Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-11-2020, 22:44   #1
Banned
 
[Horror: 18+] Rowy Krwią Płynące


Bus był lekko spóźniony, lecz większość uczniów Liceum św. Jana Chrzciciela nawet tego nie zauważyła. Natomiast Agata Woś wyciągnęła rękę i spojrzała na zegarek. Było to piękne arcydzieło sztuki jubilerskiej ze złota, w które wprawiono prawdziwe diamenty. Niektórzy zamożni ludzie nie lubili epatować swoim bogactwem, jednak bez wątpienia Agata do tych osób nie należała.
- Jak ja nienawidzę, kiedy ludzie się spóźniają. Czy kierowca w ogóle wie, kim ja jestem? - powiedziała zirytowana. - To kilka minut więcej, które mogłam poświęcić na sen. Jak mam utrzymać moje piękno, jeżeli nie wysypiam się odpowiednio? - zapytała swojej przyjaciółki, która stała obok.
- Nie wiem. Tak właściwie ja lubię wcześnie wsta… - zaczęła odpowiadać Piękna Marta.
- Zamilcz, głupia. Czy pytanie retoryczne musi cię przywalić w twarz, żebyś je rozpoznała? - fuknęła Woś.
- Ja… przepraszam - Wiśniak zawiesiła głos. - Nie chciałam cię…
- Nie marnuj swojej energii na słowa, jeśli nie masz nic do przekazania. Lepiej spożytkuj ją na coś właściwszego. Proszę przydaj się i wyjmij moje złote lusterko. Powinno być w trzeciej walizce. Chcę przekonać się, jak wiele nowych zmarszczek pojawiło się na mojej twarzy od rana. Z powodu niewyspania oraz towarzystwa tych wszystkich idiotów - rozejrzała się po szesnastu innych uczniach zgromadzonych na parkingu. - Dlaczego wszyscy fajni ludzie zostają w Warszawie? - westchnęła.

Piękna Marta nie odpowiedziała. Uznała, że tak będzie bezpieczniej. Podeszła do jednej z wielu walizek Agaty. Otworzyła ją w poszukiwaniu lusterka, ale wtedy przyjaciółka podeszła do niej i uderzyła ją w twarz.
- To był tylko test, skończona idiotko. Na mojej twarzy nie mogą pojawić się zmarszczki, to fizycznie niemożliwe. Za kogo ty mnie masz?!
Agata założyła okulary przeciwsłoneczne od Prady i spojrzała w bok.
- O nie, to ta szmata Amanda. Jeszcze jej brakowało - szepnęła do siebie. Następnie uśmiechnęła się szeroko i sztucznie, po czym ruszyła w stronę drugiej przyjaciółki. - Amanda, misiaczku, kucyku mój najdroższy. Jak bardzo cieszę się, że cię widzę! - obcałowała powietrze wokół twarzy Sabotowskiej. - Właśnie mówiłam Marcie, że wpadła na naprawdę świetny pomysł z pójściem po kawę dla nas wszystkich.
Zrobiła efektowną pauzę, spoglądając na Piękną Martę. Ta wolno zamrugała, po czym westchnęła i pokiwała głową. Ruszyła w stronę Costa Coffee po drugiej stronie ulicy, ale w ostatniej chwili skręciła w kierunku kawiarni mającej miejsce dwie przecznice dalej. Planowała kupić kawę w innym punkcie, który byłby niedostępny wzrokowi Agaty. W torebce miała trzy używane kubki z amerykańskiego Starbucksa, które kupiła na eBayu. Musiała przelać do nich brązowy napar i z nim pojawić się przed Woś. Tak powinno być najbezpieczniej. Może nie zacznie jej znowu bić. Wiśniak mocniej chwyciła różaniec w kieszeni, prosząc Boga, aby dał jej siłę podczas nadchodzących dni. Dobrze wiedziała, że mieszkanie w jednym domku z przyjaciółką będzie niepowtarzalnym doświadczeniem.
- Mam nadzieję, że spóźni się i wyjedziemy bez niej - mruknęła Agata. - Praktycznie powiedziała mi, że jestem cała pomarszczona.

Feliks Trzebiński siedział na murku niedaleko trzech największych szkolnych gwiazd. Pokręcił głową.
- Nie jest mi wcale szkoda Marty. Znosić to wszystko jest jej własnym wyborem - mruknął i wyciągnął paczkę papierosów. Zapalił jednego z nich. - Dorzucę Agacie tabletkę benzo do soku, tylko tak będziemy mogli wytrzymać z nią w Rowach - dodał, po czym zerknął na swoją koleżankę. - Ali, czy słuchasz mnie w ogóle?

Aaliyah al-Hosam również siedziała po turecku na murku i z uporem wpatrywała się w ekran laptopa. Miała nadzieję, że upora się z pracą do końca dnia, ale dopiero dzisiaj otrzymała od pracowników ostatnie raporty i kosztorysy. To był ambitny i skomplikowany projekt. Planowała wybudować dodatkowy gazociąg Yamal-II, który biegłby przez wschodnią Polskę. Można byłoby w ten sposób połączyć czeski Transgas z białoruskim Yamal-Europe z pominięciem obecnej drogi przez Ukrainę. Musiała koniecznie dzisiaj wysłać propozycję do rządu, a jeszcze na boku toczyła swoje prywatne porachunki z Gazpromem. Doszła również do wniosku, że koniecznie będzie trzeba zatrudnić nowych pracowników, aby do przyszłego tygodnia…
- Ziemia do Ali G. Słuchasz mnie w ogóle? - mruknął Feliks. - Co ty w ogóle robisz na tym komputerze?
- Ja… - Ali zastanowiła się. - Piszę fanficki.
- Fanficki?
- O mnie i o… - rozejrzała się dookoła. Zerknęła na pierwszego mężczyznę w zasięgu wzroku. - ...panie Sylwestrze.
Patrzyła na starego nauczyciela fizyki drzemiącego na ławeczce i błyskawicznie pożałowała swoich słów. Nawet nie miała odwagi spojrzeć z powrotem na Feliksa. Ten natomiast zagryzł wargę i wolno pokiwał głową.
- No cóż, skoro Julia woli starszych meżczyzn, to ty najpewniej również masz do tego prawo - wzruszył ramionami po chwili.
Aaliyah przybrała pokerową twarz.
- Cieszę się… że tak uważasz. Bałam się, że nie zrozumiesz - dodała, po czym zawiesiła się. Zaczęła myśleć o sensie swojego życia.

Pani Bernadeta pojawiła się na parkingu. Miała ponad dwa metry wzrostu i ciężko jej było nie zauważyć. Była ubrana w swój strój trenera. Widząc papierosa w dłoni Feliksa ruszyła prędko w jego stronę. Chłopak zbladł i zgasił go, ale było już za późno.
- Pięćdziesiąt pompek! - Dąb-Słonicka wydarła się na niego.
Feliks nie miał wyboru. Wiedział jak skończyłoby się pyskowanie. Rozpoczął swój niespodziewany trening pomimo ogromnego upału. Aaliyah natomiast wciąż wpatrywała się martwym wzrokiem w przestrzeń.
- Rozmawiałam przez telefon z kierowcą i będzie lada moment! - pani Bernadeta poinformowała innych gromkim okrzykiem, po czym zamilkła. Nie była kobietą, która lubiła zbędne słowa.

Tymczasem pan Piotr i pani Ania rozmawiali z sobą na boku. Po chwili dołączyli do reszty uczniów.
- Proszę o chwilę uwagi - rzekła Królik.
Zdawała się zmieszana, ale szczęśliwa. Na jej ślicznej twarzy pojawiły się głębokie rumieńce, które nie były związane z panującym gorącem.
- Nie sądzę, że życie prywatne nauczycieli powinno być dla was obiektem zainteresowania… ale ja i Piotrek… To znaczy pan Turlecki… Otóż… - pani Ania zaczęła się jąkać. - Nie ma też sensu niczego przed wami ukrywać. Zresztą wkrótce i tak pojawiłyby się plotki. Dlatego chcielibyśmy, abyście dowiedzieli się tego od nas. Otóż…
- Ja i pani Ania zaręczyliśmy się - dokończył wychowawca. - Wczoraj poprosiłem ją, żeby została moją żoną. A ona się zgodziła.
Królik zaśmiała się leciutko i pokazała wszystkim pierścionek na dłoni. Rozległy się oklaski wśród uczniów. Choć nie wszyscy dołączyli do wiwatów. Feliks robił pompki, więc nie mógł. Pani Bernadeta pokręciła głową, myśląc co nieco o łączeniu życia zawodowego z prywatnym. Mateusz oblizał wargi na widok pani Ani. Teraz nie miał już wątpliwości, że będą musieli ją wyruchać na spółkę z Alanem, kiedy znajdą się w Rowach. Te zaręczyny były dla niego najlepszym możliwym afrodyzjakiem.
Również Agata nie klaskała. Uśmiechnęła się złośliwie, nachylając w stronę Amandy.
- A więc te wszystkie plotki na temat Szmaty były prawdziwe - powiedziała. - Kto by pomyślał, że wyjdzie za mąż wcześniej ode mnie - jej dłoń gniewnie zacisnęła się w pięść.

Pan Piotr uśmiechnął się raz jeszcze do uczniów.
- W Rowach będziemy świętować nie tylko okrągłą rocznicę pięćdziesięciu lat w zawodzie pana Sylwestra - rzekł, patrząc na śpiącego nauczyciela. - Ale również nasze zaręczyny. Czuję, że to będzie wspaniała wycieczka pełna najlepszych momentów w naszych życiach. Musicie tylko odpowiednio zachowywać się.
Mateusz i Agata pokiwali jednocześnie głowami. Uśmiechnęli się szeroko do siebie.

[media]http://www.youtube.com/watch?v=V0PisGe66mY&ab_channel=AltraModaMusic[/media]

Tymczasem autobus zajechał na miejsce. Miał bardzo donośne głośniki. Asereje zespołu Las Ketchup docierało pewnie do nawet najodleglejszych zakątków Warszawy. Przystanął i drzwi otworzyły się. Stał w nich przystojny nauczyciel historii.
- Sebastian? A co ty tu robisz? - zdziwiła się pani Ania. - Dyrekcja zadecydowała o dołączeniu piątego nauczyciela? - zmarszczyła brwi.
- Jestem tu w sprawach prywatnych - mężczyzna odpowiedział seksownym barytonem.
Turlecki i Królik spojrzeli po sobie w zdumieniu. Obydwoje mieli dwa wielkie pytajniki pulsujące w oczach. Sebastian tymczasem stanął bokiem i uśmiechnął się tajemniczo.
- Można powiedzieć, że mam rodzinę w Rowach… - mruknął i zniknął w głębi busa. - Wsiadacie, czy też nie…? - rzucił jeszcze za siebie.

A więc zaczęli wsiadać. Agata odepchnęła panią Anię na bok i weszła do autobusu jako pierwsza. Kierowca pomagał załadować walizki do luku bagażowego. Wnet wszyscy zajęli miejsca w środku i pojazd ruszył z licealnego parkingu. Ujechał może sto metrów, kiedy Ali krzyknęła głośno:
- Chwila, jeszcze Marta!
Wiśniak biegła przez skrzyżowanie z pojemnikiem, w który włożono trzy kawy ze Starbucksa. O mało co nie potrącił jej samochód. Niestety przewróciła się na chodniku i wszystkie napoje spłynęły prosto do okolicznej studzienki kanalizacyjnej.
- Pokraka - powiedziała Agata.
- O mój boże, policzyłam nas wszystkich i wyszło mi dwadzieścia dwa, ale zapomniałam, że z Sebastianem powinno być dwadzieścia trzy - pani Ania prawie rozpłakała się. - To moja wina - pokręciła głową.
Pan Turlecki wprowadził zdyszaną Martę do autobusu.
- Przepraszam… nie powinnam była… - sapała Wiśniak.
- ...urodzić się - dokończyła szeptem Agata. - Ptysiu, chodź do nas! Przestraszyłam się, że nie zdążysz! Zajęłam ci miejsce, kochanie!
Marta z wdzięcznością uśmiechnęła się do koleżanki i ruszyła na tył busa.

Pan Turlecki wzruszył ramionami.
- No cóż, mieliśmy emocjonalny start, ale teraz będzie już dużo spokojniej - zaśmiał się. Pani Ania pokiwała głową.
- Wszyscy na miejsca! Nie zapomnijcie o zapięciu pasów. Bezpieczeństwo najważniejsze!

Kierowca jeszcze podgłośnił Asereje i wnet bus ruszył prosto na północ Polski.

Tak też miał miejsce początek końca.
 

Ostatnio edytowane przez Ombrose : 17-11-2020 o 21:29.
Ombrose jest offline  
Stary 16-11-2020, 01:53   #2
 
Arthur Fleck's Avatar
 
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=kv_A0CWW99g[/MEDIA]
Czarne lamborghini z przyciemnianymi szybami wjechało powoli na parking. W środku dudniły basy, mobilna dyskoteka zatrzymała się, drzwi od strony pasażera otworzyły się.
- Nie narób mi wstydu synu – powiedział Janusz Wiaderny wyłączając radio – I przestań słuchać tego gówna! Co to za muzyka? Chopin, Bach, Mozart, Budka Suflera. To jest muzyka a nie te twoje rapy.
Powiedział co wiedział i odjechał w stronę Marszałkowskiej.
Alan zarzucił bagaże na ramię, przekręcił czapeczkę z daszkiem do tyłu, założył ciemne okulary. Odpalił papierosa, ruszył przed siebie. Wciąż tlącym się niedopałkiem pstryknął w stronę Adasia a potem uprzedzając ruch wuefistki na sterydach padł na ziemię i wykonał szybko dziesięć pompek. Wstał, otrzepał ręce, przybił piątkę z Matim. Razem siedli na murku, wysłuchując zapowiedzi przedmałżeńskich.
- I po trójkącie – skomentował cicho Alan, z odpowiednio udawaną zawiedzioną miną. Facetka od hiszpańskiego to była dupa jak się patrzy, jeszcze nawet nie milf, ale Wiaderny miał już upatrzoną kandydatkę do upojnej nocy spędzonej na bałtyckiej plaży. Wszystko już sobie zaplanował. Musiał jednak pozbyć się najpierw Matiego, któremu raczej się nie spodoba, że zamierza rozdziewiczyć mu siostrę. O dziwo zaręczyny jeszcze bardziej podjarały jego kumpla. Czasem Alan łapał się na tym, że się go boi. W dodatku Wiśniak ostatnio zapuścił ten śmieszny pedalski wąsik, w którym wyglądał jak alfons albo gwiazdor gejowskich pornoli. Syn potentata kabanosów i wędlin walczył sam ze sobą by nie wybuchnąć szyderczym śmiechem gdy po raz pierwszy zobaczył kumpla w nowym wydaniu.
- A tego chuja to nie cierpię – skomentował Wiaderny, gdy z autobusu wylazł historyk– Mówię ci, że coś z nim jest nie tak. Kutas mnie chciał w pierwszej klasie uwalić. Jakby nie ta Marysia, czy jak jej tam, to bym przez niego nie zdał. Słyszałeś co powiedział? Chce się zabrać na krzywdy ryj za naszą kasę. Trzeba to będzie zgłosić, jak wrócimy.
Gdy znaleźli się przy autokarze, pozostawało wyjaśnić parę palących kwestii. Żując gumę i poprawiając okulary zwrócił się do rówieśników pilnując, by tego co powie nie usłyszał, żaden z nauczycieli.
- Dobra . Ostatnie rzędy są zajęte. Z tyłu siedzę ja, Mati, Feliks, Marta, Agatka, Amanda i Majka. Chłopaki z Sali69 o ile macie jakąś butelczynę możecie dołączyć. Jąka…Jacek też wygląda na solidnego zawodnika. Jak się nie boisz przypału zapraszam. Ty panie Amerykanin wypierdalasz na przód i siadasz razem ze swoim chłopakiem – powiedział wskazując na Berenikę – Nie prosiłem się o te wakacje, części z was nie lubię z wzajemnością, ale jakoś się będziemy musieli znosić. Może nawet poimprezujemy razem. Po za tobą Wakfield. Chuj z tym, że wyglądasz jak pudelek. Obraziłeś kraj moich przodków, tego ci nie daruję. Te twoje Dylany i Brandony to przy nas pizdy, słabeusze i abstynenci. Zobaczysz jak ziomki w Polsce grają w prawdę czy wyzwanie.
Spojrzał na dziewczynę, dzięki której udało mu się w tamtym roku cudem zdać do drugiej klasy.
- Marysia…Marta, tak? Usiądziesz sobie z przodu i będziesz przyczajać o czym gadają Turlecki i Królik. Jakby wyczuli alko, daj cynk. Odwdzięczę się.
Pociągnął nosem, skrzywił się, ale nic nie powiedział. Wysłuchał co mają do powiedzenia inni a potem wszedł do autokaru. Ledwo zasiadł na tyle, rozpakował flaszkę whisky, coca-cole i paczkę kabanosów „Wiaderny” na zagryzkę.
 

Ostatnio edytowane przez Arthur Fleck : 16-11-2020 o 01:56.
Arthur Fleck jest offline  
Stary 16-11-2020, 13:08   #3
 
Anonim's Avatar
 
Thumbs up Pasy Bezpieczeństwa

Wiesław miał ochotę podbiec do Agaty, przewrócić ją i skakać po jej głowie, aż rozprysłaby się jak arbuz. Wiedział jednak o 148 i nie miał ochoty spędzić kolejnych miesięcy (lat?) na t/a oczekując na, z pewnością skazujący, wyrok. Jedynie z odrazą spojrzał na Agatę, Martę i Mateusza w czasie jednostronnej sprzeczki między dziewczynami. Niespecjalnie chciał dzielić powietrze z tymi zakałami ludzkości. Agata i Mateusz byli przesiąknięci złem i nie było już dla nich nadziei, a Marta była prowadzona przez nich na smyczy niczym „przypadkowi” i „wypełniający tylko rozkazy” strażnicy w niemieckich obozach zagłady. Ktoś powinien usunąć Agatę i Mateusza ze społeczeństwa, a Marcie przetrącić kolana to może czegoś pozytywnego nauczyłaby się o świecie. I wzięłaby na serio modlitwę i wiarę do serca, a nie była w nieustannej orbicie demonów takich jak Agata.
No, ale dość o śmieciach. Ciekawsza była zawartość komputera Aaliyi, która była tak bardzo zamyślona, że nawet nie zwracała uwagi na teksty siedzącego obok niej Feliksa - a co dopiero na stojącego za ich plecami Wiesława. Wiesiek odczytał kilka wiadomości napisanych po angielsku, a przede wszystkim widział z jakiego konta korzysta dziewczyna. Te informacje mogły przydać się na przyszłość.
- Ziemia do Ali G. Słuchasz mnie w ogóle? - mruknął Feliks. - Co ty w ogóle robisz na tym komputerze?
- Ja… - Ali zastanowiła się. - Piszę fanficki.
- Fanficki?
- O mnie i o… - rozejrzała się dookoła. Zerknęła na pierwszego mężczyznę w zasięgu wzroku. - ...panie Sylwestrze.
Patrzyła na starego nauczyciela fizyki drzemiącego na ławeczce i błyskawicznie pożałowała swoich słów. Nawet nie miała odwagi spojrzeć z powrotem na Feliksa. Ten natomiast zagryzł wargę i wolno pokiwał głową.
- No cóż, skoro Julia woli starszych meżczyzn, to ty najpewniej również masz do tego prawo - wzruszył ramionami po chwili.
Aaliyah przybrała pokerową twarz.
- Cieszę się… że tak uważasz. Bałam się, że nie zrozumiesz. - dodała, po czym zawiesiła się. Zaczęła myśleć o sensie swojego życia, ale myśli te zostały przerwane przez głos wydawałoby się kogoś nieznajomego:
- A moglibyśmy to przeczytać? - Feliks i Aaliyah z paniką odwrócili się, żeby zobaczyć Wieśka stojącego nad nimi. Dziewczyna natychmiast zamknęła swój laptop, ale zdawała sobie sprawę, że było już za późno. Nie wiedziała jak długo Wiesiek tam stał, ale z tamtej pozycji mógł zobaczyć wszystko. A przecież bardzo dobrze znał angielski. Błyskawiczny ruch dziewczyny wywołał szeroki uśmiech na ustach Wieśka:
- No to chyba nie. Ale moglibyśmy o tym później porozmawiać. - stwierdził i usiadł obok Aaliyi na murku. Feliks chciał jakoś obronić swoją koleżankę, ale właściwie nie wiedział przed czym. I czy w ogóle był jakiś atak. Zachowanie Wieśka nie było jednoznaczne, ale dziewczyna wyraźnie przestraszyła się. Właściwie to Feliks również przestraszył się, ale właściwie czego? Pojawienia się Wieśka jakby znikąd? A jaka była pewność od kiedy on tam stał i kiedy przyszedł? Feliks nie pamiętał, żeby odwracał się, a i Aaliyah nie odwracała się.
Po chwili Wiesław wstał ściskając swoją czarną torbę podróżną.
- Nie bardzo lubię siedzieć bez oparcia. - powiedział do Feliksa i Aaliyi, choć ci jeszcze nie powiedzieli do niego jeszcze żadnego słowa. Wiesiek jakby nigdy nic postanowił zacząć od nowa:
- Witajcie.
- Witaj.
- wydusił z siebie Feliks, a Aaliyah wciąż miała zwieszony wzrok na swój laptop. Feliks nie podał ręki Wieśkowi, a i on nie podał jemu ręki. Właściwie Wiesiek nie witał się podaniem dłoni, choć czasami jak ktoś mu podawał to odwzajemniał - skończyło się to jednak jakoś tak w pierwszych tygodniach pierwszej klasy liceum. Po tym czasie mało kto rozmawiał z Wieśkiem, mało kto siedział z nim przy jednej ławce i w ogóle mało kogo obchodził jego los (czy to pozytywnie, czy negatywnie). Był ogólnie dobrym uczniem w szczególności z języka angielskiego, historii, geografii i matematyki. Język hiszpański zdawał jedynie z uwagi na swoje umiejętności z łaciny - nauczycielka narzekała, że Wiesiek nawet nie próbuje. Z resztą z języka angielskiego pomimo znajomości gramatyki, ortografii i słownictwa Wiesiek również nawet nie starał się imitować akcentu angielskiego. Chemia dobrze mu szła, fizyka gorzej, a najgorzej biologia - no z wyjątkiem genetyki.
Nikt z osób z liceum nie miał wcześniej do czynienia z Wieśkiem. Jego wygląd był kwintesencją przeciętności. Przeciętna fryzura, przeciętny wyraz twarzy, przeciętny sposób ubierania się, przeciętna sylwetka ciała - przeciętność tak wielka, że doprowadzała do złudzenia niewidzialności. Kolejny numer w dzienniku klasowym, kolejna osoba zajmująca miejsce w klasie, kolejna osoba na wycieczce klasowej. Jakby Wiesiek nagle zniknął to nikt nie tęskniłby za nim, a część odczułaby ulgę. Ulgę właściwie bez jakiegoś konkretnego powodu.
Nikt nigdy go nie spotkał poza szkołą, nikt nie wiedział nawet gdzie mieszkał (nie to że kogoś to obchodziło - zresztą łatwo to było sprawdzić śledząc Wieśka albo zaglądając do dziennika klasowego) i kim byli jego rodzice.
Z uwagi na ustne ćwiczenia z języka angielskiego można było jedynie wysnuć podejrzenia, że Wiesiek aspiruje do bycia prawnikiem. Jednocześnie Wiesiek wiedział dużo o wszystkich w szkole. Zupełna odwrotność tego co wiadomo było o nim. Nikt nie widział jak stał obok dwójki ludzi zwierzających się sobie nawzajem, nikt nie zwracał na niego uwagi, gdy działo się coś ważnego w szkole, a on był tego świadkiem. Zapytany odpowiedziałby, że swoje informacje czerpie od „ptaszków śpiewających na korytarzach”.
Ale wracając do teraźniejszości. Pani Bernadeta pojawiła się na parkingu. Miała ponad dwa metry wzrostu i ciężko jej było nie zauważyć. Była ubrana w swój strój trenera. Widząc papierosa w dłoni Feliksa ruszyła prędko w jego stronę. Chłopak zbladł i zgasił go, ale było już za późno.
- Pięćdziesiąt pompek! - Dąb-Słonicka wydarła się na niego.
Feliks nie miał wyboru. Wiedział jak skończyłoby się pyskowanie. Rozpoczął swój niespodziewany trening pomimo ogromnego upału. Aaliyah natomiast podniosła wzrok i teraz patrzyła martwo w przestrzeń. Wiesiek postanowił wykorzystać okazję i zagadać do dziewczyny:
- Krótkie są momenty. Powinnaś bardziej uważać, ale mi możesz zaufać. - dziewczyna spojrzała na niego mrużąc oczy. Światło słoneczne powodowało jakby postać Wieśka była otoczona aurą. Chłopak widząc to dał krok do przodu i swym cieniem osłonił oczy Aaliyi.
- Czego chcesz? - zapytała niemal szeptem, na co Wiesiek odpowiedział:
- Prawdy.

Wówczas nauczycielka Dąb jakaśtam krzyknęła:
- Rozmawiałam przez telefon z kierowcą i będzie lada moment!

A po chwili nauczyciele Turlecki i Królik ogłosili swoje zaręczyny jakby kogokolwiek wśród zebranych powinno to interesować. Z pewnością nie interesowało to Wieśka, który nie klaskał. Aaliyah wciąż zastanawiająca się nad konsekwencjami swojej nieuwagi również nie klaskała. Właściwie niewiele co do niej dotarło z przemowy nauczycieli.

Turlecki po zebraniu oklasków odezwał się jeszcze:
- W Rowach będziemy świętować nie tylko okrągłą rocznicę pięćdziesięciu lat w zawodzie pana Sylwestra - rzekł, patrząc na śpiącego nauczyciela. - Ale również nasze zaręczyny. Czuję, że to będzie wspaniała wycieczka pełna najlepszych momentów w naszych życiach. Musicie tylko odpowiednio zachowywać się.
Wiesiek wyłapał, że Mateusz i Agata pokiwali jednocześnie głowami. Uśmiechnęli się szeroko do siebie. Był to uśmiech przepełniony złem tego świata. Jakby to nie były takie cwele to Wiesiek mógłby nawet pomyśleć, że planują doprowadzić do czyjego zgonu albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Wchodził w grę również gwałt, prawdopodobnie na nauczycielce Królik. W klasie był taki natłok chorych umysłowo, że niewiadomo było kto i ile osób pomoże tym demonom w ludzkich skórach.

Później wszyscy zapakowali się do autobusu. Wiesiek za bardzo nie wybrzydzał i zależało mu jedynie, żeby usiąść przy oknie ewakuacyjnym i położyć nogi na siedzeniu obok. Miał ze sobą swoją torbę. To oznaczało, że nie chciał z nikim siedzieć, no i nie chciał siedzieć w pobliżu żadnej Marty, Mateusza, czy Agaty. Jeżeli musiałby siedzieć obok kogokolwiek to usiądzie jak najdalej od wyżej wymienionych, a najlepiej obok: Adriana, Aaliyi, Feliksa albo Jacka. Wiesiek nie usiądzie obok Adama.

Później padły słowa, które zaalarmowały Wieśka. Wypowiedział je nauczyciel Turlecki:
- Wszyscy na miejsca! Nie zapomnijcie o zapięciu pasów. Bezpieczeństwo najważniejsze!

Wiesiek jako obywatel znający swoje prawa doskonale pamiętał § 11 ust. 1 pkt 7 lit. b rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 31 grudnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia (Dz. U. z 2003 r., nr 32, poz. 262 ze zm.), który wymagał wyposażenia autobusów (bez miejsc stojących) w punkty kotwiczenia pasów bezpieczeństwa przy miejscach pasażerów dla autobusów zarejestrowanych po raz pierwszy po dniu 20 października 2007 r. Innymi słowy jakiś kutas był hej ho do przodu i wyposażył w punkty autobus, choć nie było takiej potrzeby. Prawdopodobnie nie były to punkty fabryczne, a przeróbka konstrukcyjna pojazdu, która mogła zwolnić z odszkodowania producenta jakby ktoś zginął w związku z pasami bezpieczeństwa (nawet jakby to była wina fabryki to będą tłumaczyć się, że to te zmiany konstrukcyjne i tyle z gwarancją). Obowiązek zapinania pasów ma charakter warunkowy, gdyż jego istnienie uzależnione jest od wyposażenia pojazdu w pasy bezpieczeństwa. Kolejny punkt tego paragrafu głosił między innymi, że jak siedzenia są wyposażone w punkty zakotwiczenia to muszą mieć pasy bezpieczeństwa jeżeli autobus był zarejestrowany po raz pierwszy po dniu 31 grudnia 1993 r. Ten autobus nie wyglądał jak złom. Z pewnością był rejestrowany w okresie wskazanym w przepisach. Niestety to wszystko sprawiało, że zgodnie z prawem każdy powinien zapiąć pasy i dalej: Wiesiek nie powinien siedzieć bokiem do kierunku jazdy z wyciągniętymi nogami na drugim siedzeniu. Ogólnie Wiesiek nie bardzo przejmował się przepisami prawa, ale prawdopodobnie cholerny kierowca autobusu przypulta się o wyciągnięte nogi, bo zobaczy je w lusterku. Najwyżej Wiesiek położy swoją torbę na miejscu obok siebie. No chyba, że będzie musiał siedzieć obok kogoś to wtedy to tylko rozważania akademickie. Zapnie te pieprzony pasy w cholernym autobusie.
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 17-11-2020 o 12:26. Powód: dodałem słowo "ewakuacyjnym"
Anonim jest offline  
Stary 16-11-2020, 20:10   #4
 
Rodriguez's Avatar
 
- Nie jest mi wcale szkoda Marty. Znosić to wszystko jest jej własnym wyborem - mruknął Feliks i wyciągnął paczkę papierosów. Zapalił jednego z nich. Poczęstował Piotrka, ten jednak odmówił machając przecząco głową. Byli na świeczniku, wytrzyma jeszcze trochę bez porannej porcji nikotyny.
Usłyszał szopkę jaką odstawiła wokół siebie Agata mimo panującego na przystanku rozgardiaszu. Spojrzał w stronę dziewczyn akurat w momencie, gdy Marta poszła ze spuszczoną głową po kawę, odprowadzana jadowitym spojrzeniem Wośniakówny.
- Dorzucę Agacie tabletkę benzo do soku, tylko tak będziemy mogli wytrzymać z nią w Rowach - dodał Feliks.
- Trzymam za słowo - parsknął Ozzy, śledząc oddalającą się blondynkę znad pary ciemnych lenonek. Nie mógł zrozumieć wzajemnych zależności w tej sadomasochistycznej symbiozie, w jakiej tkwiły obie dziewczyny. Pytał kiedyś Marty, dlaczego nie postawi się Agacie, ta jednak, z typową dla siebie skromnością odparła, że to nic takiego, szybko zbaczając z tematu. Te jasełka skończą się prędzej czy później, pomyślał. Jedna z nich przekroczy granicę, z której nie będzie już powrotu. Miał cichą nadzieję że Marta w końcu się ogarnie i pokaże byłej Łukasza gdzie raki zimują.

Rozważał przez moment czy nie pójść za dziewczyną, jednym uchem słuchając rozmowy Feliksą z Ali i tym gościem, którego imienia za nic nie mógł zapamiętać. Po chwili jednak przedstawiciele grona pedagogicznego w osobach pana Piotra i pani Anny ogłosili swoje zaręczyny. Niemrawy aplauz odwrócił jego uwagę od zaszczutej koleżanki. Sam zaczął demonstracyjnie głośno bić brawo, poprawiając przeciągłym gwizdem na palcach.
- Moja krew - rzucił pod adresem Piotra, ocierając z udawanym wzruszeniem niewidzialną łzę z policzka.
Czuł że to będzie fantastyczny wypad, mimo napiętej atmosfery panującej między niektórymi licealistami. W myślach byczył się już na plaży z butelką wina w jednej i bluntem w drugiej dłoni, podziwiając krzywizny młodych, jędrnych ciał koleżanek z klasy w miękkim świetle tonącego w Bałtyku Słońca.

Wpatrując się gdzieś w przestrzeń z głupawym, lubieżnym uśmiechem dopiero po chwili usłyszał parkujący na kopercie autobus. Niewiele myśląc przesadził jednym susem barierkę i wbił do środka jako jeden z pierwszych, torując sobie drogę kuksańcami. Klapnął za plecami Bery i pani Bernadetty, rozwalając się na dwóch siedzeniach równocześnie. Nie zamierzał spędzać najbliższych godzin w tej nagrzanej od słońca puszce z głową między kolanami, starając się jakoś pomieścić niemal dwa metry młodego rockmena w wąskiej przestrzeni między fotelami. Na miejsca za sobą cisnął bagaż, zajmując siedzenie Łukaszowi. Odetchnął z ulgą kiedy wreszcie wyciągnął kopyta i zanurzył się bez reszty w muzyce płynącej z słuchawek. Tak, to będą piękne wakacje.
 

Ostatnio edytowane przez Rodriguez : 16-11-2020 o 20:15.
Rodriguez jest offline  
Stary 16-11-2020, 22:36   #5
 
Sepia's Avatar
 
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=JBSiDrzgRwU[/MEDIA]

Niecałe cztery kilometry, dokładnie 3886 metrów, odległość na tyle znikoma, że nie opłacało się nawet myśleć o przejażdżce ZTM w jakiejkolwiek formie. Zresztą pogoda była tak piękna, że grzech stanowiło ściskanie się w dusznej, śmierdzącej żulem i starą babą puszce, pełnej spoconych ludzi, którzy na średniowieczną modłę hołdowali tradycji kąpieli jedynie na święta kościelne. Sama idea przekroczenia progu mobilnego piekarnika stawiała Nice włoski na ramionach, wywołując chęć powrotu do domu i zatrzaśnięcia w swoim pokoju… niestety ten dzień nie mógł być aż tak piękny. Maszerując szybko po równym chodniku dziewczyna wbijała weń wzrok, stawiając na automatycznego pilota, bezbłędnie prowadzącego ją na miejsce docelowe. Trasę dom-szkoła pokonywała już setki razy, nic nowego. Rutyna pozwalająca uwolnić umysł aby jeszcze przez moment mógł się zebrać w sobie przed przekroczeniem płotu liceum - bramy do piekła równie symbolicznego co wrota autobusu, lub te z poematu włoskiego poety Dantego Alighieri. Zawsze ją zastanawiało czemu nad drzwiami szkoły wisi ta tandetna tabliczka z nazwą i numerem licbazy, pasująca w równym stopniu co bezbrewa Agata do zakonu. Albo Marta Perenc na wybieg w Mediolanie.

Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate… o tak, to pasowało bardziej.

Pomijajac konieczność wyjazdu na niechcianą wycieczkę, ten dzień w ogóle zaczął się źle. Chociaż, prawdę mówiąc, zaczął się normalnie. Pobudka o 4:50, żeby jedną dziesięciominutową drzemkę później podnieść się w miarę do pozycji siedzącej. Jedna szansa, jeden ruch i dwie minuty walki z zawrotami głowy. Przez huk w skroniach przebijały się pierwsze takty piosenki ulubionej kapeli, ale jeśli by ktoś spytał chodziło o wokalistę i jego głos - coś co mimo najgorszych i najstraszniejszych życiowych nawałnic potrafiło trzymać Nikę na powierzchni.

You're such an inspiration for the ways
That I'll never ever choose to be
Oh so many ways for me to show you
How the savior has abandoned you


W porankach najgorsze zawsze było zrzucenie z siebie chemicznego całunu, splątującego myśli i zmysły przez co Dżuma czuła się jak ostro pijana i skacowana jednocześnie.

Fuck your God!

Trzęsącą się ręką otwierała szufladę, przy trzeciej próbie trafiając w uchwyt i zmuszając mięśnie do pierwszej motorycznej korelacji z przeładowaną siecią neuronów.

Your Lord and your Christ
He did this
Took all you had and
Left you this way


Po omacku macała za słoiczkiem z ciemnego szkła wielkości kciuka, odtrącając na bok torebki z zielonymi kłakami w maleńkich, strunowych woreczkach. Marihuana pozwala odpocząć od duchów. Podobnie działały psychotropy, ale kosztem poważniejszych efektów ubocznych takich jak poranne skołowanie, ale i ono było lepsze niż świat bez nich. Trzy małe, białe tabletki trafiały na dłoń i do ust, dziewczyna szybko zalewała je wodą z butelki zawsze stojącej na nocnej szafce… zostawało czekać. Kark odruchowo kiwał się w takt melodii, słowa płynęły od głośników do głowy i serca. W tęsknych chwilach porannych Nika dokonywała rachunku sumienia, wspominała swoje życie i widziała, jak puste, było, niepotrzebne, pozbawione celu. Bezsensowne migotanie cieni zlewających się w gęstniejącym mroku.


It's not like you killed someone
It's not like you drove a hateful spear into his side
Praise the one who left you Broken down and paralyzed
He did it all for you He did it all for you


Siedziała sama na łóżku w swoim pokoju, w opuszczonym przez żywych domu, kiwając się rytmicznie, a straszliwa pustka i tęsknota rozrywały ją od środka. Całe pomieszczenie wypełniały jej myśli. Kisili się tam wspólnie - ona, jej myśli, lęki i głos Maynarda. Mogła wyobrazić sobie najbardziej niestworzone historie, pluć, stroić miny, przeklinać i wyć na całe gardło - nikt by się o tym nie dowiedział, nikt nie usłyszałby tego. Myśl o tak absolutniej samotności doprowadzała do szaleństwa. Błogosławieństwo połączone z agonią, mnóstwo czasu dla siebie - odseparowanego i nagiego. Każda upływająca sekunda przytłaczała niczym góra. Blondynka tonęła w nich. Pustynie, morza, jeziora, oceany. Zegar wybijający czas jak rzeźnicki topór. Nicość. Świat. Ona i nie ona. Oomaharumooma. Wszystko musi mieć nazwę, łatkę, miejsce w encyklopedii. Nazwane lęki nie są tak straszne jak te nienazwane. Na te drugie nie działają żadne strzykawki. Tyle dobrego, że zanim się rozkleiła leki zaczęły działać, tłumiąc emocje i sprawiając że dolna warga przestała niekontrolowanie drżeć. Berenika wzięła porządny wdech, przymykając oczy i pozwalając benzodiazepinie działać. Dała jej jeszcze pięć minut, a potem już w normalnym trybie bezdusznego robota pościeliła łóżko, pamiętając aby ranty koca wepchnąć pod materac. Poduszkę ułożyła na wierzchu przy wezgłowiu, strzeliła szybki trening w postaci serii pompek, brzuszków i podciągnięć na drążku. Mer de Noms towarzyszyło jej cały czas, zapętlone i z losową kolejnością piosenek. Po prysznicu i ubraniu, zgarnęła plecak. Wojskowa, parciana kostka pomieściła wszystko, czego potrzebowała, a czego nie dało rady upchnęła po kieszeniach bojówek i bluzy okręconej wokół pasa. Wychodząc z domu zadzwoniła jeszcze do wujka zameldować, że wychodzi, klucze zostawia u pani Janiny i odezwie się kiedy dotrze na miejsce. Następnie wysłuchała paru dobrych rad, rozkazów aby nie odwaliła niczego i wymogu obietnicy, że w razie czego zadzwoni.

- Nie denerwuj się Andrzeju - powtarzała przy każdej kwestii, godząc się na wszystko i obiecując co trzeba. W tle słyszała jak któryś z dziadków drze mordę na koty, albo major Szumny znowu robił manewry, chuj w to. Z pewnością on jeden cieszył się na wyjazd parcha, którego musiał niańczyć, częściowym kosztem kariery. Nika czekała aż któregoś razu podczas awantury jej to wypomni… na razie się nie doczekała, czym ponury brat jej ojca zaskarbił sobie jej szacunek. Tym łatwiej było obiecać, że zanim odjebie kogoś albo siebie - zadzwoni.

Pożegnali się, nastolatka odpaliła papierosa i ruszyła już bez przeszkód do szkoły. Narzuciła szybkie tempo, metry chodnika uciekały pod desantami niezauważone. Jasne słońce raziło ją w oczy, zmuszając do nasadzenia na nos przeciwsłonecznych okularów, prezentu od Andrzeja. Awiatory Ray-bana, oryginalne jak jasny chuj na kryształowo błękitnym niebie… ładne, w złotej oprawce i z niebieskimi lustrzanymi szkłami. Bardzo je lubiła, świetnie chroniły wzrok przed nadmiarem słonecznego promieniowania.

- I co ja robię tu, u-u - blondynka zanuciła pod nosem, stając na światłach. Niby dałaby radę jeszcze na upartego wejść na jezdnię razem z ostatnim mignięciem zielonego ludzika, ale znając stołecznych kierowców wolała poczekać. W głowie chór głosów odpowiedział: u-u, co ty tutaj robisz?

Dobre pytanie, z jednej strony oczywiste, z drugiej niekoniecznie. Czasami, dokonanie złego wyboru jest lepsze niż nie dokonanie żadnego. Należy mieć odwagę iść do przodu, osoba stojąca na rozdrożu dróg, nieumiejąca wybrać, nigdy nie pójdzie do przodu… a ona nie chciała wiecznie tkwić w przeszłości. Dlatego wybrała. Raz, że w papierach lepiej wyglądało ukończenie prestiżowego liceum niż podrzędnej nory nieistniejącej w żadnym liczącym się rankingu. Z drugiej każdorazowo, gdy szarooka blondynka przekraczała wrota krainy ludzkiego spierdolenia, wyobrażała sobie że jest kompletnie kim innym.
Najczęściej chodziła szkolnymi korytarzami jako Eric Harris pamiętnego 20 kwietnia 1999 roku. Potem, gdy opowiadała o tym terapeucie ten tylko kiwał głową i zaczynał swoje motywujące gadanie, jednocześnie podsuwając nową receptę. Kilka dni i był spokój. Znów Szumna przede wszystkim skupiała się na nauce, ignorując korowód spierdolenia płynący obok niej życiowym nurtem.

Ten sam, który okupował teren przed budą, czekając na autobus. Szumna dotarła akurat przy ogłaszaniu radosnej nowiny przez Turleckiego. Niby mówi się, by nie sądzić książek po okładce, z drugiej strony czasem wystarczyło jedno na nie spojrzenie, może czasem trzeba było dodać krótki rzut oka na stronę tytułową czy ISBN, aby wiedzieć z całą pewnością że nie chce się mieć tych książek nawet na samym dnie piwnicy. Nika nie chciałaby mieć w domu ani wychowawcy, ani Królik. Rzut oka na wuefistkę utwierdził Berenikę, że przynajmniej tamta ma podobne do niej zdanie. Niektórych granic nie wolno przekraczać, paru norm gwałcić po prostu nie wypadało. Automatycznie pomyślała, że gdyby to było wojsko, oboje zakochanych idiotów poleciałoby na kopach za fraternizację. Wzory i autorytety winny dawać przykład i nim świecić jak psu jaja, bo jak niby później ktokolwiek miał ich szanować, bądź na poważnie brać wartości przez nich przedstawiane.

- Każdy człowiek zaopatrzony jest od urodzenia w różne szkiełka z napisami: "dobre", "złe", "brzydkie" i tak dalej - usłyszała w głowie głos doktora Jędlińskiego. Siedzieli u niego w gabinecie w zeszłą sobotę: on za biurkiem na swoim wygodnym skórzanym fotelu, ona po drugiej stronie na identycznym meblu. On patrzył na nią z łagodną troską, ona miętoliła kawałek liny ćwicząc węzły aby zająć czymś dłonie i rozładować stres - Ludzie przyzwyczajają się do nakładania tych szkiełek na swoje wewnętrzne oko i do widzenia wszystkiego przez kolor i nazwę szkiełka. Robimy to żeby usprawiedliwić swoje przekonania, albo odwrócić uwagę od sedna problemu. Co cię męczy Bereniko?

Co ją męczyło? Nie wiedziała, czy układać podpunkty chronologicznie czy alfabetycznie. Wybawieniem z konieczności oglądania pantominy rodem z Mody na Sukces i szatkowania własnego mózgu był przyjazd autobusu. Widok nowoczesnej trumny na moment wycisnął powietrze blondynce z płuc. Stała jak kołek wpatrując się martwo w drzwi i historyka wewnątrz. Świat ulatywał gdzieś z boku, a ona zwalczała nagły napad paniki, betonujący ją w jednym miejscu. Zapadła się w sobie wewnętrznie, zamknęła oczy i policzyła do dwudziestu, ruszając energicznie przy bezgłośnym “dwadzieścia”. Zastój należało przełamać, jak najszybciej, a lęk wziąć za mordę i przydusić butem do ziemi. Weszła po schodach, ale daleko nie zaszła. Od razu stanęła przy pierwszej parze foteli, zawisając nad wuefistką.
- Mogę z panią usiąść? Nie lubię jeździć - zaczęła, dziękując niewidzialnym siłom, że akurat pani Bernadeta była konkretną babką i nie musiała jej się wypłaszczać.
- Chcę to przespać, po lekach nic nie poczuję - przyznała po prostu, wymownie pokazując oczami na dzikie ZOO w dalszych częściach autokaru. Przez moment Dąb-Słonicka mierzyła ją wzrokiem, ale kiwnęła głową. Berenika miała wrażenie, że wuefistka akceptuje ją i traktuje z pewną dozą surowego szacunku. Bez wątpienia wywaliłaby każdą inną osobę, a za to Nika nie zaufałaby na tyle innej osobie, aby przy niej zmienić się w mebel który można przesuwać się żywnie podoba.
- Dziękuję - odkiwnęła nauczycielce głową. Miejsce pod oknem zajęła z ulgą, od razu wyciągając z plecaka paczkę tabletek. Szybko przeliczyła w głowie… 550 kilometrów, wedle rozkładu sześć i pół godziny. Dwie tabletki powinny starczyć, na opakowaniu napisano że zaczynają działać do dziesięciu minut, dlatego należy je brać już leżąc w łóżku.

- Będziesz potem wymiotować? - z boku doleciało pytanie Dąb-Słonickiej na jakie pokręciła przecząco głową.
- Nie. Rutyna - odpowiedziała, łykając proszki i popijając je połową półlitrowej butelki wody. Sześć i pół godziny, o ile nie nastąpi żaden objazd, lub opóźnienie. Profilaktycznie połknęła jeszcze połowę trzeciej tabletki. Proces popijania powtórzył się, pusta butelka wróciła do plecaka.

- Zapnij pasy - głos starszej kobiety zaczynał dochodzić jak zza ściany.
- Tak jest - wykonała polecenie.
- Ozzy - przywitała połowicznym uśmiechem znaną twarz z tyłu. Parę minut później zasnęła kamiennym snem bez snów, z głową w kapturze opartą o szybę.
 
__________________
Nine o nine souls - don't do this
Nine o - no more pain now
Nine o nine souls - it's easy
I'm gonna take on all your battles

Ostatnio edytowane przez Sepia : 17-11-2020 o 00:59.
Sepia jest offline  
Stary 17-11-2020, 07:54   #6
 
JohnyTRS's Avatar
 


Łukasz poderwał się z łóżka. Śnił mu się jakiś koszmar, tego był pewien. Ale co? Tego już nie zapamiętał. Przecierając klejące się oczy spojrzał na stojący obok klapkowy radiobudzik, próbując sfokusować się na widocznej godzinie. Za kwadrans. Za kwadrans miał dzwonić i go obudzić. Leżał wpatrując się stelaż górnego łóżka, gdzie spał jego brat. Tego to nic nie obudzi. Nie, nie zaśnie teraz. Wstał, skasował ustawienia alarmu. Polazł do kibla.

Szybkie przepakowanie się, mama ja zwykle musiała być obecna przy pakowaniu, przez co od wczorajszego wieczora miał przyszykowaną wielką torbę, której dźwiganie mu się nie uśmiechało. Przepakował rzeczy, połowę z nich upchał do wolnej szafki w pokoju. Ułoży jak wróci. Plecak ledwo się dopinał. Na sobie miał koszulkę nówkę sztukę, Łukaszowi pomysł wpadł do głowi tydzień temu, logo zespołu machnięte jednym kolorem, bez żadnych odcieni. Szary T-shirt i krwisto-czerwone logo, gdzie Sala i 69 zlewały się ze sobą.


Cudem wepchnął się do tramwaju, rano jak zawsze zatłoczonego, potem przesiadka w drugi i krótki marsz. Dobrze że jego buda jest w mieście a nie na jakimś zadupiu. Po drodze krótki skok w bok do piekarni po wałówkę na drogę, w warzywniaku obok kupił butelkę wody. Przed szkołą nie był pierwszy, już zebrała się pokaźna liczba jego współklasowiczów. Współklasowicz, to jest dobre. To w żadnym razie nie byli jego przyjaciele. No dobra, Ozzy to był najlepszy kumpel, było kilka osób z którymi żył w zgodzie, była też banda pajaców którym tolerował, ale była też banda ęą-matrioszek i pojebów. Tak, pojebów, dla których Wronki powinny się rozbudować. Łukasz był pokojowy, ale sam nie oszukiwał. Dopiero u Chrzciciela poznał zasięg patologii, gimnazjum to było przy tym pikuś, Pan Pikuś. Znajomość z Agatą nadal stała mu ością w gardle, na początku pierwszej klasy sprawiała jeszcze pozory człowieka myślącego. Łukasz nie dał się jej zmanipulować i go rzuciła. Przy czym Łukasz miał doła przez następną godzinę, a ona pewnie nadal myśli że nadal go ma. Błąd. Wyrządziła ogromną przysługę. Trzymał się teraz z dala od tak fałszywych siks. W myślach wielokrotnie spuszczał Agatę w kiblu, ale rezultat zawsze był taki sam: Czajka robiła zwrot z informacją, że takiego gówna nawet oni nie tkną.

Marta! Co ona tutaj robi! Krótkie pytanie do wychowawcy, odpowiedź, że jedzie z bratem za pozwoleniem dyrekcji. Cholera. Cholera. Patrzył jak daje się pomiatać Agacie i było mu jej żal. Podczas ich nieoficjalnych spotkań (chyba na szczęście nikt w szkole o tym nie widział) wielokrotnie próbował przemówić jej do rozsądku, że Agata nie ma psiapsiółek tylko służące, ale jak grochem o ścianę. Tłumaczyła, że to nie tak, ale Łukasz jej nie wierzył, a Marta nadal robiła za Kopciuszka.

Szybkie przywitanie, przysiadł na murku obok Feliksa, zawołał Alę, ale ona go nie słyszała, zatopiona w swoim świecie. Na przerwach tak samo, komputerek i stukamy.
Basista zdjął kurtkę, pakując ją między gumki plecaka. Że już o tej godzinie było gorąco. Feliks rzucił coś o benzo, zagadał Alę będącą w swoim świecie. Zieliński tylko słuchał i widział zmieszanie na twarzy dziewczyny. Widział też jak z tyłu, między dilerem i dziewczyną pojawia się Wiesław. Dziwny, to było wszystko co mógłby o nim powiedzieć chłopak. A kto tu nie był dziwny? Już zamierzał kontynuować wątek Agaty, kiedy to ponownie komputer Ali stał się tematem rozmowy, a raczej wymuszonej wymiany pojedynczych zdań z Wiesiem. Łukasz poczekał aż Wiesio się trochę oddali i wrócił do poprzedniego wątku:
-Ja jestem za strychniną, albo przynajmniej cegłą, wyląduje w szpitalu i będziemy mieć spokój. Albo się utopi, będzie wyglądać na nieszczęśliwy wypadek- rzucił.

Feliks uśmiechnął się szeroko do Zielińskiego. - U... język nienawiści. Mówisz, że zero litości dla pustych idiotek? No cóż, jeśli są tak szkodliwe jak ta, to mogę się zgodzić. Mówią, że Berenika to Dżuma, ale ona mi nic złego w życiu nie zrobiła. Natomiast Agata? Pozowała do nagich aktów, potem sama sprawiła, że wyciekły... i oskarżyła o to mnie. Woś to prawdziwa choroba, nie Szumna. Ali westchnęła i odłożyła na bok komputer. Ciężko jej było przeskakiwać pomiędzy biznesowymi kosztorysami, a licealnymi dramami. Potarła skroń i westchnęła. - Obydwoje jesteście głupi. Agata ma wiele na sumieniu, ale nawet żartowanie o truciu jej lub narkotyzowaniu bez jej zgody... To niesmaczne. Czasami ludzie mogą umrzeć od znacznie mniej celowych działań. Nagle jakby posmutniała. Przymknęła oczy i skoncentrowała się z powrotem na komputerze.
- Oj tam zaraz nienawiść - Łukasz wzruszył ramionami - to się nazywa życiowe doświadczenie. I tak, o naszej zewnętrznie pięknej Agacie gadam. Jak widzę to co ona na przykład teraz wyrabia to mi się przysłowiowy nóż w kieszeni otwiera. Nachylił się żeby Feliks nie zasłaniał mu Ali, przesunął lenonki na czoło: - To mówisz że Agata cię nie wnerwia?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- To tylko jedna z wielu osób na mojej życiowej drodze - powiedziała. - Tak długo jak nie chce czegoś bezpośrednio ode mnie, nie zamierzam się nią przejmować. Wiem, że nie jestem w stanie zrobić z niej dobrego człowieka. Natomiast ona jest w stanie wydobyć ze mnie to co najgorsze. Na przykład sprawiając, że zacznę pragnąć dosypać jej czegoś do drinka. Powinniśmy próbować być od niej lepsi. A nie tylko równie źli, choć w inny sposób. Zapadła cisza. Feliks roześmiał się. - Nudziara! - wydął wargi. Złożył dłoń w pięść i uderzył Ali w ramię, na co ta się rozchmurzyła. - Nie jestem na was zła, ale nie pozwólcie jej mieć taką władzę nad wami - powiedziała Arabka. - W końcu to właśnie to, czego ona tak pragnie. Liczyć się. Najbardziej zaszkodzicie jej, nie zauważając jej.
-Wprost przeciwnie drogi Watsonie - Łukasz się uśmiechnął, jeszcze raz rzucił okiem na Agatę i nachylił się do Feliksa, żeby Ala nie słyszała: - Liczę że uda mi się przemówić Marcie do rozumu, jak Agata straci posługacza to nawet ją zaboli a wtedy...
Nie dokończył, papieros Feliksa podziałał na wuefistkę jak płachta na byka. Łukasz ruchem brwi upuścił okulary ponownie na nos. Spojrzał na pompującego Feliksa. Zrezygnował z komentarza.

...Wszystko gnije, wszystko gnije, wszystko gnije...

Agata i Mateusz, największa patologia tej klasy. Toksyczna wydmuszka i agresywny pitekantropek. Nie mógł uwierzyć, że Marta i on są rodzeństwem. Dla Łukasza patolę uzupełniał Alan, ale ten przynajmniej dotrzymywał kroku ewolucji i cywilizacji.

...Smród unosi się, unosi się i bije

Spojrzał jeszcze raz na Martę. Westchnął. To będzie ciężki tydzień. Klasowy diler kończył serię pompek, po chwili ciężko dusząc ponownie siedział na murku między Łukaszem a Alą. Gdyby nie ubranie, byliby niemalże nie do odróżnienia. Dzięki temu Łukasz kojarzył z widzenia większość (ale na pewno nie wszystkim) klientów Feliksa. Wystarczyło żeby na imprezie, na przerwie od grania, do tego wyjątkowo ubrany cało na czarno Łukasz zniknął w kłębiącym tłumie, już po chwili zaczepiało go masa uczniaków z chcących coś kupić. A także ich zawstydzone miny, kiedy orientowali się, że to nie Feliks. Jak dotąd żaden nauczyciel w ten sposób się nie zdradził - ale w ten całej szkole na haju nauczyciele też musieli latać.

Nie bawił się w luk bagażowy, wlazł po prostu z plecakiem do środka. Nie był pierwszy. Po odstaniu swojego na schodkach (Dżuma ze Słonicką? O co chodzi?) przeciskał się dalej. Rząd dalej Ozzy i Adrian (O co chodzi?) Kłócili się o torbę, Łukasz to zignorował, rzut oka na siedzenia i wpakował się na prawą stronę, zostawiając wolny rząd jako bufor od nauczycieli. Łukasz przy oknie, plecak obok.

Ruszyli, gwałtownie zahamowali. Marta, tak skoncentrował się na Agacie, że kompletnie o niej zapomniał. Już słyszał wołanie Agaty z ostatniego rzędu, popatrzył na Martę, ta nawet na niego nie spojrzała, idąc do tyłu.

To będzie ciężki tydzień. Wyjął piórnik i szkicownik. Zawsze w gotowości.



 
__________________
Życie społeczne to sztuka
wbijania innym noży w plecy
i udawania
że własne plecy ma się czyste
JohnyTRS jest offline  
Stary 17-11-2020, 14:00   #7
 
Brilchan's Avatar
 
Cool


[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=U9GbwsM50Z8[/MEDIA]

Adam był wcześnie przed szkołą Matka nie chciała go mieć w domu dłużej niż to konieczne miała swoje własne plany i zainteresowania a ta wycieczka miała być karą, więc zerwała syna z łóżka wczesnym rankiem.

Addamus nie był z tego powodu zachwycony, ale przyzwyczaił się już do podobnego zachowania, więc słuchał muzyki z nowego MP3 i czytał "Boso, ale w Ostrogach" Grzesiuka.

Gdy przyszła jego koleżanka z zajęć tanecznych, której imienia zawsze zapominał, zaczął z nią ćwiczyć nowe kroki i układy, taneczne ignorując resztę świata.

Dzisiaj był ubrany wyjątkowo oczojebne żarówkowo żółty, T-shirt Sali 69, na który narzucił hawajską koszulę z krótkim rękawem i jasnobłękitne sportowe legginsy ze specjalnego oddychającego materiału do tego klapki z otwartą stopą nałożone na gołą nogę.

Z dodatków oprócz białego kapelusza skrywającego tańczowe włosy obwiązanego wstążką w tych samych barwach co czupryna (żeby nikomu nie zdawało, że się wstydzi!), Miał całe mnóstwo różnokolorowych gumowych bransolet.

Osobną kwestią był makijaż paznokcie u rąk i nóg Adama mogły się pochwalić świeżym fioletowym lakierem z dodatkiem brokatu, usta pokrywała pomadka na wyschnięte wargi z dodatkiem różowego błyszczyku nałożona w zdecydowanie zbyt dużych ilościach. Całości dopełniały podkreślone tuszem rzęsy i brwi.

Grzecznie dołączył się do braw dla nauczycielskiej parki, choć mało obchodziła go ta cała sytuacja. Roześmiał się z pompek Feliksa dość długo przerwał ćwiczenia układów tanecznych, żeby się na to popatrzeć. Może potrzebował zaćpać i dlatego tak tęskno gapił się na dilera?

Wewnątrz Autobusu - Reakcja na słowa Alana

- Pierdol się wędliniarzu, idź poćwiczyć Krakowiaczka. Będę siedział tam, gdzie mi się podoba. Nie martw się z dala od ciebie, bo nie chce zarazić się pozerstwem. Nie napiłbym się z tobą, nawet jakbyś błagał, bo chlać też trzeba umieć, a nie spić się wódą jak twoi jebani wiejscy przodkowie - Wyszeptał w odpowiedzi pokazując Alanowi środkowy palec błyszczący brokatem jednak uważał, żeby osłonić rękę tak, żeby Gogi nie zauważyły.

Usiadł pośrodku Autobusu z dala od pozerów z ostatniego rzędu, ale nie na przedzie dla kujonów
-Julka chcesz usiąść obok mnie ? Mam nową płytę Arctic Monkeys. naprawdę spoko kapela ? Martuś nie słuchaj tego obszczymurka stać cię na kogoś lepszego siedź gdzie chcesz dziewczyno, ale nie dla jego wdzięczności
- Wsparł kumpele z cukrzycą.
 

Ostatnio edytowane przez Brilchan : 17-11-2020 o 19:40.
Brilchan jest offline  
Stary 17-11-2020, 19:16   #8
 
traveller's Avatar
 
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=zsCD5XCu6CM[/MEDIA]

Elektroniczny zegar przy łóżku z cichym dźwiękiem wskoczył na godzinę 6.00.
Adrian otworzył oczy. Nie spał już od dobrych 15 minut, ale jego mózg już nabierał obrotów zmierzając ku nieznanemu. Analizował swoje sny, myślał o tym co minione i o tym dopiero się stanie. Tak wiele pytań było dla niego bez odpowiedzi co frustrowało go. Chciałby przecież zawsze być tym, który posiada wszystkie “klucze” i jest najmądrzejszą osobą w pokoju. Nie tyle dla sławy, kariery czy bogactwo co dla samego wypełnienia celu swojej egzystencji. Momentami… Potrafiło go to wpędzić w równię pochyłą ku depresji, ale od czego są bogaci rodzice i drodzy terapeuci.

Jego pokój był przykładem raczej surowego wnętrza; z łóżkiem, stolikiem, biurkiem i komputerem oraz pokaźną szafę z ciuchami.Biel mieszała się z czarnymi odcieniami. Kolorów nadawały jedynie małe, pielęgnowane przez gosposię drzewka, na które z początku nalegała matka, a Adrian zaakceptował z czasem. Plakaty różnych zespołów oprawione w antyramy zmieniały się tak często jak myśli “Adiego”.

Wstał, założył kapcie a zaraz potem szlafrok w japońskie kotki. Spał nago lubiąc dotyk aksamitnej pościeli w prosty bambusowy wzór, który z odpowiedniej odległości nabierał innego znaczenia tworząc coś na kształt labiryntu. Uważał się za minimalistę i estetę, dla niego wszystko musiało mieć swój porządek. Od razu wiedział kiedy ktoś był w jego pokoju. Ścierał kurz, poprawiał zasłony, przestawił książki. Czasem siedział bez słowa godzinami w dużym rodzinnym domu Fujinawa przypatrując się obrazom na ścianach.


Jego wyobraźnia ciągle potrzebowała nowych bodźców i stymulacji. Nie cierpiał się nudzić, ale co dla większości było nudne, dla Adriana mogło wydawać się ciekawe. Niektóre płótna sam namalował, ale tak po prawdzie wolał szkicować. Oczywiście czytał mangi, ale nie marzył jak większość jego znajomych z Japonii ; żeby zostać sławnym twórcą. Nie, święcie wierzył że jest mu przeznaczone coś więcej.

Już wystarczająco ciężko było być azjatą w takim kraju jak Polska. W Japonii też czuł się mieszańcem, ale chyba po prostu nauczył się z tym żyć.

Wziął gorący prysznic i zszedł po marmurowych schodach na dół. Przebrał się w wyjściowe ubranie, które stanowiło dżinsowe spodnie, białą koszulę, krawat i rozpiętą bluzę z kapturem. Przeszedł przez salon i dotarł do jadalni, mijając bez słowa kłaniających mu się na jego widok służebnych.

Na czerwonym onyxowym stole w kształcie sześcianu przy którym zwykł jadać posiłki (najczęściej samotne) znajdowała się sentencja przygotowana przez ojca.

道が実り多いものになりますように


oraz kilka słów naprędce nakreślonych przez matkę.

We love you son. Sends us a postcard. Kisses. Father and Mommy.

Prychnął lekko nie spodziewając się niczego więcej. Był przyzwyczajony, że nie mają dla niego czasu. Maria, matka Adriana od rana skupiała się pewnie na jakiejś głośnej sprawie. Tym razem broniła chyba córki jakiegoś biznesmena, która potrąciła dziewczynkę przechodzącą na pasach. W zasadzie nie lubiła zainteresowania mediów i tej całej nagonki, ale skupiała się na robocie niczym pies który zwietrzył trop nie dający się rozpraszać innym zapachom. Mignęła mu na ekranie wielkiej plazmy nowego kanału informacyjnego tvn24, wchodząc do sądu w przyciemnianych okularach chroniących przed fleszami reporterów. Zaraz po informacji o kolejnym dniu strajku pielęgniarek w tzw. “białym miasteczku”. Maria rozpieszczała młodego Fujinawę kiedy mogła, był jej oczkiem w głowie co wpędzało go w pewne zakłopotanie. Wolał mówić do niej “matko”, ale ona nalegała na “mamusię”.
Jego ojciec? Isshin Fujinawa, prezes Sony Polska kolejna ważna persona na warszawskim rynku. Adrian nie wiedział nawet czy jest w tej chwili w Polsce. To on dbał o dyscyplinę syne i zmuszał ich by w domu mówiło się po angielsku. Nie bardzo wiedział co połączyło rodziców. Może ich małżeństwo było tylko kolejną transakcją biznesową? Powtarzali mu, że go kochają, ale nie był pewny szczerości wypowiedzianych przez nich słów. Czy wszyscy dorośli kłamią? Jeśli tak, to niedługo sam miał się o tym przekonać bo osiemnastka już za rok. Napił się soku pomarańczowego i zjadł przygotowane mu wciąż ciepłe śniadanie. Nie bardzo cieszył się na ten wyjazd, ale rzadko odczuwał radość. Po prawdziwe ogólnie rzadko odczuwał silne emocje inne niż gniew jeśli coś nie szło po jego myśli. Przeczytał smsy od Marty i Ali. Odpisał tylko “CU przy autokarze”. Oszczędnie, ale nie widział sensu skoro i tak się niedługo zobaczą i porozmawiają. Powiadomił szofera przez interkom żeby przyszykował samochód i zaczął zbierać się do wyjazdu.

WNĘTRZE AUTOKARU DO ROWÓW

Adrian na miejsce dotarł o czasie, nigdy nie bywał spóźniony. Bez cienia emocji przetrwał wszystkie rozgrywające się na parkingu dramaty, biorąc odział jedynie w swoim własnym, który rozpłynął się w nowej przestrzeni wnętrza autokaru. . Wszedł do wypasionego autobusu jako jeden z pierwszych. Tak mu się przynajmniej wydawało, ale ku jego nieskrywanej irytacji miejsca które sobie upatrzył - czyli za Panią Bernadetą było już zajęte. Zmarszczki na czole uwidoczniły się. Wysoki, kudłaty chłopak w obszarpanych dżinsach siedział na fotelu za nauczycielką i zajmował nie jedno, a dwa miejsca. Piotr Ozimski, członek szkolnego zespołu, który całkiem podobał się Adrianowi. W tym jednak momencie, równie dobrze mógłby siedzieć na nim sam papież, a on i tak zachowałby się tak samo.

-This is my spot.

Powiedział bez ogródek z kamiennym wyrazem twarzy. Po chwili dotarło do niego, że wciąż mówi po angielsku tak jak zwykle robił w domu i poprawił się już po polsku.

-Znaczy.. To moje miejsce.

Zakłopotanie z twarzy chłopaka odpłynęło tylko na moment i ponownie zastąpiła je determinacja.

Marta wkroczyła w ciasną przestrzeń pomiędzy podwójnymi rzędami siedzeń i zatrzymała się prawie na plecach Adriana. Chcąc, nie chcąc stała się świadkiem sceny toczącej się pomiędzy jej przyszłym spełnieniem marzeń, a niedoścignionym wzorem. Lekko zmieszana odstąpiła pół kroku do tyłu. Całkowicie blokując ruch w autobusie. Zrobiło się jej głupio, więc spuściła głowę patrząc to raz na swoje wygodne papucie, to na mijającą ich bez problemu Ali.

Ozzy w najlepsze wystukiwał rytm palcami na oparciu Bereniki, bez reszty zamknięty w swoim świecie. Dopiero po chwili dostrzegł stojącego nad nim kolegę. Wyciągnął z uszu słuchawki, pytająco kiwając głową, z mieszaniną zdziwienia i irytacji na twarzy.

Azjata z frustracji od kiwnął głową wskazując na siedzenia, które zajmowały nogi gitarzysty.

-To moje miejsce - powtórzył.
-Zawsze tu siedzę.

Dostrzegł Bernikę i trochę się zawstydził uciekając spojrzeniem, ale najwyraźniej ani ona, ani Pani Bernadeta nie zauważyły jeszcze co się dzieje.

-Przesiądź się… - westchnął.
-Proszę - dodał tonem silącym się na kompromis.

- Adi, nawet mnie nie wkurwiaj - rzucił zrezygnowany Piotrek - masz dla siebie jeszcze cały autobus.

- Na przykład możesz usiąść za Piotrkiem. Koło Ali G. - Spojrzała na przesunięte w czasie wymiany przez chłopaków zdań jakieś rzucone tam rzeczy, zwracając się do Adriana. Ali już zajęła zaplanowane dla nich miejsca bez odzywania się nawet słowem. Pewnie czekała na Martę, ale miała, jak zwykle za dużo na głowie.

- Ejejejej, dziewczyny, nie widzicie że zajęte? - rzucił Ozzy wskazując na podróżną torbę.

-Nie - odparła krótko muzułmanka nie wychylając się poza ekran komputera.

Chłopak posłał Marcie lekko rozdrażnione spojrzenie. Klęknął i wyciągnął z plecaka długą odbijającą światło katanę i ciął Piotrka szybko przez łeb, strącając mu z ramion głowę jak jabłko z drzewa jednym sprawnym ruchem. Krew zachlapała szyję pani Bernadetty, co psuło lekko estetyczne doznania Adriana.



Otrząsnął się po chwili potrząsając głową.” - Nadal był w autobusie, głowa jego szkolnego kolegi była na swoim miejscu, więc musiał odpłynąć przez chwilę w wir wyobraźni. Spojrzał przez moment na swój plecak. Potem na Ozimskiego i na Martę. Zanim ustąpił, podjął jeszcze jedną desperacka próbę zmiany zdania “rywala”.

- Mam nowego ipoda. Classic 6G, to prototyp który na rynku wyjdzie we wrześniu. Tata… ma dostęp do takich rzeczy. 160 GB pamięci, lepsze audio, obsługuje nawet Windowsa. No XP-ka znaczy. Jak się posuniesz to dam ci posłuchać w czasie jazdy.


Poziom stresu dziewczyny niebezpiecznie skoczył w górę i Marta lekko wycofała się o kolejne pół kroku widząc wzrok azjaty. Nie chciała go denerwować tylko znaleźć dobre wyjście z sytuacji. Czasami jej słuchał, ale widać nie w tym momencie. Poddała się i wysłuchała do końca dużo lepszej propozycji niż jej własna. Z uznaniem kiwnęła potakująco głową w stronę Piotra dodając do tego uśmiech pełen przeprosin i nadziei na pokojowe rozwiązanie zastanej sytuacji. Tłum za jej plecami gęstniał, ona coraz bardziej czuła się przytłoczona swoją nieporadnością i gabarytami blokującymi każdą wolną przestrzeń w przejściu.

Adrian obrał chyba najgorszą możliwą metodę perswazji względem Piotrka. Wystarczyło na niego spojrzeć: jak chłopaka plwającego na dobra doczesne, noszącego się jak lump z koncertu Kurta Cobaina można próbować przekupić Ipodem??? Ozimski pokiwał z niedowierzaniem głową. Za jakiego pustaka ten zadufany w sobie ryżojad go miał?

- Wybacz Liu Kang. Może skuszę się w drodze powrotnej - uśmiechnął się przepraszająco, po czym bezczelnie wyciągnął się na siedzeniu, zarzucając demonstracyjnie nogę na nogę.

- Hanzai ! - wysyczał przez zęby chłopak.
Zaraz zobaczysz co to fatality.

Mało co go tak denerwowało jak prostacki rasizm. Poczuł jak jego pięść zaciska się sama, tętno przyspiesza i już miał zrobić coś czego wszyscy by mieli potem żałować gdy…

- On nie chciał Adrian. - powiedziała cicho Marta kładąc po sobie uszy i nie wiedząc co zrobić więcej. - Proszę Cię, może jednak usiądź z Ali. To różnica tylko jednego rzędu. Ona pewnie chętnie posłucha czegoś na Ipadzie jak skończy swoje rzeczy na laptopie. Ja pójdę gdzieś indziej.

Piotrek nie wyglądał zupełnie na kogoś, kto nie chciał.
- Get over here! - krzyknął, naśladując kolejną postać z Mortal Kombat. Już nawet nie krył rozbawienia poirytowanym kolegą, naśladując groteskowo ciosy karate i nokautując niewidzialnych przeciwników.
- Piotrek! - Zagrzmiał z przedniego siedzenia głos Pani Bernadetty, zabójczyni dobrej zabawy i pogromczyni dziecięcych uśmiechów.
- Weź te kulasy bo będziesz zaraz pompował! Mamy się tu wszyscy pomieścić!
Zrezygnowany Ozzy zabrał nogi z sąsiedniego siedzenia, imitując gest wieszania się kiedy napotkał przez moment spojrzenie Bereniki.

Fujinawa spuścił wzrok niżej kiedy zdał sobie sprawę, że patrzy na nich (w tym na niego), zdecydowanie więcej osób (w tym kobiet) niż by chciał. Skłonił się nisko przepraszająco. Poczekał aż “Ozzy” zwolni siedzenie i usiadł na miejsce obok.
Po chwili, z lekkim wahaniem wyciągnął rękę do kolegi.

Sorry. Nie wiem co we mnie wstąpiło.
Nie było to dla niego komfortowe, ale mając japońskie korzenie był bardzo honorowy.
- Ja wiem - odpowiedział Piotrek - Tequila sunset. Zew melanżu. Czujesz zbliżającą się ruję w lędźwiach. Po opuszczeniu tego autobusu nie będzie już odwrotu. Rowy oddzielą chłopców od mężczyzn! - niemal wykrzyczał mu do ucha, przygarniając go po koleżeńsku ramieniem jakby nic się nie stało, z typową dla siebie nonszalancją. Nawet nie przeszło mu przez myśl że mógł urazić kolegę. Adrian spiął się lekko, ale zacisnął zęby próbując nie zepsuć tego momenty zacieśnienia więzi.

- Lubię grungee… Jak chcesz posłuchać tego ipoda to mam Alice in Chains, Pearl Jama, Soundgarden czy no, nawet waszą “salę”. Co prawda słaba jakość, ale…
- Daj spokój, ileż można tego wyjca Ozimskiego słuchać - parsknął Piotrek, po czym ułożył się na tyle wygodnie, na ile pozwalało siedzenie i z powrotem dał się pochłonąć płynącej ze słuchawek muzyce.

Adrian tylko wzruszył ramionami i zaczął bawić ipodem.

Marta uwolniona od bycia bramkarzem tłumu z ulgą przesunęła się za chłopaków i zaczęła systematycznie pakować zgarnięte wcześniej na siedzenie obok Ali rzeczy do luku bagażowego nad ich głowami.
 
__________________
Even a stoped clock is right twice a day

Ostatnio edytowane przez traveller : 17-11-2020 o 19:33.
traveller jest offline  
Stary 17-11-2020, 22:17   #9
Rot
 
Rot's Avatar
 
Olga czekała na autobus. Znudzenie biło z jej twarzy równie bezbrzeżne jak sam ocean. Nie bardzo chciała opuszczać stolicę, ale ojciec nalegał, mówił że taki wypad dobrze jej zrobi, nabierze innego spojrzenie poszerzy horyzonty. Tiaaa… Tylko mowa była o Rowach a nie o wykurwistym Los Angeles.

No nic… niektóre rzeczy trzeba po prostu przetrwać.

Skrzywiła się słysząc pretensjonalny ton Agaty i obserwowała cała scenę z Martą z mieszaniną rozbawiania i zażenowania. Serio jak laska już musiała komuś służyć żeby czuć się dobrze to mogła by służyć np. jej. Olga była by na serio lepszym ‘panem i władcą’ od Agaty i dziewczyna zobaczyła by pół świata jak zabrała by ją w trasę.

Bo Olga ruszy w trasę to tylko kwestia czasu.

W końcu wyłowiła wzrokiem Felika i na jej twarzy zagościł uśmiech. Pomorski trip pomyślała natychmiast. I… może o to chodziło ojcu. W sumie… taka podróż w podróży na pewno otwiera, poszerza, wykrzywia i zawija horyzont. To może jej się przydać.

Wiadomość o zaręczynach skomentowała tylko uniesieniem brwi. Ta dwójka naprawdę czekała na jebane oklaski. No… żal…

W autobusie skupiła się na znalezieniu miejsca po środku. Najlepiej bez towarzystwa.

Chwilę rozważała czy zacząć łoić browce, ale doszła do wniosku że skręcanie się w ciasnym autobusie z pełnym pęcherzem to głupi pomysł. W końcu wyjęła gitarę i postanowiła trochę poćwiczyć.
 

Ostatnio edytowane przez Rot : 27-11-2020 o 21:30.
Rot jest offline  
Stary 18-11-2020, 10:25   #10
INNA
 
Nami's Avatar
 
Amanda nawet cieszyła się na wycieczkę. Lubiła podróżować, choć może niekoniecznie po polskich wsiach, ale przynajmniej zobaczy coś innego. No i nie będzie musiała się uczyć przez jakiś czas, wiec odpocznie. Same plusy… No, poza pewnymi drobnostkami.

Średniego wzrostu, długowłosa blondynka nie spieszyła się rano. Nie musiała. Tatuś i tak obiecał ją odwieźć, a samochodem to mniej niż dziesięć minut drogi. Miała więc mnóstwo czasu aby doprowadzić swój wygląd do perfekcji, zjeść rano śniadanie i pożegnać się ze swoim kochanym piesiem.

Standardowo dzień zaczęła od prysznica. Potem makijaż, aby wygładzić i tak już piękną cerę, delikatnie opaloną naturalnym słońcem oraz podkreślić pełne, duże usta szminką Rose Velvet Matte numer 39. Nie zapomniała tez o uwydatnieniu pięknych, niebieskich oczu i długich, czarnych rzęs. Wszystko musiało być perfekcyjne, pierwszy dzień był jednym z ważniejszych, reszta nie mniej, ale jednak… To pierwsze wrażenie. Chciała błyszczeć, chciała się pokazać, chciała się podobać, chciała… W sumie, to chciała być lubiana. Być może po prostu nie wiedziała co lepszego mogłaby pokazać, niż po prostu siebie - tak jak stała, tak jak potrafiła wyglądać najlepiej.

Gdy zeszła na dół z walizką, matka niemalże uroniła łzę, a ojciec westchnął.
- Wyglądasz cudownie, księżniczko - mruknął tatuś, a mama ze łzami w oczach pokiwała głową potwierdzająco
- Jak gwiazda - dodała, na co Amanda uśmiechnęła się szeroko. Matka jęknęła na widok jej zębów
- Ojcze, i te licówki! Jakie piękne jej te zęby zrobili! - stara omal nie zemdlała. Dumny ojciec jedynie kiwał niemrawo głową, zapatrzony na krzątającą się córeczkę. - Porcelanowe?
- Pełnoceramiczne
- sprostował ojciec
- I już nie jest taką kluseczką jak dawniej…
- MAMO!
- wzburzyła się Amanda, odwracając gwałtownie w stronę wzruszonych rodziców - Nie musiałaś o tym wspominać akurat… - zafrasowała się i ze wstydu próbowała obciągnąć w dół ciasną bluzeczkę, która natarczywie odsłaniała jej płaski brzuch.
- Daj spokój cukiereczku. Jesteś wspaniała - ojciec wstał od stołu i odłożył na bok gazetę. Dopił czarną kawę z filiżanki. Matka dalej się zachwycała ciesząc niemiłosiernie michę.
- Jesteśmy tacy dumni… - westchnęła. Wstała gwałtownie i pobiegła do komody.
W tym czasie ojciec spojrzał na rolexa i zmrużył oczy.
- No dobrze, zbierajmy się. Zawiozę cię zgodnie z obietnicą
- Dziękuję
- odparła blondynka chwytając walizkę. Chciała już wyjść, ale nagle przybiegła matka.
- Amando, weź aparat! Weź porób jakieś zdjęcia ładne, z fleszem jest, cyfrowy, tatuś specjalnie kupił - wyszczerzyła się do córki, która jakby niechętnie przejęła sprzęt.
- No...Tak… Dzięki
Tatuś pokiwał głową w milczeniu. Kiedy odjeżdżali, mamusia machała im na pożegnanie.
* * *
Czarny Land Rover podjechał pod szkołę, gdzie zebrał się już spory tłum ludzi. Amanda westchnęła nim wysiadła z samochodu. Tata wysiadł aby wyjąć walizkę z bagażnika i pożegnał córkę zerkając na zegarek. Musiał jeszcze pojechać do firmy i załatwić sporo spraw, więc nie czekał aż ta bezpiecznie odjedzie. Zrobił jej zdjęcie - tak zapobiegawczo - aby pamiętać jak wyglądała tego dnia.

Kiedy Amanda szła w stronę Agaty, Marty i Mateusza, nie zwróciła większej uwagi na innych uczniów. Przywitała się z kumpelami i swoim chłopakiem. Nie rozumiała, czemu Mateusz pozwalał tak pomiatać swoją siostrą i wielokrotnie zwracała mu na to uwagę, ale ten musiał mieć w to totalnie wywalone. Blondynka kompletnie tego nie rozumiała i czasami nawet żal jej było Marty.

Gdy nauczyciele ogłosili zaręczyny, Amanda skrzywiła się z niesmakiem.
- Yuck - wycedziła - Ale siara, większej żenady to ja już dawno nie widziałam. Po co się z tym tak obnosić? Nawet gdybyśmy się dowiedzieli jakkolwiek, to tak serio; kogo to obchodzi? No bez kitu...Totalna żena - wyszeptała do koleżanek i przewróciła oczami. Nie potrafiła tego pojąć.

Dopiero teraz zaczęła się rozglądać po okolicy. Żując gumę zrobiła parę balonów, które efektownie strzeliły, obklejając na moment jej ponętne usta. Kącik jej ust uniósł się na widok pompującego Feliksa. Szybko jednak opadł, kiedy ujrzała Adriana.
- Totalny kripol - zrobiła kolejnego balona, który pękł w chwili największego nadmuchania. Agata obrzuciła Japończyka krótkim, pogardliwym spojrzeniem. Mateusz zaznaczył teren chwytając Amandę w pasie i przyciągając do siebie jak zdobycz wyłowioną z wody. Przez chwilę poczuła się jak świąteczny karp. Odruchowo zerknęła na Feliksa, ten jednak szybko odwrócił wzrok. "Ale porażka... Totalnie"

Blondyneczka czekała aż inni wsiądą do busa. Nie spieszyło jej się. Walizkę wrzuciła do luku, potem odczekała chwilę w "kolejce". I tak miała już zarezerwowaną miejscówę na samym końcu, więc po co się spieszyć? Wypluła wyżutą gumę i wzięła świeżą. Westchnęła głośno i ostentacyjnie, stojąc na swoich wysokich sandałach na koturnie. Zarzuciła pięknymi, gęstymi włosami, teatralnie smukłym palcem starła niewidzialny paproch z policzka, poprawiła kolczyki, naszyjnik i znowu zrobiła balona z gumy. Gdy obklejał jej wargi, zbierała go z powrotem językiem w sposób, który przyciągał spojrzenia. Nie przejmowała się tym.

W końcu mogła wejść. Zrobiła to z gracją i powabem, wprowadzając biodra w lekkie kołysanie. Chciała przejść między siedzeniami jak gwiazda, jednak natrafiła na końcówkę kłótni Adriana i Piotrka. Uniosła brew patrząc na nich w milczeniu. Ignorowali ją, bo nawet nie zwrócili uwagi, zajęci swoimi samczymi bitkami.
- Totalnie jak dzieci - westchnęła niemal niesłyszalnie i przewróciła oczami. Uniosła rękę na sekundę, jakby machając kumpelom z końca busa. Agata ją olała, Alan uniósł flaszkę, Julka odmachnęła, a Mateusz mrugnął oczkiem i posłał całusa. Amanda znowu przeniosła spojrzenie na Adriana i Piotrka. W końcu posadzili dupska jak cywilizowani ludzie.
- Ale ty jesteś creepy. Totalnie. To tylko głupie siedzenie - obrzuciła Japończyka spojrzeniem swoich pięknych, niebieskich oczu i wygięła śliczne ciało lekko w bok, patrząc na chłopaka z góry. Uniosła brew nie odrywając spojrzenia, w którym skrywało się obrzydzenie.
- Mam nadzieję, że nie będziesz kolekcjonował tych swoich obrzydlistw. To jest totalnie obleśne, powaga - ponownie westchnęła i minęła ich podążając na sam koniec. Była wystarczająco szczupła, aby przejść tę trasę bezproblemowo, jak na wybiegu. Rzuciła swój malutki, podręczny plecaczek w Mateusza, swojego nositorbę, i zajęła należyte jej miejsce księżniczki.

Teraz można było pić i balować, w końcu. Należyty spokój, odpoczynek, przerwa od wszystkiego. Nawet Alan jej nie przeszkadzał, choć wciąż uważała go za pozera, który próbuje pokazać siebie ze strony, która tak naprawdę nie istnieje. W sumie, jak bardzo zaczną ją wkurzać, to sobie pochilluje obok Julki, będą mogły akurat poplotkować o Feliksie i... Historyku. Ciekawe, co on tutaj z nimi robił?


 
__________________
Discord podany w profilu
Nami jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:05.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168