący się w powietrzu zapach tak bardzo kojarzył się z jego osobą, że gdy tylko była modelka zamykała oczy, mogłaby przysiąc, że Jerzy siedzi w swoim fotelu i wpatruje się w nią.
Niestety to były tylko złudzenia, bardzo sugestywne, ale jednak złudzenia.

Przeszukiwanie kolejnych szuflad, półek i szafek nie przyniosło żadnego rezultatu. Naruszając prywatność ojca, Agnieszka czułą się nieswojo. W innej sytuacji, nigdy by sobie na to nie pozwoliła. Doskonale wiedział, co by sobie o tym pomyślał.

A może jednak nie miała racji. Wspomniała poskładaną kartkę i wiadomość, którą spisał ewidentnie dla niej. może przewidział to wszystko i chciał, aby mu pomogła.
Tylko, czy grzebanie w jego tajemnicach mogło mu w jakikolwiek sposób pomóc?

Zmęczona poszukiwaniami, a raczej ich bezowocnością, Agnieszka usiadła w fotelu ojca. Za oknem zaczynało padać i krople deszczu zaczęły rytmicznie bębnić o parapet.


Stukanie kropel zaczynało układać się w głowie Agnieszki w muzykę. Nastrojowy jazz wygrywany przez naturę na cześć gospodarza tego domu. Choć Jerzy był despotą i człowiekiem do szpiku kości apodyktycznym, to jedno mu trzeba było oddać. Stworzył w tym domu naprawdę oazę spokoju i porządku. Co prawda wszystko okupione zostało nieraz łzami i krzykiem osób, które musiały mu się podporządkować, ale efekt końcowy jego starań mógł naprawdę budzić podziw.

Zamyślona Agnieszka wodziła wolno wzrokiem po gabinecie. Dębowe meble, wymuskane i specjalnie wyselekcjonowane, po części robione na zamówienie u miejscowych rzemieślników. Setki książek, które przedstawiały nie tylko wartość intelektualną, ale także w wielu przypadkach były bardzo dobrą inwestycją na przyszłość. Obrazy, które miały pokazać przywiązanie ojca do polskiej historii i snobizm, w dobrym tego słowa znaczeniu.

“Szarża ułanów” - oryginalny Kossak wiszący tuż obok okna, wart pewnie więcej niż całe to mieszkanie. Dwie bardzo udane kopie Siemiradzkiego, które swymi jasnymi barwami rozświetlały gabinet i nadawały mu przyjemnego i kojącego ciepła.
I oczywiście duma i chluba ojcowskiej kolekcji - “Pytia” - Malczewskiego. Także kopia, ale Jerzy ubóstwiał ten obraz. Wedle rodzinnej legendy, powtarzanej po wielokroć, mistrz polskiego symbolizmu, sportretował Wandę Szacką, choć oczywiście sam o tym nie wiedział.

Agnieszka zatrzymała wzrok na portrecie młodej kobiety, z dłońmi splecionymi pod brodą i z zamyślonym spojrzeniem. Jakoś nigdy nie widziała podobieństwa między swoją matką, a tym portretem. A teraz… teraz też nie, ale chwileczkę.

Agnieszka wstała i stanęła przed obrazem. To niemożliwe, ale był on lekko przechylony w prawą stronę. Ruszyła, aby go wyprostować. W końcu w tym gabinecie wszystko musi być idealne.
Gdy tylko ruszyła ramą na podłogę coś spadło.

Agnieszka schyliła się i podniosła z podłogi mały klucz. Obróciła go kilka razy w dłoni. Nigdy nie widziała takiego klucza i nie miała pojęcia od czego on jest i dlaczego ojciec umieścił go w tak dziwacznym miejscu, jak szczyt ramy ulubionego obrazu.

Natychmiast wyszła z gabinetu, aby zapytać o to matkę. Wanda siedziała w fotelu. Światła w salonie zostały przycienione do maksimum. Matka Agnieszki ściskała w dłoniach drewniany różaniec. Głowę miała przekrzywioną lekko na bok, a oczy zamknięte. Zasnęła przy modlitwie i nie było sensu jej teraz budzić. Agnieszka przykryła ją tylko ciepłym kocem i sama też poszła położyć się spać.


A karuzela wydarzeń i tajemnic, kręciła się dalej w najlepsze.


 
__________________
"Zastanawiałeś się, czemu piekło ma bram siedem i dni w tygodniu jest siedem..." Martwy Snajper
"We have such sights to show you" - Hellraiser
"Dreaming of you is my great escape" - poeta zbłąkany

Ostatnio edytowane przez Pinhead : 06-09-2020 o 19:39.
Pinhead jest offline  
Stary 12-09-2020, 20:49   #10
 
kanna's Avatar
 
Noc minęła Agnieszce zadziwiająco spokojnie, jak na okoliczności. Może pomogły leki od psychiatry? Oczywiście nie wzięła ich, ale wykupiła i schowała do torebki. Sama świadomość, że je ma, czekają na nią i może je zażyć w każdej chwili, działała jak balsam. Lubiła wiedzieć, że ma wyjście. Że dostępne są różne opcje. To ją uspokajało.

Stan ojca był stabilny, na ten moment musiało jej to wystarczyć. Powinna skupić się na jego wypadku, ale nie mogła się skoncentrować. Chyba nawet kochała ojca, z jego całą stanowczością graniczącą z fanatyzmem, na pewno kochała matkę i dla niej chciała się dowiedzieć, o wszystkich okolicznościach. Ale nie mogła się skoncentrować. Jean-Luc zajmował pierwsze miejsce w jej sercu, Dawno nie była tak blisko niego, jak teraz, kiedy gówniarz zaprosił ja na swój wernisaż. Oczywiście zrobił to we własny, lepko – obleśny sposób, ale to Agnieszki nie poruszało. Przywykła do takich słów, spojrzeń, propozycji.

Odgradzała się od nich niewidoczną, przeźroczystą osłonką, która otulała jej ciało jak druga skóra. Przez tą osłonkę nie przenikały ani spojrzenia, ani uwagi, ani propozycje, czy gesty, których nie chciała, które jej nie pasowały. Kiedyś na terapii ćwiczyła świadome zakradnie tej osłonki, teraz potrafiła to zrobić mimochodem, niemal automatycznie – dlatego skrzywiła się, kiedy przeczytała maila od Krausego, ale w środku on jej nie poruszył. Nie przedostał się przez jej barierę. Oczywiście, bariera się brudziła – spojrzenia przyklejały się do niej, jak martwe owady do szyby pędzącego samochodu. Ale wycieraczki, czy w przypadku większe zabrudzenia – myjnia, załatwiały sprawę. Ona na terapii uczyła się świadomie oczyszczać swoją barierę, dzięki aktywnemu oddychaniu, medytacji, czy wizualizacji. Pomagał też prysznic, a najbardziej długa kąpiel w wannie, czy innym dowolnym zbiorniku. Świetnie pływała i kochała każdy akwen - od stawu, do otwartego oceanu.

„Wow, super odpisała na FB, wchodząc w role słodkiej idiotki, w której Krause najwidoczniej ją obsadził. Ciekawość , pomieszana z ekscytacją i tęsknotą przepełniała jej ciało. Dawno nie czuła, że Jean- Luc jest tak blisko niej.


Więc szczególnie starannie przygotowywała się na wernisaż. Kosmetyczka, fryzjer… oczywiście, nie zabrała żadnych eleganckich rzeczy, więc spędziła trochę czasu w Victorii, przechadzając się po sklepach. Zapomniała już, jakie to uczucie. Od dawna zakupy robiła w necie, ewentualnie w studiach znanych projektantów. Teraz… to było całkiem nowe doświadczenie. Wszystkie rzeczy były podobne, wykonane w większości z różnych mieszanek poliestru. Poza tym – były paskudne, powtarzalne i nijakie. W końcu znalazła jakiś mniejszy sklepki, reklamujący się krótkimi seriami, niepowtarzalnymi wzorami i wspieraniem miejscowych projektantów. Wybrała tam czarne, jedwabne spodnium na cieniutkich ramiączkach z dekoltem . Do tego w dobrała cienką, połyskująca marynarkę bez podszewki. W pobliskim sklepie dokupiła srebrzyste szpilki i skórzana kopertówkę w podobnym kolorze. Całkiem nieźle, stwierdziła, przeglądając się w lustrze. Zamotała na szyi szal, dodając kreacji elegancji. Kiedy zdejmie marynarkę, strój wyeksponuje biust i ramiona, czyniąc całość bardziej seksowną. Seksowną, ale nie wyzywającą. Pierwsza stylizacja będzie na samą wystawę, druga – na afer party.
Planowała wejść trochę po oficjalnym rozpoczęciu, (już zamówiła taksówkę na wieczór, lubiła wcześniej załatwiać takie rzeczy) aby nie zwracać na siebie specjalnej uwagi. Trochę pokadzi Oskarowi na temat jego zdjęć, a potem dopyta o Jean-Luca. Jak się dobrze uwinie, to całe after party ją ominie.

Plan wydawał się niezły.

Weszła do restauracji na późny lunch. Kuchnia matki była świetna, ale tradycyjna. Abstrahując od kaloryczności, Agnieszka po prostu tęskniła do innego jedzenia – sałatek, krewetek, awokado i owocowych smoothie.

Grzebiąc w swojej sałatce – zadziwiająco dobrej i świeżej jak na standardy galerii handlowych – Agnieszka wróciła myślami do wczorajszego dnia.
Informacje o Kostrzewskim, które przekazał jej Bruno, brzmiały jak opis bohatera z jakiegoś filmu. Scenarzysta bardzo musiał się nasilić, żeby wymyślić tyle dziwacznych informacji. UOP, ABW, córka cadyka (? aż musiała sprawdzić w Internecie, choć nie lubiła używać do tego komórki - znowu cuda, panie, pasowało to wszystko do dziwacznej książki z zapisków ojca, ale to oczywiście musiała być przypadkowa zbieżność). Która oczywiście znika – w domyśle: Kostrzewski ją zabija, Ten wątek ja zainteresował, miała nawet ochotę dalej pogrzebać, ale przypomniała sobie, ze ma się trzymać od podkomisarza z daleka. No tak. Nie może się nakręcać, bo znów będzie musiała odwiedzać tego pokątnego psychiatrę. Na pewno nie.

I w końcu kluczyk… nie pasował do niczego w domu, sprawdziła. Sporo ząbków i wycięć, jakby otwierał coś bardziej skomplikowanego niż zwykła kłódka. Może rzeczywiście istniała ta skrytka? Pamiętała słowa matki „Ten z banku, Więcek”. Jak wróci do domu to poszuka gościa, zawsze wolała korzystać jak człowiek z laptopa, zamiast dłubać w komórce. Powinna zdążyć bez problemu przed wystawą.
 
__________________
A poza tym sądzę, że Reputację należy przywrócić.
kanna jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168